Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 17 gości.

Bogusław Ziętek:Sprzedajcie swoje nerki

Bogusław Ziętek

Rozmowa z Bogusławem Ziętkiem, przewodniczącym Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80” w kontekście strajku w Jastrzębskiej Spółce Węglowej.
 
 
 
 
W bardzo ostrych słowach ocenił pan działania rządu zmierzające do sprywatyzowania Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
 
 

Powiedziałem tylko, że jeżeli rządowi brakuje pieniędzy w budżecie, to niech ministrowie sprzedadzą swoje nerki. Rząd zamierza sprzedać 25 proc. udziałów spółki za 3 miliardy złotych, a jej ubiegłoroczny zysk wyniósł ponad miliard złotych! Ministerstwo Gospodarki do dziś nie odpowiedziało nam na pytanie, jaki jest sens prywatyzacji JSW. Pytaliśmy też przedstawicieli Ministerstwa Skarbu, jak będzie przebiegać ta prywatyzacja i usłyszeliśmy w odpowiedzi: jeszcze nie wiemy, na jakich zasadach sprywatyzujemy JSW, ale wiemy, że to będzie w czerwcu.
 
 
Wejście na giełdę to zastrzyk dodatkowych pieniędzy dla firmy.
 

Ani jedna złotówka z tej prywatyzacji nie trafi do spółki. Poza tym na kontach JSW są miliardy złotych, których spółka nie jest w stanie sensownie wydać na inwestycje. Tak więc jedynym celem tej prywatyzacji jest łatanie dziury budżetowej.
 

Większość ekonomistów uważa, że prywatny właściciel zawsze zarządza firmą lepiej od państwa.
 

Rozmawiamy o biznesie czy ideologii? W Europie Zachodniej doskonale funkcjonują wielkie państwowe koncerny, które mają często lepsze wyniki niż prywatne spółki.
 

Kopalnia „Bogdanka” została sprywatyzowana i dziś ma bardzo dobre wyniki finansowe.
 

Przed prywatyzacją też była świetną kopalnią i po prywatyzacji nic się nie zmieniło.
 
 

W poniedziałek 18 kwietnia w JSW będzie miał miejsce 24-godzinny strajk, którego jednym z celów jest wstrzymanie prywatyzacji. Nie uważa pan, że ten protest może spowodować obniżenie wartości akcji spółki, a więc przynieść Skarbowi Państwa konkretne straty?
 

Jeszcze rok, dwa lata temu wielu górników było zwolennikami prywatyzacji. To, że dziś 96 proc. pracowników biorących udział w referendum wypowiedziało się przeciwko prywatyzacji, jest w stu procentach zasługą prezesa Jastrzębskiej Spółki Węglowej, Jarosława Zagórowskiego i za to jestem gotów ufundować mu medal.


A może tak znaczne uaktywnienie się związków zawodowych i nawoływanie do strajków jest związane z tym, że media coraz częściej pokazują, jak dużym obciążeniem finansowym dla zakładów pracy są związki zawodowe i ich etatowi działacze?
 

To mówienie i pisanie o związkowych gabinetach, samochodach, niebotycznych pensjach jest prymitywną lumpenliberalną propagandą. Związkowiec ma prawo do wynagrodzenia w wysokości pensji, jaką pobierał na stanowisku, z którego odszedł, gdy został wybrany na związkową funkcję. A dlaczego nikt się nie pyta, ile spółkę kosztuje prezes Jarosław Zagórowski, który żeby przez kilka minut wystąpić w telewizji, przez dwa dni musiał przechodzić trening piarowski. A ile kosztuje wynajęty dla pana prezesa 150-metrowy apartament w centrum Warszawy, żeby pan prezes czuł się komfortowo podczas swoich wizyt w stolicy? To są fakty.
 
 

Platforma zamierza znowelizować prawo związkowe, tak żeby ograniczyć znaczenie związków zawodowych.
 

Jeżeli tę nowelizację Platforma będzie realizować tak jak wszystkie swoje obietnice, to jestem spokojny. Nie oznacza to jednak, że nasz związek nie ma zastrzeżeń do obecnych regulacji. Stoimy na stanowisku, że związkom zawodowym należy zakazać prowadzenia działalności gospodarczej, tak jak powinno być zakazane bezpośrednie przechodzenie ze stanowisk związkowych do zarządów i rad nadzorczych różnych spółek. Przekupywanie stanowiskami liderów związkowych, na przykład w celu przekonania ich do prywatyzacji, to proceder znany od lat.
 

Mówi pan, że państwowy zakład może być lepszy niż prywatny, a jednocześnie krytykuje pan prezesa, mimo że JSW wypracowuje tak ogromne zyski.
 

