Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 18 gości.

Dawid Jakubowski: Niektóre aspekty działalności Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski

images.jpg

Historia Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski, ważnego epizodu wojny 1920 roku stała się przedmiotem licznych przekłamań i ideologicznego, instrumentalnego traktowania. W II Rzeczypospolitej pisano i mówiono o nim rzadko – jeśli już, to z negatywnym nacechowaniem emocjonalnym, wykluczającym choćby pozory obiektywizmu. W antykomunistycznej prasie Komitet odgrywał rolę straszaka i symbolu zdrady narodowej. W epoce PRL odnoszono się doń także propagandowo i instrumentalnie, na siłę udowadniając, że PKWN wywodzi się w prostej linii od TKRP, który określano mianem pierwszej władzy ludowej na ziemiach polskich. Pewnym paradoksem historycznym jest, że tę samą wykładnię przyjęła obejmująca władzę w 1989 r. opozycja, kontestująca wszystkie symbole związane z PRL i przyjaźnią polsko-radziecką – tyle, że nadając całej sprawie negatywny, zideologizowany wymiar, przeniesiony żywcem z międzywojnia. Dlatego nie istnieje do tej pory ani jedna rzetelna monografia poświęcona działalności TKRP i jej twórcom.
Lekturą uzupełniającą do klas maturalnych, omawianą w podręczniku do języka polskiego jest obecnie niewielka broszura „Na probostwie w Wyszkowie” Stefana Żeromskiego, napisana w 1920 r. Książeczka ta, przedstawiana młodzieży jako obiektywna relacja pióra wielkiego pisarza, służyć ma jako ilustracja... genezy i metod budowy systemu totalitarnego przez narodowych sprzedawczyków (jest to jeden z przykładów literatury poświęconej totalitaryzmowi, zachwalany na równi np. z „Rokiem 1984” Orwella). Ten sam punkt widzenia reprezentują zresztą rozmaite repetytoria omawiające tematy maturalne, takie jak miesięcznik „Cogito”. Przy okazji opisu broszury Żeromskiego żadna z tych pomocy naukowych nie przerywa wymownego milczenia na temat, że „obiektywna” relacja powstała na zamówienie Sztabu Generalnego I Armii Polskiej gen. Hallera, którego propagandą kierował właśnie znany pisarz. Dodatkową konsekwencją takiego podejścia, pozbawionego jakiegokolwiek aparatu krytycznego czy choćby przypisów, jest szerzące się potem w literaturze przedmiotu przekonanie, że terenem kilkudniowej (zgodnie z takim rozumowaniem) egzystencji „zalążka władzy bolszewickiej” był jedynie podwarszawski Wyszków.
W czasie wojny polsko-bolszewickiej cenzura wojskowa dopuszczała jedynie publikacje, w których więcej było inwektyw niż faktów dotyczących TKRP i związanych z nim osób – w tej konwencji mieściło się też wymienione opracowanie Żeromskiego.
Historia Komitetu, zwanego też Polrewkomem (Polski Rewolucyjny Komitet) jest w rzeczywistości o wiele bardziej złożona. Stanowisko polonii radzieckiej w obliczu rodzącego się konfliktu porewolucyjnej Rosji z odrodzoną Rzeczypospolitą zmieniało się adekwatnie do sytuacji. W czerwcu 1919 r. zagrożony aresztowaniem w Niemczech za działalność rewolucyjną, przedostał się nielegalnie do Warszawy polski komunista-internacjonalista Julian Marchlewski, od przeszło 30 lat działający aktywnie w polskim ruchu robotniczym. Marchlewski na własną rękę podjął rolę mediatora między obydwoma zwaśnionymi państwami i nawiązał kontakt z polskimi sferami rządowymi. Ponownie dwukrotnie przybywał do kraju, co było ryzykowne w owym czasie ze względu na nieprzewidywalność zachowań różnych mniej lub bardziej zdeklarowanych organizacyjnie grup, aby prowadzić rokowania w Białowieży i Mikaszewiczach, do czego otrzymał już upoważnienie Lenina. Rokowania te zostały ostatecznie przerwane przez Piłsudskiego.
