Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 10 gości.

Krzysztof Wójcicki: Państwowy kapitalizm?

Tony Cliff - jeden z propagatorów teorii państwowego kapitalizmu

Cliff i SWP

Dzięki Tony’emu Cliffowi (1914-2000) i brytyjskiej Socialist Workers Party pojawiła się, stanowiąca rzekomo „kontynuacje myśli Trockiego” teoria, jakoby w Związku Radzieckim i krajach demokracji ludowej panował „państwowy kapitalizm”. Teoria nie jest nowa, została stworzona przez Cliffa w roku 1947 i przedstawiona w książce pt. „Państwowy kapitalizm w Rosji. Do Polski teoria ta trafiła na początku lat 90. wraz z emisariuszami brytyjskiej Socialist Workers’ Party którzy stworzyli kontrolowaną przez centralę w Londynie tzw. „siostrzaną organizację” SWP zwaną początkowo „Solidarnością Socjalistyczną” a następnie „Pracowniczą Demokracją”. Warto powiedzieć, że tzw. Cliffowcy nie są osamotnieni w twierdzeniu, że w państwach uważanych za „socjalistyczne” panował w rzeczywistości „państwowy kapitalizm” a biurokracja stanowiła „nową klasę”, podobnie teorie tworzyli Dżilas, Kuroń, Modzelewski, Schachtman, Bruno R [1], Mao Tse Tung i inni maoiści[2], Enver Hodża[3] a także wielu innych krytyków stalinowskiego czy (w przypadku Mao i Hodży)- poststalinowskiego ZSRR.,

Dzięki staraniom aktywistów SWP teoria ta zdobyła pewną popularność wśród marksistów. Można powiedzieć że jest ładna, ponieważ sprowadza szereg wydarzeń jakie miały miejsce w krajach rządzonych przez partie komunistyczne od czasów Stalina do stwierdzenia że panował tam „państwowy kapitalizm” przy czym za inne przykłady „państwowego kapitalizmu” podają nazistowskie Niemcy, peronistowską Argentynę, Irak Saddama Husajna oraz rządzoną przez klan Assadów Syrię [4]. Dla człowieka który urodził się w bloku wschodnim bądź wkrótce po jego upadku i ma pojęcie, z pierwszej bądź drugiej ręki jak wyglądało życie w Polsce Ludowej porównanie jej do Argentyny czasów Perona czy w skrajnym wypadku do III rzeszy może się wydawać śmieszne i bezsensowne.

Teoria Trockiego

Lew Trocki, który przez prawie 10 lat, zanim nie został wydalony z kraju, był jedną z czołowych postaci młodego państwa radzieckiego dobrze orientował się w zagadnieniach porewolucyjnej Rosji a jego krytyka była konstruktywna i pozbawiona akademickiego zadęcia co widać w takich pracach jak „Prawda o Rosji Sowieckiej” czy „Zdradzona Rewolucja”. Krytyka biurokratycznej deformacji państwa radzieckiego w wydaniu Trockiego nie jest zbiorem pustych wydumanych sloganów, lecz wynikiem wnikliwej, szczegółowej analizy[5] konkretnych problemów. Trocki nie był pierwszą osobą która zauważyła proces biurokratyzacji w ZSRR, wcześniej uczyniła to już tzw. „Opozycja robotnicza” [6], jednakże jej przywódcy skapitulowali później przed Stalinem, z tego powodu iż jej program, słusznie krytykujący biurokratyzm radziecki nie przystawał do realiów. [7]. Lenin określił państwo radzieckie jako „robotniczo-chłopskie z biurokratycznym wypaczeniem[8] i wielokrotnie w swoich pracach z lat 1920-23 podkreślał niebezpieczeństwo biurokratyzmu, m.in. uzasadniając prawo robotnika do strajku właśnie biurokratycznym wypaczeniem państwa [9]. U Trockiego podobne stwierdzenia pojawiły się znacznie później, już po śmierci Lenina kiedy skala zjawiska biurokratyzacji znacznie się powiększyła. Stanowisko Ludowego Komisarza Wojny, zwłaszcza w latach ofensywy białych armii nie dawało bowiem szczególnego pola do popisu jeśli chodzi o zagadnienie demokracji robotniczej i dopiero po 1923 roku Trocki stworzył Lewicową Opozycję stojącą na pozycjach antybiurokratycznych, a na pełne rozwinięcie jego poglądów na temat ZSRR czekać trzeba było aż do roku 1936 kiedy napisał on „Zdradzoną Rewolucję”. „Zdradzona rewolucja” była dziełem dojrzałego, przekonanego do swojej racji i doświadczonego rewolucjonisty, którą nie sposób oświadczyć o pochopność czy naiwność jaką odznaczają się prace ludzi politycznie niedoświadczonych.

Akademickie podejście Cliffa i mu podobnych

Tony Cliff natomiast nie tylko nie mógł pochwalić się zbyt dużym doświadczeniem rewolucyjnym, nie był bowiem ani razu w ZSRR ani w żadnym państwie Bloku Wschodniego. Pisząc o „kapitalizmie państwowym w Rosji” korzystał on z czysto akademickich źródeł. Papier jest cierpliwy, czego dowodzi twórczość Żiżka, Balibara czy broszura P.Kędziorka o Leninie, twierdząca że za stalinizm odpowiadają teorie epistrmologiczne wyłożone w pracy „Materializm a empiriokrytycyzm”[10].. Koncepcje wokółmarksistowskie powstają przynajmniej od czasów Eugeniusza Duhringa i będą powstawać tak długo jak istnieć będą ich czytelnicy – przeintelektualizowani drobnomieszczańscy inteligenci.

Prawdziwych rewolucjonistów interesuje bowiem nie intelektualne bujanie w obłokach i tworzenie własnej twórczości ale realna walka o socjalizm i interes klasy robotniczej.

Podobnie jak w każdej nauce, w socjalizmie naukowym sama naukowa czy w naszym wypadku- marksistowska frazeologia nie wystarcza aby daną teorię uznać za słuszną. W naukach przyrodniczych teorię weryfikuje doświadczenie, w socjalizmie naukowym weryfikacja ta jest mocno utrudniona z racji tego że sam badacz nie stanowi część opisywanego przez naukę układu – społeczeństwa. Tak więc droga dla tanich propagandzistów jest bardzo szeroka a obalenie ich tez wymaga wszechstronnej i błyskotliwej argumentacji.

