Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 26 gości.

Paul M. Sweezy: Istota kryzysów kapitalistycznych

Kryzys

„Istota kryzysów kapitalistycznych” stanowi rozdział VIII książki Paula M. Sweezy’ego z 1942 roku pt. „Teoria rozwoju kapitalizmu” („The Theory of Capitalist Development”).

Podstawa niniejszego wydania: Paul M. Sweezy, „Teoria rozwoju kapitalizmu. Zasady marksistowskiej ekonomii politycznej”, wyd. V, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1965, ss. 207-228.

Tłumaczenie z języka angielskiego: Edward Lipiński.

***

Marks nigdy nie stracił z pola widzenia zagadnienia kryzysów. W Manifeście, jednej ze swych wczesnych prac, mówił on o „kryzysach handlowych, które ponawiając się periodycznie coraz groźniej stawiają pod znakiem zapytania istnienie całego społeczeństwa burżuazyjnego”. Jedną zaś z ostatnich prac, opublikowanych jeszcze za jego życia, Posłowie do drugiego wydania I tomu Kapitału (1873)
zakończył następującą uwagą:

„Pełen sprzeczności ruch społeczeństwa kapitalistycznego najsilniej daje się odczuć praktycznemu burżua w kolejnych wahaniach periodycznego cyklu, który przebywa nowoczesny przemysł, a którego punktem szczytowym jest kryzys powszechny. Kryzys ten nadciąga znowu, chociaż znajduje się jeszcze w stadiach zaczątkowych, a jego powszechność i natężenie jego działania wbije dialektykę nawet do łbów szczęśliwców nowej, świętej Rzeszy prusko-niemieckiej” [1].

Co więcej, poprzez trzy tomy Kapitału i trzy tomy Teorii wartości dodatkowej wciąż przebija się problem kryzysów. Mimo to jednak nigdzie w pismach Marksa nie znajdujemy pełnego czy systematycznego ujęcia tego zagadnienia. Istnieją ku temu poważne powody. Kryzysy są zjawiskiem
niezwykle skomplikowanym. W mniejszym lub większym stopniu są one wynikiem działania bardzo różnorodnych sił ekonomicznych. Jak to wyraził Marks, „rzeczywisty kryzys może być wyjaśniony tylko rzeczywistym ruchem kapitalistycznej produkcji, konkurencji i kredytu” [2]. Przez „konkurencję” i „kredyt” rozumiał on całą strukturę organizacyjną rynków i mechanizm finansowy, który powoduje, że rzeczywista gospodarka jest o wiele bardziej skomplikowana niż modele analizowane w Kapitale. Wyrażając to inaczej, kryzys jako złożone konkretne zjawisko nie mógł być wyczerpująco zanalizowany na tym poziomie abstrakcji, do którego ogranicza się Kapitał. Znajdujemy tam natomiast wszystkie aspekty zagadnienia kryzysu, które wyłaniają się na wyższym poziomie abstrakcji. Występują one od czasu do
czasu w toku analizy, choć z punktu widzenia wyczerpującego ujęcia problemu kryzysu nie zawsze w logicznym porządku. Można przypuszczać, że gdyby Marks zdążył zakończyć swą analizę konkurencji i kredytu, dałby nam na pewno pełną i systematyczną teorię kryzysów. Tak jednak, jak się stało, analiza kryzysów pozostała niezakończona.

W tych warunkach i ze względu na doniosłość zagadnienia dla praktyki było rzeczą naturalną, że następcy Marksa poświęcili teorii kryzysów wiele uwagi. Z jednej strony rozszerzyli oni pod wielu względami analizę Marksa, z drugiej – wiedli spory co do rzeczywistej treści i znaczenia jego poświęconych temu tematowi przyczynków. Nie można więc rozpatrywać zagadnienia kryzysów w ramach ekonomii marksowskiej nie biorąc pod uwagę prac na ten temat późniejszych marksistów. Nie będziemy usiłowali wyczerpać przedmiotu; ograniczymy się do autorów najważniejszych, i to w tym stopniu, jaki okaże się pomocny dla pełnego i jasnego ujęcia wykładu.

1. Prosta produkcja towarowa i kryzysy

Dobrze wprowadzona i mniej lub więcej stała moneta, czyli środek cyrkulacji, stanowi konieczną cechę społeczeństwa, które wyszło z fazy dorywczej wymiany i przeszło do stanu regularnego zaspokajania potrzeb drogą prywatnej wymiany między indywidualnymi wytwórcami. Podczas gdy formą
wymiany bezpośredniej jest T–T, towar za towar, to w warunkach rozwiniętej produkcji towarowej formą wymiany staje się T–P–T: towar na pieniądz i pieniądz na towar. Tak więc funkcja i zadanie pieniądza polega na rozszczepieniu aktu wymiany na dwie części, które ze swej istoty mogą być rozdzielone w czasie i przestrzeni. W historii cywilizacji wprowadzenie pieniądza oznaczało wielki krok naprzód.
Producent nie potrzebuje już poszukiwać kogoś, kto posiada to, czego on potrzebuje, a jednocześnie potrzebuje tego, co on właśnie posiada. Przez użycie pieniądza może sprzedać swój produkt, gdy jest gotowy i może kupić to, co mu jest potrzebne. W ten sposób zaoszczędza się wiele czasu i staje się możliwa prawdziwa specjalizacja, podstawa wzrostu wydajności pracy.

