Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 20 gości.

Paweł Kamiński: Dżucze - krytyczna analiza marksistowska (cz. I)

Sierp, pędzel i młot oraz wieża idei Juche - jedne z najsławniejszych symboli filozofii stworzonej przez Kim Ir Sena

Tekst otrzymał nagrodę w III konkursie WR

Redakcja WR

Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna co jakiś czas staje się bohaterem wiadomości (czyt. propagandy) mainstreamowych mediów. Każdy kto ma choć śladowe pojęcie o klasowym charakterze głównych mediów, wie, że należy traktować wszelkie takie doniesienia z dużą dozą sceptycyzmu. Np. czy kiedykolwiek, Czytelniku, dowiedziałeś się z prasy, radia, telewizji, że oficjalną ideologią KRLD nie jest marksizm? Tak, Korea Północna realizuje politykę w myśl Idei Dżucze (Juche), marskizm-leninizm nie jest oficjalną ideologią od 1972 roku. Dostęp do dzieł klasyków marksizmu jest ściśle ograniczony, a w 2009 roku usunięto wszystkie wzmianki o ideologii komunistycznej z konstytucji.[1]

*****

Przyjrzyjmy się więc na chwilę Juche krytycznym okiem. Kim Dzong-Il w „Filozofia Dżucze – samoistna filozofia rewolucji”[2] pisze [str. 2]:
Filozofia Dzucze jest to filozofia samoistna, jest to kompleks rozwiniętych i usystematyzowanych własnych, jej tylko właściwych twierdzeń. Jej historyczny wkład dokonany w rozwój myśli filozoficznej nie polega na rozwinięciu przez nią marksistowskiego dialektycznego materializmu, lecz na ugruntowaniu nowych zasad filozoficznych, w których centrum uwagi znajduje się człowiek.

Brzmi to dość enigmatycznie. Można powiedzieć, że „człowiek” znajduje się w centrum uwagi prawie każdej filozofii o humanistycznych lub socjologicznych pretensjach, przy tym nie wiadomo co rozumiane jest pod tym pojęciem „człowieka”. Aby wyłuszczyć istotę „nowych zasad filozoficznych” autor przystępuje do charakteryzacji marksizmu lub tego co nazywa „marksizmem” [str. 2-3]:

Filozofia marksistowska, wysunąwszy zagadnienie stosunku świadomości do materii, myślenia do bytu w charakterze podstawowego zagadnienia filozofii, uzasadniła pierwotność materii, pierwotność bytu i na tej podstawie wychodziła z założenia, że świat jest materialny i że ulega on zmianom; jego rozwój jest ruchem materii. (…) Jeżeli filozofia marksistowska uważała za swoje najważniejsze zadanie filozoficzne analizę istoty świata materialnego i ogólnych prawidłowości jego ruchu, to filozofia Dżucze - wyjaśnianie istotnych właściwości człowieka oraz prawidłowości właściwych ruchowi ludzi - społecznej formie ruchu.