Błędne koncepcje wynikają zarówno z niezrozumienia dialektyki jak i celowego bądź nieświadomego przeoczenia jakiegoś czynnika. Rozprawienie się z nimi należy zacząć od dogłębnej analizy podstawowych używanych pojęć w celu wykrycia źródła manipulacji. Nie sztuką jest bowiem wyposażyć tekst teoretyczny w setki rewelacyjnych przypisów prezentujących szokujące fakty, czego nie brakuje w książce Cliffa pt. „Państwowy kapitalizm w Rosji” , chodzi raczej aby rozumieć to o czym się pisze i nie tworzyć kolejnych artystycznie interesujących bredni.

Kapitalizm i kapitalizm państwowy

Dyskusję tematu „państwowego kapitalizmu zacznę od przypomnienia czytelnikom czym charakteryzuje się formacja kapitalistyczna. Chris Harman w „Kapitalizmie Zombi” obszernie opisuje pewne zjawiska związane z kapitalizmem ze szczególnym naciskiem na akumulację kapitału, traktując ją jej istnienie jako „objaw” istnienia kapitalizmu w danym państwie. Popełnia on jednak przy tym fundamentalny błąd logiczny. Jest dla marksisty oczywiste że w warunkach kapitalizmu konkurencja między kapitalistami zmusza ich do ciągłych inwestycji aby utrzymać konkurencyjność, lecz nie wynika z tego w żadnym wypadku że akumulacja kapitału zachodzi tylko i wyłącznie w kapitalizmie. W skrócie: A =>B nie jest równoważne temu że B =>A. Jeśli faktem jest że w Chinach fabryka X wytwarza zabawki którymi bawią się wyłącznie europejskie dzieci, nie oznacza to, że europejskie dzieci bawią się wyłącznie zabawkami produkowanymi w Chinach w fabryce X. Żeby wiedzieć czym jest kapitalizm, powinno się go najpierw zdefiniować tak jak każde pojęcie w nauce, czego nie uczynili ani Harman ani Cliff, zaspokajając swoich czytelników jedynie dużą ilością cytatów z dzieł klasyków. Harman potrafił obronić marksistowską ekonomię polityczną przed burżuazyjnymi krytykami[7], udowadniając za pomocą metody dialektycznej, że teoria neoklasyczna i inne „szkoły” opisują gospodarkę w uproszczony, statyczny sposób lecz zupełnie nie poradził sobie ze sprecyzowaniem najbardziej podstawowych konkretów charakteryzujących kapitalizm.

Kapitalizm odznacza się, jak podaje marksistowski podręcznik ekonomii politycznej następującymi cechami, które nie zmieniły się zasadniczo od jego powstania:

1) towarowy charakter produkcji która przeznaczona jest w całości na wymianę
2) prywatny charakter własności przeważającej części środków produkcji jakimi dysponuje społeczeństwo kapitalistyczne (w kapitalizmie państwowym rzecz jasna ten punkt się nie stosuje)
3) najamna siła robocza, za pomocą której uruchamiany jest kapitalistyczny proces produkcji
4) Osiąganie zysku przez właścicieli środków produkcji jako cel podstawowy, a głównym źródłem zysku jest praca pracowników najemnych
5) Żywiołowość (brak koordynacji ) w działaniu poszczególnych przedsiębiorstwa i w rezultacie niezrównoważony rozwój całej gospodarki narodowej [11].

Państwowy kapitalizm

Było to pojęcie stosowane przez Lenina, nie oznaczało ono jednak, tak jak to chce Cliff, czy jak dzisiaj się to rozumie, kapitalizm z dużym udziałem państwowej własności, lecz pewien model rozwiązań gospodarczych w przedsiębiorstwie, w którym demokratyczne zarządzanie przez załogę zastąpione było centralną państwową kontrolą. Ta forma gospodarowania istniała w porewolucyjnej Rosji równocześnie z formą patriarchalną, produkcją drobnotowarową, prywatną własnością kapitalistyczną i własnością socjalistyczną tj. taką w której decydujący głos należał do samych robotników. [12]. Sam Lenin pisał jednak o tym „kapitalizmie państwowym” jako „kapitalizmie państwowym w państwie proletariackim” [13]więc nie był to z pewnością kapitalizm w rozumieniu formacji społecznej pod dyktatura burżuazji, spełniającej punkty 1), 3), 4) 5), lecz pewna forma gospodarowania w konkretnych warunkach dyktatury proletariatu, która dyktaturą proletariatu pozostała.

Przejdźmy teraz do dyskusji punktów 1), 3), 4) i 5). Produkcja przeznaczona na wymianę występuje wszędzie tam gdzie produkuje się nie tylko na swoje potrzeby, tak więc kapitalizm na pewno nie jest tutaj jedyną możliwą opcją, podpunkt 1) wyróżnia kapitalizm od wcześniejszych a nie późniejszych formacji, podonie rzecz się ma z punktem 3) dotyczącym najemnej siły roboczej. Punkt 5) można uznać za pochodny względem punktu 4) i nie wiąże się on jednoznacznie z kapitalizmem, brak koordynacji wynikać może bowiem także z nieudolności w zarządzaniu.