Wszystko to jest powszechnie znane. Lecz, być może, mniej znany jest fakt, że organizacja produkcji za pomocą wymiany prywatnej w sposób wyżej wskazany przynosi z sobą możliwości kryzysu takiego rodzaju, jaki byłby nie do pomyślenia w gospodarce prostszej, gdzie praca jest zorganizowana, a produkty są dzielone pod kierunkiem jednej władzy (np. w gospodarce rodziny patriarchalnej lub w
gospodarstwie pana feudalnego). Jeżeli bowiem producent A sprzedaje, a potem z jakiegoś powodu nie kupi nic od B, wówczas B, nie sprzedając A, nie może kupić od C; C, nie sprzedając B, nie może kupić od D itd. W ten sposób przerwanie procesu cyrkulacji, spowodowane oddzieleniem kupna od sprzedaży, może się rozszerzyć i objąć całą gospodarkę. Powstaje kryzys ze swymi znanymi następstwami: istnienie jednocześnie niesprzedanych towarów i nie zaspokojonych potrzeb. Każdy producent wytworzył więcej,
niż może sprzedać. Podczas gdy we wcześniejszych formach społecznych klęska ekonomiczna była synonimem niepożądanych braków, to tutaj po raz pierwszy spotykamy szczególną, cywilizowaną formę kryzysu ekonomicznego – kryzys nadprodukcji. Oczywiście byłoby absurdem twierdzić w tym wypadku, że przyczyna kryzysu leży w nadprodukcji; przeciwnie jest jasne, że nadprodukcja jest wynikiem kryzysu. W danym przykładzie „przyczyny” należy upatrywać w warunkach, które zmuszają producenta A do przerwania procesu wymieniania swych produktów na produkty innych. Jeżeli możemy wykryć dlaczego A sprzedał i nic nie kupił, wówczas odkryjemy przyczynę kryzysu, przynajmniej w przybliżeniu.

Otóż faktycznie nie łatwo wyobrazić sobie powody, dla których w społeczeństwie prostej produkcji towarowej producenci mieliby postępować w sposób tak dezorganizujący. Naturalne klęski, wojny albo inne katastrofy mogą oczywiście przerwać cyrkulację przy prostej produkcji towarów, lecz wynikający stąd kryzys ekonomiczny cechowałoby raczej istnienie ostrych braków, nie zaś
niesprzedanych nadwyżek towarów i pod tym względem prosta produkcja towarowa niewiele się różni od systemów ekonomicznych społeczeństw bardziej prymitywnych. Opisany wyżej kryzys można by wyjaśnić gromadzeniem skarbów, opartym na typowej dla skąpca żądzy złota, a wiemy dobrze, że gromadzenie skarbów jako cel sam w sobie jest znacznie bardziej powszechne w warunkach zbliżonych do prostej produkcji towarowej niż w społeczeństwach bardziej rozwiniętych. Gromadzenie skarbów odbywa się jednak zazwyczaj stopniowo i w ciągu długiego okresu czasu. Jeżeli jest ono kompensowane przez odpowiedni wzrost całkowitej podaży towaru-pieniądza, to nie wywrze większego wpływu na
gospodarkę; w wypadku przeciwnym może wywierać na cyrkulację, a więc i na produkcję wpływ trwale depresyjny. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby tezauryzacja mogła spowodować kryzys tak nagły i o charakterze tak ostrym, jaki często spotykamy w świecie współczesnym. Uzasadniony wydaje się wniosek, iż wyjąwszy zewnętrzne czynniki, jak wojny i nieurodzaje, kryzysy przy prostej produkcji
towarowej są raczej nieprawdopodobne albo najwyżej - przypadkowe.

Wniosek ten wypływa w istocie rzeczy z podstawowych warunków prostej produkcji towarowej. Obieg T–P–T zakłada oczywiście możliwość kryzysów, ale jednocześnie oznacza produkcję dla konsumpcji; ponieważ zaś konsumpcja jest zasadniczo procesem ciągłym, przeto jest mało
prawdopodobne, aby możliwość ta stała się rzeczywistością.

