Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 2 użytkowników i 37 gości.

Krzysztof Wójcicki: Pornografia zamiast polityki

Palikot manifestuje swoje priotytety

Wybory parlamentarne 9 października 2011 były wydarzeniem na wskroś przełomowym. Mainstreamowe media z hukiem odtrąbiły „historyczny sukces” PO, która jako pierwsza partia w historii dwa razy z rzędu wygrała wybory parlamentarne, co najprawdopodobniej oznacza kolejne cztery lata rządów koalicji PO-PSL. Oznacza to że Tusk opanował tę sztukę której jego poprzednicy nie opanowali – chodzi tu o utrzymanie elektoratu sprzed czterech lat. Patrząc na spoty wyborcze Platformy, elektorat ten został utrzymany w dość niewyszukany, prymitywny sposób, poprzez zastraszanie, że przyjdą ci „źli” - zwolennicy PiS, obrońcy krzyża, ewentualnie kibole i oni zagłosują wbrew opinii „przeciętnego normalnego obywatela” dla którego „prawidłowym” wyborem byłaby rzecz jasna wyłącznie lista Platformy Obywatelskiej. Propaganda ta okazała się być skuteczna, ponieważ liczne, całkiem realne prognozy zwycięstwa PiS-u w wyborach okazały się być fałszywe. Stabilność władzy, jaka została uzyskana dzięki tym wyborom cieszy nie tylko zagrzewających miejsca na rządowych stołkach polityków Platformy, ale przede wszystkim – ludzi biznesu którzy teraz mają pewność że nowy rząd nie będzie się sprzeciwał ani kontynuacji karkołomnej wyprzedaży polskiego majątku narodowego, ani nie doprowadzi do podwyżki podaktów dla najbogatszych, ani do jakichkolwiek prosocjalnych reform wyraźnie uderzających w burżuazję.
 
 
Jeżeli tylko dojdzie do ponownego sformułowania koalicji z PSL-em, oznacza to, że poprzedni rząd utrzyma się w obecnym bądź nieznacznie zmienionym składzie, oczyszczonym z niepewnych wobec „jedynie słusznej” doktryny liberalnej elementów, takich jak minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak.
 

Bezsprzecznie, jedynym zasługującym na tytuł „czarnego konia” w minionych wyborach jest Janusz Palikot wraz ze swoją partią – Ruchem Palikota. Konfrontując poglądy Palikota z poglądami przeciętnego Polaka – robotnika, bezrobotnego, mieszkańca małej miejscowości, który jest  przeciwny neoliberalnej polityce ostatnich rządów, a jednocześnie niezbyt chętny do głoszenia postawy „lewicy obyczajowej”,   liberalne zarówno obyczajowo jak i gospodarczo poglądy Palikota wydają się być na przeciwnym biegunie. Niemniej jednak faktem jest, że na Palikota głosowali  nie tylko typowi burżuazyjni liberałowie czy drobnomieszczańscy zwolennicy wyzwolenia konopii ale właśnie – i to przede wszystkim – zatomizowane, nieświadome swoich rzeczywistych interesów jednostki szukające głosu protestu przeciwko obecnej sytuacji. Protest ten skrystalizował się w 10%  głosów jakie otrzymał Ruch Palikota. W obliczu braku realnego,autentycznego ruchu społecznego protestu, porównywalnego z Samoobroną sprzed dekady, to Palikot skanalizował nieświadome głosy buntu. Stwierdzenie że „biedota głosuje na PiS” nie jest wcale takie jednoznaczne, bo już nawet ten głos na partię Jarosława Kaczyńskiego wymaga pewnego poziomu świadomości od robotnika, bezrobotnego, czy emeryta – musi on być świadomym tego, do czego doprowadza rząd Tuska, kojarzyć fakty takie jak rosnące bezrobocie czy proceder zatrudniania na umowy śmieciowe z polityką rządu i twierdzić że to PiS jest mniejszym złem w porównaniu do Platformy. A do poparcia Palikota wystarczy bierny sprzeciw, a wszelkie próby poszukiwania politycznego reprezentanta swoich interesów odsuwają od głosowania na Palikota wszystkich poza kapitalistami i burżuazyjną młodzieżą domagającą się legalizacji „trawki” o której głosy Palikot walczy – jak widać dość skutecznie z Nową Prawicą Janusza Korwina Mikke, stale okupującej jeden procent głosów najbardziej oczadzonej liberalnymi bzdurami i oderwanej od rzeczywistości, a jednocześnie dość aktywnej politycznie młodzieży.
 
