Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 38 gości.

Ryszard Rauba: Żydzi w Polsce Odrodzonej – zarys zagadnienia do połowy lat 30 – tych XX wieku.

YDZI_3~1.JPG

Dr Ryszard Rauba
Instytut Politologii
Uniwersytet Zielonogórski

Autor niniejszego szkicu pragnąłby na wstępie tytułem koniecznego wyjaśnienia zaznaczyć, iż nie było jego intencją wyczerpanie tematu. Pragnął jedynie przedstawić w swoim szkicu, w syntetyczny sposób, zasadnicze (w subiektywnym przekonaniu autora) wątki.

W okresie międzywojennym państwo polskie przeprowadziło dwa spisy powszechne ludności. Pierwszy, we wrześniu 1921 r . Drugi, dziesięć lat później, w grudniu 1931 r.
Według spisu z 1921 r. ludność Rzeczypospolitej Polskiej liczyła 27 176 717 osób . W przybliżeniu jedną trzecią jej część stanowiły narodowości inne niż polska. Żydzi, zajmowali drugie miejsce po najliczniejszej mniejszości narodowej – Ukraińcach.

W roku 1921 zamieszkiwało w Polsce 2 855 318 Żydów (przyjmując za podstawę religię) czyli ok. 10,5% populacji . W ciągu następnych dziesięciu lat liczba ta wzrosła do 3 113 933, natomiast ich odsetek zmalał do 9,8%. Żydzi polscy stanowili największą społeczność żydowską w ówczesnej Europie a drugą po USA na świecie.
Jeszcze bardziej imponujący był dosyć wysoki procent Żydów w miastach. Sytuacja w ośmiu największych miastach Polski w 1931 roku przedstawiał się następująco: w Warszawie Żydzi stanowili 30,1% wszystkich mieszkańców, w Łodzi – 33,5%, we Lwowie – 31,9%, w Krakowie – 25,8%, w Wilnie – 28,2%, w Częstochowie – 21,9%, w Lublinie – 34,7%. W sosnowcu natomiast – 19,1%.

Na zacofanych, wschodnich terenach przygranicznych odsetek Żydów wśród ludności wiejskiej był również wysoki. W 1931 r. w Grodnie społeczność żydowska stanowiła 42,6% ludności. W Brześciu nad Bugiem 44,3%, w Równem – 56%, w Łucku – 48,9%, w Pińsku – 63,4%, w Kowlu – 46,4% . W 1921 r. Żydzi stanowili niemalże jedną trzecią całej populacji miejskiej tego regionu w we wschodnich rejonach Wołynia i Polesia – ponad połowę.

Rzecz warta podkreślenia to fakt, iż pomimo silnej skłonności do osiedlania w mieście, wielu polskich Żydów pozostawało na wsi. Tu w roku 1931 mieszkało 23,6% wszystkich Żydów. Na Kresach Wschodnich i w Galicji procent ten był znacznie wyższy niż w bardziej zurbanizowanych województwach centralnych Drugiej Rzeczypospolitej.

Sytuacja na Kresach Wschodnich gdzie ludność żydowska tworzyła warstwę ludności miejskiej, lecz gdzie jednocześnie bardzo duża jej liczba zamieszkiwała na wsi, była typowa dla większości zacofanych regionów ówczesnej Europy Środkowo – Wschodniej.

Na Kresach, Żydzi rzeczywiście dominowali w miastach, lecz co warto zaznaczyć miasta te były stosunkowo nieliczne i małe. Nie mogły zatem przyjąć dużej liczby Żydów, którzy dlatego pozostawali w małych miasteczkach (sztetłech).
Struktura ekonomiczna ludności żydowskiej w sposób naturalny odzwierciedlała miejski charakter społeczności. Po roku 1918, niemal połowa Polaków pracowała w rolnictwie, natomiast przeważająca liczba Żydów była zatrudniona w handlu, przemyśle i wolnych zawodach. Dodać należy również, iż jeśli większość Polaków z sektora nierolniczego zatrudniona była w przemyśle to większość Żydów trudniła się handlem. Tym samym Żydzi w tej drugiej grupie zawodowej mieli względną przewagę. Schemat ten był typowy w ówczesnej Europie Środkowo – Wschodniej.

