Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 25 gości.

Peter Symonds: Dekada neokolonialnej wojny w Afganistanie

afganistan_3-large.jpg

 
Wczoraj minęła dekada, od kiedy USA i Wielka Brytania rozpoczęły działania wojenne przeciw Afganistanowi, rozpoczynając krwawą i długotrwałą wojnę neokolonialnego podboju. Wojna była katastrofą dla Afgańczyków oraz ogromnym marnotrawstwem życia żołnierzy amerykańskich i sprzymierzonych. Głęboko zdestabilizowała politykę regionalną i światową.
 
W swoim oświadczeniu z 9.10.2001, redakcja World Socialist Web Site potępiła napaść na Afganistan pod przywództwem i zdemaskowała twierdzenia administracji Busha o prowadzeniu „wojny z terroryzmem”, aby bronić narodu amerykańskiego przed Al-Kaidą. Oświadczenie określiło, że prawdziwym celem Waszyngtonu jest przekształcenie kraju w permanentną bazę wypadową Stanów Zjednoczonych rozszerzającą ich hegemonię na sąsiedni, bogaty w surowce energetyczne region Azji Środkowej.
 
Proroczo ostrzegając, redakcja zauważyła: „Gdyby USA chciało przepędzić talibów lub zabić bin Ladena i zniszczyć to, co Waszyngton nazywa jego obozami szkoleniowymi dla terrorystów, po realizacji tych celów nie nastąpiłoby wycofanie się sił amerykańskich. Przeciwnie, efektem byłoby stałe rozmieszczenie amerykańskich sił zbrojnych celem ustanowienia USA wyłącznym arbitrem w rozstrzyganiu kwestii związanych z naturalnymi zasobami regionu. W tych strategicznych celach tkwi zarzewie przyszłych i jeszcze bardziej krwawych konfliktów.”
 
Wybuch amerykańskiego militaryzmu w związku z wojną w Afganistanie nieustannie zyskiwał na sile w ciągu mijającej dekady. Aby zrekompensować swoją słabnącą pozycję ekonomiczną, amerykański imperializm wielokrotnie używał swojej potęgi militarnej, aby podkopać interesy europejskich i azjatyckich rywali. USA wykorzystały ataki terrorystyczne z 11 września jako pretekst do realizacji długo przygotowywanych planów inwazji najpierw na Afganistan, a potem na Irak.
 
Ogłaszając swoją doktrynę wojny prewencyjnej, administracja Busha zapewniła sobie „prawo” prowadzenia wojny z każdym uznanym za zagrożenia dla USA, tym samym zapewniając usprawiedliwienie dla nieograniczonego użycia siły wojskowej w każdym zakątku świata. Doktryna ta, podtrzymana i rozszerzona przez administrację Obamy, stanowi pogwałcenie prawa międzynarodowego i podstawowych zasad ustanowionych podczas Procesów Norymberskich, które skazały przywódców nazistowskich za prowadzenie wojny napastniczej.
 
Wojnie w Afganistanie towarzyszyła militaryzacja społeczeństwa amerykańskiego i ciągłych ataków na prawa demokratyczne i podstawowe zasad prawnych. Administracja Busha odrzuciła konwencje genewskie i ustanowiła obóz nad Zatoką Guantanamo w celu nieograniczonego przetrzymywania „wrogich bojowników” rażąco naruszającego zarówno prawa międzynarodowego jak i amerykańskiego. Zabijanie przez USA rzekomych „terrorystów” znalazły swoją kulminację w pozasądowym zabójstwie obywatela amerykańskiego – muzułmańskiego duchownego Anwara al-Awlakiego – w zeszłym miesiącu w Jemenie.
 
Pod sztandarem „wojny z terroryzmem” administracje Busha i Obamy stworzyły Departament Bezpieczeństwa Krajowego (Department of Homeland Security) jako jądro rozległego aparatu państwa policyjnego, który będzie coraz częściej wykorzystywany przeciwko każdemu, w kraju lub za granicą, uznanemu za zagrożenie dla obecnego porządku społecznego.
 