Kolejnym etapem walki o pokój były publikacje w polsko- i rosyjskojęzycznej prasie radzieckiej, w których Marchlewski tłumaczył, że należy dążyć do uniknięcia wkroczenia Armii Czerwonej na ziemie polskie „w interesie zarówno proletariatu rosyjskiego, jak i polskiego”. Dopiero w obliczu wyprawy kijowskiej Piłsudskiego, potraktowanej przez bolszewików jako napaść na Rosję Radziecką, Marchlewski razem z popierającą go większością polskich komunistów uznali, że należy przejąć mimo wszystko władzę w Polsce i natychmiast po zrewolucjonizowaniu ustroju RP przekazać rządy w ręce ludu pracującego. Wierzyli Leninowi i podzielali jego stanowisko, wyrażone 5 maja 1920 r. w przemówieniu skierowanym do czerwonoarmistów, udających się na front: „Towarzysze! Wiecie, że polscy obszarnicy i kapitaliści (...) narzucili nam nową wojnę. Pamiętajcie towarzysze, że niepodległość Polski i Polską Republikę Ludową uznawaliśmy i uznajemy (...)”. Podobnie jak on, byli przekonani, że konsekwencją wkroczenia Armii Czerwonej będzie wybuch rewolucji robotniczej i powstania chłopskiego, które miało wyłonić przyszłego politycznego partnera, godnego reprezentowania interesów przyszłej Polski komunistycznej.
18 lipca 1920 r. w Moskwie podczas posiedzenia Polskiego Biura Agitacji i Propagandy wybrano nowy skład Biura Polskiego przy RKP(b). Przewodniczącym tego ciała został Feliks Dzierżyński, były wieloletni więzień caratu, uczestnik wydarzeń rewolucyjnych w Rosji po 1917 r. i radziecki działacz państwowy. Oprócz niego członkami Biura byli Julian Marchlewski, Feliks Kon oraz Józef Unszlicht, a funkcję sekretarza pełnił Edward Próchniak. Tego samego dnia polscy działacze komunistyczni wchodzący w skład Biura zaczęli ustalać pierwsze wytyczne pracy w kraju. Podjęli decyzję, że w polskich miejscowościach zajmowanych przez Armię Czerwoną będą tworzone komitety rewolucyjne. Pierwszym ich zadaniem miało być powołanie rad delegatów robotniczych oraz komitetów fabrycznych i folwarcznych, stanowiących podstawę przyszłej władzy proletariackiej. 23 lipca Biuro obradowało po raz kolejny, uchwalając tym razem, że po przybyciu do Polski władza robotniczo-chłopska będzie działać pod nazwą Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski, którego przewodniczącym mianowano Marchlewskiego. Jeszcze tej samej nocy Dzierżyński i Marchlewski z grupą kilkudziesięciu towarzyszy zmobilizowanych naprędce w Moskwie, wyjechali do Smoleńska, a stamtąd do Mińska. 25 lipca 1920 r. członkowie przyszłego TKRP odbyli zebranie jeszcze jako Biuro Polskie. Marchlewski zobowiązał się napisać manifest rządu, a Stanisław Pilawski miał ułożyć projekt dekretu o Trybunale Rewolucyjnym, korzystając ze wskazówek Dzierżyńskiego. Do przebywającego jeszcze w Moskwie Edwarda Próchniaka wysłano depeszę, by drogą przez Rewel wysłał 2 mln rubli potrzebne na działalność TKRP. Część członków TKRP działała w róznych ośrodkach Rosji i przy różnych frontach Armii Czerwonej. W Moskwie pozostało tzw. Małe Biuro Polskie, kierowane przez Zofię Dzierżyńską, mające zadanie podtrzymywania kontaktów organizacyjnych z KC RKP(b). 28 lipca Dzierżyński uzyskał informację od Biura Organizacyjnego KC RKP(b) o przyznaniu ogromnej kwoty w wysokości miliarda rubli na organizację terenowych komitetów rewolucyjnych (rewkomów) na ziemiach polskich. Pieniądze te miała wypłacić intendentura Frontu Zachodniego.
