Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 2 użytkowników i 26 gości.

Ernest Mandel: O biurokracji - Rozdział I - część I

bk.jpg

W swej najgłębszej istocie marksizm jest próbą wyjaśnienia historii i rozwoju społeczeństw przez związki i konflikty między grupami społecznymi. Podczas gdy dziewiętnastowieczna myśl marksistowska skupiona była przede wszystkim na analizie tej podstawowej grupy, jaką jest klasa społeczna, to marksizm dwudziestowieczny zwrócił uwagę na doniosłość grup pochodnych, nie będących klasami, a których społeczne korzenie nie tkwią bezpośrednio w procesie produkcji, lecz które mimo to odgrywają poważną
rolę w społeczeństwie kapitalistycznym i przejściowym od kapitalizmu do socjalizmu. Wśród tych grup, nazwijmy je wtórnymi, biurokracja zajmuje niezaprzeczalnie miejsce naczelne.

Pierwsze oznaki biurokratyzacji pojawiły się w łonie ruchu robotniczego w latach 1898-99, by potem przybrać na sile i uzyskać coraz pełniejsze uzasadnienie ideologiczne. Wtedy też problem biurokracji pojawił się w polu zainteresowań marksizmu dziewiętnastowiecznego. Jest jednak oczywiste, że epifenomen biurokratyczny musiał się w sposób dojrzały przejawić w życiu i praktycznej działalności organizacji
robotniczych, by można było zanalizować i ująć teoretycznie jego przejawy w płaszczyźnie ideologicznej.

W naszym wprowadzającym szkicu rozróżnimy dwa podstawowe aspekty problemu – teoretyczny i historyczny, próbując odpowiedzieć na następujące pytania:
• czym jest biurokracja? Jak się rodzi, rozwija i jakie czynniki prowadzą do jej zaniku?
• jakie były konkretne przejawy zjawiska biurokracji w historii ruchu robotniczego?
• jaką zajmowały postawę wobec tego problemu i jakie jego rozwiązania proponowały różne kierunki w
ruchu robotniczym?

1. Kilka podstawowych pojęć

I. Geneza zjawiska

Na pierwszy rzut oka zagadnienie biurokracji wiąże się z problemem aparatu organizacji robotniczych: z problemem zawodowych działaczy, przedstawicieli inteligencji (na ogół pochodzenia drobnomieszczańskiego), sprawujących funkcje kierownicze na średnich i najwyższych szczeblach organizacji robotniczych.

Dopóki organizacje te pozostają niewielkimi grupami, sektami politycznymi czy związkami samoobronnymi o ograniczonej ilości członków, dopóty nie wyłania się potrzeba istnienia stałych działaczy czy stworzenia aparatu. Na tym etapie problem mogą stanowić co najwyżej wzajemne kontakty z inteligencją, związaną z warstwami drobnego mieszczaństwa, której reprezentanci przychodzą z pomocą zarodkowemu ruchowi robotniczemu.

Ale pojawienie się masowych organizacji politycznych i związkowych, słowem, pełny rozwój ruchu robotniczego jest nie do pomyślenia bez stałego aparatu, bez urzędników. Kto zaś mówi aparat i urzędnicy, mówi już o potencjalnej biurokracji. Tak więc jedna z podstawowych przyczyn biurokratyzacji tkwi w początkach ruchu robotniczego.
Podział pracy w społeczeństwie kapitalistycznym wyznacza proletariuszom miejsce w bieżącej produkcji. Wytwarzanie i przyswajanie kultury staje się zajęciem innych klas społecznych. Wyczerpująca fizycznie i wyjaławiająca intelektualnie praca nie pozwala zbiorowości robotniczej ani na dostęp do najnowszych zdobyczy nauki, ani na prowadzenie systematycznej działalności społecznej i politycznej: w ustroju kapitalistycznym robotnikom przypada w udziale zacofanie kulturalne i naukowe [1]. Całkowita
rezygnacja z aparatu organizacyjnego w ruchu robotniczym skazałaby go na skończony prymitywizm, jego zaś zwycięstwo oznaczałoby wówczas społeczny i kulturalny regres w stosunku do osiągnięć ustroju kapitalistycznego. Socjalizm bowiem i wyzwolenie proletariatu urzeczywistnić się może tylko w oparciu o pełne wykorzystanie wszelkich wartościowych zdobyczy w dziedzinie nauk ścisłych i społecznych pozostawionych przez naukę przedsocjalistyczną.
Stworzenie aparatu organizacyjnego jest dla rozwoju ruchu robotniczego niezbędne2, jak również pojawienie się w łonie klasy robotniczej urzędników, którzy dzięki pewnej specjalizacji usiłują wyrównać braki wynikłe z warunków egzystencji proletariatu.

