Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 4 gości.

Michał Domański: Jaki był Bolesław Bierut?

Bolesław.png

[wersja poprawiona]

Bolesław Bierut urodził się 18 kwietnia 1892 roku w Rurach Brygidkowskich (zwanych także Jezuickimi) pod Lublinem. Był synem Wojciecha i Marianny z Wolskich, którzy przenieśli się do Kongresówki z Galicji. Bolesław miał liczne starsze rodzeństwo. Później rodzina przeniosła się do Lublina. Mieszkała biednie, w suterenie. W młodości szykowano go na kapłana. Rodziców nie było jednak stać na wysłanie młodego Bolesława do seminarium.

W styczniu 1905 roku przyszły prezydent Polski uczestniczył w strajku szkolnym. Uczniowie domagali się używania w szkole języka polskiego. Został za to usunięty ze szkoły. Wskutek tego już w młodym wieku musiał podjąć pracę zarobkową. Wkrótce został drukarzem, a w wieku 16 lat wstąpił do branżowego związku zawodowego. W tym też czasie Bierut związał się z konspiracyjną grupką młodzieżową o charakterze samokształceniowym. Wydawała ona także pisemko „Wyzwolenie”.

W 1910 roku Bierut zetknął się z Janem Hemplem, człowiekiem dość barwnym i fascynującym. Pod jego wpływem młody Bolesław działał w stowarzyszeniu abstynenckim (mającym też mniej oficjalne cele), a w 1912 roku wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej–Lewicy (PPS-Lewica). Wraz z Hemplem pracował jako mierniczy. W czasie pracy poznał przedszkolankę Janinę Górzyńską, która została później jego żoną

Na jesieni roku 1913 Bierut przeniósł się do Warszawy. Tam pracował jako drukarz. W czasie wolnym uczęszczał na wykłady wybitnego marksisty Ludwika Krzywickiego oraz Zygmunta Herynga. Współpracował także z radykalnym czasopismem „Młodzi idą”, gdzie opublikował kilka tekstów, jednak głównie zajmował się przygotowywaniem do druku korespondencji.

Wybuch I wojny światowej zastał Bieruta w Lublinie, gdzie utrzymywał się z pracy geometry. Ukrywając się przed poborem, zatrudnił się w Lubelskiej Spółdzielni Spożywców. W Lublinie odnowił znajomość z Hemplem. Aktywnie działał w PPS-Lewicy, przez co musiał się ukrywać się pewien czas przed okupacyjną władzą austriacką. W 1918 roku ponownie zamieszkał w Warszawie, gdzie zapisał się na kursy spółdzielcze Wyższej Szkoły Handlowej. W grudniu 1918 roku stał się Bierut automatycznie członkiem Komunistycznej Partii Robotniczej Polski (KPRP). W początkowym okresie nie angażował się jednak aktywnie w pracę partii. Bardziej pochłaniała go wówczas praca spółdzielcza.

W lipcu 1921 roku Bolesław Bierut ożenił się z Janiną Górzyńską. Młode małżeństwo zamieszkało na Pradze. Wkrótce potem był Bierut zaangażowany w tworzenie Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
W 1923 roku urodziła się córka Krystyna. W tym samym czasie rodzina Bierutów przeniosła się do Sosnowca. Przyszły prezydent kontynuował tam pracę spółdzielczą. Czas ten to również okres aktywizacji Bieruta w działalności komunistycznej. Na przełomie lat 1923-1924 został trzykrotnie aresztowany za działania rewolucyjne. W styczniu 1925 roku przyszedł na świat syn Bolesława Jan (po wojnie zmienił nazwisko na Chyliński).

Pod koniec tego samego roku Bierut trafił do radzieckiej szkoły partyjnej. Do kraju wrócił w czerwcu 1926 roku, kilka tygodni po puczu Piłsudskiego. Wkrótce znowu miał styczność z policją za działalność rewolucyjną, jednak na rozprawę się nie stawił, gdyż zdołał przez Gdańsk uciec do ZSRR. Tam poznał Bierut Małgorzatę Fornalską i zakochał się w niej. W 1928 roku przyszła na świat córka Aleksandra. Z żoną nie zerwał, lecz sprowadził ją do Moskwy. Niedługo potem Bierut został uczniem kominternowskiej Międzynarodowej Szkoły Leninowskiej.

Wkrótce wysłano go do Austrii, Czechosłowacji, a później do Bułgarii, gdzie przez osiem miesięcy 1931 roku działał w tamtejszej partii komunistycznej, gdzie mógł się zetknąć z Georgijem Dymitrowem. W 1932 roku wrócił do Polski. Pracował wówczas w organizacji łódzkiej Komunistycznej Partii Polski (KPP), a później w Komitecie Centralnym Czerwonej Pomocy. Aresztowano go 18 grudnia 1933 roku w Warszawie. 19 lutego 1935 roku stołeczny Sąd Okręgowy skazał go na siedem lat więzienia (z zaliczeniem dotychczasowego aresztu) za działalność komunistyczną. Obrońcą w procesie był Karol Winawer. Bierut trafił do więzienia na Mokotowie, a potem w Rawiczu. Tam poznał Pawła Findera, późniejszego przywódcę Polskiej Partii Robotniczej (PPR). W tym samym czasie w Rawiczu przebywał także Marceli Nowotko. W okresie odbywania kary Bierut został usunięty z KPP za „niegodne komunisty” zachowanie w sądzie. Dzięki amnestii wyszedł na wolność w grudniu 1938 roku, już po rozwiązaniu KPP przez Komintern. Aż do wybuchu wojny pracował w spółdzielczości.

We wrześniu 1939 roku zbiegł na ziemie zajęte przez Związek Radziecki, do Białegostoku. Po agresji hitlerowskiej na ZSRR wraz z Armią Czerwoną wycofał się z miasta. Między 1941 a 1943 rokiem pracował w hitlerowskiej administracji w Mińsku Białoruskim. Wówczas też najprawdopodobniej utrzymywał kontakty z wywiadem radzieckim. Latem 1943 roku przerzucono go do Polski, gdzie wszedł w skład KC PPR. W styczniu 1944 roku został przewodniczącym Krajowej Rady Narodowej (KRN), utworzonej przez PPR i jej sojuszników w walce o władzę w Polsce. Wtedy też zarysował się ostro konflikt między nim a ówczesnym przywódcą PPR Władysławem Gomułką. Bierut wykazywał mniej niezależności w stosunkach z ZSRR, podczas gdy Gomułka prowadził bardziej samodzielną politykę.

W sierpniu i październiku 1944 roku uczestniczył w Moskwie w rozmowach z premierem Mikołajczykiem. Nie udało się jednak wypracować konsensusu między obozem londyńskim a Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego (PKWN). Po wyzwoleniu Warszawy przyjął w imieniu KRN defiladę 2 Dywizji Piechoty WP. W czerwcu 1945 roku powołał Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Później wszedł w skład Biura Politycznego KC PPR, gdzie reprezentował tendencje lojalistyczne wobec ZSRR.

W latach 1945-1947 udało mu się rozgromić legalną opozycję z Polskim Stronnictwem Ludowym na czele, co było między innymi skutkiem licznych fałszerstw w przeprowadzaniu referendum ludowego i wyborów do Sejmu Ustawodawczego. Z początkiem 1947 roku Bierut został wybrany prezydentem Polski (funkcję tę sprawował do 1952 roku). W grudniu 1948 roku doszło do zjednoczenia PPR i Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS) w Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą (PZPR). Nazwę wymyślił Bierut. Jeszcze wcześniej doszło do zaognienia konfliktu z Gomułką. W 1951 roku trafił on do więzienia za „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”, a wraz z nim wielu jego zwolenników.

Bierut w latach 1952-1954 był premierem PRL. Po 1954 roku wspierał proces liberalizacji w partii i w państwie. Uczestniczył w XX Zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR), gdzie Nikita Chruszczowa wygłosił swój słynny referat „O kulcie jednostki i jego następstwach”, który zaszokował Bieruta. Wówczas zrehabilitowano również Komunistyczną Partię Polski, rozwiązaną w 1938 roku. Bolesław Bierut zmarł 12 marca 1956 roku w Moskwie. Wkrótce został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Jaki był Bolesław Bierut? Z jednej strony zawsze miły, uprzejmy, skromny, kochający dzieci. Oczytany i dobrze wykształcony. Starał się o zwolnienie wielu ludzi ze stalinowskich łagrów. Zaangażował się aktywnie w powojenną odbudowę Warszawy.

