Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 21 gości.

Chris Harman: Marksizm w działaniu - Rozdział IV - Początki kapitalizmu

Jednym z najbardziej niedorzecznych poglądów, jakie się słyszy jest ten, że na świecie nie mogłoby być inaczej niż jest teraz. Jednak bywało inaczej. I to nie w jakimś odległym zakątku naszego globu, ale w Anglii, i to nie tak dawno temu. Zaledwie przed 250 laty ludzie uważaliby za wariata kogoś, kto opisałby im świat, w którym my dziś żyjemy: z przeogromnymi miastami, wielkimi fabrykami, z samolotami i wyprawami w przestrzenie międzyplanetarne. Nawet koleje żelazne znajdowały się poza granicami ich wyobraźni.

Żyli oni, bowiem przeważnie w społeczności wiejskiej, w której większość mieszkańców nigdy nie wyruszała nawet 10 mil od wioski, którą zamieszkiwali, a koleje ich życia były ściśle określone przez zmiany pór roku, jak od tysiącleci.
Jednak już 700 czy 800 lat temu rozpoczęty się zmiany w rozwoju, które miały w końcu przeciwstawić się takiemu typowi egzystencji.

W miastach osiedlali się grupami rzemieślnicy i handlarze. W przeciwieństwie do reszty ludności nie ofiarowywali oni wielkim panom swych usług za darmo, ale wymieniali z nimi i z ich poddanymi swe wyroby w zamian na żywność. Coraz częściej używali szlachetnych metali jako miary przy wymianie. Było już tylko małym krokiem naprzód pobieranie przy każdej wymianie niewielkiej dodatkowej ilości szlachetnego metalu, aby zdobyć zysk.

Z początku miasta mogły przeżyć tylko przez obracanie jednego pana przeciw drugiemu. W miarę jednak zwiększania się sprawności rzemieślników produkowali oni coraz więcej cennych przedmiotów i ich wpływy wzrastały. Tzw. klasy średnie (burżuazja) stawały się nową klasą w feudalnym średniowiecznym społeczeństwie. Jednak zdobywali oni swe bogactwa w zupełnie inny sposób niż feudalni panowie, którzy władali tym społeczeństwem.

Feudalny pan żywił się bezpośrednio artykułami rolniczej produkcji, którą jego poddani prowadzili w jego włościach i którą od nich wymuszał. Zmuszał ich do pracy bez potrzeby płacenia im wskutek swej osobistej potęgi. W przeciwieństwie do tego zamożniejsze klasy w miastach żyły ze sprzedaży wyrobów nie związanych z rolnictwem. Płacili oni pracownikom wedle umowy od dnia lub tygodnia za produkowanie dla nich.
Ci pracownicy - często zbiegli pańszczyźniani poddani - mogli przychodzić lub odchodzić, kiedy im się to podobało, o ile skończyli pracę, za którą otrzymali zapłatę. "Jedyny" przymus polegał na tym, że bez tej pracy umarliby z głodu. Bogacz mógł się nadal bogacić, ponieważ pracownik, chociaż "uwolniony", wolał zgodzić się na niższą zapłatę za swoje wyroby niż byty one warte, aby nie umierać z głodu.

Powrócimy jeszcze raz do tej kwestii potem. W tej chwili jest dla nas ważne, że mieszczanie z klasy średniej zdobywali swe majątki z zupełnie innego źródła niż feudalni magnaci. Z tego powodu każda z tych klas pragnęła zorganizować społeczeństwo w inny sposób.

Ideałem feudalnego pana było społeczeństwo, w którym miałby on absolutną władzę nad swymi dobrami ziemskimi. Pragnął nie być ograniczony przez pisane prawa ani przez wtrącanie się kogokolwiek z zewnątrz i mieć poddanych, którym nie wolno byłoby zbiec. Pragnął, aby wszystko działo się tak jak za jego ojca i dziada i żeby każdy akceptował pozycję społeczną, z jaką się urodził.

Oczywiście świeżo wzbogaceni mieszczanie z konieczności zapatrywali się na to inaczej. Pragnęli oni ograniczyć władzę poszczególnych panów czy króla, którzy chcieliby wtrącać się do ich handlu i rzemiosła czy też sięgać po ich dobra. Marzyli o uzyskaniu tego przez trwały system prawny - zatwierdzone przez ogół i spisane prawa, które byłyby sformułowane i narzucone przez ich własnych wybranych reprezentantów. Chcieli uwolnienia biedniejszych klas od poddaństwa, tak, aby ludzie ci mogli pracować w miastach, zwiększając zyski mieszczan. Ojcowie i dziadowie wielu z nich pracowali pod batem feudalnych lordów i ich synowie z pewności nie chcieli, aby to trwało nadal.

