Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Ellisiv Rognlien: Od demonstracji do strajku

Związki zawodowe

Na konwencji Platformy Obywatelskiej Donald Tusk zdeklarował, że: „Nasz rząd nie będzie się kłaniał bankierom, ani związkowcom, nie będzie klękał przed księdzem”.

Wstawienie do jednej grupy bankierów i związkowców jest propagandowym chwytem, który nie powinien ujść mu na sucho. Bankierzy działają w interesie bardzo nielicznej grupy posiadaczy kapitału - garstki najbogatszych ludzi. Związkowcy reprezentują bezpośrednio miliony członków, a potencjalnie bronią interesów jeszcze szerszych grup pracowniczych.

Ideologiczne ataki

Wypowiedzi Tuska są ostatnimi w całej serii ideologicznych i praktycznych ataków ze strony rządu na związki zawodowe. Tusk i jego przyjaciele w kręgach biznesowych lubią przedstawiać związkowców jako wysokozarabiających nierobów, którzy tylko bronią własnego tyłka. Martwią się, że „tak trudno” zwalniać działaczy związkowych.

Możemy krytykować liderów związkowych za brak organizowania skutecznej walki, za zbyt zbiurokratyzowany sposób działania i za odległość między „górą” a „dołem” związków. Ale wiadomo, że Tuskowi nie o to chodzi - wręcz przeciwnie. Według niego związki mają za duże wpływy. W Polsce, gdzie ponad 65% pracujących zarabia poniżej średniej krajowej (dane Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej), 4,6% poniżej ustawowej minimalnej pensji (a ta stanowi tylko 38,5% tej średnej pensji) – to chyba zupełnie inne grupy społeczne niż związki zawodowe są za silne.

Osłabienie związ­ków zawodowych oznacza wzmocnienie dyk­ta­tury szefów i właścicieli kapitału w miejscu pracy. Oznacza, że każdy, kto protestuje przeciw łamaniu praw pracowniczych potencjalnie może być usunięty z pracy, że nawet ta najbardziej podstawowa obrona i element demokratyczny w zakładach, którym są związki zawodowe, ma być jeszcze bardziej osłabiony.

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ) wskazuje w swoim liście otwartym do premiera Tuska na lekceważenie nawet takich oczywistych spraw, jak ustawowe prawo związków do konsultacji przy ustaleniu wskaźników makroekonomicznych w związku z budżetem państwa.

Złamane obietnice

Tusk złamał też własną obietnicę (to nic nowego!) w pakiecie działań antykryzysowych, że do końca 2009 r. rząd przygotuje plan dojścia do płacy minimalnej na poziomie 50% średniego wynagrodzenia. Natomiast potrafił zamrozić płace w sferze budżetowej i progi uprawniające do świadczeń rodzinnych i pomocy społecznej. Przy pięcioprocentowej inflacji można łatwo zrozumieć, jak tragicznie wygląda sytuacja najbiedniejszych. Szczególnie, że dla niektórych podstawowych produktów inflacja jest znacznie większa. Premier pokazuje więc, że potrafi bardzo skutecznie kłaniać się siłom antypracowniczym i antyzwiązkowym.

We wspólnym liście trzech największych central związkowych (Forum Związków Zawodowych, Solidarność i OPZZ) do Ministra Finansów przedstawiono szereg postulatów dotyczących wyżej wymienionych punktów oraz m.in. obniżenia progu podatkowego do 15% dla ludzi o najniższych dochodach. Pamiętamy jak łatwo było rządom PiS i Platformy obniżyć próg podatkowy dla najbogatszych i jak Platforma podwyższyła stawki VAT bez większego oporu. Miała więc miejsce jawna redystrubucja od biednych na rzecz bogatych - również w sferze podatkowej - ale bardzo rzadko o tym mówiono w mediach.

Postulaty central związkowych są słuszne, ale chodzi o to, żeby je wywalczyć. Wielka szkoda, że wszystkie trzy centrale (i inne mniejsze związki) nie potrafiły się formalnie zjednoczyć na dzień protestu 30 czerwca. Chcąc bronić się przed antypracowniczym rządem i atakami pracodawców potrzebna jest wspólna akcja – demonstracja, której następnym etapem powinien być strajk.

Ellisiv Rognlien

Tekst ukazał się w lipcowo-sierpniowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"

Społeczność

Niech żyje rewolucjca socjalisyczna