Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 14 gości.

Ryszard Rauba: Piłsudczycy bez Piłsudskiego – sanacyjny obóz rządzący w publicystyce jezuickiego „Przeglądu Powszechnego” z lat 1935 – 1936.

Spotkanie_gdynskich_4001339.jpg

Dr Ryszard Rauba
Instytut Politologii
Uniwersytet Zielonogórski

Piłsudczycy bez Piłsudskiego – sanacyjny obóz rządzący w publicystyce jezuickiego „Przeglądu Powszechnego” z lat 1935 – 1936.

Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 roku. Zaryzykować można w tym miejscu stwierdzenie, iż oficjalny komunikat o jego zgonie autentycznie poruszył może nie całym, ale z pewnością dość znaczną częścią ówczesnego polskiego społeczeństwa.
Należy zaznaczyć ponadto, iż owa dosyć znaczna część ówczesnego polskiego społeczeństwa otaczająca osobę Józefa Piłsudskiego swoistym, dziwacznym, kuriozalnym, parareligijnym kultem była nim tak zaślepiona, że zdawała się w ogóle nie potępiać, wręcz akceptować i to jest do dnia dzisiejszego trudny do wytłumaczenia tragiczny paradoks wybitnie niedemokratyczne, godzące w społeczeństwo, brutalne, krwawe, wręcz policyjno - dyktatorskie, nie liczące się z nikim i z niczym metody sprawowania władzy przez niego i jego bezgranicznie oddanych mu zawsze i wszędzie podkomendnych w mundurach.
Nie powinien zatem dziwić fakt, iż w ostatnich latach jego życia metody te mające wiele wspólnego z faszystowskimi przysporzyły mu także całkiem spore grono zdecydowanych przeciwników. Zarówno po prawej stronie ówczesnej polskiej sceny politycznej jak również i po lewej.
W odróżnieniu od pozbawionych jakiejkolwiek wyobraźni fanatycznych zwolenników J. Piłsudskiego ówczesna opozycja, szczególnie lewicowa (P. P. S.) nie miała najmniejszego zamiaru rezygnować z walki o przywrócenie w Polsce zdeptanego w maju 1926 r. przez J. Piłsudskiego demokratycznego porządku prawno – politycznego.
Dokładnie pięć dni po zgonie J. Piłsudskiego w dniu 17 maja 1935 roku odbyła się w Warszawie uroczysta, zorganizowana z wielką pompą i teatralnym rozmachem eksportacja jego zwłok, które następnego dnia złożone zostały na Wawelu. Zgodnie z ostatnim życzeniem J. Piłsudskiego, jego serce spoczęło w Wilnie, na cmentarzu na Rossie, obok trumny jego matki.
Redaktor naczelny jezuickiego „Przeglądu Powszechnego” ks. Jan Rostworowski pisał wówczas: „Jeżeli byli jeszcze u nas ludzie, co nie pojmowali czem był dla narodu ten ogromny Człowiek, którego świeżo składaliśmy do grobu, to chwila jego zgonu mogła i powinna była otworzyć im oczy. Po całej Polsce, jak długa i szeroka przeszła fala niepamiętnego wzruszenia. Wszyscy uczuli, że z tą potężną, spiżową postacią ubył Ojczyźnie ktoś taki co zaważył na jej dziejach porozbiorowych bardziej niż ktokolwiek inny, ktoś, kto może godnie stanąć obok wszystkich tych największych, z jakiemi leży w wawelskich podziemiach, ktoś kto wrósł na wieki w polskie dzieje i zrósł się żywym a nierozerwalnym węzłem z całem pokoleniem, które miało szczęście być mu współczesne (...). Jak Mickiewicz w sferze myśli i uczucia, tak On w sferze czynu mógł powiedzieć: Ja i Ojczyzna to jedno. On pierwszy zdobył się na ten czyn orężny, od którego poczęło się rozerwanie jej więzów. On potężnym ramieniem zatrzymał ją na drodze do dawnej anarchii. On stworzył dla niej ideologię i około swych idei zebrał zastęp ludzi, zdolnych wywalczyć im zwycięstwo. On dźwignął mocną dłonią zręby gmachu nowej Polski, da Bóg zdrowej i silniejszej niż poprzednia (...). Jak był zupełnie słusznie rodzajem mitu za życia, tak pozostanie na zawsze Józef Piłsudski w panteonie narodowym jako budowniczy i obrońca odrodzonej Ojczyzny, wszystkim sercom prawdziwie polskim, po wszystkie czasy bliski i drogi” .
Jezuicki „Przegląd Powszechny” piórem swojego redaktora naczelnego, nieukrywającego zresztą swojej bezgranicznej fascynacji osobą J. Piłsudskiego przed 1935 r. wyraził swój „ogromny żal” z powodu tak „niepowetowanej straty” jaką była – według niego śmierć J. Piłsudskiego.
Czasopismo ojców jezuitów stało na stanowisku, iż: „Rzeczpospolita utraciła jednego z najwartościowszych swoich synów”.
Można się spierać o to czy data śmierci Józefa Piłsudskiego – 12 maja 1935 r. jest istotną cezurą w dziejach Drugiej Rzeczypospolitej. Natomiast poza dyskusją wydaje się być stwierdzenie, iż data ta zamyka jeden, a rozpoczyna drugi etap w historii sprawującego wówczas niepodzielną władzę sanacyjnego obozu piłsudczykowskiego. Ks. Jan Rostworowski ujął to następującymi słowami: „ze ś. p. Marszałkiem zamknęła się pierwsza wielka karta dziejów Polski Odrodzonej, a zamknęła się dzięki jego ogromnej duszy”.