Jednym słowem chcieli oni zrewolucjonizować społeczeństwo. Ich starcia ze starym porządkiem byty nie tylko ekonomiczne, lecz także ideologiczne i polityczne. Ideologiczne znaczyło głównie religijne, działo się to, bowiem w środowisku niepiśmiennym, w którym głównym źródłem poglądów na społeczeństwo byty kazania w kościele.

Ponieważ średniowieczny Kościół był kierowany przez biskupów i przez władze klasztorne, to jest w rzeczy samej przez panów feudalnych, propagowali oni poglądy będące w zgodzie z feudalnym ustrojem, atakując jako "grzeszne" wiele postępków miejskiej burżuazji.

Tak, więc w XVI i XVII wieku w Niemczech, w Holandii, Anglii i Francji klasy średnie skupiały się wokół religii bardziej im odpowiadającej. Był nią protestantyzm - ideologia religijna, która głosiła jako cnoty oszczędność, wstrzemięźliwość, ciężką pracę (szczególnie dla robotników) i uniezależnienie się wiernych z klas średnich od biskupów i władz zakonnych.

Klasy średnie stworzyły Boga na swoje podobieństwo, przeciwstawiając go Bogu średniowiecza.

Szkoła i telewizja opowiadają nam dzisiaj o wielkich wojnach religijnych tego okresu, tak jakby rozgrywały się one właśnie z powodu różnic religijnych. Jakby ludzie byli tak stuknięci, aby bić się i umierać z tego powodu, że mają inne zdanie, co do roli krwi i ciała Chrystusa w Komunii Świętej. W rzeczywistości w grę wchodziło coś o wiele ważniejszego. Było to zderzenie między dwoma zupełnie różnymi formami społeczeństwa, opartymi na dwu zupełnie różnych rodzajach produkcji.

W Anglii burżuazja wygrała w wojnie domowej z feudałami w połowie XVII w. Okropnie to wygląda w oczach obecnej klasy panującej, że ich przodkowie uświęcili swoją władzę ścinając głowę króla i usprawiedliwiając ten czyn przez powołanie się na wypowiedzi proroków ze Starego Testamentu.

Jednak gdzie indziej początkowo zwycięstwo odniósł feudalizm. We Francji i w Niemczech protestanccy rewolucyjni mieszczanie zostali zgładzeni po ciężkich walkach wewnętrznych. (Chociaż feudalna wersja protestantyzmu przetrwała w północnych Niemczech). Dopiero po okresie przeszło dwustu lat burżuazja odniosła zwycięstwo w następnych walkach, które rozpoczęty się już bez religijnego przebrania w 1789 roku w Paryżu.

Wyzysk i wartość dodatkowa

W opartych na niewolnictwie i feudalizmie społeczeństwach wyższe klasy posiadały środki prawnej kontroli nad masami pracowników. Gdyby nie to, ci, którzy pracowali dla feudalnego pana czy właściciela niewolników uciekliby, pozostawiając uprzywilejowaną klasę bez tych, którzy mieli dla niej pracować.

Jednak kapitalista nie potrzebuje zazwyczaj takiej prawnej kontroli nad osobą robotnika. Nie potrzebuje być jego właścicielem. Wystarczy, aby był pewny, że robotnik, który nie zechce pracować umrze z głodu. Zamiast posiadać robotnika na własność, kapitalista może miewać się doskonale, jeśli jest właścicielem maszyn i fabryk, którymi dysponuje, a które dla robotnika są środkiem fizycznego przeżycia.

Materialne środki do życia są wytwarzane przez pracę ludzi. Jednak praca ta jest niemal bezużyteczna bez narzędzi do uprawy pola albo do przetwarzania występujących w przyrodzie materiałów. Narzędzia mogą różnić się od siebie niesłychanie. Może to być prosty przyrząd rolniczy, jak pług lub motyka, a mogą być to skomplikowane maszyny, które znajdują się w nowoczesnych, zautomatyzowanych fabrykach. Bez narzędzi nawet najlepiej wykwalifikowany robotnik nie jest w stanie wytwarzać przedmiotów koniecznych do fizycznego przeżycia.

