Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 26 gości.

Ryszard Rauba: Towarzysz Marcin Kasprzak we wspomnieniu Róży Luksemburg: artykuł – nekrolog z 30 września 1905 roku

Towarzysz Marcin Kasprzak

Towarzysz Marcin Kasprzak we wspomnieniu  Róży Luksemburg: artykuł – nekrolog z 30 września 1905 roku. 
  
 
Ósmego września 1905 roku Komitet Warszawski  Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL) wystosował  do wszystkich uświadomionych  klasowo robotników Kongresówki krótką lecz nad wyraz wymowną w swojej treści  odezwę. Brzmiała ona następująco: „Robotnicy! Dziś o świcie  na stokach cytadeli warszawskiej stracony został Marcin Kasprzak. Jak walczył, tak zginął ten prosty robotnik polski, zginął jak żołnierz rewolucji, jak bohater polskiej klasy robotniczej. Towarzysze! Klasa robotnicza nie opłakuje swych bohaterów, lecz idzie w ich ślady i walczy! Nie przybiera żałoby, lecz gotuje się do nowych czynów i nowych bohaterstw! Stawiając Kasprzakowi szubienicę – pierwszą  w kraju naszym szubienicę po ogłoszeniu Dumy Państwowej – zbrodniczy rząd carski rzuca klasie robotniczej  krwawe wyzwanie.  To wyzwanie zbrodniczego rządu klasa robotnicza  przyjmuje i odpowiada – zdwojoną  energią walki! Odpowiedzią na szubienicę  konstytucji carskiej będzie powszechny strajk robotniczy w poniedziałek 11 września. Robotnicy! Czyż możecie pozostawić bez odpowiedzi śmierć Kasprzaka? Do strajku powszechnego w poniedziałek! Niech żyje rewolucja!”[1].

Dokładnie dwadzieścia dwa dni później – 30 września 1905 r. na łamach „Z Pola Walki” - organu prasowego SDKPiL zamieszczony został wstrząsający z dzisiejszego punktu widzenia artykuł – nekrolog z charakterystyczną czarną obwódką w całości  poświęcony sylwetce towarzysza Marcina Kasprzaka. Jego autorką  była polska rewolucjonistka – Róża Luksemburg.
 
Z  Marcinem Kasprzakiem łączyły ją od schyłku lat 80. XIX stulecia : autentyczna, głęboka, serdeczna i szczera przyjaźń[2]  oraz wspólna, intensywna, pełna wyrzeczeń i różnego rodzaju trudności praca ideologiczna, organizacyjna, partyjna  i polityczna.

Artykuł zatytułowany  Niech żyje rewolucja![3]  -  bo o nim właśnie tu mowa otwierała taka oto wymowna i przejmująca konstatacja: „Kasprzaka nie stało. Krwawy Mikołaj Ostatni zwyciężył nareszcie nieprzejednanego wroga. Zwyciężyły gwałt i przemoc, zwaliwszy się niezmordowanemu bojownikowi na piersi złączoną  tłuszczą – zbrojnych żandarmów, policjantów i szpiegów, zbirów w  prokuratorskim mundurze i w sędziowskim,  przedajnych lekarzy, krwi chciwych jenerał – gubernatorów – aż powalonego o ziemię oddali w ręce kata i na szyję nieugiętego bojownika proletarjatu stryczek założyli. Kasprzaka nie stało. Skończył się żywot proletarjusza rewolucjonisty, zakończyła śmierć bohaterska żywot bohatera”[4].
 
Nie będzie żadną   przesadą ani tez nadużyciem stwierdzenie, iż Róża Luksemburg bardzo głęboko przeżyła śmierć swojego wieloletniego sprawdzonego w doli i niedoli  przyjaciela i współtowarzysza walki. Czytelnika  jej dramatycznej w istocie publikacji z 30 września   1905 r. nie powinien zatem w ogóle dziwić fakt wyjątkowo silnego i niewątpliwie celowego wyeksponowania tu przez autorkę przede wszystkim swoich czysto subiektywnych, wewnętrznych odczuć i przemyśleń związanych nierozerwalnie z sylwetką Marcina Kasprzaka.
 