Redaktor naczelny wyrażał przy tym nadzieję, „by dalsze karty nie odchyliły się od myśli wielkiego budowniczego nowej Ojczyzny” .
Ze śmiercią Józefa Piłsudskiego sanacyjny obóz rządzący stracił swego twórcę i zarazem przywódcę. Jego pozycja w obozie sanacyjnym była „pierwszoplanowa”, podczas gdy jego współpracownicy byli jedynie bezmyślnymi, bezkrytycznymi i całkowicie posłusznymi wykonawcami woli „czynnika decydującego”.
W związku z tym nie ukształtował się w ogóle wokół J. Piłsudskiego zespół poważnych i samodzielnie przy tym myślących polityków. Józef Piłsudski dzięki swemu nadrzędnemu stanowisku i roli, którą spełniał potrafił utrzymać „jedność” sanacyjnego obozu rządzącego. Był mocno naciąganym symbolem tej „jedności”, jej „spoiwem”. Całą sanację utożsamiano przede wszystkim z jego absurdalnie wyeksponowaną osobą.
W wyniku śmierci J. Piłsudskiego ciągłość kierownictwa obozem sanacyjnym została gwałtownie przerwana, a to z kolei skomplikowało sytuację w jego łonie w tym przede wszystkim sensie, że nie zdążyły jeszcze ukonstytuować się „nowe” władze państwowe w myśl wprowadzonej dopiero nowej, zdecydowanie antydemokratycznej ustawy zasadniczej określanej jako konstytucja kwietniowa. Zwolennicy sanacji oczekiwali, że właśnie J. Piłsudski, dla którego napisano tę konstytucję stanie na czele państwa jako prezydent.
Tymczasem zabrakło nie tylko jego osoby, ale także bardziej konkretnego testamentu politycznego wskazującego „następcę” i „kontynuatora” dotychczasowej sanacyjnej „myśli politycznej”.
Odejście J. Piłsudskiego mogło wywołać w kraju poważny kryzys polityczny. Tę nad wyraz niebezpieczną przede wszystkim dla rządzącej sanacji sytuację należało więc jak najprędzej zlikwidować.
Rządząca sanacja nie miała bowiem najmniejszego zamiaru dzielić się z kimkolwiek posiadaną od maja 1926 r. dyktatorską władzą. Powrót do demokracji parlamentarnej po śmierci J. Piłsudskiego nie wchodził dla niej w ogóle w rachubę. Dla sanacji demokracja parlamentarna w ówczesnej Polsce była już rozdziałem całkowicie zamkniętym.
Dla obywateli RP sanacja widziała tylko jedną rolę – biernego nie mającego na nic wpływu obserwatora. Sanacja miała bowiem swoją wizję polityczną i nikt nie miał prawa przeszkadzać jej w jej realizacji. Ani opozycja, ani obywatele, którzy mieli siedzieć cicho.
Pierwszą ważną w skali państwowej decyzją personalną podjętą w łonie sanacji po śmierci J. Piłsudskiego była nominacja generała dywizji Edwarda Rydza – Śmigłego na Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych oraz generała brygady Tadeusza Kasprzyckiego na ministra spraw wojskowych. Nastąpiło to już w nocy z 12 na 13 maja 1935 r. Prominentni przedstawiciele sanacji nie poruszyli wówczas kwestii ewentualnego kandydata na przyszłego prezydenta RP. Tzw. piłsudczycy uważali, że to najważniejsze stanowisko piastować powinien najbliższy zmarłemu J. Piłsudskiemu człowiek – pułkownik Walery Sławek, będący wówczas premierem. Według ich oczekiwań miało to nastąpić po wyborach do Sejmu i Senatu, przeprowadzonych zgodnie z nową ordynacją.
Wróćmy jednak do osoby generała dywizji Edwarda Rydza – Śmigłego, nowego Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. Według obowiązującego w dniu tej nominacji dekretu prezydenta RP z 6 sierpnia 1926 r., gen. inspektor sił zbrojnych był „generałem przewidzianym na naczelnego wodza”. W swym ręku skupiał najważniejsze sprawy wojska i obronności Rzeczypospolitej. Stanowisko gen. inspektora, co warto podkreślić było nadrzędne w stosunku do ministra spraw wojskowych i w znacznym stopniu niezależne od rządu co dawało piastującej je osobie szczególne znaczenie w państwie. Truizmem będzie tu stwierdzenie, iż wagę urzędu podnosiła dodatkowo osoba Józefa Piłsudskiego sprawującego do śmierci obie wspomniane funkcje – gen. inspektora i ministra spraw wojskowych.
Należałoby postawić w tym miejscu pytanie. Dlaczego pułkownik Walery Sławek premier, osoba niewątpliwie wpływowa (prezes BBWR), która z chwilą śmierci J. Piłsudskiego stała się „numerem jeden” sanacyjnego obozu rządzącego, opowiedział się stanowczo za kandydaturą Edwarda Rydza – Śmigłego na szefa GISZ? Najbardziej bliskie prawdy wydaje się stwierdzenie, iż uznawał on Rydza – Śmigłego za dobrego wojskowego, lecz za słabego polityka. Walery Sławek uważał wprost, że Rydzowi – Śmigłemu brakuje cennego wyrobienia politycznego i dlatego nie należy się obawiać jakiejkolwiek konkurencji z jego strony.