Można byłoby z grubsza stwierdzić, że biurokracja rodzi się wraz z tą nową formą specjalizacji i że możliwość rozwoju biurokracji i biurokratyzmu bierze się z faktu, iż pewne osoby zajmują się stale i niejako z zawodu działalnością polityczną czy związkową.

W dalszych swych konsekwencjach specjalizacja ta pociąga za sobą zjawisko fetyszyzacji i reifikacji: w społeczeństwie opartym na daleko posuniętym podziale pracy, na skrajnym zróżnicowaniu zadań, gdzie ludzie powtarzają przez całe życie jednakowe czynności, można odnaleźć w ich myśleniu
ideologiczne odbicie tej sytuacji: skłonni są do uważania własnej czynności za cel sam w sobie. Podobnie i struktury organizacyjne pomyślane początkowo jako środki, z czasem stają się celami; dla tych w szczególności, którzy bezpośrednio i najwyraźniej się z nimi identyfikują, bo w sposób najbardziej ścisły są z nimi związani, a więc dla jednostek wchodzących w skład stałego aparatu, urzędników, przyszłych biurokratów.
Dochodzimy tu do psychologicznego i ideologicznego mechanizmu narodzin biurokracji robotniczej, mianowicie do dialektyki zdobyczy cząstkowych.

II. Dialektyka zdobyczy cząstkowych

Będąc materialistą trudno nie dostrzegać związku zjawiska biurokratyzacji ze sprawą bezpośrednich korzyści materialnych – poza problemem biurokracji ukrywa się bowiem kwestia materialnych przywilejów i ich obrony.
Jeśli jednak pragnie się dobrze zrozumieć zarówno źródła procesu, jak i jego dalsze konsekwencje, nie należy go utożsamiać z jednym tylko z jego aspektów: obrony materialnych przywilejów – byłoby to zbyt łatwym uproszczeniem. Postępując w ten sposób nie bylibyśmy w stanie zrozumieć rozwoju biurokracji w partiach komunistycznych nie będących u władzy (Francja, Włochy) lub działających w krajach półkolonialnych (Brazylia), choć w pewnym okresie (szczytowego nasilenia stalinizmu) i w tych
partiach zjawiska te wystąpiły na wielką skalę. Lecz dzisiaj, w masowych partiach komunistycznych pobory funkcjonariuszy nie są wyższe od płac wykwalifikowanych robotników, nie stanowią więc przywileju do obrony. W zamian za to w pełni działa zjawisko dialektyki zdobyczy cząstkowych: identyfikacja środków z celem, interesów zbiurokratyzowanej jednostki z interesem organizacji, zastąpienie zadań historycznych stojących przed organizacją przez doraźny interes tej ostatniej. Identyfikacja ta stwarza silne bodźce dla postaw konserwatywnych, które zdolne są stanąć na przeszkodzie interesom ruchu
robotniczego.