2. Prawo Saya

Ekonomiści klasyczni, nie czyniąc rozróżnienia między prostą produkcją towarową a produkcją kapitalistyczną, wykazali brak perspektywy historycznej. Teorie oparte na założeniu prostej produkcji towarowej były częstokroć uogólniane i bezkrytycznie stosowane do produkcji kapitalistycznej. Najbardziej jaskrawym tego przykładem jest zasada znana w literaturze ekonomicznej jako „prawo Saya”, nazwana tak od nazwiska francuskiego ucznia Adama Smitha, współczesnego Ricardowi, Jana Baptysty Saya [3].

Według prawa Saya po sprzedaży następuje zawsze kupno za taką samą sumę; innymi słowy, w obiegu T–P–T nie może powstać przerwa, a więc również nie może być ani kryzysu, ani nadprodukcji. Zauważyliśmy już, że w warunkach prostej produkcji towarowej tego rodzaju przerwa wydaje się
nieprawdopodobna; prawo Saya czyni z tego dogmat o niemożliwości kryzysu. Słuszna teza, że kryzysy i
nadprodukcja są mało prawdopodobne przy prostej produkcji towarowej, staje się błędną tezą o niemożliwości kryzysów i nadprodukcji we wszelkich warunkach. Przyjmując prawo Saya niekiedy wyraźnie, niekiedy milcząco – ekonomiści klasyczni zamknęli sobie drogę do stworzenia teorii kryzysów;
w rezultacie ich przyczynki na ten temat były fragmentaryczne, nie powiązane i o małej wartości. Nikt tego nie rozumiał jaśniej niż Marks i dlatego nie jest niespodzianką, że poświęcił on wiele uwagi szczegółowej krytyce prawa Saya (w wersji Ricarda). Chciał usunąć wszelkie wątpliwości co do istoty formalnej możliwości kryzysów i nadprodukcji w społeczeństwie producentów towarów i w ten sposób oczyścić drogę dla dalszej analizy przyczyn kryzysów. Zadanie to zostało wykonane w rozdziale o
kryzysach w Teoriach wartości dodatkowej [4].

Ricardo w następujących słowach zaprzeczał możliwości ogólnej nadprodukcji:

„Nikt nie produkuje bez zamiaru konsumowania lub sprzedawania i nikt nigdy nie sprzedaje bez zamiaru nabycia jakiegoś innego towaru, który może być natychmiast zużytkowany przez nabywcę, albo też może przyczynić się do przyszłej produkcji. Gdy więc ktoś produkuje, musi stać się albo konsumentem własnych wyrobów, albo nabywcą i konsumentem dóbr wytwarzanych przez kogoś innego... Produkty nabywa się zawsze za produkty lub usługi; pieniądz jest jedynie środkiem, za którego pomocą odbywa się wymiana” [5].

Marks ośmiesza tego rodzaju rozumowanie: „Jest to dziecinny bełkot godny jakiegoś Saya, ale niegodny Ricarda” [6]. W rzeczywistości nikt nie musi kupić dlatego tylko, że właśnie sprzedał; sprzedaże i zakupy są rozdzielone w czasie i przestrzeni. Pieniądz jest czymś więcej niż „środkiem, za pomocą którego dokonuje się wymiany”; jest to środek, za pomocą którego wymiana rozszczepia się na dwie oddzielne i różne transakcje – sprzedaż i kupno. Jeżeli ktoś sprzedaje, lecz nie kupuje – powstaje kryzys i
nadprodukcja. „Gdy mówimy, że prosta forma metamorfozy (tzn. T–P–T) zawiera możliwość kryzysu, stwierdzamy jedynie, iż w samej tej formie tkwi możliwość rozerwania i rozdzielenia operacji, które się w istocie dopełniają” [7]. Ricardo błędnie przedstawia nawet warunki prostej produkcji towarowej, chociaż sądzi najwidoczniej, że jego analiza stosuje się nie tylko do prostej produkcji towarowej, lecz również do kapitalizmu. Gdy powrócimy do rozważań nad kapitalizmem, zrozumiemy wszystkie konsekwencje, które
wynikają z błędu Ricarda.

3. Kapitalizm i kryzysy

Forma cyrkulacji T–P–T, charakterystyczna dla prostej produkcji towarowej, przekształca się w kapitalizmie w P–T–P’. Z punktu widzenia cyrkulacji jest to różnica podstawowa. Zbadajmy to bliżej.

Sens T–P–T jest całkowicie jasny. Z punktu widzenia wartości wymiennej T na początku i T na końcu są identyczne. Jednakże z punktu widzenia wartości użytkowej pierwsze T nie posiada dla swego producenta żadnej wartości użytkowej lub tylko niewielką, podczas gdy drugie T jest pożądane ze względu na swą większą wartość użytkową. A zatem celem wymiany jest nabycie wartości użytkowej, nie
zaś zwiększenie wartości wymiennej. To właśnie oznacza, że prosta produkcja towarowa jest produkcją dla konsumpcji i to właśnie zarazem wyjaśnia nieprawdopodobieństwo kryzysów i nadprodukcji w warunkach prostej produkcji towarowej.