Tymczasem najważniejszą rzeczą dla premiera W. Sławka było wówczas wprowadzenie w życie nowej ordynacji wyborczej i przygotowania do wyborów parlamentarnych. Nową zdecydowanie niedemokratyczną ordynację uchwalono ostatecznie 8 czerwca 1935 r. Sejm pochodzić miał z wyborów opartych na czteroprzymiotnikowym prawie wyborczym. W stosunku do poprzedniej ordynacji wykreślono proporcjonalność. W powszechnym odczuciu eliminacja zasady proporcjonalności stanowiła dodatkowy, bardzo dotkliwy cios dla opozycyjnych partii politycznych, tak znienawidzonych przez piłsudczyków za sam fakt istnienia na ówczesnej polskiej scenie politycznej.
Ponadto zniesienie proporcjonalności oznaczało prawo zgłaszania kandydatów nie przez obywateli, lecz przez specjalne zgromadzenia okręgowe, tworzone w poszczególnych 2 – mandatowych okręgach wyborczych. Liczbę posłów ograniczono do 208 (dotychczas 444), po dwóch z każdego ze 104 okręgów wyborczych. Głosować można było tylko na 2 spośród 5 kandydatów w danym okręgu.
Tryb wyborów do Senatu był jeszcze bardziej złożony. Trzydziestu dwóch senatorów mianował według własnego widzimisię prezydent RP, pozostałych 64 wybierały wojewódzkie kolegia wyborcze wyłonione w prawyborach przez oficerów i osoby o odpowiednim cenzusie wykształcenia. Poprzez nową ordynację wyborczą Walery Sławek pragnął raz na zawsze „odpartyjnić” Sejm i Senat. Stanowiło to poniekąd cel jego działalności politycznej.
W dniu 10 czerwca 1935 r. prezydent RP Ignacy Mościcki rozwiązał dotychczasowy parlament ogłaszając jednocześnie nowe „wybory” do Sejmu i Senatu. Wyznaczono je na 8 i 15 września 1935 r.
W międzyczasie dawały się już odczuć wyraźne tarcia w łonie sanacyjnej „rodziny”. Potwierdzają to słowa Walerego Sławka wypowiedziane na spotkaniu pożegnalnym z posłami i senatorami BBWR w dniu 6 lipca 1935 r. W. Sławek stwierdził wówczas, iż nikt nie zastąpi autorytetu Józefa Piłsudskiego. „Gdybyśmy chcieli innych do tej roli przymierzyć – mówił, łatwo byśmy spostrzegli, że ta potęga autorytetu nie może być nikomu nadana”.
W miejsce Józefa Piłsudskiego jedynym czynnikiem rozstrzygającym – w czysto subiektywnym, buńczucznym przekonaniu rządzącej sanacji miała zostać ich konstytucja. W. Sławek stwierdził bowiem: „Nie usiłujemy przekładać decyzji na autorytety, których byśmy poszukiwali poza ramami przez konstytucję określonymi, na autorytety, które by mogły wejść w sprzeczność z organizacją państwa lub też z prawem w konstytucji zawartym. Prawo jako naczelny regulator ma nami rządzić, a w ramach praw ten kogo prawo do tego wyznacza” .
Piszę szerzej o ordynacji wyborczej, gdyż do sytuacji i porządku prawnego jaki stanowiła odniósł się jezucki „PP”. Kolejny raz piórem swojego zafascynowanego J. Piłsudskim redaktora naczelnego ks. J. Rostworowskiego w obliczu wytworzonego w łonie obozu sanacyjnego stanu po jego śmierci zapytywał: „Co będzie z Polską bez Marszałka? (...). Nie dowiedzieliśmy się kto zastąpi Wielkiego Zmarłego – stwierdził redaktor naczelny – owszem usłyszeliśmy świeżo z ust premiera p. Walerego Sławka, że jego miejsca nikt nie zajmie, ale powiedziano nam zarazem zupełnie słusznie, że zamiast autorytetu osoby, która opatrznościowo była nam dana (...) powinien nad Polską (...) wznieść się normalny w zwykłym rzeczy porządku autorytet prawa. Cała ogromna praca ś. p. Marszałka do tego zmierzała (...) żeby (...) zapewnić poszanowanie tak prawu jak osobom przez prawo wskazanym”.
„Przegląd” był jednak co ciekawe nad wyraz sceptycznie nastawiony do możliwości praktycznej realizacji słów premiera W. Sławka. „Niestety jednak patrząc na obecny stan (...) w Polsce nie bardzo można mieć nadzieję, że to bezwzględne i powszechne uznanie autorytetu prawa było już bliskie. „Cóż może być właściwym na ten niezdrowy stan (...) lekarstwem?” - pytał „Przegląd”.
W odpowiedzi stwierdził natomiast sugerując jednocześnie, iż : „obok siły i spokojnej konsekwencji w działaniu, której obóz rządowy zawdzięcza już bardzo wielkie zwycięstwo byłaby pożądana jeszcze jedna rzecz, która zjednywa nawet nieżyczliwych. Jeżeli w Polsce – jak tego najoczywiściej potrzeba – panować ma prawo, to ono musi być jak najbardziej obiektywne, to znaczy od wszelkiego subiektywizmu osobistego czy partyjnego, jak najbardziej wolne. Nie powinno się nigdy czuć, że w kwestię prawa wchodzi interes jakichkolwiek osób, czy ich ugrupowań (...)” .
