Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 11 gości.

Jerzy Szygiel: Libia - cicha wojna o ropę czyli jak do tego doszło

tsUNami w Libii

Kiedy czyta się reprodukowane przez prasę depesze agencyjne dotyczące Libii, bardzo rzadko można trafić na nazwisko któregoś z przywódców rebelii. Np. AFP, kiedy cytuje rzecznika libijskiej rebelii, pisze o nim „rzecznik pragnący zachować anonimowość”. Trochę to dziwne, bo na początku wydarzeń rzecznikiem rebelianckiej Tymczasowej Rady Narodowej z Benghazi był oficjalnie niejaki Ali Zeidan, który nie ukrywał nazwiska… wrócimy jeszcze do niego.

Czytelnicy gazet nie znają więc właściwie żadnych nazwisk związanych z Tymczasową Radą – nie padają one w doniesieniach w ogóle lub bardzo rzadko. Z owych rzadkich doniesień można jednak wyczytać, że na przykład przewodniczącym Rady jest Mustafa Abdeldżalil, a wśród liderów rebelii Fardż Szarrant, Fati Buchris czy All Unes Mansuri. To dość ciekawe, bo wszyscy ci ludzie parę dobrych miesięcy temu toczyli w Paryżu rozmowy z bliskimi współpracownikami prezydenta Sarkozy’ego oraz z francuskimi, brytyjskimi i amerykańskimi służbami specjalnymi.

Sekrety zausznika Kaddafiego

Jesienią ubiegłego roku i na początku bieżącego donosiła o tym swoim abonentom witryna informacyjna Maghreb Confidential*, zanim później niektóre elementy tej sprawy można było znaleźć w bardziej dostępnych źródłach. Jak do tego doszło? Trzeba poznać jeszcze kilka libijskich nazwisk. Wieloletnim szefem protokołu u Muammara Kaddafiego był do 20 października ubiegłego roku Nuri Mesmari, jedyny człowiek w najwyższych władzach, oprócz szefa libijskich służb specjalnych i jednocześnie ministra spraw zagranicznych Musy Kussy, który mógł wchodzić do Kaddafiego bez pukania. Co się nagle stało 20 października? Stary przyjaciel pułkownika późnym wieczorem zwiał wraz z rodziną do Ben Alego, ówczesnego dyktatora Tunezji. W Tunisie przebywał jednak tylko kilka godzin. Poleciał do Paryża, by zamieszkać w apartamencie luksusowego hotelu Concorde Lafayette.

Przyjechał niby na leczenie, miał przejść jakąś operację, ale zamiast lekarzy odwiedzali go - codziennie – funkcjonariusze francuskiej DGSE, tj. wywiadu zagranicznego. 16 listopada Mesmariego odwiedzili w hotelu wysłannicy prezydenta Francji. Dwa dni później do Benghazi wyruszyła oficjalna delegacja urzędników francuskiego Ministerstwa Rolnictwa, wśród których byli biznesmeni, a prywatnie wojskowi. Biznesmeni spotkali się w Benghazi z pułkownikiem libijskiego lotnictwa Abdallahem Gehanim. Gehani został aresztowany przez libijskie wojsko dopiero 22 stycznia tego roku, ale zdaje się, było już za późno.

Wojna

Oczywiście trudno twierdzić, że libijska rewolta została przygotowana przez zachodnie służby specjalne. Pierwsze manifestacje i starcia zbrojne w Benghazi były bez wątpienia skutkiem „efektu domina” arabskich rewolucji w Tunezji i Egipcie. Tam jednak obalono dyktatury stosunkowo pokojowo, przy poparciu najwyższych szarż armii. W Libii właściwie od razu doszło do wojny domowej. Z początku wszystko wydawało się rozstrzygnięte: libijscy dyplomaci podawali się do dymisji, a Trypolis już-już miał paść, niczym w błyskawicznym zamachu stanu. Coś nie wyszło, bo jednak władza Kaddafiego ma dość solidną bazę społeczną (najlepsza opieka lekarska w Afryce, najpowszechniejsze szkolnictwo, najwyższa średnia zarobków itd.), a klany zachodu kraju wcale nie poparły tych ze wschodu.