Wpływ wojny w Afganistanie był katastrofalny. Zbrojąc i finansując islamistyczne milicje, w tym przodków Al-Kaidy, przeciwko proradzieckiemu reżimowi w Kabulu w latach 80., USA zwróciły się przeciw swym dawnym sojusznikom. Trzy dekady wojen uczyniły z Afganistanu jeden z najbardziej zacofanych i najbiedniejszych krajów. Bynajmniej nie ustanawiając demokracji, koalicja pod przewodnictwem USA popiera powszechnie pogardzany reżim prezydenta Hamida Karzaja, który opiera się na odrażającym zbiorze watażków, baronów narkotykowych i przywódców milicji plemiennych.
 
Dane ONZ opublikowane w zeszłym roku mówią, że 9 mln Afgańczyków, czyli 36% populacji, żyje w skrajnym ubóstwie, a kolejne 37% żyje tylko nieznacznie powyżej granicy ubóstwa. Tylko 23% populacji ma dostęp do czystej wody i zaledwie 24% Afgańczyków powyżej 15 roku życia umie czytać i pisać.
 
Kraj ten ma drugi najwyższy wskaźnik śmiertelności okołoporodowej oraz trzeci najwyższy wskaźnik umieralności dzieci na świecie. Wstrzyknięcie około 35 mld dolarów środków międzynarodowych między 2002 i 2009 rokiem tylko pogłębiło przepaść społeczną, która jest aż nadto widoczna w Kabulu, gdzie najbiedniejsi z biednych grzebią w odpadkach z pałacowych rezydencji bogatej elity.
 
Aby sterroryzować wrogą ludność, amerykańskie wojsko używało barbarzyńskich technik opracowanych w Wietnamie i podczas innych wojen neokolonialnych – bezpodstawnego przetrzymywania, tortur, zabójstw, nocnych rewizji i masowych bombardowań. Wg afgańskiego indeksu Brooking’s Institution 2735 żołnierzy USA i koalicji zginęło do 29 września tego roku.
 
Brak danych nt. dokładnej liczby afgańskich cywilów, którzy zginęli. Szacunki mówią o ponad 10 tysiącach, ale rzeczywista liczba jest z pewnością znacznie wyższa. Dekada obcej okupacji pozostawiła dziedzictwo goryczy i nienawiści, które zapewnia stały dopływ rekrutów dla talibów i innych siła antyokupacyjnych.
 
Podobnie wojny w Afganistanie i Iraku spowodowały sprzeciw szerokich kręgów społecznych w USA, ich chętnych krajach sojuszniczych oraz państwach na całym świecie. Ale ten pogląd nie znajduje wyrazu wśród establishmentu politycznego żadnego z tych krajów.
 
Polityczne wnioski muszą być wyciągnięte z klęski światowych protestów antywojennych przeciw inwazji na Irak w 2003 roku – największych, międzynarodowo skoordynowanych demonstracji w historii. Ten gniew i sprzeciw został przesterowany przez różne pseudoradykalne organizacje, które zdominowały protesty, w poparcie dla Obamy w kampanii wyborczej 2008 roku.
 
Bynajmniej nie będąc prezydentem „antywojennym”, Obama utrzymał Wojkową okupację Iraku, a liczba amerykańskich wojsk „skoczyła” [„surged”] z około 30 tysięcy na początku 2009 roku do obecnego poziomu blisko 100 tysięcy walczących w „dobrej wojnie” w Afganistanie. Częściowe wycofanie przez Obamę sił amerykańskich z Iraku i eskalacja wojny afgańskiej stanowi jedynie taktyczny manewr amerykańskiej elity rządzącej w dbaniu o własne interesy. Ponadto, lekkomyślnie rozszerzając konflikt na przygraniczne tereny sąsiedniego Pakistanu, administracja Obamy niebezpiecznie zdestabilizowała nie tylko ten kraj, ale również niepewną równowagę strategiczną w Azji Południowej i poza nią.
 
