Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 14 gości.

Ryszard Rauba: Ustrój szkolny i poziom oświaty w Polsce od chwili odzyskania niepodległości do połowy lat 30 – tych XX wieku - subiektywny szkic

Wnętrze wiejskiej szkoły z czasów II RP

Dr Ryszard Rauba
Instytut Politologii
Uniwersytet Zielonogórski

Ustrój szkolny i poziom oświaty w Polsce od chwili odzyskania niepodległości do połowy lat 30 – tych XX wieku - subiektywny szkic.

Odrodzone państwo polskie odziedziczyło po 123 - letniej niewoli narodowej, niezwykle niski stan szkolnictwa i oświaty. Według spisu ludności z 1921 r. było w Polsce wśród jej mieszkańców powyżej 10 roku życia, aż 33,1% analfabetów .

Najgorzej przedstawiała się sytuacja na obszarze byłego zaboru rosyjskiego, gdzie przed wybuchem pierwszej wojny światowej w ogóle nie obowiązywał przymus szkolny.
W Galicji (d. zabór austriacki) obowiązek szkolny wprawdzie istniał, ale zaborcze władze austriackie nie były zbyt konsekwentne w jego realizacji. Tylko na ziemiach byłego zaboru pruskiego można stwierdzić całkowite wykonywanie tego obowiązku w praktyce.
W 1913 roku w Kongresówce na 100 mieszkańców zaledwie 3 dzieci uczęszczało do szkoły elementarnej. W Galicji 14 dzieci, a w Poznańskiem ponad 19 dzieci . W Kongresówce w ławach szkolnych zasiadało zaledwie 20% ogółu dzieci, w Galicji wykonywało obowiązek szkolny około 85% dzieci. W zaborze pruskim – ponad 99%.
Jednym z zasadniczych celów przyświecających zaborcom rosyjskiemu i pruskiemu w kwestii ustroju szkolnego było całkowite wynarodowienie młodego pokolenia.

W zaborze austriackim najważniejszym celem ustroju szkolnego było z kolei wychowanie w duchu bezgranicznej lojalności wobec cesarza i monarchii. Zatem tylko w Galicji polskie nauczycielstwo mogło w szkołach elementarnych i średnich rozwijać elementy kultury polskiej i polskiej „tradycji”. Czyniło to w specyficzny, „galicyjski” sposób.
W tym miejscu zaryzykować można stwierdzenie, że bilans, z którym weszły polskie władze oświatowe w okres niepodległości był wyjątkowo skromny.
Zasadniczą kwestią dla wydźwignięcia obywateli Odrodzonej Rzeczypospolitej z tragicznej zapaści edukacyjnej była sprawa praktycznego urzeczywistnienia szczytnej zasady powszechności nauczania na szczeblu podstawowym.
Ustawodawczym środkiem zmierzającym do tego nad wyraz istotnego celu był specjalny dekret ówczesnego Naczelnika Państwa J. Piłsudskiego z 7 lutego 1919 r. o powszechnym obowiązku szkolnym.

Warto podkreślić, że obowiązek szkolny (dla dzieci od 7 do 14 roku życia) został ustanowiony wcześniej nim jeszcze stworzyć można było podstawy materialne i przygotować w pełni fachową kadrę dla realizacji tej zasady.
W wyjątkowo trudnych i mało sprzyjających warunkach tworzenia się podstaw restytuowanej państwowości przystąpiono równocześnie do rozbudowy sieci szkolnej, która wzrosła z 18 404 szkół i 2 431 800 uczniów przed 1914 r. do 27 515 szkół i 3 222 900 uczniów w roku szkolnym 1922/1923 . Pomimo tego obowiązkiem nauczania objęto w 1922 roku jedynie 69% wszystkich dzieci.
Nad wyraz istotny problem stanowiła również sprawa koniecznego zintegrowania szkolnictwa w jednolity system, gdyż w obrębie poszczególnych zaborów istniały znaczne rozbieżności. Wśród nich, rażący wręcz niedobór wykwalifikowanych, w pełni fachowych kadr nauczycielskich w b. zaborach – rosyjskim i pruskim. W dekrecie J. Piłsudskiego z lutego 1919 r. przewidziano w tym celu tworzenie specjalnych 5 – letnich szkół średnich (seminariów nauczycielskich) dla kształcenia nauczycieli.
Zanim jednak zdołano wyszkolić pierwsze, fachowe kadry, powoływano do tej pracy osoby o niepełnych lub wręcz żadnych kwalifikacjach, mające ukończoną zaledwie szkołę powszechną i kilkutygodniowe (!) kursy dokształcające. Często byli to po prostu ludzie z przypadku.