 
Pijarowa dyktatura trzyma się mocno
 
Tradycyjnie już, nowy sejm zostanie całkowicie wypełniony wyłącznie przez partie burżuazyjne.co nie  jest żadną nowością. Żadna z sił obecnych w poprzednim parlamecie nie uzyskała wyniku poniżej progu wyborczego, co  oznacza że po „utonięciu” 4 lata temu Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin proces permanentnej wymiany kadr na szczytach należy już do przeszłości. W nowym parlamencie są nie dość że wszyscy ci sami, ale niemal wyłącznie ci sami co byli w starym, bo wyjąwszy takie lewicowe (obyczajowo) osoby kandydujące z list Ruchu Palikota jak Wanda Nowicka to partia ta wywodzi się przecież z konsekwentnie liberalnego skrzydła PO. Mamy do czynienia więc z postępującym procesem izolacji elit od społeczeństwa, co uwidacznia wyraźną fasadowość burżuazyjnego parlamentaryzmu. A jeszcze przecież w latach 2001 i 2005 liberalne szczekaczki wyły z wściekłości i pluły jadem jak dwucyfrowe wyniki osiągał reprezentant autentycznego, oddolnego ruchu społecznego – Andrzej Lepper.
 
W tych wyborach startowała tylko jedna siła polityczna zasługująca na miano lewicowej - Polska Partia Pracy. SLD, a zwłaszcza Ruch Palikota to bez wątpienia liberalne partie burżuazyjne.
 
Wynik Polskiej Partii Pracy na poziomie 0,55% pokazuje niesłychaną szczelność obecnego systemu politycznego na jakiekolwiek próby wylansowania politycznej alternatywy drogą czysto parlamentarną. Zwłaszcza że kampania została przygotowana z rozmachem i niesłychanie perfekcyjnie pod względem merytorycznym. Oczywiście pewne elementy graficzne, ogólnoprogramowe, retoryczne mogłyby być lepsze, a dobór kandydatów  - staranniejszy, ale te wszystkie elementy nie miałyby jakościowego wpływu na wynik, możliwe jest że wzrósł by on w najlepszym wypadku do 0,8 – 0,9%, co sytuowało by PPP, tak jak teraz, daleko poniżej progu wyborczego i progu finansowania z budżetu państwa, zmobilizowałoby to bowiem  wyłącznie wąską niszę ludzi już przekonanych do partii i kojarzących ją, który teraz zostali w domu.  Lepsze dopracowanie pewnych spraw to jednak stanowczo za mało aby obudzić drzemiącego olbrzyma – ludzi pracy dla których program PPP reprezentuje ich żywotne interesy, a którzy albo są zniechęceni do jakiejkolwiek polityki, przez co nigdy nie głosują, albo wybierają mniejsze zło w postaci jednej z mainstreamowych partii burżuazyjnych która rzekomo ma być lepsza niż inne, konkurencyjne wobec niej. Niewątpliwie niepowodzeniem okazał się eksperyment z działaczami Samoobrony na listach. Dawny oddolny ruch protestu, jakim była Samoobrona, wygasł już dzisiaj bezpowrotnie, przez co polskie chłopstwo w swoim głosowaniu nie kierowało się znanymi sprzed lat nazwiskami, lecz głosowało tak, jak reszta tego społeczeństwa.
 