Eks-lewicowcy i pseudoradykałowie, którzy wychwalali wybór Obamy, stali się od tamtego czasu cheerleaderkami nowych imperialistycznych wojen napastniczych. Ci ludzie z klasy średniej bezwstydnie ciągnęli się w ogonie zwolenników natowskiego bombardowania Libii jako nowej „dobrej wojny” demokracji z dyktatorem Muammarem Kadafim. Tak jak w Afganistanie i w Iraku, natowskie mocarstwa chcą zainstalować uległy marionetkowy reżim w Trypolisie, aby potwierdzić ich dominacje nad krajowymi złożami surowców energetycznych i zamienić państwo w strategiczną bazę operacyjną przeciw rewolucyjnym ruchom w sąsiednich Tunezji i Egipcie.
 
Główną przyczyną wojny imperialistycznej tkwi w systemie zysku. Pogłębiający się światowy kryzys kapitalizmu przymusza klasy rządzące do walki klasowej przeciw standardom bytowym ludzi pracy w kraju oraz ekonomicznego i ostatecznie wojskowego konfliktu z rywalami zagranicą. Trzeba odrodzić masowy ruch antywojenny, ale jest to możliwe jedynie w oparciu o nową perspektywę polityczną – niezależną mobilizację klasy robotniczej w wspólnej walce opartą na socjalistycznym i internacjonalistycznym programie zniesienia kapitalizmu i przestarzałego systemu państw narodowych.
 
Tekst oryginalny ukazał się 8 października 2011 roku na World Socialist Web Site i jest dostępny na: http://www.wsws.org/articles/2011/oct2011/afgh-o08.shtml

Portret użytkownika uno
 #

Kolejny kiepski tekst domorosłego stratega, krzykacza,ze znajomością marksizmu nie wykraczającą poz "Manifest Komunistyczny"

[Tak jak w Afganistanie i w Iraku, natowskie mocarstwa chcą zainstalować uległy marionetkowy reżim w Trypolisie,....

Na pewno mocarstwa chcą uległego reżimu, ale do tanga trzeba dwojga. Teraz przyjrzyjmy się Libii po marksistowsku. Skoro w 2001 roku reżim Kadafiego ogłosił program budowy gospodarki rynkowej, przeprowadził prywatyzację banków, telefonii, w końcu otworzył giełdę papierów wartościowych, to co takiego w sferze społecznej musiało towarzyszyć temu procesowi?

Odpowiedź - powstała klasa prywatnych właścicieli środków produkcji - kapitalistów. Klasa dążąca do maksymalizacji zysków. Skoro jest kapitał, to musi być też i praca, a więc jakaś klasa robotnicza w Libii. Czyje interesy reprezentuje Kadafi? Na kogo postawiła libijska burżuazja? Po której stronie stanął libijski świat pracy? A może klasa robotnicza pozostała bierna?

Jeśli ktoś che pouczać świat w sprawach Libii, a jednocześnie uważa się za marksistę, powinien odpowiedzieć przede wszystkim na te pytania, a nie wypluwać papkę o złych imperialistach i dobrym Kadafim.

[....aby potwierdzić ich dominacje nad krajowymi złożami surowców energetycznych....]

I znów propaganda zamiast wiedzy. Po pierwsze na świecie jest za dużo, a nie za mało ropy naftowej. Chyba wszyscy wiedzą o istnieniu kartelu OPEC. Czym zajmuje się ta organizacja? OPEC zajmuje się ustalaniem limitów wydobycia przez członków, bo gdyby wszyscy wydobywali tyle ile mogą, to cena ropy spadłaby na łeb, na szyję. Po drugie, Libia mogłaby spokojnie wypaść z rynku ropy - ostatnie miesiące pokazały, że jej miejsce zajęli Rosjanie i Arabia Saudyjska, zwiększając wydobycie ropy. Libia jest potrzeba zachodowi do tego, żeby za dolary z eksportu ropy naftowej kupować wysoko przetworzone dobra, w tym dobra inwestycyjne, jak technologie rafineryjne i petrochemiczne oraz uzbrojenie. Zachód nie walczy o jakąś bliżej nieokreśloną dominację, zachód walczy o maksymalizację zysków.