Rozwój tych narzędzi - zwykle nazywanych "środkami produkcji" -oddziela współczesną istotę ludzką od naszych dalekich przodków z epoki kamiennej. Kapitalizm opiera się na posiadaniu tych środków produkcji przez niewielką liczbę ludzi. W Anglii na przykład jeden procent ludności jest w posiadaniu 84 procent akcji i udziałów w przemyśle. W ich rękach jest skoncentrowana faktyczna kontrola nad ogromną większością środków produkcji - maszyn, fabryk, złóż naftowych i najlepszych gruntów rolnych. Wielkie rzesze ludności mogą tylko wtedy zdobyć środki utrzymania, jeśli kapitaliści pozwolą im pracować przy tych środkach produkcji. To daje kapitalistom ogromną władzę wykorzystywania pracy innych - chociaż w oczach prawa, wszyscy ludzie są sobie równi.

Trwało to kilka stuleci zanim kapitaliści objęli pełną władzę nad środkami produkcji. W Anglii na przykład parlamenty w XVII i XVIII wieku uchwaliły całą serię aktów prawnych, zwanych "Enclosure Acts" (aktów o otaczaniu płotem lub murem). Pozbawiło to wieśniaków ich własnych środków produkcji, to jest ziemi, którą uprawiali od wieków. Ziemia ta stała się własnością części klasy kapitalistów. Ogromne ilości ludności wiejskiej były zmuszone sprzedać swoją pracę kapitalistom, aby przeżyć.

Kiedy kapitaliści zdobyli monopol środków produkcji, mogli sobie pozwolić na to, aby ogół ludności korzystał ze względnej wolności i równości praw politycznych z kapitalistami. Jednak "wolni" robotnicy musieli wciąż pracować na swe utrzymanie.

Prokapitalistyczni ekonomiści mają tego proste wytłumaczenie. Według nich kapitaliści płacąc robotnikowi kupują jego pracę. Kapitalista musi płacić mu godziwe zarobki. W przeciwnym razie robotnik może pójść pracować do kogoś innego. Kapitalista daje "uczciwą dzienną płacę". W zamian robotnik powinien dawać "uczciwy dzień pracy”.
Jak w takim razie tłumaczą oni zyski? Tłumaczą, że zysk jest nagrodą kapitalisty za jego "ofiarę", to jest za to, że przeznaczył swoje środki produkcji, czyli kapitał do użytku. Jest to wytłumaczenie, które z trudem może trafić do przekonania robotnikowi, który poświęci mu chwilę zastanowienia.

Weźmy za przykład spółkę, która ogłasza, że jej czysty zysk stanowi 10 procent rocznie. Znaczy to, że jeśli cena całej maszynerii, fabryk i wszystkiego, co posiada wynosi 100 milionów dolarów, to po roku zostaje 10 milionów zysku po zapłaceniu pensji, surowców i zamianie maszyn na nowe, gdy stare uległy zużyciu.

Nie potrzeba być geniuszem, aby obliczyć, że po 10 latach spółka osiągnie zysk 100 milionów - to jest pełną sumę początkowego wkładu.

Jeśli to jest nagroda za "ofiarę”, jaką uczynił kapitalista, to oczywiście po pierwszych 10 latach nie powinno już być mowy o zysku, bo kapitalista został już kompletnie spłacony i odzyskał wszystkie pieniądze, które włożył na początku. W rzeczywistości jednak jest on dwa razy bogatszy niż przedtem. Posiada nie tylko swój ulokowany w fabryce kapitał, ale też całość narastających zysków - czyli 100 milionów.

W tym samym okresie robotnik poświęcił większość swojej energii życiowej, pracując w fabryce po 8 godzin dziennie przez 48 tygodni w roku. Czy ma się on dwa razy lepiej po upływie tego czasu? Jeśli nawet oszczędzał wytrwale, nie jest w stanie kupić o wiele więcej niż kolorowy telewizor, auto z drugiej ręki lub zainstalować najtańsze centralne ogrzewanie. Z pewnością nie zbierze dość pieniędzy, aby wykupić fabrykę, w której pracuje, i którą podwoił kapitaliście w formie zysków.

