Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Ryszard Rauba: Przedwojenny jezuicki „Przegląd Powszechny” i Żydzi

Plakat autorstwa niemieckich narodowych "socjalistów" - tekst ukazuje nam ich polskich "braci w wierze".

Dr Ryszard Rauba
Instytut Politologii
Uniwersytet Zielonogórski

W drugiej połowie 1938 roku na łamach ukazującego się wówczas w Warszawie i uchodzącego w środowisku katolickim za opiniotwórczy jezuickiego miesięcznika „Przegląd Powszechny” zamieszczone zostały dwie ściśle ze sobą powiązane tematycznie i nad wyraz interesujące pod względem treści publikacje. Pierwsza zamieszczona została w numerze lipcowo – sierpniowym, druga z kolei w numerze listopadowym.
Autorem pierwszej z nich był niejaki Konwertyta – rzekomo nawrócony na chrześcijaństwo Żyd. Jej tytuł brzmiał : Konwertyta w sprawie żydowskiej. Co ciekawe, nie wiadomo kim był z imienia i nazwiska ów Konwertyta. Czy jezuicki „PP” dokonał swoistej mistyfikacji i stworzył na potrzebę chwili owego Konwertytę? Wydaje się, iż takie sądy byłyby nazbyt pochopne. Wątpliwości jednak mimo wszystko pozostają i to spore.

Autorem drugiej publikacji był „wykładowca” akademicki ks. prof. J. Kruszyński z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jej tytuł brzmiał z kolei: W sprawie żydowskiej.

Zaryzykować można w tym miejscu stwierdzenie, iż oba artykuły powstałe u schyłku idealizowanej dziś w prymitywny sposób przez różnej maści środowiska prawicowe Drugiej Rzeczypospolitej stanowią doskonałą i wartą przypomnienia próbkę ówczesnego katolickiego i zarazem niestety wstecznego, reakcyjnego ultra nacjonalistycznego światopoglądu, którego charakterystycznym, wyczuwalnym składnikiem był na ówczesnym polskim gruncie ni mniej ni więcej,ale prymitywny, wulgarny antysemityzm, okazywany w bardziej lub mniej „subtelny” sposób.

Z drugiej natomiast strony oba wspomniane artykuły oprócz tego, iż stanowią niewątpliwie cenne źródło historyczne dla badaczy skłaniać powinny także poprzez swoją wymowną i na swój sposób ostrzegawczą treść do ciągłej, pogłębionej i koniecznej refleksji nad tym jaki był ponad 70 lat temu na krótko przed tragicznym Wrześniem i jaki być nie powinien obecnie polski model katolicyzmu.

Przejdźmy zatem do zasadniczych wątków zaprezentowanych w pierwszej z wymienionych publikacji. Wspomniany Konwertyta, pisząc na wstępie o asymilacji narodowej Żydów i „sprawie żydowskiej” w ówczesnej Polsce, podkreślał: „Jeśli możliwości chrystianizacji Żydów są nikłe (...) to narodowa asymilacja Żydów jest sprawą o wiele jeszcze trudniejszą. Katolikiem może zostać każdy człowiek, niezależnie od przynależności narodowej, który uznaje i wypełnia prawdy i przykazania Boga i Kościoła. Natomiast stać się członkiem innego narodu to sprawa bardziej zawiła (...). Dziełu asymilacji sprzyja fakt bliskości rasowej, wspólnoty religijnej, przynależności do jednego typu kultury i wreszcie pomieszanie jednostek pośród danego narodu. Otóż Żydzi nie posiadają w Polsce żadnego z wyliczonych elementów sprzyjających asymilacji. Rasowo są dalecy od Polaków, religijnie obcy raczej wrodzy, kultura zupełnie odrębna, wywodząca się z innego pnia, żyją ponadto w zwartej masie (...). Możliwości więc masowej asymilacji Żydów są w Polsce ... żadne”.
Konwertyta, niewątpliwie w oparciu o własne doświadczenia podkreślał w związku z tym: „za najważniejszy warunek wkroczenia Żyda na drogę stawania się Polakiem, uważam szczere przejście na łono Kościoła, gdyż katolicyzm, to najbardziej istotna podstawa kultury polskiej”. Dodawał jednocześnie: „ale dobra wola i świadomość przynależenia do polskiego narodu to dopiero początek prawdziwej przynależności narodowej”. Możliwości asymilacji pojętej „poważnie”, zdaniem Konwertyty były u Żydów w Drugiej Rzeczypospolitej bardzo ograniczone i wprost wyjątkowe.