Widzimy zatem, że filozofia marksistowska redukowana jest jedynie do czegoś, co z grubsza przypomina zwulgaryzowany materializm dialektyczny. Przypomina, bo zasadniczą cechą materializmu dialektycznego nie jest twierdzenie o materialności świata (bo wtedy Diderot i Epikur byliby marksistami), ani nawet twierdzenie, że świat ulega zmianom (Heraklit). Istotą materializmu dialektycznego jest twierdzenie, że źródłem postępu, rozwoju materialnego świata są sprzeczności („Wszelki proces, czy to w przyrodzie, czy w społeczeństwie, wskutek istnienia sprzeczności wewnętrznych i ich walki, postępuje naprzód i rozwija się.”[3] Mao Zedong; „Rozdwojenie tego, co jest jednym, i poznanie sprzecznych jego części jest istotą dialektyki.”[4] Lenin; „Przechodzenie ilości w jakość, rozwój przez przeciwieństwa, konflikty treści i formy, zerwanie stopniowości, przechodzenie możliwości w konieczność itp. (…) są równie ważne dla teoretycznego myślenia, jak prosty sylogizm dla bardziej elementarnych zadań.”[5} Trocki). Ale to nie wszystko! Wulgaryzując materializm dialektyczny, Kim ignoruje zupełnie materializm historyczny! Walka klas? Teoria wartości dodatkowej? Dyktatura proletariatu? Nawet dla laika marksizm to w pierwszej kolejności hasło z zakresu polityki, socjologii, ekonomii – a więc dotyczące społeczeństwa. Lenin opisuje marksizm jako syntezę „niemieckiej filozofii, angielskiej ekonomii politycznej i francuskiego socjalizmu [utopijnego]”[6], przy czym filozoficzny materializm jest o tyle istotny, że „rozszerzył jego [Marksa] poznanie przyrody na poznanie społeczeństwa ludzkiego”[7]. Filozofia Dżucze, broni dziedziny nauk społecznych przed pretensjami marksizmu, zobaczmy więc, co ma do powiedzenia o społeczeństwie [str. 4-5]:

Tylko pod warunkiem wyjaśnienia istotnych właściwości człowieka, odróżniających go w zasadniczy sposób od wszystkich innych form materialnego bytu, można prawidłowo uzasadnić wybitne miejsce i role człowieka jako władcy świata, jako jego przeobraziciela. Tylko filozofia Dżucze zdołała uzasadnić w sposób naukowy istotne właściwości człowieka - uzasadnić, że jest on istotą społeczną, dysponującą samodzielnością, zdolnością do twórczego działania oraz świadomością. W ten sposób została udowodniona fundamentalna teza, która głosi, że człowiek zajmuje miejsce gospodarza w świecie i odgrywa decydującą role w jego przeobrażaniu.

Zarysowuje się tutaj centralna teza autora, że centralnym zagadnieniem filozofii, socjologii powinien być stosunek człowieka (społeczeństwa) do przyrody. Czy możliwe, żeby zasadniczym zagadnieniem odnośnie społeczeństwa jego 1) odrębność od przyrody, 2) prymat wobec niej? Również nie są to bynajmniej twierdzenia tak rewolucyjna, jak chce to zaprezentować Kim Dzong-Il. Twierdzenie, że człowiek zdolny jest do przekształcania przyrody jest truizmem, oczywiście stopień zdolności do tego przekształcania zależy od stopnia rozwoju sił wytwórczych i sposobu produkcji, czy znacząco uproszczając stopnia rozwoju technicznego i szczególnej organizacji społeczeństwa, ale nawet w przypadku wysoko uprzemysłowionego społeczeństwa kapitalistycznego twierdzenie, że człowiek „odgrywa decydującą rolę w jego [świata] przeobrażaniu” jest budzi sporo wątpliwości… Twierdzenie to dodatkowo okraszone jest nomenklaturą, która przywodzi na myśl Księgę Rodzaju („Czyńcie sobie ziemię poddaną”).
Człowiek – centrum zainteresowania Dżucze – jest bez wątpienia „istotą społeczną” „zdolną do twórczego działania”, ale co oznacza „świadomą”? Czego? Samoświadomą? Świadomą uprzywilejowanej pozycji w świecie? W jaki sposób jest „samodzielny”? Rozpatrując go w stosunku do czego? Przede wszystkim „człowiek” rozpatrywany jest tutaj idealistycznie – w oderwaniu od warunków społecznych, historycznie danych - w stosunku do przyrody, ale nie społeczeństwa!

Filozofia marksistowska, zastosowawszy ogólne prawidłowości rozwoju świata materialnego do praktyki rozwoju społeczno-historycznego, opracowała dialektyczno-materialistyczny pogląd na rozwój społeczno-historyczny, materialistyczny pogląd na historię. [str.6]

Czyli jednak marksizm badał społeczeństwo?! Nie ograniczył się do „ogólnych praw materii”? Trudno się przyczepić do tego twierdzenia, jest ono zasadniczo prawdziwe.