29 lipca oddziały Armii Czerwonej zajęły Białystok. W tym dniu Marchlewski i Dzierżyński dotarli dopiero do Wilna. Następnego dnia Marchlewski zakończył pracę nad Manifestem TKRP, a Dzierżyński poinformował Lenina o zredagowaniu tekstu i rozpoczęciu działalności Komitetu. Jako miejsce opublikowania Manifestu podał jednak Białystok i datował go na 30 lipca 1920 r. W tym dniu nikogo z członków TKRP jeszcze w Białymstoku nie było. Prawdopodobnie o tej dezinformacji zadecydowały wielokrotnie wyrażane przez polskich komunistów obawy, jak się zresztą miało okazać uzasadnione, by Armia Czerwona nie wyprzedziła TKRP w misji rewolucjonizowania kraju i organizacji władz.
Tymczasem w drodze z Grodna uległ wypadkowi autobus, którym podróżował Marchlewski. Konsekwencją tego wypadku i trudności komunikacyjnych było, że przybycie do Białegostoku opóźniło się znacznie. Marchlewski dotarł dopiero nocą z 1 na 2 sierpnia 1920 r. jako pierwszy z członków rewolucyjnego rządu. 3 sierpnia dołączyli do niego Dzierżyński i Kon, a Próchniak – 5 sierpnia.
TKRP przyjął za siedzibę Pałac Branickich, przemianowany na Pałac Pracy.
Sytuacja, jaką zastali przywódcy wciąż nie w pełni skompletowanego TKRP po przybyciu do Białegostoku nie rokowała najlepiej dla perspektyw wprowadzenia komunizmu w kraju. Jeszcze dwa dni przed oficjalnym proklamowaniem Polrewkomu Armia Czerwona zainstalowała Białostocki Komitet Wojskowo-Rewolucyjny, któremu przewodniczył nauczyciel i dziennikarz J.Oszerowicz. W dodatku na czele wojskowej komendantury miasta stanął Rosjanin Szypow. Władze te wprowadziły rosyjski i jidysz jako języki urzędowe i powierzały stanowiska administracyjne tym, którzy nimi władali. To samo zjawisko zaobserwował Feliks Kon w resorcie szkolnictwa. TKRP, który, jak obwieszczał Manifest inaugurujący jego działalność „pozbawiał władzy dotychczasowy rząd szlachecko-burżuazyjny”, musiał te dziwaczne układy zakończyć. Jedną z pierwszych decyzji, jaką podjęli przywódcy TKRP było odwołanie Szypowa i mianowanie na jego miejsce Polaka, Mieczysława Łoganowskiego. Stanowczo przeforsowali zastąpienie rosyjskiego i jidysz przez język polski, zarówno w administracji, jak i w szkolnictwie. Wszelkie wątpliwości co do misji Polrewkomu upadają, jeśli weźmie się pod uwagę, że bez obecności komunistów polskich (KPRP była rozbita aresztowaniami) Armia Czerwona uzyskiwałaby możliwość nieograniczonych samowolnych działań, zwłaszcza, że i tak po wkroczeniu na ziemie polskie na początku sprawowała rzeczywistą władzę, mając moc instalowania tymczasowych komitetów wojskowo-rewolucyjnych, w składzie których poważną część najwyższych stanowisk w praktyce obejmowali Rosjanie.