Jak widać katolicki „Przegląd Powszechny” podchwycił i wręcz poparł koncepcję Walerego Sławka .
Tymczasem pośród prominentnych piłsudczyków rosło grono zdecydowanych przeciwników W. Sławka uważających go za niepoprawnego marzyciela. Niewątpliwie za prawdziwe można uznać ówczesne stwierdzenie, iż bez „opieki” Józefa Piłsudskiego, Walery Sławek niczym dziecko bez ojca po prostu zagubił się. Jego uwaga skupiała się niemal wyłącznie na organizacji wyborów i temu poświęcił się bez reszty.
Nastąpił wówczas zwrot w postawie bezwolnego dotychczas, chodzącego „na pasku” J. Piłsudskiego i generalnie mało samodzielnego prezydenta Ignacego Mościckiego. Wykorzystując uprawnienia jakie niespodziewanie nadawała mu „skrojona” nie dla niego konstytucja kwietniowa, zaczął włączać się czynnie do rozgrywek politycznych.
Wielce symptomatyczny w tym względzie był artykuł znanego wówczas publicysty i dziennikarza Konrada Wrzosa. „Czy w związku z wyborami i nową konstytucją, Prezydent złoży władzę w ręce przedstawicielstwa narodowego, czy też zgodnie z poprzednim wyborem pozostanie na stanowisku przez siedem dalszych lat?” - zapytywał Konrad Wrzos. Prezydent Ignacy Mościcki wymijająco stwierdził : „zawsze robię to, co jest potrzebne państwu – jedynie pod tym kątem widzenia uczynić mogę jakieś kroki w przyszłość” . Oznaczało to jedno – prezydent Mościcki nie zamierzał zrezygnować ze swojego urzędu, do którego tak bardzo się przyzwyczaił.
„Autorytet” W. Sławka w ciągu lata 1935 r. zaczął w związku z tym gwałtownie spadać. Odnośnie jego osoby zatwardziali zwolennicy sanacji stwierdzali wprost, że nie radzi sobie z rządzeniem. Sytuacja w łonie sanacyjnego obozu rządzącego stawała się wyjątkowo napięta.
W takiej atmosferze odbyły się we wrześniu 1935 r. wybory do izb ustawodawczych, po raz pierwszy według skrajnie niedemokratycznej ordynacji. Wniosek jaki nasuwał się po wyborach mógł być tylko jeden – totalna klęska sanacji. Do urn wyborczych poszło w wyborach sejmowych będących jedynie kolejną, sanacyjną kpiną ze społeczeństwa niespełna 46 % obywateli. Hasło bojkotu rzucone przez zmęczoną sanacyjnymi rządami opozycję odniosło skutek.
W Warszawie głosowało mniej niż 30 % uprawnionych, a w województwach centralnych i w Wielkopolsce poniżej 40 %. Wybory wrześniowe stanowiły osobistą klęskę W. Sławka i jego organizacji – BBWR. Natychmiast po wyborach wystąpiły w sanacyjnym obozie rządzącym poważne rozdźwięki. Na plan pierwszy wysunął się konflikt między W. Sławkiem, a prezydentem I. Mościckim. W. Sławek oczekiwał, iż stosownie do „życzenia” J. Piłsudskiego, Mościcki bez szemrania ustąpi ze stanowiska prezydenta RP.
I. Mościcki dał jednak kolejny raz do zrozumienia, że nie zamierza rezygnować z zajmowanego od lata 1926 r. intratnego dla niego urzędu. Urażony do głębi i wewnętrznie podłamany W. Sławek podał się 12 października 1935 r. do dymisji. Osiemnaście dni później, 30 października 1935 r. nastąpiło oficjalne rozwiązanie BBWR. Odsunięcie w cień tzw. grupy pułkowników stało sie faktem.
Oceniając wybory jezuicki „Przegląd Powszechny” zajął w tej sprawie co ciekawe nad wyraz powściągliwe, ale w gruncie rzeczy przychylne sanacji stanowisko. Stwierdził, iż : „wybory te odbiegały bardzo silnie od wszystkich poprzednio przeprowadzonych i to nie tylko pod względem przepisów ordynacji, nie tylko nawet odnośnie zupełnie innego kształtowania się akcji przedwyborczej, ale przede wszystkim pod względem wybitnego nastawienia zarówno kandydatów jak i wyborców pod kątem widzenia gospodarczego” . O ewidentnej klęsce wyborczej sanacji „Przegląd Powszechny” w ogóle nie wspomniał, subtelnie pomijając tę kwestię.
Warto nadmienić, iż, do jesieni 1936 r. „Przegląd Powszechny” unikał poruszania jakichkolwiek wątków dotyczących walki o prymat w łonie „elity” rządzącej. W tej materii „Przegląd” zachował wielce wymowne milczenie, które było z pewnością bardzo na rękę sanacji. Czasopismo w tym okresie skupiło się na polityce gospodarczej rządu, uważając sprawy gospodarcze za najważniejsze .
W dniu 13 października 1935 r. utworzony został nowy rząd, w którym tekę wicepremiera i ministra skarbu objął bliski współpracownik I. Mościckiego – Eugeniusz Kwiatkowski. Nie był wielką tajemnicą, że rząd premiera Mariana Zyndrama – Kościałkowskiego był faktycznie kierowany przez prezydenta i wicepremiera. Nie wszyscy akceptowali ten stan. Z rządu Zyndrama – Kościałkowskiego postrzeganego jako liberała był niezadowolony przede wszystkim generalny inspektor sił zbrojnych – Edward Rydz – Śmigły. Prezydent I. Mościcki pragnąc zamanifestować swą niezależną postawę nie poinformował gen. inspektora o składzie nowego gabinetu i nie zasięgnął jego opinii.
