Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 23 gości.

Ben Lewis: Kapitalizm po chińsku

Business in China

Kapitalizm po chińsku

Ben Lewis zastanawia się, dlaczego wciąż niektórzy uważają Chiny za model socjalistycznego
rozwoju

Jeśli istnieje historia trafnie podsumowująca transformację Chin pod okiem Mao Zedonga
z „bloku czterech klas” (Narodowa Armia Wyzwolenia, narodowa burżuazja, chłopi i robotnicy) na
obóz pracy odgrywający kluczową rolę w imperialistycznym porządku świata, to jest nią historia 45-
letniego Fang Fang.

W opowieści wychwyconej przez Financial Times, Fang Fang ma mały kłopot z pracodawcami
podczas wstępu do zeszłotygodniowej sesji Ludowej Politycznej Komisji Konsultatywnej i
Narodowego Ludowego Kongresu.

Co jest w tym tak niezwykłego? Przecież niemal codziennie ukazują się raporty niezadowolenia społecznego, spontanicznych strajków i wybuchów gniewu wśród chińskich
pracowników, coraz bardziej niezadowolonych z apodyktycznych szefów, politycznych represji i
wyniszczających warunków.

Jednak Fang nie jest „zwykłym” pracownikiem. Jako główny człowiek JP Morgana w Chinach, musiał wytłumaczyć zakłopotanym właścicielom, dlaczego został nominowany do najwyższego doradczego ciała politycznego Chin. Przecież, jeśli wierzyć wyszukanej retoryce Komunistycznej Partii
Chin, Ludowa Polityczna Komisja Konsultatywna jako „organizacja Zjednoczonego Frontu Patriotycznego Chińskiego Ludu” jest „ważnym forum dla promowania socjalistycznej demokracji o chińskich cechach”. Obraz harujących chłopów wygłaszających płomienne mowy i żołnierzy objaśniających niuanse walki rewolucyjnej jest możliwy do wyobrażenia. Ale bankierzy?

Wszyscy słyszeliśmy o „socjalizmie dla bankierów”, polegającym na ratowaniu upadających banków w 2008 r., ale jak Fang wyjaśni swoją obecność na forum, które pozornie nie ma mu nic do zaoferowania, oprócz pętli do powieszenia się? Jedyny sposób, w jaki mógłby się usprawiedliwić, to
porównanie się do bankiera włączonego do Izby Lordów – zgromadzenia raczej nie będącego organem rewolucyjnej burżuazji, ludowej armii, chłopów i robotników.

Rzeczywiście historia pana Fang wiele mówi. Podczas gdy Chińska Partia Komunistyczna i jej „oficjalnie komunistyczni” pochlebcy mogą posługiwać się iluzją, że Chiny są na drodze do socjalizmu poprzez włączenie „narodowej burżuazji” do czteroklasowego bloku, w rzeczywistości jerst całkiem odwrotnie. Droga, która przeszły Chiny była trudna i kręta, ale obecna drogą, która
podążają, prowadzi wprost do kapitalizmu. Ani Mao, ani Stalin, nie mieli wizji międzynarodowej burżuazji odgrywającej integralną rolę w walce o tzw. „socjalizm”.

Podczas rządów Mao reprezentacja burżuazji była w gruncie rzeczy tokenistyczna, teraz tacy jak Fang mają realny wpływ.

Oczywiście, w razie rzeczywistego głosowania w Zgromadzeniu, Fang i jemu podobni, głosowaliby
zapewne tak jak pozostali. Sesje Ludowej Politycznej Komisji Konsultatywnej oraz Narodowego
Kongresu Ludowego są – niczym konwencje wyborcze partii Tony’ego Blaira – w pełni kontrolowane i stanowia pokaz jedności i siły. Prawdziwe decyzje zapadają w ukryciu.

Sam Fang powiedział, że istnieje „ogromna maszyna ukryta za Komisją, której celem jest sprawienie wrażenia, że wszystkie prośby i sugestie Komisji są poważnie brane pod uwagę i uzyskują odpowiedź ważnych organów państwa”.