Czym jest dialektyka zdobyczy cząstkowych?
Dialektyka ta dochodzi do głosu w działaniu tych ludzi, którzy kontynuację i zwycięstwo walki proletariatu mającej na celu zdobycie władzy w krajach kapitalistycznych konsekwentnie podporządkowują obronie już istniejących organizacji robotniczych; tych, którzy obronie Związku Radzieckiego i państw robotniczych podporządkowują ekspansję rewolucji światowej i rozwój rewolucji kolonialnej [3]. Działają oni tak, jak gdyby obecność elementów demokracji robotniczej w ramach ustroju kapitalistycznego oraz istnienie państw robotniczych stanowiły cele same dla siebie i były równoznaczne z zakończeniem procesu budowy socjalizmu. Działają tak, jak gdyby każda możliwość nowych zdobyczy dla ruchu robotniczego
musiała być podporządkowana w sposób absolutny i nie znoszący sprzeciwu obronie tego, co już istnieje.

Wszystko to stwarza mentalność głęboko konserwatywną.
Słynne zdanie z Manifestu Komunistycznego: „Robotnicy nie mają do stracenia nic, poza kajdanami”, jest o tyle głębokie, że zawiera jeden z podstawowych postulatów marksizmu: przypisuje proletariatowi rolę budowniczego społeczeństwa komunistycznego ponieważ niczego nie musi on bronić w starym społeczeństwie.

W chwili, gdy przestaje to być prawdziwe w stu procentach, gdy część proletariatu (albo biurokracja robotnicza, albo arystokracja robotnicza powstała w krajach wysoko rozwiniętego kapitalizmu) posiada swoje organizacje i wyższy od przeciętnego poziom życia, pojawia się ryzyko ukształtowania nowej mentalności. Przestaje być prawdą, że proletariat nie ma żadnych zdobyczy do obrony; zanim podjęta
zostanie jakaś akcja, należy ostrożnie rozważyć wszystkie za i przeciw, a przede wszystkim postawić pytanie, czy akcja ta zamiast przynieść pozytywny wynik nie grozi przypadkiem utratą tego, co się już posiada?
Dochodzimy tu do najpoważniejszego źródła konserwatyzmu biurokratycznego w ruchu socjaldemokratycznym z przed pierwszej wojny światowej i przyczyn biurokratyzacji państwa radzieckiego w okresie poprzedzającym skrajną formę degeneracji stalinowskiej.

Należy zdać sobie sprawę z autentycznego charakteru tej dialektyki połowicznych zdobyczy: wyraża ona nie sprzeczność fałszywą, którą można usunąć przy pomocy werbalnej formuły, a prawdziwą dialektyczną sprzeczność, która wyrasta z rzeczywistych problemów. Hamując bieg rewolucji w krajach kapitalistycznych, powstrzymując jej rozwój w skali międzynarodowej, konserwatyzm biurokratyczny
niewątpliwie szkodzi interesom proletariatu i socjalizmu. Ale przyczyna tej postawy, konieczność obrony tego, co już istnieje jest problemem rzeczywistym: „kto nie potrafi bronić istniejących osiągnięć, nie dojdzie nigdy do nowych”, jak powiedział kiedyś Trocki. Jednak aprioryczne przekonanie, że każdy poważny krok naprzód dokonany przez rewolucję, albo w obrębie jednego kraju, albo w skali światowej, automatycznie zagraża poprzednim osiągnięciom – a w tym właśnie wyraża się konserwatyzm – jest postawą z gruntu fałszywą. Taka postawa jest charakterystyczna dla konsekwentnego konserwatyzmu biurokracji tak reformistycznych, jak i stalinowskich. Dialektyka połowicznych zdobyczy związana ze zjawiskiem fetyszyzacji towarzyszącym daleko posuniętemu podziałowi pracy we współczesnym społeczeństwie, stanowi jedną z najgłębszych przyczyn tendencji biurokratycznych. Tendencja ta łączy się nierozerwalnie z rozwojem masowego ruchu robotniczego w obecnej fazie rozkładu kapitalizmu i przejścia do społeczeństwa socjalistycznego.

