Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 20 gości.

Marksistowska analiza terroryzmu

Terroryzm

Publikujemy tekst dotyczący "wojny z terrorem"
"Wojna z terrorem" a imperialistyczny porządek światowy

Część pierwsza

Przedruk z: Young Spartacus, dodatku do Workers Vanguard nr 881, 24 listopada 2006 r., numer zamknięty i podpisany do druku 21 listopada.

Rząd Busha, wsparty przez demokratów w Kongresie, uchwycił się goryczy, gniewu i strachu z powodu ataków 11 września na Światowe Centrum Handlowe i Pentagon, aby mobilizować ludowe wsparcie dla nowych militarnych awantur za granicą i zintensyfikowania represji w kraju. Izby tortur Guantánamo, Abu Ghraib i Bagramu; gwałcenie i masakrowanie irackich wieśniaków przez oddziały Stanów Zjednoczonych w Hadisie - takie jest prawdziwe znaczenie tak zwanej "globalnej wojny z terrorem". Na froncie wewnętrznym ta "wojna", początkowo skierowana głównie przeciwko imigrantom z krajów muzułmańskich, przyniosła ogólne ataki przeciwko prawom Czarnych i ludności jako całości.

Demokraci dali Bushowi i S-ce wolną rękę dla inwazji na Afganistan i w dużej części poparli wojnę przeciwko Irakowi. Teraz oni odzyskali kontrolę nad Kongresem w dużej części prze promowanie siebie samych jako bardziej zdolnych niż oblężeni republikanie do prowadzenia "wojny z terrorem", apelując o "strategię wyjścia" w celu obcięcia strat imperializmu Stanów Zjednoczonych w Iraku. Wyciągnięcie sił militarnych z irackiego bagna mogłoby umożliwić Stanom Zjednoczonym i NATO rozszerzenie ich sił w Afganistanie. To dałoby także Waszyngtonowi większą elastyczność w jego groźbach i przeciwko neokolonialnemu Iranowi, i przeciwko północnokoreańskiemu zdeformowanemu państwu robotniczemu, oraz zmierzanie również do strategicznego celu imperialistów, kapitalistycznej kontr-rewolucji w Chinach.

Ataki z 11 września dały władcom Stanów Zjednoczonych więcej paliwa dla ich pędu do etykietowania jako "terrorystów' wszystkich tych, którzy przeciwstawiają się ich maruderstwu na całym świecie oraz deptaniu przez nich imigrantów, Czarnych i całego ludu pracującego w kraju. W 2002 r. doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa krajowego Tom Ridge przestrzegał dokerów z MZDM na zachodnim wybrzeżu, iż strajk portowy będzie potraktowany jako zagrożenie dla "bezpieczeństwa narodowego". A były minister edukacji w rządzie Busha nazwał duży związek nauczycieli "organizacją terrorystyczną". W. W. Brytanii i gdzie indziej na świecie kapitalistyczne rządy poszły za przykładem Waszyngtonu, wprowadzając własne drakońskie nowe ustawy i dalej zaciskając kleszcze na ludności imigranckiej.

Ci, co administrują systemem kapitalistycznym, który dawno przestał odgrywać jakąkolwiek postępową rolę, dokonują masowego terroru oraz bezsensownej, barbarzyńskiej, umyślnej rzezi na straszliwą skalę. Niewypowiedziane zbrodnie przeciwko ludzkości, które są synonimem imperializmu Stanów Zjednoczonych - od atomowego bombardowania Hirosimy i Nagasaki w drugiej wojnie światowej do dywanowych bombardowań Wietnamu w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX w. - są nieodłączne od epoki kapitalizmu w jego pokracznej agonii. Nie mniej brutalne są działania kapitalistycznej "demokracji" w kraju, od zabijania strajkujących i atakowania płac i standartów życiowych robotników do terroru gliniarzy i masowej biedy w gettach i slumsach.

My nienawidzimy zorganizowanej przemocy zatrudnianej przez kapitalistycznych władców w obronie ich nieprzyzwoitych zysków; lecz marksiści nie są pacyfistami. Rozumiemy, że przemoc jest i zawsze była akuszerką rewolucyjnego przekształcenia społecznego. Cała historia ukazuje, że ci, którzy rządzą społeczeństwami klasowymi, nie oddają swej władzy bez gorzkiej walki. Zmiecenie kapitalistyczno-imperialistycznego porządku światowego, najbardziej morderczego systemu wyzysku w ludzkiej historii, będzie wymagało ni mniej ni więcej, tylko serii dogłębnych rewolucji socjalistycznych.

Prawie sto lat temu, w 1911 r., Lew Trocki, który później, w 1917 r. miał się stać wraz z W.I. Leninem głównym przywódcą rewolucji październikowej, pisał w artykule dla austriackiej socjaldemokratycznej gazety "Walka" (przedrukowanym po angielsku w gazecie Intercontinental Press, 6 sierpnia 1973 r.), zatytułowanym "Marksistowskie stanowisko w sprawie indywidualnego terroryzmu":

"Nasi wrogowie klasowi mają zwyczaj skarżyć się na nasz terroryzm. Co oni przez to rozumieją, jest raczej niejasne. Oni chcieliby wszelkie działania proletariatu skierowane przeciwko interesom wroga klasowego etykietować jako terroryzm. Strajk w ich oczach jest główną metodą terroryzmu. Groźbę strajku, organizowanie pikiet strajkowych, ekonomiczny bojkot kapitalisty traktującego robotników jak niewolników, moralny bojkot zdrajcy z naszych własnych szeregów - wszystko to i jeszcze więcej oni nazywają terroryzmem. Jeśli terroryzm jest rozumiany w ten sposób jako wszelkie działanie wywołujące u wroga strach lub szkodzące mu, wtedy oczywiście cała walka klasowa nie jest niczym innym, jak terroryzmem. I jedynym pozostającym pytaniem jest, czy burżuazyjni politycy mają rację, wylewając swoje potoki moralnego niezadowolenia proletariackim terroryzmem, kiedy ich cały aparat państwowy z jego ustawami, policją i armią nie jest niczym innym, jak aparatem kapitalistycznego terroru".

Dziś proletariat w skali międzynarodowej pilnie potrzebuje walki przeciwko wszelkim imperialistycznym militarnym awanturom, wszelkiemu usiłowaniu wsparcia kapitalistycznych represji w imię "wojny z terrorem". Ta walka musi obejmować zwalczanie kłamliwego zrównywania przez burżuazję walki klasowej i społecznej z kryminalnymi aktami terrorystycznymi, do czego niezbędne jest studiowanie terroryzmu i w jego bieżącym kontekście, i w jego historycznym rozwoju.

11 września i mit "jedności narodowej"

Atak na Światowe Centrum Handlowe przy użyciu dwóch porwanych pasażerskich odrzutowców był kryminalnym aktem, w którym na ślepo zostało zabitych parę tysięcy ludzi - białych, czarnych, latynoskich i imigranckich pracowników wielu narodowości. Trzeci samolot pasażerski rozbił się w Pensylwanii, przy czym też zginęli wszyscy na jego pokładzie, a czwarty uderzył w Pentagon, przy czym oprócz pasażerów i załogi zginęło jeszcze 125 osób. Pentagon, inaczej niż Światowe Centrum Handlowe, jest dowódczym i administracyjnym centrum imperialistycznej soldateski Stanów Zjednoczonych, i będąc obiektem wojskowym, jest narażony na możliwość ataków na jego terytorium. Ten fakt nie robi z tego ataku czynu "antyimperialistycznego" ani nie zmienia faktu, że terroryzm prawie zawsze uderza w niewinnych ludzi - w tym wypadku pasażerów w samolocie, jak również robotników remontowych, śmieciarzy i sekretarki w Pentagonie.

Jednakże Pentagon kieruje machiną militarną, która sieje śmierć i terror na skalę światową, nieosiągalną dla islamskich fundamentalistów z Al-Kaidy. Pentagon jest filarem całego zbioru instytucji opartych na sile zbrojnej - soldateski, policji, sądów i więzień - które stanowią rdzeń amerykańskiego państwa kapitalistycznego. Celem państwa burżuazyjnego jest bronić środkami zorganizowanej przemocy panowania politycznego, własności i globalnych interesów wąskiej warstwy kapitalistów, których majątki pochodzą z wyzysku klasy robotniczej w kraju i za granicą.

W artykule pt. "Bush, demokraci i londyńska panika antyterrorystyczna" (WV nr 875, 1 września) zauważyliśmy, że "terrorystyczni zwolennicy Osamy bin Ladena - potwora Frankensteina, stworzonego przez Waszyngton - i im podobni na swój wykoślawiony sposób reagują na szaleństwa imperializmu Stanów Zjednoczonych". Czyny terrorystyczne, takie jak ataki z 11 września, przedstawiają sobą słabych uderzających w silnego. Mimo to imperialistyczni władcy Ameryki wymachiwali okrucieństwem w Światowym Centrum Handlowym jak skrwawioną koszulą, by promować kłamstwo "jedności narodowej"-pojęcie, że wyzyskiwani i uciskani mają wspólny interes z ich wyzyskiwaczami i ciemięzcami. Jak podkreśliło oświadczenie Biura Politycznego Ligi Spartakusowskiej Stanów Zjednoczonych, wydane nazajutrz po ataku: "Ci, którzy dokonali tego strasznego ataku (a nie ma w ogóle żadnego dowodu, kto to był), reprezentują taką samą mentalność jak rasistowscy władcy Ameryki - utożsamiając masy pracujące z ich kapitalistycznymi wyzyskiwaczami i ciemięzcami". ("Atak na Światowe Centrum Handlowe", WV nr 764, 14 września 2001 r.)

My od początku dążymy do mobilizowania klasy robotniczej do zwalczania zintensyfikowanych represji państwowych, dokonywanych w imię "wojny z terrorem". W lutym 2002 r. Komitet Obrony Partyzantów i Robotnicza Czarna Liga dla Obrony Społecznej z Obszaru Zatokowego zainicjowały jednolitofrontowe zgromadzenie w kalifornijskim Oaklandzie, wsparte przez pewną liczbę związków, najbardziej zauważalnie przez dokerów z MZDM, na znak sprzeciwu wobec ustawy o patriotach USA, ustawy o bezpieczeństwie morskim i antyimigranckiemu polowaniu na czarownice. Przez tę akcję dążyliśmy do dania przykładu, jak partia robotnicza walczyłaby o mobilizowanie robotników w obronie wszystkich uciskanych.

"Antyterrorystyczne" polowanie na czarownice i państwowe represje

Liga Spartakusowska i Komitet Obrony Partyzantów, występujące jako amici curiae (przyjaciele sądu) zauważyły w liście w obronie Josego Padilli-obywatela Stanów Zjednoczonych, który w maju 2002 r. został aresztowany w porcie lotniczym Ó Hare w Chicago, pozbawiony wszelkich praw i wtrącony do wojskowych kazamat jako "wrogi bojownik":

"Wojna przeciw terroryzmowi jest fikcją, konstrukcją polityczną, a nie rzeczywistością wojskową. (...) Podobnie jak "wojna przeciw komunizmowi" i "wojna przeciw narkotykom", i ta "wojna" jest pretekstem wzrostu potęgi policji państwowej i aparatu represyjnego, ograniczającego demokratyczne prawa ludności". (Class-Struggle Defense Notes nr 31, lato 2003 r.)

Całkowicie uzmysłowiły szeroki zasięg posunięć "antyterrorystycznych" wyroki więzienia wydane w październiku na radykalną prawniczkę Lynne Stewart, jej tłumacza Mohameda Yousry'ego i pomocnika prawnego Ahmeda Abdela Sattara. Za "zbrodnię" bojowej obrony jej klienta, islamskiego fundamentalisty Sheika Abdela Rahmana, ta trójka została uznana za winnych zarzutów spiskowania w celu udzielania wsparcia materialnego terroryzmowi i oszukiwania rządu, a Abdel Sattar dodatkowo został uznany za winnego jeszcze innych spisków i skazany na 24 lata więzienia. W ten sposób ich prześladowanie przedstawia sobą frontalny atak na prawo do wolności słowa i prawo do reprezentacji prawnej. A w tym miesiącu Ministerstwo Sprawiedliwości ogłosiło, że ustawa "antyterrorystyczna", która ostatnio przeszła w Kongresie, umożliwia zatrzymanie każdego imigranta, oskarżonego o powiązania z organizacją terrorystyczną, na czas nieokreślony jako "wrogiego bojownika", nawet jeśli został aresztowany wewnątrz Stanów Zjednoczonych.