[... i zamienić państwo w strategiczną bazę operacyjną przeciw rewolucyjnym ruchom w sąsiednich Tunezji i Egipcie.]

A to Tunezja i Egipt wypadły z orbity zachodnich wpływów? Obalono tam kapitalistyczne stosunki produkcji? Powstały republiki rad lub republiki islamskie? Oba te kraje żyją w dużej mierze z turystyki. Potrzebują bogatych turystów z zachodu. Odcięcie im dopływu bogatych Europejczyków, będzie miało dla nich bardziej niszczące skutki gospodarcze niż bombardowania NATO.

Boże zmiłuj się nad nami! Daj nam choć jedną dobrą, marksistowską - naukową a nie prymitywnie propagandową - analizę sytuacji społeczno ekonomicznej na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej.

 
Portret użytkownika cuatro
 #

"wypluwać papkę o złych imperialistach i dobrym Kadafim."

A gdzie w tekście tow. widzi pochwałę lub chociaż obronę Kadafiego?

"Po pierwsze na świecie jest za dużo, a nie za mało ropy naftowej. Chyba wszyscy wiedzą o istnieniu kartelu OPEC. Czym zajmuje się ta organizacja? OPEC zajmuje się ustalaniem limitów wydobycia przez członków, bo gdyby wszyscy wydobywali tyle ile mogą, to cena ropy spadłaby na łeb, na szyję."

Czyli ilość ropy na rynku jest ograniczona. Kwestia nie tkwi w tym, ile jest ropy na świecie, ale jaka część tej ropy jest możliwa do wydobycia, jaka część tej ropy jest faktycznie wydobywana oraz jaka część ropy wydobywanej trafia na rynek międzynarodowy.

"Libia mogłaby spokojnie wypaść z rynku ropy - ostatnie miesiące pokazały, że jej miejsce zajęli Rosjanie i Arabia Saudyjska, zwiększając wydobycie ropy."

Ale ciągle libijska ropa warta jest biliony dolarów. Złoża libijskie są 9. co do wielkości na świecie i największe w Afryce.

"Libia jest potrzeba zachodowi do tego, żeby za dolary z eksportu ropy naftowej kupować wysoko przetworzone dobra, w tym dobra inwestycyjne, jak technologie rafineryjne i petrochemiczne oraz uzbrojenie. Zachód nie walczy o jakąś bliżej nieokreśloną dominację, zachód walczy o maksymalizację zysków."

Aby dolary z eksportu przeznaczyć na dobra inwestycyjne, Zachód musi te złoża kontrolować. Nikt nie mówi, że chodzi o "nieokreśloną" dominację. Tekst wyraźnie wskazuje jako winowajcę "system zysków". Potrzeba kontrolowania złóż wynika z chęci maksymalizacji zysków.

"A to Tunezja i Egipt wypadły z orbity zachodnich wpływów? Obalono tam kapitalistyczne stosunki produkcji? Powstały republiki rad lub republiki islamskie?"

Stosunków kapitalistycznych nie obalono też w Wenezueli, Ekwadorze, Boliwii i Brazylii. Czy tylko republiki socjalistyczne i islamskie są antyzachodnie? Rewolucje w świecie arabskim silnie akcentowały hasła antyimperialistyczne. Oczywiście nic nie jest jeszcze przesądzone i ja np. nie wierzę w egipską juntę, ale nic nie jest przesądzone. I właśnie dlatego imperialiści potrzebują bazy, nie można twierdzić, że wydarzenia w świecie arabskim są dla imperialistów obojętne.

"Oba te kraje żyją w dużej mierze z turystyki. Potrzebują bogatych turystów z zachodu."

Kuba też. Każde państwo jest częścią rynku międzynarodowego i jest od niego zależne, ale to zależy od rządu jak się do tego faktu ustosunkuje. To że gospodarki Tunezji i Egiptu opierają się na turystyce nie znaczy, że muszą ulec dyktatowi Zachodu.

"Daj nam choć jedną dobrą, marksistowską - naukową a nie prymitywnie propagandową - analizę sytuacji społeczno ekonomicznej na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej."