"Uczciwy dzień pracy za uczciwą dzienną zapłatę" pomnożył kapitał kapitalisty, pozostawiając robotnika bez kapitału i bez innej możliwości niż dalsza praca na tych samych mniej więcej warunkach. Formalnie "równe prawa" kapitalisty i robotnika zwiększyły jeszcze faktyczną nierówność.

Jednym z wielkich odkryć Karola Marksa było wyjaśnienie tej rzekomej nieprawidłowości. Nie ma mechanizmu, który by zmuszał kapitalistę do płacenia swym robotnikom za pełną wartość ich pracy. Robotnik zatrudniony obecnie, dajmy na to, w przemyśle elektromaszynowym, może wyprodukować towaru za 400 funtów tygodniowo. Nie znaczy to jednak, aby on (czy ona) mogli otrzymać tę sumę. W 99 przypadkach na 100 otrzymują o wiele mniej.

Jeśli by przestali pracować, czeka ich głód (lub utrzymywanie się z nędznych sum wypłacanych im ubezpieczeń społecznych). Dlatego nie domagają się oni pełnej wartości tego, co produkują, ale sumy, która pozwoliłaby im na mniej lub bardziej znośny poziom życia. Robotnik otrzymuje tylko tyle, aby móc poświęcać wszystkie swoje wysiłki, całą swoją zdolność codziennej pracy (nazywanej przez Marksa siłą roboczą) do dyspozycji kapitalisty.

Z punktu widzenia kapitalisty robotnicy otrzymują godziwą zapłatę za swój wysiłek przy pracy, jeśli płaci im się dosyć, żeby zachowywali swą energię do pracy i mogli wychować swe dzieci jako przyszłą generację robotników. Jednak ilość pieniędzy potrzebna do utrzymania robotników w stanie zdolności do pracy jest o wiele mniejsza niż to, co mogą oni wypracować. Wartość ich zdolności do pracy jest dużo mniejsza niż wartość stworzona przez ich pracę. Różnica idzie do kieszeni kapitalisty. Marks nazywał ją "wartością dodatkową".

Samo rozrastanie się kapitału

W pismach zwolenników obecnego systemu można zauważyć, że podzielają oni dziwne przekonanie. Pieniądze mają ich zdaniem magiczne właściwości. Rozrastają się one jak roślina lub zwierzę.

Jeśli kapitalista lokuje swe pieniądze w banku, oczekuje, że ich ilość wzrośnie. Jeśli je umieści w akcjach wielkich firm, spodziewa się, że będzie wynagrodzony procentem dodatkowych pieniędzy każdego roku w formie dywidendy. Karol Marks pisał o tym zjawisku, które nazywał "samo rozrastaniem się kapitału" i starał się je wyjaśnić.

Jak była już o tym mowa, swoje wyjaśnienie zaczynał nie od samego pieniądza, lecz od pisania o pracy i o sposobach produkcji? W obecnym społeczeństwie ludzie posiadający dość pieniędzy mogą kupić władzę nad środkami produkcji. W tym przypadku mogą oni zmusić każdego, aby sprzedał im swoją pracę potrzebną do uruchomienie środków produkcji.

Sekret samo rozrastania się kapitału, czyli cudownej zdolności pieniędzy do zwiększania się u tych, którzy mają ich pod dostatkiem, polega na sprzedawaniu i kupowaniu pracy.

Weźmy za przykład robotnika - nazwijmy go Jackiem - który jest zatrudniony u Lorda Browninga. W ciągu ośmiu godzin pracy Jacek może wypracować towar wartości 48 funtów. Jednak Jacek jest gotów pracować za o wiele niższą sumę, bo alternatywą tego byłby zasiłek bezrobotnego. Wpływ pro-kapitalistycznych posłów w parlamencie gwarantuje mu, że jako bezrobotny otrzymałby tylko 12 funtów dziennie na utrzymanie siebie, żony i dziecka. Według nich zwiększenie zasiłków dla bezrobotnych wpłynęłoby na "zniszczenie motywacji do podjęcia pracy".

Jeśli Jacek chce otrzymać więcej niż 12 funtów dziennie, jest zmuszony sprzedać swą zdolność do pracy, nawet, jeśli może dostać znacznie mniej niż 48 funtów, co jest sumą odpowiadającą wartości towarów, który może wyprodukować w ciągu 8 godzin. Godzi się, dajmy na to, pracować za przeciętną stawkę 28 funtów. Różnica 20 funtów dziennie idzie do kieszeni Lorda Browninga. Jest to dla lorda wartością dodatkową.