Jednakże w ruchu społecznym działają prawidłowości, które są właściwe właśnie jemu. Jeżeli, zapominając o tym, stosować w sposób mechaniczny do zjawisk społecznych ogólne prawidłowości rozwoju świata materialnego, to nie może to doprowadzić do jednostronnego pojmowania procesu rozwoju społeczno-historycznego.

Oczywiście sprzeczności w łonie społeczeństwa (antagonizmy klasowe, sprzeczność między siłami wytwórczymi a stosunkami produkcji, etc.) są inne niż w naturze (różne właściwości izotopów, ewolucja przez dobór naturalny, etc.), ale są one poznawalne przy zastosowaniu tych samych ogólnych praw dialektycznych (przechodzenie ilości w jakość i odwrotnie, rozwój przez przezwyciężanie sprzeczności, negacja negacji, etc.). Kim Dzong-Il zgadza się z tym twierdzeniem:
Marksistowski materialistyczny pogląd na historie dzieli społeczeństwo na społeczny byt i społeczna świadomość, a określając ich wzajemne stosunki nadaje pierwszemu z nich znaczenie decydujące, a strukturę społeczeństwa dzieli na siły wytwórcze i stosunki produkcji, na bazę i nadbudowę, przypisując decydujące znaczenie produkcji materialnej i stosunkom ekonomicznym. Taki jest rezultat bezpośredniego zastosowania wprost do procesu rozwoju społeczno-historycznego twierdzeń materialistycznej dialektyki głoszącymi, że świat jest materialny, że zmienia się on i rozwija zgodnie z ogólnymi prawami ruchu materii.

Co prawda wymieniony jest tutaj szereg sprzeczności… przepraszam, „wzajemnych stosunków”, o sprzecznościach dżuczeiści nie słyszeli, więc nie dowiadujemy się, jakiego rodzaju są to „stosunki”. Wymieniony jest szereg stosunków wzajemnych występujących w społeczeństwie z wyjątkiem najważniejszego – stosunków (sprzeczności) klasowych! I to one są pierwszorzędne („Historia wszelkiego społeczeństwa dotychczasowego jest historią walk klasowych.”[8], „W przeciągu prawie 40 lat wysuwaliśmy walkę klasową jako bezpośrednią siłę napędową historii”[9], Marks i Engels)! Ciekawe jest, że choć nie wspomina się o walce klas, jest wzmianka o „siłach wytwórczych i stosunkach produkcji”. Stalin zaprezentował teorię zgodności poziomu sił wytwórczych i stosunków produkcji zgodnie z którą przemiany społeczne dokonywały się, gdy pojawiała się sprzeczność między wzrastającymi siłami wytwórczymi a przestarzałymi stosunkami produkcji, czego efektem miała być walka klas (zamiast być immanentną cechą społeczeństwa klasowego). Była to teoria zapożyczona przez Stalina od rewizjonistów II Międzynarodówki i właśnie ze stalinizmu przejęła ją „Idea Dżucze”, następnie pozbawiając ją sprzeczności na której się zasadzała.[10] U Kima istnieją tylko koncepcje sił wytwórczych i stosunków produkcji, ale nie pełnią one żadnej funkcji – niczym ludzka kość ogonowa, mówi jedynie o jej genezie.

Świat rozpatrywany przez twórców marksizmu z zastosowaniem ogólnych prawidłowości świata materialnego do praktyki rozwoju społeczno-historycznego - to świat, w którym nie tylko przyroda, lecz także człowiek i społeczeństwo jako materialny byt stanowią jedność. Jeśli rozpatrywać człowieka nie jako istotę społeczną rozporządzającą samodzielnością, zdolnością do działania twórczego i świadomością, lecz jako część wszechświata polegającego na jedności materii, jeśli przenosić wprost ogólne prawa ruchu świata materialnego na proces rozwoju społeczno-historycznego, to dojdzie się do traktowania ruchu społeczno-historycznego jako procesu przyrodniczo-historycznego.