Jak niewątpliwie wyjaśnił swoim pracodawcom z JP Morgan,
że jest to konieczne dla rozkwitającego biznesu w kapitalistycznym społeczeństwie „z chińskimi
cechami”. Członkowie Komisji mają prawo dzwonić bezpośrednio do ministrów w sprawie legislacji,
nadzorują też lokalnych polityków, aby upewnić się, że wszystko idzie po ich myśli.

Financial Times komentuje: „W dzisiejszych Chinach – wydawałoby się – zupełnie odmienne role pana Fang – zachodni bankier oraz doradca chińskiego rządu – nie są w cale tak od siebie różne.

Odzwierciedlają raczej wciąż rosnący wpływ biznesu na politykę w tym kraju.” Następnie artykuł
przytacza opis tej chińskiej „Izby Lordów”: 70 najbogatszych delegatów do Komisji posiada majątek
równy 75 miliardów dolarów. Nic dziwnego, gdy do Komisji należą przedstawiciele takich firm jak
HSBC i Deutsche Bank AG.

Kapitalizm przygląda się Chinom

Nie powinno raczej nikogo zaskakiwać, że Financial Times poświęcił tyle uwagi na transmisje
oficjalnego spotkania. To przecież miejsce, gdzie burżuazja może mówić do siebie samej w sposób
otwarty i szczery.

Rzeczywiście, podczas rozmów o powtarzających się wciąż recesjach i wątpliwości co do
wychodzenia światowej gospodarki z kryzysu, oczy wielu spekulantów, menedżerów funduszy
hedgingowych i rządowych strategów zwrócone są ku tej wielkiej gospodarce, jaką są współczesne
Chiny.

Wszyscy, którzy mówią o rosnącej przepaści między Chinami a Zachodem, wyczuwają też wyraźny strach na łamach finansowej prasy. Koncerny muszą zmierzyć się zarówno z chińskim bilansem handlowym, jak i małym procentem PKB wytwarzanym przez wewnętrzna konsumpcję.

Dlatego też przygotowania do zatwierdzenia dwunastego już planu pięcioletniego były uważnie śledzone. Niektórzy ekonomiści poszli nawet tak daleko, że opisali plan jako „animatora rynku”.

Komentatorzy Financial Times wtrącają się ze swoimi poglądami na temat chińskiego modelu gospodarczego. poglądami na temat chińskiego modelu gospodarczego.

Jak mówi Michael Pettis „gorąca debata pomiędzy reformistami, którzy są niepopularni jak każdy, kto przynosi złe wieści, a tymi, którzy nie widzą powodów, aby zmieniać model generujący tak duży wzrost, stała się
jedna z kluczowych debat na świecie. To, jak szybko zostanie ona rozwiązana, zadecyduje o przyszłości wzrostu chińskiej gospodarki w najbliższych dekadach”.

Wewnątrz Chin również istnieją poważne obawy dotyczące przyszłości. Li Jinhua, wiceprzewodniczący komitetu narodowego Chińskiej Partii Komunistycznej, mówił o społecznych niepokojach dotyczących szybkiego bogacenia się skorumpowanej klasy rządzącej oraz problemach
wynikających z inflacji i wzrostu cen.

Oczywiście żadne z tych pytań nie jest stawiane publicznie. Po wielu dniach gorączkowej pracy, nacisków i wspólnych obiadów przedstawicieli chińskiej biurokracji i zagranicznego kapitału, plan pięcioletni został zatwierdzony 2,778 głosami na 2,785 członków Narodowego Kongresu Ludowego – cóż za konsensus!

Jednak to, co odbywa się w Wielkiej Hali Ludowej, pozostaje z daleka od rzeczywistości chińskiej ulicy, na której co jakiś czas policja tłumi nawet najmniejsze krytyczne wobec rządu manifestacje. Liczba egzekucji jest wyższa niż w ChRL tylko w rządzonym przez islamski reżim Iranie.

Odwracając wzrok

Niektórzy jednak są jeszcze tak ślepi, że niczego nie dostrzegają. Weźmy na przykład towarzyszy z Morning Star Brytyjskiej Partii Komunistycznej.