Wykorzystywanie przez władców Stanów Zjednoczonych etykietki "terrorystycznej", by zabijać lub zmuszać do milczenia tych, których uważają za swych politycznych wrogów, może otrzymało nowy impuls po 11 września, ale praktycznie jest daleko starsze. W latach siedemdziesiątych XIX w . w Pensylwanii Pinkertonowie na zlecenie morderczych kapitalistów węglowych terroryzowali i linczowali górników, podczas gdy kapitaliści wrabiali tak zwanych "Molly Maguires", irlandzkich imigranckich bojowników robotniczych, i wieszali ich za terror i morderstwa. Sfabrykowane oskarżenia o terrorystyczny spisek służyły politycznej nagonce przeciwko lewicowym przywódcom ruchu domagającego się ośmiogodzinnego dnia roboczego, której kulminacją była egzekucja w 1887 r. męczenników z Haymarket w Chicago.

Podczas radykalnej burzy lat sześćdziesiątych XX w. COINTELPRO, program nękania i niszczenia przez FBI, był wykorzystywany przeciw lewicowcom, czarnym bojownikom i aktywistom występującym przeciwko wojnie w Wietnamie. Partia Czarnych Panter była szczególnym celem krwawego zniszczenia i za rządów demokratycznych, i republikańskich: Około 38 bojowników zostało po prostu zabitych przez FBI i jego lokalnych pomocników, a wiele więcej zostało fałszywie oskarżonych i uwięzionych. Geronimo ji Jaga (Pratt) spędził 27 lat za kratkami, a inni pozostają uwięzieni po dziś dzień, w tym były rzecznik Partii Czarnych Panter, więzień polityczny z celi śmierci Mumia Abu-Jamal.

Liga Spartakusowska od dawna rozumie, że usiłowania państwa kapitalistycznego zmiażdżenia jako terrorystów tych, których postrzega ono jako swych przeciwników, przedstawiają sobą śmiertelne niebezpieczeństwo dla lewicy i ruchu robotniczego jako całości. Kiedy w 1977 r. dowiedzieliśmy się, że zostaliśmy przez FBI sportretowani jako grupa spiskowa używająca przemocy i wciągnięci na listę celów ADEX (Spis Administracyjny), pisaliśmy:

"Usiłowanie oczerniania marksizmu jako pewnego rodzaju kultu przemocy jest czymś o wiele większym niż abstrakcyjną antykomunistyczną kampanią propagandową. Jest ono cynicznym uzasadnieniem dla teczki ADEX i obozów koncentracyjnych, które czekają na skrzydłach, dla ostatecznego niszczenia przez szwadrony morderców z FBI. Groteskowe jest to, że to tajne ramię klasy rządzącej, które stosuje najbardziej masową zorganizowaną przemoc na skalę światową, ma skierować swój atak na "niebezpieczną myśl tradycji marksistowskiej. A raczej to nie groteska; to historyczna perwersja". ("FBI bierze na cel Ligę Spartakusowską", WV nr 151, 1 kwietnia 1977 r.)

Wykorzystując to samo fałszywe określenie LS zawarte w teczce (rzekomo zniesionego) ADEX, w 1983 r. dyrektywy FBI o bezpieczeństwie krajowym i terroryzmie określiły to, co do tej pory nazywano działalnością "wywrotową", jako działalność "terrorystyczną", upoważniając do śledzenia lewicowych organizacji, nawet jeśli żadne przestępstwa nie zostały popełnione ani nie są zarzucane. LS zaskarżyła FBI do sądu i wygrała proces, zmuszając FBI do wycofania swej groźnej "definicji" i przyznania tym samym, że marksistowskich idei i działalności nie można zrównywać z przemocą, terroryzmem i przedsięwzięciem kryminalnym. Wnosząc pozew do sądu, deklarowaliśmy:

"Jesteśmy zmuszeni podjąć tę prawną batalię nie tylko, by bronić się przeciwko nowemu polowaniu FBI na czerwonych, lecz także, by walczyć o zachowanie istniejących demokratycznych praw ruchu klasy robotniczej. Nie mamy zamiaru zostać zamordowani jako bezimienne i pozbawione twarzy ofiary. Zbyt ważny jest nasz cel, jako organizacji, która dziś w Stanach Zjednoczonych ucieleśnia ciągłość rewolucyjnego marksizmu: wyzwolenie przez zwycięską rewolucję socjalistyczną robotników i wszystkich uciskanych z kajdan tego upadającego, rasistowskiego systemu. Partia robotnicza ma prawo się organizować!" ("Liga Spartakusowska pozywa FBI", WV nr 340, 21 października 1983 r.)

Już w 1981 r. wygraliśmy proces z władzami stanu Kalifornia, uzyskując wycofanie fałszywych i niebezpiecznych oskarżeń, że jesteśmy "terrorystami" i "kryminalistami". Jednak przestrzegaliśmy przed wszelkimi złudzeniami, że te zwycięstwa prawne oznaczają koniec rządowego terroru, szpiegowania, śledzenia i brudnych sztuczek przeciwko lewicy i ruchowi robotniczemu.

Reformiści promują kłamstwo o "liberalnym" imperializmie

Marksiści przeciwstawiają się indywidualnemu terroryzmowi jako strategii politycznej, nawet takiemu terroryzmowi, który wywodzi się z rzeczywistych, tylko źle skierowanych antyrasistowskich czy antyimperialistycznych impulsów i bierze na cel rzeczywiste instytucje lub agentów represji państwowych (tak wyraźnie nie jest w przypadku Światowego Centrum Handlowego). Takie indywidualne akty, jakkolwiek heroiczne w określonych okolicznościach, są przeciwstawne proletariackiej walce klasowej i świadomości klasy robotniczej potrzebnej, by stanęła ona czele wszystkich uciskanych i rewolucyjnie obaliła kapitalistyczny system imperialistyczny. Jak pod koniec istnienia carskiej Rosji, w 1911 r., pisał Trocki w swym artykule w odniesieniu do lewicowych terrorystów narodnickich: "W naszych oczach indywidualny terror jest niedopuszczalny właśnie dlatego, że on UMNIEJSZA ROLĘ MAS W ICH WŁASNEJ ŚWIADOMOŚCI, godzi je z ich bezsilnością oraz zwraca ich oczy i nadzieje ku wielkiemu mścicielowi i wyzwolicielowi, który pewnego dnia przyjdzie i wykona swoje zadanie" (podkreślenie w oryginale).

Pomimo naszego politycznego sprzeciwu wobec strategii terroryzmu Międzynarodowa Liga Komunistyczna konsekwentnie broni osób i organizacji branych na cel przez represje państwa burżuazyjnego za dokonywanie ataków przeciwko wrogowi klasowemu. Na przykład Liga Spartakusowska Stanów Zjednoczonych broniła Siódemki z Ohio, lewicowych aktywistów, którzy zostali skazani za swoją rolę w radykalnej grupie, która na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX w. wzięła odpowiedzialność za "ekspropriacje banków" i zamachy bombowe przeciwko symbolom imperializmu Stanów Zjednoczonych, takim jak biura wojskowe i korporacyjne. Dwóch ludzi spośród Siódemki z Ohio wciąż pozostaje w więzieniu (patrz artykuł na str. 2). Podobnie nasi towarzysze z Trockistowskiej Grupy Grecji wzywają ruch robotniczy do obrony grupy 17 Listopada przeciwko greckiemu państwu burżuazyjnemu.

W swym eseju z września 2001 r. pt. "Niektórzy ludzie odpierają: O sprawiedliwości kurczaków na grzędzie" Ward Churchill, radykalny profesor na Uniwersytecie Kolorado, argumentował że ataki z 11 września były naturalną reakcją na zbrodnie imperializmu Stanów Zjednoczonych przeciwko ludom Trzeciego Świata. W konsekwencji stał się celem prawicowej kampanii, by wypędzić z kampusu jego i innych krytyków polityki rządu. Jak oświadczyliśmy, Churchilla trzeba energicznie bronić przeciwko maccartystowskiemu polowaniu na czarownice (patrz "Ręce precz od Warda Churchilla!", WV nr 873, 7 lipca).

Churchill postrzega to jako kontruderzenie uciskanych, a więc dobrych ludów Trzeciego Świata przeciwko złym ludom Pierwszego Świata i zaprzecza wszelkiej znaczącej różnicy między Światowym Centrum Handlowym a Pentagonem. Według Churchilla wszyscy Amerykanie zbiorowo są winni zbrodni imperializmu Stanów Zjednoczonych, jako że nie walczyli, by je powstrzymać; lecz Churchill, będąc dalekim od "sympatyzowania z terrorystami", jak oburzająco twierdzą prawicowcy, ma na celu pohańbienie amerykańskiego imperializmu, wybielając jego czyny. I tak jak jest to typowe dla nowolewicowych radykałów i nacjonalistów całego świata, pogląd Churchilla dzieli świat nie na przeciwstawne klasy, lecz raczej na dobre i złe ludy.

Churchill nie pretenduje do bycia marksistą i stąd jest przynajmniej konsekwentny w niedostrzeganiu wybuchowych sprzeczności klasowych u podstawy amerykańskiego społeczeństwa. Inaczej niż reformistyczni lewicowcy, którzy ukrywają za pustymi socjalistycznymi frazesami to, że w rzeczywistości nie są nikim innym, jak liberalno-burżuazyjnymi politykami. Po 11 września gazeta Workers World (27 września 2001 r.) głosiła: "Polityka rządu spycha ludzi na złą drogę". Radykalno-liberalny profesor Howard Zinn, bezkrytycznie cytowany w gazecie Międzynarodowej Organizacji Socjalistycznej "Socialist Worker" (14 września 2001 r.) pisał: "Militarna reakcja na terroryzm tylko uwiecznia błędne koło terroryzmu i antyterroryzmu". Te grupy promują złudzenie, że militaryzm imperialistyczny jest złą polityką, którą można wyeliminować z systemu kapitalistycznego, jeśli zastosuje się wystarczający nacisk. W tym celu oni dążą do formowania koalicji z liberalnym skrzydłem klasy kapitalistycznej, reprezentowanym przez część Partii Demokratycznej.

Wbrew kazaniom reformistycznych pseudosocjalistów wyzyskiwani i uciskani nie mogą użyć państwa kapitalistycznego, by służyło ich interesom. Aby się bronić, klasa robotnicza musi mobilizować się niezależnie od wszystkich agend i partii swego wroga klasowego. W celu zmiecenia tej klasy rządzącej i otwarcia drogi świata wolnego od wyzysku klasowego, wojen i wszelkich form ucisku klasa robotnicza musi przejąć kontrolę nad społeczeństwem we własne ręce przez rewolucję socjalistyczną, która złamie i zniszczy państwo kapitalistyczne i ustanowi na jego miejsce państwo robotnicze oparte na planowej, skolektywizowanej gospodarce.

Politycznym narzędziem potrzebnym do osiągnięcia tego celu jest rewolucyjna partia robotnicza - partia, która będzie walczyć o pozyskanie klasy robotniczej Stanów Zjednoczonych dla zrozumienia, że musi ona jako część międzynarodowego proletariatu walczyć w obronie wszystkich ofiar amerykańskiego imperializmu poprzez walkę przeciwko wspólnemu wrogowi, splamionym krwią kapitalistycznym władcom Stanów Zjednoczonych. Wzór takiej partii można znaleźć w partii bolszewickiej Lenina i Trockiego, która kierowała pierwszą i do tej pory jedyną zwycięską rewolucją robotniczą w historii, rewolucją rosyjską z października 1917 r.

Rewolucja październikowa i Czerwony Terror

Rewolucja październikowa obaliła rządy rosyjskich obszarników i kapitalistów i ustanowiła dyktaturę proletariatu, popieraną przez zubożałe masy chłopskie. Carska Rosja była najbardziej zacofanym z wielkich mocarstw: imperializm pękł w swym najsłabszym ogniwie pośród rzezi i ekonomicznej dewastacji pierwszej wojny światowej, międzyimperialistycznego konfliktu o rynki i strefy wpływów. Imperialiści, ostro świadomi tego, że rewolucja rosyjska jest znakiem wyzwolenia dla głęboko wyzyskiwanych, zmęczonych wojną i wściekłych ich własnych robotników i żołnierzy, pospieszyli wspierać pieniędzmi i bezpośrednią interwencją militarną sił ekspedycyjnych ze Stanów Zjednoczonych i 13 innych krajów kapitalistycznych białe kontr-rewolucyjne armie dawnych klas rządzących Rosją.