Punkt 4) jest natomiast najważniejszy ze wszystkich, bo przedstawia on w jednym zdaniu, co tak naprawdę „kręci” kapitalistów, jaki jest cel dla którego jak wyraził się Harman„system pędzi na oślep”. Sama akumulacja, czyli budowa nowych fabryk, nowe inwestycje, kampanie reklamowe w celu zmiażdżenia konkurencji jest jedynie skutkiem rzeczywistej istoty kapitalizmu. Nikt kto zakłada własny biznes nie robi tego dlatego że podnieca się rozmachem inwestycji, jakie dane mu będzie przeprowadzić aby przetrwać na rynku, ale po to żeby zarobić jak najwięcej pieniędzy. Tyczy się to zarówno drobnych ciułaczy jak i multimiliarderów, wszyscy oni poświęcają swoje życie właśnie pieniądzowi. Pogoni za bogactwem poświęcają się także „robiący kariery” pracownicy najemni i nikt tu nie myśli o tym że za 10 lat kupi dla swojego przedsiębiorstwa nową maszynę. Kapitalista musi akumulować kapitał bo system zmusza go do tego i kropka, od tego dnia kiedy sam wszedł w orbitę jego działania. Stanie się kapitalistą nie jest jednak działaniem będącym konsekwencją bezwzględnego mechanizmu jak kapitalistyczna akumulacja w warunkach rynku, jest ono raczej kwestią, dokonanego rzecz jasna w konkretnych warunkach, świadomego wyboru i akceptacji reguł działania systemu, jest czynem przy którego dokonaniu swoboda wyboru jest znacznie większa niż przed przystąpieniem do akumulacji, ponieważ nie ma żadnego „przymusu” stania się kapitalistą, konkurencja narzuca natomiast przymus akumulowania kapitału, ponieważ w kapitalizmie kto nie będzie akumulować – ten zwyczajnie wypadnie z rynku i zasili szeregi proletariatu.

Kapitalizm powszechnie kojarzony jest z wszechwładzą pieniądza, ponieważ podporządkowywuje on człowieka pieniądzowi i to pieniądz jest celem dla burżuazji w samym sobie. Jak pisali Marks i Engels

Burżuazja, tam gdzie doszła do władzy, zburzyła wszystkie feudalne, patriarchalne, idylliczne stosunki. Pozrywała bezlitośnie wielorakie węzły feudalne, które przywiązywały człowieka do jego „naturalnego zwierzchnika" i nie pozostawiła między ludźmi żadnego innego węzła, prócz nagiego interesu, prócz wyzutej z wszelkiego sentymentu ,,zapłaty gotówką". Świątobliwe porywy zbożnego marzycielstwa, rycerskiego zapału, mieszczańskiego sentymentalizmu zatopiła w lodowatej wodzie egoistycznego wyrachowania. Godność osobistą zamieniła w wartość wymienną, a na miejsce niezliczonych, uwierzytelnionych dokumentami, uczciwie uzyskanych wolności, postawiła jedyną, pozbawioną wszelkich skrupułów wolność handlu.[14]

Próżno szukać jednak przywołania roli pieniądza w kapitalizmie w książce Harmana – właściwie jego „Kapitalizm Zombi” jest książką dotyczącą akumulacji kapitału a nie kapitalizmu jako takiego. Dość powiedzieć, że kursy walut w istotny sposób wpływają na gospodarkę, poziom eksportu poszczególnych krajów, a supremacja dolara jest jednym z filarów panowania amerykańskiego imperializmu.

Jest zrozumiałe, że Harman omija jak ognia kwestii pieniądza i skupia się na akumulacji , gdyż próba porównania rynku walutoego ZSRR i krajów Bloku Wschodniego wykazałaby drastyczne różnice systemowe pomiędzy tymi państwami a państwami „prywatnego” kapitalizmu, a także peronistowską Argentyną czy nazistowskimi Niemcami. Dyktatura burżuazji w skali światowej przejawia się także w dyktaturze pieniądza. Zwycięstwo USA nad ZSRR w zimnej wojnie wynikało nie tylko z wyższej wydajności pracy w tym pierwszym,lecz także z faktu że licencje na zachodnie wyroby przemysłowe, czy często, całe linie produkcyjne sprzedawane były w dolarach, a żeby mieć dolary kraje Bloku Wschodniego musiały wyeksportować na zachód odpowiednią ilość swoich towarów, najczęściej surowców i pozycja Zachodu była tutaj znacząco uprzywilejowana nawet wobec faktu że to Rosjanie a nie Amerykanie wysłali sputnika. Istotny dla czytelnika z Polski opis PRL sprowadza się to stwierdzenia że w tym kraju były kryzysy więc był państwowy kapitalizm oraz standardowej cliffowskiej papki o roku 1956 i „Solidarności”. Harman nie zapomniał też oczywiście o napisaniu hołdu dla „rewolucyjnej marksistowskiej analizy” Kuronia i Modzelewskiego która zawierała w sobie teorię zbliżoną do koncepcji Cliffa, też bardzo podkreślającą rolę akumulacji w PRL. Ani słowem nie zostało wspomniane, że do kryzysu przełomu lat 70. i 80. nie przyczyniła się konkurencja, ale nadmierne zadłużenie Polski przez ekipę Gierka. Było to jednak dla Cliffa-Harmana zbyt głębokie, o ile kryzys tzw. „prywatnego” kapitalizmu Harman opisuje dość obszernie, to ustępy dotyczące ZSRR i państw bloku wschodniego są skrajnie stronnicze i nieobiektywne, co waży na całokształcie „marksizmu” prezentowanego przez Harmana. Cinkciarze, kursy czarnorynkowe walut – to dla Harmana jest kosmos a taka była rzeczywistość na rynku walutowym w PRL-u która powodowała że pensja za którą można było nieźle żyć i utrzymać rodzinę wynosiła w czarnorynkowym kursie śmieszne dzisiaj 30-50 dolarów, podczas gdy w krajach o kapitalistycznych o podobnym poziomie życia jak Polska zarobki były wielokrotnie wyższe. Dzisiaj podobne zjawisko nadal występuje na Kubie, na co zwraca wielokrotnie uwagę atakująca rządy Castro liberalna prasa. Żadne takie zjawisko nie występowało w „państwowo-kapitalistycznych” krajach faszystowskch czy w posiadającej znacjonalizowaną gospodarkę Austrii po II wojnie światowej, w Syrii, w Argentynie Perona czy we współczestnych „państwowokapitalistycznych” Chinach Ludowych. Hitler i Roosevelt walczyli w II wojnie światowej po przeciwnych stronach barykady co jednak nie przeszkadzało amerykańskiej firmie Ford w produkcji samochodów Niemczech[15], także po 1941 roku. Henry’emu Fordowi nie przeszkadzał fakt że Hitler znacjonalizował znaczną część gospodarki, ponieważ celem nazistów było właśnie zachowanie kapitalizmu przed narastającą po wielkim kryzysie falą rewolucji i wielu kapitalistów wsparło Hitlera.[16]

Żadnych prywatnych fabryk Forda nie było natomiast w ZSRR, choć Stalin chętnie korzystał z amerykańskich licencji pod rosyjskimi markami. Była to jednak naturalna logika jeśli myślimy o uprzemysłowieniu kraju i nie zakłada ona absolutnie oparcia gospodarki o prywatny zysk, co stało się faktem dopiero w latach 90. Cliffowskie, antymarksistowskie podejście przekreśla jednak z góry zysk jako naczelną zasadę systemu skupiając się na akumulacji, która nie ogranicza się bynajmniej do kapitalizmu.