Jedyna transmisja z tego ważnego wydarzenia w Chinach, jaką mogłem znaleźć, przypominała reportaże tchórzliwych „oficjalnych komunistów” z ZSRR. Podczas gdy nasi klasowi przeciwnicy usiłują zachować kamienną twarz w kontaktach z Chinami dla dobra swoich interesów, Brytyjska Partia Komunistyczna może jedynie powtarzać swoje komunikaty prasowe o monotonnych tytułach „Rząd rozszerza opiekę medyczną na kolejny milion mieszkańców”. Mówi tez o rządowym planie przeznaczenia w tym roku 172 miliardów juanów ( 16 miliardów funtów) na opiekę medyczną, co
stanowi o 16,3% więcej niż w roku ubiegłym, oraz o planie zwiększenia liczby mieszkańców miast objętych taka opiekę o 44 miliony – wtedy opieka ta obejmie 90% ludności miejskiej. Świetnie…

Wiadomo, że jeśli chodzi o Chiny, nasi towarzysze z Morning Star patrzą na świat przez różowe okulary. Teraz, kiedy „socjalistyczny” ZSRR zniknął, próbują zadowolić się „socjalizmie o chińskich cechach”. Próbują znaleźć inspirację i rozentuzjazmować nowych członków, a źródło zwane Moskwą wyschło.

Wielu członków Brytyjskiej Partii Komunistycznej nie kryje, z jaką czułością wspomina złote czasy ZSRR. Może były błędy i szkoda, że zginęło tak wiele osób, może Bucharin i Zinowjew nie powinni być zamordowani… Ale jak to wykładają nasi towarzysze w swoim programie „Brytyjska
droga do socjalizmu”, podczas 70-letniej egzystencji ZSRR jak centralne planowanie i społeczna własność mogą zmienić społeczeństwo.

Przymilają się, mówiąc „Chińscy komuniści osiągnęli wspaniały sukces w rozwoju ekonomicznym i społecznym, prowadząc do sytuacji, w której potęga państwa jest użyta do łączenia centralnego planowania i publicznej własności z prywatnym kapitałem oraz mechanizmami rynkowymi, kiedy cel budowy społeczeństwa socjalistycznego jest na pierwszym poziomie”.

Powiedzcie to firmom JP Morgan lub HSBC, towarzysze!

Może oni naprawdę wierzą, że chińscy komuniści postępują prawidłowo w kraju, gdzie klasa robotnicza cieszy się znacznie mniejszym zakresem wolności, niż w większości innych wielkich gospodarek. Może towarzysze z Brytyjskiej Partii Komunistycznej wraz z głosami z burżuazyjnej prasy
stanowią jedynie dowód, że klasa rządząca nie zdaje sobie sprawy, co się naprawdę dzieje. Może komentatorzy finansowi dali się nabrać sztuczce – przypuszczają, że chiński plan „animacji rynku” jest krokiem ku większej wolności obywateli. Oczywiście wraz z generalnym upadkiem tego systemu, nędza burżuazyjnych idei i rozwiązań stanie się ewidentna. Ale nasi klasowi przeciwnicy nie są tak
głupi i uwierzenie w to byłoby naszym rozbrojeniem się w walce z nimi. Financial Time rozgryzł plan „animacji rynku” i my też powinniśmy.

Wielkim problemem Brytyjskiej Partii Komunistycznej jest to, że ich cały reformistyczny pogląd został nakierowany na „narodową drogę”. Ich całkowicie burżuazyjny socjalizm jest w teorii i w praktyce wrogi rządom robotników, oddolnej kontroli i demokracji.

Ale to nie tylko kwestia „narodowej drogi do socjalizmu”. Nie w ZSRR, nie w Chinach i nie w Wielkiej Brytanii. Jak to boleśnie podkreśla historia XX w. oraz przerwanej transformacji kapitalizmu, socjalizm musi być międzynarodowy albo będzie reprezentował tylko dziwaczną historyczną aberrację: długą i kręta drogę wstecz ku dzikiemu kapitalizmowi, kosztującemu miliony istnień ludzkich.