Z drugiej strony czasy jego rządów w Polsce były najbardziej brutalnymi i represyjnymi w najnowszej historii Polski. W okresie jego urzędowania do więzień trafiło z przyczyn politycznych kilkadziesiąt tysięcy osób (głównie żołnierzy Armii Krajowej czy członków PSL), również wiele skazano na śmierć. Bierut korzystał z prawa łaski oszczędnie. Duże rozmiary osiągnęły represje wobec chłopów przeciwnych kolektywizacji oraz wobec Kościoła katolickiego. Za jego także rządów doszło do totalizacji ustroju w Polsce i uzależnienia jej od Związku Radzieckiego. Wprowadzano kult jego osoby, który jednakowoż ciążył mu.

W latach 50. twierdzono, że był wiernym uczniem Józefa Stalina. Antykomunistyczna propaganda zrobiła z niego "płatnego pachołka Rosji". Obie te oceny zdają się być rażąco niesprawiedliwe.

Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Domyślam się, że w oczach redakcji jest to obiektywny tekst o Bolesławie Bierucie. Jednak właściwie niewiele z niego wynika, a wkradły się też weń rażące niedopracowania i przekłamania wynikające z oparcia się przez autora tej rozprawki w głównej mierze na opracowaniach typu słownik działaczy ruchu robotniczego, czy internetowe encyklopedie.
Po pierwsze kwestia usunięcia Bieruta z KPP przed wojną skwitowana twierdzeniem o "niegodnym zachowaniu w sądzie" została wyświetlona, łącznie z przytoczeniem jego wypowiedzi na sali sądowej w pracach W. Ważniewskiego i A.Garlickiego. Bierut zachował tak dalece lojalną postawę, że nie tylko nie wsypał nikogo z towarzyszy. Pytany o konflikt w łonie KPP między większościowcami i mniejszościowcami, mimo, że sam opowiadał się wówczas jeszcze za tymi drugimi, podsądny Bierut unikał odpowiedzi którą stronę popiera, broniąc przed burżuazją partyjnych sekretów. Mimo, że wypierał się związków z KPP, twierdząc, że jest jedynie działaczem spółdzielczym, sąd orzekł, że jest on niebezpiecznym komunistą, zaliczając go właśnie do mniejszościowców. Bierut wyleciał z partii za co innego - powierzył sprawy wewnętrzne KPP i MOPR, której był przewodniczącym na Polskę bezpartyjnej kobiecie, którą uczynił swą łączniczką i sekretarką.
Po uwiezieniu jego i owej "Hanki" w policyjnym kotle w mieszkaniu, które wykorzystane zostało na zwołanie zebrania partyjnego, Bierut wymyślił sprytny plan, chcąc ochronić korespondencję partyjną przed wpadnięciem w ręce policji, która jeszcze nie dotarła do jego konspiracyjnego lokalu. Polecił Hance zeznawać, że została ujęta przypadkowo, jako jego kochanka. I rzeczywiście policja kupiła tę bajkę i Hankę zwolniła, umożliwiając jej nieświadomie zaopiekowanie się partyjną spuścizną i oczyszczenie lokalu. Mimo to, usunięto go z KPP za wciągnięcie do roboty partyjnej osoby niepewnej.
Druga kwestia, autor nie pisze ani słowa o udziale Prezydenta w odbudowie kraju. Rzuca się to w oczy, gdyż M. Domański pisze, jaki to Bierut był kulturalny i dobroduszny, ale że pewnym zjawiskom nie zapobiegł. Tu rzuca się w oczy wylewanie żali nad "jedyną legalną opozycją" PSL Mikołajczyka. Kompletnie nie ma ani słowa o różnicy programów politycznych pomiędzy Mikołajczykiem i jego PSL a PPR, w kwestii ekonomiczno-społecznych przeobrażeń, ani o sabotowaniu przez tę partię referendum 3 razy tak przez propagandę namawiającą do głosowania 2 razy tak. Podobnie z żalami wylewanymi nad AK, ani słowa o agenturze prolondyńskiej, o fanatycznym antykomunizmie wśród znacznej części synów obszarników tworzących kadry tej organizacji. Słowem zero analizy przeciwieństw klasowych.
M. Domański pisze: "Za jego także rządów doszło do totalizacji ustroju w Polsce i uzależnienia jej od Związku Radzieckiego. Usiłował wprowadzać kult jednostki. Można więc stwierdzić, że był wiernym uczniem Józefa Stalina".

Co powiedzieliby ludzie znający Bieruta, jak np Leon Chajn, Stefan Strzeszewski czy Roman Werfel? Jeden z nich w wywiadach z Teresą Torańską "Oni" użył określenia, że Bierut był zwolennikiem Stalina, ale przeciwnikiem jego metod. Ciekawe, że dość przychylną ocenę działalności pierwszego powojennego prezydenta, przedstawił jego były sekretarz Łukasiewicz we wspomnieniach wydanych w ostatnich latach Polski Ludowej. Dodajmy, że Łukasiewicz był właśnie sympatykiem Mikołajczyka i zdarzyło mu się wyjaśniać swe stanowisko Bierutowi, który tłumaczył mu, że niewiele może zrobić, gdyż Mikołajczyk bruździ lewicy, w obliczu kiedy trzeba skoncentrować wysiłki dla odbudowy zniszczonego wojną kraju. Łukasiewicz wiele pisze o intryganckim otoczeniu prezydenta i jego próbach izolowania Bieruta od pewnych problemów. Jeśli chodzi o kult jednostki, Bierut nie tylko nie nakręcał go, ale on mu ciążył.

Pod rozwagę autora i redakcji chciałbym skierować następujące wspomnienie o Jerzym Albrechcie, autorstwa Jana Freya - Bieleckiego. Pokazuje to, dlaczego część komunistów bezkrytycznie w okresie międzywojennym i w latach późniejszych, przejmowali bezkrytycznie stalinowskie dogmaty:

Albrecht, podobnie jak my wszyscy — „życiowcy", przyjął ten kurs polityczny ruchu komunistycznego jako coś oczywistego i naturalnego. Ani On, ani nikt z nas nie miał pojęcia o zwyrodnieniach stalinizmu, który w tymże czasie — notabene — już się przymierzał do generalnej rozprawy z krnąbrną KPP. Wszystko to jednak miało się dopiero okazać w nieodległej przyszłości. Na razie odrzucaliśmy, jako tendencyjne i oszczercze, informacje prasy o straszliwych kosztach kolektywizacji w Związku Radzieckim i o panującym tam terrorze. Zafascynowanie intelektualistów Europy Zachodniej Związkiem Radzieckim i narastające zagrożenie ze strony brunatnej potęgi hitlerowskich Niemiec też umacniały nas w przekonaniu, że informacje krytyczne o ZSRR są nieprawdziwe.

(Dziś. Przegląd społeczny nr 11 (26), rok III listopad 1992, Warszawa, Wspomnienie o Jerzym Albrechcie
JAN FREY-BIELECKI).

 
Portret użytkownika Samuel
 #

Dziękuję za, jak sądzę, słuszne uwagi do mojego tekstu. Postaram się unikać takich rzeczy następnym razem. Z racji formy, którą wybrałem, nie mogłem poruszyć pewnych spraw, żeby nie przedłużać wywodu.

I cieszę się, że w końcu się Pan uaktywnił, panie Jakubowski. Czy w ślad za tym pójdą nowe teksty na blogu?

Pozdrawiam!

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Witam Autora. Jeśli chodzi o pytanie o mojego bloga, to czuję się trochę jak tygrys odizolowany w klatce - mam nie tylko swój portal czy bloga, ale też nowe pomysły, które zamierzam realizować. Na przeszkodzie stoi zwałowisko tekstów, do przeskanowania i przetworzenia, zbieranych latami, które są potrzebne w tej postaci nie tylko Sprawie socjalizmu, czy osobiście mnie i moim znajomym, ale wobec przybywania nowej literatury książkowej, zmuszony jestem na bieżąco do znacznej redukcji miejsca zajętego przez wydruki, wycinki itd, do tego których leżenie na półce jest de facto śmiercią tych materiałów, czasami bardzo cennych, a wcale prawie nieznanych.