Rydz – Śmigły poczuł się obrażony, gdyż na stanowisku premiera chciał widzieć pułkownika Adama Koca – bezkompromisowego, otwarcie faszyzującego zwolennika rządów silnej ręki. Konflikt z szefem GISZ był ostatnią rzeczą jakiej pragnął prezydent RP. W związku z tym w grudniu 1935 r. prezydent doszedł do porozumienia z Rydzem – Śmigłym w kwestii powołania nowego gabinetu. Znaleźliby się w nim ludzie z ekipy generalnego inspektora. O porozumieniu tym nikt nie wiedział.
Na przełomie 1935 i 1936 r. Rydz – Śmigły ostatecznie zrezygnował z roli biernego obserwatora jakim chciał go widzieć W. Sławek. Jego wypowiedzi coraz częściej miały charakter politycznych deklaracji. Prezydent I. Mościcki zdając sobie sprawę z faktu, iż Rydz – Śmigły to nie W. Sławek zdecydował się na kompromis - „podział władzy” z gen. inspektorem.
Od schyłku 1935 r. nachalnie popularyzowano osobę Rydza – Śmigłego wszystkimi możliwymi sposobami. Rozpisywała się o nim przede wszystkim sanacyjna prasa: „Polska Zbrojna”, „Gazeta Polska”, Kurier Poranny” i „Express Poranny”. Upowszechniano dość prymitywny fotomontaż przedstawiający Rydza – Śmigłego na tle głowy J. Piłsudskiego sugerując przy tym w łopatologiczny sposób, że jest to najlepszy jego następca. Rydz – Śmigły coraz częściej brał udział w szeregu publicznych imprez. W dniu 24 listopada 1935 r. uczestniczył w zjeździe Delegatów Związku Oficerów Rezerwy; 27 grudnia w Poznaniu uczestniczył w obchodach 17 rocznicy wybuchu zwycięskiego powstania wielkopolskiego. W dniu 20 lutego 1936 r. minister spraw wojskowych gen. brygady T. Kasprzycki przemawiając w Sejmie wyraźnie podkreślił rolę Rydza – Śmigłego jako „przywódcy”.
Jednak najwięcej miejsca prasa poświęciła jemu w dniu 18 marca 1936 r. z okazji jego imienin. Warto tu podkreślić , iż pozycję gen. inspektora wydatnie wzmacniała sanacyjna konstytucja kwietniowa. Rozwinięciem jej przepisów w zakresie spraw wojskowych był dekret prezydenta RP z 9 maja 1936 r. o sprawowaniu zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi oraz organizacji naczelnych władz wojskowych w czasie pokoju. Nieprzypadkowo wszedł on w życie w pierwszą rocznicę śmierci J. Piłsudskiego . Dekret w wyraźny sposób podkreślać miał „szczególną rolę” Rydza w państwie i sanacyjnym obozie piłsudczykowskim.
Tymczasem w myśl ustaleń podjętych na tajnym grudniowym spotkaniu Mościckiego z Rydzem, 15 maja 1936 r. powstał nowy rząd z gen. dywizji F. Sławojem – Składkowskim jako premierem. W jego gabinecie znaleźli się „ministrowie Mościckiego”: E. Kwiatkowski, J. Poniatowski, W. Świętosławski, E. Kaliński oraz M. Zyndram – Kościałkowski.
„Ministrami Rydza” byli: premier i jednocześnie minister spraw wewnętrznych, gen. T. Kasprzycki, pułkownik J. Ulrych – minister komunikacji i minister sprawiedliwości Witold Grabowski znany ze swoich radykalnie prawicowych wręcz faszystowskich poglądów. Ludzie ci mieli kontrolować poczynania „ministrów Mościckiego”.
Kompromisowy „duumwirat” Mościcki – Rydz stał się faktem. Rydz nie zamierzał jednak na tym poprzestać. Kolejnym krokiem mającym na celu „wzmocnienie” sanacyjnego obozu piłsudczykowskiego, a przede wszystkim pozycji Rydza było połączenie Kół Pułkowych ze Związkiem Legionistów. Prezesem Kół był Rydz. Związku W. Sławek. Gen. inspektor zamierzał stworzyć sobie jeszcze szerszą podstawę do działalności politycznej i ostatecznie wyeliminować W. Sławka. Na XII Walnym Zjeździe Legionistów w Warszawie – 24 maja 1936 r. Sławka odsunięto od prezesury, a na nowego szefa Zarządu, zgodnie z wolą Rydza wybrano pułkownika Adama Koca.
Jeżeli poufny układ z grudnia 1935 r. był pierwszym poważnym krokiem do „zwycięstwa” gen. inspektora nad prezydentem to przejęcie przez Rydza inicjatywy politycznej w dniu 24 maja 1936 r. można określić jako przechylenie się szali „zwycięstwa” na jego korzyść. Po tym dniu Rydz oficjalnie uznany został „Wodzem Narodu”. Nie było to jednak „zwycięstwo” zupełne.
Formalnie prezydent RP uznał Rydza nie pytając oczywiście o zgodę polskiego społeczeństwa „współzarządcą” państwa 13 lipca 1936 r. Okólnik premiera w tej sprawie opublikowany został w „Gazecie Polskiej” 16 lipca 1936 r. Stwierdzał on: „zgodnie z wolą Pana Prezydenta Rzeczypospolitej I. Mościckiego zarządzam co następuje: Gen. Śmigły – Rydz wyznaczony przez Pana Marszałka J. Piłsudskiego jako Pierwszy Obrońca Ojczyzny i pierwszy współpracownik Pana Prezydenta Rzeczypospolitej w rządzeniu państwem ma być uważany i szanowany jako pierwsza w Polsce osoba po Panu Prezydencie Rzeczypospolitej. Wszyscy funkcjonariusze państwowi z prezesem Rady Ministrów na czele okazywać Mu winni objawy honoru i posłuszeństwa” .