Powstanie, które oddało władzę w ręce sowietów (rad) delegatów robotniczych, żołnierskich i chłopskich, było stosunkowo bezkrwawe, ale wojna domowa, która nastąpiła później, była rzeczywiście krwawa. Rewolucja broniła się, organizując robotników i ich chłopskich sojuszników w zdyscyplinowaną siłę walczącą: Armię Czerwoną budowaną i dowodzoną przez Trockiego. Niezbędną pomocniczą bronią w obronie rewolucji robotniczej przeciwko burżuazyjnej i imperialistycznej reakcji był Czerwony Terror, obejmujący takie środki, jak branie zakładników i dławienie partii sprzymierzonych z kontr-rewolucją.

Biali kontr-rewolucjoniści angażowali się w torturowanie, masowe gwałty i ślepe rzezie, paląc całe wsie (szczególnie żydowskie). Czerwony Terror przeciwnie, chociaż bezlitośnie bronił proletariackiej władzy państwowej, zakazywał używania tortur. Czeka (Komisja Nadzwyczajna do walki z Kontr-rewolucją i Sabotażem) głosiła:

"Proletariat jest bezlitosny w swej walce. Równocześnie jest niewzruszony i silny. Nie trzeba żadnych przekleństw na naszych najgorszych wrogów. Nie trzeba tortur ani mąk!" (Patrz: "Amerykańska machina tortur" WV nr. 862 i 863, 20 stycznia i 3 lutego).

Z wybuchem pierwszej wojny światowej Druga Międzynarodówka załamała się, jako że przywódcy dużych zachodnioeuropejskich partii socjaldemokratycznych służyli swoim burżuazjom jako dobosze i werbownicy. Po zwycięstwie rewolucji bolszewickiej została ustanowiona w 1919 r. Trzecia Międzynarodówka Komunistyczna, której celem było poprowadzenie proletariatu do władzy w skali światowej. Głównymi przeszkodami w pozyskaniu rewolucyjnie myślących robotników dla Trzeciej Międzynarodówki nie byli otwarcie szowinistyczni, prawicowi przywódcy Drugiej Międzynarodówki, lecz centryści tacy jak niemiecki socjaldemokrata Karl Kautsky, który przed wojną był powszechnie postrzegany jako główny teoretyczny rzecznik "ortodoksyjnego" marksizmu.

W książce z 1919 r., zatytułowanej "Terroryzm a komunizm", Kautsky potępiał oblężone radzieckie państwo robotnicze za posunięcia, które zmuszone ono było podejmować, by się bronić. On nalegał, że zamiast tego robotnicy powinni być posłuszni regułom burżuazyjnej "demokracji". Polemizując z Kautskym w książce z 1920 r., zatytułowanej również "Terroryzm a komunizm", Trocki przywoływał historię klasycznych rewolucji burżuazyjnych w XVII w. w Anglii i w XVIII w. we Francji, nieudanych rewolucji europejskich z 1848 r., amerykańskiej wojny secesyjnej i krótkotrwałej Komuny Paryskiej z 1871 r., by ukazać niezbędność rewolucyjnej przemocy dla wszelkiego znaczącego postępu w społeczeństwie klasowym. Odnosząc się nie tylko do Rosji, lecz także do rewolucyjnego fermentu, który wówczas wstrząsał Europą, szczególnie strategicznie kluczową niemiecką klasą robotniczą, Trocki pisał:

"Zapewnienie supremacji klasy robotniczej jest możliwe jedynie przez zmuszenie przywykłej do rządzenia burżuazji, żeby zdała sobie sprawę, iż jest dla niej zbyt niebezpieczne podejmowanie rewolty przeciwko dyktaturze proletariatu, podkopywanie jej spiskami, sabotażem, powstaniami albo wzywaniem zagranicznych oddziałów. (...) Człowiek, który odrzuca terroryzm co do zasady, to jest odrzuca środki dławienia i zastraszania zdeterminowanej i uzbrojonej kontr-rewolucji, musi odrzucić wszelką ideę politycznej supremacji klasy robotniczej i jej rewolucyjnej dyktatury. Człowiek, który odrzuca dyktaturę proletariatu, odrzuca rewolucję socjalistyczną i kopie grób socjalizmowi".

Stojąc w obliczu widma rewolucji proletariackiej, "demokratyczna" burżuazja uruchomiła arsenał brutalnych represji przeciwko robotnikom. W Niemczech, Włoszech i gdzie indziej w Europie władcy rezygnowali z fasady "demokracji parlamentarnej" i zwracali się do sił militarnej i faszystowskiej reakcji. Jak pisał Trocki przeciwko Kautskiemu, los rewolucji zależał od "otwartej konfrontacji sił między kapitalistyczną kliką, otwarcie lub potajemnie dowodzącą i dysponującą setkami tysięcy zahartowanych oficerów, pozbawionych wszelkich skrupułów, a buntującym się rewolucyjnym proletariatem, podczas gdy klasy pośrednie żyją w stanie strachu, konfuzji i prostracji. W takich warunkach jakimże żałosnym nonsensem są mowy o pokojowym zdobyciu władzy przez proletariat środkami demokratycznego parlamentaryzmu!"

I bolszewiccy przywódcy, i rosyjscy robotnicy uważali rewolucję październikową za pierwsze duże zwycięstwo w rozwijającej się rewolucji światowej. Jednak w żadnym innym kraju klasie robotniczej nie udało się zdobyć i skonsolidować władzy państwowej. Głównym powodem tej porażki był sabotaż i zdrada socjaldemokratycznych złych przywódców i brak wcześniej istniejących, cieszących się autorytetem rewolucyjnych partii awangardowych takich jak ta, którą Lenin zbudował w carskiej Rosji.

Ustanowione na początku pośród morza chłopskiego zacofania, młode państwo robotnicze na początku lat dwudziestych XX w. było wykrwawione siedmioma latami wojny imperialistycznej i wojny domowej. Powojenna fala rewolucyjna w Europie cofnęła się, a Rosja Radziecka pozostała izolowana, otoczona przez wrogie i potężniejsze państwa kapitalistyczno-imperialistyczne. W tych warunkach, poczynając od lat 1923-24, radzieckie państwo robotnicze uległo biurokratycznej degeneracji, reprezentowanej przez reżim J.W. Stalina. Dziesięciolecia stalinowskich biurokratycznych złych rządów, zaostrzone przez naciski światowego imperializmu, doprowadziły w latach 1991-92 do zniszczenia ZSRR przez kapitalistyczną kontr-rewolucję. Kontr-rewolucja w Europie Wschodniej i Związku Radzieckim - historyczna porażka dla światowego proletariatu - przyniosła dewastację ludziom pracy tych społeczeństw i ośmieliła imperialistów w ich pędzie do globalnej dominacji, równocześnie żywiąc odrodzenie religijnej reakcji na całym świecie.

Imperializm Stanów Zjednoczonych a islamski fundamentalizm

Krzycząc o tak zwanej "śmierci komunizmu", klasa rządząca Stanami Zjednoczonymi dążyła do znalezienia surogatu dla "czerwonego zagrożenia", jako pretekstu dla represji w kraju i imperialistycznego militaryzmu. Dziś islamski fundamentalizm, którego przykładem jest Al-Kaida Osamy bin Ladena, został ogłoszony głównym globalnym wrogiem Ameryki i "amerykańskiego stylu życia". I w prawicowych, i w pewnych liberalnych kołach powszechne stało się mówienie o "islamofaszyzmie". Jednak podczas trwającej prawie pół wieku zimnej wojny przeciwko Związkowi Radzieckiemu imperializm Stanów Zjednoczonych sam sprzymierzał się z siłami tradycjonalizmu islamskiego i innych wielkich religii Wschodu (jak również katolicyzmu, szczególnie w Ameryce Łacińskiej, Polsce i w Europie romańskiej) i aktywnie je wspierał. W 1950 r. John Foster Dulles, który później, za prezydentury Eisenhowera, został sekretarzem stanu, pisał:

"Religie Wschodu są głęboko zakorzenione i mają wiele cennych wartości. Ich duchowa wiara jest nie do pogodzenia z komunistycznym ateizmem i materializmem. To stwarza więź między nami i naszym zadaniem jest znalezienie i rozwijanie jej" (cyt. za: Paul Baran, "Ekonomia polityczna wzrostu", 1968).

Mimo swej stalinowskiej degeneracji Związek Radziecki-szczególnie radziecka Azja Środkowa-był latarnią morską dla wszystkich na zacofanym Wschodzie walczących o wyzwolenie spod podwójnego jarzma imperializmu i obskurantyzmu. Wrogie wobec postępu społecznego we wszelkiej formie, szczególnie w odniesieniu do pozycji kobiet w społeczeństwie, siły islamskiego fundamentalizmu były gorzkimi wrogami komunizmu (jak również świeckich ruchów demokratycznych i nacjonalistycznych). Więcej, w wielu krajach rosnące siły islamskiego fundamentalizmu, włącznie z wczesnym Bractwem Muzułmańskim w Egipcie, rywalizowały bezpośrednio z komunistami i świeckimi nacjonalistami o bazę wśród wydziedziczonych i zdeptanych mas plebejskich.

W Iranie, Iraku, Sudanie i Indonezji partie komunistyczne miały masową bazę w klasie robotniczej. Na początku lat pięćdziesiątych XX w. Iran, a pod koniec tego samego dziesięciolecia Irak były świadkami wybuchów społecznych, które mogły wynieść proletariat do władzy; lecz te rewolucyjne okazje zostały zdradzone przez kremlowską biurokrację i jej lokalnych stalinowskich ogoniarzy, którzy politycznie przykuwali masy do sił burżuazyjnego nacjonalizmu. (Patrz: "Lata pięćdziesiąte XX w. na Bliskim Wschodzie: Rewolucja permanentna kontra burżuazyjny nacjonalizm", WV nr. 740 i 741, 25 sierpnia i 8 września 2000 r.) Te zdrady, jak również namacalne bankructwo świeckiego burżuazyjnego nacjonalizmu, oczyściły grunt dla późniejszego wybuchowego wzrostu islamskiego fundamentalizmu, który dąży do zainstalowania na całym muzułmańskim Wschodzie teokratycznego państwa opartego na islamskim prawie religijnym (szariacie).

Podczas zimnej wojny imperializm Stanów Zjednoczonych był zdolny do wykorzystywania sił islamskiego tradycjonalizmu w swym pędzie do całkowitego zdominowania Bliskiego Wschodu i innych krajów muzułmańskich. W 1953 r. w Iranie szyicki kler odgrywał dużą rolę w zaprojektowanym przez CIA puczu, który obalił burżuazyjno-nacjonalistyczny reżim Mohammada Mossadeka, popierany przez promoskiewską Tudeh (Partię Mas), i zainstalował szacha u władzy. W 1965 r. w Indonezji muzułmańscy generałowie zachęcani przez Waszyngton obalili burżuazyjno-nacjonalistyczny reżim Sukarno, wspierany przez Moskwę i Pekin. Soldateska, podżegana przez prawicowy motłoch kierowany przez islamskich klerykałów, zmasakrowała ponad milion robotników, chłopów, lewicowców i Chińczyków. W efekcie maoistowska Komunistyczna Partia Indonezji, wówczas największa tego typu partia w świecie kapitalistycznym, została starta z powierzchni ziemi.

Najbardziej masowa i trwała mobilizacja sił islamskiego tradycjonalizmu i fundamentalizmu przez imperializm Stanów Zjednoczonych miała miejsce w latach osiemdziesiątych XX w. w Afganistanie i była skierowana przeciwko Armii Radzieckiej i jej afgańskim modernizacyjnym nacjonalistycznym sprzymierzeńcom, Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu (L-DPA). CIA organizowała i zbroiła afgańskich mudżahedinów (bojowników świętej wojny), którzy między innymi pryskali kwasem w twarz niezakwefionym kobietom i strzelali do nauczycieli za uczenie młodych dziewcząt czytania. W wymiarze finansowym była to największa operacja CIA w całej historii zimnej wojny.

Waszyngton rekrutował islamskich bojowników na całym Bliskim Wschodzie i poza nim, by zwalczali "bezbożny komunizm" w Afganistanie. W 1986 r. CIA upoważniła Osamę bin Ladena, syna magnata z branży budowlanej powiązanego z monarchią saudyjską, do budowy dużego kompleksu tuneli w Choście, który stał się jego obozem szkoleniowym i sztabem. W 1987 r. mudżahedini w Choście użyli amerykańskiej rakiety "Stinger" do zestrzelenia cywilnego, pasażerskiego samolotu, wypełnionego afgańskimi dziećmi w wieku szkolnym. I wtedy nie rozlegał się z Waszyngtonu krzyk przeciwko islamskiemu terrorowi. Dopiero po zrobieniu swojego w imperialistycznej krucjacie przeciwko Związkowi Radzieckiemu bin Laden i S-ka w oczach burżuazji ze Stanów Zjednoczonych zmienili się z "bojowników o wolność" w "terrorystów". (Dalsze szczegóły - patrz: "Zamachy bombowe na ambasady z 1998 r., Osama bin Laden i CIA: Afgański łącznik", WV nr 761, 6 lipca 2001 r.)