Wyciągnąć stąd można wniosek, że problemu biurokracji nie załatwi się przy pomocy ustaw, apelów o dobrą wolę czy jakichś innych magicznych formuł. Rzeczywistym problemem jest tu proces jej stopniowego zaniku, a przyspieszyć go można przez stworzenie lepszych warunków obiektywnych i
subiektywnych zezwalających na likwidację zarodków biurokratyzacji, które istnieją w społeczeństwie i w
ruchu robotniczym podczas całej jego fazy historycznej.

III. Przywileje biurokratyczne

Nie będąc w zgodzie z wulgarno–materialistyczną interpretacją zagadnienia, nie należy też popadać w drugą skrajność ograniczając problem biurokracji do jego dalekich źródeł społecznych przy całkowitym pominięciu jego podstaw materialnych. Tendencje do konserwatyzmu ze strony kierownictwa i zawodowych działaczy organizacji robotniczych nie pozostają bez związku z przywilejami i korzyściami materialnymi, jakie im zapewniają te funkcje. Przywileje te, to także prawo do autorytetu i sprawowania władzy.

a) Analizując funkcjonowanie aparatu pierwszych organizacji robotniczych, związków zawodowych i partii socjaldemokratycznych sprzed pierwszej wojny światowej, to znaczy rozpatrując pierwotne formy zjawiska, można wskazać na dwa typy przywilejów biurokratycznych.

Dla robotników i robotniczych dzieci, odejście od pracy w produkcji, szczególnie w ówczesnych warunkach (dwunastogodzinny dzień pracy oraz zupełny brak zabezpieczenia społecznego itd.) aby stać się
zawodowym działaczem organizacji robotniczej oznacza niewątpliwy awans społeczny, oczywistą emancypację jednostki, daleką wszakże od sytuacji idealnej. Nie można bowiem mówić, że tego typu ludzie ulegli zmieszczanieniu lub stworzyli uprzywilejowaną warstwę społeczną. W tych czasach sekretarze organizacji robotniczych spędzali sporo lat w więzieniach, czyli w warunkach bardziej niż skromnych, choć z ekonomicznego i społecznego punktu widzenia na wyższej stopie, niż przeciętny robotnik.
Z punktu widzenia zaś psychologicznego i ideologicznego jest jasne, że przekonany socjalista czy komunista wolał poświęcać całe dni walce o swoje idee i cele, niż wykonywać mechaniczne gesty w fabryce i to ze świadomością, że w ostatecznym rozrachunku pracuje na korzyść wrogiej klasy.

Trudno zaprzeczyć, że w tym zjawisku awansu społecznego tkwiły potencjalne zaczątki biurokracji: po dojściu do tych
stanowisk ludzie pragną zajmować je dalej, co każe im bronić statusu zawodowych działaczy przeciwko tym, którzy chcieliby wprowadzić zasadę rotacji kadr wśród członków organizacji.

b) Proces pojawiania się przywilejów społecznych (których charakter był początkowo w minimalnym tylko stopniu materialny) narasta gdy organizacje masowe umacniają swe pozycje w społeczeństwie kapitalistycznym: pojawia się wówczas konieczność wyznaczania posłów, radnych miejskich
lub sekretarzy związków zawodowych, którzy będą prowadzili pertraktacje na wysokim już szczeblu z organizacjami przedsiębiorców, a więc będą wypracowywać płaszczyznę pewnego porozumienia z tymi ostatnimi. Podobnie się dzieje, gdy trzeba wyznaczyć redaktorów gazet i ludzi, którzy będą reprezentować organizację robotniczą w akcjach rozwijanych przez ruch coraz bardziej wielostronny, próbujący ingerować
we wszystkie pola działalności społeczeństwa i w pewnej mierze przejąć je na swoje barki.