Prspektywy socjalizmu

Teoretycy SWP niewiele robią sobie z faktu że program gospodarczy Stalina z roku 1928/29 właściwie stanowił niewiele zmienioną wersję tego, co proponował wcześniej Trocki. Oboje dążyli do kolektywizacji rolnictwa i industrializacji. Trocki poddaje krytyce jedynie realizację planów pięcioletnich w wykonaniu Stalina, a nie ich zamierzenie. [12] Między tym co proponował Trocki a Stalin były różnice bowiem jedynie ilościowe. Plan pięcioletni Stalina był utopijny i niemożliwy do wykonania,
wbrew temu co twierdzi stalinowska propaganda co odbiło się czkawką na gospodarce kraju. Można przypuszczać że w wykonaniu Trockiego i jakby zamiast dyktatury biurokracji panowała rzeczywista demokracja robotnicza, pierwsza pięciolatka przebiegłaby bardziej bezboleśnie, lecz nadal nie była by niczym jakościowo różnym od tego co zrobił Stalin. Byłoby mniej głodu, więcej dla robotników ale akumulacja byłaby i musiałaby być zawsze jeśli tylko myślimy o rozwoju przemysłu. W historii XX wieku akumulacji nie było bowiem chyba tylko w Kambodży za Pol Pota, wszędzie bowiem gdzie nie ma w pełni zbudowanego komunizmu, obfitość dóbr nie jest powszechna, a użycie pieniądza konieczne, tam musi się pojawić jakaś akumulacja kapitału bo ktoś musi wyłożyć te pieniądze na nowe fabryki. Dopiero jak osiągnięta zostanie powszechna obfitość dóbr wtedy pojęcie akumulacji straci sens, bo straci sens prawo wartości oparte na pracy, tak samo jak bezsensowne jest pytanie się o wartość śniegu padającego w zimie, którego jest zazwyczaj pod dostatkiem. Oczywiście że podczas budowy w krajach rozwiniętych, które już zostały zindustrializowane, akumulacja na taką czy nawet na porównywalną skalę jak w ZSRR nie będzie konieczna i nowe inwestycje będą dokonywać się bardzo niewielkim kosztem społecznym, lecz są też także kraje słabo rozwinięte, gdzie przemysł dopiero trzeba by zbudować – czy to kosztem samych obywateli jak miało to miejsce w ZSRR czy to przez akumulację kapitału z krajów rozwiniętych, jeśli w nich wybuchnie rewolucja to jednak nie da się uniknąć akumulacji tak samo jak nie da się zadekretować społeczeństwa bezklasowego.

Uważanie, tak jak Cliff i Harman, że wszelkie systemy w których zachodzi proces akumulacji są kapitalistyczne, prowadzi do politycznego nihilizmu i udzielenia poparcia reakcyjnym ugrupowaniom i organizacjom. I nie chodzi tu wyłącznie o konkretne przypadki jak wymienienie w „Państwowym kapitalizmie w Rosji” kolaborujących z Hitlerem armii Własowa czy UPA jako „antystalinowskich opozycjonistów” [17]. Nie oznaczało to jednak że Cliff w jakimkolwiek stopniu sympatyzował z nazistami i nie upoważnia nikomu abo go o to oskarżać, lecz pokazuje, do jakich wniosków prowadzi obecne w teorii Cliffa zrównanie ZSRR z III Rzeszą. Teoria Cliffa-Harmana jest dla budowy światowego socjalizmu bezużyteczna i szkodliwa ponieważ w każdym kraju który nie jest wysoko rozwinięty będzie konieczne zastosowanie akumulacji kapitału krajów rozwiniętych, chociażby dla przejścia do zrównoważonego rozwoju społeczno-gospodarczego świata, a w przypadku czasowej izolacji rewolucji – wydźwignięcia jej własnym kosztem na wyższy poziom rozwoju gospodarczego. Idąc za logiką Cliffa i Harmana, proces wyrównania przepaści pomiędzy najbogatszymi krajami a słabo rozwiniętymi mógłby być dowodem na to, że światowy system socjalistyczny w którym następuje przepływ kapitału do krajów słabiej rozwiniętych celem ich modernizacji byłby >>światowym kapitalizmem państwowym w którym bezduszni „biurokraci” sączący rojenia o „równości” wyzyskują robotników jednych krajów kosztem innych<<. W tej sytuacji poparcie Cliffa dla młodego państwa radzieckiego wynikać może bardziej z jego pretensji to bycia „kontynuatorem myśli Trockiego” niż z logicznie spójnej analizy, bo idąc za logiką Cliffa to „państwowy kapitalizm” był w Rosji obiektywną koniecznością, czy to w postaci tej którą zbudował Stalin lub podobnej, czy poprzez „wyzysk niemieckiego robotnika” jakby zapewne określił Cliff przepływ kapitału z Radzieckich Niemiec do Rosji Radzieckiej jeśli tylko rewolucja w Niemczech by zwyciężyła.

„Państwowy kapitalizm” utożsamiany z akumulacją jest więc fatalistyczną wizją, wynikającą z błędów logicznych oraz świadomych przemilczeń i luk w rozumowaniu (kwestia pieniądza i zysku),

Przykład Cliffa pokazuje, jak łatwo rościćsobie miano do zostania „klasykiem marksizmu”i stworzyć międzynarodową organizację posłusznych sobie ludzi, ślepo powtarzających „teorie” autora. Nie wymaga to wbrew pozorom zrozumienia marksizmu, lecz jedynie pozyskania zwolenników i pewnej ilości pieniędzy. „Teoretyków marksistowskich” jest obecnie stanowczo zbyt wielu w stosunku do ludzi którzy rzeczywiście rozumieją teorię marksistowską i chcieliby ją zastosować w autentycznej walce o interes proletariatu, stąd też dla ludzi którzy chcieliby „tworzyć nowe marksistowskie teorie” wskazana jest wstrzemięźliwość. „Rewolucyjnych” trockistowskich międzynarodówek, z których każda posiada własną „kontynuacje myśli Trockiego” jest stanowczo za dużo w stosunku do faktycznie istniejących partii robotniczych, będących w stanie wykorzystać ewentualną sytuację rewolucyjną.