Większość samozwańczych lewicowców na całym świecie naśladowała zachodnią imperialistyczną linię potępiania radzieckiej interwencji wojskowej jako naruszenie "suwerenności narodowej" Afganistanu i domagania się wycofania oddziałów radzieckich. Niektóre grupy lewicowe (mianowicie maoiści) entuzjastycznie wspierały zbrojonych przez CIA mudżahedinów. Międzynarodowa Tendencja Spartakusowska (obecnie Międzynarodowa Liga Komunistyczna) jako jedyna podnosiła hasła: "Niech żyje Armia Czerwona w Afganistanie! Rozszerzyć społeczne zdobycze rewolucji październikowej na ludy afgańskie!'

Stawką w Afganistanie, z którym ZSRR miał 1609-kilometrową wspólną granicę, była nie tylko militarna obrona radzieckiego biurokratycznie zdegenerowanego państwa robotniczego przeciwko imperializmowi. Była to pierwsza wojna w nowoczesnej historii, w której głównym problemem było wyzwolenie kobiet. Jakiekolwiek były motywy i kalkulacje kremlowskich stalinowskich biurokratów, Armia Radziecka walczyła o postęp społeczny, szczególnie minimalne demokratyczne prawa i swobody straszliwie uciskanych afgańskich kobiet w tym najbardziej łajdacko zacofanym kraju islamskim. Wycofanie w 1989 r. sił radzieckich z Afganistanu przez liberalny stalinowski reżim Michaiła Gorbaczowa było historyczną zdradą, która wymościła drogę do kontr-rewolucyjnego zniszczenia samego Związku Radzieckiego.

Bin Laden zwraca się przeciwko sponsorom ze Stanów Zjednoczonych

Sponsorowana przez Stany Zjednoczone "święta wojna" w Afganistanie służyła stworzeniu globalnej islamskiej sieci złożonej z uprzednio rozproszonych grup, podczas gdy haniebne wycofanie się stalinistów ośmieliło fundamentalistów do myślenia, że pokonali jedno "supermocarstwo" i mogą wziąć się za drugie. Pewien nurt islamskiego fundamentalizmu doszedł do wniosku, że Stany Zjednoczone mają zamiar przekształcić Bliski Wschód na swój obraz i podobieństwo, według głoszonych przez siebie ideologicznych recept. Bin Laden był szczególnie oburzony, kiedy w 1991 r. monarchia saudyjska umożliwiła oddziałom Stanów Zjednoczonych wykorzystanie tego kraju, w którym znajdują się najświętsze miejsca islamu, jako przyczółka do wojny przeciwko Irakowi. W 1997 r., w wywiadzie dla Petera Arnetta z CNN, bin Laden deklamował:

"Po zapaści Związku Radzieckiego, w której Stany Zjednoczone nie odegrały żadnej zauważalnej roli, lecz raczej stało się to dzięki Bogu, niech mu będzie cześć i chwała, i mudżahedinom w Afganistanie, ta zapaść uczyniła Stany Zjednoczone bardziej butnymi i aroganckimi, i zaczęły one postrzegać siebie jako pana tego świata i ustanowiły to, co się nazywa nowym światowym porządkiem" (cyt. za: Aszraf Tarik, "Osama bin Laden, terrorysta nr 1 na świecie?", 2002).

Grupy "świętej wojny" okresu poradzieckiego są po części reakcją na postrzegane, lecz w rzeczywistości nieistniejące zagrożenie "uzachodnieniem" (prawa demokratyczne i swobody kobiet, laicyzacja życia społecznego i politycznego) świata arabsko-islamskiego przez imperialistów. Z pewnością islamscy bojownicy są także napędzani przez intensywną wrogość wobec prawdziwych zbrodni amerykańskiego imperializmu przeciwko ludom Bliskiego Wschodu (poparcie dla ucisku Palestyńczyków przez Izrael, zabójcze skutki w latach dziewięćdziesiątych XX w. sankcji ekonomicznych przeciwko Irakowi). Jednak to główna rola reakcyjnego składnika religijnego, szczególnie tradycyjnej degradacji kobiet, odróżnia islamistów od różnych nurtów arabskiego burżuazyjnego i drobnomieszczańskiego nacjonalizmu.

Jest pewna ideologiczna symetria między antyzachodnimi bojownikami "świętej wojny" a zachodnimi liberalnymi adwokatami imperializmu pod płaszczykiem "praw człowieka", takimi jak felietonista "New York Timesa" Thomas Friedman. Syjonista Friedman popierał okupację Iraku przez Stany Zjednoczone w celu rzekomego ustanowienia "modelu demokratycznego i świeckiego społeczeństwa" i państwa w sercu świata arabsko-islamskiego. Fakt, że urodzony w Indiach pisarz Salman Rushdie, najbardziej prominentny spośród muzułmańskich liberalnych intelektualnych oponentów islamskiego fundamentalizmu, stał się płomiennym zwolennikiem wojny Busha i Blaira z terrorem, wskazuje również na zmienione kontury i podziały świata poradzieckiego. Friedman, Rushdie i bin Laden podzielają ten sam złudny pogląd, że długoterminowym celem polityki Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie jest eksport "demokracji". Friedman i Rushdie popierają to rzekome dążenie do tego celu, w tym środkami militarnymi, bin Laden przeciwstawia się mu, w tym akcjami terrorystycznymi; lecz celem imperialistów nie jest stworzenie świeckich demokracji na Bliskim Wschodzie ani nigdzie indziej w Trzecim Świecie. Na najbardziej podstawowym poziomie ewolucja i struktura światowego kapitalizmu zatrzymała rozwój krajów Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i Azji Południowej, które pozostają zależne od północnoamerykańskich, europejskich i japońskich imperialistów, którzy dominują na światowym rynku kapitalistycznym. Przez to imperializm uwiecznia zacofane warunki społeczne, ekonomiczne i kulturowe, które utrzymują islamski tradycjonalizm, podczas gdy równocześnie penetracja zacofanych krajów przez imperialistyczny kapitał stwarza elementy nowoczesnej infrastruktury i proletariatu.

Dla ludzi z takich społeczeństw religia - szczególnie wiara w życie pozagrobowe - jest pociechą potrzebną przy wydającej się niezmienną mizerii i okropnościach ich życia ziemskiego. Ta sytuacja w świecie islamskich z pewnością nie jest unikatowa: Stany Zjednoczone mają najwyższy stopień religijności spośród wszystkich zaawansowanych krajów kapitalistycznych. Religia jest "opium ludu", według znanego wyrażenia Marksa:

"PRAWDZIWE szczęście ludu wymaga zniesienia religii jako UROJONEGO szczęścia ludu. Wymagać od kogoś porzucenia złudzeń co do jego sytuacji to znaczy WYMAGAĆ PORZUCENIA SYTUACJI, KTÓRA BEZ ZŁUDZEŃ OBEJŚĆ SIĘ NIE MOŻE" (Wstęp do "Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa", 1843-44; podkreślenia w oryginale).

A wyeliminowanie tej sytuacji wymaga proletariackiej rewolucji socjalistycznej przeciwko kapitalistycznemu imperializmowi.

Popularność islamskiego fundamentalizmu nie jest czysto ideologiczna. Czy to sunnickie (jak palestyński Hamas), czy szyickie (jak Hezbollah w Libanie) grupy islamskie oferują szeroki zakres usług socjalnych - pośrednictwo pracy, opiekę zdrowotną, edukację, domy dla bezdomnych, zasiłki dla bezrobotnych, nawet opiekę przedszkolną - których państwo albo nie jest w stanie, albo nie chce zapewnić. Stąd te grupy zdobywają poważanie i konsolidują poparcie wśród ludności jako jedyne instytucje chętne do choćby prób zatroszczenia się o potrzeby wywłaszczonych i przeciwstawiania się skorumpowanym i brutalnym prozachodnim reżimom. Na przykład w plebejskich ruderach wokół Kairu Bractwo Muzułmańskie jest prawdziwym państwem w państwie.

Na bezpośrednio politycznym poziomie głównym i długotrwałym aspektem polityki Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie jest zachowanie i ochrona monarchii saudyjskiej w celu zapewnienia trwania amerykańskiej kontroli nad największymi polami naftowymi świata. Od dziesięcioleci saudyjska monarchia przekazuje za granicę ogromne sumy, by promować ruchy oparte na ekstremalnym wahabickim wariancie sunnickiej ortodoksji jako przeciwwadze dla komunistów i lewicowo gadających nacjonalistów i hamować rozprzestrzenianie wpływów szyickich przez reżim irański. Jak oni mówią, to nie przypadek, że większość tych, co przeprowadzili ataki 11 września, pochodziła z Arabii Saudyjskiej. Obiektywnie Pentagon jest centrum dowódczym głównej militarnej siły w świecie, w ostatniej instancji utrzymującej społeczno-ekonomiczne i polityczne warunki, które zrodziły Al-Kaidę i inne grupy "świętej wojny".

Aby zrozumieć obecną generację wojujących islamistów, pożyteczne będzie obejrzeć się wstecz na ruch chomeinistowski w Iranie, który w 1979 r. obalił szacha, główny reżim klientelny Stanów Zjednoczonych w regionie. W tym czasie większość lewicowców na całym świecie witał z zadowoleniem Chomeiniego i szyickich mułłów jako przewodzących masowemu ruchowi przeciwko amerykańskiej imperialistycznej dominacji. My wyjaśnialiśmy, że islamska fundamentalistyczna opozycja wobec szacha nie ma nic wspólnego z antyimperializmem. Podobnie jak wszystkie takie siły fundamentalistyczne, ruch chomeinistowski był oddany utrzymaniu systemu własności prywatnej. Islamska opozycja nie była w pierwszym rzędzie reakcją na ścisłe polityczne i militarne więzi reżimu teherańskiego z Waszyngtonem, lecz raczej na jego politykę wewnętrzną, powierzchownego "uzachodnienia". Jak podkreślaliśmy w parę lat po tak zwanej "rewolucji islamskiej":

"Jak długo szach więził, torturował i mordował bojowników Tudeh, a nawet przywódców [burżuazyjno-nacjonalistycznego] Frontu Narodowego, szyicki kler nawet nie pisnął. Islamska (chomeinistowska) opozycja datuje się od "białej rewolucji" z 1963 r., kiedy szach zaczął ingerować w fundacje i własność mułłów oraz ich kontrolę nad prawem i obyczajami społecznymi. Wtedy mułłowie zorganizowali wielkie protesty przeciwko objęciu posiadłości meczetów reformą rolną i rozszerzeniu na kobiety prawa głosu w wyborach do Medżlisu [parlamentu]. (...) W Iranie, jak i na całym islamskim Wschodzie, symbolem zniewolenia kobiet jest kwef. I to chyba przede wszystkim w obronie kwefu Chomeini powstał przeciw kosmetycznemu "uzachodnieniu" przez szacha". ["Iran a rewolucja permanentna", Spartacist (wydanie angielskojęzyczne) nr 33, wiosna 1982 r.]

Dzisiejsi antyzachodni islamiści czasami twierdzą, że przemawiają w imieniu uciskanych i zdeptanych mas; lecz oni czynią to w interesach reakcyjnego programu utrwalenia każdej formy wyzysku i ucisku, głównie ujarzmienia kobiet, na podstawie tego samego społecznego i ekonomicznego zacofania, którego nie mogły przezwyciężyć świeckie reżimy nacjonalistyczne, jak Nasera w Egipcie i Saddama w Iraku. Kiedy islamskie reżimy czy ruchy fundamentalistyczne wchodzą w bezpośredni konflikt militarny z siłami imperialistycznymi, bronimy tych pierwszych przeciwko tym ostatnim. Stąd uznajemy potrzebę rozwijania przez półkolonialny Iran własnych broni jądrowych w celu przeciwstawienia się imperialistycznym groźbom militarnym. Podobnie każdy cios przeciwko amerykańskim i sprzymierzonym siłom okupacyjnym w Iraku i Afganistanie jest ciosem zadanym w obiektywnych interesach międzynarodowej klasy robotniczej.

Jednakże, jak jest boleśnie oczywiste z międzywspólnotowej rzezi w Iraku, siły sunnickie są daleko bardziej chętne do dokonywania zbrodniczych ataków przeciwko niewinnym cywilom ze społeczności szyickiej, i na odwrót. Islamscy fundamentaliści, czy u władzy, czy w opozycji, są nieprzejednanymi wrogami robotników i innych pracowników wszystkich krajów, szczególnie ich własnych. Droga do rewolucji socjalistycznej w krajach islamskiego Wschodu, a wraz z nią wyzwolenia kobiet, będzie wymagała politycznego i według wszelkiego prawdopodobieństwa militarnego zniszczenia sił islamskiego fundamentalizmu przez rewolucyjny proletariat i jego sojuszników.

