Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 23 gości.

Zbigniew Zdónek: Wszyscy jesteśmy Olewnikami

Olewnik.jpg

Przekształcenia własnościowe w służbie zdrowia są wykorzystywane do przejmowania olbrzymiego majątku ogólnonarodowego. Wcale nie chodzi tutaj o lepszą jakość i dostępność świadczeń opieki zdrowotnej, tylko o stworzenie politycznej możliwości do przejęcia przez kolesi z PO majątku zbudowanego przez kilka pokoleń Polaków.
 
Polaków bulwersuje tragedia rodziny Olewników. Dramat ludzi, którzy przez kilka lat, pomimo uruchomienia organów ścigania państwa: policji, prokuratury, nadzoru ze strony Sejmowej Komisji Śledczej, nie doczekali się sprawiedliwości. W Polsce policjanci i prokuratorzy odpowiedzialni za błędy, albo wręcz uniemożliwiający wykrycie prawdy nie ponieśli jakiejkolwiek kary zawodowej, ani prawnej.
 
 
Podawaliśmy dziesiątki przykładów, gdzie przekształcenia własnościowe w służbie zdrowia są wykorzystywane do przejmowania olbrzymiego majątku ogólnonarodowego. Wcale nie chodzi tutaj o lepszą jakość i dostępność świadczeń opieki zdrowotnej, tylko o stworzenie politycznej możliwości tak, by w sposób zgodny z prawem przejąć majątek zbudowany przez kilka pokoleń Polaków w ciągu ostatnich 60 lat. Ten majątek wart jest 200 miliardów zł, czyli tyle, ile w ciągu 10 lat wszyscy Polacy zgromadzili na kontach Otwartych Funduszy Emerytalnych.
 
 
Jedną ustawą Donalda Tuska i Ewy Kopacz, pod pozorami poprawy funkcjonowania szpitali, stworzyli koszmarny projekt dla Polaków, a zarazem lukrowany tort dla tych, którym Platforma Obywatelska zapewnia to, by żyło się lepiej. Kolesie z PO mają prawo w ciągu kilku przedwyborczych miesięcy, jako partia rządząca, do wykorzystania swej władzy i spowodowania przekształceń szpitali publicznych w prywatne fabryki zysku – spółki prawa handlowego, gdzie nie liczy się pacjent, personel medyczny, a jedynie wykonanie jak największej ilości procedur medycznych za jak najmniejsze pieniądze tak, by powstawał jak największy zysk. Cały świat doskonale wie, że najbardziej beznadziejnym systemem opieki zdrowotnej jest system amerykański oparty na rynku – „market zdrowotny”.
 
 
Amerykanie, stanowiący 5 procent światowej populacji, ale wydają aż 40 proc. środków finansowych na opiekę zdrowotną. Ta rynkowa forma opieki wcale nie powoduje, że są zdrowsi. Wręcz przeciwnie – są prześladowani przez całą plagę chorób cywilizacyjnych, której ten system opieki zdrowotnej nie zwalcza, a wręcz jest zainteresowany narastaniem patologii, bowiem w ten sposób rośnie wartość rynku świadczeń opieki zdrowotnej. Ten najdroższy system opieki zdrowotnej jednocześnie jest systemem, z którego obywatele wśród wszystkich krajów rozwiniętych są najmniej zadowoleni. Tak pojmowane lecznictwo chce coraz drożej leczyć jak najwięcej chorób i powikłań tych chorób, tak, by zysk z tych działań co roku był jeszcze większy. Trudno sobie wyobrazić, jak nieludzka jest mentalność prezesów koncernów farmaceutycznych, którzy wolą zainwestować setki miliardów dolarów w badania nad nowymi lekami leczącymi choroby zakaźne, zamiast wydawać zaledwie ułamek tej kwoty, by stworzyć skuteczne szczepionki. Szczepienie przyjmowane jest przez pacjenta – pojmowanego jako klienta, raz w życiu lub co najwyżej raz na kilka lat. To wydatek niewielki, w porównaniu z kosztami leczenia skutków tego zakażenia. Na profilaktyce po prostu niewiele można zarobić…
 
 
To, co będziemy obserwowali w ciągu najbliższych kilku lat, to budowanie przez ludzi pokroju premiera Tuska i prof. Leszka Balcerowicza wizji amerykańskiego modelu, gdzie wydaje się kolosalne pieniądze na leczenie i kolosalne pieniądze na ubezpieczenie w celu zapewnienia dostępu do podstawowej opieki zdrowotnej, bez poprawy efektów leczenia.
 
 
Sednem naszego uderzenia w tą antyspołeczną politykę jest przekazanie informacji i zbudowanie społecznej świadomości, że społeczeństwo jest właścicielem tych szpitali, nikomu ich nie odda i nie będzie dopłacać do prywatnego biznesu chcącego budować fortuny na naszym zdrowiu. Pomimo tego, że tak to sobie wymyślili kolesie z Platformy Obywatelskiej, nie pozwolimy na przekształcenie szpitali w fabryki pieniędzy i na wprowadzenie pośredników finansowych pomiędzy szpitalami a pacjentami, którzy będą zagarniać do własnej kieszeni lwią część z dodatkowych składek zdrowotnych. Przeraża nas to „zdonaldyzowanie” polityki przez premiera-piłkarza, który z polskiego boiska wyniósł tą tajemniczą strategię i taktykę, zgodnie z którą, żeby wygrać nie wystarczy umieć grać, ale trzeba jeszcze umieć kupić mecz. Należy więc wiedzieć, ile i komu zapłacić. Takie jest pojęcie pana premiera o polityce. Takie jest pojęcie jego „żołnierzy” o organizacji działania służb w naszym kraju. Oni już nie działają. Oni po prostu załatwiają sprawy… Pan premier, jak Władimir Putin lub Aleksander Łukaszenka, zleca teraz policji, albo prokuraturze zająć się problemem kibiców. Tymczasem Ewie Kopacz (pseudonim „Krętacz”) polecił załatwić problem szpitali. Wszyscy wiemy, jak politycy PO potrafią grać na uczuciach. Pamiętamy jak doskonale agencja piarowska przygotowała płaczącą, skrzywdzoną panią poseł Sawicką do odegrania swojej roli.
 