Przypisy:

[1] Grabski August, Ługowska Urszula, Trockizm. Doktryna i ruch polityczny, wyd. Trio, Warszawa 2003, str. 38-45

[2] http://www.mltranslations.org/Ireland/ico.htm

[3] http://www.marxists.org/reference/archive/hoxha/works/imp_rev/toc.htm

[4] Chris Harman, Kapitalizm Zombi, Warszawskie wydawnictwo literackie MUZA S.A., Warszawa 2011, str. 161

[5] Lew Trocki, Prawda o Rosji Sowieckiej http://1917.net.pl/sites/default/files/PRAWDA_O_ROSJI_SOWIECKIEJ_TEKST.pdf

[6] Program Opozycji Robotniczej http://skfm.dyktatura.info/download/kollontaj04.pdf

[7] Jerzy J. Wiatr, Zmierzch systemu, Historia a perspektywy demokratycznego socjaliszmu w Europie Wschodniej, Warszawa 1991, str. 37

[8]Paweł Szelegieniec, Antystalinowscy komuniści w Wielkiej Brytanii
http://www.1917.net.pl/?q=node/3191
http://1917.net.pl/?q=node/2538
http://1917.net.pl/?q=node/3190

[9] O roli i zadaniach związków zawodowych w warunkach nowej polityki ekonomicznej, uchwała KC RKP(b) z dnia 12.I.1922, W.I.Lenin, Dzieła wybrane, tom II, Warszawa 1949 str.819

[11] Chris Harman, Kapitalizm Zombi, Warszawskie wydawnictwo literackie MUZA S.A., Warszawa 2011, str. 64-82

[12] W.I.Lenin, O podatku żywnościowym , Dzieła wybrane, tom II, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1949 str.753

[13] O roli i zadaniach związków zawodowych w warunkach nowej polityki ekonomicznej, uchwała KC RKP(b) z dnia 12.I.1922, W.I.Lenin, Dzieła wybrane, tom II, , wyd. Książka i Wiedza ,Warszawa 1949 str.817-818

[14] Manifest partii Komunistycznej, Karol Marks, Fryderyk Engels, http://www.1917.net.pl/?q=node/562

[15] http://en.wikipedia.org/wiki/Henry_Ford

[16] Lew Trocki, Zdradzona Rewolucja – Czym jest ZSRR i dokąd zmierza, wyd. WIBET, Warszawa 1991, str. 22-38

[17] Tony Cliff, Państwowy kapitalizm w Rosji od Stalina do Gorbaczowa, Wydane przez Solidarność Socjalistyczną, Warszawa 1991, str. 228-229

Portret użytkownika norbo
 #

Za duzo slow jak na tak banalny temat. W warunkach panstwowego monopolu (PRL, ZSRR itp.) mozna raczej mowic o neofeudalizmie - klasa panujaca utrzymuje swoja pozycje dzieki (niemal) calkowitej kontroli nad rynkiem (realizowanej przez aparat panstwowy), przy czym chodzi tutaj zarowno o zyski czysto pieniezne jak i, a moze przede wszystkim bo akcentujac status, zyski w postaci dostepu do dobr-uslug niedostepnych calemu spoleczenstwu.

 
Portret użytkownika norbo
 #

Zjawiskiem bardziej zblizonym slownikowo do okreslenia "panstwowy kapitalizm" jest czynny udzial panstwa w kapitalistycznej grze rynkowej majacy najczesciej forme udzialow skarbu panstwa w przedsiebiorstwach. Gdy takie "panstwowe przedsiebiorstwo" koncentruje sie wylacznie na zysku nie rozni sie niczym od prywatnych kapitalistow.

 
Portret użytkownika tres
 #

"Neofeudalizm" to kolejna, po "odnowionym niewolnictwie" Schachtmana i "państwowym kapitalizmie" "teoria", tym razem autorstwa norbo. Norbo robi więc to, przed czym najbardziej przestrzega autor tekstu. Oczywiście pytania zadawać można, a nawet trzeba jeśli coś nie jest jasne, bo do tego służy dyskusja pod tekstami na naszym portalu, ale sugerujemy jak najmniejszą dozę twórczości własnej.

Feudalizmu w ZSRR czy PRL bo panowała równość wobec prawa, także sposób produkcji (wielkie przedsiębiorstwa przemysłowe nastawione na akumulację zamiast gospodarstw rolnych produkujących w celu bezpośredniej konsumpcji). W feudalizmie własność środków produkcji była indywidualna a w systemie PRL - państwowa.

Wreszcie - biurokracja nie tworzyła klasy społecznej, ale warstwę

Przeczytać jeszcze raz tekst, tym razem, tak jak uczyli przed egzaminem gimnazjalnym w szkole czy maturą - ze zrozumieniem

 
Portret użytkownika tres
 #

http://www.1917.net.pl/?q=node/5908 tekst, pokazujący że biurokracja jest warstwą a nie klasą społeczną

 
Portret użytkownika norbo
 #

Sugerujecie jak najmniejsza doze tworczosci wlasnej... dlaczego mnie to nie dziwi? Rownosc wobec prawa raczej watpliwa byla, co do wlasnosci to Turcja sultana zdaje sie tez cala do wladcy nalezala, nie istotna jest teoria - licza sie fakty, a fakty sa takie ze panowali wazniacy z partii a ich rodziny zazwyczaj nie podlegali odpowiedzialnosci prawnej, dziedziczenie pozycji bylo na porzadku dziennym, stali sie klasa panujaca czego dobitnie dowiedli formalizujac swoja wlasnosc po 1989...

 
Portret użytkownika norbo
 #

We wskazanym przez ciebie tekscie padaja argumentu o niemoznosci akumulacji oraz dziedziczenia. Mysle, ze kazdy Polak pamietajacy PRL potrafilby wskazac przyklady takich zjawisk.