Potwierdza to tezę Marksa, że Współczesna władza państwowa jest jedynie komitetem, zarządzającym wspólnymi interesami całej klasy burżuazyjnej [1]. Bowiem żadne starania nie mogły doprowadzić do sukcesu wyborczego partii, której istnienie przedstawiciele kapitalistycznych elit najchętniej wolałyby ukryć. Bierność polityczna mas pracujących jest swoistym buforem bezpieczeństwa i legitymacją panującego reżimu dyktatury kapitału. To też daje odpowiedź na pytania, jak też mniejszość jaką stanowi burżuazja może zachować władzę przy formalnej władzy większości obywateli jaka występuje w demokracji burzuazyjnej. O wszystkim rozstrzyga kwestia świadomości, a dopóki propaganda klasy rządzącej ma większy wpływ na świadomość niż własne, partykularne interesy proletariusza, to system polityczny i społeczno-gospodarczy jest stabilny nawet mimo że prawo daje formalnie obywatelom bardzo szerokie prawa, włącznie ze zmianą treści ustawy zasadniczej.
 
 
 
Mimo iż rok 2011 zapisze się w historii jako rok arabskiej wiosny, regularnych walk strajkowych greckiej klasy robotniczej, protestów młodzieży w Hiszpanii, jak i wielu innych krajach świata, to w naszym kraju, przynajmiej licząc do połowy października jest to nadal okres reakcji, okres bierności politycznej. 
 
 
 
 
 
 Jak pisał Lenin, opisując wydarzenia w Rosji po stłumieniu przez carat rewolucji 1905 roku
 
Upadek, demoralizacja, zamęt, zaprzaństwo, pornografia zamiast polityki (…) Mistycyzm jako zewnętrzna szata nastrojów kontrrewolucyjnych [2]
 
Jakże doskonale opisuje to sytuację polityczną w naszym kraju. Wynik PPP, który był swoistym sprawdzianem dla prorobotniczej lewicy w Polsce, której ta partia jest jedynym reprezentantem okazał się krótko mówiąc  - bardzo słaby, stąd pewnie ludzie jej nieprzychylni odtrąbią koniec tego projektu politycznego z samej racji uzyskania ułamkowego wyniku w wyborach. Tymczasem
 
Właśnie ogromna porażka przynosi partiom rewolucyjnym i klasie rewolucyjnej prawdziwą i najpotrzebniejszą naukę, naukę prowadzenia walki politycznej. Przyjaciela poznaje się w nieszczęściu. Pobite armie dobrze się uczą[3]
 
 
Mimo osiągniętego wyniku, wybory pod kilkoma względami można bowiem zaliczyć do sukcesów. Po pierwsze – była to prawdziwa szkoła agitacji politycznej dla wszystkich ludzi aktywnie popierających i zaangażowanych w kampanię, co zaprocentuje na przyszłość, przede wszystkim jako doświadczenie polityczne. Po drugie – udało się powiedzieć to co partie burżuazyjne skrzętnie chciałyby ukryć. Polska Partia Pracy już w 2005 roku mówiła o nowym barbarzyństwie kapitalizmu jakim jest proceder zatrudniania na „umowy śmieciowe”, odbierające ludziom pracy podstawowe zdobycze, wywalczone w ogniu krwawych walk klasowych, takie jak ośmiogodzinny dzień pracy czy prawo do urlopu, przywracając najbardziej nagie i bezwstydne oblicze systemu kapitalistycznego znanego z XIX wieku. 300 złotych za miesiąc pracy przy polskich cenach – to nie jest koszmar senny, to rzeczywistość jaką dosadnie pokazał w jednej z debat ministrowi Rostowskiemu przewodniczący Ziętek. Dopiero ta kampania wyborcza zmusiła rząd do zaprzestania ukrywania istnienia tego problemu, przy czym rozwiązanie prezentowane w liberalnym raporcie „Młodzi 2011”, ponieważ kluczowym dla rozwiązania tego problemu jest ukrócenie bezkarności kapitalistów stosujących te formy zatrudnienia.
 