Oczywiście jak wie każdy, kto choć pobieżnie zna Marksa, zastosowanie „ogólnych prawidłowości świata materialnego” nie sprawia, że społeczeństwo jawi się jako jednolite. Tym bardziej, że przyroda, społeczeństwo i człowiek stanowią jedność. Występują rozliczne wzajemne stosunki między przyrodą, społeczeństwem (i wewnątrz nich) oraz człowiekiem. „Traktowanie ruchu społeczno-historycznego jako procesu przyrodniczo-historycznego” jest prawdopodobnie czymś strasznym, ale prawda jest taka, że skutek zastosowania dialektyki do wiedzy na temat społeczeństwa jest taki sam jak przy zastosowaniu do nauk przyrodniczych – możemy poznać i zrozumieć mechanizmy ich rozwoju.
Ponieważ zastosowanie ogólnych praw dialektyki do społeczeństwa jest, zdaniem zwolenników Dżucze, błędem, samo nasuwa się stwierdzenie, że muszą istnieć zasadnicze różnice pomiędzy prawami przyrody i prawami społecznymi [str. 7-8]:

Oczywiście, społeczeństwo zmienia się i rozwija nie zgodnie z subiektywna wola człowieka, lecz zgodnie ze swoimi określonymi prawami. Jednakże działanie praw społeczeństwa i przyrody różnią się w istotny sposób wzajemnie od siebie. W przyrodzie prawa działają w sposób żywiołowy, niezależnie od działalności człowieka, natomiast w społeczeństwie przejawiają się one za pośrednictwem jego samodzielnej, twórczej i świadomej działalności. Prawa społeczne bywają różne: jedne z nich działają w każdym społeczeństwie, niezależnie od ustroju społecznego, inne przejawiają swoje działanie tylko w określonym ustroju społecznym. Ponieważ wszystkie prawa społeczeństwa działają za pośrednictwem działalności ludzkiej, w zależności od niej to oddziaływanie może urzeczywistniać się bądź normalnie, bądź w sposób skrepowany lub ograniczony.

Zatem 2 zasadnicze różnice między prawami przyrody i społecznymi:
1) Prawa przyrody w przeciwieństwie do społecznych działają w sposób żywiołowy,
2) Prawa społeczne dokonują się przez świadomą działalność człowieka.
Ale czy procesy społeczne, również nie mogą mieć charakteru żywiołowego? Oczywiście, że mogą! Musi to przyznać nawet Kim:

Kiedy mówimy o działaniu praw społecznych uwarunkowanym działalnością ludzką, to nie oznacza to, ze nie maja one charakteru obiektywnego albo że wykluczona jest możliwość żywiołowego biegu ruchu społecznego.

Czyli okazuje się, że jedyną różnicą między prawami społecznymi i przyrody jest to, że te pierwsze… dokonywane są przez ludzką działalność! Żywiołowy ruch społeczny jest „niewykluczony”, to sugeruje, że sytuacje takie należą do wyjątków.

Żywiołowy charakter ruchu społecznego tłumaczy się stosunkowo niewysokim poziomem rozwoju samodzielności, zdolności do twórczego działania i świadomości człowieka, a także tym, że nie istnieje ustrój społeczny gwarantujący ujawnianie się w pełni tych właściwości. Wraz z rozwojem samodzielności, zdolności do twórczego działania, świadomości człowieka i z ugruntowywaniem sie ustroju społecznego pozwalającego na pełne ujawnianie się tych właściwości, działalność ludzka będzie w większym stopniu odpowiadać wymogom obiektywnych praw, a zakres oddziaływania czynnika żywiołowego stanie się bardziej ograniczony.

