Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 21 gości.

Chris Harman: Marksizm w działaniu - Rozdział V - Teoria wartości

”Ale nie tylko praca, lecz także maszyny i kapitał produkują dobra. A w takim razie jest całkiem na miejscu, że kapitał, tak jak praca korzysta z wyprodukowanych dóbr. Każdy czynnik biorący udział w produkcji powinien być wynagradzany."

W ten sposób ktoś, kto nauczył się trochę prokapitalistycznej ekonomii, odpowiada na marksowską analizę wyzysku i wartości dodatkowej. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że te poglądy mają pewien sens. Bo rzeczywiście, czyż można wyprodukować wiele bez kapitału?

Marksiści nigdy nie twierdzili, że można, jednak inny jest nasz punkt wyjścia. Zaczynamy od pytania: skąd się wziął kapitał? Jak powstały środki produkcji?

Nietrudno znaleźć na to odpowiedź. Sięgając do historii, widzimy, że wszystko, czego człowiek używał do stworzenia dostatku - czy to była kamienna siekiera z czasów neolitycznych, czy nowoczesny komputer -było stworzone przez ludzką pracę. Jeśli siekiera była zrobiona narzędziami, to te narzędzia były wykonane przedtem czyjąś pracą.

Dlatego Marks nazwał środki produkcji "martwą pracą". Kiedy biznesmeni chełpią się posiadanym kapitałem, w rzeczywistości chełpią się, że zdobyli władzę nad ogromnym zasobem pracy wypracowanym przez minione pokolenia - i wcale to nie znaczy, aby to były pokolenia ich własnych przodków, bo ci nie trudzili się pewnie fizycznie więcej niż oni dzisiaj?

Twierdzenie, że praca jest źródłem bogactwa - zazwyczaj nazywane "teorią wartości" - nie było oryginalnym odkryciem Marksa. Uznawali je wszyscy wielcy prokapitalistyczni ekonomiści aż do jego epoki.

Tacy ludzie jak szkocki ekonomista Adam Smith lub angielski ekonomista Ricardo pisali w okresie, kiedy system przemysłowego kapitalizmu był wciąż jeszcze względnie młody, to jest tuż przed rewolucją francuską i wkrótce po niej. Kapitaliści nie byli jeszcze klasą dominującą i w dążeniu do tego celu zależało im na tym, aby wiedzieć, jakie jest prawdziwe źródło ich bogactwa. Smith i Ricardo szli im na rękę, kiedy dowodzili, że to praca stworzyła zamożność i żeby tę zamożność rozwijać, trzeba "uwolnić" chłopów pańszczyźnianych od zwierzchnictwa ich przed-kapitalistycznych panów.

Wkrótce później myśliciele bliżsi klasie pracowniczej obrócili twierdzenie Smitha i Ricardo'a przeciwko ich kapitalistycznym przyjaciołom: jeśli praca stwarza bogactwo, w takim razie praca stwarza kapitał. A "prawa kapitału" to są tylko przywłaszczone prawa cudzej pracy.

Wkrótce ekonomiści, którzy popierali kapitalizm, zaczęli głosić, że teoria wartości jest czystym nonsensem. Ale kiedy wyrzucić prawdę frontowymi drzwiami, ma ona zwyczaj wślizgiwać się przez kuchnię.

Jeśli włączyć radio i wsłuchiwać się dość długo, zawsze usłyszy się takiego lub innego mędrka skarżącego się, że przyczyną kłopotów z gospodarką jest to , że "ludzie nie dość pracują" lub że "wydajność" jest za niska", co po prostu wyraża to samo w inny sposób. Zapomnijmy na chwilę czy twierdzenie to jest słuszne. Zamiast tego przyjrzyjmy się uważnie jak jest ono wyrażone. Nigdy nie słyszy się, że "maszyny nie dość pracują". Zawsze mówi się o ludziach - o robotnikach.