Cóż należało zatem robić w „kwestii żydowskiej”, aby ją należycie rozwiązać? Konwertyta dostrzegał jedno „skuteczne” rozwiązanie: „w stosunku do całości żydostwa polskiego może być tylko jedna polska polityka (...) : Żydzi muszą Polskę opuścić, aby naród polski mógł normalnie żyć i rozwijać się”. „Zagadnienie – dokąd ? Nie jest tak bardzo trudne do rozwiązania, jak się pozornie wydaje (...). U przytłaczającej większości Żydów nie gra żadnej roli uczucie przywiązania do Polski, jako do swej ojczyzny. Obawiają się oni jedynie emigracji do krajów w których zmuszeni będą od nowa budować w ciężkim trudzie, własną gospodarkę a może i własną państwowość.

Terytorialnie wchodzi w grę nie tylko Palestyna czy Madagaskar, ale i olbrzymie wolne połacie na wschodzie Rosji Sowieckiej (...). Gdy Żydzi naprawdę zechcą, to bez wątpienia znajdą odpowiednie terytoria do osiedlenia się” - podkreślał z przekonaniem Konwertyta.

„Trudność” w całym przedsięwzięciu tkwiła jego zdaniem w tym, że: „Żydzi nie chcą opuścić dobrowolnie Polski łudząc się wciąż, że nastąpią jeszcze takie zmiany polityczne, które im umożliwią nie tylko pozostanie, ale i rozszerzenie swego stanu posiadania w dziedzinie gospodarczej i politycznej”.

„Upór Żydów i ich złudzenia” stanowiły zdaniem Konwertyty „najważniejszą przyczynę” zaognienia „sprawy żydowskiej” w Drugiej Rzeczypospolitej. Wobec stanowiska jakie rzekomo zajmowali Żydzi, Konwertyta uważał, że: „walka gospodarcza, polityczna i kulturalna z duchowym wpływem Żydów, którą prowadzi naród polski jest akcją na wskroś pozytywną, a z punktu widzenia tak narodowego jak religijnego, najsłuszniejszej samoobrony”. Zdaniem Konwertyty, emigracja Żydów z Polski była absolutną koniecznością. Pozostając w Polsce, Żydzi pogarszali swoją sytuację i tracili cenny czas oraz „dobre możliwości korzystnego dla nich załatwienia sprawy dobrowolnej ewakuacji”.

Do argumentów, które miały przekonać do emigracji „niezdecydowanych i opornych Żydów” Konwertyta zaliczył: bojkot gospodarczy, izolację w życiu społeczno – politycznym, eliminowanie z aparatu państwowego i kulturalnego. Nieliczne „jednostki”, które „pochodząc z Żydów z żydostwem ostatecznie i radykalnie zerwały i wykazują najlepszą wolę, by stać się w pełni Polakami muszą z całych sił i bez wszelkich uprzedzeń popierać naród polski w jego walce, którą zmuszony jest prowadzić chcąc zdobyć pełną i ostateczną niepodległość”.