Zupełnie inaczej jest z P–T–P’, tj. z formą cyrkulacji panującą w kapitalizmie. Kapitalista, działając jako kapitalista [8], rozpoczyna swą karierę z pieniądzem (P) w ilości wystarczającej do tego, by funkcjonował efektywnie jako kapitał; wrzuca on pieniądz do cyrkulacji płacąc nim za siłę roboczą i środki produkcji (T); ostatecznie, po zakończeniu procesu produkcji zjawia się ponownie na rynku z
towarami, które przekształca z powrotem w pieniądz (P’). P na początku i P’ na końcu reprezentują wartość wymienną. Żadne z nich nie posiada wartości użytkowej. Cała procedura nie miałaby więc sensu, gdyby nie było między P a P’ różnicy ilościowej, inaczej mówiąc, gdyby P’ – P = ΔP nie było dodatnie. Jeśli idzie o kapitalistę „Obiektywna treść tej cyrkulacji – pomnażanie wartości – jest jego subiektywnym celem; jako kapitalista, czyli jako kapitał uosobiony, obdarzony wolą i świadomością, działa on o tyle
tylko, o ile wyłączną pobudką jego operacyj jest przywłaszczanie w coraz to większych rozmiarach
bogactwa abstrakcyjnego” [9]. Mamy tu nowy element, nie istniejący w ogóle w prostej produkcji towarowej. Bowiem chociaż skąpiec dzieli z kapitalistą żądzę abstrakcyjnego bogactwa, to jednak wyciągając pieniądz z cyrkulacji żądzę tę zaspokaja; natomiast kapitalista stale wrzuca swój pieniądz z powrotem do cyrkulacji i w ten sposób zmienia charakter samego procesu cyrkulacji. To właśnie oznacza,
że kapitalizm jest produkcją dla zysku i, jak zobaczymy, wyjaśnia to zarazem, dlaczego kapitalizm jest szczególnie narażony na kryzysy i nadprodukcję.

Zanim rozpatrzymy związek między P–T–P’ a kryzysami, zauważmy, że wraz z nadejściem produkcji kapitalistycznej forma cyrkulacji T–P–T nie znika po prostu ani też nie traci wszelkiego znaczenia. W istocie, dla większości ludzi, dla robotników cyrkulacja w dalszym ciągu przybiera formę T–P–T ze wszystkimi tego skutkami. Robotnik rozpoczyna od towaru – siły roboczej posiadającej dla niego na ogół nader ograniczoną wartość użytkową; przekształca swą siłę roboczą w pieniądz; wreszcie używa pieniądza do nabycia niezbędnych środków utrzymania. Jest to T–P–T, a cel polega na zwiększeniu wartości użytkowej. P–T–P’ jest tak samo obce robotnikowi, jak jest obce prostemu
producentowi towarowemu. Dlatego też błędem jest przedstawiać, że robotnik jest opanowany motywem zysku lub wyobrażać sobie, że dzieli on z kapitalistą żądzę przywłaszczania „coraz więcej i więcej bogactwa abstrakcyjnego”. Motywem działania robotnika jest pragnienie wartości użytkowych a to, co ze strony robotników wydaje się „akumulacją” (poprzez kasy oszczędności, ubezpieczenia etc.) ma niewiele wspólnego z akumulacją kapitalisty. Wynika to raczej z tego, że robotnik musi się starać zapewnić sobie i swej rodzinie zaopatrzenie w wartości użytkowe na ten czas, gdy nie będzie już mógł sprzedawać swej siły roboczej [10].

Różnica między postępowaniem i motywami kapitalisty i robotnika nie ma, rzecz jasna, nic wspólnego z „naturą ludzką”. Wynika ona z różnicy między P–T–P’ a T–P–T, czyli z różnych obiektywnych warunków, w jakich każdy z nich się znajduje. Nie czyniąc tego rozróżnienia ekonomia
ortodoksyjna popełniała często jeden z dwóch przeciwstawnych sobie wzajemnie błędów: zakładała niesłusznie bądź to, że w kapitalizmie każdy działa pod wpływem motywu zysku, bądź też, iż każdy interesuje się jedynie wartościami użytkowymi, a więc że wszelkie oszczędzanie należy ujmować z punktu widzenia redystrybucji dochodu w czasie. Marks podaje dobry przykład niekonsekwencji, popełnianych pod tym względem przez ekonomię ortodoksyjną. Cytuje on z aprobatą następujące
twierdzenie Mac Cullocha: „Nienasycona żądza zysku, auri sacra fames (fatalny głód złota) cechuje zawsze kapitalistę”. Lecz Marks dodaje natychmiast: „Ten pogląd nie przeszkadza oczywiście temuż Mac Cullochowi i jego towarzyszom, ilekroć teoria nasuwa im kłopoty, np. przy traktowaniu zagadnienia nadprodukcji, czynić z tego samego kapitalisty dobrego obywatela, któremu idzie tylko o wartość
użytkową i który z prawdziwie wilczym apetytem spogląda na buty, kapelusze, jaja, perkaliki i inne zgoła pospolite odmiany wartości użytkowych” [11]. Uważne rozpatrzenie prostych, lecz zasadniczych cech społeczeństwa kapitalistycznego ustrzeże nas przed tego rodzaju wykolejeniami.

