Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 78 gości.

Spłacamy społeczny dług - rozmowa z szefem misji dyplomatycznej Wenezueli w Polsce

Szef misji dyplomatycznej Wenezueli w Polsce

Wojciech Płeszka: Ostatnie wybory w Wenezueli pokazały, że PSUV (Zjednoczona Partia Socjalistyczna Weneuzeli – partia rządząca, związana z Hugo Chavezem – przyp. autora) nie ma już tak dużej przewagi w waszym parlamencie. Czy społeczeństwo wenezuelskie straciło zaufanie do Hugo Chaveza?

Jesús Miguel Cruz Guevara: Od dnia przejęcia sterów przez Hugo Chaveza minęło jedenaście lat. Przez ten czas jego pozycja rzeczywiście nieco osłabła i nie jest już tak silny jak w 1998 roku. W poprzednich wyborach opozycja właściwie nie uczestniczyła, zachowali jedyne rolę krytyków działań PSUV. Ostatnie wybory były inne. Opozycjoniści zwarli szyki i widać różnicę. Niemniej jednak, partii rządząca zachowała większość parlamentarną, więc zostali wybrani do sprawowania władzy. Obecnie musimy dokonać pewnej refleksji – opcja boliwariańska zachowała władzę, ale znaleźliśmy się w sytuacji niekomfortowej. To znaczy, że mamy powinność zaplanowania jak stanąć naprzeciw temu trudnemu położeniu. To naturalna sytuacja w polityce – raz jesteś na wozie, raz pod wozem. Dobrym przykładem jest Jose Luis Zapatero w Hiszpanii. Gdy zaczynał miał mocne poparcie społeczeństwa, lecz obecnie ludzie nie stoją za nim już tak tłumnie i duża część Hiszpanów chce jego odejścia.

W ostatnich miesiącach byliśmy świadkami napiętych stosunków pomiędzy Wenezuelą i Kolumbią. Strona kolumbijska oskarżyła wenezuelską o przyznawanie azylu działaczom FARC (Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii – lewicowa partyzantka kolumbijska – przyp. autora). Cały świat obserwował dwa kraje balansujące na krawędzi wojny. Dlaczego sytuacja zmieniła się tak dalece, że obecnie atmosfera zupełnie uległa uspokojeniu?
Było to efektem zmiany władzy w Kolumbii. Wiemy, że Alvaro Uribe (były prezydent Kolumbii – przyp. autora) był ultraprawicowy i nie było zbyt wielu płaszczyzn do porozumienia z nim. Nowy prezydent stara się bardziej skupiać na naszym handlu granicznym i pomału otwiera się na interesy z nami. Zweryfikował, że nie wszystko między dwoma krajami przebiegało prawidłowo. Granica Kolumbii z Wenezuelą liczy 2400 km i jak w wielu innych krajach, na wielu innych granicach funkcjonuje nielegalny handel, który nie jest kontrolowany przez żadną ze stron. Drugą kwestią jest pytanie, czy Wenezuela finansuje operacje FARC na naszym terytorium. Wenezuela także jest ofiarą kolumbijskich problemów z bojówkami FARC i w całej rozciągłości musimy zaprzeczyć jakiemukolwiek finansowaniu ich działań. Wielu z aktywistów tej paramilitarnej organizacji zostaje zatrzymanych na naszych granicach. Popieramy pewne idee FARC, ale nie finansujemy ich.

Co sądzi pan o możliwościach zastosowania elementów politycznego i ekonomicznego systemu Wenezueli w Polsce?

Nasza ideologia polityczna jest stosunkowo młoda i - nazwijmy to - niezmodyfikowana. Na całym świecie nie istnieje drugi podobny ruch socjalistyczny, wewnątrz którego funkcjonowałaby tak duża partycypacja społeczna. To bardzo wysoka forma demokracji. Gdy zbliżają się wybory pojawiają się pogłoski o tym, że prezydent Chavez na pewno znów je wygra. Ale wybierany jest w sposób demokratyczny – czego dowiodło referendum w sprawie możliwości sprawowania urzędu prezydenta przez nieograniczoną ilość kadencji – dodajmy referendum przegrane przez Hugo Chaveza. Człowiek na moim stanowisku nie ma prawa wpływać na wasze wewnętrzne problemy i nie może doradzać polskiemu rządowi w kwestii rozwiązań politycznych. Możemy jedynie dokonać refleksji nad tym, co wenezuelski system dla nas zrobił. System ten zaczął spłacać „społeczny dług”, który poprzednie rządy zaciągnęły u naszych obywateli nie mając zamiaru go oddawać. Organizacje międzynarodowe wielokrotnie przeprowadzały u nas badania i wskaźniki mówią jasno – bieda została znacząco zmniejszona, służba zdrowia mocno się poprawiła.. Jeśli inne państwa chcą wziąć z nas przykład – to dobrze. Ale nie jesteśmy władni aby dawać jakiekolwiek rady waszemu społeczeństwu czy rządowi.

