Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 5 gości.

Piotr Nowak: Kontenery czyli nowy apartheid

Kontenery mieszkalne

Jesienią bieżącego roku przy ulicy Średzkiej w Poznania mają stanąć kontenery. Nie chodzi jednak o pojemniki na śmieci, lecz o budynki, do których Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych chcę wysiedlić tzw. „kłopotliwych lokatorów” czyli osoby zalegające z płaceniem czynszu lub zakłócające spokój w przydzielonych im lokalach socjalnych.
 
Pomysł ten zrodził się w głowach poznańskich urzędników w 2008 roku, a proces jego realizacji wkracza obecnie w decydującą fazę. Protesty strony społecznej poskutkowały zwróceniem uwagi opinii publicznej na sprawę, lecz jak na razie nie przekonały dyrektora ZKZL – Jarosława Pucka do wycofania się z tego pomysłu. Planowana deportacja biednych do kontenerów jest emblematycznym przykładem kursu polityki mieszkanioweji socjalnej prowadzonej przez rządzącą Poznaniem ekipę prezydentaRyszarda Grobelnego.
 
 
Od połowy lat 90 tych w stolicy Wielkopolski powstało jedynie ok. 800 mieszkań komunalnych, a w tym samym czasie wyłączonych z użytku zostało ok. 10,5 tys! Środki przeznaczane na budownictwo społeczne są dramatycznie niskie lecz w tym samym czasie miasto wydaje niebotyczną kwotę 850 mln zł na budowę stadionu miejskiego.
Ponurego obrazu sytuacji dopełnia systematycznie prowadzona prywatyzacja komunalnych kamienic, skutkująca wzrostem czynszów, a co za tym idzie -wymianą składu klasowego całych dzielnic.
 
Klasa średnia zamieszkuje odnowione kamienice i nowo postawione apartamentowce, natomiast ok. 2000 mieszkańców, których nie stać na opłacenie czynszu oczekuje na wykonanie wyroku eksmisyjnego.
 
Jako, że miasto nie posiada wystarczającej liczby lokali komunalnych i socjalnych,do których mogłoby przenieść ubogich mieszkańców zmuszone jest płacić wielomilionowe odszkodowania właścicielom prywatnych kamienic. Prowadzi to do wzrostu zadłużenia icięć budżetowych, których skutki odczuwają wszyscy mieszkańcy, a w szczególnościnajbiedniejsza część poznańskiej populacji.
 
Realizacja skutecznej polityki socjalnej i mieszkaniowej wymaga spełnieniatrzech warunków: fachowej wiedzy, wygospodarowania odpowiednich środkóworaz politycznej woli działania. Poznańskim włodarzom z dyrektoremPuckiem na czele brakuje wszystkich trzech.
 
Zamiast rozwiązywać problemy mieszkańców, władzę wolą zmiatać problempod dywan, stosować rozwiązania zastępcze, najczęściej wysoce szkodliwedla większości mieszkańców, czego przykładem jest sprawa kontenerów.Poprzez odpowiedni przekaz medialny, nasycony retoryką kary wobec przyszłychlokatorów kontenerów, władze konsekwentnie próbują zyskać aprobatęmieszkańców dla swoich poczynań. Ludzie dotknięci biedą, bezrobociem i wykluczeniemnazywani się „menelami, obibokami, śmierdzielami czy nierobami”,którzy w wyniku swojego nieudacznictwa czy złej woli zasłużyli nakarę jaką ma być zesłanie do blaszanych baraków.
 
W Polsce podobne osiedla powstały już m.in. w Bytomiu, Bydgoszczy czy podwarszawskim Józefowie. W każdym spośród tych przypadków sytuacja wyglądałapodobnie. Na początku zapewnienia władz o tym, że do kontenerów trafia tylko „kłopotliwi lokatorzy”, budowanie przyzwolenie społecznego, ignorowanie protestów strony społecznej, a następnie powstanie osiedla do którego trafiały i trafiają nie tylko „samotni mężczyźni z problemami alkoholowymi”  lecz również osoby samotne, matki samotnie wychowujące dzieci czy po prostu osoby czekające na przydział lokalu socjalnego.
 