W b. zaborze pruskim, często spotkać można było w pierwszych latach niepodległości nauczycieli narodowości niemieckiej. Poziom nauczania był zatem wyjątkowo nierównomierny, tym bardziej, iż organizacja szkół powszechnych 7 – klasowych napotykała na wyjątkowe problemy, zwłaszcza natury finansowej.
Znaczna większość dzieci przede wszystkim wiejskich kończyła szkoły najniżej zorganizowane tzn. jedno lub dwuklasowe, nie realizujące pełnego programu nauczania. W województwach wschodnich Odrodzonej Drugiej Rzeczypospolitej (Polesie, Wołyń) taka sytuacja była niestety na porządku dziennym. W większości miast prawie wszystkie dzieci uczęszczały do szkoły 7 – letniej.
Koniecznie podkreślić należy, że poważnym hamulcem w należytym rozwoju szkół wyżej zorganizowanych był brak odpowiednich budynków szkolnych. Szkoły wiejskie nierzadko mieściły się w lokalach prowizorycznych zupełnie nieprzystosowanych do realizacji celów dydaktycznych. M. in. w izbach wynajętych u chłopów przez urząd gminy.
Warto podkreślić, iż ówczesne ustawy nakładały na gminy obowiązek budowy publicznych szkół powszechnych. Niestety, w praktyce z przyczyn oczywiście finansowych, gminy nie były w stanie realizować tego obowiązku.
W przeciwieństwie do szkolnictwa podstawowego, które zostało całkowicie objęte nowym, polskim ustawodawstwem, szkolnictwo średnie przejęło najważniejsze elementy ustrojowe i programowe głównie z d. zaboru austriackiego.

Dominującym typem szkoły średniej było ogólnokształcące 8 – klasowe gimnazjum różnych specjalizacji (klasyczne z łaciną i greką, humanistyczne z łaciną lub matematyczno – przyrodnicze), dla młodzieży od 10 do 18 roku życia.
Matura gimnazjalna otwierała drogę do studiów wyższych. W systemie tym, szkoła średnia nie była powiązana co ciekawe ze szkolnictwem powszechnym. Do gimnazjum przyjmowano na podstawie egzaminu po 5 klasach szkoły powszechnej.
W niektórych gimnazjach otwierano klasy wstępne, przygotowujące do nauki w szkole średniej z pominięciem szkoły powszechnej.
Ze względu na poważne trudności ekonomiczne w pierwszych latach niepodległości, a także z powodu silnych nacisków prawicowych kół konserwatywnych została zachowana możliwość otwierania prywatnych szkół powszechnych. Równouprawniono nauczanie domowe z nauczaniem publicznym Władze oświatowe zezwalały też na otwieranie prywatnych gimnazjów.