Wpływ Żydów na całość gospodarki Rzeczypospolitej tak widoczny w handlu, ilustrował ogólną regułę, że im bardziej był zacofany dany obszar, tym większą rolę odgrywał na nim handel żydowski. Tak więc w Galicji a szczególnie na Kresach Wschodnich , Żydzi stanowili warstwę kupiecką, podczas gdy w bardziej rozwiniętych centralnych regionach byli mniej widoczni.

Oprócz handlu, wpływ Żydów wyraźnie dostrzegalny był również w wolnych zawodach. W 1931 r. wśród lekarzy z prywatną praktyką Żydzi stanowili 56%. Wśród adwokatów, notariuszy oraz doradców prawnych procent ten wynosił – 33,5. Wśród dziennikarzy, wydawców oraz bibliotekarzy – 22%. Prywatni nauczyciele i wychowawcy - 43,3%. Wśród farmaceutów i laborantów – 24,1% stanowili Żydzi .
Ogólnie biorąc, ludność żydowską do połowy lat 30 – tych XX wieku określić można jako uboższą grupę warstwy średniej i proletariat, z liczebnie małą, ale o dużym znaczeniu bogatą burżuazją oraz inteligencją.

Profesor Janusz Żarnowski – badacz tego okresu ocenił, że burżuazja żydowska liczyła 100 000 osób (razem z pozostającymi na utrzymaniu zawodowo czynnych), drobna burżuazja – 2 000 000, klasa robotnicza - 700 000, wolne zawody i inteligencja – 300 000 .

Żydowski proletariat nie był, co warto podkreślić, proletariatem wielkich fabryk i kopalń. Składał się w większości z rzemieślników zatrudnionych w przemyśle lekkim. Typowy żydowski robotnik był krawcem, piekarzem lub szewcem, pracującym w małym warsztacie z kilkoma pracownikami, ale także często sam. Typowy żydowski „kupiec” był natomiast drobnym sklepikarzem lub właścicielem straganu na miejscowym targowisku. Pracował samodzielnie lu razem z całą rodziną. Ze wszystkich Żydów czynnych zawodowo w handlu w 1931 r. 78,6% pracowało samodzielnie i nie zatrudniało pracowników.

Dwa polskie powszechne spisy ludności w 1921 r. i w 1931 r. oprócz ciekawych danych demograficznych i ekonomicznych dostarczyły ponadto wyjątkowo interesujących i nad wyraz pouczających materiałów na niezmiernie ważny temat świadomości narodowej polskich Żydów.

Liczba Żydów w Polsce podana na wstępie dotyczyła „Żydów według religii”. Obywateli polskich zapytano również o przynależność narodową (w 1921 r.) oraz język ojczysty (w 1931 r.). W spisie z 1921 r. narodowość żydowską zadeklarowało 2 044 637 Żydów, czyli 73,76% ogólnej liczby określonej na podstawie wyznania . Blisko jedna czwarta (ok. 25%) twierdziła natomiast, iż identyfikuje się z narodem polskim. Wśród tych, którzy podali narodowość polską byli tzw. zasymilowani Żydzi. Dobrym przykładem był lwowski matematyk Stanisław Marcin Ulam.