W związku z powyższym Róża Luksemburg scharakteryzowała  sylwetkę Marcina Kasprzaka w następujący sugestywny i mocno działający na wyobraźnię czytelnika sposób: „Przeszło 20 lat niezmordowanej walki za wyzwolenie  proletarjatu – na „wolności” niemieckiej i w podziemiach rosyjskiego knutowładztwa, w kaźniach poznańskich, wrocławskich  i warszawskich, - o głodzie i chłodzie, w nędzy i chorobie, między twardym tapczanem więziennym, a łożem boleści  w lazarecie, pod nieustanną grozą pościgów szpiegowskich i żandarmskich, pędzony nieustannie z miejsca na miejsce, bez odpoczynku, bez wytchnienia, bezdomny proletarjusz – i zawsze jedną tylko żądzą i myślą natchniony: żądzą płomienną walki za wyzwolenie swych  współbraci proletarjuszów, których całą dolę, całe piekło istnienia wykosztował w swym życiu, myślą pnący się mimo nędzę, mimo chorobę z żelazną wytrwałością do światła, do wiedzy, do wyzwolenia duchowego, zbierający z natężoną uwagą każdą kruszynę  oświaty dla dzielenia się nią z innemi, -  niezłamany żadnym osobistym cierpieniem, rzucający dziesiątki razy losy ukochanych – żony i syna – na groźne fale żywota rewolucjonisty – tułacza, - zamknięty w sobie, nieznający osobistych przyjaciół, skąpy w słowa, a wymowny czynem, prosty i skromny w szarym życiu codziennym i wyrastający naraz na bohatera w każdej chwili niebezpieczeństwa i walki, - to był Marcin Kasprzak”[5] - podkreślała Róża Luksemburg w swoim wspomnieniowym artykule – nekrologu po czym dodawał a w podobnym co powyżej duchu, że Marcin Kasprzak „cenił życie, ofiarowane  ludzkości, i walczył o nie z całą siłą swej woli, nieugiętej jak stal. Bronił żywota przed hordą nogajską caratu, bronił go jeszcze związany, samotny, do celi więziennej wtrącony, bezbronny – bronił go jak lew do ostatniej chwili, do ostatniego tchnienia, w bezprzykładnym pojedynku jednego przeciw tłuszczy, jeńca przeciw swym siepaczom, zamkniętych pogardą ust przeciw potokom oszczerstw, łży, krzywoprzysięstw i fałszywego świadectwa. Walczył jedynie siłą ducha, jak pogromca, wśród bestje drapieżne wtrącony. Walczył do upadłego. A gdy gwałt zwyciężył i przyszło umrzeć – skonał, jak wielcy duchem tylko potrafią. Ostatnim jego ruchem była pięść, grożąca milcząco pachołkowi krwawego cara za prokuratorskim stołem, ostatnim jego słowem – nuta „Czerwonego Sztandaru”, ostatnim słowem: „Niech żyje rewolucja!”...[6].
 
