Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

IPN - edukacja czy indoktrynacja?

images_164.jpg

MICHAŁ DOMAŃSKI

Instytut Pamięci Narodowej już od wielu lat krytykowany jest za swą działalność. Głównymi zarzutami są stronniczość, tendencyjność, upolitycznienie tej instytucji.

W zeszłym roku Instytut wydał podręcznik dla młodzieży na temat historii najnowszej. Autorami są Adam Dziurok, Marek Gałęzowski, Łukasz Kamiński (obecny prezes IPN) i Filip Musiał. Być może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie skrajny subiektywizm twórców i rój błędów, manipulacji, fałszerstw. Te wszystkie wady postaram się opisać w tym tekście.

Zacznijmy od tytułu. Brzmi on: „OD NIEPODLEGŁOŚCI DO NIEPODLEGŁOŚCI. HISTORIA POLSKI 1918-1989”. Trudno nie zauważyć, że już tu mamy do czynienia z manipulacją, bowiem autorzy sugerują fałszywie, że Polska odzyskała niepodległość w roku 1989, tak jak gdyby wcześniej nie istniała polska państwowość.

„Soczyste kawałki” mamy już we wstępie:

„[jednym z] przełomowych wydarzeń polskiego wieku XX był opór przeciw komunistycznemu totalitaryzmowi zwieńczony zwycięskimi strajkami z sierpnia 1980 r., powstaniem „Solidarności” i jej długoletnią walką zakończoną odzyskaniem niepodległości w 1989 r. Przyniosło ono upragnioną wolność (…). Warto pamiętać, komu tę wolność zawdzięczamy”(str. 7).

Należy tu stwierdzić, że autorzy po raz kolejny powielają mitomanię o „totalitarnym zniewoleniu”, choć w rzeczywistości totalizacja życia zaczęła się dopiero w 1948 roku, od 1954 roku słabła a w 1956 zakończyła się. Przypomnijmy, co pisał Andrzej Walicki:

„Gdyby PRL była krajem "niezmiernie totalitarnym", pojawienie się postaw jawnie opozycyjnych, ich upowszechnienie, a następnie kompromis "okrągłego stołu" i pokojowe przekazanie władzy byłyby rzeczą nie do pomyślenia nawet w najgorszej sytuacji ekonomicznej” [1].

Podobne stanowisko zajął Bronisław Łagowski:
„Termin totalitaryzm ma w języku nauk politycznych mniej więcej ścisłe znaczenie: oznacza ustrój cechujący się brakiem opozycji legalnej i nielegalnej. Żeby opozycja mogła wziąć udział w wyborach i do tego je wygrać, totalitaryzmu od dawna musiało już nie być” [2].

Na końcu wstępu autorzy piszą:

„Wierzymy, że spełniliśmy jego [tj. Janusza Kurtyki] oczekiwania” (str. 8).

Wywołało to nawet oburzenie innego pracownika IPN prof. Jerzego Eislera, który stwierdził słusznie że:

„deklarowanie przez historyka wykonania zadania jest niestosowne”[3].

Przejdźmy do właściwej części książki.

Na stronie 15 czytamy:

„tzw. młodzi [z PPS] stworzyli PPS-Lewicę i odtąd ściśle współdziałali w zwalczaniu idei niepodległościowej [sic!] z inną skrajną partią lewicową – Socjaldemokracją Królestwa Polskiego i Litwy”.

Jest to oczywista manipulacja.

Jak do tego odnoszą się słowa Juliana Marchlewskiego? Pisał on, że:

„[SDKPiL] nie rezygnuje z walki przeciw uciskowi narodowemu i o niepodległość obu krajów[tj.Polski i Litwy](...)partia nie przestanie nigdy protestować przeciw rozbiorom Polski i domagać się jej niepodległości” i wreszcie, że tym co różni ją od PPS, jest nie kwestia samej zasady walki o niepodległość Polski, lecz dróg, które do niej prowadzą. „Socjalizm jest tą drogą, która doprowadzi do osiągnięcia niepodległości Polski, a nie, jak tego chcą socjaliści o tendencjach nacjonalistycznych, niepodległość Polski pozwoli dojść do socjalizmu”[4].