 
Portret użytkownika tres
 #

panowali wazniacy z partii a ich rodziny zazwyczaj nie podlegali odpowiedzialnosci prawnej, dziedziczenie pozycji bylo na porzadku dziennym

No ale nie było to usankcjonowane żadnymi przepisami, "ważniacy z partii" nie posiadali też środków produkcji.

No właśnie dziedziczenie pozycji nie było na porządku dziennym. Biurokratami stawali się najczęściej robotnicy i chłopi, przy czym przez całe dziesięciolecia warstwę rządzącą tworzyło to samo pokolenie. Np. Beria, szef NKWD w latach 30. urodzony był w roku 1899, a Andropow i Czernienko zajmujący kolejno po sobie stanowisko I sekretarza KC KPZR w latach 80. byli zaledwie kilka lat młodsi od Berii.Gwardia Stalina była w jego czasach młoda bo starych bolszewików Stalin wymordował, zresztą ci starzy bolszewicy nie byli w 1917 roku wcale starzy Lenin - 47 lat Trocki - 38 Bucharin - 35 itp.

Dopiero jak to pokolenie wymarło doszła do władzy generacja Gorbaczowa której system w którym nie można posiadać kapitału i bogacić się głęboko nie odpowiadał. W PRL było podobnie a nawet bardziej bo np. syn stalinowskiego biurokraty Ozjasza Szechtera większą treść swojego życia jako redaktor naczelny najpoczytniejszego dziennika datuje już na III RP. Dzieci biurokratów nie przejmowały ich świadomości klasowej bo biurokracja nie była klasą więc nie miała własnego typu świadomości. Dlatego dzieci biurokratów wolały budować kapitalizm.

Jedynym dotąd przykładem sukcesji władzy w tzw. zdeformowanym państwie robotniczym jest dynastia Kimów w KRLD ale oni żyją pod ciągłym militarnym zagrożeniem USA, stąd też specyficzny charakter ich reżimu. Sukcesja władzy ma też miejsce w krajach demokracji burżuazyjnej - dynastia Bushów w USA czy Papandreu w Grecji.

 
Portret użytkownika norbo
 #

Wystarczajacym "usankcjonowaniem prawnym" jest mozliwosc dokonania tego czego sie chce bez zadnych negatywnych konsekwencji. Ja nie pisalem o KC ale o typowym polskim "peerelowskim szlachetce" - kierownik PGR-u, GS-u, jakis naczelnik, dyrektor itp. Ci nie potrzebowali kapitalizmu, choc oczywiscie dla wielu z nich jest on nadzwyczaj korzystny.

 
Portret użytkownika tres
 #

Gdzie niby kierownik PGR-u czy dyrektor fabryki mogli "robić co chcą". Przecież nawet najwięksi egipscy faraonowie czy średniowieczni królowie tytułujący się pomazańcami bożymi nie mogli zrobić ABSOLUTNIE wszystkiego czyli np. wyrżnąć poddanych w pień bo im się to podoba choć w praktyce władza pochodząca "od boga" dawała im taką prawną możliwość.

A co dopiero by mówić o jakiś kierownikach PGR-ów którzy za swoje czyny byli odpowiedzialni przed odpowiednimi organami partyjnymi i państwowymi. Oczywiście pewne przywileje były ale miały one bardzo ograniczony charakter. Obecni posłowie zarabiający kilkanaście tysięcy też są uprzywilejowani, co nie czyni z nich klasy panującej. W każdym państwie istnieje warstwa biurokracji.

 
Portret użytkownika norbo
 #

Tu zes dowalil... odskoczyles w taka abstrakcje, ze teraz to nawet angielski dowcip przeraza :D teoretycznie sredniowieczny szlachetka przed krolem odpowiadal a robil co chcial, dlaczego? bo madry wladca wie kiedy cugli popuscic... ale podoba mi sie twoj tok myslenia, w ten sposob zaden kapitalista nad nami wladzy nie ma, o co wiec tyle krzyku? o te pare korzysci z bycia miliarderem? w kazdym panstwie istnieja bogatsi...