Ponieważ Lord Browning jest dość zamożny, aby od początku mieć władzę nad środkami produkcji, może być pewny, że będzie się stawać bogatszy każdego dnia o 20 funtów pomnożonych przez liczbę robotników, których zatrudnia.
Suma jego pieniędzy się zwiększa, kapitał się rozrasta nie wskutek prawa natury, lecz dlatego, że jego władza nad środkami produkcji pozwala mu tanio otrzymywać pracę innych.
Oczywiście Lord Browning nie zawsze ma całe te 20 funtów dla siebie samego. Możliwe, że wydzierżawił on fabrykę albo teren, na którym ją postawił, a może pożyczył z początku część kapitału od innych członków klasy panującej. W zamian żądają oni od niego części jego wartości dodatkowej. Tak, więc, powiedzmy oddziela on dla nich 10 funtów w formie czynszu, procentu lub dywidendy, pozostawiając dla siebie tylko 10 funtów zysku.

Ci, którzy żyją z dywidend, prawdopodobnie nigdy w życiu nie widzieli Jacka. Nie mniej ich dochód nie pochodzi z mistycznej właściwości pieniądza, ale z fizycznego wysiłku i potu Jacka. Dywidendy, spłacanie odsetek i czysty zysk - wszystko to pochodzi z wartości dodatkowej.

Co decyduje ile Jacek otrzymuje za swoją pracę? Ten, co go zatrudnia, usiłuje zapłacić mu jak najmniej. W rzeczywistości jednak są granice, których nie można przekroczyć. Niektóre z nich są natury fizycznej. Nie jest wskazane płacić robotnikom tak nędznie, aby cierpieli na niedożywienie i nie mogli zdobyć się na żaden wysiłek przy pracy. Trzeba im też zapewnić możliwość podróżowania do pracy i z powrotem, a także odpoczynku w nocy, tak, aby nie zasypiali przy maszynach.

Z tego punktu widzenia warto jest nawet płacić na to, co robotnicy uważają za pewien luksus - na możliwość wypicia paru kufli piwa wieczorem, na telewizję czy też na urlop od czasu do czasu. To wszystko czyni robotnika bardziej wypoczętym i zdolnym do dalszej pracy tzn. regeneruje jego się roboczą. Jest faktem, że gdzie zapłata jest za skąpa cierpi na tym produkcyjność.

Kapitalista musi również martwić się o coś innego. Jego przedsiębiorstwo będzie czynne przez wiele lat, przeżyje z pewnością swych obecnych pracowników. Firma będzie potrzebować następnej generacji do zastąpienia ich przy pracy. Trzeba więc dość płacić pracownikom, aby mogli wychować swe dzieci. Trzeba też upewnić się, że państwo umożliwi tym dzieciom nabycie pewnych umiejętności, jak na przykład czytania i pisania, dzięki odpowiedniemu systemowi szkolnemu.

W rzeczywistości ma również znaczenie to, co w przekonaniu robotnika jest "przyzwoitą zapłatą". Ten, który otrzymuje w swoim przekonaniu zdecydowanie za mato, może zaniedbywać pracę i niewiele sobie robić z jej utraty, gdyż uważa, że jest ona "mało warta".

Wszystkie te czynniki, które wpływają na jego zarobki, mają jedną cechę wspólną. Wszystkie mają na celu wpłynięcie na to, aby robotnik miał energię życiową i siłę do pracy - tę siłę, którą kapitalista kupuje na godziny. Pracownikom płaci się tę cenę, która pozwala im utrzymać siebie gotowych do pracy i swoje rodziny przy życiu.

W obecnym kapitalistycznym społeczeństwie na jedną jeszcze rzecz trzeba zwrócić uwagę. Olbrzymią ilość pieniędzy wydaje się na siły policyjne, wojsko i uzbrojenie. Są one używane przez państwo w interesie klasy kapitalistycznej. Ściśle biorąc, choć są one zarządzane przez państwo, są własnością klasy kapitalistów. Wartość, którą się na nie wydaje, należy do kapitalistów, a nie pracowników. To jest także część wartości dodatkowej.

Wartość dodatkowa = zysk + czynsz + procent + wydatki na policję, wojsko itd.

Społeczność

UPA