Autorzy wspominają o deklarację Woodrowa Wilsona w sprawie niepodległości Polski (str. 19), natomiast zapomnieli wspomnieć o mającej dla Polski większe znaczenie deklaracji Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, potwierdzeniu jej po zwycięstwie Rewolucji Październikowej i anulowaniu aktów rozbiorowych przez władzę radziecką.

Na stronie 34 możemy domyślić się, że autorzy uważają wojnę polską-radziecką 1919-1921 za zaczętą przez Rosję Radziecką, co jest oczywistym mitem. Historyk Andrzej Witkowicz mówił:

„Wojna polsko-bolszewicka została rozpoczęta przez Polskę. Czy bolszewicy się do niej przygotowywali? Zalecam spojrzeć np. do rozkazów głównodowodzącego Armii Czerwonej, Siergieja Kamieniewa z okresu bezpośrednio poprzedzającego polskie natarcie. Jeszcze w połowie kwietnia 1920 r. zalecał on osłabiać front polski, by kierować większe wojska przeciwko Wranglowi. Trudno wyobrazić sobie osłabianie wojsk i przygotowywanie równocześnie ofensywy. Ale również inne fakty o tym świadczą. Przykładowo, stosunek sił na froncie. Jeżeli stosunek liczby wojsk walczących wynosił 150 tys. do 90 tys. na korzyść Polski, to ślepy dostrzeże, która ze stron była faktycznie przygotowana do prowadzenia wojny” [5].

Kontrofensywę radziecką z lata 1920 roku nazywają oni „agresją komunistyczną” (str. 37).

Na stronie 53 czytamy jakoby:

„komuniści [w II RP](…)zwalczali demokrację i dążyli do wprowadzenia w Polsce rządów totalitarnych [sic!] na wzór bolszewicki”(str.53).

A dalej, że komuniści pozostawali:

„na marginesie polskiego życia politycznego”(str. 55).

Czy należy rozumieć, że według autorów, „marginalne” grupy byłyby w stanie zdobyć kilkaset tysięcy głosów wyborców, organizować masowe manifestacje i wprowadzać co najmniej kilku posłów do Sejmu? Czy „marginalna” organizacja jest w stanie mieć legalne „przybudówki”? I w końcu, czy do zwalczania „marginalnego” ruchu kapitalistyczne państwo użyłoby tylu sił i środków?

Czytamy również:
„komuniści wykonywali polecenia władz innego państwa – ZSRS – i do nich całkowicie dostosowywali swoją politykę” (tamże).

Nie sposób nie zauważyć, że jest prostackie uproszczenie (czy wręcz manipulacja) nieuwzględniające specyficznej sytuacji Komunistycznej Partii Polski, zmiennego stosunku Międzynarodówki Komunistycznej. Nie uwzględnia ono również zróżnicowania poglądów w łonie partii.

Możemy się również „dowiedzieć”, że:

„[komuniści] byli również finansowani przez władze sowieckie.”

I dalej:

„komuniści prowokowali starcia z policją”.

Jest to, rzecz jasna, podłe kłamstwo doskonale wpisujące się w atmosferę nienawiści i propagandowego zwalczania poglądów komunistycznych. Zapewne autorzy brali natchnienie z kłamliwego napisu na krzyżu upamiętniającym ofiary Krwawego Marca 1936 roku: „Ofiarom komunistycznej prowokacji”[6].

Na stronie 67:

„Władze sowieckie wspierały w Polsce działania swej agentury [sic!] – komunistów”.

Prymitywizm tych „oskarżeń” jest widoczny gołym okiem.

Autorzy nie szczędzą słów lekko krytykujących obóz sanacyjny, jednak za wszelką cenę starają się usprawiedliwić Józefa Piłsudskiego i zrobić z niego bohatera. Cytują oni nawet wypowiedź, gdzie stwierdza się, że Piłsudski „to był dar boży dla narodu polskiego”[!].