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Chciałbym coś zauważyć, przy wielu trafnych tezach tow. Wójcickiego, zwłaszcza dotyczących genezy dojrzałej myśli politycznej Trockiego, zawłaszczenia przez stalinowców części jego programu politycznego, czy początkowych różnic między postrzeganiem zagadnień państwa przez niego i Lenina, a także przypomnieniu tego, że Lenin daleko przed Trockim dostrzegał degenerację biurokratyczną państwa robotniczo-chłopskiego już w 1919 r., co wspomina także np Stawar. Mianowicie uważam za pewną przesadę stwierdzenie, że cliffowcy traktują Tony'ego Cliffa jako klasyka marksizmu, raczej jest on swego rodzaju interpretatorem, kimś w rodzaju przewodnika w świecie pojęć opisanych przez klasyków do których zaliczają Marksa, Lenina, Różę, Gramsciego i Trockiego. Jednak problemem moim zdaniem jest co innego. Może się wydawać, że nawiązuję do historii, dawnych sporów, wyjaśniając obecne zjawiska, lecz moim zdaniem jest to zjawisko nie ograniczające się tylko do jednego odłamu. Każda ze znanych mi grup odwołujących się do Trockiego, za wyjątkiem WR, zaciera różnice między nim a Leninem w okresie nie tylko poprzedzającym wybuch rewolucji październikowej, ale też w okresie dyskusji o związkach zawodowych z 1921, gdzie zaznacza się fundamentalna różnica na rolę państwa i ochronę robotnika przez związki zawodowe przed państwem także w socjalistycznym ustroju. Ot po prostu wizja Trockiego, który od początku był rzecznikiem demokracji kroczącym ramię w ramię przy Leninie. Ba, niektóre nurty posuwają się dalej. We wspomnianej broszurce Kendziorka, sztandarowej publikacji NLR o Leninie, to Lenin uosabia despotyzm państwa, a Trocki to ucieleśnienie dążeń demokratycznych przeciwstawiające się demonowi despotyzmu, po prostu św. Jerzy walczący ze złem. Niestety widzę w tym pewną kontynuację między przykrawaniem przez samego Trockiego wersji wydarzeń do potrzeb bieżącej walki politycznej, czego popis dał w swojej Historii rewolucji rosyjskiej, gdzie przeinaczeń, mających po prostu wykazać, że jest on naturalnym kontynuatorem i sukcesorem Lenina, jedynym godnym tego miana, jest niemało. De facto wiele obecnych nurtów trockistowskich kieruje się w tym aspekcie wersją przedstawioną przez Trockiego jak Biblią, natomiast w kwestii formułowania programu społecznego, gdzie walka o prawa ludzi pracy jest prowadzona na równi z solidaryzowaniem się ze wszystkimi grupami uznanymi za represjonowane, bo nie wiadomo, w której wybuchnie pierwsze ognisko oporu społecznego, de facto często walką polityczną szczególnie w warunkach polskich nie zainteresowanymi ( program tej walki jest odziedziczony po wydarzeniach 1968 ), co krótko można określić jako zajmowanie się obyczajówką, jest paradoksalnie podobnym stosunkiem do trockizmu jaki prezentował Stalin a rebours. O co tutaj chodzi ? Początkowo Stalin wygrywał walkę przeciw Trockiemu jako właśnie uosobieniu biurokracji, do tego umiejętnie strasząc partię wizją wojny domowej ( do czego Trocki dostarczył mu niestety amunicji grożąc publicznie w 1927 rozstrzelaniem stalinowcom ). Jednak z biegiem czasu pod nazwę trockizm zaczęło podchodzić w interpretacji stalinowskiej dosłownie wszystko, o czym także wspomina Stawar. Podobnie dla dzisiejszych trockistów trockizm ma o wiele szersze znaczenie pojęciowe. Jak wiadomo, osobiście cliffowców bardzo lubię, co nie zmienia postaci rzeczy, że dostrzegam takie błędy popełniane nie tylko przez ten nurt. Wyjściem z sytuacji impasu byłoby przekonywanie tych grup do mniej religijnego stosunku wobec spuścizny samego Trockiego - pewnej krytyki źródeł, jak też krytycznego spojrzenia na balast 1968 r. Owszem, w 1984 r. kiedy wybuchł strajk górników w Wielkiej Brytanii, solidarność z nimi okazała nie tylko część policjantów, ale też właśnie grupy homoseksualne. Jednak w Polsce nie ma pani Tchather i nie wydaje mi się, by tę perspektywę można przenieść na zatomizowane nasze społeczeństwo.

 
Portret użytkownika tres
 #

Jak zwą tak zwą, faktem jest jednak że w ich działaniu i publikacjach znacznie więcej jest wpływu myśli Cliffa niż Lenina czy Trockiego. Przykładem jest np. wzywanie do "budowy oddolnego ruchu" co kłóci się z leninowską koncepcją partii kadrowej, a jest normą i praktyką działania SWP, przy czym za "oddolnym masowym ruchem" kryją się tak naprawdę kadry opłacone przez centralę w Londynie i ślepo jej posłuszne. Jest to swoista nowa jakość stworzona przez międzynarodówki trockistowskie długo po śmierci wszystkich wymienionych przez Dawida klasyków.
 
Zresztą samo postawienie problemu akumulacji jako nierozłącznie związanej z kapitalizmem jest autorskim wymysłem Cliffa i więcej tutaj wnosi jego interpretacja niż Cliff czy Harman biorą z Marksa czy Lenina. Wszystkie międzynarodowe organizacje trockistowskie zorganizowane są w sposób - centrala - która zwykle, choć nie zawsze, jest względnie dużą partią (jak SWP, czy CWI- Socialist Party) wokól której skupione są znacznie mniejsze sekcje z innych państw zwykle mieszczące się na jednej, bądź na kilku kanapach i ślepo centrali posłuszne, a co jest "dobre" a co "złe" dyktuje emisariusz i stąd właśnie zarówno dogmatyzm jak i impotencja grup trockistowskich różnej maści. A przeciwstawianie "demokraty" Trockiego "totalitarnemu" Leninowi to świadectwo beznadziejnej nieznajomości pewnych aspektów historii wojny domowej, o których pisze w swojej autobiografii sam Trocki.
 
 
Komuniści perswadowali, tłumaczyli i świecili osobistym przykładem. Nie ulegało jednak żadnej wątpliwości, że za pomocą samej tylko agitacji nie uda się przełamać nastroju, okoliczności nie pozwalały zresztą na najmniejszą zwłokę. Trzeba było zdecydować się na zastosowanie surowych środków. Wydałem rozkaz, odbity w drukarni mojego pociągu i ogłoszony we wszystkich oddziałach armji:

"Uprzedzam, że w wypadku samowolnego odwrotu jakiegokolwiek oddziału, zostanie przedewszystkiem rozstrzelany komisarz tego oddziału, a następnie jego dowódca. Stanowiska kierownicze obsadzę przez mężnych, odważnych żołnierzy.
Tchórze i zdrajcy nie unikną kuli. Ręczę zato w obliczu Czerwonej Armji".

Rozumie się, że przełom nie nastąpił odrazu. Poszczególne oddziały cofały się nadal bez przyczyny, albo też szły w rozsypkę, pod wpływem pierwszego silniejszego uderzenia. Swijażskowi groziło poważne niebezpieczeństwo. Na Wołdze stał w pogotowiu przeznaczony dla sztabu parowiec. Dziesięciu ludzi z załogi mojego pociągu pilnowało na rowerach ścieżki, łączącej sztab z miejscem, w którem wsiadało się na parowiec. Rada wojskowa 5-ej armji postanowiła zaproponować mi, abym przeniósł się na statek. Propozycja sama przez się była rozsądna, obawiałem się jednak ujemnego wpływu, jaki mogłoby to wywrzeć na nerwową i pozbawioną wiary w siebie armję. W owej chwili właśnie sytuacja na froncie nagle się pogorszyła. Nowy pułk, na który tak bardzośmy liczyli, z komisarzem i dowódcą na czele opuścił front, zajął przemocą, pod groźbą bagnetów, parowiec i załadował się nań, zamierzając odpłynąć do Niżnego. Fala niepokoju potoczyła się poprzez front. Wszyscy poczęli oglądać się ku rzece. Sytuacja wydawała się wprost beznadziejna. Sztab nie ruszał się z miejsca, nie bacząc na to, że nieprzyjaciel znajdował się w odległości jednego, czy dwuch kilometrów i pociski pękały w najbliższem sąsiedztwie. Porozumiałem się z niezastąpionym Markinem. Na czele dwudziestki szturmowców wsiadł na zaimprowizowaną kanonierkę, podjechał do parowca, i wycelowawszy działo, zażądał od dezerterów, aby się poddali. W owej chwili wszystko zależało od wyników tej wewnętrznej operacji. Jeden wystrzał z karabinu mógłby spowodować katastrofę. Dezerterzy poddali się bez oporu. Parowiec przybił do przystani, dezerterzy wysiedli. Wyznaczyłem sąd polowy, który skazał na rozstrzelanie dowódcę, komisarza i pewną liczbę żołnierzy. Ropiejącą ranę wypalono czerwonem żelazem. Wyjaśniłem pułkowi, w jakiej znajdujemy się sytuacji, nic nie tając i niczego nie łagodząc.
Lew Trocki, Moje Życie, rozdział XXXIII