Marksistowska analiza terroryzmu "Wojna z terrorem" a imperialistyczny porządek światowy

Część druga

Przedruk z: Workers Vanguard nr 882, 8 grudnia 2006 r., numer zamknięty i podpisany do druku 5 grudnia.

Koncepcja rewolucyjnego terroryzmu weszła do słownika politycznego podczas rewolucji francuskiej z lat 1789-93, najbardziej radykalnej z burżuazyjno-demokratycznych rewolucji, które obwieszczały nowoczesny świat kapitalistyczny. Jakobiński reżim Maksymiliana Robespierre'a zastosował skuteczne państwowe represje, nazwane terrorem, przeciwko wewnętrznym kontr-rewolucjonistom wspieranym przez międzynarodową koalicję burżuazyjno-monarchistycznej W. Brytanii i absolutystycznych (późnofeudalnych) monarchii Europy kontynentalnej.

Anglik Edmund Burke stał się czołowym ideologicznym rzecznikiem kontr-rewolucyjnego sojuszu przeciwko gotowej do walki Republice Francuskiej. W swej pracy z 1790 r. "Refleksje o rewolucji we Francji" Burke oczerniał to radykalne społeczne i polityczne powstanie jako "oszustwa, korupcję, przemoc, gwałty, podpalenia, morderstwa, konfiskaty, obowiązkowy pieniądz papierowy i wszelki opis tyranii i okrucieństwa zastosowanego, by wywołać i podtrzymać tę rewolucję. W późniejszej epoce kapitalistycznego imperializmu podobne opisy rewolucji francuskiej, szczególnie jej radykalnej fazy jakobińskiej, stały się standartowym tematem w burżuazyjnej kulturze politycznej.

Podczas zimnej wojny dyskredytacja i falsyfikacja jakobińskiego terroru została inkorporowana do antykomunistycznej propagandy. Reżim Robespierre'a był portretowany jako dążący do narzucenia totalitarnej kontroli myśli francuskiemu ludowi przez masowe represje państwa policyjnego. W rzeczywistości jakobiński terror nie miał nic wspólnego z tłumieniem idei i opinii. Był on zasadniczo posunięciem militarnym. Prawie wszyscy spośród zabitych podczas terroru koncentrowali się w dwóch regionach Francji, które doświadczyły wojny domowej na pełną skalę: nad dolnym Rodanem wokół Lyonu i w Wandei (regionie w zachodniej Francji na wybrzeżu Atlantyku). I byli oni kontr-rewolucyjnymi bojownikami, którzy zostali ujęci z bronią w ręku w bezlitosnej wojnie domowej, w której żadna ze stron nie miała litości.

Odrzucając własną rewolucyjną przeszłość, która obejmowała ścinanie królów, by pozbyć się starego porządku feudalnego, współczesna burżuazja zaangażowała się w ślepy masowy terror przeciwko klasie robotniczej w kraju i ludom krajów kolonialnych i półkolonialnych. Po porażce krótkotrwałej Komuny Paryskiej z 1871 r., którą Marks nazwał pierwszym wyrazem dyktatury proletariatu, francuska burżuazja zmasakrowała ponad 20 tys. bezbronnych mężczyzn i kobiet w robotniczych dzielnicach miasta. W zagranicznych koloniach zachodniego imperializmu-takich jak Indie Brytyjskie, Indochiny Francuskie i Filipiny, rządzone przez Stany Zjednoczone-cały ludowy opór narodowy był etykietowany jako "terroryzm" i spotykał się z masowym mordowaniem i torturami. Gdyby klasa rządząca Stanami Zjednoczonymi była ideologicznie konsekwentna, teraz potępiałaby jako "przedsięwzięcie terrorystyczne" amerykańską wojnę o niepodległość przeciwko W. Brytanii, która polegała głównie na wojnie partyzanckiej.

Dziś to my, rewolucyjni marksiści, uznajemy historycznie postępowy charakter klasycznych rewolucji burżuazyjno-demokratycznych, jako że walczymy o świat komunistyczny, w którym zasady wolności, równości i braterstwa proklamowane przez rewolucję francuską staną się rzeczywistością. Podczas rosyjskiej wojny domowej po rewolucji październikowej z 1917 r. bolszewicy przywoływali historyczne przykłady rewolucji francuskiej, i również amerykańskiej wojny secesyjnej, by wyjaśnić i usprawiedliwić Czerwony Terror skierowany przeciwko białym kontr-rewolucyjnym armiom oraz zachodnim i japońskim imperialistycznym siłom ekspedycyjnym. W tym czasie Lew Trocki, dowodzący Armią Czerwoną, dokonał takiego historycznego uogólnienia:

"Żelazna dyktatura jakobinów była wywołana przez potwornie trudną sytuację rewolucyjnej Francji. (...) Surowość dyktatury proletariatu w Rosji, podkreślmy tu, jest uwarunkowana nie mniej trudnymi okolicznościami. (...) Stopień okrucieństwa tej walki zależy od szeregu okoliczności wewnętrznych i zewnętrznych. Im bardziej dziki i niebezpieczny jest opór wroga klasowego, który został obalony, tym bardziej nieuchronnie system represji przybiera formę systemu terroru" ("Terroryzm a komunizm", 1920).

Carska Rosja: Rewolucyjny marksizm kontra narodnicki terroryzm

Rewolucja październikowa i zrodzone przez nią radzieckie państwo robotnicze i Armia Czerwona były kierowane przez tendencję polityczną, która poczęła się i rozwinęła w walce politycznej przeciwko rosyjskiemu narodnictwu i jego strategii indywidualnego terroryzmu. Założyciel rosyjskiego marksizmu Gieorgij Plechanow i jego zwolennicy oderwali się od głównego nurtu narodnickich bojowców, kiedy ci ostatni pod koniec lat siedemdziesiątych XIX w. rozpętali kampanię zabójstw carskich urzędników, w nieudanej próbie doprowadzenia do obalenia carskiego samowładztwa.

Jako nurt ideologiczno-polityczny rosyjskie narodnictwo poczęło się dwa dziesięciolecia wcześniej pod teoretycznym kierownictwem Aleksandra Hercena. Rdzeniem jego programu była obrona socjalizmu opartego na chłopstwie, rzekomo wyrażającego tradycyjne kolektywistyczne praktyki i wartości robotników rolnych Rosji. Po porażce Rosji zadanej jej przez W. Brytanię i Francję w wojnie krymskiej z lat 1853-56 carski reżim tolerował pewien stopień politycznej otwartości, pośród oczekiwań dalekosiężnych reform. Wykorzystując tę sytuację Hercen i jego krąg mieli na celu naciskanie na samowładztwo w kierunku redystrybucji ziemi posiadanej przez szlachtę i państwo w sposób korzystny dla mas chłopskich.

Jednak prawne zniesienie pańszczyzny w 1861 r. zostało przeprowadzone tak, że finansowo skorzystała na nim szlachta, a równocześnie utrwalając i w pewien sposób intensyfikując wyzysk i zubożenie robotników rolnych. Gorzko rozczarowana carskim "wyzwoleniem" narodnicka inteligencja zwróciła się w lewo, ku światopoglądowi rewolucyjnemu. W ciągu następnych mniej więcej dziesięciu lat narodnictwo zdobyło szerokie poparcie wśród młodzieży studenckiej Rosji, konkurując i z liberalizmem w zachodnim stylu, i z antyzachodnim słowianofilskim nacjonalizmem.

W połowie lat siedemdziesiątych XIX w. kręgi narodnickie uważały się za wystarczająco silne do frontalnego rzucenia wyzwania carskiemu reżimowi i rozpoczęły "chodzenie w lud"- kampanię masowej agitacji skierowanej w pierwszym rzędzie do chłopstwa. Parę tysięcy młodych lewicowych intelektualistów spod znaku Ziemli i Woli (Ziemi i Wolności) wyruszyło na wieś. Jednak ich wysiłki spotkały się z obojętnością, a nawet wrogością ze strony chłopów, którzy wciąż wierzyli w osobistą dobrą wolę cara. Niewielka liczba narodnickich bojowców, wśród nich Plechanow, pozostała w miastach, agitując miejskich robotników i dążąc do ich organizowania. W tym wysiłku osiągnęli do pewnego stopnia sukces, zwłaszcza w porównaniu do swoich towarzyszy, którzy poszli na wieś.

Sfrustrowany przez porażkę kampanii "chodzenia w lud" i rozwścieczony dzikością represji rozpętanych przeciwko niemu przez carski reżim, główny nurt narodnickich bojowców, zorganizowany w Narodną Wolę (Wolę Ludu) zwrócił się ku terroryzmowi, zabijając pewną liczbę rządowych oficjeli. W 1881 r. zabili oni samego cara Wszechrusi Aleksandra II. Jednak to spektakularne carobójstwo nie rozpaliło, tak jak na to liczyli, ludowego powstania. Aleksander III, jeszcze bardziej reakcyjna postać, wstąpił na tron, obwieszczając falę represji, która zniszczyła Narodną Wolę i przeszkodziła lewicowej działalności politycznej w ogóle.

Plechanow i niewielka liczba jego zwolenników odmówili uczestnictwa w Narodnej Woli, argumentując za kontynuacją masowej działalności agitacyjnej w przeciwieństwie do indywidualnego terroryzmu. Innymi głównymi członkami koła Plechanowa byli Pawieł Akselrod i Wiera Zasulicz, która wcześniej, w 1878 r., postrzeliła carskiego generała Trepowa z zemsty za brutalne traktowanie przez niego więźniów politycznych. W ciągu następnych paru lat koło, które funkcjonowało na emigracji, ewoluowało w kierunku marksizmu, a kulminacją jego rozwoju było sformowanie w 1883 r. grupy Wyzwolenie Pracy. Ci wcześni rosyjscy marksiści walczyli o pozyskanie lewicowych przeciwników samowładztwa dla rewolucyjnego programu opartego na materialistycznym zrozumieniu, że rewolucja społeczna wymaga klasy społecznej z interesem i mocą, by zreorganizować społeczeństwo na nowej, bardziej zaawansowanej podstawie ekonomicznej - to jest proletariatu.

Poczynając od lat dziewięćdziesiątych XIX w. raptowna industrializacja Rosji, finansowana w dużej części przez zachodnioeuropejski kapitał, zrodziła potężny i bojowy proletariat w środku zacofanego, przeważnie chłopskiego kraju ze słabą i zależną burżuazją. Ruch marksistowski był w stanie przekształcić się z małych kół propagandowych lewicowych intelektualistów w rewolucyjną partię robotniczą z masowym poparciem, partię bolszewicką kierowaną przez W.I. Lenina. Wykucie partii bolszewickiej było wytworem wielu czynników, włącznie z propagandą i agitacją wśród proletariatu i innych wyzyskiwanych i uciskanych warstw, doświadczeniem rewolucyjnego powstania z 1905 r. i okresu głębokiej reakcji, który nastąpił po nim, oraz konfliktu frakcyjnego w Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji, szczególnie rozłamu z 1903 r. między bolszewikami a mieńszewikami. W tym okresie Plechanow zwrócił się na prawo. Po porażce rewolucji z1905 r. Plechanow potępił grudniowe powstanie moskiewskie jako awanturę, a w 1917 r. przeciwstawiał się wzięciu władzy przez robotników, kierowanych przez bolszewików. Ważne jest jednak, że nigdy nie podał ręki tym mieńszewikom i innym, którzy próbowali mobilizować się przeciwko rewolucji.

Eserowcy: liberałowie z bombami

Przy danym, głównie chłopskim, charakterze Rosji narodnictwo wciąż było ważnym nurtem w lewicowej opozycji wobec samowładztwa. Zorganizowani w 1901 r. w Partię Socjalistów-Rewolucjonistów (eserowców) narodniccy bojowcy konkurowali z marksistami o lojalność młodych lewicowych intelektualistów oraz o wpływy wśród miejskich klas pracujących. Kwestia indywidualnego terroryzmu pozostawała ważną linią demarkacyjną i źródłem konfliktu politycznego między tymi dwiema tendencjami.