Mówią nam, że gdyby tylko robotnicy więcej pracowali, wyprodukowaliby więcej dobra, a to pozwoliłoby na więcej inwestycji w nową maszynerię. Ci, którzy tak się wyrażają, mogą nie zdawać sobie sprawy, że mówią, iż więcej pracy stwarza więcej kapitału. Praca jest zródtem bogactwa.
Powiedzmy, że mam funta w kieszeni. Na czym polega dla mnie jego wartość. Ostatecznie jest to tylko kawałek zadrukowanego papieru. Jego wartość polega na tym, że w zamian za niego mogę otrzymać jakąś rzecz użyteczną, wypracowaną przez kogoś innego. Za dwa funty mogę otrzymać produkt, który wymagał dwa razy więcej pracy. I tak dalej.
Jeśli chcemy obliczyć wartość posiadanego przedmiotu, musimy obliczyć ilość pracy, która była zużyta na jego stworzenie. Jest jasne, że nie każdy wypracowuje tyle samo dobra w pewnym określonym czasie co ktoś inny. Jeśli zabiorę się na przykład do zrobienia stołu, zużyję na to pięć lub sześć razy więcej czasu niż wykwalifikowany stolarz. Oczywiście zdrowy rozsądek wskazuje, że nie zrobiłem stołu o wartości 5 lub 6 razy większej niż stół zrobiony przez wykwalifikowanego stolarza. Przy ocenie jego wartości każdy będzie brać pod uwagę ile pracy włożyłby w tę robotę wykwalifikowany stolarz, a nie ja.

Powiedzmy, że stolarz zrobiłby stół w godzinę. W takim razie wartość stołu będzie oceniona jako odpowiednik godziny pracy. To byłby czas pracy konieczny do zrobienia go, jeśli wziąć pod uwagę normalny poziom techniki i umiejętności w naszym społeczeństwie.

Z tego powodu Marks kładł nacisk na to, że miarą wartości przedmiotu nie jest po prostu czas, który jakakolwiek jednostka potrzebuje na jego wykonanie, ale jest to czas potrzebny dla wykonania go przez kogoś pracującego z przeciętną umiejętnością techniczną i przeciętną wprawą wśród producentów tego przedmiotu. Marks nazywał to "społecznie niezbędny czas pracy". Jest to ważne określenie, bo w okresie kapitalizmu stale następuje postęp w technologii, przez co coraz mniej czasu potrzeba na wyprodukowanie przedmiotów.

Kiedy na przykład radia były robione z katodowymi lampami, były one bardzo kosztowne, gdyż wykonanie tych lamp i spajanie ich razem wymagało długiej pracy. Potem odkryto tranzystory, które można było wykonać i spajać dużo łatwiej i prędzej. Tak więc nagle wszyscy robotnicy w fabrykach, którzy wykonywali radia z katodowymi lampami zorientowali się, że wartość ich produkcji spadła. Wartość radia stała się bowiem nagle określona przez czas potrzebny na wykonanie radia z tranzystorami, a nie jak przedtem, z lampami katodowymi.

Jeszcze punkt końcowy: ceny pewnych wyrobów zmieniają się gwałtownie z dnia na dzień lub z tygodnia na tydzień. Te zmiany mogą być spowodowane przez wiele innych czynników poza zmianami w ilości pracy potrzebnej do ich wyprodukowania.

Kiedy mróz w Brazylii zniszczył wszystkie plantacje kawy, cena kawy ogromnie podskoczyła, bo było jej brak na całym świecie i ludzie byli gotowi płacić więcej. Gdyby w przyszłości jakaś przyrodnicza katastrofa zniszczyła wszystkie telewizory w Polsce, bez wątpienia cena telewizji poszłaby również w górę. To, co ekonomiści nazywają podażą i popytem, stwarza bezustannie takie wahania w cenach.