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Chciałem dodać, że za "ślepym posłuszeństwem" kryje się głębokie przekonanie, że taktyka która wydaje się słuszna zapewni zwycięstwo, a nie dążenie do kanalizacji protestów. Rzecz nie jest tak prosta, że można ją zbyć wykonywaniem dyrektyw za pieniądze, w dodatku nie wygląda na to, by duże pieniądze. Istniało też w ruchu robotniczym coś takiego jak solidarnościowa pomoc przez bogatsze ruchy wobec partii socjaldemokratycznych ( w czasie gdy część partii rewolucyjnych, jak SDKPiL, używały tego miana ), jak przykładowo pomoc dla KPP ze strony KPD i RKP(b). Tutaj prawica próbuje także kreować pojęcie agentury, milcząc o wspólnym celu, a typy pokroju neofity Zychowicza idą dalej oskarżając KPP o to, że jej hasła wobec ziem zachodnich były po prostu opłacone przez KPD...Stąd moja silna niechęć wobec tego zarzutu. Chodzi raczej o wspólne przekonania, coś co można by nazwać wiarą. Choć trudno mi mówić, że tak jest w każdym przypadku, w przypadku każdej z tych organizacji, o których mowa.

Natomiast chciałbym pogratulować tow. tresowi przywołania odnośnego fragmentu wspomnień Trockiego. Tak właśnie należy prezentować historię, pokazując i umiejscawiając w określonym kontekście fakty.

 
Portret użytkownika tres
 #

Między większością współczesnych trockistów a KPRP/KPP,KPD i innymi partiami-sekcjami Kominternu jest jednak pewna zasadnicza różnica. Te ostatnie były tradycyjnymi organizacjami osadzonymi w klasie robotniczej, powstałymi najczęściej z lewego skrzydła partii socjalistycznych (choć KPRP powstała ze zjednoczenie dwóch partii) aktywnie organizujących robotników przez wiele dziesięcioleci i zorganizowanie się rewolucyjnych komunistów w międzynarodówkę - Komintern było najwłaściwszym możliwym wyrazem proletariackiego internacjonalizmu.

Współcześni trockiści natomiast są niewielkimi, kanapowymi grupkami najczęściej bez jakiegokolwiek związku z organizacjami robotniczymi, jedynym wyjątkiem na rodzimym gruncie jest tutaj GPR przez ich współpracę z "Sierpniem 80" ale i tak raczej śmieszne byłoby uważać tę kilkuosobową grupkę weteranów radykalnej lewicy za "organizację robotniczą", ich centrala jest po prostu nieco rozsądniejsza od konkurencyjnych i bardziej stawia na klasę robotniczą niż inne. Współczesne międzynarodówki trockistowskie różnią się tym od Kominternu że jednoczą nie partie robotnicze ale niewielkie grupki radykalnie lewicowych działaczy. Oczywiście że działacze ci wierzą w ideały komunistyczne (lub jak częściej mówią "rewolucyjno-socjalistyczne") i niewątpliwie są oni ideowcami ale za ich działaniem nie idą, w przeciwieństwie do działań komunistów okresu międzywojennego, konkretne rezultaty przez fakt że współcześni trockiści nie organizują do walki klasy robotniczej, bądź robią to w bardzo ograniczonym zakresie.

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Mimo wszystko unikałbym zarzutów agentury, a także komplementów typu "śmieszna organizacja weteranów". Jeśli ktoś chce współpracować, to warto to docenić, czy jest to jedna osoba, garstka, czy też większa grupa. Problemem jest to, że wiele tych grup ideowych działaczy przejmuje wizję, że klasa robotnicza zmieniła swą strukturę, a jej po prostu odebrano świadomość klasową, mówiąc pokrótce.

 
Portret użytkownika tres
 #

Zarzut "agentury" stosowali w stosunku do KPP i innych partii Kominternu rozmaitej maści antykomuniści i wiązało się to z tym że wg. antykomunistów-socjaldemokratów komuniści nie reprezentowali interesów proletariatu ale "sowiecki imperializm". Zarzut o tyle chybiony zwłaszcza wobec faktu łajdackiego wspierania imperializmu niemieckiego w I wojnie światowej przez SPD i wiele innych partii. Ponieważ najczęściej określenie "agent" wiąże się z powiązaniami z obcym rządem.

Problem nie leży w tym że ktoś bierze od kogoś za granicą pieniądze na budowę organizacji, ale w impotencji radykalnej lewicy która sama chce twierdzić co jest dla klasy robotniczej dobre nie mając najczęściej wcale powiązań z rzeczywistymi organizacjami robotniczymi. I stąd działaczy "radykalnie lewicowych" można zobaczyć na tęczowych paradach i marszach wyzwolenia konopii a już np. na demonstracje związkowe to z tego środowiska przychodzi zawsze dosłownie kilka osób, najczęściej w celu rozprowadzenia własnej prasy.

Oczywiście przedstawicieli Redakcji WR na demonstracjach związkowych nie brakuje, natomiast próżno szukać nas na gejowskich paradach :)

 

Społeczność

Ochotnik