Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 8 gości.

Jonathan Neale: Obama próbuje zawłaszczyć rewolucje

Barrack Obama

Obama próbuje zawłaszczyć rewolucje

19 maja Barack Obama wygłosił przemówienie na temat Bliskiego Wschodu. Obiecał głębokie zmiany w polityce zagranicznej USA. Obama przedstawił się jako stronnik arabskich buntów i porównał je do rewolucji amerykańskiej i amerykańskiego ruchu praw obywatelskich.

By zrozumieć co Obama robi, należy zrozumieć kim on jest. Wiele osób uważa go za uczciwego liberała, tyle, że zagubionego – jest inteligentny, elokwentny i lepszy niż George W Bush.

Obama jest jednak przywódcą amerykańskiego kapitalizmu, najważniejszą osobą w kapitalizmie na skalę globalną i głównodowodzącym amerykańskiego imperium. Największymi darczyńcami jego kampanii prezydenckiej byli milionerzy z Wall Street. Mianowane przez niego osoby na stanowiska ekonomiczne także są z Wall Street. Mianowani na stanowiska związane z polityką zagraniczną są militarystami.

Rozszerzył on działania wojenne w Afganistanie, bombardował Pakistan, sprzeciwiał się jakiemukolwiek globalnemu porozumieniu dotyczącemu zmian klimatycznych. Pozostaje on preferowanym kandydatem amerykańskiej klasy rządzącej.

Jego wybór na prezydenta wyznaczony został przez moment, w którym Amerykanie udowodnili sobie nawzajem, że nie są rasistami. I to jest ważne.

Ale uprawia on strategię na rzecz swojej klasy. I jest jej najlepszym człowiekiem. To tłumaczy jego przemówienie. Rząd USA i korporacje są w kłopotach na Bliskim Wschodzie. Przez dwa pokolenia wspierali dyktatorów i Izrael chcąc kontrolować dostęp do ropy. Pierwszą reakcją Waszyngtonu na rewolty, było wsparcie dla dyktatorów.

Ale potem wszystko poszło źle i teraz Amerykanie się szamoczą, by nadążyć za sytuacją. Wciąż chcą kontrolować zasoby ropy. By to było możliwe, muszą kontrolować ludzi. Co więcej, USA przegrywają wojnę w Afganistanie i zyskują coraz większą nienawiść w Pakistanie. Przegrana USA jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem w „Af-Pak-u”.

Teraz więc USA zmieniają barwy swojej polityki. Chcą być przyjaciółmi zwycięzców, wybrać nowych prezydentów i zaprzyjaźnić się z „arabską ulicą”. Hillary Clinton nie może tego zrobić, ale może Obama może.

I tak, przejęli powstanie społeczne w Libii pod swoją kontrolę i legitymizowali amerykańskie bombardowania na Bliskim Wschodzie. W Egipcie kazali wojskowym odsunąć od władzy Hosni Mubaraka, a teraz popierają armię przeciwko ruchom ludowym.

Obama również określił się jako „neutralny” w konflikcie między Izraelem a Palestyną. Nic, co powiedział, nie oznaczało odwrotu w amerykańskiej polityce. Ale sposób w jaki to powiedział oburzyło i przestraszyło premiera Izraela Benjamina Netanjahu.

Obama powiedział światu, że miał gorzkie spotkanie z Netanjahu. Chciał, żeby świat o tym wiedział. Poparcie USA dla Izraela przez długi czas napełniało Arabów goryczą. Balans sił w regionie przechyla się przeciwko Izraelowi. Nie oznacza to, że Waszyngton porzuca Tel Awiw, ale chce, żeby Arabowie postrzegali USA jako neutralne. Obama nawet nie wspomniał o Arabii Saudyjskiej – ale saudyjski król i tak będzie wściekły z powodu przemówienia.

Polityka USA w regionie wciąż będzie sprzyjała bogatym, korporacjom, policji, armii i torturującym. Ale Waszyngton złapał się w sprzeczności. USA chcą powstrzymać arabską ludową kontrolę nad zasobami ropy naftowej, nad gospodarką i polityką zagraniczną.

Ich głównym problemem nie jest teraz wspieranie dyktatorów, lecz wspieranie klas rządzących po odejściu dyktatorów. Ich działania będą więc sprzeczne z ich słowami. Niektóre działania będą stały w sprzeczności z innymi działaniami. Muszą jednocześnie wspierać i krytykować represje, albo stracą kontrolę. Nie mogą iść zbyt daleko. Nie mogą stać bezczynnie. Obama jest w ciężkim położeniu.

Słowna zmiana kierunku prezentowana przez Obamę będzie miała pewien oddźwięk u wielu polityków. Niektórzy zwykli mieszkańcy krajów arabskich będą mieli nadzieje, że Obama reprezentuje zmianę.

Ale prawdopodobnie ta gra im się nie uda. Po części dlatego, że wciąż są jeszcze powiązani starymi sojuszami i machinami represji. Częściowo dlatego, że Arabowie nie są głupi. Częściowo dlatego, że po odejściu dyktatorów, bezrobocie, głód i niesprawiedliwość pozostaną. Ale głównie dlatego, że rewolty i walka klasowa wciąż idą do przodu, na naszą korzyść.

I to jest najważniejsza rzecz jaką należy wynieść z przemówienia Obamy. Wskazuje ono, że Obama, Clinton i Departament Stanu wierzą, że powstania w Jemenie i Syrii zwyciężą. I się rozprzestrzenią.

Jonathan Neale

Tłumaczył Bartłomiej Zindulski

Żródło: Socialist Worker, 28 maja 2011 r]

Polskie tłumaczenie tekstu ukazało się w czerwcowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"

Społeczność

SIERP i MŁOT