W 1902 r., kiedy eserowski bojowiec zabił znienawidzonego szefa policji politycznej Dmitrija Sipiagina, którego zastąpił równie represyjny Wiaczesław von Plehve, Lenin przeciwstawił to zabójstwo strajkowi, który podniósł świadomość polityczną robotników kolejowych w portowym mieście Rostów nad Donem: "Uważamy, że nawet setka carobójstw nigdy nie może wytworzyć tak stymulującego i pouczającego efektu, jak to uczestnictwo dziesiątków tysięcy ludzi pracy w mityngach, gdzie są dyskutowane ich żywotne interesy oraz powiązania między polityką a tymi interesami, i jak to uczestnictwo w walce, która rzeczywiście podnosi wciąż nowe i "niewykorzystane" części proletariatu do większej świadomości politycznej, do szerszej walki rewolucyjnej". ("Nowe wydarzenia i stare problemy", grudzień 1902 r.)

Lenin podkreślał nie tylko to, że robotnicy angażują się walkę, lecz że walka klasowa robotników ma rewolucyjny potencjał, który może zostać zrealizowany jedynie przez wykuwanie rewolucyjnego kierownictwa. Opisywał, jak rząd jest "prawdziwie zdezorganizowany wtedy i tylko wtedy", gdy masowe walki robotnicze "wpędzają go w stan konfuzji, (...) kiedy militarna akcja przeciwko dziesiątkom tysięcy ludzi jest poprzedzona wahaniami wśród władz, które w żaden sposób nie mogą wiedzieć, do czego ta militarna akcja doprowadzi". Lenin zauważył: "Tu już nie jakiś łajdak, lecz istniejący system jako całość występuje jako wróg ludu, przeciwko któremu formują się lokalne i petersburskie władze, kozacy i wojsko, już nie mówiąc o żandarmach i sądach, które jak zawsze uzupełniają i dopełniają obrazu w każdym ludowym powstaniu".

W dziesięciolecie później, szczególnie w świetle doświadczenia nieudanej rewolucji z 1905 r. i jej następstw, Lenin zauważył w "Karierze rosyjskiego terrorysty" (styczeń 1911 r.), że wśród eserowców był "ogromny udział LIBERAŁÓW Z BOMBAMI" (podkreślenie w oryginale) i konkludował: "Ci, którzy chcą się uczyć z wielkich lekcji rewolucji rosyjskiej, muszą zdać sobie sprawę, że jedynie rozwój klasowej świadomości proletariatu, jedynie organizacja tej klasy i wykluczenie drobnomieszczańskich poputczików z jego partii, i wyeliminowanie braku stanowczości, słabości i braku zasad, charakterystycznych dla nich, może znowu doprowadzić i z pewnością doprowadzi do nowych zwycięstw ludu nad monarchią Romanowów".

Z tego samego rewolucyjnego punktu widzenia marksiści solidaryzowali się z żądzą narodnickich terrorystów, by pomścić zbrodnie carskiego reżimu, i bronili ich przeciwko państwowym represjom. Pod koniec lat trzydziestych XX w. w dyskusji ze swymi zwolennikami ze Stanów Zjednoczonych Trocki przypominał w tym względzie: "Odrzucaliśmy metody eserowców; lecz za każdym razem, kiedy terrorystyczny akt był popełniany, deklarowaliśmy że sympatyzujemy z eserowcami, wyjaśnialiśmy powody i mobilizowaliśmy uczucia przeciwko carowi" ["Dyskusje z Trockim. Cz. III - kwestia rosyjska", w: "Pisma (1937-38)"].

Niedługo po tym, gdy Trocki poczynił te komentarze, polski Żyd Herszel Grynszpan wszedł do niemieckiej ambasady w Paryżu i zastrzelił nazistowskiego dyplomatę. W przeciwieństwie do stalinistów, którzy odmówili obrony Grynszpana i podle odmalowywali go jako agenta nazistów, Trocki pisał:

"My marksiści uważamy taktykę indywidualnego terroru za niestosowną do zadań wyzwoleńczej walki proletariatu, jak również uciskanych narodowości. Pojedynczy izolowany bohater nie może zastąpić mas; lecz rozumiemy aż nazbyt wyraźnie nieuchronność takich konwulsyjnych aktów desperacji i zemsty. Wszystkie nasze uczucia, wszystkie nasze sympatie są z poświęcającymi się mścicielami, nawet jeśli oni są niezdolni do odkrycia właściwej drogi. (...) Wyrwanie Grynszpana z rąk kapitalistycznej sprawiedliwości, która jest zdolna do ścięcia go, by dalej służyć kapitalistycznej dyplomacji, jest elementarnym, bezpośrednim zadaniem międzynarodowej klasy robotniczej" ["W obronie Grynszpana", w: "Pisma (1938-39)"].

W wiele dziesięcioleci później artykuł w londyńskim "Guardianie" (31 października 2001 r.) donosił, że to zabójstwo było prawdopodobnie rezultatem sprzeczki homoseksualnych kochanków.

Nowolewicowy radykalizm i jego terrorystyczne obrzeża

Przed rewolucją bolszewicką lewicowi terroryści, tacy jak rosyjscy narodnicy i niektórzy anarchiści, głosili jako swój ostateczny cel egalitarne, harmonijne i bezpaństwowe społeczeństwo. Ten pogląd znalazł naśladownictwo w latach siedemdziesiątych XX w. w pewnych grupach terrorystycznych wywodzących się z szerszego ruchu nowolewicowego radykalizmu młodzieży studenckiej-u Meteorologów w Stanach Zjednoczonych, Frakcji Czerwonej Armii (RAF) w Niemczech Zachodnich oraz Robotniczej Autonomii i Czerwonych Brygad we Włoszech. Jest znakiem czasów, że dziś akty terrorystyczne są popełniane głównie przez religijne i inne reakcyjne siły, a nie przez dążące do postępowego przekształcenia społeczeństwa.

Nowolewicowy radykalizm był w dużej części środkiem reakcji na parlamentarny reformizm, a szczególnie proimperialistyczną politykę zbiurokratyzowanego kierownictwa masowych organizacji klasy robotniczej - wierchuszki AFL-CIO w Stanach Zjednoczonych, partii socjaldemokratycznych i komunistycznych (promoskiewskich stalinistów) oraz afiliowanych przy nich związków zawodowych w Europie Zachodniej. Wielu młodych lewicowych intelektualistów sądziło, że klasa robotnicza w zaawansowanych krajach kapitalistycznych została "przekupiona" łupami z imperialistycznego plądrowania Trzeciego Świata. Niewielka liczba nowolewicowych aktywistów, sfrustrowanych nieskutecznością polityki protestu opierającego się na studentach, zwróciła się ku indywidualnemu terroryzmowi, odkrywając na nowo klasyczną anarchistyczną "propagandę czynem".

Meteorolodzy byli najmniej znaczącą politycznie i najbardziej niekompetentną technologicznie spośród grup terrorystycznych pochodzenia nowolewicowego. Ich akcje były często samozniszczeniem, bardziej niebezpiecznym dla nich samych niż dla burżuazji. W 1970 r. w Nowym Jorku przypadkowy wybuch bomby zabił 3 Meteorologów. Mimo to państwowe represje i "antyterrorystyczne" polowanie na czarownice, skierowane przeciwko Meteorologom, stanowiły ważne wyzwanie dla lewicy Stanów Zjednoczonych jako całości. Powinno być jasne, że kiedy ciężki młot burżuazyjnego państwa zmiażdżył Meteorologów, to była tylko rozgrzewka do prześladowania reszty lewicy i ruchu robotniczego; lecz większość lewicy, włącznie z samozwańczymi "rewolucyjnymi marksistami", odmówiła obrony Meteorologów i w rzeczywistości przyłączyła się do chóru nagonki przeciwko nim. Promoskiewska stalinowska partia komunistyczna w swym wiecznym dążeniu do frontu ludowego z Partią Demokratyczną, złorzeczyła że "Terror i walka zbrojna są na rękę Nixonowi". (Daily World, 15 kwietnia 1970 r.) Maoistowsko-stalinowska Postępowa Partia Pracy podle potępiała Meteorologów jako "agentów policji". Lewicowo-socjaldemokratyczni Międzynarodowi Socjaliści (poprzednicy dzisiejszej Międzynarodowej Organizacji Socjalistycznej) apelowali do lewicy o "zdystansowanie się" od Meteorologów i porównywali ich do faszystów. A reformistyczna, niegdyś trockistowska Socjalistyczna Partia Robotnicza (SPR), wyrywając z kontekstu cytaty z Trockiego, potępiała "terroryzm" jako "chwilowo oszalały drobnoburżuazyjny liberalizm". (International Socialist Review, czerwiec 1970 r.)

Prototypem tchórzliwej odmowy SPR obrony Meteorologów przeciwko represjom państwowym była jej płaszcząca się reakcja na zabójstwo w 1963 r. demokratycznego prezydenta Johna F. Kennedy'ego, które przywódca SPR Farrell Dobbs potępiał jako "nieludzki, antyspołeczny i zbrodniczy akt". [Cyt. za: Spartacist (wydanie angielskojęzyczne) nr. 1, luty-marzec 1964 r.] Ta linia była charakterystyczna dla centrystowskiej degeneracji SPR w tym czasie, przeciwko której walczyła była Tendencja Rewolucyjna (TR), poprzedniczka Ligi Spartakusowskiej.

Pierwszy numer czasopisma Spartacist, wydany po wykluczeniu TR z SPR, opisywał zabójstwo Kennedy'ego jako "papierek lakmusowy klasowego stanowiska każdego ruchu lewicowego w Stanach Zjednoczonych" i potępiał "te formacje, które przyłączyły się do liberalnych płaczów po zabitym prezydencie". TR cytowała pryncypialną linię i solidaryzowała się z pryncypialną linią brytyjskiej Socjalistycznej Ligi Pracy, której sekretarz narodowy Gerry Healy oświadczył:

"Marksiści nie wyrażają jakiegokolwiek ubolewania z powodu śmierci Kennedy'ego. My nie wybaczymy aktu indywidualnego terroru, który spowodował jego śmierć, nie dlatego że jesteśmy humanitarni czy wrażliwi na to co się stało, lecz ponieważ indywidualny terror nie jest żadnym substytutem dla budowy partii rewolucyjnej".

Nasz artykuł zauważył, że "jest doskonale pryncypialną taktyką staranne unikanie używania prowokacyjnych frazesów, kiedy stawką jest legalne istnienie organizacyjne, a może i życie rewolucjonistów", lecz słowa SPR były słowami "socjaldemokratów i burżuazyjnych liberałów, i w pełni zasłużyły na odprawę ze strony Gerry'ego Healy'ego i Socjalistycznej Ligi Pracy".

Kiedy parę lat później Meteorolodzy znaleźli się pod atakiem państwa, my nalegaliśmy, że są oni "integralną częścią ruchu radykalnego":

"Obrona prawna wszystkich radykalnych aktywistów, którzy padają ofiarą burżuazyjnego państwa, jest niezbędna nie tylko, by chronić ruch jako całość, lecz także, by ustalić autorytet rewolucyjnej lewicy dla naprowadzenia zwolenników Meteorologów na właściwą drogę. (...) Prawdziwym przestępstwem polityki terroru i bohaterskiego indywidualizmu jest to, że dopuszcza ona do skanalizowania rewolucyjnej energii części najbardziej utalentowanych, oddanych ludzi ruchu w bezpłodne akcje, prowadzące do samozniszczenia. Naszym zadaniem jest dążenie do przekierowania tej energii w kierunku autentycznie rewolucyjnym". ["Terroryzm a komunizm", Spartacist (wydanie angielskojęzyczne) nr 17-18, sierpień-wrzesień 1970 r.]

Nowolewicowy terroryzm: Europa Zachodnia

Grupy terrorystyczne nowolewicowego pochodzenia powstały także w Europie Zachodniej. W Niemczech Zachodnich Frakcja Czerwonej Armii, nazwana przez burżuazyjne media grupą Baader-Meinhof od nazwisk dwojga jej przywódców, Andreasa Baadera i Ulriki Meinhof, angażowała się w zamachy bombowe i podpalenia, szczególnie budynków korporacyjnych i instalacji militarnych NATO. Rząd w Bonn, następca prawny Trzeciej Rzeszy Adolfa Hitlera, uwięził więcej niż 200 rzekomych członków i zwolenników RAF, wielu z nich trzymał latami bez procesu w pojedynczych celach. W tym czasie nasi towarzysze z Trockistowskiej Ligi Niemiec (poprzedniczki Spartakusowskiej Robotniczej Partii Niemiec) prowadzili energiczną kampanię za jednolitofrontową obroną prześladowanej Frakcji Czerwonej Armii przez lewicę i ruch robotniczy.