Czas ten nie jest stracony także w tym sensie, że nadrabiam go lekturami, które owocują kolejnymi przemyśleniami, aż proszącymi się o wykorzystanie ich w publicystyce - przeczytałem m.in. wybór pism Lenina zatytułowany O wielkiej socjalistycznej rewolucji październikowej, teraz czytam pisma ostatnie Andrzeja Stawara, wybitnego, ale zapomnianego niestety marksisty. Mam nadzieję, że niedługo uwolnię się przynajmniej od części wydruków i będę mógł wówczas poświęcić trochę czasu na powrót mojej publicystyki, a także upowszechnianie tekstów, którymi się zajmuję. Czekać na koniec tej roboty nie podobna, mogę tylko pchnąć ją jeszcze trochę naprzód i narzucić sobie na nowo dyscyplinę publicystyczną, jaką jeszcze nie tak dawno miałem.

Nie wiem tylko, czemu panie Jakubowski, a nie towarzyszu Jakubowski. Pozdrawiam i dzięki za mobilizację do działania.

 
Portret użytkownika seis
 #

Wprowadziłem już poprawki do tekstu. Dzięki za rady.

Autor (dawniej miałem nick "Samuel")

 
Portret użytkownika Rittner
 #

1. AK było rzecznikiem tych samych interesów, co przedwojenna Sanacja, tych samych postaw, które doprowadziły do przegranego września, czego efektem był holocaust obywateli 2 RP. AK wreszcie była odpowiedzialna za ruiny Warszawy, 200tys zabitych cywilów, śmierć polskiej inteligencji, wyniszczenie wielowiekowych skarbów kultury polskiej w wyniku Powstania Warszawskiego. Czy ci ludzie mieli prawo rządzić po wojnie, odradzać kolejnego trupa Sanacji, w ogóle pomijając skutki i wynik rządów faszystowskiej 2 RP? Nie mieli prawa, nie można było po wojnie tworzyć kontynuacji państwa sprzed 1939r, AK nie miało prawa do promowania swoich postaw, a to co spotkało ludzi tego środowiska było efektem ich własnej polityki, ich własnych wypaczeń, działań. Komuniści nie mogli okazać pobłazania wobec sił, które stały na drodze do stworzenia sprawiedliwego państwa, dającego szanse rozwoju robotnikom, chłopstwu, biedocie, ponad 80% społeczeństwa. Te siły podjeły walkę, stwarzając warunki wojny domowej. Koniec konców poległy. Taki był proces historyczny. Robienie z Bieruta mordercy, kata, zwolennika terroru to obraz skrajnie nierzeczywisty, przekłamany. On spełnił tylko rolę jaką wtedy trzeba było spełnić, żeby nie iść wstecz jak pragneły tego środowiska upośledzone w swej wizji Polski. Katolicko-feudalna 1 RP skończyła się zaborami, katolicko-połkapitalistyczna 2 RP skończyła się holocaustem. Nie można udawać, że tego nie było, że nie było tych klęsk.

 
Portret użytkownika uno
 #

(AK było rzecznikiem tych samych interesów, co przedwojenna Sanacja, tych samych postaw, które doprowadziły do przegranego września, czego efektem był holocaust obywateli 2 RP. )

W AK było ponad 100 tys. ludzi. Ocena dowództwa AK to jedno, a prześladowanie ludzi, którzy poszli do partyzantki walczyć z hitlerowcami za to, że byli w AK to drugie.

(Czy ci ludzie mieli prawo rządzić po wojnie, odradzać kolejnego trupa Sanacji... Nie mieli prawa....)

O tym kto ma prawo rządzić a kto nie, powinno decydować społeczeństwo a nie internetowi mędrcy o zapędach totalitarnych. Ścieżka dojścia do komunizmu wygląda tak: komuniści zdobywają poparcie większości społeczeństwa i wtedy robią to co trzeba. „Wyzwolenie klasy robotniczej musi być dziełem samych robotników"

 
Portret użytkownika Rittner
 #

W tamtym okresie rządzić miała prawo tylko klasa robotniczo-chłopska, a nie sanacyjne nieboszczyki ideowe, które przełajdaczyły Polskę. I ta klasa doszła do władzy, Bierut, Gomułka pochodzili z tej klasy, to problemy tej klasy stały się żywotnym problemem państwa.
Jeśli szeregowiec AK szedł do lasu i zabijał to zasługiwał na taki sam stryczek jak jego dowódcy, którzy to planowali. AK posuwało się do kolaboracji z UPA, nawet były przypadki współpracy z Niemcami(publikacje prawicowe o tym nawet mówią, uświęcając oczywiście takie układy) przeciwko komunistom. WiN żywił się za amerykańskie dolary w dodatku. I władza miała głaskać się z tymi zdrajcami nie rozumiejącymi potrzeby zmian? Zegadłowicz już w 41 roku pisał, że po wojnie musi powstać inna Polska, inna od 2 RP, bez tej sanacyjno-endeckiej kliki. I taka Polska powstała, i chwała Jej za to.

 
Portret użytkownika Rittner
 #

I trzeba przestać się łudzić wspaniałością demokracji. Demokracja to gra społeczeństwem, zwłaszcza we współczesnym świecie. Po wojnie trzeba było wziąść się za odbudowę kraju, reformy, a nie babrać się w błocie kłótni parlementarnych o każde zdanie ustawy, tak jak za Sanacji i dziś, by na koniec jej nie przyjąć. Gnębione, mordowane społeczeństwo okresem okupacji, zdemoralizowane wojną, żyjące w nieświadomości w czasach Sanacji, jaką demokratyczną odpowiedź mogło dać wtedy takie społeczeństwo?

 
Portret użytkownika uno
 #

(W tamtym okresie rządzić miała prawo tylko klasa robotniczo-chłopska, a nie sanacyjne nieboszczyki ideowe, które przełajdaczyły Polskę. I ta klasa doszła do władzy, Bierut, Gomułka pochodzili z tej klasy….)

Wałęsa też pochodził z tej klasy i wielu innych solidaruchów też, ale wraz z nimi ta klasa wcale nie doszła do władzy.

(….., to problemy tej klasy stały się żywotnym problemem państwa.)

I to jakim! Krnąbrność tej klasy dała o sobie znać w 1956,1970, 1976, 1980. Jak można domagać się podwyżek płac i przeszkadzać ‘towarzyszom” w budowaniu socjalizmu. Pieniądze? Po co robolom pieniądze. One były przecież potrzebne sekretarzom, oficerom „Ludowego Wojska Polskiego” , „Milicji Obywatelskiej” i SB oraz pracującym w pocie czoła dyrektorom państwowych przedsiębiorstw. Oni byli najważniejsi, to dla nich był realny socjalizm - i tą podstawową prawdę wbijali robolom do łbów pałką i kulą karabinową.

A kiedy okazało się, że to nie wystarczy - "towarzysze" zmienili front i protektora i stali się wzorowymi kapitalistami. Ustroje się zmieniają, ale oni zawsze są w awangardzie, na pierwszej - aktualnie jedynie słusznej - linii budownictwa ustroju.

 
Portret użytkownika uno
 #

O jaki ładny kwiatek
(AK wreszcie była odpowiedzialna za ruiny Warszawy, 200tys zabitych cywilów, śmierć polskiej inteligencji, wyniszczenie wielowiekowych skarbów kultury polskiej w wyniku Powstania Warszawskiego.)

Na tej zasadzie odpowiedzialność ponosi również Armia Ludowa i Polska Armia Ludowa. Obie organizacje walczyły w powstaniu, ramię w ramię z AK. A to niechybnie oznacza, że AL-owcy bijący się z faszystami na powstańczych barykadach byli agentami sanacji. Tylko wyjątkowe niedbalstwo moskiewskich "towarzyszy" sprawiło, że wszyscy ci "zdrajcy" nie trafili na sybir.