I co ciekawe nie znalazłem, ażeby choć raz w tej książce obóz sanacyjny obdarzono określeniem „reżim”, natomiast w stosunku do władz Polski Ludowej uczyniono to kilkadziesiąt razy! I gdzie tu proporcje?

Krwawemu tłumieniu wystąpień robotników, chłopów i bezrobotnych w dwudziestoleciu międzywojennym poświęcono zaledwie kilka zdawkowych zdań, natomiast wydarzeniom poznańskim 1956 roku i wydarzeniom na Wybrzeżu w 1970 roku kilka stron!

Rzuca się w oczy dyletanckie utożsamianie komunizmu ze stalinizmem. Autorzy piszą nawet złośliwie o „komunistycznym "raju"”, choć nie przypominam sobie, aby Marks, Engels czy Lenin mówili kiedyś o budowaniu „raju”.

Ale naprawdę ogromne błędy można spotkać w rozdziale o działalności polskich komunistów w czasie II wojny światowej. Tak więc byli oni rzekomo

„podporządkowani władzom ZSRS i postrzegający swój ruch jako narzędzie realizacji polityki tego państwa w Polsce”.

Sprawy te wyjaśnił już rzeczowo prof. Ryszard Nazarewicz w swej książce „Armii Ludowej dylematy i dramaty” [7], więc nie będę się tu rozpisywał.

Piszą także, że

komuniści „nie występowali przeciwko Niemcom [przed 1941 rokiem]”.

Zapominają jednak, że ruch rewolucyjny był wówczas słaby i rozbity, a i inne nurty ideowo-polityczne nie prowadziły w tym czasie zbyt intensywnych działań.

Po raz kolejny powtórzono też kłamstwa, jakoby zainicjowanie akcji partyzanckiej przez Gwardię Ludową służyło interesom ZSRR a celem było osłabienie ludności polskiej. Badania historyczne dowiodły, że działania GL nie przyczyniły się do wzmożenia terroru hitlerowskiego, lecz wprowadziły dezorientację wśród okupantów.

Historycy IPN odmawiają też PPR i AL miana siły niepodległościowej, a rozmowy PPR-Delegatura uważają za „pozorowane” przez komunistów. Usiłują także wmówić czytelnikom, że PPR i AL odnosiły się wrogo do Polskiego Państwa Podziemnego. Jeszcze większym fałszerstwem jest mówienie, że PPR miała „znikome” wpływy w Polsce. Tragiczny konflikt w partii komunistycznej porównano do porachunków mafijnych! Natomiast „zapomniano” chyba, że podobne rzeczy działy się i w innych organizacjach (np. NSZ).

Bolesława Bieruta nazwano „agentem wywiadu sowieckiego”. Wymaga to pewnego wyjaśnienia. Przed 1941 rokiem nie był nim z pewnością. Natomiast po 22 czerwca 1941 roku podjął pracę w kontrolowanej przez Niemców administracji w Mińsku Białoruskim. Piastując tam stanowisko utrzymywał zapewne kontakty ze służbami radzieckimi, mając na celu walkę ze wspólnym wrogiem narodu polskiego i narodów radzieckich – Niemcami hitlerowskimi. W tym kontekście, więc nie byłoby dla Bieruta ujmą.

Gwardię Ludową nazywa się w tej książce „bojówkami partyjnymi”, choć należałoby przypomnieć, że zaledwie część gwardzistów należała do partii. Stwierdzono również, że nazwę GL przejęto „samowolnie” od konspiracji WRN-owskiej, choć w rzeczywistości twórcy PPR-owskiej partyzantki nie wiedzieli o funkcjonowaniu takiej nazwy.

Michałowi Żymierskiemu zarzucono jednoznacznie nadużycia przy dostawach sprzętu wojskowego przed wojną, chociaż zdania na ten temat są podzielone wśród historyków, a już na początku wojny Michał Żymierski został uniewinniony przez konspiracyjny sąd obywatelski[8]. Również jednoznacznie zarzucono mu kontakty z wywiadem radzieckim w czasie pobytu w Paryżu, choć sprawa ta nie jest jasna.

Czytamy również, że pierwszy oddział GL „rozbiegł się” „na widok Niemców”. Jest to oczywiste fałszerstwo znieważające pierwszych partyzantów Gwardii Ludowej [9].