Dyrektor Pucek otwarcie przyznaje, że miasto nie będzie w stanie kontrolowaćtego, kto naprawdę zamieszka w kontenerach.
 
Równie szokującą sprawą są warunki mieszkalne w kontenerach.Nie spełniają one większości norm jakie muszą spełnić budynki zdane dozamieszkania. Po jedynym sezonie grzewczym na ścianach pojawia siępleśń, okiennice rozklejają się jak kartonowe pudełka, a mieszkańcy – w tymczęsto dzieci – chorują. Do tego dochodzą bardzo wysokie koszty eksploatacji-ogrzewanie prądem kosztuje ok. 800 zł za miesiąc! Dyrektor Pucek zapytanykiedyś przez dziennikarza czy widział jak wygląda taki kontener po rokuużytkowania odpowiedział „Widziałem jak wygląda nowy”. Słowa te dobitnieobrazują bezczelność i bezduszność urzędnika, który rości sobie prawo dodecydowania o warunkach bytowych kilkuset ludzi.
 
Kiedy kontenery zostaną już zasiedlone problemy ich mieszkańców z pewnością nie zostaną rozwiązanie. Ulica Średzka w Poznaniu znajduje się w oddaleniuod innych osiedli mieszkalnych. Przykłady innych miast pokazują, że lokatorzytakich osiedli mają problem ze znalezieniem pracy (a nierzadko zmuszenisą z niej rezygnować w związku z przeprowadzką), dzieci zmieniają szkoły, a w nowym środowisku doznają często wykluczenia wśród rówieśników. Etykieta mieszkańca kontenera ciągnie się za człowiekiem przez całe życie, nie mówiąc już o nieusuwalnej ranie na psychice, poczuciu „bycia gorszym”, naznaczeniu społecznym piętnem. Miasto nie przewiduje jednak powiązania przesiedleń do kontenerów z opracowaniem i realizacją odpowiednich programów terapeutycznychdla ich mieszkańców.
 
Łatwo sobie wyobrazić jakie skutki przyniesie koncentracja rodzin problemowych w jednym miejscu. Deportacja do kontenerów dla ich przyszłych mieszkańców oznaczaćbędzie społeczną stygmatyzację. Powstanie getto zamieszkałe przez ludzi z problemami - alkoholowymi, zdrowotnymi, adaptacyjnymi. Ludzie ci będą żyć ze świadomością, że zostali tam wysiedleni jako społeczne odpady - kłopotliwe i nieproduktywne, a zatem nieprzydatne w kapitalistycznym społeczeństwie. Są bowiem niewygodnym problemem, który trzeba usunąć z publicznego widoku, aby nie raził potiomkinowskiej wystawnościcentralnych dzielnic Poznania. Powstanie osiedla kontenerowego to problem nie tylko ich przyszłych mieszkańców. To również niebezpieczny precedens - przyzwolenie na  obniżenie dopuszczalnego standardu mieszkaniowego w mieście.
 
Można w tym wypadku również mówić o polityce nowego apartheidu, segregacji społecznej, której kryterium jest dochód. Bogaci zamykają się na luksusowych, grodzonych osiedlach, biedni kwaterowani są w uwłaczających ludzkiej godności blaszanych budach. Trudno o bardziej sugestywny przykład niesprawiedliwej selekcji, znamiennej dla kapitalistycznego porządku.
 
Segregacja przestrzenna jako nieodłączny element segregacji społecznej  jest jednym z głównym przejawów wdrażania neoliberalnej doktryny w polityce miejskiej.
 
Obecność osiedla kontenerowego to również narzędzie dyscyplinujące dla mieszkańców, którzy jeszcze jako tako wiążą koniec z końcem. Mają świadomość, że jeśli podwinie im się noga - stracą pracę, zachorują czy z innego powodu utracą regularny dochód - wkażdej chwili mogą dołączyć do pariasów z kontenerów. Nic lepiej nie pacyfikuje buntu społecznego niż strach. W kwietniu bieżącego roku, podczas poświęconej kontenerom debaty w Gazeta Cafe, odpowiedzialny za politykę społeczną wiceprezydent PoznaniaJerzy Stępień obiecał, że ostateczna decyzja o powstaniu osiedla kontenerowego zapadnie dopiero po przeprowadzeniu szczegółowej ekspertyzy na temat możliwych skutków realizacji takiego projektu.
 