 
Portret użytkownika seis
 #

Uwagi do poprzedników:
-w szczytowym okresie Armia Krajowa liczyła 380 000 członków; oznacza to, że nie mogło być tam zbyt wielkiej polaryzacji ideowej; byli tam zarówno skrajni prawicowcy, jak i komuniści, którzy wstępowali do ZWZ przed powstaniem PPR i AL (przykładem Bolesław Boruta "Hanicz", przed wojną w KPP); jednak główni dowódcy byli zbrojnym ramieniem piłsudczyzny;
-jakkolwiek piłsudczyzna wykazywała pewne podobieństwa do faszyzmu, to zrównywanie tych dwóch pojęć jest nadużyciem;

 
Portret użytkownika Rittner
 #

1.AL popierała powstanie w porozumieniu z Armią Czerwoną przeciwko faszyzmowi, tego też chcieli Sowieci. Jednak zupełnie czego innego chciało dowództwo AK. Komorowski po wojnie napisał "powstanie militarnie wymierzone było w Niemców, politycznie zaś w Rosjan". Sowieci, AL zrozumieli to w pełni w toku działań powstania, dlatego przestano je wspierać, nikt mądry nie będzie wspierał działań wymierzonych w siebie samych. Powstanie Warszawskie to w pełni dzieło AK z całą patologią następstw, rozpoczęte na rozkaz AK i prowadzone z całą bezmyślnością na szkodę ludności miasta i samego miasta. Nawet Anders uważał, że taki Komorowski powinien dostać za to czape.
2. PRL odziedziczył pustynie, zniszczony kraj, zniszczony w pewnych istotnych obszarach w 90-100% jak Warszawa, Wrocław, Lubin. Kraj w którym nie było niemal żadnych relacji pracy poza prymitywnym rolnictwem. Po wojnie stosunki pracy, produkcja została odbudowana na wyższym poziomie organizacji, jakości, komfortu pracy niż kiedykolwiek miało to miejsce w Polsce. Taki był obraz tamtych dni. A Ty raczysz mnie prawicowymi sloganami w stylu SB, UB, MO. Wiesz jak wyglądały stosunki pracy w np Hucie w Częstochowie za Sanacji i po wojnie? Za Sanacji robotnicy mieszkali w dzielinicy zwanej "Za ostatni grosz", w psich budach, a żeby dostać się do huty pisali podania do Jaśnie Dobrodzieja, jeżeli w ogóle umieli pisać. Do 55r władza wybudowała nowoczesne miejsca pracy, stworzyła osiedle czystych, nowych domów, robotnicy dostali opiekę zdrowotną i oświatę. Całe masy biedoty awansowały. I ten obraz mają zaćmić rabujące sklepy monopolowe bandy wandali ze Szczecina 1970?
Wiesz ilu młodych chłopaków z MO, UB zgineło w imię odbudowy kraju, walki z parszywą reakcją której marzyły się czasy dzielnic "za ostatni grosz"? Napluć na MO, UB, LWP to melodia tych wspaniałych czasów, tylko ciekawe jaki system wyrwał z rynsztoka biedy ojców, matki tych którzy dzisiaj tak plują.

 
Portret użytkownika uno
 #

[1.AL popierała powstanie w porozumieniu z Armią Czerwoną przeciwko faszyzmowi, tego też chcieli Sowieci.]

Czyli sowieci są współwinni zbrodni. Co prawda, po desancie berlingowców na Czerniaków, Stalin pozbawił 'Łysego' dowodzenia, ale to tylko dowód jego słynnej, choć niezbyt częstej dobroduszności - bo przecież mógł zabić, a nie zabił.

(Po wojnie stosunki pracy, produkcja została odbudowana na wyższym poziomie organizacji, jakości, komfortu pracy niż kiedykolwiek miało to miejsce w Polsce)

Jest takie stare powiedzenie - apetyt rośnie w miarę jedzenia. Apetyt klasy robotniczej nie stanowi tu jakiegoś wyjątku i nie ma w tym nic złego.

To prawda, że dopiero po wojnie Polska przekształciła się z kraju rolniczego w przemysłowo rolniczy. Problem w tym, że w wyniku przyspieszonej industrializacji pojawiła się "nowa klasa robotnicza" - robotnicy w pierwszym pokoleniu, czyli po prostu chłopstwo przeniesione ze wsi do fabryk, wraz ze swoją mentalnością, kulturą, bez doświadczenia samoorganizacji i walki klasowej. "Stara", przedwojenna klasa robotnicza, często z wielopokoleniową tradycją, stała się mniejszością, rozpłynęła się w chłopskim morzu. Klasa jako całość zatraciła swoją tradycję, zwłaszcza, że zniknęły też dawne instytucje samoorganizacji (związki zawodowe, KPP, PPS). To już była robota Stalina i stalinowców - bo im była potrzebna posłuszna i bierna klasa robotnicza i taką tworzyli.

W końcu, w 10 lat po zakończeniu wojny robotnicy Poznania uznali, że za ciężką pracę należy im się wyższa płaca, zwłaszcza, że widzieli nieproporcjonalnie wyższą stopę konsumpcji "komunistycznych" elit. Krążące po PRL powiedzonko mówiące, że w "socjalizmie każdy robotnik może palić cygara i popijać szampana - ustami swoich najlepszych przedstawicieli" nie wzięło się z próżni.

I na koniec. Co w 1989 r. zrobili ci dzielni chłopcy z LWP, MO i SB, w tym stary frontowiec Jaruzelski? Generałowie Jaruzelski i Kiszczak stworzyli parasol dla restauracji kapitalizmu (bo tego chciała partyjna i przemysłowa nomenklatura, która pod rządami Mesnera i Rakowskiego utworzyła przyczółki w small businessie i zrozumiała, że może być głównym beneficjentem "przekształceń własnościowych".

Biurokracja zrozumiała, że jej uprzywilejowanej pozycji zagrażają nie imperialiści z NATO ale zbuntowani robotnicy w kraju.Dlatego trzeba było bardzo wiele zmienić aby wszystko mogło zostać po staremu.

A chłopcy z LWP, MO i SB? Odprasowali galowe mundury i zaczęli w nich biegać do kościoła, dziękując Bogu za przywrócenie wolnej ojczyzny. Socjalistyczna, czy kapitalistyczna - co za różnica, w końcu najważniejsze jest to, żeby ojczyzna wypłacała co miesiąc dobrą pensję. I tak oto panie dobrodzieju Karol Marks po raz kolejny udowodnił nam z za grobu, że to "byt określa świadomość".

 
Portret użytkownika Rittner
 #

Kolego po raz kolejny raczysz tworzyć absurdy.
Masy chłopskie trzeba było koniecznie przesunąć na pozycję robotników, inteligencji, mieszkańców miast po wojnie, i nie była to fanaberia jakiś tam stalinowców, tylko wymóg dziejowy, proces historyczny potrzebny do likwidacji zacofania, prawie feudalnej gospodarki, przekształcenia stosunków produkcji w nowoczesny proces odpowiadający materii czasu, uprzemysłowienia, i zwykłego procesu awansu dla ludzi, urbanizacji. Bez tego bylibyśmy rolnym krajem półanalfabetów w większości. Wymyślił sobię, he, niszczenie klasy robotniczej chłopstwem przez stalinowców. Eh.
No pewnie Stalin wszystkiemu winien, także głupoty AK. "powstanie politycznie wymierzone było w Rosjan". To zdanie obrazuje pewną postawę, a Stalin nie był ślepy. Powstanie, powtarzam, jest wyłącznym dziełem AK. Oni je wzniecili, walcząc w konkretnych celach, i te swoje cele kosztem ludności realizowali. Naprawdę nie wiem skąd w Tobie takie prawicowe postrzeganie historii, jakaś gloryfikacja błędów, wypaczeń, przy jednoczesnym wrabianiu, jakże prawicowym, Jaruzelskiego, Kiszczaka, Rakowskiego we wszystkie grzechy świata. Wpierw pretensja, że bronili socjalizmu w 1980, później pretensja, że nie obronili go w 89r. To właściwie, co mieli robić?
I wciąż bolą Cię jakieś nie istniejące fortuny Jaruzelskiego, Kiszczaka, Gierka. Żaden z nich nie miał takiego pałacu jak choćby Wałęsa dzisiaj. Jaruzelski nie rozbijał się jak Ziętek Alfą romeo za ponad 100tys zł.
Reform wprowadzających elementy kapitalizmu, kapitalizm chciała Solidarność, pewne grupy społeczne, a nie Jaruzelski. On swoją emeryturę wypracował na froncie, z emerytury prezydenckiej nabytej w kapitalizmie zrezygnował, nawet po cięciach w ramach WRON jakich dokonała prawica.

 
Portret użytkownika uno
 #

(Masy chłopskie trzeba było koniecznie przesunąć .....)

Zgoda. Jednak Lenin pytany o to, czym jest socjalizm - odpowiedział "władza rad plus elektryfikacja", gdzie władza rad oznacza demokrację proletariacką a elektryfikacja jest właśnie symbolem przyspieszonej industrializacji.