Stwierdzono również, że do GL przyjmowano „pospolitych przestępców”, choć należy stwierdzić rzeczowo, że zdarzało się to we wszystkich partyzantkach (a o tym autorzy zapominają) , a GL (ani żadna inna formacja) nie była soborem aniołów.

Popełniono błąd pisząc, że Armia Ludowa miała w 1944 roku 6 tysięcy ludzi. Co na to poważni historycy?

M. Wieczorek o około 45 000;
L. Podhorodecki pisze o 15 000 (VII 1944) gwardzistów;
J. Topolski 20 000-30 000;
A. Paczkowski o 20 000 wiosną 1944 roku;
W. Sienkiewicz pisał o 30 000 latem 1944 roku;
A. Chojnowski i H. Manikowska mówią o 30 000;
H. Rolet aż o 50 000;

Jak widzimy, autorzy kilkukrotnie zaniżyli stan liczebny AL.

Twierdzi się, że GL walczyła głównie przeciwko „podziemiu niepodległościowemu”. Marianowi Spychalskiemu zarzuca się, że współpracował z Niemcami, co jest kłamstwem rodem z czasów stalinizmu.

Wspomina się o mordzie GL w Drzewicy. „Zapomniano” jednak, że wcześniej AK zastrzeliła w Mogielnicy kilku członków PPR. Winą za wydarzenia w Owczarni obciąża się wyłącznie AL, choć w rzeczywistości nie sposób stwierdzić, kto zawinił wówczas naprawdę. Jednak Drzewica i Owczarnia są niczym wobec przemocy stosowanej wobec AL przez NSZ oraz skrajne komórki AK.

Fałszywie oskarżono również Grzegorza Korczyńskiego o wymordowanie Żydów w Ludmiłówce, choć „dowody” zostały w latach stalinizmu sfabrykowane w X Departamencie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego [10].

I co najlepsze, o walce GL-AL i PPR przeciwko Niemcom napisano może w jednym zdaniu (albo i nie całym).

Zygmunta Berlinga nazwano „dezerterem z armii gen. Andersa” (str. 176).

Przy opisie kolejnych wydarzeń autorzy popadają w narodową martyrologię. Piszą więc o „utracie niepodległości” w wyniku drugiej wojny światowej na rzecz „Sowietów”, w przejęciu władzy przez Polską Partię Robotniczą i jej sojuszników widzą wyłącznie złe strony. II wojnę światową uważają za „przegraną” przez Polskę.

Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego uznają za całkowicie podporządkowany Stalinowi. W tej sprawie odsyłam do artykułu Andrzeja Werblana [11].

Komuniści rządzący Polską po 1944 roku byli rzekomo „wykonującymi sowieckie polecenia”, a w stosunku do nich padają epitety „komunistyczny reżim”, „władza z sowieckiego nadania”, „totalitarny reżim”, „uzurpatorska władza”. Złośliwie autorzy piszą o „"ludowej" Polsce”.
PPR, według autorów, miała „marginalne” poparcie Polaków (str. 208).

„Prokomunistyczni socjaliści "skradli sztandar" partii rejestrując koncesjonowaną PPS” (str. 209).Uważają więc odrodzoną PPS za „nieprawdziwą, gloryfikują tym samym antykomunistycznych socjalistów, których była garstka.
PPR osadziła w powojennym Stronnictwie Ludowym jakoby „kryptokomunistów”, zaś odrodzone Stronnictwo Demokratyczne miało rzekomo niewiele wspólnego z przedwojenną partią o tej nazwie (str. 209).

Historycy IPN podają „definicję” dyktatury proletariatu, pisząc że pojęcie to oznacza przyzwolenie na „nieograniczony terror”.

[...]