Z tej racji wielu prokapitalistycznych ekonomistów uważa, że teoria wartości jest nonsensem. Twierdzą oni, że tylko podaż i popyt są ważne. Ale to właśnie jest nonsensem. Przy takim twierdzeniu zapomina się, że jeśli rzeczy ulegają wahaniom, to najczęściej są jednak wokół przeciętnego poziomu. Morze cofa się i posuwa z powodu przypływów i odpływów, ale nie znaczy to jednak, aby nie można było mówić o stałym punkcie przekraczanym w jedną lub drugą stronę, który zwykliśmy nazywać "poziomem morza".

Podobnie, choć ceny zmieniają się z dnia na dzień, podnosząc się lub opadając, nie znaczy to, aby nie można było mówić o stałej wartości, wokół której oscylują te wahania. Gdyby na przykład wszystkie telewizory zostały zniszczone, pierwszy na nowo wyprodukowany telewizor byłby bardzo poszukiwany i osiągnąłby bardzo wysoką cenę. Wkrótce jednak, wiele innych pojawiłoby się w sprzedaży, rywalizując jeden z drugim, aż wreszcie cena uległaby obniżce aż do wartości wyznaczonej przez czas pracy, potrzebny do wykonania każdego odbiornika.
Konkurencja i akumulacja.

Był czas, kiedy kapitalizm wydawał się dynamicznym i postępowym systemem. Przez cały okres historii człowieka większość mężczyzn i kobiet żyła w ciężkiej harówce i eksploatacji. Nie zmienił tego przemysłowy kapitalizm, gdy pojawił się w XVIII i XIX wieku, ale zdawało się, że kieruje on tę harówkę i eksploatacje ku użytecznemu celowi. Zamiast wykorzystywać olbrzymie ilości bogactwa dla luksusowego życia niewielu arystokratycznych pasożytów, dla budowania luksusowych grobów dla zmarłych królów albo prowadzenia niepotrzebnych wojen o to, czy jakiś cesarski syn miał rządzić jakąś tam dziurą na końcu świata, kapitalizm używał osiągnięte bogactwa dla stwarzania nowych środków do budowania nowego bogactwa. Rozwój kapitalizmu był okresem rozrastania się przemysłu, miast i transportu na skalę, o jakiej nawet się nie śniło w poprzednich okresach ludzkiej historii.

Dziwne może się to dziś wydawać, ale malutkie i dziś mało ważne miasteczka północnej Anglii, jak Oldham, Halifax i Bingley, były miejscami cudów. Ludzkość nigdy przedtem nie widziała takiego mnóstwa surowej bawełny i wełny przemienionych tak prędko w materiały na odzież dla milionów. Nie stało się tak dlatego, że kapitaliści mieli jakieś specjalne zalety. Byli oni raczej nieprzyjemnymi osobnikami, opętanymi myślą zagarnięcia jak największego bogactwa dla siebie i płacenia jak najmniej za pracę zatrudnionym przez siebie ludziom.

Wiele panujących przed nimi klas społecznych było do nich pod tym względem podobnych, choć nie rozwijały one przemysłu. Jednak kapitaliści różnili się od nich dwoma ważnymi cechami.

O pierwszej już była mowa: robotnicy nie byli ich własnością. Kapitaliści płacili im według godzin za ich zdolność do pracy, to jest ich siłę roboczą. Po drugie nie zużywali oni dla siebie dóbr wytwarzanych przez robotników. Feudalny lord konsumował mięso, pieczywo, ser i wino, wyprodukowane przez chłopów pańszczyźnianych. Kapitalista zaś żył ze sprzedaży tego co wyprodukowali robotnicy.
To dawało kapitaliście mniej swobody w postępowaniu z robotnikami niż miał jej właściciel niewolników lub feudalny lord. Aby móc sprzedać wyprodukowane wyroby, kapitalista musiał produkować je jak najtaniej. Kapitalista był właścicielem fabryki i był w niej samowładnym panem. Jednak nie mógł używać swojej władzy w sposób zupełnie dowolny. Musiał on liczyć się z wymaganiami konkurencji z innymi fabrykami.

