Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 32 gości.

Białoruś: katastrofa, czyli rozkwit gospodarczy

luka górą.jpg

Nasi spece od ekonomii lubią pouczać Łukaszenkę, jak budować nowoczesną gospodarkę. Problem w tym, że pomimo „krachu walutowego” Białoruś zanotuje w tym roku wyższy wzrost niż Polska.

Ze względu na ograniczone reformy strukturalne od 1991 roku, na Białorusi zasadniczo mamy do czynienia z systemem gospodarki centralnie sterowanej. Jest ona ponadto uzależniona od wymiany handlowej z Rosją, która dostarcza subsydiowanych surowców energetycznych i odpowiada za około 30 proc. białoruskiego eksportu i 55 proc. importu. Interwencja rządu w sektorze przedsiębiorstw jest ogromna łącznie z administracyjną jak dotąd kontrolą cen i kursów walut – czytamy w analizie przygotowanej przez ekspertów Euler Hermes, firmy zajmującej się ubezpieczaniem należności.

Mimo to, analitycy zmuszeni są przyznać, że dynamika realnego PKB na Białorusi była dość imponująca w ostatnich latach, średnio 9,4 proc. w latach 2003-2008, po czym spadła do 0,2 proc. w 2009 roku, kiedy także w większości gospodarek miały miejsce spadki, zwyżkując ponownie do 7,6 proc. w 2010 roku. Jednak wzrost ten został oparty na ekspansywnej polityce gospodarczej, które nie ma trwałych podstaw i jest skutkiem ubocznym boomu surowcowego mającego miejsce w Rosji.

Jednocześnie eksperci Euler Hermes prognozują, że dynamika realnego PKB zmniejszy się do około 5 proc. w latach 2011-2012. Daj nam Boże takie zmniejszenie w Polsce, chciałoby się zawołać. U nas dobrze będzie jeśli w tym roku PKB wzrośnie o 4 proc.

W obliczu światowego kryzysu gospodarczego i finansowego, Białoruś zawnioskowała w końcu 2008 r. o pomoc finansową z MFW. Fundusz zatwierdził ją w styczniu 2009, później przyjętym pakietem wyniosła około 3.4 mld dolarów. Przyjęty wtedy program towarzyszący porozumieniu z MFW pomógł poprawić bieżącą politykę fiskalną, tak że w 2009 r. deficyt budżetowy wyniósł tylko 0,4 proc. PKB, a inflacja średnioroczna została zredukowana do minimum na poziomie 5,9 proc. w lutym 2010. Mimo to władze białoruskie nie przedłużyły porozumienia z MFW w marcu 2010.

Napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych pokrywał w 2009 i w pierwszej połowie 2010 r. mniej niż jedną trzecią deficytu. Poziom rezerw walutowych nadal jest niewystarczający – powoduje to niestabilność i wysoką podatności na wstrząsy m.in. w efekcie zmiany cen energii. W końcu 2010 wg. oficjalnych danych poziom rezerw walutowych wynosił tylko 2.9mld USD, o 33 proc. mniej niż rok wcześniej, wystarczając na pokrycie tylko miesięcznego importu lub spłatę tylko 25 proc. zobowiązań przypadających na 2011 z tytułu zewnętrznego zadłużenia (dług publiczny i spłata średnio/długookresowych zobowiązań firm z sektora państwowego bądź gwarantowanych przez państwo).

Wyższa inflacja i duży deficyt na rachunku bieżącym przyczyniały się do presji dewaluacyjnej na białoruskiego rubla (BYR), choć dzięki interwencjom banku centralnego stracił on dotychczas jedynie około 5 proc. w stosunku do USD w 2010 r.

Dewaluacja białoruskiego rubla i niepewność kursowa stanowią duże zagrożenie dla spłaty bieżących zobowiązań białoruskich kontrahentów dla polskich firm. Jednak zdaniem ekspertów Euler Hermes, w długiej perspektywie zmiana polityki powinna przynieść ożywienie białoruskiej gospodarki. Będzie to efektem m.in. podniesienia opłacalności białoruskiego eksportu i generalnie – produkcji w ogóle (nawet mimo podniesienia kosztu importowanych części – np. w przemyśle motoryzacyjno-maszynowym).

Jednym słowem: niedemokratyczna i nierynkowa Białoruś, rządzona przez Łukaszenkę, przeżywa „krach walutowy”, choć kurs BYR spadł raptem o 5 proc. i pogrąża się w „chaosie gospodarczym”, oznaczającym wzrost gospodarczy, tylko nieco wyższy, niż w urynkowionej Polsce.

Na zakończenie
Nie przepadam, za Łukaszenką, uwielbiam natomiast naszych analityków. Ileż pracy musieli włożyć w to, by nagiąć liczby do założonej tezy. A liczby i tak mówią same za siebie.

Społeczność

Sierp i młot