Teraz zobaczmy, jak w książce przedstawia się zbrojne podziemie antykomunistyczne po wyzwoleniu Polski. Mamy tu do czynienia z bezgraniczną gloryfikację grup podziemnych (jakżeby inaczej), którym nadano nazwę chyba trochę dla żartu „niepodległościowych”. Oczywiście nie dowiemy się z tego podręcznika o zbrodniach podziemia. Nie dowiemy się o Wierzchowinach, Szpakach, Zaniach, Zaleszanach. Bo i po co? Istnienie Romualda Rajsa „Burego” z Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, sprawcy ludobójstwa na Białorusinach z Podlasia, zostało całkowicie przemilczane. W biogramie Józefa Kurasia "Ognia" nie ma ani słowa o tym, że w czasie okupacji współpracował z Armią Ludową i partyzantami radzieckimi, ani też nie ma mowy o jego pracy w Milicji Obywatelskiej, a potem szefowaniu Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu [12]. Pominięto oczywiście również zbrodnie "Ognia" na Słowakach. „Zapomniano”, iż także Henryk Flame „Bartek” służył w MO [13].

Na stronach poświęconych podziemiu antykomunistycznemu nie ma ani słowa o mordach na Żydach oraz antysemickich odezwach podziemia. Bo i po co ludzi denerwować?

Na stronie 222 czytamy, że w 1946 roku nastroje antykomunistyczne w kraju były „powszechne”. Zaś w wyborach do Sejmu Ustawodawczego miała PPR niby „znikome poparcie”.

„Dowiadujemy się” również, że Stanisław Mikołajczyk był zagrożony aresztowaniem. W tej sprawie odsyłam do artykułu z tygodnika „NIE” [14].

Daje się odczuć nienawiść autorów do ustroju socjalistycznego, co w IPN nie jest niczym dziwnym. Rzecz jasna nazywają oni PRL „państwem komunistycznym”, choć to oksymoron, albowiem skoro w komunizmie docelowo nie będzie państw i narodów, to jak może zaistnieć "państwo komunistyczne"?

Na stronie 249 „dowiadujemy się” jakoby w Polsce po wyzwoleniu spod hitlerowskiej okupacji trwało… „powstanie antykomunistyczne”[sic!], natomiast zaprzeczają tezie o wojnie domowej, „argumentując” to rzekomą „sowiecką okupacją” i rzekomym brakiem poparcia dla PPR i innych partii „bloku demokratycznego”, a Polska stanowiła jakoby „zewnętrzną prowincję sowieckiego imperium”. Lata 1944-1947 określono kłamliwie czasem „powszechnego oporu wobec wprowadzanego reżimu”.

Panowie z IPN w swoim zacietrzewieniu antykomunistycznym dochodzą do absurdów. Np. według autorów likwidację analfabetyzmu po wojnie „łączono (…) z głęboką indoktrynacją [!]” (str. 290).

Emigracyjny pseudorząd polski w Londynie po 1945 roku uważany jest za jedynie legalny i gloryfikowany, mimo swojego śmiesznego charakteru(str. 295-298).

W informacjach o Władysławie Gomułce (str. 299 i 303) całkowicie pominięto jego osiągnięcia (jak traktat z RFN z grudnia 1970 roku gwarantujący Polsce granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej), natomiast skrzętnie wynotowano wszystkie błędy i potknięcia towarzysza „Wiesława”.

Według autorów, po 1956 roku Polska była nadal państwem totalitarnym (str. 298), ignorują oni więc niemal całkowicie osiągnięcia Polskiego Października i wykazują się nie znajomością definicji słowa "totalitaryzm".

Twierdzi się, że w wyniku wojny w Korei, na Południu powstało państwo demokratyczne. Czy rządzący wówczas Koreą Południową Li Syng Man był demokratą? Dość wątpliwe. No, ale przecież dla IPN kapitalizm to demokracja, a socjalizm to „czerwona dyktatura”.

Na stronie 385 stwierdza się bezwiednie, że śmierć Stanisława Pyjasa była „esbeckim morderstwem”, mimo iż są co do tego wątpliwości. Zgłasza je m.in.: Jan Widacki [15].

Starą IPN-owską metodą oskarżono również Lecha Wałęsę o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa PRL (str. 412), choć sprawa nie jest do końca jasna.

Cała wina za „kryzys bydgoski” z 1981 roku została zrzucona na kierownictwo partyjno-państwowe, nie zauważając prowokacyjnego i konfrontacyjnego zachowania Jana Rulewskiego i innych.