W 1977 r., w przeszło rok po podejrzanym "powieszeniu się" Meinhof w więziennej celi, RAF porwała szefa zachodnioniemieckiego stowarzyszenia fabrykantów Hannsa Martina Schleyera, który niegdyś był nazistowskim oficerem SS. Rezultatem było zorganizowanie masowych państwowych represji, które dążyły do zastraszenia prawdziwych adwersarzy burżuazji, zorganizowanej klasy robotniczej i tych, którzy mieli przewodzić jej w walce przeciwko systemowi kapitalistycznemu. Jednak pod wpływem nasilającej się kampanii "antyterrorystycznej" wiele niemieckich grup lewicowych po prostu wykluczało RAF z ruchu w celu uniknięcia obowiązku bronienia ich.

Mniej więcej w tym samym czasie samozwańczy zwolennicy RAF wzięli się za porywanie samolotów pasażerskich, czasami w sojuszu z palestyńskimi nacjonalistami. W 1977 roku 4 terrorystów głoszących sympatię do uwięzionych przywódców RAF porwało samolot Lufthansy do Mogadiszu, stolicy Somalii, gdzie został następnie odbity przez zachodnioniemieckich komandosów. Porywacze rozlali benzynę w przedziale dla pasażerów i niejednokrotnie grozili podpaleniem jej. Takie akty biorą na cel ludzi nie mających nic wspólnego z represjami, przeciwko którym rzekomo jest wymierzony protest.

Podczas gdy wciąż broniliśmy RAF przeciwko jej delegalizacji przez państwo, nie broniliśmy sprawców porwania samolotu pasażerskiego, które potępiliśmy jako akt zbrodniczy z punktu widzenia proletariatu. Przeciwstawialiśmy je porwaniu Schleyera, które "nieważne jak głupie, politycznie szkodliwe i kontrproduktywne - nie było aktem ślepego terroryzmu przeciwko niewinnym osobom, jakie muszą być potępione przez całą lewicę". (WV nr 178, 21 października 1977 r.) Podobna sytuacja powstała w 1975 r. w Stanach Zjednoczonych, kiedy portorykańskie FALN (Siły Zbrojne Wyzwolenia Narodowego) dokonały zamachu bombowego na restaurację Fraunces Tavern w Nowym Jorku, zabijając 4 i raniąc ponad 60 biesiadników, starszych włoskich kelnerów i przechodniów. Podczas gdy Liga Spartakusowska konsekwentnie broniła portorykańskich zbrojnych grup nacjonalistycznych takich jak Macheteros i FALN przeciwko państwowym represjom, potępiliśmy zamach bombowy na Fraunces Tavern jako zbrodniczy akt ślepego terroru.

W latach siedemdziesiątych XX w. we Włoszech lewicowy terroryzm odgrywał szczególnie ważną i polaryzującą rolę. Robotnicza Autonomia, amalgamat zdeklasowanych intelektualistów i elementów zlumpenproletaryzowanych, broniła "rozproszonego terroryzmu", nacelowanego na promowanie półtajnej partyzantki miejskiej, i praktykowała go. Ważniejsze i taktycznie skuteczniejsze były Czerwone Brygady, spośród których przywódców i kadry wielu było twardymi stalinistami, którzy oderwali się od Włoskiej Partii Komunistycznej (WłPK), przeciwstawiając się jej godnemu pogardy reformizmowi i służalczej kolaboracji klasowej. Mimo to Brygady w istocie działały jako lewicowa grupa nacisku na WłPK, której kierownictwo tymczasem czyniło wszystko, co w jego mocy, by rozpalić klimat "antyterrorystycznej" histerii.

W artykule pt. "Powstrzymać ludowofrontowe polowanie na czarownice we Włoszech!" (WV nr 232, 25 maja 1979 r.) pisaliśmy:

"Ku swej hańbie prawie całe włoskie eks-nowolewicowe środowisko idzie krok w krok za "antyterrorystyczną" histerią WłPK; lecz gdy ci centryści wyją wraz z wilkami, autentyczni rewolucjoniści wciąż bronią lewicy przeciwko państwu kapitalistycznemu, równocześnie przestrzegając przed samobójczym programem indywidualnego terroru Czerwonych Brygad. (...) Włoscy rewolucjoniści muszą również prowadzić bezwzględną walkę przeciwko "rozproszonemu terroryzmowi" Robotniczej Autonomii i "zbrojnej partii" Czerwonych Brygad i innych grup terrorystycznych. (...) Taka walka jest w obecnej fazie w istocie walką polityczną, polegającą na przedstawianiu masom robotników, studentów i bezrobotnych leninowsko-trockistowskiej partii z proletariacko-rewolucyjnym programem zmiecenia zbankrutowanej włoskiej burżuazji".

Terroryzm a nacjonalizm

W dzisiejszym świecie politycznie znaczącymi praktykami indywidualnego terroryzmu (poza islamskimi bojownikami "świętej wojny") są drobnoburżuazyjni nacjonaliści opierający się na uciskanych narodach (na przykład irlandzcy republikanie, nacjonaliści baskijscy i palestyńscy), które dążą do ustanowienia własnych burżuazyjnych państw narodowych, i twierdzący że walczą w ich imieniu. Takie ruchy zawsze łączyły, mówiąc słowami Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA) "karabin z urną wyborczą", czyli walkę zbrojną z dyplomatycznymi manewrami i apelami do "demokratycznych" pretensji imperialistów jako taktyką nacisku. W radykalnie zmienionych politycznych konturach świata po zapaści Związku Radzieckiego, który działał jako przeciwwaga dla imperialistycznych potęg, te drobnoburżuazyjne nacjonalistyczne formacje nie mają dłużej dyplomatycznych, militarnych i finansowych środków, jakie miały wcześniej, i są zmuszone akceptować "rozwiązania negocjacyjne" w neokolonialnym stylu: w przypadku Organizacji Wyzwolenia Palestyny porozumienia z Oslo, w przypadku IRA porozumienie wielkopiątkowe.

My popieramy sprawiedliwe walki uciskanych narodów i ludów przeciwko siłom burżuazyjnych państw uciskających. Bardziej zasadniczo walczymy z proletariackiej, rewolucyjnej i internacjonalistycznej perspektywy o wyeliminowanie wszelkich form ucisku narodowego. Stąd wezwanie do wycofania oddziałów brytyjskich z Irlandii Północnej jest integralną częścią naszego programu irlandzkiej republiki robotniczej w ramach federacji republik robotniczych na Wyspach Brytyjskich. Jesteśmy za prawem ludu baskijskiego do samookreślenia, to jest do oderwania się od burżuazyjnych państw hiszpańskiego i francuskiego oraz ustanowienia własnego państwa narodowego. Domagamy się natychmiastowego, bezwarunkowego wycofania wszystkich izraelskich sił militarnych i kolonistów ze wszystkich okupowanych terytoriów.

Nie zrównujemy nacjonalizmu uciskanych z nacjonalizmem uciskających. Obowiązkiem klasy robotniczej państwa uciskającego jest bronić uciskanego narodu czy narodowości. Jednak nacjonalistyczny pogląd i program, czy to uciskanych, czy uciskających, ma na celu skonsolidowanie narodowych ram burżuazyjnych rządów. W oczach drobnoburżuazyjnych nacjonalistów cały naród uciskający jest postrzegany jako wróg. Ten pogląd często prowadzi do aktów ślepej przemocy przeciwko ludowi pracującemu narodu uciskającego. Stąd terroryzm w służbie programu nacjonalistycznego podcina klasową jedność robotników w walce przeciwko ich wspólnemu wrogowi: klasom kapitalistycznym wszystkich narodów. Kiedy burżuazja dawniej uciskanego narodu dochodzi do władzy, uzyskuje wolną rękę nie tylko do wyzyskiwania "własnej" klasy robotniczej, lecz do uciskania mniejszości narodowych na własnych terytoriach i rozpętywania nacjonalistycznych wojen zaborczych. Logika wszelkiego nacjonalizmu jest ludobójcza.

Wczesnego przykładu takiej ludobójczej logiki dostarczyli ormiańscy dasznacy pod koniec istnienia carskiej Rosji. W tym czasie naród ormiański był uciskany i podzielony między Turcję rządzoną przez dynastię osmańską a Rosję (Kaukaz). Ormiańska Federacja Rewolucyjna (Dasznakcution) została założona na początku lat dziewięćdziesiątych XIX w., mając na celu wyzwolenie Ormian w Turcji od jarzma osmańskich władców. Następnie dasznacy przyjęli formalny program socjalistyczny i w 1907 r. przyłączyli się do Drugiej Międzynarodówki. W Turcji dasznacy prowadzili politykę zabijania osmańskich urzędników i wojskowych. Jednak na rosyjskim Kaukazie głównym celem terroryzmu dasznaków był inny uciskany lud, turkojęzyczni i muzułmańscy Azerbejdżanie, których wielu Ormian (chrześcijan) postrzegało jako sympatyzujących z muzułmańskimi władcami osmańskimi.

Kaukaz był (i wciąż jest) regionem licznych geograficznie przemieszanych ludów. Klasa robotnicza w Baku, głównym przemysłowym mieście regionu i centrum produkcji ropy naftowej w Imperium Rosyjskim, była zupełnie wielonarodowa. Jej głównymi składnikami byli Rosjanie, Ormianie i Azerbejdżanie, imigranci z Persji (dziś Iranu) i w mniejszej liczbie inne ludy kaukaskie. Podziały narodowe odpowiadały pionowej strukturze klasy robotniczej. Ormiańscy kapitaliści w większości zatrudniali tylko ormiańskich robotników. Rosjanie i Ormianie byli skoncentrowani wśród bardziej wykwalifikowanych robotników w fabrykach i rafineriach samego miasta. Azerbejdżanie tworzyli masę robotników niewykwalifikowanych na okolicznych polach naftowych.

W 1905 r., po morderczych starciach w Baku między Ormianami a Azerbejdżanami, dasznacy formowali milicje, finansowane przez ormiańskich kapitalistów, które prowadziły kampanię masowego terroru przeciwko faktycznie bezbronnym azerbejdżańskim wsiom.

"Dasznakcution jako partia ponosi duzą część odpowiedzialności, ponieważ często była czołową siłą dokonującą masakr. Dasznacy organizowali bandy podobne do tych, które działały w Turcji, rekrutowane głównie spośród ormiańskich uchodźców z tego kraju. Takie bandy atakowały muzułmanów i często eksterminowały ludność całych wsi" (Firuz Kazemzadeh, "Walka o Zakaukazie 1917-1921", wyd. Philosophical Library, 1951).

Podczas pierwszej wojny światowej tureccy władcy prowadzili ludobójczą kampanię przeciwko ludowi ormiańskiemu, który postrzegali jako popierający ich wroga, carską Rosję. Ci, którzy przeżyli masakry, uciekali na Kaukaz, gdzie podczas rosyjskiej wojny domowej dasznacy ustanowili własne krótkotrwałe państwo burżuazyjne. Ci ormiańscy nacjonaliści, będąc u władzy, sprzymierzyli się z brytyjskimi i francuskimi imperialistami przeciwko reżimowi radzieckiemu, równocześnie prowadząc wojny graniczne przeciwko narodom azerbejdżańskiemu i gruzińskiemu.

Terroryzm a przemieszane ludy

Ludobójcza logika nacjonalizmu jest szczególnie zaostrzona, kiedy dwa różne ludy są przemieszane na tym samym terytorium. Tak było i jest w przypadkach Kaukazu, Irlandii Północnej i Izraela/Palestyny. W takich sytuacjach za kapitalizmu nie ma żadnego demokratycznego rozwiązania rywalizujących demokratycznych praw do samookreślenia narodowego. My, przeciwstawiając się wszelkim aspektom ucisku narodowego, uznajemy że te rywalizujące pretensje mogą być sprawiedliwie rozwiązane w politycznych ramach proletariackiego panowania klasowego, w którym kapitalistyczny pęd do narodowej konsolidacji w służbie zysku zostanie wyeliminowany.

Utworzenie północnoirlandzkiego państewka przez brytyjskich imperialistów nastąpiło na początku lat dwudziestych XX w. jako reakcyjne posunięcie przeciwdziałające konsolidacji irlandzkiego burżuazyjnego państwa narodowego obejmującego całą wyspę. Protestancka większość angielsko-szkockiego pochodzenia zdominowała i uciska irlandzką katolicką mniejszość. Przez dziesięciolecia IRA prowadziła na wpół podziemną walkę zbrojną w imię obrony irlandzkich katolików przeciwko brytyjskim siłom imperialistycznym oraz protestanckim władzom i grupom paramilitarnym. Jednak program IRA wzywa do zjednoczenia, jeśli trzeba, to przy użyciu przemocy wobec protestantów, sześciu hrabstw Irlandii Północnej z południowym katolickim, klerykalnym irlandzkim państwem burżuazyjnym. Gdyby to zostało osiągnięte, po prostu odwróciłoby warunki ucisku, prowadząc do międzywspólnotowej rzezi i przymusowych przesiedleń ludności.