Zabrakło demokracji proletariackiej. Zamiast dyktatury proletariatu mieliśmy dyktaturę samozwańczej kliki, zacięcie zwalczającej wszelką krytykę - również, a może zwłaszcza z pozycji lewicowych, bo z prawicą, z biegiem lat wychowankowie i pogrobowcy Stalina dogadywali się coraz lepiej, czego najlepszym dowodem był "wielki finał" z końca lat 80-tych i współczesne oblicze ChRL.

("powstanie politycznie wymierzone było w Rosjan")
No pewnie. Taka była intencja dowództwa AK. Poza nie mieli wyjścia - zbyt długo trzymali ludzi z bronią u nogi, a ludzie rwali się do walki. Gdyby nie dali rozkazu do powstania, wyszłoby na to, że z faszystami bili się tylko czerwoni. Jednak mówiąc o "zbrodniczym powstaniu" plujesz w twarz bohaterom walki z nazistami - żołnierzom AK, AL i PAL. Ten durny stalinowski slogan często odstręczał ludzi od socjalizmu.

A ile debilnych decyzji wojskowych podjął sam Stalin? Gdyby w przededniu wojny nie wyrżnął dowództwa armii czerwonej, nie sprzymierzał się z Hitlerem, pewnie nie zginęłoby 20 milionów obywateli radzieckich.

(Wpierw pretensja, że bronili socjalizmu w 1980, później pretensja, że nie obronili go w 89r. To właściwie, co mieli robić?)

Oni nigdy nie bronili socjalizmu. Bronili wyłącznie interesów własnych i grupy społecznej, która wyniosła ich do władzy. W 1981 r. ta grupa widziała swój interes w obronie "status quo", w 1989 wiedziała już, że w jej interesie leży restauracja kapitalizmu. Generałowie tylko reagowali na to zapotrzebowanie.

Poza tym. I to jest najważniejsze. Gdyby restaurację przeprowadzono tylko w Polsce - można by dyskutować o agenturalnej Solidarności i złych klechach.

CZŁOWIEKU!!! Realny socjalizm w ciągu dwóch lat rozleciał się jak domek z kart w całej Europie, łącznie z Jugosławią eksperymentującą z socjalizmem samorządowym i betonowo-stalinowską Albanią. Nigdzie, nikt nie bronił "socjalizmu"! Klasa robotnicza pozostała obojętna, a partie komunistyczne zniknęły z dnia na dzień. A Rosja? Tam nie było Solidarności. Gensek Gorbaczow okazał się ideowym socjaldemokratą, liderem demokratycznej opozycji został szef moskiewskiego komitetu partii - pijaczyna Jelcyn, który odchodząc wyznaczył na następcę KGB-owca Putina. Kto zatem doprowadził do restauracji kapitalizmu? Kto na niej skorzystał?

Skoro nie rozumiesz marksizmu, czytaj Pismo Święte - a tam stoi jak byk

"PO OWOCACH ICH POZNACIE"

 
Portret użytkownika Rittner
 #

Ty mi zalatujesz PiSem, a nie żadnym marksizmem w patrzeniu na historię.
1. Do PZPR należało 3 mln ludzi. Należeć mógł każdy. Sekretarze partii, działacze byli, mieli w ok. 80% korzenie chłopskie, robotnicze, byli chłopami, robotnikami. I koniec konców to te klasy wyniosły w większości tych ludzi do władzy, władzy, która budowała mieszkania, fabryki, lepsze życie chłopom, robotnikom, a nie szlachcie, klechom, Rotschildom, Kulczykom, Czarneckim.
2. Dobrze wiesz, że pakt Ribbentrop-Mołotow miał za zadanie odwlec wojnę z Niemcami, a nie był wyrazem miłości Stalina do Hitlera tak jak głoszą prawicowi durnie.
I nie myl bohaterstwa z głupotą. Bo jeżeli bohaterstwem jest doprowadzenie do rzeźi ludności cywilnej, zniszczenie miasta, śmierć inteligencji, zniszczenie bezpowrotne wieków kultury polskiej (tysiące rękopisów, obrazów np Szymanowskiego, Irzykowskiego, Witkacego których nigdy nie wydano nawet, bądz nie ma po nich nawet zdjęcia), wtłoczenie w szeregi armii bezbronnych dzieci(podczas gdy 300tys zdrowego chłopa żyło w Warszawie, mając powstanie za skrajny idiotyzm, w przeciwieństwie do 16letnich bohaterów w piaskownic), co jest praktykowane tylko u ciemnych murzynów; jeśli to jest bohaterstwo, to ja wolę być tchórzem, bo zginać jak dureń, powodując śmierć innych i udając przy tym bohatera to każdy półgłupek potrafi. Sztuką w czasie wojny jest ocalenie, a nie destrukcja. Czesi durniami nie byli, zrobili powstanie na tydzień przed końcem wojny i mają Pragę całą, cały dorobek wieków.

 
Portret użytkownika uno
 #

I gdzie się podziało te trzy miliony polskich komunistów z PZPR? Solidaruchy ich wymordowali wraz z rodzinami, żeby móc przywrócić kapitalizm? No bo przecież trzy miliony komunistów nie oddało by socjalizmu od tak po prostu, bez walki. Sam chyba widzisz, że coś było nie tak z tym komunizmem PZPR.

Z tego, że partia przestała być robotnicza zdawali sobie sprawę nawet co bystrzejsi PZPR-owcy, bynajmniej nie trockiści - patrz Jan Malanowski "Klasa robotnicza i jej partia". To jest analiza pisana przez lojalnego członka PZPR w 1980 r. http://1917.net.pl/?q=node/4345

 
Portret użytkownika Rittner
 #

Dostosowali się, tak jak dostosował się p. Ziętek, p. Ikonowicz. Pewnych procesów jeżeli nie można zatrzymać, to trzeba się do nich dostosować. Zelazna gwardia PRL roczniki 1920/30 właśnie wymiera, jest na wymarciu. Ta grupa pamięta sanację, jej patologię, dlatego potrafi w pełni cenić, ceniła PRL. Pokolenie 40/50 kształtowane stalinizmem, i to ono było w dużej części napędowe dla reakcji, posiada jednak jednostki które w pełni ujawniały świadomość klasową, socjalną, szacunek dla PRL wzbogaconą o znajomośc przestrzeni dysfunkcyjnych w tym PRL. To było ważne liczebnie, jakosciowo dla Prl, oni jednak byli zbyt młodzi politycznie, żeby zmienić PRL w pewnych obszarach, nie zdązyli. W kapitalizmie ulegli pewnym nurtom, ale ja posiadam dla nich szacunek, Cimoszewicz, Miller, o tej grupię mówię pomimo pewnych błędów(często mających swoje wytłumaczenie) posiadali jednak zdolność bronienia pewnych lewicowych obszarów pojęć, odciągając Polskę przed meliną prawicy, przed zmianami, które będą katastrofalne, już są po 6 latach rządów prawicy. Oczywiście wojna w Iraku, Afganistanie, pewna liberalność, desocjalizacja lewicy nurtu SLD były błędami, błędne. Ale pomino tego środowiska lewicowe miały siłe(20%-40% w wyborach, dzisiaj 10%), broniły państwa przed wścieklizną prawicy, szkoda, że w 2001-05 nie mogli rządzić samodzielnie, PSL zbyt wiele blokował. Pokolenie 60, 70 jest natomiast nijakie(w PRL oni nie mieli ani dużego wpływu na kierunki przemian, nie należeli też do partii, może stąd ta nijakość), dlatego lewica jest też nijaka, bo w mojej ocenie i Napieralski, i Ziętek, i Olejniczak są skrajnie nijacy, przyznaję przy tym że Ziętek ma swoją wartość w pewnych obszarach pojęc, nie w populizmie o którym pisałem, ale w pewnego rodzaju działaniu, walki, Napieralski jest do tego niezdolny, to dyzma lewicy, równie dobrze może należeć do PO.

 
Portret użytkownika tres
 #

"Pokolenie 60. i 70. jest natomiast nijakie"

Z tym to się nawet mógłbym zgodzić, bo znam z tego pokolenia tylko jedną osobę którą uważam za prawdziwego ideowego komunistę.

Za to pokolenie końca lat 80. i lat 90. to pokolenie które jest doskonałym materiałem do rewolucyjnej agitacji co udowadnia szybki rozrost kolektywu redakcyjnego portalu "Władza Rad", do którego dołączają ludzie właśnie z tego pokolenia.