Co się dzieje z organizacją ALBA (Boliwariańska Alternatywa dla Ameryki – przyp. autora)? Urosła w siłę od czasu jej utworzenia czy też idea unifikacji krajów sympatyzujących z boliwarianizmem nieco osłabła?

W Ameryce Łacińskiej istnieje kilka podobnych organizacji, których celem jest integracja Ameryki Południowej. Są też oligarchowie, którzy próbują tego rodzaju procesy integracyjne zatrzymać. Nasze działania zogniskowaliśmy na ekonomii, ale ALBA to instytucja, która ponad maksymalizację zysków stawia ekonomię społeczną. Oczywiście bez pochylenia się nad gospodarkami krajów zrzeszonych w organizacji mamy utrudnione pole manewru w kwestii konkurowania z innymi krajami czy innymi grupami skupiającymi wiele państw. Dla krajów ALBA mamy preferencyjne ceny benzyny i surowców strategicznych. We wszystkich państwach pracuje duża grupa kubańskich lekarzy, którzy jak wiadomo są świetnie wykwalifikowani. Mamy także porozumienia w kwestiach wolnego przepływu handlu, istnieją pewne przywileje – generalnie mogę stwierdzić, że ALBA funkcjonuje dobrze i daje wiele pozytywów naszym społeczeństwom.

Jak oceniłby pan sytuację w Ekwadorze? Czy myśli pan, że protesty policjantów były inspirowane przez amerykański wywiad? Prezydent Ekwadoru, Rafael Correa rok temu powiedział, że będzie on następną ofiarą rozruchów, przy okazji ustąpienia ze stanowiska Miguela [Manuela - przyp. Red.] Zelayi – prezydenta Hondurasu. Z tą różnicą, że jednak Correa na stanowisku pozostał.

Jesteśmy zaniepokojeni, że w Ameryce Łacińskiej istnieją siły, które stoją w opozycji do ruchów wyzwoleńczych wzrastających w siłę pod sztandarem Simona Bolivara. Wenezuela była w podobnej sytuacji, gdy prezydent Chavez został odsunięty od władzy na 48 godzin, wracając jednak na stanowisko, dzięki solidarności obywateli i wojska z głową państwa. Prezydent Boliwii Evo Morales również miał podobne problemy z organizacją zwącą się Media Luna. Również w Ekwadorze funkcjonują siły, które zostały pozbawione wpływu na władzę. Siły te zostały zjednoczone aby zahamować procesy zmiany kraju zapoczątkowane przez ekwadorski rząd. Ludzie, którzy działają w tego rodzaju organizacjach nie wierzą w demokrację i jej nie chcą. Obecnie mamy już pewność, że wszelkie próby sabotażu, takie jak w Ekwadorze lub Hondurasie były finansowane przez USA lub prawicowe, konserwatywne grupy nacisku pochodzące z Europy.

Jak oceniłby pan nowy kierunek kubańskiej gospodarki? Czy inicjacja wolnorynkowych elementów w ojczyźnie latynoamerykańskiej rewolucji nie zakłóci procesów socjalnych lub – dla przykładu – nie pogwałci praw pracowniczych na Kubie?

W ojczyźnie rewolucji zachodzi obecnie wiele zmian. Celem jest pewnego rodzaju stymulacja gospodarki kubańskiej, tak aby dać tamtejszemu społeczeństwu większą autonomię i uczynić model ekonomiczny bardziej kreatywnym. Nie wierzę, aby miało to negatywnie wpłynąć na kwestie socjalne.

Czy relacji między Wenezuelą a Polską są dobre? Ma pan jakieś pomysły, w jaki sposób stosunki mogłyby się stać bliższe?

Polska i Wenezuela zawsze miały dobre relacje. Bilans handlowy jest na korzyść Polski, na tym polu macie pewną preferencję. Oczywiście, stosunki mogłyby być lepsze – swego czasu Polska dostarczała do Wenezueli części do samolotów. Niestety, zaprzestano eksportu do naszego kraju tychże części na większą skalę, ze względu na regulacje między Polską a USA, które zakłóciły handel tym towarem między naszymi państwami. To jest rodzaj przeszkody, która znalazła się między nami. Jakkolwiek, wyeksportowaliśmy wiele różnych, niematerialnych dóbr do Polski. W tym roku mieliśmy w Warszawie wizytę wenezuelskiej orkiestry „Simon Bolivar”, w której gra aż 270. muzyków. Impreza nie została sfinansowana z polskich pieniędzy. Kwestiami pieniężnymi i organizacyjnymi zajęła się fundacja „Beethoven”. Uznaliśmy, iż jest to ważne wydarzenie, gdyż czujemy, iż nasza ambasada jest częścią Warszawy i Polski. Jest to jedna z dróg, dzięki której chcemy zaznaczyć naszą obecność tutaj.