Okólnik stanowił niewątpliwie cynicznie przemyślaną kapitulację Mościckiego wobec Rydza. Ponadto stał w jawnej sprzeczności z literą nowej, sanacyjnej konstytucji...
Kolejnym „sukcesem” Rydza, a z góry zaplanowanym ustępstwem prezydenta było nadanie szefowi GISZ – u godności Marszałka Polski w dniu 11 listopada 1936 r. Prezydent i jego najbardziej znany współpracownik wicepremier E. Kwiatkowski doskonale zdawali sobie sprawę z rosnącej „popularności” Rydza, dodatkowo wzmocnionej po jego wizycie we Francji na przełomie sierpnia i września 1936 r. Prasa rządowa w nadzwyczajny sposób eksponowała osiągnięte w jej wyniku rezultaty.
Podczas uroczystości wręczenia gen. inspektorowi buławy marszałkowskiej I. Mościcki miał pełną świadomość, iż Rydz stał się „czołową postacią polskiego życia politycznego” i sanacji. Dzień 11 listopada 1936 r. uznać należy za polityczne „zwycięstwo” Rydza w rozgrywce z prezydentem. Tzw. „Naczelny Wódz” tryumfował!
Jesienią 1936 r. „PP” przerwał wreszcie milczenie. W artykule pod wielce wymownym tytułem Autorytet prawa ks. Edmund Elter przypominał rządzącej sanacji: „kilkanaście miesięcy temu w chwili dla Polski bardzo doniosłej i trudnej wobec pustki jaką w dziedzinie publicznego życia wytworzyła śmierć Marszałka Piłsudskiego pułkownik Sławek jako szef rządu rzucił hasło wzmocnienia autorytetu prawa (...). Rzucone hasło w prasie znalazło silny oddźwięk, ale w obyczajach o ile można sądzić na podstawie kilkunastomiesięcznej obserwacji nie doczekało się jeszcze urzeczywistnienia. Dziś nie mniej jak wówczas można by biadać nad zanikiem poszanowania dla praw nad jego deptaniem w sposób nierzadko wprost cyniczny” .
W ostatnich słowach jezuickiego publicysty z łatwością dostrzec można wyraźną aluzję do wzrostu pozakonstytucyjnej roli Rydza – Śmigłego oraz do wspomnianego lipcowego okólnika.
Ks. E. Elter podał również definicję autorytetu: „autorytet to pewna aureola co opromieniając bądź osobę, bądź jej akty własną mocą budzi dla nich u innych szacunek. Powstaje na skutek promieniowania moralnej wartości danej osoby i tego co od niej pochodzi – jej myśli, jej słów, jej nakazów. Brutalna siła nie jest w stanie go wytworzyć” . Czyż nie była to wyraźna aluzja do Rydza, do jego marzeń o rządach silnej ręki? Z pewnością. Publicysta „PP” nie napisał tego wprost jednak miał na myśli osobę Rydza i jego współpracowników, zwłaszcza pułkownika Adama Koca.
Ks. E. Elter, powołując się na literę obowiązującej narzuconej, sanacyjnej konstytucji kwietniowej uważanej za polityczny testament J. Piłsudskiego, pisał: „nasza konstytucja kwietniowa wprowadzona pod hasłem wzmocnienia władzy państwowej (...) zakreśla władzy państwowej granice. Najwyższemu jej piastunowi przypomina, że ciąży na nim odpowiedzialność za sprawowane rządy przed Bogiem i przed historią. Jeżeli te słowa nie mają być pustym frazesem – a bez obrazy twórców naszej konstytucji przypuścić tego nie można – sugerował publicysta – zakreślają one władzy państwowej granice, przewidziane przez prawo Boże. O tym winni pamiętać wszyscy, którzy na mocy danego sobie z góry mandatu sprawują władzę w większym lub mniejszym zakresie (...). Jedynie tak pojęty i realizowany autorytet prawa może nas wszystkich wewnętrznie scementować i wytworzyć w państwie silną więź narodową” - konkludował ks. E. Elter.
Jak zatem widać „PP” po dłuższym okresie milczenia w trakcie którego bacznie obserwował sytuację w obozie sanacyjnym powyższym artykułem pragnął w wyczuwalny,mimo wszystko życzliwy sposób przypomnieć rządzącym, iż rzeczywistym autorytetem po śmierci J. Piłsudskiego może być tylko prawo. W tym względzie zatem jezuickie czasopismo podtrzymywało koncepcję – odsuniętego wówczas na „boczny tor” przez Mościckiego i Rydza – Walerego Sławka .
Nadzieje jakie w tym względzie żywił „Przegląd Powszechny” miały okazać się płonne, gdyż narzuconej społeczeństwu konstytucji nikt nie chciał bronić oprócz odsuniętego W. Sławka.
Na zjeździe Legionistów w Warszawie, w dniu 24 maja 1936 r., z ust generalnego inspektora sił zbrojnych padła zapowiedź utworzenia nowej organizacji prorządowej skupionej wokół armii i tzw. „naczelnego wodza”. Oczekiwano, iż założenie nowej partii będzie proklamowane 11 listopada 1936 r., w chwili wręczenia Rydzowi – Śmigłemu buławy marszałkowskiej.