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Uno, jeśli chodzi o powojennych działaczy partyjnych, to był to materiał bardzo zróżnicowanej jakości. Z jednej strony została garstka niedobitków KPP, jak np Bierut, czy Frey Bielecki. Znów to środowisko nie było też jednorodne - dlatego, że wśród tych komunistów był także tego typu dygnitarz, co Włodzimierz Sokorski, który był mistrzem zmian frontów -jak by powiedział Rittner - przystosowania. Lubował się w sprośnych, historyjkach na temat postaci, które nawet jeszcze na początku lat 90 potrafił jednak opisać jako niezastąpione, którym Polacy i Polskie Wojsko w ZSRR wiele zawdzięczali.

Były jednak również kadry, które po części nie miały zupełnie komunistycznej przeszłości. Co powiesz np o Janie Dobraczyńskim, publicyście wielbiącym Romana Dmowskiego,który po wojnie nie zajmując się w ogóle problematyką klasową, cieszył się kredytem zaufania władz i nigdy nie spotkały go żadne represje. Mimo, że Dobraczyński był współwydawcą "Myśli nowoczesnego Polaka", nie doczekał się za to internowania, lecz miejsca w PRON. Także wyznające przed wojną poglądy niechętne komunizmowi, Dorota Kłuszyńska i żona mordującego w II RP komunistów Rajmunda Jaworowskiego, znalazły swe miejsce w ławach poselskich PRL i na listach członków partii. Nie mówiąc o Cyrankiewiczu, który nigdy nie odczuwając ciągot w kierunku komunizmu, po prostu umiał się ustawić. Przegląd tych kadr na różnych szczeblach i w różnych sektorach zdradza rozpaczliwe i pozbawione wyczucia łatanie dziur po zabitych w wyniku fałszywych oskarżeń w Moskwie komunistów.

Ludzie z innych obozów politycznych, nawet przed wojną zwalczający komunizm, wykorzystywali tę sytuację, wiedząc skąd wiatr wieje, robili coś podobnego, co synowie mieszczańscy w ZSRR, którzy "robotnicze papiery" wyrabiali sobie przez odbycie stażu w fabryce, traktując to jako rodzaj służby wojskowej, choć dialektyka i walka klas grzała ich czy ziębiła tylko o tyle, o ile mogła być szczeblem do kariery. Wyraził to dość otwarcie jeden z kierowników wrocławskiego Pafawagu na początku lat 50, mówiąc, że partia ani go ziębi, ani grzeje, co owszem zakończyło się potępieniem delikwenta na forum zakładowej organizacji partyjnej, niemniej taką postawę wyznawało wielu nowych działaczy z przypadku, którzy dzięki temu, że wyuczyli się na pamięć formuł: "partia nasza", "Wojsko Polskie", "wieczna przyjaźń ze Związkiem Radzieckim" mieli gotową trampolinę do kariery. Choć byli i tacy, których te slogany autentycznie wzruszały. Znam obie postawy ze wspomnień rodzinnych np. choćby mojej mamy, która stykała się z wykładowcami od przedmiotów zawierających elementy nauk politycznych i teorii walki klas czy dialektyki, albo potem przełożonymi, zarówno płaczącymi ze wzruszenia ideowcami, jak i funkcjonariuszami robiącymi po prostu karierę po trupach, do których pasuje jak ulał popularne w PRL powiedzenie: kto to jest kierownik? Kierownik to jeszcze nie dyrektor, a już świnia. Natomiast wiedzę na temat organizacji partyjnej z Pafawagu czerpię z własnych badań archiwalnych pod koniec studiów, zleconych przez promotora, które zaowocowały opracowaniem "PZPR w fabryce", którego jestem jednym z współautorów.

Nie można kwestionować, że Bierut pewnym zjawiskom nie zapobiegł. Otrzymywał on jednak materiały prokuratury i mógł się kierować w warunkach wojny domowej jedynie tym, co te materiały mówiły. Rozmiary panującej paranoi, gdy prokuratura niekiedy sama wierzyła w zarzuty jakie stawiała opisuje Jerzy Poksiński w "Victis honos. Spisek w wojsku". Publikuje on listy prokuratora Zarakowskiego do Bolesława Bieruta, w których przedstawia on swoje opinie dotyczące spraw, rzutujące na wyrok. W listach z początku lat 50 Zarakowski opiniuje z wielką pewnością ferowanych wyroków. Mniej więcej od 1954 zaczyna pisać, niekiedy w rewizji spraw już straconych, że w danej sprawie popełniono rażące nadużycia, stosowano niedozwolone metody śledztwa, optuje za przywróceniem pośmiertnie dobrego imienia bądź ułaskawieniem ludzi, którzy uprzednio jawili mu się jako odpowiedzialni za zbrodnie przeciw Polsce Ludowej, ludzi, których prośby o łaskę opiniował wcześniej jako mydlenie oczu prezydentowi. Oto jedna z sytuacji opisanych przez Poksińskiego:

Helena Adamczewska zobaczyła nie znaną jej bliznę nad czołem męża, znaczną siwiznę [przed aresztowaniem był szpakowaty -J.P.]. Niewiele mówił. Płakał. Napisała skargę do Bieruta. Wyjaśniał ją Stanisław Zarakowski. Potem w olbrzymim gabinecie krzyczał do Heleny Adamczewskiej: „prowokatorka! Jak pani nie zaprzestanie - to każę zamknąć!".

Niestety powszechną paranoję władz potęgowało wysyłanie agentów przez USA, udających przyjezdnych do rodziny krewnych, a zajmujących się np fotografowaniem obiektów strategicznych, czy też trwająca wojna domowa. Choć to okrutnie zabrzmi: za zbrodnie podziemia płacili nie zawsze winni. Mało tego paranoja przeniosła się na wewnętrzne stosunki partyjne. Dam mały przykład jak daleko to zaszło, co częściowo poruszyłem w ślad za publikacją ISP PAN w mojej książce o Julianie Marchlewskim, w części poświęconej jego kultowi w PRL.

18 lutego 1952 r. pomocnik sekretarza generalnego MSZ ZSRR Władimir Kuzniecow sporządził notatkę z rozmowy z Zofią Marchlewską o sytuacji politycznej w Polsce, a także o możliwościach wydania dzieł Juliana Marchlewskiego i trudnościach z tym związanych w PRL. Córka Juliana, dziennikarka, niebędąca nawet funkcjonariuszem aparatu PZPR, a jedynie starszym instruktorem w Wydziale Historii Partii KC, przez to słabo znająca stosunki krajowe, dała się wprowadzić w szeregu kwestiach w błąd swoim rozlicznym, nierzadko przypadkowym i pochodzącym z różnych środowisk rozmówcom. Niewykluczone, że ci ostatni szerzyli świadomą dezinformację, kierując się osobistymi sympatiami lub antypatiami, prawdopodobnie część z nich uległa wszechobecnej atmosferze prowokacji, wzajemnej podejrzliwości i szpiegomanii właściwej czasom stalinowskim. Dla manipulujących opiniami Marchlewskiej, skądinąd porządnej kobiety, szczerze pragnącej by jej syn poznał ukochany przez dziadka kraj rodzinny, aparatczyków stalinowskich, Bierut był "trockistą" i jako takiego przedstawiali go nieświadomej prowokacji towarzyszce.

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

"Z tym to się nawet mógłbym zgodzić, bo znam z tego pokolenia tylko jedną osobę którą uważam za prawdziwego ideowego komunistę"

Tres, ja myślę, że jeszcze przynajmniej jedną - z końcówki lat 70 ?