W dalszej części swojej publikacji  Róża Luksemburg  w pełni świadoma całego ogromu  psychicznych i fizycznych cierpień  oraz brutalnego poniżenia jakich doświadczył w ostatnim okresie swojego  niezwykle krótkiego i niełatwego życia ze strony carskich oprawców Marcin Kasprzak  przypominała robotniczym czytelnikom  w nad wyraz emocjonalny sposób, że: „kaźń półtoraroczna  w zabójczych kazamatach Cytadeli  dokonała swego. Gdy sterany walką bohater proletarjatu polskiego dostał się nareszcie w drgające  krwi i zemsty żądzą szpony krogulcze caratu – była to juz ruina człowieka. Pierś zaklęsła od suchot – choroby proletarjuszów, włosy zbielałe przedwczesnym szronem cierpień i i nadludzkich woli wysiłków, postać – niegdyś prosta i silna jak dąb – zgięta starczo, szyja opuchła wrzodami gruźliczemi. Tak go wywlekli nareszcie zwycięzcy z pod  Mukdenu, Portu Artura, Kiszyniowa i Łodzi – i  katu oddali. I tu, w obliczu rusztowania, wyprostował poraz ostatni wklęsłą pierś, w której z płuc już nędzne strzępy zostały, wyprostował się całą siłą, z piersi rzężącej wydobył głos ochrypły, rozbity jak miecz poszczerbiony  i strzaskany w długiej, a znojnej walce, - i na korytarzu milczącym grobowo cytadeli, w szarych mrokach świtu, wśród stąpań ciężkich żandarmów rozległa się po raz ostatni nuta „Czerwonego”. ...Krew naszą długo leją katy... śpiewał z wysiłkiem ostatnim ochrypłą krtanią męczennik  walki robotniczej i szedł oddać krew swą – ostatnie co posiadał, oddawszy młodość, siłę, szczęście osobiste, wolność, zdrowie, czułość małżeńską i rodzicielską , ducha i ciało – szedł oddać krwi kroplę ostatnią, wytoczyć ją dla wybawienia i dla honoru klasy robotniczej....Nadejdzie jednak dzień zapłaty..,.- śpiewał i szedł na rusztowanie. Stanął mocny, spokojny, prosty, i gdy pętlicę śmiertelną zakładali na szyję, gdy postronek katowski miał się wpić w owrzodzoną puchliznę, aby przeciąć  żywot bojownika, jeszcze otworzył usta, nim je miał zamknąć na wieki, i zawołał : Niech żyje rewolucja![7].

Róża Luksemburg głęboko przeświadczona, że polskiej klasie robotniczej pod żadnym pozorem ot tak  po prostu nie wolno było przejść do porządku dziennego nad  męczeńską  w istocie śmiercią Marcina Kasprzaka – jej wiernego syna, który całe swoje dorosłe życie w bezkompromisowy sposób, świadomie poświęcił sprawie jej wyzwolenia spod carskiego i kapitalistycznego ucisku  apelował do niej o zachowanie należytej postawy w obliczu tej strasznej tragedii: „Robotnicy! Ofiara była straszna i wielka. W rachunku rządu despotycznego, za który nadejść musi dzień zapłaty, śmierć  Kasprzaka wielką a krwawą stanowi plamę, wołającą o pomstę. Żywot ten i ta śmierć podwójnie umęczonego bohatera walki proletarjatu świecić  będzie promiennie na kartach socjalizmu międzynarodowego, jako gwiazda pierwszorzędnej mocy i światłości”[8] - podkreślała  z dumą działaczka.
 
W konkluzji swojego artykułu  choć z pewnością nie  przyszło jej to z łatwością Róża Luksemburg odniosła się do ciągnącej się przez kilkanaście lat tzw.  „sprawy Kasprzaka”. O co w niej chodziło? Otóż jak pisze w swojej pracy Jerzy Myśliński „byli działacze II Proletariatu aktualnie  zaś PPS, ogłosili w grudniu 1892 r., że Kasprzaka podejrzewa się o stosunki z  policją. Wersję tę podtrzymywano aż do połowy 1905 r. kiedy  w czasie rewolucji ster PPS przejęła lewica, powołano  specjalną komisję w składzie: Leon Falski, Estera Golde – Stróżecka i Ignacy Daszyński, która pod wpływem czynu Kasprzaka ( chodziło tu o bohaterską  obronę drukarni partyjnej, która miała miejsce 27 kwietnia 1904 r. przy ul. Dworskiej 6 w  Warszawie – przyp. R. R.) zmuszona była 10 sierpnia 1905 r. ogłosić, że pomówienie nie zostało udowodnione,  „a poszczególne poszlaki z przeróżnych stron podnoszone okazały się mylnymi i nieuzasadnionymi”[9].
 
Po tej krótkiej acz zdaniem autora koniecznej, wyjaśniającej dygresji wróćmy jednak do tego jak Róża Luksemburg odniosła się w swoim artykule – nekrologu do tzw. „sprawy Kasprzaka” a konkretnie rzecz ujmując do efektu końcowego pracy przywołanej powyżej w cytacie  specjalnej komisji  PPS.
 