Jak duża jest wenezuelska mniejszość w Polsce? Czy Wenezuelczycy pozytywnie oceniają nasz kraj?

Ogólnie rzecz biorąc Wenezuelczycy są szczęśliwi z możliwości pobytu tutaj. Są wdzięczni, że Polska otworzyła przed nimi swoją przestrzeń, że mogą żyć i pracować tutaj. Nasza mniejszość ma tu dobre życie. Większość to mężczyźni, którzy ożenili się z polskimi kobietami, lub też załatwiający swe interesy w waszym kraju. W sumie, Wenezuelczyków w Polsce jest około 60 osób. Ale jest spora grupa ludzi, która przyjeżdża i odjeżdża nie rejestrując się w ambasadzie, więc ta liczba może być dużo większa. W Wenezueli zaś jst około cztery tysiące Polaków. Wielu prowadzi firmy w naszym kraju, część weszła też w związek małżeński z naszymi obywatelami.

Jaki jest obecny kurs rewolucji boliwariańskiej w Wenezueli i w innych – nazwijmy je „socjalnymi” – krajach Ameryki Łacińskiej?

Jesteśmy krajem, który nie eksportuje naszej rewolucji. Są inne kraje, zbliżone do nas, które wprowadzają elementy rewolucji i boliwariańskie procesy społeczne u siebie. Kraje te zdały sobie sprawę z faktu, że w naszym państwie ludzie mają lekarzy i dentystów, którzy pracują w strefach biedy i robią to za darmo. Że cały system medyczny jest bezpłatny. Państwa te wprowadziły elementy naszej polityki u siebie spłacając to co my nazywamy „społecznym długiem”, rosnącym z dnia na dzień w Ameryce Łacińskiej. Całkowite spłącenie tego długu to jedyna metoda, aby zatrzymać „tykającą bombę” społeczeństwa. Wszelkie osiągnięcia naszego rządu, kamienie milowe nie mogą zostać zaprzepaszczone. Następca Hugo Chaveza nie może tych osiągnięć zignorować. Przypuszczam, że będzie wręcz dążył do rozwinięcia naszych idei. To są niewątpliwe pozytywy, które zaowocują w przyszłości. Są pewne przykłady państw, które obecnie cierpią z powodu kryzysu. Sztandarowa jest Grecja, znajdująca się tak daleko od Wenezueli, a zarazem tak blisko w kwestii podobieństw problemów. Grecy borykają się z coraz większym rozdźwiękiem pomiędzy rosnącymi podatkami, oraz brakiem zwiększenia płac. To wszystko bez konsekwencji dla sektora prywatnego, dla wielkiego biznesu. Próbę zastąpienia tego niesprawiedliwego systemu podjął Evo Morales w Boliwii, która w czasach przed objęciem władzy przez obecnego prezydenta była w sytuacji podobnej, co Grecja. Dziś możemy powiedzieć, że Boliwijczykom udało się zastąpić stary system i uczynić go dalece prosocjalnym.

Dlaczego media w krajach NATO i Unii Europejskiej próbują przedstawiać Hugo Chaveza tylko i wyłącznie w złym świetle, jako szalonego dyktatora, spychającego Wenezuelę na skraj przepaści? Co jest powodem ubierania go w taką maskę?

To jest pytanie, które lepiej byłoby zadać właścicielom wielkich, europejskich koncernów medialnych, ale niewątpliwie istotą problemu jest przypinanie ludziom „oznakowań”, czyli rzecz, do której media odwoływały się zawsze. Pierwsze „oznakowanie” zostało przyznane przez media wenezuelskie, które zaczęły przedstawiać Hugo Chaveza w złym świetle – tylko po to, by móc bronić interesów klasy uprzywilejowanej, przez nie reprezentowaną. Drugie „oznakowanie” było już dziełem dziennikarzy europejskich, którzy wyłącznie kopiowali to, co powtarzano w mediach wenezuelskich. Ale w Wenezueli istnieje prawo do udzielenia odpowiedzi na obraźliwy, atakujący artykuł czy publikację, która ukazała się w przeciwstawnych politycznie mediach – możesz się bronić. Czytałem wiele artykułów na temat naszego kraju w polskiej prasie i kilkakrotnie próbowałem zamieścić na łamach prasy jakąś ripostę – za każdym razem bezskutecznie, gdyż moje teksty były zwyczajnie odrzucane.

Rozmawiał Wojciech Płeszka

Wywiad pochodzi ze strony organizacji "Młodzi Socjaliści".

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008