Zanalizujemy teraz związek między P–T–P’ a zagadnieniem kryzysu. Widzieliśmy już, że uwaga kapitalisty jest skoncentrowana na ΔP; dąży on do tego, aby ΔP była możliwie jak największa. Oczywiście, sukcesu lub braku sukcesu nie mierzy absolutną wielkością ΔP, lecz raczej stosunkiem ΔP
do wielkości swego początkowego kapitału lub, innymi słowy, wielkością ułamka ΔP/P . Ponieważ ten ułamek nie jest oczywiście niczym innym jak stopą procentową, możemy powiedzieć, że kapitaliście idzie o maksymalne zwiększenie stopy zysku i że to ma bezpośrednio na celu lokując swój kapitał w produkcji.

Jeśli idzie o formalną możliwość kryzysu, nie ma różnicy między prostą produkcją towarową a kapitalizmem. Wszystko, co powiedzieliśmy przedtem analizując prostą produkcję towarową, stosuje się także i tutaj. Każda przerwa w procesie cyrkulacji, wszelkie odciągnięcie siły nabywczej z rynku może stać się początkiem skurczenia się procesu cyrkulacji, co pociągnie za sobą zjawisko nadprodukcji i
szybko wpłynie na zmniejszenie samej produkcji. Lecz istnieje tu poważna różnica; a mianowicie, jeżeli poprzednio trudno było ustalić, co może być powodem tego rodzaju skurczenia się, to obecnie przynajmniej wiadomo, że jeśli nastąpi jakakolwiek zmiana ΔP, kapitalista natychmiast rozważy ponownie korzyści z wrzucenia swego P do cyrkulacji. ΔP stanowi piętę Achillesową kapitalizmu, jakiej nie ma przy prostej produkcji towarowej.

Na razie rozpatrzymy dwa wypadki. Przede wszystkim, jeżeli ΔP znika lub staje się ujemne – znika tym samym bodziec produkcji kapitalistycznej. Kapitaliści wycofają swoje kapitały, cyrkulacja się skurczy i rozpocznie się kryzys z towarzyszącą mu nadprodukcją. Ten wypadek jest zupełnie jasny; jest to jednak wypadek skrajny, który raczej nie zdarza się w praktyce. Prawda, że niekiedy w przeważającej
części całej gospodarki zyski znikają, a nawet ustępują miejsca stratom. Lecz jest to słusznie uważane za rezultat szczególnie ostrego kryzysu; mówiąc inaczej, jest to objaw depresji, który nie może służyć za okoliczność wyjaśniającą powstanie kryzysu.

Dlatego też nasz drugi wypadek dotyczy spadku P lub, aby użyć terminologii bardziej znanej, spadku stopy zysku. Jeśli zakładamy, że stopa zysku pozostaje zawsze dodatnia, tak że bodziec produkcji kapitalistycznej nigdy nie znika całkowicie, to czy istnieją podstawy do mniemania, że w pewnym stadium kapitaliści mogą ograniczyć swą działalność tak silnie, że spowoduje to kryzys? Odpowiedź brzmi niewątpliwie: tak. Jak to wyraził Marks, w kapitalizmie „sprawa polega nie tylko na zastąpieniu tej
samej masy rzeczy, z których składa się kapitał, w tej samej skali lub (w wypadku akumulacji) w skali rozszerzonej, lecz na zastąpieniu wartości wyłożonego kapitału przy normalnej (gewöhnlichen) stopie zysku” [12]. Normalnej stopy zysku nie należy ujmować jako wielkości ściśle określonej; wystarczy by był to określony rząd liczb np. 10 do 15% lub 4 do 6% – zależnie od okoliczności. Gdy stopa zysku spada poniżej zwykłego rzędu, kapitaliści zaczynają swą działalność ograniczać. Nie trudno wykryć, dlaczego się tak dzieje.