„Żywiołowość” jest zatem efektem ograniczenia przez warunki społeczne „samodzielności, zdolności do twórczego działania i świadomości człowieka”. Może nie tyle ograniczenia, co niskiego poziomu ich rozwoju. Kim chce uczynić z tej zbitki siłę napędową historii. Tyle, że w powyższym akapicie autor zaprzecza sam sobie. Na samym początku powiedziane zostało, że człowiek jest z natury samodzielny, świadomy i zdolny do twórczego działania, teraz okazuje się, że te cechy się w nim stopniowo rozwijają w drodze rozwoju społeczeństwa. I z tej drugiej interpretacji oparta jest dżuczeistowska historiozofia:

Rozwój społeczeństwa - to proces wzrostu samodzielności, zdolności do twórczego działania i świadomości mas ludowych. Wraz ze wzrostem tych właściwości i doskonaleniem ustroju społecznego zgodnie z ich wymogami społeczeństwo osiągnie nowe szczeble rozwoju w rezultacie celowo ukierunkowanej działalności mas ludowych. Będzie to oznaczać bardziej wszechstronne wcielenie w życie prawidłowości właściwych ruchowi społecznemu, którego zmiana i rozwój odbywają się dzięki aktywnemu działaniu i roli podmiotu.

Podmiotem historii są „masy ludowe”, które w sposób „celowy i ukierunkowany” rozwijają swoją „samodzielność, zdolność do twórczego działania i świadomości”. Oczywiście skoro nie padło w tym dokumencie słowo o klasach i ich walce, nie ma się co dziwić, że pojawia się bezpostaciowy, aklasowy (i tym samym ahistoryczny) „lud”, który dąży do rozwoju swej „s., z. d. t. dz. i ś.” – dlaczego do tego dąży?
W analizie marksistowskiej antagonizm klas posiadających i wyzyskiwanych stawiał przed tymi ostatnimi alternatywę akceptacji zastanych stosunków lub ich radykalną przebudowę, dążenia emancypacyjne tych klas prowadzą je „od możliwego do koniecznego” i postępu społecznego przez zmianę stosunków społeczno - ekonomicznych. Siła napędowa – antagonizm klasowy – jawi się jako obiektywny fakt społeczny (jest on tak samo oczywisty dla obu stron barykady, różnica polega na tym, że klasy posiadające nie uznają jego radykalnych następstw).

W przypadku Dżucze nie wiemy nawet jak określić stopień rozwoju wymienianych cech, zwłaszcza, że nie zostały one nam wyjaśnione. Przede wszystkim jaka jest geneza tych dążeń? Boże broń, nie wynikają one z warunków społecznych!:

Filozofia marksistowska definiowała istotę człowieka jako całokształt stosunków społecznych, ale nie podała prawidłowego wyjaśnienia szczególnych właściwości cechujących samego człowieka jako istotę społeczną. (…) Twórcy marksizmu wysunęli zagadnienie istoty człowieka w ramach stosunków społecznych i jednocześnie posługiwali się pojęciem „społecznego bytu" w znaczeniu materialnych warunków życia społecznego i stosunków ekonomicznych, które istnieją obiektywnie i znajdują odzwierciedlenie w społecznej świadomości. Ponieważ rozpatrywali oni człowieka jako element składowy sił wytwórczych, jako całokształt stosunków społecznych, to, oczywiście, w treść pojęcia społecznego bytu włączali także samego człowieka. Jednakże pojecie „społeczny byt" nie było przez nich używane w jego właściwym znaczeniu określającym istotne szczególne właściwości człowieka.