Zobaczmy, co pisze inny historyk IPN na ten temat:
"W trakcie sesji [bydgoskiej Wojewódzkiej Rady Narodowej - M.S.] postanowiono (...) nie dopuszczać do głosu przedstawicieli "Solidarności" i przedwcześnie zakończono obrady. W odpowiedzi związkowcy ogłosili okupację sali plenarnej. Wraz z nimi wewnątrz pozostało 45 radnych. Zawiodły próby mediacji ze strony doradcy prymasa prof. Romualda Kukołowicza oraz próby odwiedzenia od okupacji budynku, podjęte przez Lecha Wałęsę" [16].

Twierdzi się również, że oczywiste ekstremalne postawy w „Solidarności” to wymysł „komunistycznej propagandy” (str. 422).

Kierownictwo PZPR w latach 80. oskarżono o prowadzenie „wojny z narodem” (str. 429-431).

Tendencyjnie przedstawiono również postać Generała Wojciecha Jaruzelskiego, konsekwentnie pisząc że rzekomo nie doszłoby do interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Polsce w grudniu 1981 roku (str. 419, 444-445). Zignorowano więc zupełnie liczne dowody i fakty na to wskazujące. Również Czesława Kiszczaka odsądzono od czci i wiary.

Po raz kolejny powtórzono mity o Tadeuszu Mazowieckim jako pierwszym „niekomunistycznym premierze” po zakończeniu II wojny światowej. Czyżby zapomniano o Edwardzie Osóbce-Morawskim z Polskiej Partii Socjalistycznej?

Zaskakuje wielkość biogramów działaczy opozycyjnych w PRL. Tak więc notka o Kornelu Morawieckim jest prawie równa notkom Jana Pawła II i Jerzego Popiełuszki. Natomiast już biogram Lecha Wałęsy jest już znacznie krótszy.

Noty o działaczach komunistycznych są na wskroś tendencyjne, jednowymiarowe, stronnicze. Przedstawiają tylko negatywy, zapominając o pozytywach.

Wizja społeczeństwa polskiego prezentowana w książce IPN nie zna odcieni szarości. Tylko prosty podział: pachołki „komuny” oraz dzielne jednostki, które się „komunie” w aktywny sposób sprzeciwiały, będące wzorcami osobowymi dla młodych ludzi i masy, które trwały „w niemym oporze”. Ten opór zaś trwa od czasu „żołnierzy wyklętych” po „wybory czerwcowe”.

Podłożenie ładunków wybuchowych przez Stanisława Jarosa podczas przejazdu Nikity Chruszczowa i Władysława Gomułki na przełomie lat 50. i 60. określono jako „jednostkowy akt oporu”. Oczywiście inkwizytorzy z IPN nie widzą w tym nic złego.

Należy zaznaczyć, że nie wymieniłem w tym tekście wszystkich potknięć autorów książki.

Reasumując: recenzowana pozycja posiada w moim odczuciu znikomą wartość merytoryczną, natomiast wielką propagandową. Można ją spokojnie postawić na półce z książkami tuż obok takich „dzieł” jak „Czarna Księga Komunizmu”, książki antykomunistów Pipesa, Wołkogonowa, Figesa, Gontarczyka, Żebrowskiego, Chodakiewicza, Zyzaka. Oczywiście, jeśli ktoś ma ochotę wydawać pieniądze na taką chałturę.

Książka została wydana w nakładzie około 40 000 egzemplarzy. Zostały one wysłane za darmo do szkół i bibliotek w celu indoktrynacji młodzieży w duchu antykomunizmu, nienawiści do inaczej myślących, nienawiści do Polski Ludowej i socjalizmu, miłości do krwawego dyktatora Józefa Piłsudskiego, podpory kontrrewolucji Ronalda Reagana i jego ideowych przyjaciół.

Miejmy nadzieję, że ta propaganda nie zaleje umysłów młodzieży, do której "podręcznik" jest skierowany.