Sam charakter procesu cyrkulacji nieustannie zmusza każdego indywidualnego kapitalistę do wyboru między dwoma alternatywnymi kierunkami działalności: albo musi on wrzucić z powrotem swój kapitał do cyrkulacji, albo musi go zatrzymać w formie pieniężnej. Prawda, że na daleką metę alternatywa ta nie istnieje; jeżeli chce on pozostać kapitalistą, prędzej lub później musi znowu kapitał zainwestować. Ale to nie oznacza, że musi go ponownie zainwestować natychmiast czy też w tej samej dziedzinie
produkcji. Jest zasadą przyjętą powszechnie, iż gdy stopa zysku w jakiejś gałęzi produkcji spada poniżej normalnego poziomu, kapitaliści przenoszą kapitał z tej gałęzi do innej. Jeżeli jednak stopa zysku spada poniżej normalnego poziomu we wszystkich lub prawie wszystkich gałęziach produkcji jednocześnie, nic się nie zyska przez przeniesienie kapitału z jednej gałęzi do drugiej. W tym wypadku nic nie zmusza kapitalistów do ponawiania inwestycji w warunkach, które uważają za niekorzystne; mogą odłożyć inwestowanie do czasu, gdy warunki znów się poprawią, czyli gdy bądź to stopa zysku powróci do
normalnego poziomu, bądź też gdy pogodzą się z nową, niższą stopą zysku. Tymczasem zwłoka w inwestowaniu przerwie proces cyrkulacji i spowoduje kryzys oraz nadprodukcję. Kryzys i następująca po nim depresja stanowią w istocie rzeczy część mechanizmu, za pomocą którego stopa zysku powraca całkowicie lub częściowo do poprzedniego poziomu.

Nie jest więc prawdą, że aby spowodować kryzys, stopa zysku musi zniknąć lub też musi stać się ujemna. Wystarcza spadek stopy zysku poniżej normalnego poziomu, spadek dostateczny, aby skłonić kapitalistów do trzymania kapitału w formie pieniężnej, w oczekiwaniu bardziej korzystnych warunków.
W ten sposób przerwana zostaje ciągłość procesu cyrkulacji, a nadejście kryzysu przyśpieszone.

Można by pomyśleć, że gdy stopa zysku stanie się anormalnie niska, kapitaliści, zamiast trzymać kapitał w pieniądzu, zwiększą konsumpcję osobistą. Gdyby tak się stało, zmieniłby się charakter popytu na towary, lecz nie naruszyłoby to jego całości i nie nastąpiłoby przerwanie procesu cyrkulacji. Lecz argumentując w ten sposób popełnia się ten właśnie błąd, przed którym Marks tak ostrzegał; oznacza to bowiem przyjęcie założenia, że kapitalista traci nagle zainteresowanie dla akumulacji i staje się „moralnym obywatelem, któremu zależy tylko na wartościach użytkowych”; jest to także równoznaczne z założeniem, że kapitalista w obliczu „ciężkich czasów” szuka wyrównania raczej w rozrzutności niż w bardziej prozaicznym, ale także bardziej realnym zaciskaniu pasa; słowem, oznacza to odrzucenie cechy dla kapitalizmu najbardziej istotnej – nieustannego dążenia do akumulacji kapitału. Marks krytykował tego rodzaju rozumowanie w następujących słowach: „Nie należy nigdy zapominać, że w wypadku produkcji kapitalistycznej nie idzie bezpośrednio o wartość użytkową, lecz o wartość wymienną, a w szczególności – o zwiększenie wartości dodatkowej. To jest siła napędowa produkcji kapitalistycznej, i śliczna to teoria, która, aby dowieść że sprzeczność produkcji kapitalistycznej nie istnieje, odrywa się od jej rzeczywistej podstawy i czyni z niej system produkcji mającej na celu bezpośrednią konsumpcję producentów”[13].

Możemy podsumować argumenty niniejszego rozdziału w sposób następujący: specyficzna forma kryzysu kapitalistycznego jest to przerwanie procesu cyrkulacji, spowodowane przez spadek stopy zysku poniżej jej zwykłego poziomu. Jest interesujące, jak również pouczające, że współczesna teoria cyklu gospodarczego doszła do wniosków, które choć pozornie nie związane, są jednak w istocie rzeczy nader podobne do stanowiska Marksa. Teoretycy współcześni wychodzą z niższego szczebla abstrakcji niż Marks: dla nich klasa kapitalistów dzieli się na dwie grupy – przedsiębiorców organizujących proces produkcji i kierujących nim oraz kapitalistów pieniężnych dostarczających funduszów w formie
przynoszących procenty pożyczek, potrzebnych przedsiębiorcom do ich operacji. Przedsiębiorcy mogą również sami posiadać kapitał, lecz w tej mierze, w jakiej to ma miejsce, traktuje się ich tak, jak gdyby pożyczali na procent samym sobie. Przy tych założeniach przedsiębiorca będzie dopóty uważał inwestowanie kapitału za korzystne, dopóki stopa zysku [14], którą otrzymuje, jest większa niż stopa procentowa, którą musi płacić. Jednakże gdy tylko stopa zysku spada poniżej stopy procentowej, znika pobudka skłaniająca przedsiębiorcę do inwestowania; cyrkulacja zostaje przerwana, rozpoczyna się kryzys.