Wśród gimnazjów przeważały gimnazja klasyczne i humanistyczne. Smutnym faktem było nie realizowanie w praktyce zasady nieodpłatności za naukę. Wysokie opłaty w szkołach średnich skutecznie blokowały realizację zasady powszechności nauczania. Pomimo tego okres pomiędzy 1921 a 1931 r. przyniósł spadek liczby analfabetów z 33,1% do 23%. W zmniejszaniu rozmiarów analfabetyzmu brało udział wojsko polskie prowadzące nauczanie żołnierzy analfabetów.
Osoby, którym udało się ukończyć gimnazjum i złożyć egzamin dojrzałości nabywały prawa do wstąpienia na wyższą uczelnię. Ponadto, prawo do skróconej służby wojskowej oraz prawo wstąpienia do zawodowej szkoły oficerskiej.
Szkolnictwo średnie w latach 20 – tych XX wieku dawało rozległą wiedzę humanistyczną lecz przesuwało na dalszą pozycję znajomość problematyki nauk ścisłych, ekonomicznych oraz technicznych. Upośledzone było szkolnictwo zawodowe.

Poważne zmiany ustroju szkolnictwa powszechnego i średniego przyniosła reforma szkolna autorstwa piłsudczyka – J. Jędrzejewicza z marca 1931 r. Jej głównym celem było ujednolicenie i „unowocześnienie” systemu szkolnego.
Podstawą tego systemu, była 6 – letnia szkoła powszechna, po której następowało (po zdaniu egzaminu) 4 – letnie gimnazjum , a potem 2 – letnie liceum przygotowujące do studiów wyższych.

Młodzież, która nie podejmowała nauki w gimnazjum uczęszczać miała do 7 – mej klasy szkoły powszechnej. Reforma utrzymała 7 – letni obowiązek szkolny w zakresie szkoły powszechnej, ale zarazem zachowała zróżnicowanie organizacyjne i programowe tych szkół (szkoły powszechne I, II i III stopnia tj. 4 - , 6- , 7- klasowe) sankcjonujące różnice w poziomie wykształcenia już na pierwszym obowiązkowym szczeblu nauczania.
Większość szkół I stopnia znajdowało się na wsiach co znacznie utrudniało dostęp dzieci wiejskich do szkół średnich i wyższych. Dla absolwentów 7 – mej klasy istniał możliwość dalszej nauki na jednorocznych kursach zawodowych.

Dla młodzieży pracującej po ukończeniu 7 – mej klasy wprowadzono formalny obowiązek dokształcania się w 3 – letnich szkołach opartych na I i III stopniu szkoły powszechnej.

Po 6 latach szkoły powszechnej młody człowiek miał dwie drogi. Jedną przez 4 – letnie jednolite gimnazjum ogólnokształcące, prowadzące do 2 – letniego zróżnicowanego (matematyczno – fizycznego, przyrodniczego, humanistycznego i klasycznego) liceum. Po liceum „mógł” iść na studia wyższe.
Druga droga prowadziła do 4 – letniego gimnazjum zawodowego, a dalej do 3 – letniego liceum zawodowego. Absolwent gimnazjum ogólnokształcącego „mógł” kontynuować naukę w liceum zawodowym lub 3 – letnim liceum pedagogicznym.

Absolwent liceum „mógł” podjąć naukę w liceum pedagogicznym, ale 2 – letnim. W obu przypadkach absolwenci liceum pedagogicznego „mogli” podjąć pracę w szkołach powszechnych.
Gimnazjum ogólnokształcące dawało tzw. „małą maturę”. Ukończenie liceum – tzw. „dużą maturę”. „Duża matura” oznaczała prawo wstępu na wyższą uczelnię bez egzaminu.
Zaryzykować można stwierdzenie, że ustawa z marca 1932 r. z punktu widzenia profilu i treści nauczania przyniosła pewien „postęp”. Oczywiście wyłącznie w mniemaniu nie znoszącej jakiegokolwiek sprzeciwu sanacji. Była przez nią postrzegana jako pierwsza ustawa unifikująca szkolnictwo w Polsce. Eliminowała także zgodnie z twierdzeniem sanacji dziedzictwo ustawowe trzech zaborców.
Konieczne przeobrażenia w systemie kształcenia nauczycieli miały na względzie jak twierdziła zadowolona z siebie w tej kwestii sanacja – jeden cel: podnieść fachowy poziom przygotowania nauczycieli do trudnej, wymagającej i odpowiedzialnej pracy z dzieckiem.
Sanacja uważała za swój edukacyjny „sukces” to, że jej reforma podniosła do rangi gimnazjów i liceów średnie szkolnictwo zawodowe. Od 1932 r. gimnazja zawodowe zgodnie z sanacyjną reformą szkolnictwa odpowiadały gimnazjom ogólnokształcącym. Licea zawodowe uprawniały zaś (niestety, ale nie wszystkich) do dalszych studiów wyższych w szkołach technicznych.
Ustawa miała wiele stron ewidentnie ujemnych. Od chwili jej wejścia w życie (właściwie narzucenia) była mocno krytykowana. Krytycy szczególnie lewicowi skupiali uwagę na wybitnie szkodliwym społecznie – ich zdaniem podziale szkół powszechnych na trzy typy, z których jedynie najwyższy umożliwiał dostęp do szkoły średniej (szkoła 7 – klasowa). Dwa pozostałe typy szkół zamykały naukę na poziomie czwartej lub jak dobrze poszło piątej klasy. Na wsi zdecydowaną większość stanowiły szkoły niższych typów.