Pokusić się można o stwierdzenie,iż z pewnością nie wszyscy, którzy czuli się Polakami wyznania mojżeszowego w pełni zgodziliby się wówczas na miano zwolenników asymilacji, tak jak z pewnością nie wszyscy Żydzi, którzy podali w spisie narodowość żydowską, w pełni identyfikowaliby się z ówczesnymi doktrynami żydowskiego ruchu narodowego (przede wszystkim z syjonizmem). Dane te należało i należy nadal traktować z ogromną ostrożnością.
Podobnie rzecz ma się z danymi spisu z 1931 r. dotyczącymi deklarowanego języka ojczystego. Są one nie mniej interesujące. Ogółem 79,9% polskich Żydów zadeklarowało jidysz jako język ojczysty a 7,8% posłuchało wezwania ruchu syjonistycznego i podało, że ich językiem ojczystym jest hebrajski. Około 12% Żydów stwierdziło, że posługuje się głównie językiem polskim i że ten język uznaje za język ojczysty. Takich Żydów było wielu w Galicji i w dawnym Królestwie Polskim.

Można zauważyć, że nie było pełnej zgodności pomiędzy wyborem przynależności narodowej i języka ojczystego. Jak zatem widać, ówczesne społeczeństwo żydowskie w Rzeczypospolitej było wewnętrznie niezwykle zróżnicowane.
U zarania niepodległości, szczególnie skomplikowana była sytuacja Żydów na ziemiach wschodnich gdzie zostali wciągnięci w konflikty: polsko – rosyjski i polsko – ukraiński. Oskarżanie ich o sympatie proukraińskie oraz probolszewickie doprowadziło do licznych wystąpień antyżydowskich.

Pierwszego wielkiego pogromu dokonano we Lwowie w listopadzie 1918 r. Zginęło wówczas 55 Żydów. W kwietniu 1919 r. polscy żołnierze rozstrzelali na mocy wyroku sądu wojskowego 37 Żydów w Pińsku. W Lidzie doszło, podobnie jak we Lwowie również do pogromu. Jednak najbardziej szokujące zamieszki antyżydowskie wybuchły w „litewskiej Jerozolimie” - w Wilnie.

Wypadki te skłoniły polityków żydowskich, zwłaszcza z USA oraz Europy Zachodniej, do wystąpienia z inicjatywą stworzenia międzynarodowych gwarancji dla praw mniejszości narodowych w Odrodzonej Rzeczypospolitej. Rezultatem był tzw. Mały traktat wersalski z 28 czerwca 1919 r. zwany również traktatem mniejszościowym.

W traktacie tym dwa artykuły dotyczyły w szczególności Żydów. Pierwszy zobowiązywał rząd w Warszawie, by zezwolił na istnienie szkół żydowskich kontrolowanych przez żydowskie przedstawicielstwa, a utrzymywanych przez państwo. Drugi natomiast zabraniał rządowi polskiemu zmuszania Żydów do pogwałcenia świętości szabatu. Nie wspomniano, co warto podkreślić, o statusie żydowskiego kahału, o przedstawicielskiej organizacji żydowskiej, o proporcjonalnej reprezentacji Żydów w polskim parlamencie, ani o żydowskim przedstawicielu przy polskim rządzie, urzędniku, którego zadaniem byłoby dbanie o interesy społeczności żydowskiej w Polsce.

Oprócz traktatu mniejszościowego, status prawny Żydów w Drugiej Rzeczypospolitej określała konstytucja marcowa z 1921 r. Gwarantowała ona równość praw wszystkim obywatelom państwa niezależnie od religii i narodowości.
Konstytucja obiecywała również każdej grupie etnicznej i religijnej prawo do rozwijania życia kulturalnego zgodnie z własnymi pragnieniami, gwarantując tym samym, że państwo polskie nie będzie przeprowadzać w przyszłości przymusowej polonizacji.

Żydzi nie zostali odrębnie wymienieni w konstytucji. Oznaczało to, iż kwestia czy byli wyznaniową czy też narodową mniejszością zdawała się pozostawać nie rozstrzygnięta. Chociaż, należy zaznaczyć, iż władze państwowe traktowały ludność żydowską raczej jako mniejszość wyznaniową a nie narodową.