Armia Czerwona nie dawała za wygraną. Pojawił się projekt wysiedlenia polskiej ludności cywilnej ze strefy przyfrontowej. Wywołało to stanowczy sprzeciw Dzierżyńskiego, który uważał, że takie postępowanie może być usprawiedliwione tylko w jednostkowych przypadkach, wobec osób, którym udowodniono szpiegostwo.
Inną ważną dziedziną aktywności TKRP była reorganizacja lecznictwa. Marchlewski pisał później, że funkcjonujące wówczas szpitale nie były dostosowane nawet do normalnych warunków, a cóż dopiero do czasu wojny, gdy napływały całe rzesze rannych i zakaźnie chorych. Na szczęście przywódcom Polrewkomu udało się przekonać pozostały na miejscu personel medyczny do poświęcenia uprzedzeń wobec „bolszewików” na rzecz współdziałania z nimi przy niesieniu pomocy i ratowaniu życia rannym i chorym. Na szpitale zamieniono nie tylko koszary, lecz także Pałac Branickich. Wszystkie zapasy leków i żywności zostały zarekwirowane od ludności na rzecz pacjentów szpitali. Marchlewski brał udział w kampanii na rzecz poprawy opieki medycznej wypowiadając się na łamach „Gońca Czerwonego”, oficjalnego organu prasowego TKRP, redagowanego przez Tadeusza Radwańskiego (w czasach carskich zastępcy redaktora naczelnego czasopisma „Głos” Jana Władysława Dawida).
Kiedy w następstwie wypadków wojennych wojska Piłsudskiego zbliżały się już do Białegostoku i Komitet był zmuszony do wycofania się z ziem polskich, władze TKRP postanowiły nie pozostawić rannych i chorych na miejscu. Dzierżyński osobiście przyjął odpowiedzialność za ewakuację tych ludzi i opiekę nad nimi w trakcie transportu. On i Marchlewski zdawali sobie sprawę, że sam fakt korzystania z „bolszewickiej” opieki lekarskiej czynił pacjentów podejrzanymi o współpracę z Polrewkomem, Armią Czerwoną, a nawet szpiegostwo na ich rzecz, w konsekwencji byliby oni nieuchronnie skazani przez polskie władze wojskowe na tortury i śmierć.
Wśród innych trudnych zagadnień, których rozwiązanie postawiło sobie za cel kierownictwo TKRP, była katastrofalna sytuacja w szkolnictwie. Większość nauczycieli na wieść o zbliżaniu się Armii Czerwonej uciekła z miasta. Ci, którzy pozostali, nie byli dostatecznie przygotowani do pełnienia swych obowiązków, choć pewna ich część interesowała się wdrażanymi w Rosji metodami edukacyjnymi. Polrewkom chciał zainteresować nauczycieli wprowadzeniem szkoły powszechnej i bezpłatnej, zapewniającej edukację każdemu bez względu na pochodzenie społeczne, narodowość czy płeć. Na łamach „Gońca Czerwonego prowadzono dyskusję na temat organizacji zadań przyszłej szkoły radzieckiej. Nowa szkoła miała być przede wszystkim szkołą pracy. Kon, stojący na czele resortu oświaty TKRP, wygłosił referat „Szkolnictwo dawniej i dziś” na temat podejmowanych prób uporządkowania sytuacji i zaspokojenia najbardziej palących potrzeb w szkolnictwie.
Wiele uwagi trzeba też było poświęcić sprawom związanym z kulturą. Już w lipcu 1920 r. jako jeden z pierwszych dokumentów TKRP przygotowano dekret „W sprawie ochrony dzieł sztuki i nauki w dobrach ludowych”. Mimo, że nie został on wprowadzony w życie, Polrewkom apelował do włościan w różnych odezwach i artykułach, by nie niszczyli, lecz chronili zabytki kultury i sztuki jako wspólne dobro. Apelowali: „...towarzysze robotnicy, bądźcie gospodarzami dobrymi, pilnujcie folwarków, które bierzecie w swój zarząd, bo to własność nie tylko wasza, ale całego narodu polskiego. Niech w waszych rękach wiernych nie marnuje się dobytek narodowy!...” W tej samej odezwie „Do robotników rolnych” z sierpnia 1920 r. przywódcy TKRP przestrzegali prze dokonywaniem krwawego samosądu na właścicielach ziemskich: „Nie znęcajcie się nad temi wrogami waszymi, bo nie przystoi robotnikowi uczciwemu plamić rąk zemstą bezcelową”.