Otóż nie owijając w przysłowiową bawełnę, bez jakiegokolwiek skrępowania polska rewolucjonistka stwierdzała wprost bez gródek, że: „jeszcze w ostatniej chwili niecność ludzka zatruć mu chciała spokój ducha. Gdy już szedł na mękę ostatnią, przyczołgali się do stóp Krzyża jego  łotrowie, co przez dwanaście lat przeszło śmierć mu moralną zadawali, cześć jego szarpiąc  oszczerstwem, przyczołgali się, by mu swym sykiem gadzinowym „cześć zwrócić” - bohaterowi, męczennikowi „zwracali cześć” ci, co jej nie sami nie mają! A spieszyli się po latach dwunastu, aby zdążyć w ostatniej chwili, by ich kat nie uprzedził; by w ostatniej chwili, gdy w obliczu szubienicy, udźwigniętej dla ich ofiary, dalsze wytrwanie przy  oszczerstwach stało się już niemożliwym , ratować samych siebie przed nieuniknioną  pogardą ogólną; siepacze - „socjaliści” spieszyli  wypuścić z rąk swych długoletnią ofiarę, by miejsca ustąpić siepaczowi carskiemu”[10] - stwierdzała dosadnie działaczka  zarzucając przy tej okazji nie bez powodu nacjonalistycznie i tym samym wrogo nastawionym względem Marcina Kasprzaka działaczom  PPS – u najzwyklejszą w świecie obłudę, hipokryzję, bezczelność oraz „bluźnierstwo ohydne”[11].
 
Dla Róży Luksemburg towarzysz Marcin Kasprzak  umierał 8 września 1905 r. jako  bohaterski męczennik, który : „nie widział i nie słyszał już nic prócz tej światłości w sobie, która mu rozwidniła ostatnią godzinę żywota, prócz tych słów, w których treść swego umęczonego życia i swej śmierci męczeńskiej  zamknął:  Niech żyje rewolucja![12].
 
Ósmego września 2011 roku minie kolejna tym razem już 106 rocznica męczeńskiej  śmierci bohaterskiego rewolucjonisty. Dla wszystkich ludzi pracy w Polsce i nie tylko w Polsce reprezentujących współcześnie w 2011 roku nurt autentycznej, ideowej lewicy – to znaczy: lewicy  nie idącej na żadne zgniłe kompromisy z panoszącym się obecnie na około  neoliberalnym kapitalizmem i z jego wybitnie ograniczonymi intelektualnie, obłudnymi wyznawcami oficjalnie określanymi eufemistycznie jako „przedsiębiorcy” lub „inwestorzy” w imię niebezpiecznej i szkodliwej iluzji o „wygodnym”, „bezproblemowym”,  „beztroskim”, „spokojnym” i „szczęśliwym”  życiu w tym rzekomo „najlepszym” systemie; lewicy zdecydowanie potępiającej, piętnującej i zwalczającej trzy najbardziej obrzydliwe i plugawe, uwłaczające kobiecej godności i wrażliwości kapitalistyczne patologie obyczajowe: pornografię, stręczycielstwo i prostytucję; lewicy  która jawnie i odważnie sprzeciwia się odmóżdżającej, antyludzkiej, skrajnie antyintelektualnej i przez to godzącej bezpośrednio w ludzi pracy neoliberalnej dyktaturze „wszechwładnych szefów”, pieniądza i bezdusznego rachunku ekonomicznego;lewicy nie akceptującej w całej rozciągłości promującego perfidny egoizm, hańbiącego i straszliwie degradującego jednostkę do nienaturalnej roli klienta – konsumenta- nabywcy, wulgarnego, podszytego prymitywnym darwinizmem społecznym kapitalistycznego wyścigu szczurów;lewicy  nie odrzucającej wciąż toczącej się na naszych oczach walki klas i klasowego ściśle pracowniczego punktu widzenia na rzecz kompletnie oderwanej od kapitalistycznej rzeczywistości społecznej, fałszywej  z gruntu, cynicznej, fikcyjnej, kłamliwej, obrażającej ludzką inteligencję, manipulatorskiej, drobnomieszczańskiej, antyrobotniczej i w ogóle nielewicowej idei „solidarności  narodowej”, która nieudolnie w dziecinny i łopatologiczny wręcz sposób próbuje zatrzeć tak po prostu różnymi metafizycznymi często baśniowymi, parareligijnymi, pseudo patriotycznymi i stworzonymi  ad hoc „argumentami” o „zjednoczonym  narodzie” istniejące i rozwijające się obiektywnie sprzeczności między wyzyskiwanymi a wyzyskiwaczami;lewicy konsekwentnie  internacjonalistycznej, wiernej bez względu na okoliczności proletariackiemu czerwonemu sztandarowi „bo na nim robotnicza krew” i socjalistycznemu hasłu: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”;lewicy zwalczającej niestrudzenie umysłową ciemnotę i wszelkie związane z nią ściśle reakcyjne postawy rodem z kiepskiego skansenu: fundamentalistyczne, nacjonalistyczne, klerykalne, ksenofobiczne i szowinistyczne jako z gruntu niegodne człowieka myślącego, świadomego marksisty, robotnika i szczerego, prawdziwego demokraty;lewicy antyrasistowskiej, antymilitarystycznej i antyfaszystowskiej brzydzącej się każdą formą dyskryminacji i wyzysku człowieka przez człowieka ; do grona których zalicza się również bez najmniejszego cienia wątpliwości, w pełni świadomie, z podniesionym czołem i z lewicową dumą piszący te słowa - towarzysz Marcin Kasprzak – ofiarny bojownik o lepsze, głęboko ludzkie – bo niekapitalistyczne i przede wszystkim pewne i stabilne – bo socjalistyczne jutro dla całej klasy robotniczej bez względu na kontekst narodowościowy był, jest i pozostanie na zawsze godnym i wspaniałym wzorem do naśladowania.
 