Konstytucja z 1921 r. powitana została przez Żydów, mimo wszystko jako zapowiedź wielonarodowego i w pełni pluralistycznego państwa polskiego. Żydzi wierzyli, że od tego momentu ich sprawy potoczą się w dobrym kierunku. Wierzyli także, iż uzyskają autentyczne równouprawnienie.
„Kwestia żydowska” była jednak całkiem odmienna od ukraińskiej, niemieckiej lub białoruskiej. Z pozoru wydawała się mniej trudna. Żydzi tradycyjnie byli ludnością lojalną politycznie, choć kulturowo i religijnie niezbyt skłonną do przystosowania. Nie istniały jednak powody, dla których mieliby nie być lojalnymi obywatelami Odrodzonej Rzeczypospolitej. Stanowili jednak problem dla administracji kraju.

Większość Żydów znacząco różniła się od polskiej ludności: religią, mową, kulturą, obyczajami i zachowaniami ekonomicznymi. Wielu „prawdziwych” Polaków zadawało sobie pytanie: „Czy należy pozwolić Żydom na dalszą dominację w polskich miastach i polskim handlu?”.

Antysemityzm był diametralnie czymś zupełnie innym niż nastawienie anty ukraińskie czy antyniemieckie. Miał znaczenie o wiele głębsze i bardziej emocjonalne. Ponadto ludność żydowska znajdował się niemal w całej Polsce i była znacznie bardziej widoczna.

Ukraińcy i Białorusini skoncentrowani byli w odległych wsiach Galicji i Kresów Wschodnich. Żydów natomiast, spotykało się we wszystkich głównych ośrodkach polskiego życia kulturalnego i politycznego – w Warszawie, Krakowie, Lwowie i Wilnie. Do połowy lat 30 – tych XX wieku często padało pytanie odnośnie Żydów - „Cóż należało z nimi zrobić?”. W tej sprawie nie było jednomyślności.
Polska lewica w szczególności Polska Partia Socjalistyczna (P. P. S.), ideologicznie przeciwna nacjonalizmowi i antysemityzmowi, prowadziła politykę o charakterze asymilatorskim wierząc, iż asymilacja Żydów jest w Odrodzonej Rzeczypospolitej możliwa.

Całkiem odmienne były natomiast poglądy ówczesnej polskiej prawicy, wyrażane przez przywódców Narodowej Demokracji. Stanowisko endecji nieukrywającej swojego programowo skrajnego antysemityzmu składało się z dwóch podstawowych elementów. Po pierwsze – wrogości wobec Żydów jako „nieprzyjaciół sprawy polskiej” (przypominano im sprawę „narzucenia przez nich Polsce” traktatu mniejszościowego). Po drugie, przekonania a priori , że większość Żydów nie jest w stanie zasymilować się, a więc nigdy nie będzie mogła stać się „Polakami”.

Polska, zdaniem endecji (od 1928 r. Stronnictwa Narodowego – SN), powstała, by służyć przede wszystkim „interesom polskim”, a nie po to, by utrzymywać szkoły w języku jidysz czy hebrajskim. Stanowisko wyrażane przez endecję wobec „kwestii żydowskiej” oznaczać mogło tylko jedną rzecz - „uwolnienie” Rzeczypospolitej od żydowskiej części jej ludności w ten czy inny sposób. U schyłku lat 20 – tych XX wieku i do połowy lat 30 – tych XX w. polska prawica z Romanem Dmowskim na czele uważała emigrację Żydów za „najlepszy” sposób na rozwiązanie „żydowskiego problemu”.

Teoria zawarta w artykułach konstytucji z 1921 r. z biegiem lat coraz bardziej traciła związek z praktyką dnia codziennego. Żydzi mogli zakładać szkoły z jidysz lub hebrajskim lecz tylko własnym kosztem. Państwo – pomimo traktatu mniejszościowego - odmówiło ich subsydiowania. Kahał, który według tych planów miał stać się ramą administracyjną narodowej autonomii został określony przez polskie prawo jako instytucja przede wszystkim o charakterze religijnym.

Stawało się jasne , że państwo polskie choć zobowiązane konstytucyjnie do traktowania na równi wszystkich obywateli, wyraźnie poddawało się endeckiej myśli osłabienia ludności żydowskiej. Jednym ze sposobów było dążenie do eliminowania Żydów z tych sfer życia, na które państwo miało wpływ, a więc z państwowych przedsiębiorstw oraz z administracji.