Jezuicki „Przegląd Powszechny” piórem nowego redaktora naczelnego ks. Edwarda Kosibowicza stwierdził wówczas: „rozchodzą się po kraju wieści, że rząd względnie p. pułkownik Koc ma stworzyć w Polsce nową organizację prorządową na miejsce dawnego B. B. W. R. Prasa codzienna podaje raz po raz na ten temat mniej lub więcej sensacyjne wiadomości. Jawią się komunikaty i ich urzędowe czy półurzędowe zaprzeczenia i poprawki. Może w świetle wyżej zestawionych uwag, opartych nie na partyjnym aprioryzmie, ale na analizie doświadczeń wolno nam będzie sformułować życzenie – podkreślał redaktor naczelny „Przeglądu” - by doświadczenia te nie poszły na marne, by to nie była znowu robota z góry, narzucona przez administrację, by to nie była sztucznie stworzona ideologia przybrana w nowe frazesy o zbankrutowanej treści, ale by wyrosła ze społeczeństwa, z jego zdrowej tradycji, z jego kultury i przywiązań, które uszanować trzeba (...). Z tym faktem muszą się liczyć ci, którzy by chcieli tworzyć obóz zjednoczenia (...). Wszelkie inne próby zakończą się bezwzględnym fiaskiem, a na nowy eksperyment pozwalać sobie nie wolno bo w grę wchodzą podobno ostatnie atuty: honor armii i jej naczelnego wodza” .
Z powyższych słów wynikałoby zatem, iż środowisko „Przeglądu Powszechnego” w zasadzie akceptowało powstanie nowej, sanacyjnej organizacji pod egidą Rydza – Śmigłego, stawiało jednak pewne warunki wyrażane w formie życzenia. Analizując powyższe słowa redaktora naczelnego można dojść do wniosku, że środowisko jezuickiego miesięcznika zdawało sobie sprawę, że obóz sanacyjny nie jest jednolity, a co najważniejsze ewoluuje w stronę „militaryzacji”. Redaktorów miesięcznika i tu rzecz charakterystyczna ta ewolucja jednak nie przerażała.
Tak upłynął rok 1936. Oceniając drugą połowę roku 1935 i rok 1936, jeden z prominentnych przedstawicieli sanacji pułkownik Bogusław Miedziński w artykule Na przełęczy opublikowanym 31 grudnia 1936 r. w „Gazecie Polskiej” pisał: „podsumujmy tedy rzeczywistość, którą widzimy u schyłku roku 1936: stan rzeczy w dziedzinie organizacji życia wewnętrznego społeczeństwa polskiego jest obrazem pełnej dekompozycji” . Jednocześnie stwierdził, iż: „trzeba zachować z przeszłości wszystko co w niej było dobre i wielkie (...). Siły potencjalne narodu polskiego są żywe i potężne, nie one też lecz ich formy organizacyjne uległy rozkładowi – nie bez głębszych powodów. Trzeba by więc mieć odwagę, aby te formy odrzucić i nowe do życia powołać” .
Powyższe słowa, gdy porównamy z wcześniejszymi ks. E. Kosibowicza, to wyraźnie dostrzeżemy, że obóz sanacyjny „przygotowywał znowu robotę z góry”. Nową formą organizacyjną o której myślał pułkownik B. Miedziński miał być otwarcie faszyzujący, nie ukrywający swojego totalitarnego oblicza Obóz Zjednoczenia Narodowego.
Podsumowując niniejsze rozważania podkreślić należy, iż lata 1935 – 1936 były dla sanacyjnego obozu rządzącego w Polsce niewątpliwie trudne. Śmierć Józefa Piłsudskiego spowodowała bowiem jego „dekompozycję” i faktyczne rozbicie. Pomimo tak niesprzyjających okoliczności kres dyktatorskich, niedemokratycznych rządów sanacyjnych w Polsce nastąpić miał jednak dopiero w tragicznych dniach września 1939 r.
Jezuicki „Przegląd Powszechny” przyjmując formalnie pozę krytyka poczynań władz faktycznie bez większych zastrzeżeń akceptował rządy sanacyjne w Polsce. W omawianym okresie co ważne i nad wyraz wymowne „PP” w swojej publicystyce odnosił się łagodnie i życzliwie do rządzącej sanacji.
Społecznie zachowawczy a politycznie naiwny i krótkowzroczny katolicki miesięcznik kompletnie nie dostrzegał wybitnie szkodliwych, destrukcyjnych i zatrważających efektów niekontrolowanych przez społeczeństwo i skrajnie nieodpowiedzialnych uzurpatorskich, sanacyjnych rządów.
Czasopismo nie dopuszczało do siebie w ogóle myśli, że sanacja i jej pomysły polityczne wcielane wówczas w życie były złem same w sobie, które należało potępić i odrzucić.
Jak pokazała historia cena jaką zapłaciła Polska i jej obywatele za niezdrową fascynację osobą „Marszałka” i jego dyktatorskie, rzekomo skuteczne sposoby sprawowania władzy była bardzo, ale to bardzo wysoka.
Warto abyśmy wszyscy o tym cały czas pamiętali, bo bezmyślny kult jednostki – jakiejkolwiek zawsze i wszędzie w ostatecznym rozrachunku prowadzi do tragedii.