Także tutaj mamy do czynienia z procesem prawdziwie dialektycznym, nie sprowadzającym się do banalnej sprzeczności: na przykład, gdy ruch robotniczy wydaje pewną ilość czasopism i potrzebuje dużej liczby dziennikarzy, staje on wówczas przed rzeczywistym dylematem. Zastosowanie marksowskich wskazań głoszących, że w walce z biurokracją należy zrównać pensje działaczy z pensją wykwalifikowanego robotnika może spowodować prawdziwą konkurencję zawodową na opak. Elementy o najwyżej rozwiniętej świadomości politycznej zgodzą się na takie rozwiązanie, lecz najzdolniejsi, którzy gdzie indziej mogliby znaleźć lepsze warunki, będą pracowali pod naciskiem tej łatwej pokusy. Tym zaś, którzy nie są dość mocno przekonani co do swych racji politycznych, zagraża po prostu wchłonięcie przez
środowisko burżuazyjne, z oczywistą stratą dla ruchu robotniczego.

Ten mechanizm eliminacji działa również w przypadku innych zawodów w miejscowościach administrowanych przez przedstawicieli ruchu robotniczego: architekci, inżynierowie i lekarze stają przed problemem podobnego wyboru. W większości przypadków, rygorystyczne trzymanie się wskazań Marksa stwarza ryzyko eliminacji jednostek o niewystarczającym poziomie świadomości politycznej.
W społeczeństwie kapitalistycznym, z całą presją „moralną” i środowiskową, jakie ono wywiera, niemożliwe jest zbudowanie idealnej mikrospołeczności komunistycznej, nawet w ramach ruchu robotniczego. Jest to możliwe w niewielkim gronie świadomych rewolucjonistów, lecz w silnym liczebnie
ruchu robotniczym rozwijającym się w warunkach burżuazyjnej demokracji działają procesy penetracji ideologicznej (i nie tylko ideologicznej), mnożą się pokusy, które utrudniają realizację tych wskazań.

Pojawia się wówczas tendencja do biurokratyzacji, a zniknięcie świadomie wzniesionych zapór przeciw niebezpieczeństwom uprzywilejowanej pozycji, otwiera tej tendencji coraz szerszą drogę.

c) W naszej epoce, w łonie niektórych wielkich organizacji robotniczych dialektyka ta może wejść w końcową fazę, tzn. dojść może do zaprzeczenia pierwotnej orientacji politycznej, do świadomej integracji w społeczeństwo burżuazyjne, do kolaboracji klasowej. Korzenie biurokracji rozprzestrzeniają się wówczas z ogromną prędkością. Część kierownictwa świadomie współpracuje z burżuazją i integruje się w społeczeństwo kapitalistyczne. Usuwa się
antybiurokratyczne tamy wzniesione w imię socjalizmu, mnożą się przywileje; socjaldemokratyczni posłowie nie zadowalają się już pensją działacza, stwarzają sobie w klasie robotniczej prawdziwą klientelę.
Od tego momentu proces biurokratycznej degeneracji staje się nieodwracalny.

IV. Biurokratyzacja państw robotniczych

Ten trójfazowy proces biurokratyzacji odnajdujemy również w państwach robotniczych okresu przejściowego:

a) na początku wyłącznie przywileje związane z autorytetem społecznym i korzyści polityczne wynikające z monopolu na władzę w aparacie państwowym;

b) następnie, szczególnie w krajach gospodarczo zacofanych, pojawienie się przywilejów materialnych i kulturalnych;

c) w końcu, całkowita degeneracja biurokratyczna, gdy kierownictwo nie zapobiega procesowi, a świadomie go akceptuje i mu się poddaje, staje się jego sprężyną i dąży do akumulacji przywilejów.

Pojawia się wówczas niebezpieczeństwo form tak monstrualnych, jakie przybrała biurokracja radziecka w okresie stalinowskim:

– za przykład może posłużyć praktyka tzw. stałych kont bankowych, którymi dysponowały wybrane osoby, a które posiadały tę właściwość, że zdeponowana suma nie malała bez względu na rozmiary dokonanych przez właściciela wydatków. Jedynym ograniczeniem był chroniczny brak dóbr konsumpcyjnych na rynku; niektóre jednostki, żyjąc w zacofanym gospodarczo społeczeństwie realizowały komunizm w ten szczególny sposób;