Idea „narodowej drogi do socjalizmu” była całkowicie klątwa dla Bolszewików. Wszyscy byli świadomi, że Październik jest najlepszą iskrą dla europejskiej rewolucji. Rzeczywiście teoria „socjalizmu w jednym kraju” stanowiła zerwanie z ortodoksyjnym marksizmem, coś co na
różne sposoby burżuazyjni historycy, eurokomunistyczny teoretycy, maoistowscy działacze i stalinowscy przywódcy próbowali zaprzeczać.

Pozostaje widoczne, gdzie skończy się chińska długa i kręta droga wstecz ku kapitalizmowi.
Jasno widzimy stale rosnąca ekspansję siły kapitalistycznej klasy. Klasy, która jest mile widziana w Chińskiej Partii Komunistycznej. Będzie trafne, gdy Chińska Partia Komunistyczna pojawi się w wyszukiwarce Financial Times’a pod kategorią „firmy”.

Nadal pozostajemy daleko od tego, co może być opisane jako „normalne” warunki burżuazyjnej władzy (antydemokratycznej władzy „prawa” konstytucjonalnego, kontroli i równowagi, podziały władzy, niezależnego wymiary sprawiedliwości, ochrony własności prywatnej itd.). To wymagałoby od Chińskiej Partii Komunistycznej rezygnacji z monopolu władzy i dopuszczenia egzystencji innych (prokapitalistycznych) partii.

Regionalne i globalne aspiracje imperialne Chin jako potęgi są wyraźne i zaczynają przynosić owoce. Jednym z kluczowych aspektów nowego planu pięcioletniego jest zwiększenie wydatków na zbrojenia do 12,7% zeszłorocznego budżetu. To skutkuje wzrostem największej regularnej armii
świata, a także wzrostem potęgi chińskiej marynarki wojennej dla jej manewrów na Morzu Południowochińskim.

Nawet według biurokratycznych i statystycznych standardów „oficjalnych komunistów” i ich wzorowanej na ZSRR koncepcji socjalizmu, jakim cudem Chiny mogą być przykładem wolności człowieka w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu?

Tłumaczenie: Mateusz Kieran

Tekst ukazał się w tygodniku "Weekly Worker", czasopiśmie Komunistycznej Partii Wielkiej Brytanii

Portret użytkownika tres
 #

Wartoby dodać że autor zbyt dużą wagę mimo wszystko poświęca oficjalnej "komunistycznej" otoczce Chin nie stwierdzając jednoznacznie że kapitalizm w Chinach został już przywrócony, co pokazano w tym tekście http://1917.net.pl/?q=node/2597

 
Portret użytkownika norbo
 #

Pozostaje przewrotnie zacytować mój własny komentarz :)

Może jednak sytuacja nie jest tak prosta jak się wydaje? Czyż chińskie władze nie twierdza uparcie, że ich celem jest komunizm? Zatem czy nie możemy wysnuć przypuszczenia, że naprawdę jedynym celem Pekinu jest komunizm i to ten najprawdziwszy, internacjonalistyczny - globalny, obejmujący swym zasięgiem wszystkich przedstawicieli klasy robotniczej na planecie? Czy nie może być tak, że stale wzrastający eksport chińskich produktów ma na celu zniszczenie zaplecza produkcyjnego w krajach kapitalistycznych? Czy skandalicznie niskie, nieuczciwe ceny chińskich produktów nie służą przyspieszeniu procesu destrukcji imperialistycznych fabryk, konsolidacji zachodniej klasy robotniczej oraz proletaryzacji burżuazji? Czy gromadzenie kapitału przez partie komunistyczną nie jest doskonalą metodą przyspieszenia realizacji naszych marzeń o ogólnoświatowej rewolucji komunistycznej?

Czyż nie jest to podobne do nazywania libijskiej wojenki "powstaniem"? A zyski z ropy oczywiście służą tylko i wyłącznie wyzwoleniu narodu libijskiego :D

 

Społeczność

CAPITALIST