Jeżeli tak ujmujemy zagadnienie, okazuje się, że trudność polega na tym, iż stopa procentowa jest zbyt wysoka. W pewnym sensie odpowiada to prawdzie, lecz w rzeczywistości oznacza to, że kapitaliści zamiast pożyczać kapitał przedsiębiorcom według niższej stopy, wolą raczej trzymać go w formie pieniężnej. Mogą istnieć różne powody tej preferencji, ale teoretycy cyklu gospodarczego są na ogół
zgodni, że najważniejsze jest przekonanie kapitalisty, iż niższa stopa procentowa nie będzie długo trwała, czyli inaczej, że niższe stopy są niezwykłe i anormalne, że więc z czysto finansowego punktu widzenia rozsądniej jest zawiesić działalność pożyczkową, aż popyt nie przywróci normalnego poziomu stopy albo nawet nie podniesie go wyżej [15].

Oczywiście, gdy stopa procentowa nie podniesie się, jak oczekiwano, po upływie określonego czasu, kapitaliści mogą pogodzić się z nowym i niższym poziomem stopy i mogą rozpocząć znów pożyczanie na warunkach, które mogą przyjąć przedsiębiorcy.

Jeżeli teraz spróbujemy sformułować to stanowisko, abstrahując od oddzielenia kapitalistów od przedsiębiorców, zobaczymy od razu, że niechęć kapitalistów pieniężnych do pożyczania przedsiębiorcom według stopy procentowej niższej od uważanej za normalną lub zwykłą, oznacza w istocie rzeczy to samo zjawisko, co niechęć kapitalistów-przedsiębiorców, których Marks nazywa kapitalistami bez kwalifikacji do inwestowania, gdy stopa zysku spada poniżej zwykłego poziomu. Mówiąc ogólnie, istnieją dwa sposoby stwierdzenia, że klasa kapitalistów jako całość zmniejsza swą działalność inwestycyjną, gdy stopa przychodu z kapitału spada poniżej pewnego poziomu, mniej lub więcej ustalonego w danym czasie i miejscu. Wyższość ujęcia Marksa polega na podkreślaniu, iż ten sposób postępowania wypływa z najbardziej istotnych cech produkcji kapitalistycznej, nie zaś ze szczególnej formy organizacji podaży i wykorzystywania funduszów kapitałowych. Nie ulega
wątpliwości, że wyczerpująca analiza kryzysów jest możliwa tylko przy pełnym uwzględnieniu zjawisk rynku pieniężnego, stopy procentowej, kredytu etc. Usiłowaliśmy jedynie wykazać to, co współczesna teoria cyklu gospodarczego często pomija, a mianowicie, że nawet przy braku urządzeń instytucjonalnych, wywołujących zwyżkę na rynku pieniężnym i wzrost stopy procentowej, produkcja kapitalistyczna będzie
podlegać kryzysom wywoływanym wahaniami stopy zysku. Najważniejszy wniosek, który możemy z powyższego dowodu wyprowadzić, polega na tym, że żadne machinacje przy pomocy systemu monetarnego nie mogą usunąć kryzysów kapitalistycznych.

4. Dwa typy kryzysów

Jeżeli poprzednia analiza jest prawidłowa, wynika z niej, że przyczyny kryzysów należy szukać w dziedzinie sił wywierających wpływ na stopę zysku. Istotne znaczenie ma tu oczywiście prawo zniżkowej tendencji stopy zysku. Wykazaliśmy w rozdziale VI, że proces akumulacji kapitału pociąga za sobą tendencję stopy zysku do obniżania się. Wydaje się rzeczą oczywistą, że jeżeli ta tendencja nie realizuje się w sposób ciągły i stopniowy, rezultatem może być kryzys. Ta możliwość będzie rozpatrzona w najbliższym rozdziale pod ogólnym nagłówkiem „Kryzysy związane ze zniżkową tendencją stopy zysku”. Należy sobie uświadomić, że zniżkowa tendencja stopy zysku została wyprowadzona przy założeniu, iż warunki prawa wartości były całkowicie spełnione [16], innymi słowy, zakładano w toku całej analizy, że wszystkie towary są sprzedawane według ich wartości równowagi. Spadająca stopa zysku nie była więc
symptomem braku równowagi w systemie wartości, chociaż gdyby miała prowadzić do kryzysu, stałaby się przyczyną tego rodzaju braku równowagi.

Jeżeli teraz odrzucimy założenie, że wszystkie towary są sprzedawane według wartości równowagi, wypłynie inne możliwe źródło spadku rentowności. Kapitaliści mogą nie mieć możliwości sprzedaży towarów według ich wartości. O tej możliwości dotychczas niemal nie wspominaliśmy, choć
zawarta jest ona w teorii wartości. Sprawa jest jasna, gdy mówimy o pojedynczym towarze; jeżeli wyprodukowano go za wiele, cena rynkowa spada poniżej wartości, a zysk obniża się lub znika. Jeżeli dzieje się to jednocześnie w dostatecznie dużej ilości przemysłów, rezultatem jest ogólny spadek stopy zysku, a następnie kryzys. W tym wypadku jednak spadek rentowności jest symptomem braku
równowagi, spotęgowanego przez następujący potem kryzys. Istotna trudność polega na realizacji wartości ucieleśnionej już, w sensie fizycznym, w gotowych towarach. Tę możliwość rozważamy szczegółowo w rozdziale X, pod nagłówkiem Kryzysy realizacji.