Zob. Sprawozdanie z ruchu religijnego, naukowego i społecznego (dalej: Sprawozdanie...), „Przegląd Powszechny” (dalej: „PP”), R. 1935, t. 206, s. 433 – 434.

Ibidem, s. 436.

Cyt. za: Gabinety Drugiej Rzeczypospolitej, praca zbiorowa pod redakcją J. Farysia i J. Pajewskiego, Szczecin – Poznań 1991, s. 252.

Zob. Sprawozdanie...,
„PP”, R. 1935, t. 207, s. 263.

Cyt. za: R. Mirowicz, Edward Rydz – Śmigły. Działalność wojskowa i polityczna,Warszawa 1988, s. 107.
Zob. Sprawozdanie..., „PP”, R. 1935, t. 208, s. 145 – 146.

W tej kwestii zob. R. Rauba, Polityka gospodarcza Piłsudczyków w latach 1935 – 1939 w publicystyce „Przeglądu Powszechnego” (w:) W kręgu polityki. Redakcja naukowa Adam Ilciów, Robert Potocki, Zielona Góra – Częstochowa 2009, s. 119 – 130.

Zob. Dz. U. RP z 12 V 1936, nr 38, poz. 286.

Cyt. za: R. Mirowicz, op. cit., s. 122 – 123.

Zob. Ks. E. Elter, Autorytet prawa, „PP”, R. 1936, t. 212, s. 129.

Ibidem, s. 130.

Ibidem, s. 134 – 136.

Od czerwca 1936 r. Walery Sławek pełnił funkcję prezesa Instytutu Badania Historii Najnowszej im. Józefa Piłsudskiego. Jednocześnie utrzymał mandat poselski.

Zob. Sprawozdanie..., „PP”, R. 1936, t. 212, s. 249.

Cyt. za: T. Jędruszczak, Piłsudczycy bez Piłsudskiego. Powstanie Obozu Zjednoczenia Narodowego w 1937 r., Warszawa 1963, s. 96.

Cyt. za: A. Ajnenkiel, Polska po przewrocie majowym. Zarys dziejów politycznych Polski 1926 – 1939, Warszawa 1980, s. 544 – 545.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Towarzysz Lenin oczyszcza ziemię ze śmieci