 
To co przemawia do rządu nie przemawia jednak do sekciarzy. Polityczna ślepota bywa jednak czasami nieuleczalna, szczególnie jeśli związek danej grupy politycznej z nauką marksizmu ogranicza się do rozkazów i funduszy płynących z Wysp Brytyjskich. Rzeczą którą jest najłatwiej ukryć swoją ignorancję i bankructwo polityczne są puste frazesy, nie mające pokrycia w realnej działalności, za którymi idzie kompletne oderwanie od realiów.
 
Ze wszystkich rozbitych partii bolszewicy cofnęli się w największym porządku, z najmniejszymi stratami dla swojej  >>armii<<, najbardziej zachowując swoje podstawowe kadry, z najmniejszym(pod względem głębokości i nieuleczalności ) rozłamami, z najmniejszą demoralizacją, z największą zdolnością do wznowienia pracy w najszerszym zakresie, najbardziej prawidłowo i najenergiczniej.
 
A osiągnęli to bolszewicy wyłącznie dlatego, że bezlitośnie zdemaskowali i przepędzili precz rewolucjonistów frazesu, którzy nie chcieli zrozumieć, że trzeba się umieć cofnąć, że trzeba koniecznie nauczyć się pracować w najreakcyjniejszych parlamentach, w najreakcyjniejszych zawodowych, spółdzielczych, ubezpieczeniowych i tym podobnych organizacjach.[4]
 
 
 
Perspektywy na przyszłość
 
 Gnicie i depresja w jakiej znajduje się światowy kapitalizm, nie pozwolą na to aby rząd mógł pozwolić sobie na kolejne chwyty pod publiczkę, zresztą nie będą one już mu do niczego potrzebne. Rząd bowiem skrzętnie i słusznie z punktu widzenia swoich wlasnych partykularnych interesów przeciągał antyspołeczne uderzenie aby zapobiec powstaniu masowego ruchu protestu który odebrałby liberałom władzę. Podniesiona została płaca minimalna, która wzrosła o 124 złote, mając osiągnąc 1 stycznia 1500 złotych netto,  podczas gdy rok wcześniej zaledwie o 59. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze i tak jak w trzynastym roku rządzenia, po czwartych wygranych wyborach z rzędu, warszawska PO zdecydowała się na drakońskie podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej tak w piątym roku swojego premierowania pewne jest że Tusk rozpocznie nową, bezwstydną, antypracowniczą i antyspołeczną ofensywę, przygnieciony zobowiązaniami wobec, rządzonej przez bankierów a nie przez demokrację [5] Unii Europejskiej, jak do bólu szczerze określił ten zdychający twór Krzysztof Rybiński. Z pewnością – będzie się działo. Obiektywna sytuacja polityczna może ulegać bardziej gwałtownym zmianom co może rodzić bardzo pomyślne dla marksistów nadzieje i perspektywy. Im gwałtowniejsze będą polityczne wstrząsy tym więcej może należeć od nas samych przy czym decydujące znaczenie będzie mieć organizacja polityczna ruchu robotniczego który powinien stać na czele ruchów społecznych. Dopiero to da szanse na znaczące zmiany na scenie politycznej, bowiem te wybory pokazały dobitnie że propaganda „czysto wyborcza” niezależnie od stopnia dopracowania może przynieść niszowej partii nie występującej w sondażach  wynik wyłącznie ułamkowy.
 
Bowiem w burżuazyjnym systemie politycznym siłom reprezentującym klasę robotniczą i żywotne interesy większości społeczeństwa nic nie jest podane na tacy, z racji głębokiej, fundamentalnej i nieprzejednanej sprzeczności interesów między pracą a kapitałem każde zwycięstwo klasy robotniczej musi zostać wywalczone krwią i potem i z równą zażartością bronione. Tak, jak to było z ośmiogodzinnym dniem pracy.
 