Rząd białostocki wydał także dwie odezwy skierowane do czerwonoarmistów wkraczających na ziemie polskie. Znalazły się w nich wezwania: „Jeńców należy traktować łagodnie, otoczyć troskliwością koleżeńską polskich robotników i włościan... Chwytajcie i prześladujcie nie szeregowych członków, lecz świadomych kontrrewolucjonistów, przywódców i naganiaczy czarnosecinnych i żółtych organizacji. Przejawiajcie więcej wnikliwości i ostrożności”.
Polrewkom przy wsparciu Rewolucyjnej Rady Wojennej przestrzegał nie tylko przed grabieżą i gwałtami, ale też rujnowaniem fabryk i folwarków oraz grabieniem inwentarza, gdyż to „pozbawiłoby setki tysięcy parobków i bezrobotnych włościan pracy i pogorszyłoby ogólne położenie żywnościowe Polski, nie dając chłopu w zamian żadnych korzyści”. W drugiej odezwie, datowanej na 1 sierpnia 1920 r., przekazywali „Towarzyszom Czerwonoarmistom” swe obawy i oczekiwania: „...wierzymy głęboko, że za grzechy jaśniepanów i kapitalistów nie ucierpi nieszczęsny lud roboczy, że ustosunkujecie się do niego jak do brata, którego przemocą zmuszono prowadzić wojnę przeciw wam, i że w ścisłej więzi z nim poniesiecie dalej sztandar rewolucji...”.
Dalszy bieg wypadków pokazał jednak w całej rozciągłości bezradność Marchlewskiego i Dzierżyńskiego w tym względzie oraz fasadowość ich władzy w stosunku do grabiącej żywność, niszczącej sady i ogrody oraz siejącej gwałty, przemoc i zniszczenie Armii Czerwonej. Nie pomogło nawet, że już wówczas za dokonanie gwałtu lub aktu bandytyzmu czerwonoarmiście groziła prawnie kara śmierci. Brutalna rzeczywistość przekroczyła wszelkie wyobrażenia.
10 sierpnia TKRP uczcił nacjonalizację ośmiu największych fabryk białostockich zorganizowaniem Święta Pracy. Na wiecu przemawiał Marchlewski, zachęcając robotników do ponownego uruchomienia fabryk (zamkniętych ze względu na warunki wojenne), z wykorzystaniem istniejących w mieście zapasów surowców.
Pięć dni później wszyscy czołowi działacze TKRP udali się do podwarszawskiego Wyszkowa, by obserwować z bliska przebieg walk o stolicę. Noc spędzili w zajętej przez bolszewików miejscowej plebanii, tocząc poglądowe dysputy z proboszczem, ks. Wiktorem Mieczkowskim, który opisał potem to spotkanie w szkicu „Wyszkowska ziemia warszawska”.