Cześć Jego Nieśmiertelnej  Pamięci !!!    
  
Dr Ryszard Rauba
Instytut Politologii
Uniwersytet Zielonogórski
  
Przypisy:

[1]    Cyt. za:  Odezwa Komitetu Warszawskiego SDKPiL informująca o wyroku na M. Kasprzaku i wzywająca do strajku powszechnego (w:) Z. Paterczyk, Marcin Kasprzak 1860 – 1905, Poznań 1980, wkładka (ilustracja) pomiędzy s. 12 a s. 13.
 

[2]    Jarosław Semkow charakteryzując w swojej pracy zatytułowanej  Śladami wielkich ekonomistów  sylwetkę Róży Luksemburg nie zapomniał odnieść się przy tej okazji (i chwała mu za to !) do arcyważnego wątku przyjaźni jaka  łączyła przez wiele lat tę bohaterską parę polskich rewolucjonistów. Autor ten pisał: „Wśród nielicznych osób, które ocalały z pogromu „Pierwszego Proletariatu” i które podjęły próbę zorganizowania nowego „Proletariatu” był Marcin  Kasprzak, jeden z niewielu robotników, który w tej składającej się przeważnie  z inteligentów organizacji osiągnął kierowniczą  pozycję. Tam też poznał Różę Luksemburg i aż do jego śmierci, tj. przez siedemnaście lat, łączyły ich bliskie stosunki osobiste. (...) Lata 1888/89 przyniosły swego rodzaju odrodzenie aktywności socjalistycznej, do czego przyczynił  się nowy „Proletariat”  pod kierownictwem Marcina Kasprzaka oraz Związek Robotników Polskich, zorganizowany przez Juliana Marchlewskiego, Adolfa Warszawskiego i Bronisława  Wesołowskiego (...) Następne trzy lata były widownią  nowej fali strajków i regularnych demonstracji z okazji 1 maja. Rząd ze względów politycznych zakazał przedsiębiorcom podwyższać płace robotników – mimo wysokiej koniunktury – co doprowadzało do licznych starć z policją. Nastąpiła  fala aresztowań, która doprowadziła do niemal całkowitej likwidacji  „Drugiego  Proletariatu”. Przywódcy „Polskiego Związku Robotników”  zbiegli do Szwajcarii i do Galicji. Róża też opuściła Warszawę. Gdy została  ostrzeżona, że grozi jej aresztowanie, jej przyjaciel i nauczyciel – Marcin  Kasprzak - „przemycił”  ją za granicę. Co prawda w ostatniej chwili, już na wsi granicznej powstały jakieś trudności (prawdopodobnie przygotowany pojazd nie  nadawał się do użytku), ale wówczas Kasprzak  udał się do miejscowego księdza i powiedział mu, że młoda żydówka  pragnie przejść na katolicyzm, może  to jednak uczynić tylko za granicą, gdyż współwyznawcy w kraju wyklęliby ją. Na poły z uczucia patriotyzmu, na poły z religijnej żarliwości ksiądz wyraził swoją zgodę i zadbał o to, aby Róża, ukryta