Internacjonalistyczna jedność klasy robotniczej na Wyspach Brytyjskich wymaga walki przeciwko brytyjskiemu imperializmowi oraz wszelkim przejawom narodowego szowinizmu i ucisku. Stad marksiści są za militarną obroną irlandzkich organizacji nacjonalistycznych w ich konfliktach z armią brytyjską, siłami północnoirlandzkiego państewka i protestanckimi grupami paramilitarnymi. Równocześnie przeciwstawiamy się międzywspólnotowym atakom IRA na ludność protestancką, jak również ślepym atakom na cele cywilne w W. Brytanii, i potępiamy je. Takie ataki są zbrodniami przeciwko całej klasie robotniczej.

W 1972 r. Oficjalna IRA podłożyła bombę przed kasynem oficerskim w koszarach Aldershot w Anglii, siedzibie pułku spadochroniarzy, który właśnie przeprowadził straszną masakrę katolików w "krwawą niedzielę" w mieście Derry. Faktycznie kiedy bomba wybuchła, żadnych oficerów nie było w kasynie. Wśród zabitych były sprzątaczki, stary ogrodnik i katolicki ksiądz. W większości takich aktów terrorystycznych padają zabici niewinni cywile; lecz atak bombowy na brytyjską imperialistyczną bazę wojskową nie był aktem zbrodniczym z punktu widzenia klas robotniczej.

Całkim inny był dokonany w 1993 r. przez Tymczasową IRA zamach bombowy na sklep rybny na ulicy Shankill Road na protestanckim, głównie robotniczym osiedlu Belfastu, który zabił 9 protestanckich cywilów, w tym dwoje dzieci i córkę właściciela sklepu. Tymczasowi usprawiedliwiali to okrucieństwo twierdzeniem, że próbowali uderzyć w protestancką grupę paramilitarną, która miała spotkać się koło tego sklepu. Mimo to celami zamachu bombowego nie byli egzekutorzy ucisku narodowego, lecz raczej zwykli ludzie pracy na tej zatłoczonej ulicy handlowej. Dalej, ten akt międzywspólnotowego terroryzmu miał miejsce w czasie, gdy duża liczba protestanckich robotników właśnie zastrajkowała, by zaprotestować przeciwko sekciarskiemu morderstwu katolickiego robotnika. To oferowało rzadką i ulotną okazję dla połączonej katolicko-protestanckiej antysekciarskiej akcji klasy robotniczej. Zamach bombowy na Shankill Road przeciął tę możliwość przez sprowokowanie mściwego gniewu w społeczności protestanckiej.

Nigdzie reakcyjna logika nacjonalistycznego terroryzmu nie odcisnęła się bardziej dogłębnie niż na konflikcie izraelsko-palestyńskim, który podobnie angażuje dwa narody przemieszane na tym samym terytorium. Stworzenie w 1948 r. państwa izraelskiego zostało osiągnięte przez masowe wypędzenie palestyńskich Arabów z ich ziemi rodzinnej pośród masakr dokonywanych przez syjonistyczne siły militarne: ha-Ganę, zdominowaną przez "socjalistycznych" syjonistów głównego nurtu, i prawicowy Irgun. To była kulminacja trwającej od dziesięcioleci krucjaty dla wykrojenia państwa żydowskiego z żyjącego ciała arabskiego ludu, który został przemieszany ze społecznościami żydowskich osadników w rządzonej wówczas przez Brytyjczyków kolonii Palestyna. Projekt syjonistyczny, chociaż często ubrany w retorykę socjalizmu, wzywał do konsolidacji wyłączającej, zdominowanej przez Żydów ekonomii politycznej opartej na szowinistycznym apelu o "tylko hebrajskich robotników". Stąd był on gorzko wrogi wobec wszelkich przejawów hebrajsko-arabskiej jedności klasowej i połączonej walki klasowej w Palestynie od lat dwudziestych do czterdziestych XX w., mianowicie wśród robotników kolei, portów i rafinerii ropy naftowej.

Na przykład na początku 1947 r. żydowscy i arabscy robotnicy rafinerii ropy naftowej wspólnie strajkowali w dużym mieście portowym Hajfa (patrz: Zachary Lockman, "Towarzysze i wrogowie: arabscy i żydowscy robotnicy w Palestynie 1906-1948", wyd. University of California Press, 1996). Pod koniec tego samego roku terroryści z Irgunu przeprowadzili atak bombowy przeciwko tłumowi paru setek Arabów przed główną bramą rafinerii w Hajfie, gdzie szukali oni pracy w charakterze robotników sezonowych. Wówczas rozwścieczeni Arabowie wdarli się do rafinerii i atakowali żydowskich robotników. Wykorzystując tę międzywspólnotową przemoc jako pretekst, ha-Gana mściła się na całej arabskiej ludności Hajfy. W ciągu następnych paru miesięcy 50 tys. palestyńskich Arabów z tego miasta zostało wypędzonych ze swoich domów. To była tylko część masowej "czystki etnicznej", która ustanowiła Państwo Izrael. Wczorajsi terroryści zostali szefami izraelskiego państwa burżuazyjnego, wśród nich Icchak Rabin, który podczas "wojny o niepodległość" z 1948 r. jako oficer kierował "Operacją Dani", jedną z najkrwawszych masakr Palestyńczyków, Menachem Begin, były dowódca Irgunu, oraz Icchak Szamir, w latach czterdziestych XX w. czynny w morderczej bandzie "Stern".

Od samego utworzenia swego państwa syjonistyczni władcy etykietowali jako "terroryzm" wszelki opór wywłaszczonego ludu palestyńskiego, od jawnych świeckich nacjonalistów z OWP Jasera Arafata do islamskich fundamentalistów z Hamasu. Tak jak amerykańscy imperialiści podczas zimnej wojny skutecznie tworzyli i wspierali islamską sieć terroru bin Ladena, tak izraelscy władcy w latach osiemdziesiątych XX w. początkowo promowali formowanie Hamasu jako przeciwwagi dla OWP, która wówczas miała dyplomatyczne poparcie Moskwy. Po upadku Związku Radzieckiego Arafat i S-ka zawarli przy pośrednictwie Stanów Zjednoczonych układ z izraelskimi władcami - porozumienia z Oslo z 1993 roku - na mocy którego mieli utrzymywać dla nich porządek na okupowanych terytoriach. Postępujące polityczne bankructwo i skorumpowanie OWP prowadziło do wzrostu reakcyjnych islamistów z Hamasu wśród obleganego i zdesperowanego palestyńskiego ludu.

My jesteśmy za militarną obroną Palestyńczyków przeciwko rasistowskiemu syjonistycznemu terrorowi, obroną Hamasu i OWP, kiedy państwo izraelskie je prześladuje w ramach swych ataków na lud palestyński; lecz przeciwstawiamy się samobójczym zamachom bombowym Hamasu (czy świeckich palestyńskich nacjonalistów) wymierzonym w przypadkowych izraelskich obywateli w restauracjach albo sklepach, które umacniają syjonistyczne państwo przez umacnianie intensywnego antyarabskiego szowinizmu i mentalności oblężonej twierdzy, która przenika izraelskie społeczeństwo. Marksiści muszą walczyć o oderwanie hebrajskojęzycznych robotników od syjonistycznych władców. Jedyną drogą wyjścia z krwawej ślepej uliczki skonfliktowanych nacjonalizmów w regionie jest walka klasowa jednocząca proletariat ponad liniami podziału narodowego w walce o obalenie syjonistycznych rzeźników, szejków, pułkowników, emirów i mułłów w celu ustanowienia socjalistycznej federacji Bliskiego Wschodu.

Tym, co jest potrzebne do kierowania takimi walkami, są rewolucyjne, internacjonalistyczne partie robotnicze oparte na zasadzie politycznej niezależności proletariatu od wszystkich sił burżuazyjno-nacjonalistycznych i religijnych. Takie partie mogą być wykuwane jedynie przez ostre zerwanie z kolaboracją klasową, która charakteryzowała stalinowskie partie komunistyczne. Większość partii komunistycznych na Bliskim Wschodzie powstała w połowie lat trzydziestych XX w., kiedy stalinowski Komintern przyjął politykę "frontu ludowego przeciwko faszyzmowi", formułę popierania "demokratycznego" imperializmu i innych "postępowych" sił burżuazyjnych. W świecie kolonialnym i półkolonialnym to oznaczało podporządkowywanie proletariatu burżuazyjnemu nacjonalizmowi.

Imperializm Stanów Zjednoczonych szaleje

Obecna "globalna wojna z terrorem" jest tylko jednym z wielu aspektów kapitalistycznej reakcji, która odcisnęła piętno w świecie po kontr-rewolucyjnym zniszczeniu ojczyzny rewolucji bolszewickiej. To wydarzenie było ogromnym upadkiem walki o wyzwolenie ludzkości od wyzysku i ucisku. Oznaczało ostry, chociaż nierówny regres w świadomości klasy robotniczej i młodzieży walczącej o sprawiedliwość społeczną i przeciwko imperialistycznym wojnom, doprowadziło do olbrzymiego wzrostu zubożenia mas pracujących w skali globalnej i stworzyło daleko niebezpieczniejszy świat.

Ogłaszając się panami "jedynego supermocarstwa świata", władcy Stanów Zjednoczonych sądzą, że mogą osiągnąć totalną globalną dominację przez grożenie przytłaczającą siłą militarną i jej używanie. W latach dziewięćdziesiątych XX w. rezultatem popieranych przez ONZ sankcji ekonomicznych przeciwko Irakowi była śmierć półtora miliona ludzi, głównie dzieci i starszych. W 1999 r. wojna Stanów Zjednoczonych/NATO przeciwko Serbii zdewastowała ten mały kraj bałkański. "Wojna z terrorem" dała dodatkowy impet szaleństwom amerykańskiego imperialistycznego militaryzmu na całym świecie, od inwazji i okupacji Afganistanu i Iraku w kolonialnym stylu do wojny ekonomicznej Waszyngtonu, połączonej z groźbami akcji militarnej, zarówno przeciwko neokolonialnemu Iranowi, jak i północnokoreańskiemu biurokratycznie zdeformowanemu państwu robotniczemu; lecz intensyfikacja wyzysku i ucisku zasiewa ziarna walki klasowej i społecznej, a wraz z nimi surowiec dla nowych rewolucji październikowych. Zadaniem marksistów jest zapewnienie programu rozsadzenia imperializmu Stanów Zjednoczonych od wewnątrz przez rewolucję proletariacką. My walczymy o wniesienie do proletariatu świadomości jego historycznej misji działania jako grabarz systemu kapitalistycznego. Stąd w ramach naszej militarnej obrony Afganistanu i Iraku przeciwko okupacjom kierowanym przez Stany Zjednoczone wezwaliśmy amerykański proletariat do prowadzenia walki klasowej przeciwko kapitalistycznym władcom w kraju.

Indywidualny terror, nieważne jak bohaterski i mający dobre intencje, nie jest żadnym substytutem dla rewolucyjnej masowej mobilizacji klasy robotniczej i jej sojuszników. Jednak w przeciwieństwie do pacyfistycznych liberałów i reformistycznych lewicowców rozumiemy, że chciwą i morderczą klasę kapitalistyczną można odsunąć od władzy jedynie siłą. Jak pisaliśmy wiele lat temu w artykule pt. "Marksizm a krwiożerczość" (WV nr 345, 6 stycznia 1984 r.):

"Jesteśmy za zwycięstwem słusznych spraw. W sposób konieczny i przede wszystkim istotą słusznych spraw jest zniszczenie klas wyzyskujących i uciskających i zwycięstwo socjalizmu. My jesteśmy socjalistami, co nie najmniej znaczące, także dlatego, że jesteśmy żarliwymi przeciwnikami wojen, wysyłania wielkiej liczby młodych robotników na rzeź w interesach władców. W naszym okrutnie podzielonym na klasy świecie, zdominowanym przez masowych morderców z My Lai walka o zwycięstwo słusznych spraw będzie miała duży składnik przemocy fizycznej. Dlatego musimy być za masowym skupieniem skutecznych sił po słusznej stronie, mając nadzieję na demoralizację i powstrzymanie sił reakcji, tak żeby faktyczne ofiary zostały zminimalizowane".

Taka przemoc jest niezbędnym środkiem do osiągnięcia ostatecznego celu komunizmu: stworzenia egalitarnego i harmonijnego społeczeństwa materialnej obfitości, w którym nie będzie dłużej żadnej formy zorganizowanej przemocy, nieodłącznej od kapitalistyczno-imperialistycznego świata opartego na wyzysku i ucisku.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Sierp i młot