 Wyniki wyborów pokazały bardzo ważną rzecz – były prawdziwym kubłem zimnej wody dla wszystkich którzy uwierzyli w cudotwórcze własności demokracji parlamentarnej i systemu wyborczego, tych którzy łudzili się,  że partia taka jak PPP może samą agitacją przedwyborczą bez aktywnego udziału walki mas pracujących, osiągnąć choćby skromniutki sukces.
 
Nie jest to jednak możliwe  ponieważ klasowa dyktatura burżuazji została tak skonstruowana, żeby była stabilna a nie autentycznie demokratyczna.   W tym systemie nic się nie zmieni, ten system co najwyżej  może  i zarazem musi zostać zniszczony w ogniu walki klasowej, a wybory są istotnym, cennym doświadczeniem , ale co najwyżej przystankiem na rewolucyjnej drodze do sprawiedliwego, socjalistycznego społeczeństwa.
 
12 października 2011
 
Przypisy:
 
[1] Karol Marks, Fryderyk Engels, Manifest partii komunistycznej
 
[2] W.I.Lenin Dziecięca choroba lewicowośći w komunizmie, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1949, str. 14-15
 
[3] tamże
 
[4] tamże
 
[5] http://1917.net.pl/?q=node/5702
 
 

Portret użytkownika Roger
 #

Dwie partie odniosły dużą porażkę w minionych wyborach: SLD i PPP. Obie utraciły ok. 33% elektoratu na korzyść Ruchu Palikota. Myślę, że przyczyna jest identyczna. Obie partie "uładziły" program i dostosowały go do wymagań "porządnych" obywateli z centrum. PPP zrezygnowała oficjalnie z jakichkolwiek postulatów obyczajowych aby nie drażnić katolików. Tymczasem Palikot wyraźnie jechał na postulatach antyklerykalnych i zebrał 10%.

Sojusz z Samoobroną a dokładnie z patriotycznym skrzydłem Samoobrony nie przyniósł spodziewanego wzrostu poparcia. Natomiast był bezpośrednią przyczyną wciągnięcia na warszawską listę dwu nacjonalistów. Spowodowało to głos oburzenia na lewicy i będzie skutkować w kolejnych wyborach.

Program partii - słuszny oczywiście - był sprzedawany w opakowaniu "po wyborach wprowadzimy podatek ...". Do samego piątku przewodniczący partii mówił o przypuszczalnym zwycięstwie w wyborach i oczywistych błędach sondażowni.

Odejście Wandy Nowickiej z listy, rezygnacja GPR i inne powodują, że trzeba zastanowić się nad skutecznością scentralizowanego modelu partii. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do PO, nie skutkuje to zwycięstwem wyborczym.

 
Portret użytkownika tres
 #

1. Nie około 33, ale około 50% bo w 2007 LiD dostało nieco ponad 2 miliony głosów a PPP 160 tysięcy, natomiast w 2011 SLD około miliona a PPP 80 tysięcy, jak pokazuje PKW.

Ważniejszym liczbowo zjawiskiem był jednak spadek frekwencji - w 2007 głosowało 16.1 miliona (52%), w 2011 14.3 miliona (48%). A w tych 1.8 miliona więcej co zostało w domach to większość stanowią ludzie biedni, z małych miejscowości, robotnicy, rozczarowani systemem, czyli właśnie elektorat PPP.