Perspektywa zbliżania się do Warszawy wzbudzała w wieloletnich wygnańcach i tułaczach mieszane uczucia. To przenikanie się nostalgii z lękiem opisał Dzierżyński w liście do żony Zofii z 17 sierpnia 1920 r.: „Dziwne uczucia budzą się we mnie ze zbliżaniem do Warszawy, jakbym nie chciał tam jechać, a raczej jest to obawa, że Warszawa już nie ta, co dawniej, i że może spotka nas nie tak, jak pragnęlibyśmy. Warszawa nasza sterroryzowana i skneblowana milczy i głos jej nie dolatuje nas wyraźny. Widocznie i nasz KC [KPRP] nie potrafił ująć mas i samej sytuacji politycznej. Brak tam wodza – Lenina, polityka-marksisty. Jedno wiem: jesteśmy na przełomie – walka rosyjska przekształca się w walkę międzynarodową – decyduje się los świata”. Z gorzką świadomością wyjaśniał, dlaczego dzieło Komitetu nie jest przyjmowane w Polsce z większą ufnością: „...przychodzimy z zewnątrz, nie zostaliśmy wewnętrzną walką w Polsce samej wysunięci”. Tego samego dnia wraz z towarzyszami powrócił do Białegostoku, po uzyskaniu najwidoczniej spóźnionych informacji na temat finału bitwy warszawskiej z 15 sierpnia.
22 sierpnia sytuacja stała się jasna. Kiedy wojska II Armii Polskiej znalazły się w odległości 32 km od Białegostoku, liderzy TKRP podjęli decyzję o ewakuacji. Przypieczętował się też los tych spośród członków i współpracowników Polrewkomu, którzy kierowani patriotycznymi uczuciami i obywatelskim obowiązkiem zdecydowali się pozostać w kraju. Za jakikolwiek rodzaj współpracy z rewolucyjnymi władzami posypały się liczne wyroki śmierci. Ludzi tych potraktowano jak wyjętych spod prawa zdrajców. W samym tylko Ciechanowie polskie władze wojskowe 20 sierpnia 1920 poleciły rozstrzelać osiem osób – członków Komitetu Rewolucyjnego i Milicji Ludowej. Pod murami zamku zginęli: Buławko, Ciuchciński z Niechodzina, Czesław Gogolewski, J. Kaszewski, Antoni Krajewski, Sz. Marchew, Jan Proszek z Gołot i Klemens Stryjewski. Autor korespondencji używający pseudonimu „Stary” (Nowotko) pisał do pisma rewolucyjnego „Gromada”: „W Ciechanowie rozstrzelano 8 osób..., towarzyszy z Niechodzina, Przasnysza i innych. Rozstrzelano w bestialski sposób. Obdzierali prawie do naga z ubrania i obuwia, zapędzali za miasto koło zamku i tu w biały dzień na oczach żon i dzieci dokonywano rozstrzałów” (m.in. Gogolewski zginął w obecności sześciorga małych dzieci). Oprócz licznych egzekucji sądy doraźne skazały około 150 osób na długoletnie więzienia (wśród nich np. aptekarza z Przasnysza).
Nowotko chcąc odwiedzić matkę dotarł do przedmieść Ciechanowa, skąd zawrócił, ponieważ w mieście byli już „biali”. Miejscowe drobnomieszczaństwo twierdziło jednak, że to Nowotko „sprowadził bolszewików” na Ciechanów, więc skazano go zaocznie na karę śmierci i rozesłano za nim listy gończe. Dlatego kierownictwo partii podjęło decyzję o przerzuceniu go do Rosji.

Według Marii Nowotko-Radwańskiej (siostry Marcelego) jeden z prowadzonych na śmierć, młody szofer z Przasnysza, miał powiedzieć żonie niosącej małe dziecko na ręku: „Nie płacz, na froncie ginie tyle ludzi od kul wroga, a ja ginę od swoich braci, powiedz o tym mojemu synkowi, gdy dorośnie”.

Czy prawami wojny można uzasadnić tak straszliwe ludzkie dramaty i czy wolno komukolwiek kazać płacić najwyższą cenę za jednostkowe lub zbiorowe poglądy?

Represje nie dotknęły jednak wyłącznie członków TKRP. Zostały rozwiązane organizacje opanowane przez przedstawicieli lewicy społecznej jak np. Związek Zawodowy Robotników Rolnych (ZZRR). Zarząd Główny ZZRR wystosował w tej sprawie pismo z zażaleniem w sprawie terroru stosowanego przez władze wojskowe wobec robotników rolnych na terenach, które czasowo znajdowały się pod władzą wojsk radzieckich.