Przypisy:
[1] Andrzeja Walickiego cyt. za: Wojciech Jaruzelski, „Stan wojenny. Dlaczego…”, Warszawa 1992, str. 282-283.
[2] Cyt.za: Bronisław Łagowski, „Spór w rodzinie” [w:] „Przegląd”, nr 27/2011, 10 lipca 2011 r., str. 15.
[3] Cyt. za: Paweł Wroński, „Salwa z okopów "polityki historycznej"”, „Gazeta Wyborcza”, 4 kwietnia 2011, str. 20.
[4] Cyt. za: Feliks Tych, Horst Schumacher, „Julian Marchlewski”, Warszawa 1966, str. 72-73.
[5] http://wladzarobotnicza.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=...
[6] http://panoramy.zbooy.pl/360/pan/krakow-planty-basztowa-pomnik-zima/p
[7] Rozdziały: „Powiązania międzynarodowe” oraz „Blaski i cienie sojuszu”;
[8] ”Marszałek Polski Michał Żymierski”, Warszawa 1986;
[9] O tej sprawie pisał Ryszard Nazarewicz w książkach „Nad górną Wartą i Pilicą” (Warszawa 1964), „Armii Ludowej dylematy i dramaty” (Warszawa 1998, 2000) oraz wraz z Waldemarem Tuszyńskim w artykule „Początek na Ziemi Piotrkowskiej” (w: „Gwardia Ludowa w perspektywie historycznej”, Warszawa 2007).
[10] Szerzej w: Ryszard Nazarewicz, „Armii Ludowej dylematy i dramaty”, Warszawa 2000.
[11] http://www.kombatantpolski.pl/2004_07_art1.html
[12] http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Kura%C5%9B
[13] http://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Flame
[14] http://www.nie.com.pl/art24963.htm
[15] http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/78436,widacki-smierc-pyjas...
[16] Krzysztof Osiński, "Wydarzenia bydgoskie z 1981 roku", [w:] "Inne Oblicza Historii", nr 3/2011, str. 68.

CZĘŚĆ PIERWSZA: http://1917.net.pl/?q=node/6109
CZĘŚĆ DRUGA: http://1917.net.pl/?q=node/6141

Portret użytkownika seis
 #

Lech Wyszczelski napisał niedawno, że w IPN zatrudniają się głównie absolwenci historii, których nie chciano w innych miejscach. Nie znaczy to jednak, że nie trafiają się tam porządni historycy. Przykładami: Eisler i Friszke. To jednak kropla w morzu pseudohistoryków.

 
Portret użytkownika MARCIN
 #

Ktoś kto zawodowo zajmuje się historią lub interesuje się poważnie tymi tematami bez problemu zdemaskuje te IPN-owskie brednie.Ciekawostką jest to,że wartościowi naukowcy trzymają się z daleka od tego politycznego bagna o nazwie IPN.

 
Portret użytkownika Lord Dragon
 #

Ale nie będą też z nim polemizować bo to oznacza natychmiastowe zwichnięcie kariery naukowej.

 
Portret użytkownika ocho
 #

Mam nadzieję, że jak najmniej nauczycieli zamówi to dziadostwo, bo jak już młodzież będzie z nich korzystać przymusowo, to oni uwierzą w te brednie, bo nie przyjdzie im namyśl aby się tym bliżej zainteresować i dość do prawdy, poza tym będą musieli w to wierzyć bo "to będzie na maturze/sprawdzianie", a jeśli nauczyciel wierzy w brednie z podręcznika to da 0 punktów jak ktoś napisze: "Bandy WiN i NSZ dokonywały mordów na ludności cywilnej"

 
Portret użytkownika seis
 #

Nauczyciele historii i WoS mogą podobno zamówić to "dzieło" bezpłatnie dla pracy z maturzystami.

 
Portret użytkownika ocho
 #

Jeśli ten podręcznik będzie tylko w bibliotekach, a uczniowie nie będą musieli z niego korzystać to nie ma czego się bać. W dzisiejszych czasach młodzież nie zajmuje się takimi "głupotami" jak czytanie książek, chyba że zostaną do tego przymuszeni.

 

Społeczność

dzierżyński