Wkrótce się okazało, że miasto nie zrealizowało swojej obietnicy- żadna analiza nie została nawet zlecona. Nie trzeba było długo czekać na reakcje ZKZLu. Już w czerwcu Jarosław Pucek oświadczył, że budowa osiedla rozpocznie się zgodnie z planem czyli  jesienią 2011 roku.
 
Jarosław Pucek, dyrektor ZKZLu i co ciekawe - czołowa postać kibolskiej organizacji „Wiara Lecha” odgrywa w tej historii rolę sędziego i selekcjonera, decydującego o warunkach życiowych setek ludzi. Urzędnik ten ma w głębokim poważaniu krytyczne opinie ekspertów (MOPR, Fundacja „Barka”, Amnesty International), strony społecznej i  części poznańskich radnych na temat proponowanych przez niego antyspołecznych rozwiązań.
 
Biegle posługując się PRowskimi sztuczkami zbija polityczny kapitał odgrywając rolę szeryfa broniącego „spokojnych lokatorów” przed „pijakami” i „awanturnikami”. Z jednej strony przyjmuję pozę urzędnika, który „tylko sprawuje swoje obowiązki”. Z drugiej -podejmuje brzemienne w skutkach decyzje w kwestiach wymagających pogłębionej wiedzy z zakresu polityki społecznej i socjalnej. Wyrzeczenie się odpowiedzialności za skutki firmowanych przez niego działań wyraźnie kontrastuje z aktywnością w sferze mediów.
 
Protesty
 
Perspektywa powstania osiedla kontenerowego zmobilizowała różne środowiska w proteście przeciwko realnemu projektowi segregacji społecznej. Najgłośniejszy głos sprzeciwu dobiega ze strony młodych ludzi z centrum kultury alternatywnej “Rozbrat”. Działacze Rozbratu zorganizowali w lipcu br. akcję protestacyjną podczas posiedzeniaRady Miasta. Obrady poświęcone były sprawie kontenerów. Reakcja radnych na obecność obywateli wyrażających swoje niezadowolenie i zadających niewygodne pytania była szokująca.
 
 
Wezwali Straż Miejską, a z ust jednego z radnych PiSu można było usłyszeć „Takich to trzeba byłoby spałować” i „Widać, że nie mieli nigdy menela za sąsiada”. Jeżeli budowa osiedla kontenerowego rozpocznie się zgodnie z planem, koalicja środowisk  sprzeciwiających się realizacji tego projektu (Rozbrat, Stowarzyszenie „My-Poznaniacy, Klub Krytyki Politycznej w Poznaniu) zapowiada podjęcie blokady. Z ostatnich wieści wiadomo, że protesty przyniosły pierwszy pozytywny rezultat - do przetargu na budowęosiedla nie zgłosiła się żadna firma.
 
Sprzeciw przeciwko temu choremu projektowi należy rozpatrywać równieżw szerszym kontekście. Jest to walka o „prawo do miasta” – postulat przywróceniaprzestrzeni miejskiej mieszkańcom. Jest to również niezgoda na degradacje sfery publicznej i obniżanie standardu życia w imię realizacji interesówkapitału.
 
Klasa panująca - wielki biznes i developerzy przygrywają melodię w rytm której tańczą usłużni wobec nich skorumpowani postpolitycy i cyniczni urzędnicy pokroju Jarosława Pucka. Ich kalkulacja opiera się na wierze, iż gniew i upokorzenie można w  nieskończoność rozładowywać poprzez odpowiedni przekaz medialny i bez -pieczniki jakimi są pseudowspólnotowe emocje piłkarskie. Taki stan świadomościowego odrętwienia nie jest jednak niczym trwałym. Być może przełom nastąpi już wkrótce.
 
Piotr Nowak

Tekst ukazał się we wrześniowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"

Społeczność

Chcemy waszych minerałów