Pamiętajmy, że dla ówczesnego przeciętnego mieszkańca wsi funkcjonującego w kapitalistycznej i do tego kryzysowej rzeczywistości lat 30 – tych XX wieku jakiekolwiek marzenia o ukończeniu szkoły średniej a następnie studiów wyższych były marzeniami przysłowiowej ściętej głowy. Na pewno w realizacji tych marzeń nie zamierzał pomagać w żaden sposób minister Wyznań Religijnych i Oświecenia (!) - wierny do grobowej deski „Marszałkowi” - Janusz Jędrzejewicz.

W ponownie opracowanych programach szkolnych ogromny nacisk władze sanacyjne położyły na tzw. „wychowanie państwowe”, co łączyło się ni mniej ni więcej z prymitywnym w istocie rzeczy, bałwochwalczym i na wpół fanatycznym kultem osoby J. Piłsudskiego. Ten typ „wychowania” stanowić miał – zdaniem sanacji „kręgosłup” „nowoczesnego” systemu wychowawczego polskiej szkoły.
Konkludując powyższe rozważania stwierdzić należy, że pomimo wejścia w życie czy lepiej rzecz ujmując narzucenia społeczeństwu reformy szkolnictwa, jego stan nadal pozostawiał wówczas wiele do życzenia.
Notoryczne trudności finansowe, dotkliwy, ciągły brak nauczycieli, dające się mocno we znaki braki lokalowe, których zdawała się nie dostrzegać rządząca w dyktatorski sposób ekipa sanacyjna – słowem cały szereg barier zamykających na cztery spusty bramy gimnazjów dla młodzieży chłopskiej i robotniczej – wszystko to powodowało w ostatecznym rozrachunku, że znacząca liczba dzieci i młodzieży pozostawała wciąż poza szkołą nie wypełniając tym samym tak ważnego dla ich przyszłości obowiązku szkolnego. W roku szkolnym 1934/1935 dzieci tych było grubo ponad 900 000 !!
Powyżej przytoczona liczba choć nadal przerażająca w swych rozmiarach wówczas nie robiła na bezkrytycznej względem siebie sanacji żadnego wrażenia. Ironizując stwierdzić można, że ludzie ci posługując się bardzo uproszczony kategoriami myślowymi po prostu wychodzili z założenia, że ani chłopu ani tym bardziej robotnikowi wykształcenie średnie i wyższe było niepotrzebne. Jeżeli chłop albo robotnik nauczyli się jako tako pisać i czytać to wyższy poziom edukacji był – zgodnie z sanacyjną logiką już zbędny.
W połowie lat 30 – tych XX wieku wydźwignięcie z tragicznej, bijącej każdego po oczach zapaści edukacyjnej znacznej części społeczeństwa pozostawało nadal palącym problemem...

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Dobry kułak