A oto fragment z artykułu Juliana Marchlewskiego z Trybuny Komunistycznej nr 15(29) z 19 grudnia 1920 pt. „W więzieniach polskich katują niewiasty”: „Byłam tego dnia niezdrowa: gdy usłyszałam krzyk i hałas, zrobiło mi się słabo i położyłam się na łóżko. Nagle otworzyła drzwi naczelniczka więzienia. Weszło dwu uzbrojonych żołnierzy czy też dozorców. Zaczęli mnie bić po głowie pięściami. Jeden uderzył mnie w piersi, potem wyjął bagnet i bił mnie nim po twarzy i głowie. Krew mi się rzuciła z ust i nosa. Wtedy jeden z nich powiedział: »dać by jej wody«, lecz ona odparła: »nie trzeba, cholera ich nie weźmie«”. Jest to jedna z autentycznych relacji o tym, co wydarzyło się w więzieniu we Wronkach. Naczelniczka oddziału kobiecego przyzwała 18 sierpnia „drabów z więzienia męskiego, dozorców i żołnierzy, którzy wchodzili do cel i katowali bezbronne niewiasty” – działaczki, wśród których była Maria Koszutska, która przekazała następującą relację: „Usłyszałam wreszcie pod naszymi drzwiami wołanie klucznicy Majerowskiej: »Tu, tu Koszutska, bić ją, a dobrze!« Uchylono drzwi, kilku mężczyzn zajrzało, przymknęli drzwi z powrotem: »Et tu chora, nie stukała« - usłyszałam. »Nie chora – wrzeszczała Majerowska – udaje, dobrze ją, a po mordzie!« Usiadłam na łóżku ze szczotką w ręku. »Tak, stukałam razem z innymi«. Pięciu drabów wpadło, zawahali się jednak. »Dalej, dalej – wołała wciąż Majerowska – po mordzie ją«. »Rzucić szczotkę« - wołały draby - »Nie rzucę«. Jeden podbiegł i uderzył mię rzemieniem ze sprzączką po ramieniu: »Odpokutujecie za to, co robicie, tak że się sami nie spodziewacie«, powiedziałam im bardzo głośno. Uciekli. Po minucie wszystko ucichło. Przez okna rzucano pytania: »Czy żyje Grosserowa i Koszutska?«, potem znów cisza grobowa. Dopiero w kilka godzin później straszne jakieś jęki, płacz, obłąkane narzekania rozlegały się w całym więzieniu: »Mamo, mamo, ja nie mogę, ja nie chcę, mnie tak boli«. Trwało to długo. Nigdy nie słyszałam czegoś podobnego. To jedna z bitych kobiet dostała obłędu chwilowego”.
Wyjaśniam: kiedy zaczęto bić, więźniarki protestacyjnie stukały stołkami do drzwi. Wtedy Koszutska, chora, nie mogąc wstać z łóżka, solidarnie stukała szczotką w stół.