Wniosek był prosty. Emigracja i jej udana realizacja w efekcie końcowym oznaczać miała pełną niepodległość Polski, rzekomo wówczas „osłabianą” przez obecność Żydów. Póki co, zdaniem Konwertyty „upór i ślepota Żydów prowadziła do eskalacji walki z nimi, która musiała niestety przyjąć formy bezkompromisowe”. Granicą miała być jedynie „etyka katolicka”. Ale czy poniżanie, bicie i wyrzucanie z wykładów studentów żydowskiego pochodzenia na uczelniach, demolowanie żydowskich straganów przez „katolickich” drobnomieszczańskich,bezmózgich kretynów z Obozu Narodowo - Radykalnego, często będących jedynym źródłem utrzymania dla ich ledwo wiążących koniec z końcem właścicieli, odpowiadało zasadom „etyki katolickiej i chrześcijańskiej”? Konwertyta usprawiedliwiał te wypadki, stwierdzając, że: ”w tym stanie rzeczy mogą się zdarzyć i omyłki, przy odróżnianiu przyjaciół od przeciwników”.

Konkludując, Konwertyta, który obserwował „walkę narodu polskiego z obcym mu duchowo nalotem żydowskim” doszedł do „głębokiego” przekonania, że : „w walce tej Polacy nie kierują się nienawiścią do Żydów jako takich. Kieruje nimi jedynie i wyłącznie, umiłowanie własnej sprawy i słuszna a sprawiedliwa dbałość o zdrowie moralne, kulturalne i państwowe własnego narodu”. Dziwne to było umiłowanie...
Cztery miesiące później w listopadowym numerze miesięcznika jak już zostało o tym wspomniane zabrał głos w „sprawie żydowskiej” ks. prof. J. Kruszyński z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Do zabrania głosu „sprowokował” go powyżej przytoczony artykuł Konwertyty. Pod jego wpływem nasunęło się publicyście kilka istotnych „myśli”. O Żydach zamieszkujących ówczesną Polskę ks. prof. pisał, iż: „są entuzjastami teorii socjalistycznych i komunistycznych, widzimy ich też na głównych stanowiskach w partii socjalistycznej, zarówno jak w komunizmie. Popierają następnie różne związki tajne, masonerię (...). Rola Żydów w tej ostatniej organizacji” - zaznaczał ks. prof. J. Kruszyński - „tak zawzięcie walczącej z Kościołem katolickim jest bardzo wybitna”.

„PP” oficjalnie „potępiał” metody hitlerowskie stosowane wobec Żydów w ówczesnej III Rzeszy. W związku z tym jakże dziwnie musiały zabrzmieć następujące słowa katolickiego „publicysty”: „na wrześniowym zjeździe partyjnym w Norymberdze w pierwszej swojej mowie nazwał Hitler Żydów mikrobem świata. Jest to oskarżenie niezwykle surowe, ale musimy przyznać, że jest prawdziwe”.
Ks. prof. J. Kruszyński uznawał ludność żydowską zamieszkującą wówczas Polskę za „element wybitnie rozkładowy, wpływający nad wyraz ujemnie na polską psychikę”. Jego zdaniem „Żyd przedzierający się na teren twórczości literackiej, czy to przez ogłaszanie książek, pisanie artykułów, redagowanie gazety – Żyd w teatrze, muzyce, kinie, w odczytach (radio)”, stwarzać miał „ogromne niebezpieczeństwo”.

W oczach katolickiego „publicysty” „infiltracja myśli żydowskiej przenikała silnie, tym silniej, że była prowadzona celowo i zatruwała polskiego ducha”. Zacierała ona w Polakach wielkie wartości kultury chrześcijańskiej. Ks. prof. J. Kruszyński stwierdził wprost, iż: „ infiltracja ta zabija w nas sposób myślenia aryjskiego”.
„Zażydzone” były – jego zdaniem – dziennikarstwo i rynek księgarski. Żydzi odpowiedzialni mieli być za szerzenie pornografii oraz bezbożnictwa. „Czyż wobec tego mamy być obojętnymi?” - stawiał dramatyczne pytanie publicysta „PP”. „Nie można sie tedy dziwić, że antysemityzm przybiera na sile i staje się ruchem (...) bezkompromisowym. Traktowany jako samoobrona staje się koniecznością dziejową. Zwłaszcza w naszych, specyficznie trudnych warunkach, staje się taki antysemityzm postulatem życia, warunkiem narodowego bytu. Raczej należałoby uważać za niezmiernie smutne zjawisko, gdyby samoobrony nie było” - zauważał z rozbrajającą „chrześcijańską” szczerością ks. prof. J. Kruszyński.