– drugi przykład, ilustrujący charakter tych przywilejów, to „sklepy specjalne”, instytucja powstała w okresie stalinowskim, która w większości państw demokracji ludowej przetrwała aż do lat 1956/57.
Sklepy te, starannie ukryte przed resztą społeczeństwa, dostępne były wyłącznie dla funkcjonariuszy partyjnych i państwowych. Dysponowały one artykułami trudno lub niedostępnymi na rynku, w dużej mierze importowanymi. Lecz i tu, zależnie od zajmowanych stanowisk, obowiązywała ścisła hierarchia: niektórzy płacili pełne ceny, inni tylko połowę, wreszcie najwyżej postawieni posiadacze „stałych kont” zaopatrywali się za darmo.

W latach 1948/49, w okresie niedostatku i nędzy w państwach robotniczych, biurokraci np. w NRD otrzymywali paczki z ZSRR. Pedanteria w przestrzeganiu hierarchii przy sporządzaniu tych paczek jest wprost śmieszna: według ich biurokratycznej rangi, adresaci otrzymywali paczki większe lub mniejsze, pończochy jedwabne lub wełniane, masło lub smalec itd.
Można się dopatrywać rysów śmiesznych, lub jeśli kto woli, tragikomicznych w tej mentalności biurokratycznej, która z hierarchii przywilejów materialnych czyni sztywną zasadę, i to w momencie gdy ludzie głodują. Ale można nawet i w tej sytuacji dostrzec najbardziej namacalne i charakterystyczne rysybiurokratycznej deformacji.

Przypisy:

[1] Stwierdzenie to może wzbudzić dwojaką wątpliwość: czy jest tak istotnie i czy ustrój socjalistyczny rzeczywiście otwiera robotnikom dostęp do kultury.
W pierwszym przypadku musi paść odpowiedź twierdząca pod warunkiem, że:
• operuje się globalną charakterystyką ustroju kapitalistycznego, biorąc pod uwagę kraje gospodarczo zacofane.
• Nawet jednak w krajach gospodarczo rozwiniętych (USA, RFN, Belgia itd.) sytuacja nie jest tak wesoła, jak by mogło to wynikać z dość w Polsce powszechnej ich wizji turystycznej. Mówią o tym liczne badania socjologiczne, których niesposób tu wymienić.

Druga odpowiedź zależy po części od ustalenia w jakiej mierze ustrój ZSRR, ChRL, PRL itd. jest socjalistyczny. Stanowi to przedmiot całej prawie broszury. Pozostawimy więc problem na boku. Obecnie na terenie tych państw należy rozróżnić dwa odmienne zjawiska:

• Problem awansu kulturalnego. Pod tym względem ustrój socjalistyczny w jego obecnej postaci otwiera młodzieży
chłopskiej i robotniczej znacznie szersze możliwości niż np. Anglia czy Francja. Uczestnictwo w kulturze jest tu
jednak skutkiem awansu społecznego, wiąże się na ogół z opuszczeniem środowiska robotniczego i wejściem w środowisko
inteligencji, najczęściej technicznej. Jest to zjawisko niewątpliwie pozytywne.

• Lecz z punktu widzenia założeń ustrojowych socjalizmu rzeczą bodaj czy nie donioślejszą jest problem dźwignięcia
poziomu kulturalnego środowiska robotniczego. W tej dziedzinie dokonano wiele, ale niewystarczająco i sytuacja nieulegnie zmianie tak długo, jak długo robotnik polski czy czeski będzie zajęty pracą produkcyjną przez osiem godzin (w
praktyce znacznie więcej) dziennie przez sześć dni w tygodniu. Tego bowiem problemu nie rozwiąże żadna polityka
kulturalna gdyż jego źródła tkwią w polityce społecznej.

[2] Niezbędne, choćby z punktu widzenia skuteczności w działaniu. Jest oczywiste, że koordynacja działań 50 tys. osób jest
niemożliwa bez minimalnych podstaw organizacyjnych.

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU

Społeczność

USRR