Co miało usprawiedliwiać interwencję Amerykanów, Francuzów i Brytyjczyków w libijską wojnę domową? Domniemane masakry manifestujących cywilów popełnione przez formacje Kaddafiego, w tym przez afrykańskich najemników, których pułkownik ściągnął za pośrednictwem izraelskiej spółki wojskowej Global CST, w momencie, gdy nie był pewny swej armii. Niesprawdzalną liczbę 6 tys. zabitych podawała nieznana przedtem Libijska Liga Praw Człowieka. Warto sprecyzować, że nie jest to organizacja neutralna politycznie. Do jej władz należy Ali Zeidan, rzecznik rebeliantów z czasów, gdy podawał swe nazwisko.

Ropa

Zeidan jest znany nie jako członek Ligi, tylko jako autor wypowiedzi w imieniu Tymczasowej Rady, w tym tej najsłynniejszej, o ropie. Zapowiedział, że przyszłe libijskie władze będą respektować dotychczasowe kontrakty na ropę i jednocześnie „wezmą pod uwagę państwa, które nam pomogą”. To właściwie zapowiedź prywatyzacji przemysłu naftowego, wpuszczenia zachodnich koncernów. W ostatnich dniach ciągle słyszymy o przechodzącym z rąk do rąk terminalu naftowym Ras Lanuf - to zaczyna wyglądać jak symbol tej wojny.

W dwóch rezolucjach ONZ jest mowa o totalnym embargu na broń dla Libii. Chodzi oczywiście o całe terytorium kraju, ale niektórzy zachodni politycy jak Obama i Cameron „nie wykluczają” jakiegoś obejścia tego zakazu. Na tej „humanitarnej wojnie” (Orwell był wielkim prorokiem) zarobią więc jak zawsze dostawcy broni, tym bardziej, że konflikt się przedłuża. Obama wykręcił się od dowództwa, bo prowadzi już trzy wojny przeciw krajom muzułmańskim, ale będzie kontynuował, bo zarówno on, jak i Izrael mają już dość arabskich rewolucji, a akcja NATO skutecznie ukręci im łeb.

Chcemy tego czy nie, Arabowie na ogół bardzo źle przyjmują zachodnią interwencję, widząc ją jako kolejną kolonialną wojnę. Gdyby Zachodowi rzeczywiście zależało na życiu arabskich cywilów powinni zaatakować też Izrael, albo Bahrajn, gdzie władze masakrują demonstrantów od początku. Jednak Bahrajn i Izrael są sojusznikami Ameryki, im wszystko wolno. Zachodni atak na Libię kompromituje autentyczne ruchy wolnościowe w świecie arabskim – władze zawsze mogą straszyć, że ściągną na kraj zachodnie bombardowania. Są zatem aktem potencjalnej zdrady narodowej, jak w Libii właśnie.

Demokracja

Czy libijska Rada Tymczasowa ma jakieś szerzej znane projekty polityczne, oprócz planów zarządzania ropą? Nic o nich nie wiadomo. Nie wiadomo nawet czy ta Rada ma coś wspólnego z demokracją. Co się dzieje ostatnio w Benghazi? Jak informował korespondent Los Angeles Times przez miasto przeszła fala linczów na czarnych Afrykanach, nie żadnych najemnikach, ale zwykłych gastarbeiterach. Urządzały je rebelianckie milicje. Gdzie indziej: fale uchodźców, alarmy bombowe, strach dzieci i inne atrybuty zwykłej wojny.

A demokracja? W owczym pędzie wzięła udział nawet Belgia. Wysłała samoloty, choć nie ma nawet rządu (tj. ma, taki, który złożył dawno temu dymisję – nie ma więc legitymacji demokratycznej i może zajmować się jedynie „sprawami bieżącymi”). Demokracja rodzi się w hotelowych apartamentach, jest podczepiona pod skrzydła samolotów i widać ją w tytułach gazet, między reklamami.

Źródło: http://blog.wirtualnemedia.pl/index.php?/authors/54-Jerzy-Szygiel/

Portret użytkownika uno
 #

Dzisiaj w Wiadomościach podali, że USA wycofały się z akcji militarnej w Libii (w niedzielę nie latał nad Libią ani jeden amerykański samolot i nie spadła na kraj ani jedna rakieta) Obama tłumaczył się, że to za drogo kosztuje.

Mit libijskiej ropy padł (Irak i Arabia Saudyjska kontrolowane przez USA mają dużo większe zasoby tego surowca i ropa Kaddafiego nie jest jankesom potrzebna). A jeśli już jesteśmy przy spiskowej teorii dziejów - ciekawe ile ambasada libijska płaci za takie teksy? Może i ja napiszę podobny, o dobroczyńcy Libijczyków - Kaddafim.

 

Społeczność

Sierp i młot