Tu się zgodzę! Zwłaszcza wydarzeń w Libii, gdzie nakładają się realia rodzimej gospodarki kapitalistycznej, pozostałości "islamskiego socjalizmu" i relikty plemienno-feudalne. Plus interwencja imperialistyczna. Przydałby się dobry, porządny tekst.

 
Portret użytkownika uno
 #

[Aby dolary z eksportu przeznaczyć na dobra inwestycyjne, Zachód musi te złoża kontrolować. Nikt nie mówi, że chodzi o "nieokreśloną" dominację. Tekst wyraźnie wskazuje jako winowajcę "system zysków". Potrzeba kontrolowania złóż wynika z chęci maksymalizacji zysków.]

No właśnie, zachód/imperializm niejedno ma imię i różne interesy. Na wojnie w Libii skorzystali Ruscy i Arabia Saudyjska - zwiększyli wydobycie i przejęli puste miejsce na rynku. Zachód złoża libijskie już w dużej mierze kontrolował, koncerny naftowe były tam obecne, ale głównie europejskie np. francuski Total, włoskie ENI. USA jakoś, tak średnio chciało się angażować. Oni kontrolują inne złoża, w Arabii Saudyjskiej, kompletnie zwasalizowanej politycznie, a ich wasal akurat zarabiał. Baza wypadowa w Libii? No chyba nie wyobrażasz sobie, ze NATO zaangażuje się w jakąś kolejną akcję lądową w tym regionie. Ataki lotnicze i rakietowe mogą przeprowadzać z morza.

[nie wierzę w egipską juntę, ale nic nie jest przesądzone. I właśnie dlatego imperialiści potrzebują bazy, nie można twierdzić, że wydarzenia w świecie arabskim są dla imperialistów obojętne.]

Przecież oni mają już tam bazę, i to jaką! A Izrael to pryszcz? A junta w Algierii, której nikt nie krytykuje, bo choć zdobyła władzę w drodze zamachu stanu, to był "dobry" zamach stanu, bo obalił demokratycznie wybranych islamistów. Egipską generalicję też od lat szkolono na zachodzie, to są ich ludzie.

 
Portret użytkownika cuatro
 #

"Baza wypadowa w Libii? No chyba nie wyobrażasz sobie, ze NATO zaangażuje się w jakąś kolejną akcję lądową w tym regionie. Ataki lotnicze i rakietowe mogą przeprowadzać z morza."

Kto wie, kiedy będzie trzeba znowu ratować demokrację? :) W Libii mimo zaklinania się NATO, że nie będzie sił lądowych, działały przecież brytyjskie, amerykańskie i francuskie siły specjalne. Poza tym taka baza może być też straszakiem (świadomość, że są tuż "za rogiem").

"Przecież oni mają już tam bazę, i to jaką! A Izrael to pryszcz? A junta w Algierii, której nikt nie krytykuje, bo choć zdobyła władzę w drodze zamachu stanu, to był "dobry" zamach stanu, bo obalił demokratycznie wybranych islamistów. Egipską generalicję też od lat szkolono na zachodzie, to są ich ludzie."

Co do generalicji egipskiej zgadzam się całkowicie. Bez dwóch zdań. I Egipcjanie mają już ich powoli dość (http://therealnews.com/t2/index.php?option=com_content&task=view&id=31&I...).
Zgadzam się - jest Izrael, jest Algieria, jest też Arabia Saudyjska (vide interwencja w Jemenie), Afganistan, Irak... Chodzi generalnie o to, że USA od połowy lat 50. zwalczają wszelkie niezależne ruchy i reżimy na Bliskim Wschodzie, co by nikomu nie strzeliło do głowy kurka zakręcić. Zwłaszcza, że ze względu na wspólny język i kulturę może nastąpić efekt domina - czego byliśmy i jesteśmy świadkami (podobna sytuacja miała miejsce w latach 50. i 60. - zaczęło się od Nassera i poszło...). Dlatego racjonalnie jest ze strony USA mieć w regionie jak najwięcej baz i marionetek.

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Ochotnik