Wobec nadal występujących wtedy przypadków bójek na uczelniach oraz notorycznych wypadków demolowania żydowskich straganów i sklepów, „publicysta” stwierdził krótko: „gdzie wre bój, muszą być wypadki i ofiary”.
Główna idea „walki z Żydami” według „publicysty” jezuickiego „PP” zasadzała się przede wszystkim na idei „samoobrony”. Jak zatem należało z „nimi walczyć” ? Z Żydami należało „walczyć „ jako z oszustami, demoralizatorami, członkami międzynarodówek nie jako z ludźmi, gdyż „nie godzi się obniżać natury człowieka”. „Rasizm nie tylko pochwala zoologiczną nienawiść, ale nie waha się swojej nieludzkiej tezy okrywać szatą nauki (...). Koncepcja takiej teorii nie może być inaczej nazwana, jak zwyrodniałą” - konstatował ks. prof. J. Kruszyński. Jego zdaniem, niemiecki rasizm kierował swoje ostrze nie tylko przeciw Żydom lecz w równej mierze również przeciwko chrześcijaństwu. Taką formę nacjonalizmu, należało zdecydowanie potępić i odrzucić jako nad wyraz szkodliwą. Powyższe pseudo intelektualne stwierdzenia „wykładowcy w sutannie” z dzisiejszego punktu widzenia zahaczają o obrzydliwą obłudę, cynizm i hipokryzję.

W konkluzji „publicysta” „PP” przedstawił obraz całej sprawy jasno i otwarcie: „niebezpieczeństwo żydowskie w naszym życiu współczesnym przedstawia się groźnie, niewątpliwie groźniej, aniżeli w jakimkolwiek innym kraju (...). Żyd, wobec pełnych swobód obywatelskich nie przemienił sie w obywatela wartościowego. Nasze rachuby na całej linii zawiodły (...). Posiadamy w żydostwie nie tylko element całkiem obcy, ale na domiar tego element wprowadzający zawsze w nasze życie pierwiastki destruktywne. Musimy tedy bezwzględnie dążyć do odżydzenia naszego państwa, o tym dwóch zdań być nie może”.

Ks. prof. J. Kruszyński wierzył w „nasz polski nacjonalizm”. Wierzył również, iż „na przyszłość jego praca wydawać będzie piękne wyniki”.

Co przyniosła Polsce owa przyszłość wspomniana przez zatroskanego o jej los lecz przy tym wybitnie krótkowzrocznego katolickiego publicystę dostrzegającego u schyłku 1938 r. przede wszystkim „niebezpieczeństwo żydowskie” doskonale wszyscy dzisiaj wiemy. Przyniosła wojnę, okupację, łapanki, masowe egzekucje polskiej ludności cywilnej, niewyobrażalna grozę obozów koncentracyjnych i ... ”odżydzenie naszego państwa”.

Podsumowując powyższe rozważania stwierdzić należy krótko, jasno i dobitnie: preferowany przed wojną „polski model katolicyzmu” z wulgarnym antysemityzmem w tle dzięki swoistej „niedźwiedziej przysłudze” uczynionej mu w latach wojny i okupacji przez hitlerowskich oprawców całkowicie się skompromitował. Raz na zawsze!!! Warto zatem, aby współcześnie żyjący polscy katolicy (w szczególności powiązani z pewną toruńską rozgłośnią radiową) mieli ten fakt cały czas na uwadze i nie powielali już nigdy więcej błędów swoich „przedwrześniowych” poprzedników dostrzegających niebezpieczeństwo nie tam gdzie trzeba!!! Myślenie na prawdę nie boli!!!

Społeczność

marks