Powróćmy do naszego ulubionego kapitalisty, Lorda Browninga. Załóżmy, że wyprodukowanie w jego fabryce pewnej ilości bawełnianego materiału zabiera 10 godzin pracy robotnika, ale też, że istnieje inna fabryka gdzie tą samą ilość tego samego materiału produkuje się w ciągu 5 godzin. W tym przypadku Lord Browning nie mógłby wyznaczać ceny za ten materiał jako odpowiednik 10 godzin pracy. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zapłaciłby mu takiej ceny, jeśli mógłby otrzymać tańszy materiał gdzie indziej.

Każdy kapitalista, który chciał się utrzymać na rynku, musiał wymagać, aby jego robotnicy pracowali tak szybko, jak to tylko było możliwe. Ale nie było to wszystko. Musiał on także upewnić się, że jego robotnicy są zatrudnieni przy najbardziej nowoczesnych maszynach, tak, aby ich praca wytwarzała tyle produktu w ciągu godziny, co w fabrykach pracujących dla innych kapitalistów. Kapitalista, który nie chciał bankrutować, musiał być pewny, że posiada coraz więcej środków produkcji, co Marks nazywał akumulacją kapitału.

Konkurencja między kapitalistami wytwarzała żelazną organizację, zwaną rynkiem, do którego każdy z nich bez wyjątku się stosował. Rynek zmuszał ich do stałego przyśpieszania sposobu pracy i do inwestowania, ile się tylko dało w nową maszynerię. A mogli oni pozwolić sobie na to (nie mówiąc już o ich własnych wydatkach na luksusowe towary) tylko wtedy, jeśli utrzymywali płace robotników na jak najniższym poziomie.

Marks pisał w swej najważniejszej pracy pt. Kapitał, że kapitalista jest rodzajem skąpca, opętanego pragnieniem zdobywania coraz większych zasobów bogactwa.

Ale: "Co u skąpca jest po prostu manią, u kapitalisty jest działaniem mechanizmu społecznego, w którym on sam jest tylko jednym z kółek (...) Rozwój produkcji kapitalistycznej czyni koniecznym ciągły wzrost kapitału włożonego w przedsiębiorstwo przemysłowe, a konkurencja narzuca każdemu pojedynczemu kapitaliście immanentne prawa kapitalistycznego sposobu produkcji jako prawa zewnętrznego przymusu. Każdy poszczególny kapitalista odczuwa je jako zewnętrzne, przymusowe prawa. Konkurencja uniemożliwia kapitaliście zachowywanie swego kapitału bez powiększenia go, a powiększać go można jedynie za pomocą postępującej akumulacji." "Akumulujcie! Akumulujcie! Tak głosi Mojżesz i proroki!"

Celem produkcji nie jest zaspokojenie ludzkich potrzeb - nawet ludzkich potrzeb klasy kapitalistycznej - ale przetrwanie poszczególnego kapitalisty przy konkurencji z innymi. Nad życiem robotników zatrudnionych w fabryce góruje potrzeba akumulowania kapitału przez ich pracodawcę w szybszym tempie niż jego rywale.

Oto jak podaje to Manifest Komunistyczny Marksa: "W społeczeństwie burżuazyjnym żywa praca jest tylko po to, aby akumulować martwą pracę (...) Kapitał jest niezależny i ma swoją osobowość, podczas gdy żywy człowiek jest zależny i bez osobowości."

Przymusowy pęd kapitalistów do akumulacji przy wzajemnej konkurencji tłumaczy wielką szybkość rozwoju przemysłu we wczesnych jego okresach. Jednak wynikło z tego również coś innego: powtarzające się ekonomiczne kryzysy. Kryzysy nie są czymś nowym. Są one tak stare jak i sam kapitalistyczny system.

Społeczność

future2