 
Jak się zabija polskie szpitale publiczne
 
 
Motywem tego przestępstwa są olbrzymie pieniądze. Z samej puli Narodowego Funduszu Zdrowia, czyli narodowego płatnika świadczeń opieki zdrowotnej na lecznictwo szpitalne, przekazywana jest ponad połowa z 57 miliardów rocznych wpływów tej instytucji. Z roku na rok wydatki są coraz większe. Dzieje się tak z przyczyn naturalnych, bo nasze społeczeństwo starzeje się i jest coraz bardziej schorowane, toteż musi z roku na rok wydać na zdrowie coraz więcej pieniędzy.
 
 
Kolesie z Platformy Obywatelskiej to cwane chłopaki z politycznej ferajny, która wie jak zrobić pieniądze na majątku publicznym. Ta ferajna zdobywa doświadczenie od 20 lat. I od dwóch lat chłopcy wcielają swój diaboliczny plan rękami pozornie rozhisteryzowanej ministra zdrowia, która wiedziała co robi, gdy dwa lata temu ograniczyła kompetencje lekarzy rodzinnych, uniemożliwiając im diagnostykę i właściwe leczenie pacjentów. Zabrała im możliwość kierowania na badania takie jak kolonoskopia, gastroskopia, czy tomografia komputerowa. Ten pozornie nieznaczący ruch przekierował pacjentów z poradni lekarzy rodzinnych do dalszej diagnostyki w poradniach specjalistycznych.
 
 
Wielomilionowa fala pacjentów zalała przychodnie specjalistów, ale Kopacz nie przeznaczyła na ten cel większych środków finansowych, ponieważ skończyły się specjalistom kontrakty, toteż tych pacjentów przychodnie nie mogły przyjąć. Przyjęły ich natomiast szpitale publiczne, dlatego, że taki mają ustawowy obowiązek. Szpitalom tym nie zwiększono limitów przyjęć i za tak zwane nadwykonania, czyli przyjęcie tej nadprogramowej fali pacjentów, nie przekazano środków finansowych. To spowodowało, że długi szpitali publicznych zaczęły narastać.
 
 
Kopaczowa zaczęła głośno mówić o tym, że to z powodu tego, że chodzi o majątek publiczny, a spółki prawa handlowego zrobią to lepiej. Tylko która spółka na świecie osiągnie zysk, jeśli nie zapłaci się jej za część wykonanych usług, w przypadku szpitali tzw. nadwykonania? Ta śmierć publicznych szpitali to celowe działanie, które otwarło bramę do ich przejęcia. Kluczem do tej bramy jest niedawno podpisana przez Bronisława Komorowskiego Ustawa o działalności leczniczej – tego samego Komorowskiego, który rok temu zarzekał się, że w jego poglądach nie mieści się prywatyzacja szpitali.
 
 
Tyle są warte słowa ludzi PO…
 
 
Jak się kręci lody na trupie publicznego szpitala
 
 
W ciągu ostatniego roku pokazaliśmy przykłady efektów przekształceń własnościowych publicznych szpitali przez ludzi Platformy Obywatelskiej. Prezydent Rudy Śląskiej, Andrzej Stania (członek PO) dwa lata temu przekształcił publiczny szpital w spółkę prawa handlowego. Żeby utrzymać odpowiednią jakość świadczeń zdrowotnych zmuszony był co miesiąc dopłacać do tej spółki kilkaset tysięcy złotych z publicznych pieniędzy budżetu miasta.
 
 
Jacek Hoffmann, starosta Powiatu Krośnieńskiego (również należący do PO) dwa lata temu przekazał szpital publiczny w Krośnie Odrzańskim spółce prawa handlowego ze Szczecina. I spółka ta dokonała „cudu” w sposób typowy dla spółek. Obniżyła koszty leczenia pacjentów i koszty pracy pracowników. Na oddziale wewnętrznym, który obsługuje ten 60-tysięczny powiat, zatrudniono tylko jednego lekarza. Był on zarazem jego ordynatorem. Ta sama osoba została zobowiązania do pełnienia funkcji dyrektora medycznego szpitala, lekarza zakładu opiekuńczo-leczniczego i lekarza poradni diabetologicznej. Dzięki radykalnemu cięciu kosztów firma osiągała zysk, który w ciągu roku przekładał się na wiele milionów złotych. I w końcu roku jeden ze szpitali wykupiono od samorządu za 6 mln zł. Nie miało znaczenia to, że ludzie z zawałem i udarem nie mają zapewnionego transportu sanitarnego, że na izbie przyjęć nie ma lekarza, który zabezpieczy pacjentów w ciężkiej chorobie. Z tego powodu umierali tam ludzie. Ale przecież nie oni się teraz liczą, a tylko zysk. By żyło się lepiej – spółce…
 
 
Tekst ukazał się na stronie Polskiej Parti Pracy.Bezpośredni odnośnik: http://partiapracy.pl/index.php/wszyscy-jestesmy-olewnikami/#more

Społeczność

Sierp i młot