I właśnie traktowanie człowieka przez pryzmat „całokształtu stosunków społecznych” stanowi o wielkości i nowatorstwie Marksa. Cytując Althussera: „Marks radykalnie zrywa z wszelką teorią, która historię i politykę ugruntowuje w istocie człowieka (…)zastępując w teorii historii starą parę pojęć „jednostka – istota człowieka” nowymi pojęciami (siły wytwórcze, stosunki produkcji itd.), w rzeczywistości proponuje zarazem nową koncepcję „filozofii”. Zastępuje dawne założenia (…), leżące u podstaw nie tylko idealizmu, ale również materializmu premarksistowskiego, dialektyczno-historycznym materializmem praxis, czyli teorią różnych swoistych poziomów praktyki ludzkiej (praktyka gospodarcza, praktyka polityczna, praktyka ideologiczna, praktyka naukowa) w ich własnych powiązaniach.” Odrzucenie rozważań o istocie ludzkiej „stanowi jedno z odkryciem naukowym Marksa”[12]. Z kolei odrzucenie dialektycznego materializmu prowadzi albo do idealizmu, albo do materializmu mechanistycznego (czyli „krypto-idealizmu”, jeśli można tak powiedzieć). W dalszej części dokumentu Kim odrzuca biologiczne wyjaśnienie natury człowieka [str. 10]:

Człowiek rozpatrywany przez filozofię Dżucze - to człowiek wyposażony nie tylko w wysoko rozwinięty organizm. On żyje i działa, rozporządzając samodzielnością, zdolnością do twórczego działania i świadomością, które nie istnieją u wszystkich innych rodzajów żywej materii.

Kim dla wyjaśnienie źródła immanentnych dążeń „istoty ludzkiej” odrzucił mechanistyczny krypto-idealizm (w postaci socjobiologii)[13], uprzednio odrzuciwszy marksizm – pozostaje idealizm en face, autor niemal wprost sugeruje istnienie duszy. W ostatecznej próbie zamaskowania swojego idealizmu sięga po mechanistyczną atrapę materializmu dialektycznego:

Człowiek to najwyższy produkt ewolucji, to najbardziej rozwiniętą istota materialna.(Korona Stworzenia! – przyp. ŁG) Jednakże bez względu na to, jak rozwinięty byłby organizm człowieka, nie byłby on w stanie rozwijać się jako istota samodzielna, twórcza i świadoma, gdyby nie stanowił on części składowej społecznego kolektywu, gdyby żył i prowadził swoja działalność w oderwaniu od stosunków społecznych. [str.10]

Autor tylko pozornie sobie zaprzecza, w końcu nie zaproponował w miejsce stosunków klasowych, społeczno-ekonomicznych niczego, co miałoby je zastąpić. W „społecznym kolektywie”, w „masach ludowych” nie ma nic, co można by nazwać „stosunkami społecznymi” – u Kima to pojęcie bez treści. Różnica między jednostką a społeczeństwem jest tylko ilościowa, a nie jakościowa.
Na tym kończymy krytykę Dżucze od strony filozoficznej. Cóż możemy powiedzieć na podsumowanie? Jest to ideologia na wskroś idealistyczna i metafizyczna, która gdzie niegdzie zachowuje marksistowską frazeologię, ale która jest de facto filozofią jednocześnie post- i antymarksistowską. Dzieję się tak wskutek odrzucenia Marksowskiej teorii o walce klasowej jako sile napędowej historii (dokładniej: odrzucenia wszelkiej wzmianki o klasie – w 17-stronicowym pliku PDF słowo „klasa” pojawia się raz!) i nieuniknionego stoczenia się na pozycje idealistyczno-metafizyczne. Teraz ocenimy jak teoria przekłada się na język praktyki politycznej.