2. Jeśli chodzi o liberalną obyczajowo część SLD która głosowała na listy tej partii w celu poparcia kandydatur osób takich jak Nowicka czy Biedroń to rzeczywiście tacy ludzie odpłynęli do Palikota. Nie odpłynął beton post-PZPR-owski dla którego "towarzysze z SLD" to nadal "jedyna prawdziwa lewica"

Natomiast jeśli chodzi o wyborców PPP to to zjawisko było znacznie skromniejsze i nie większe niż dla jakiejkolwiek innej partii bo prawda jest taka że Palikot zabrał wszystkim. Wątpię żeby postulaty "obyczajowe" cokolwiek dały bo i tak ludzie dla których są one najważniejsze poszliby do Palikota. Dobrze się więc stało że w kampanii PPP nie były one eksponowane, ponieważ po latach karkołomnych eksperymentów z gejparadami które wkurzały górników wyrobiło to partii słuszne oblicze lewicy społecznej z tolerancją dla różnych poglądów na kwestie obyczajowe, co nam się nad wyraz podoba, jako że wychodzimy z założenia że podział klasowy powinien stać ponad podziałem światopoglądowym.

3. Sojusz z Samoobroną przyprowadził na listy Mateusza Piskorskiego, Lecha Kuropatwińskiego i paru innych działaczy tej partii natomiast "obrońcy krzyża" Jan Strzeżek i Henryk Krakowiak nigdy nie mieli nic wspólnego z Samoobroną i znaleźli się na listach z rekomendacji Wspólnoty Samorządowej. Nie będzie to skutkować "oburzeniem na lewicy" bo "lewica" która się tym oburzyła na śmierć wymiksowała się w ogóle z jakichkolwiek związków z poważną polityką - mowa tu o GPR-AS i PD i nie odegra już żadnej, nawet tak skromnej jak odgrywała ostatnimi laty, roli.

4. Gdyby PPP nie była scentralizowana tylko byłaby luźną federacją różnych pomniejszych ugrupowań to po tych wyborach przestałaby istnieć. Wątpie też czy w ogóle zobaczylibyśmy jej kandydatów na listach wyborczych, patrząc po tym jak w niebycie pogrążyły się praktycznie partie pozaparlamentarne, poza PPP tylko Korwin jeszcze jakoś się trzyma. To niegdyś potężna Samoobrona szukała schronienia na listach PPP i to najlepiej pokazuje że problem nie leży w strukturze partii, która na dziś dzień jest jedyną możliwą "formą przetrwalnikową" jej na permanentny w naszym kraju, mimo wzrostu ruchów protestu na świecie, okres reakcji, ale w bierności społeczeństwa którą wywalczyły i w interesie umocnienia dyktatury burżuazji w Polsce wywalczyły populistyczno-piarowe rządy Platformy. Do czasu, bo po wyborach rządy PO zrobią to co w warszawie po ostatnich samorządowych i wtedy Tusk, jeśli nadal będzie się uśmiechać, to będzie to co najwyżej dobra mina do złej gry.

5. Polityczne samobójstwo GPR-AS nie jest żadnym argumentem jeśli chodzi o PPP, co najwyżej jest argumentem dla wszystkich rozsądnych lewicowców, w tym też członków i działaczy tej partii, aby bardziej uważali na kloakę, jaką są sterowane z Londynu sekty trockistowskie. Także dla naszych czytelników, do których apelujemy, aby unikali wiązania się z emisariuszami z Wysp Brytyjskich.

 
Portret użytkownika p
 #  
Portret użytkownika uno
 #

Owszem, ciekawe. Może sugerować,że Palikot próbuje rozmontować projekt PPP poprzez dotarcie do Sierpnia i przejmowanie środowisk związkowych. To składanie kwiatków może być zarówno nic nie znaczącym, kurtuazyjnym incydentem (jak zaproszenie prezydenta Kaczyńskiego na zjazd związku, czy list kondolencyjny po jego śmierci - co wprawiło w histerię całą drobnomieszczańską lewiznę obyczajową) jak i bardzo ważnym sygnałem nadchodzących problemów. Pozostaje mieć nadzieję, że dezerterzy z partii robotniczej, którzy w ślad za swoją ukochaną obyczajówką - wcześniej, czy później trafią do Palikota - nie przyłożą ręki do tego kur....twa .

 

Społeczność

1917 rev