w słomie w chłopskim wozie, przekroczyła granicę” - pisał w swojej pracy J. Semkow i dodawał jeszcze na koniec: „Kasprzak był rewolucjonistą starego stylu, zwolennikiem  bezpośredniej akcji, bez duchowych aspiracji, jednak był przywódcą. Był on nauczycielem Róży  Luksemburg w jej warszawskiej początkowej działalności” (Zob. J. Semkow, Śladami wielkich ekonomistów,  Warszawa 1988, s. 132 – 133). Dodatkowo koniecznie nadmienić należy, iż w pracy Józefa  Zawadzkiego pt.  Poglądy ekonomiczne Róży Luksemburg  znajduje się taka oto krótka uwaga: „Bliższy kontakt z ruchem robotniczym nawiązuje R. Luksemburg w 1887 r., gdy jako 16 – letnia uczennica gimnazjum wstępuje do koła młodzieżowego Proletariatu. Jej pierwszym mentorem jest znany działacz rewolucyjny, robotnik – marksista Marcin Kasprzak” (Zob. J. Zawadzki, Poglądy ekonomiczne Róży Luksemburg, Warszawa 1982, s. 5).      

[3]    Zob. J. Kaczanowska, F. Tych,  Bibliografia pierwodruków Róży Luksemburg,  „Z Pola Walki” 1962, Nr 3, pozycja 353, s. 203.
 

[4]    Zob. R. Luksemburg,  Niech żyje  rewolucja! (dalej: Niech żyje...), „Z Pola Walki” 30 września 1905, Nr 12, s. 1.
 

[5]    Ibidem.

[6]    Ibidem.

[7]    Ibidem.

[8]    Ibidem.

[9]    Zob. J. Myśliński, Swobody, fabryk i ziemi! Początki polskiego ruchu socjalistycznego pod zaborami (w:) Ruch robotniczy na ziemiach polskich, Warszawa 2002, s. 99 – 100; Warto w tym miejscu tytułem uzupełnienia zacytować jeszcze słowa Zygmunta Paterczyka – biografa Marcina Kasprzaka. Autor ten w swojej pracy stwierdzał, że: „Komisja (specjalna komisja PPS – przyp. R.R.) po zebraniu oświadczeń różnych działaczy, w tym także oskarżycieli, na posiedzeniu w dniu 10 sierpnia 1905 r.  wydała orzeczenie stwierdzające bezpodstawność zarzutu o podejrzane stosunki z policją i odwołała go jako mylny i nieuzasadniony . Orzeczenie to ukazało się w końcu  sierpnia i nie wiemy, czy z jego treścią zapoznał się Kasprzak”. (Zob. Z. Paterczyk, op. cit., s. 22).
 

[10]  Niech żyje..., s. 1.
 

[11]  Ibidem.

[12]  Ibidem, s. 2.

Portret użytkownika Lord Dragon
 #

Kto to jest ten Ryszard Rauba, to jest jakiś współczesny historyk czy kto?

 
Portret użytkownika cinco
 #

A zerknijcie no, Towarzyszu, na górę strony. Dr Rauba jest współczesnym polskim historykiem (warto też dodać - jednym z nielicznych rzetelnie podchodzących do tematu polskiego ruchu robotniczego oraz II RP) z Zielonej Góry.

 

Społeczność

SIERP i MŁOT