Przypisy:

[1]http://www.reuters.com/article/2009/09/28/idUSSEO253213
[2 http://www.krld.pl/krld/biblio/kimdzongil/dzuczesamoistna.pdf
[3] http://www.internacjonalista.pl%2Fhistoria-i-wspoczesno%2Fhistoria-doktr...
[4] http://www.marxists.org/polski/lenin/1915/w_spr_d.htm
[5] http://www.marxists.org/polski/trocki/1939/abc.htm
[6] http://www.marxists.org/polski/lenin/1913/03/3zrodla.htm
[7] Tamże.
[8] http://www.marxists.org/polski/marks-engels/1848/manifest.htm
[9] http://www.marxists.org/polski/marks-engels/1879/letters/79_09_18.htm
[10] Nie twierdzę tutaj, że sprzeczność między siłami wytwórczymi a stosunkami produkcji nie zachodzi, lecz że nie zachodzi ona tak jak ją zaprezentowali rewizjoniści i staliniści. Więcej na ten temat w: Kowalewski Z. M. Wyjście z materializmu dialektycznego, [w:] Balibar E., Filozofia Marksa, IWKiP, Warszawa, 2007
[11] http://skfm.dyktatura.info/download/althusser06.pdf
[12] Tamże.
[13] Sięganie do biologii samo w sobie nie musi jednak być idealistyczne. Najlepszym przykładem jest praca Engelsa: http://www.marxists.org/polski/marks-engels/1883/dial_prz/2a.htm

***

CZĘŚĆ II: http://www.1917.net.pl/?q=node/6245

Portret użytkownika tres
 #

Baza tzn. stosunki społeczne, kształtuje nadbudowę czyli filozofię rządzących i ich ideologię. Rzecz jasna że Kimy dla uzasadnienia faktu że o sukcesję tronu stara się już trzecie ich pokolenie nie mogą używać argumentów marksistowskich tylko idealistycznych - bo takie uzasadniają ideologie jakie de facto Kim Ir Sen i Kim Dzong Il wcielają w życie - nacjonalizm i legitymizm bazujące na idealistycznie rozumianych pojęciach narodu i dziedzictwa tronu. Choć trzeba dodać tutaj że Kimowie, choć odwołują się do wartości cenionych w feudalnych monarchiach nie cofnęli swojego kraju do feudalizmu - nadal pod względem społeczno-gospodarczym kraj pozostaje zdeformowanym państwem robotniczym (zdeformowanym socjalizmem) czyli przynajmniej teoretycznie krajem o bardziej lepszym systemie niż reszta świata. Teoretycznie bo jak wygląda praktyka http://www.youtube.com/watch?v=l-ema_g1jgg to tu chyba jest to w dość obiektywny sposób przedstawione.

Zasadnicze znaczenie leży jednak w bazie a konkretniej w izolacji kraju i polityce autarkii. Juche jest posuniętym do absurdu rozwinięciem stalinowskiej "teorii możliwości budowy socjalizmu w jednym kraju". Absolutnym idiotyzmem jest twierdzenie że "Korea może być samowystarczalna" ponieważ nawet ZSRR wraz z państwami Bloku Wschodniego łącznie nie były samowystarczalne bo w każdym okresie swojego istnienia opierały swój rozwój gospodarczy na licencjach z Zachodu kupowanych w zamian za sprzedawane surowce w które Rosja obfitowała, bądź wykradzionych przez wywiad. Właśnie fakt że w Rosji jest właściwie wszystko co można wykopać z ziemi sprawił że "socjalizm w jednym kraju" w ZSRR przetrwał aż 74 lata. Przy czym sama restauracja kapitalizmu spowodowana była zarówno postępującym burżuazyjnym uświadomieniem nomenklatury jak i z przegraniem wyścigu zbrojeń.

Sytuacja gospodarcza KRLD jest nieporównywalnie gorsza od ZSRR i państwo to trzyma się w obecnej formie ponieważ sytuacja międzynarodowa jest zbyt napięta aby doszło do zjednoczenia a oferta reżimu na "Biznes w KRLD" o której informuje nawet polskojęzyczna oficjalna strona jak widać jest dla kapitalistów zbyt mało atrakcyjna w porównaniu do tego co oferują Chińczycy, mimo że siła robocza jest w Korei kilkakrotnie tańsza niż w Chinach.

 

Społeczność

Lenin 005