 
Portret użytkownika Rittner
 #

Hehe rozbawiłeś mnie. Pokolenie 80, 90 w Polsce jest stracone dla lewicy w ogóle, dla komunistów w szczególności. Powiem więcej; przez następne 40 lat nie mamy nawet prawa marzyć, że w tym kraju narodzi się coś wartościowego dla lewicy. Czasem łudzę się perspektywą dekady, która może wystarczyć, ale w istocie nie ma na to szans. Prawica zrobiła swoje, dzisiaj nieliczni entuzjasci z pokolenia 80/90 to w większości subkulturowe twory, taki etap młodości, dla jednego punk, dla drugiego satanizm, dla trzeciego koszulka z Che. Popatrz w koło. Wejdź nawet na onet, poczytaj komentarze o Leninie(właśnie przerabiają jego kochankę), 95% piszących myśli że Hitler był lewicowcem, ba marksistą, wszyscy kochają tego kuglarza Wojtyłe, komunizm dla nich to klątwa. I tak też jest w życiu. SLD żeby utrzymać się na wodzie zrezygnowało z upominania się o prawdę przeszłości, o edukację młodych w prawdzie, zkleszyli całe niemal społeczeństwo, a Sld nie zatrzymało tego. Ale cóż młodzi z PPP widzą w PRL tylko zło tak jak ich młodzi koledzy z PiS. Przegrywając walkę o pamięć i edukację, lewica przegrała wszystko na następne 40lat, no chyba że wybawi nas wojna od katolickiej zarazy na jakiś czas tak jak wybawiła koniec końców Polskę od sanacji, bądź Słowację od klechy Tiso, zdziczenia w kulcie Hlinki. Na jakiś czas niestety. Dzisiaj mamy odnowienie tego, i nie uda nam się tym razem zapobiec temu, żaden czerwony Brat nam nie pomoże, a sami nie wygramy z ich praniem mózgów dzieciom w szkołach. Armia małych katolików i kapitalistów rośnie w siłę każdego dnia.

 
Portret użytkownika cinco
 #

Pokolenie 80, 90 w Polsce jest stracone dla lewicy w ogóle, dla komunistów w szczególności.

Szczególnie widać to na szczególnym przykładzie szczególnej części członków Redakcji WR oraz naszej Listy Symaptyków, którzy w większej części wywodzą sie właśnie z tego pokolenia. Ale jako nam nasz znawca przemówił: oni w szczególności nie są komunistami, a lewicowcami w ogóle.

Powiem więcej; przez następne 40 lat nie mamy nawet prawa marzyć, że w tym kraju narodzi się coś wartościowego dla lewicy.

A słyszał petent o PPP, JEDYNEJ w Polsce partii ROBOTNICZEJ? A wie petent, na jakim portalu pisze i jaki inny go poprzedzał?

Prawica zrobiła swoje, dzisiaj nieliczni entuzjasci z pokolenia 80/90 to w większości subkulturowe twory, taki etap młodości, dla jednego punk, dla drugiego satanizm, dla trzeciego koszulka z Che.

Warto dodać, iż w sukbultury bawi się ta część młodzieży, którą stać na wszystkie potrzebne do tego rewkizyty etc (zatem stoimy na gruncie klasowym). A kim jest Che z koszulek? Symbolem lewicowców czy zlberalizowanych nastolatków, których życiowymi problemami są konsekwencje buntu młodzieńczego?

Wejdź nawet na onet, poczytaj komentarze o Leninie(właśnie przerabiają jego kochankę), 95% piszących myśli że Hitler był lewicowcem, ba marksistą, wszyscy kochają tego kuglarza Wojtyłe, komunizm dla nich to klątwa.

Pozostaje kwestia, czy ów 95% piszących to element drobnomieszczański, który akurat nie ma lepszego zajecia niż "trójkąt w łóżku" czy zapracowani robotnicy (do których, w przeciwieństwie do powyższych, odwołuje się ruch komunistyczny), zmęczeni na tyle, by nie mieć ni ochoty ni czasu, by zajmować się tego typu głupotami.

SLD żeby utrzymać się na wodzie zrezygnowało z upominania się o prawdę przeszłości, o edukację młodych w prawdzie(...)

A czy SLD kiedykolwiek się tym zajmowało, czy wolało skupić się na grzaniu stołków i marzeniach o korycie?

(...)zkleszyli całe niemal społeczeństwo, a Sld nie zatrzymało tego.

Trudno, by banda burżua miała postępować wbrew swojemu interesowi klasowemu.

Ale cóż młodzi z PPP widzą w PRL tylko zło tak jak ich młodzi koledzy z PiS.

Pozostaje pytanie: młodzi z PPP organizują, wraz z robotnikami, demonstracje w obronie praw pracowniczych czy sterczą pod krzyżem i przygotowywują się do grzania stołków?

Co do PRL - niechaj petent spojrzy tutaj, co wyczyniają bratni towarzysze partyjni z Wietnamu i w jaki sposób "budują socjalizm".
http://www.1917.net.pl/?q=node/6456

wybawi nas wojna od katolickiej zarazy na jakiś czas tak jak wybawiła koniec końców Polskę od sanacji, bądź Słowację od klechy Tiso, zdziczenia w kulcie Hlinki.

O ile wojnę, w wyniku której zginą robotnicy siłą zmuszeni do walki za i w interesie burżua, uważać można za rozwiazanie.

Dzisiaj mamy odnowienie tego, i nie uda nam się tym razem zapobiec temu, żaden czerwony Brat nam nie pomoże, a sami nie wygramy z ich praniem mózgów dzieciom w szkołach.

Słyszał petent słowo "kryzys" i czy zna petent jego konsekwencje?

Armia małych katolików i kapitalistów rośnie w siłę każdego dnia.

O ile drobnomieszczaństwo i burżua można uznać za elementy wpływajace na rozwój ruchu robotniczego (powtarzam: na ROZWÓJ).

 
Portret użytkownika Rittner
 #

Kolego bądźmy poważni. PPP ma mniej niż 1% poparcia, a ten portal odwiedza garstka, jesteście poza głównym nurtem dyskusji społeczeństwa.
Dzisiaj elektorat socjalny, robotniczy głosuje na PIS, bo to w większości element najbardziej podatny na bzdury o tradycji, klechostwo, ciemnotę. Udawać że jest inaczej to kłamstwo.
Kryzys nam nie pomoże, mamy inne kierunki ujścia dla tego zjawiska, powodując wzrost antysemityzmu, teorii narodowych, endeckich, antyunijnych, antysocjalizmu itd.
Jeśli Ty widzisz gdzieś szanse na jakiekolwiej lewicowe państwo w tym kraju to chyba tylko w grze w tarota, bo realnych oznak szans na taki proces nie ma. Prawica ma wyborach 90% głosów, więcej jak Łukaszenka hehe.

 
Portret użytkownika cinco
 #

PPP ma mniej niż 1% poparcia(...)

Błąd - poparcie PPP oscyluje między 1 a 3%, co jak na jedyną w Polsce partię robotników (nie posiadającą wsparcia wielkiego kapitału, w przeciwieństwie do partii burżuazyjnych) nie jest złym wynikiem.

ten portal odwiedza garstka, jesteście poza głównym nurtem dyskusji społeczeństwa.

Zastanówmy się chwilę: ponad tysiąc unikalnych wizyt dziennie, status najpopularniejszego lewicowego portalu zaraz po lewica.pl (zaznaczając, że WR istnieje niecałe 2 lata, a lewica.pl - 10) i spadkobiercy LBC. Znajdziesz porównywalne osiagnięcie wśród obecnie istniejących polskich portali spod sierpa i młota?

Dzisiaj elektorat socjalny, robotniczy głosuje na PIS, bo to w większości element najbardziej podatny na bzdury o tradycji, klechostwo, ciemnotę. Udawać że jest inaczej to kłamstwo.

Na PiS głosują nie robotnicy, a "stara gwardia" spod krzyża. Zauważ, że frekwencja na wyborach wynosi zwykle ok. 40% - a przypomnijmy, ze klasa robotnicza stanowi znaczna część społeczeństwa.

Kryzys nam nie pomoże, mamy inne kierunki ujścia dla tego zjawiska, powodując wzrost antysemityzmu, teorii narodowych, endeckich, antyunijnych, antysocjalizmu itd.

Kłaniają się podstawy ekonomii, panie petent. Dotego dołóżmy podstawy marksizmu: okaże się nagle, że kryzys to stan słabości kapitalizmu, stan, w którym system ten jest załamany - i podatny na przemiany społeczne (na przykładzie Grecji, gdzie KKE jest chyba najsilniejszą partia komunistyczną w Europie).

Co się tyczy wzrostu poparcia dla narodowców. Można powołać się na koronny przykład - partię nazistów. Cóż zastem sprawiło, że "awangarda rasy panów" z NSDAP dorwałą się do władzy?

Dw ważne czynniki:

-poparcie wielkiego kapitału (nie było żadnej równie silnej opozycji, jak komuniści - w związku z tym przerażona niemiecka burżuazja znalazła własnego kandydata - przypomnijmy, ze na spotkania Narodowo-"Socjalistycznej" Niemieckiej partii "Pracy" chadzali nie robotnicy, a "gentelmeni z wyższych sfer", których to towarzystwo wodzowi partii nader odpowiadało);

-poparcie rozhisteryzowanego, zdeklasowanego drobnomieszczaństwa ("My? Ludzie wykształceni i na poziomie, którzy uczciwie dorobili się majątku mamy być jakimiś robolami? Co to, to nie!").