Julian Marchlewski napisał: „A sprawcami są nie megiery dozorczynie, nie draby rozzwierzęcone – sprawcami są ci, którzy wytworzyli te stosunki haniebne ... co z Polski katownię gorszą od carskiej uczynili”. (Pisma wybrane, t.II, s.738-741)

Losy Tomaszewskiego
Kazimierz Tomaszewski urodził się w 1858 r. Był działaczem w Wielkim Proletariacie Waryńskiego, potem działał w SDKPiL, gdzie wprowadzał w arkana socjalizmu młodego Marcelego Nowotkę. Był wieloletnim katorżnikiem, zesłanym przez carat na Sachalin. Uczestniczył w rewolucji październikowej, następnie działał w KPRP-KPP. Od 1906 mieszkał na stałe w Ciechanowie. W maju 1919 był wraz z Nowotką współorganizatorem tamtejszej Rady Delegatów Robotniczych (wcześniej, 11 listopada 1918 Tomaszewski i Nowotko razem rozbrajali Niemców w mieście). 20 sierpnia 1920 jako członek ciechanowskiego Rewkomu został wraz z żoną aresztowany. Jako, że więzienie ciechanowskie było już przepełnione, przewieziono go do więzienia karnego w Warszawie na Mokotowie, gdzie przebywał od 9 do 15 września tego roku. 23 września w Ciechanowie odbyła się rozprawa sądowa. Wojskowy Sąd Doraźny skazał Tomaszewskiego na karę śmierci przez rozstrzelanie, co wywołało takie oburzenie postępowej opinii publicznej, że w 3 dni później wyrok ten w drodze łaski zamieniono na 10 lat więzienia. Schorowanego Tomaszewskiego przewieziono znowu na Mokotów. Oto słowa jego listu skierowanego do naczelnika więzienia 4 grudnia 1920: „Ponieważ mam lat 62 i cierpię na chroniczny katar żołądka, obok zupełnego braku zębów mam reumatyzm mięśniowy i wzrok silnie przytępiony, 20-letnie zaś spędzenie jako więzień polityczny za caratu na katordze i zesłaniu zniszczyło w silnym stopniu stan zdrowia organizmu mojego tak, że obecny pobyt w więzieniu pociągnie za sobą w szybkim czasie groźne następstwa, gdyż jest to równoznaczne konaniu – uprzejmie proszę Pana Naczelnika o dalsze skierowanie niniejszej prośby do odpowiednich władz celem umożliwienia mi zamiany więzienia na deportację z granic Państwa Polskiego”.
Prośba Tomaszewskiego nie została uwzględniona. Do obrony Tomaszewskiego włączyli się towarzysze walki z Proletariatu, także znana działaczka społeczna opiekująca się więźniami politycznymi - Stefania Sempołowska zabiegała w sprawie jego zwolnienia i nawet interweniowała u Piłsudskiego. 21 stycznia 1921 Najwyższy Sąd Wojskowy rozpatrzył ponownie sprawę i wykazał, że postępowanie doraźne było nieprawne i nieważne. Państwo Tomaszewscy zostali uniewinnieni. Kazimierz Tomaszewski umarł w Warszawie 26 marca 1927, a jego pogrzeb przekształcił się w manifestację komunistyczną.

Marceli Nowotko pisał, że „...ze wszystkich powiatów, przez które przelewała się burza rewolucji robotniczej, bodajże najbardziej ucierpiał czerwony powiat ciechanowski, gdzie najsilniejsze były wpływy komunistów w mieście i na wsi”.
W 1922 sam Nowotko został zatrzymany w Ciechanowie jako członek KPP.
Warto by poznać losy kierowanego przez Zatońskiego Galrewkomu (w Galicji), rozwiązanego dopiero 21 września 1920.
Represje względem komunistów były kontynuowane w „wolnej” Polsce aż do 1939

Przywódcy TKRP nigdy nie zapomnieli o tym, co uważali za swoje posłannictwo względem ojczyzny podczas wojny polsko-bolszewickiej. Wypełniając rosyjską ankietę partii bolszewickiej z 1 kwietnia 1921 r. Dzierżyński, który pełnił wtedy wiele znacznie ważniejszych funkcji (m.in. wchodził w skład Rady Rewolucyjnej Frontu Pólnocno-Zachodniego), na pytanie, czy uczestniczył kiedykolwiek w jakichś działaniach wojennych napisał tylko: „Czlen Polrewkoma w polskuju wojnu”. Mimo niepowodzenia misji TKRP twórcy Polrewkomu wierzyli, że kiedyś nadejdzie czas, kiedy ich idee staną się własnością większości narodu polskiego, łącząc treści narodowe i społeczne w nowej jakościowo formie.

Społeczność

SIERP i MŁOT