Jest rzeczą ważną, by uchwycić różnicę między kryzysami związanymi ze zniżkową tendencją stopy zysku a kryzysami realizacji. Kapitalista sam raczej tej różnicy nie dostrzega; dla niego trudność polega zawsze na niedostatecznej rentowności, niezależnie od przyczyn tego zjawiska. Lecz z punktu widzenia analizy przyczynowej te dwa typy kryzysów przedstawiają zagadnienie odmienne. W jednym wypadku mamy do czynienia z ruchami stopy wartości dodatkowej oraz organicznego składu kapitału,
przy czym system wartości pozostaje nienaruszony; w drugim – mamy do czynienia z dotychczas nieokreślonymi dokładnie siłami, które prowadzą do powstania ogólnego braku efektywnego popytu na towary oczywiście nie w tym znaczeniu, że popyt jest niedostateczny, aby nabyć wszystkie oferowane towary, lecz że jest on niedostateczny, aby je kupić przy wystarczającej stopie zysku. Punktem wyjścia kryzysu w obydwu wypadkach jest spadek stopy zysku; jednakże przyczyna spadku stopy zysku w pierwszym wypadku wymaga analizy zupełnie odmiennej od analizy przyczyny spadku stopy zysku w wypadku drugim.

Przypisy:

[1] K. Marks: Kapitał, t. I, ss. 16-17.

[2] K. Marx: Theorien über den Mehrwert, t. II, cz. 2, s. 286.

[3] Wątpliwy zaszczyt oryginalności – wątpliwy w każdym razie w tym wypadku – z trudem tylko można przypisać Sayowi,
mimo iż omawiana zasada jest zazwyczaj wiązana z jego imieniem. Wydaje się, że jeśli idzie o klasyków, pierwszeństwo należy się Jamesowi Millowi, ojcu Johna Stuarta Milla.

[4] K. Marx: Theorien über den Mehrwert, t. II, cz. 2, ss. 272-291.

[5] D. Ricardo: Zasady ekonomii politycznej i opodatkowania, PWN, Warszawa 1957, ss. 333-336.

[6] K. Marx: Theorien über den Mehrwert, t. II, cz. 2, s. 277.

[7] Tamże, ss. 280-281.

[8] Jest rzeczą ważną, aby nie mieszać kapitalisty jako kapitalisty z kapitalistą jako konsumentem. Na ogół, mówiąc o kapitaliście bez bliższej charakterystyki, mamy na myśli pierwszego.

[9] K. Marks: Kapitał, t. I, s. 162.

[10] Jeżeli ludność wzrasta, przy czym zwiększa się ilość grup młodszych, możliwe jest, że „akumulacja” robotników będzie wyrażać się w znacznych oszczędnościach netto. Należy temu wszakże przeciwstawić oszczędności ujemne tych, których dochody są poniżej poziomu utrzymania (bezrobotni, starcy etc.) i którzy w związku z tym zmuszeni są żyć z dobroczynności, pomocy itp. Jest rzeczą wątpliwą, czy oszczędności netto klasy robotniczej jako całości były kiedykolwiek w ciągu dłuższego okresu czasu rzeczywiście dodatnie. Można więc słusznie mniemać, że założenie stale przyjmowane przez Marksa, mianowicie, iż robotnicy konsumują cały swój dochód, jest całkowicie usprawiedliwione zarówno ze względów teoretycznych,
jak i z punktu widzenia praktyki.

[11] K. Marks: Kapitał, t. I, s. 162, przypis.

[12] K. Marx: Theorien über den Mehrwert, t. II, cz. 2, s. 265. Podkreślenie – P.M.S.

[13] Tamże, ss. 266-267.

[14] To, co tutaj nazywamy stopą zysku, jest nazywane zazwyczaj krańcową efektywnością lub produkcyjnością kapitału. Z przyjętego w niniejszych rozważaniach punktu widzenia różnice między tymi dwoma pojęciami nie są ważne.

[15] Trzymanie pieniędzy w oczekiwaniu na wyższą w przeszłości stopę procentową (lub inaczej – w oczekiwaniu na niższe kursy papierów wartościowych) nazywa Keynes preferencją płynności z motywów spekulacyjnych.

[16] Operowanie kalkulacją ceny nie wymagałoby żadnych większych zmian we wnioskach otrzymanych na bazie kalkulacji
wartości. Patrz wyżej s. 196 i nast.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

USRR