Jeśli Ty widzisz gdzieś szanse na jakiekolwiej lewicowe państwo w tym kraju to chyba tylko w grze w tarota, bo realnych oznak szans na taki proces nie ma.

Świetnie! Spalmy więc pozostałe jeszcze dzieła Marksa, pokasujmy publikacje i pozdejmujmy portale internetowe, pozamykajmy robotnicze ugrupowania (idąc za zamachem: także i zwiazki zawodowe) a na koniec najlepiej popełnijmy zbiorowe samobójstwo. Bo w końcu w tej chwili ruch robotniczy jest marginelizowany politycznie, tak więc nie powinniśmy nijak działać ani czekać na odpowiednie warunki, by to zmienić - jako orzekł nasz znawca.

 
Portret użytkownika Rittner
 #

1)1% a 3%, rzeczywiście tylko pozazdrościć. Gratuluję, za 20 lat może będzie 4% a może nawet calutkie 5%.
2) nie obraź się , ale kiedyś na blogu potrafiłem mieć 20tyś wejść w jeden dzień.
Nie zapominaj o Krytyce politycznej, która też ma swoje wyniki. Komunistów z KPP nie wymieniam, bo nie wiem jaką oni mają liczbę odwiedzin.
Źlę wam nie życzę, ale wasza aktywność w burżuazyjnych mediach, portalach jest żadna. Nawet komentarzy PPP na takim onecie, czy wp nie ma, a powinny być, bo tam możecie nakierować ludzi na was. Lenin zawsze podkreślał że trzeba wyzyskać każdy podmiot wroga to własnej walki o własne cele. A was tam nie ma, nie w zadowalającym stopniu.
3) pracownicy fabryk, dużych zakładów w ogóle głosują na prawicę, na Pis, za sprawą S, w szczególności. A to żeby przekonać tych ludzi nie idących na wybory to już wasze zadanie.
4) za dużo histerii w tym zamykaniu. Masz na pewno świadomość tego czym są ideologicznie rządy prawicy, do czego prowadzą. Prawica podzieliła tak Polskę, że robotnik identyfikuje się z wartościami prawicowymi, jego dzieci mają prawicowe pranie mózgów w szkole, to prawica dzisiaj ma poparcie robotnika. Kryzys tego nie zmieni, bo jest Pis, pseudosocjalna prawica.

 
Portret użytkownika tres
 #

20 tysięcy? Sam onet ma nie więcej niż trzy miliony więc tyle to może mieć blog Korwina co najwyżej. Autodekonspiracja? To może to stąd to smęcenie, fatalizm i narzekanie na klasę robotniczą na którą Korwin to najchętniej wysłał by wojsko aby raz na zawsze zgnoić "roszczeniowych roboli".

A tak na poważnie. Krypol to kawiorowa lewica i z tego nigdy żadna sensowna partia nie powstanie, podobnie z emerytów z KPP. Na onecie komentarze piszą świry a nie działacze PPP i sympatycy którzy mają poważniejsze rzeczy do roboty - np. zbieranie podpisów, dzięki czemu PPP jest obecnie widoczna w mediach publicznych bo gwarantuje jej to prawo jako że wystawiła listy we wszystkich okręgach a np. Nasz Dom Ojczyzna Samoobrona Andrzeja Leppera czy Prawica RP nie. I to już jest jakiś wymierny sukces polityczny bo gdyby nie kampania wyborcza to lewica by dla przeciętnego człowieka nie istniała, tak jak nie istnieje na codzień, od kiedy Ikonowicz dostał wyrok i "pierdoli nie kandyduje", honoru lewicy w wyborach broni tylko partia Ziętka. I właśnie to przeciwko PiS-owi o lewicowy elektorat toczy się walka przed dniem 9 października.

 
Portret użytkownika Rittner
 #

Dobry bloger na onecie, polityczny bloger, może dojść do 50tys w jeden dzień, oczywiscie przy jakiejś tam pomocy onetu. I to nie musi być żaden żałosny Korwin, w którego mnie wrabiasz.
Dalej nie rozumiesz, że taka krytyka wszystkiego co lewicowe, nieważne czy to Sld, KP, KPP nie wnosi niczego wartościowego. Kłocić się mogą silni, słabych na to nie stać.

 
Portret użytkownika tres
 #

Tak, jednoczmy się ponad podziałami - może jeszcze z PO sojusz proponujesz? Współpraca z SLD była stałym punktem działania większości lewicy w latach 90., w łaski tej partii czy wcześniej koalicji wkupiali się zarówno działacze Związku Komunistów Polskich Proletariat tak jak i PPS z Ikonowiczem na czele i kołaczy politycznych z tego nie było bo SLD to partia burżuazyjna i entuzjastycznie nastawiona do obranego przez kolejne rządy ultraliberalnego kursu gospodarczego. Krytyka KryPola wnosi więcej wartościowych rzeczy niż sam KryPol bo kluby dla bogatych i wrażliwych intelektualistów są na pryszcz . KPP nie jest natomiast ze względu na swoją beznadziejną słabość i silne wpływy obłąkanych stalinistów w jej strukturach jakimś partnerem do ewentualnej współpracy. Tzn ja nie mówię że wszyscy członkowie wyżej wymienionych organizacji nie są godni współpracy, może są jakieś "rodzynki" tylko linia polityczna przyjęta przez kierownictwo mocno nam się nie podoba.

Współpracować należy natomiast ze wszystkimi rozwijającymi się organizacjami lewicowymi, które uznają prymat interesów ludzi pracy nad interesami kapitału i posiadają jakąś szerszą bazę społeczną, najlepiej klasową no i normalnych zdrowych ludzi z którymi można działać razem jak z mężczyznami a nie wariatów.

Szczerze wierzę, że ten zbiór nie ogranicza się na dziś dzień do PPP i Sierpnia 80, choć to wspieraniu PPP jako jedynej partii robotniczej w kraju i jedynego tworu mogącego przerodzić się w konieczną dla rewolucji proletariackiej partię typu leninowskiego, zamierzamy się poświęcić w pierwszej kolejności.

Być może sensowni okażą się także Młodzi Socjaliści (bo jak donosi jeden nas współtowarzysz z redakcji podobno zorganizowali całkiem niezły obóz letni), czy inne niż Sierpień związki zawodowe, organizacje lokatorskie, studenckie etc. To jest jednak na razie czysta teoria, a jak mówi ludowe przysłowie lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Na dzień 18 września 2011 najwięcej dobrego zrobi konsekwentna agitacja w celu wsparcia PPP w wyborach, w czym nie próżnujemy tak w sieci jak i w realu.

Wszystkich lewicowców mających konkretne propozycje i pomysły na bieżącą działalność polityczną zapraszamy gorąco do skontaktowania się z nami po 9 października i odbycia merytorycznej dyskusji. Na dziś dzień to poza współpracą przy redagowaniu strony mamy jedną propozycję - wsparcie kampanii PPP, najchętniej w formie kolportażu plakatów wlepek itd.

 
Portret użytkownika Bartek
 #

Współpracować należy natomiast ze wszystkimi rozwijającymi się organizacjami lewicowymi, które uznają prymat interesów ludzi pracy nad interesami kapitału

Program PPP:
Zgodnie z nazwą, głównym polem działania Polskiej Partii Pracy są miejsca pracy i polityki gospodarczej, na którym to obszarze reprezentować chcemy interesy ludzi pracy. Wychodzimy z założenia, że interesy ludzi pracy muszą być traktowane na równi z interesami kapitału.

 
Portret użytkownika tres
 #

Jak już jesteśmy przy iście spartakusowskiej papierkologii:

Manifest Programowy PPP i "Sierpnia 80" który jest ważniejszym dokumentem od programu wyborczego A.D. 2011 bo został przegłosowany przez zjazd związku:

Interesy ludzi pracy są sprzeczne z interesami kapitału, który dąży do maksymalizacji swoich zysków kosztem potrzeb społeczeństwa. Ich interesy powinny mieć priorytet nad interesami wielkiego biznesu, właścicieli i zarządców prywatnych majątków.

http://partiapracy.pl/?skelMod=ModContent&mid=367#manifest

 

Społeczność

Ernst Thälmann - Sohn seiner Klasse