Oprócz nieprzyjmowania do pracy w służbie państwowej szukano innych sposobów, aby uderzyć w interesy ekonomiczne Żydów. M. in. przedsiębiorcom żydowskim stwarzano sporo trudności w otrzymywaniu pożyczek państwowych, a rzemieślnicy żydowscy mieli równie spore problemy z uzyskaniem licencji.

Ponadto w wielu rejonach Polski zwłaszcza od schyłku lat 20 – tych XX w. w związku z narastaniem kryzysu gospodarczego ludność żydowska dotkliwie odczuwała skutki organizowanego przez paramilitarne bojówki Stronnictwa Narodowego bojkotu sklepów przez nią prowadzonych.
Otwarcie faszyzująca polska prawica, dostrzegając „niebezpieczeństwo żydowskiego monopolu w handlu, pośrednictwie oraz w rzemiośle” pragnęła dać odczuć Żydom, uważanym przez SN za „czwartego zaborcę”, że są w Polsce „obcym i niepożądanym elementem”.
Jak zatem widać trudności żydowskie nasilały się, a ich apogeum przypadło na okres wielkiego kryzysu gospodarczego, który dotknął Polskę nad wyraz boleśnie. Kryzys gospodarczy spowodował również, co warto koniecznie podkreślić, ogromny, niespotykany wcześniej wzrost fobii antysemickiej. Nawet Józef Piłsudski dzierżący w dyktatorski sposób ster władzy w Polsce po 1926 r. i otwarcie deklarujący sprzeciw wobec endeckiego antysemityzmu nie był w stanie skutecznie powstrzymać jego eskalacji.

Nietolerancja i nastroje nacjonalistyczne (hasła typu: „swój do swego!”, „Nie kupuj u Żyda!”) zaczynały w połowie lat 30 – tych XX w. wyraźnie brać górę nad zdrowym rozsądkiem.

Za podsumowanie powyższych rozważań niech posłuży nad wyraz wymowne w swojej treści stanowisko w „kwestii żydowskiej” wyrażone w 1934 r. na łamach katolickiego „Przeglądu Powszechnego” przez niedarzącego sympatią Żydów polskiego jezuitę ks. E. Kosibowicza.

Brzmiało ono następująco: „owa rzesza Żydów – licząca z górą 3 miliony a narastająca nadto napływem zagranicznych, a zbyt gościnnie przyjmowanych przybyszów – stanowi w naszem państwie odrębny naród oraz odrębną politycznie, wyznaniowo i społecznie zorganizowana mniejszość”.
Wyraźnie zaniepokojony jezuita dodawał również z wyczuwalną pseudo patriotyczną nutką w tle: „możemy (...) bez przesady stwierdzić, iż jeśli gdzie w Europie to przede wszystkim w Polsce „kwestia żydowska” jest zagadnieniem ogromnie doniosłem a od jej rozwiązania zależy w znacznej mierze przyszły charakter naszego narodu i państwa. Tymczasem tego rozwiązania dotychczas nie ma, a można sformułować pesymistyczne pytanie, czy ono jest w ogóle możliwem? Na jakich drogach go szukać?”.

Ostatecznie ks. E. Kosibowicz doszedł do wniosku, iż: „rozwiązanie „kwestii żydowskiej w Polsce” jest osobliwie trudne i skomplikowane” .

Obraz nieprzemyślanej i w gruncie rzeczy nieracjonalnej polityki państwa polskiego wobec mniejszości narodowych, a w szczególności Żydów, dopełniało demonstracyjne wypowiedzenie tzw. traktatu mniejszościowego przez sanacyjnego ministra spraw zagranicznych pułkownika Józefa Becka. Miało to miejsce na forum Zgromadzenia Rady Ligi Narodów 13 września 1934 r.

Społeczność

CAPITALIST