Moim zdaniem prezes JSW nie powinien prowadzić nawet budki z hot dogami, a co dopiero mówić o wielkiej firmie węglowej. JSW wydobyła o milion ton węgla mniej, niż to było zaplanowane. A przecież popyt na węgiel koksujący jest dziś ogromny, więc ze sprzedażą nie byłoby żadnych problemów i wówczas ubiegłoroczny przychód byłby większy o 450 milionów złotych więcej! Przypomnę wpadkę prezesa z opcjami walutowymi. Do dziś nie wiadomo dokładnie, ile straciła na tym spółka, ale prawdopodobnie chodzi o setki milionów złotych. Swego czasu pan prezes proponował górnikom pracę przez sześć dni w tygodniu, kilka tygodni później zaproponował im wolne piątki. Ten człowiek nie zna się na górnictwie. Wcześniej był jakimś urzędnikiem w górnictwie. Pewnie zaczynał swoją karierę od „noszenia teczek” za kimś ważnym.


Połowa polskich premierów, gdy zaczynała karierę polityczną, „nosiła teczki” za kimś ważnym. W polityce i korporacjach to raczej norma niż wyjątek. Wróćmy do spraw związkowych. Liderzy dużych central związkowych bardzo troszczą się o ludzi pracy, ale oni chyba tego nie doceniają, skoro do związków zawodowych nie należy nawet 20 proc. pracowników, gdy w Skandynawii ten odsetek wynosi około 80 procent.
 

Przez wiele lat w naszym kraju wywarzano atmosferę kryminalizacji związków zawodowych i protestów pracowniczych. Prawie każdy nasz protest wywołuje zainteresowanie prokuratury, a skoro tak, to ludzie mogą uważać, że być może jesteśmy kryminalistami. I tak samo będzie w przypadku protestów przeciwko prywatyzacji Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Ja też byłem zatrzymany na polecenie prokuratury tylko dlatego, że pan prokurator chciał mi zadać cztery pytania. Jak się nazywam? Gdzie mieszkam? Jaką pełnię funkcję? Czy wiem coś o strajku? Na maj służby specjalne i prokuratura przygotowują wspólną akcję, która ma złamać opór przeciwko prywatyzacji Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
 

I co zamierzacie zrobić?
 

Nie jesteśmy dziećmi. Chodzi o prywatyzację spółki o wielkim znaczeniu, więc nie mamy złudzeń, że obie strony sporu użyją wszystkich środków i metod, żeby unicestwić drugą stronę.


Brzmi strasznie groźnie, ale rozumiem, że unicestwić znaczy rozstrzygnąć spór po swojej myśli. Mówił pan o kryminalizacji ruchu związkowego. Przyzna pan jednak, że gdyby OPZZ i „Solidarność” swego czasu nie pchały się do władzy, wchodząc do rządowych koalicji, co w obu przypadkach źle się dla nich skończyło, to ta sytuacja związków zawodowych w naszym kraju byłaby dużo lepsza.
 

Zacznę od tego, że uważam, iż związkowcy nie mają więcej ani mniej praw niż inni obywatele i mogą być tak samo zaangażowani społecznie i politycznie jak reszta Polaków. Natomiast pańska diagnoza jest oczywiście słuszna. Zarówno OPZZ, jak i „Solidarność” tworzyły koalicje, które realizowały antypracownicze programy.


W górnictwie regularnie dochodzi do sporów i protestów i tak pewnie będzie zawsze. Od 1989 r. przez prawie dwie dekady większość polskich ekonomistów i wielu polityków mówiło o konieczności zamykania nierentownych kopalni. Przyszedł kryzys naftowo-gazowy, ceny węgla poszły w górę, na horyzoncie pojawiły się nowe technologie przerobu węgla i nagle okazało się, że węgiel jest nadzieją dla przyszłych pokoleń Polaków.
 

W ubiegłym roku górnictwo odprowadziło do budżetu, w formie różnych danin i podatków, ponad 7 miliardów złotych. To pokazuje, że na pewno nie jest żadną kulą u nogi naszej gospodarki. Pamiętamy, jak wmawiano nam, że górnictwo to przeszłość, kopalnie trzeba zaorać, a górników przekwalifikować na psich fryzjerów. Tymczasem jedno miejsce pracy w górnictwie kreuje sześć miejsc pracy poza górnictwem. Gdy przed kilku laty w Kopalni „Budryk” przez 53 dni trwał prowadzony przez nas strajk, to okazało się, że lokalne biznesy umarły. To pokazuje, jak wielkie znaczenie dla całej gospodarki ma przemysł wydobywczy.
 

Rozmawiał Krzysztof Różycki
za: Tygodnik Angora, 17/2011

Społeczność

front