Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 116 gości.

Julian Brun: Z dziejów współczesnej idei narodowej (fragment)

Julian Brun

Walka klasowa i formowanie się nowoczesnego narodu
 
Naród jest wytworem historycznego procesu stosunkowo niezbyt dawnego. Narody europejskie formowały się w ciągu stuleci pod działaniem przemian gospodarczych i rozwijających się na ich podłożu sił społecznych, niejako pod powierzchnią oficjalnej historii, pod skorupą panujących podówczas formacji politycznych i ideologicznych. Dopiero w XV i XVI wieku życie kulturalne przodujących krajów europejskich przybrało charakter narodowy, znajdując w niektórych wyjątkowych wypadkach ramy i bodźce we wczesnej unifikacji państwowej.
 
Lecz naród w pojęciu dziś powszechnie znanym i odczuwanym, wraz z całą nadbudową ideologiczną przenikającą do najszerszych mas (świadomość narodowa, jedność narodowa, patriotyzm), datuje się dopiero od epoki rewolucji francuskiej, wojen rewolucyjnych i napoleońskich. Zaś nacjonalizm ludożerczy świeższej daty- wytworem drugiej połowy XIX wieku.
 
Jak daleko sięga wstecz pisana historia społeczeństw ludzkich i podania, zapisane przez późniejszych kronikarzy, istniały plemiona i grupy plemion, etnicznie pokrewne, mówiące pokrewnym dialektem, lecz nie stanowiące wspólnoty narodowej; istniały plemiona, zajmujące określone terytorium, lecz nie mające poczucia, że jest to ich terytorium narodowe, plemiona łatwo zmienające to terytorium na inne w wielkich wędrówkach ludów i plemiona, mające podobny tryb bytu ekonomicznego, który nie tworzył wszakże pomiędzy nimi żadnej więzi narodowej, lecz przeciwnie- odosabniał i przeciwstawiał sobie zamknięte ekonomicznie grupy rodowe i plemienne- później- posiadłości feudalne i gminy miejskie; plemiona mające pewne wspólne rysy, podobne obyczaje, tradycje i wierzenia- co jednakże, wobec braku innych więzi nie tworzyło wspólnoty narodowej.
 
Od tysiącleci istniały państwa- monarchie despotyczne i miejskie republiki handlowe- lecz ani jedne ani drugie nie były państwami narodowymi w nowoczesnym znaczeniu tego słowa [1]. Monarchie obejmowały wielość plemion i wielość języków, przy czym klasy panujące różniły się często od mas ludowych nie tylko kulturą ale i językiem; zdobywcy częstokroć przyjmowali kulturę i język ludów podbitych, najbliższe językowe grupy plemion tworzyły częstokroć odrębne i wrogie sobie państwa.
 
Abisynia zachowała dość wiernie obraz państwa starożytności, obejmującego na różnych stopniach hierarchii społecznej i w tej samej kaście, obok siebie różne rasy, języki, religie i kultury. Nominalnie wszechmocna władza cesarska, zespolona z władzą kapłańską lub współzawodnicząca z nią, wkracza w rzeczywistości bardzo słabo w rozdrobniony byt społeczno-ekonomiczny, patriarchalno-pasterski, patriarchalno albo eksploatacyjno-niewolniczy lub poddańczo-feudalny. Język pisany różni się nawet od najbardziej rozpowszechnionego języka kasty rządzącej, tym bardziej od języków ludowych
 
Japończycy, liczą swą historię na 2,5 tysiąca lat, lecz naród japoński formował się dopiero w epoce odpowiadającej europejskiemu średniowieczu i czasom nowożytnym, poprzez przemiany- pomimo izolacji- uderzająco analogiczne.
 
Chiny- to wielki kompleks cywilizacyjny Dalekiego Wschodu, nasuwający analogię z cesarstwem rzymskim naszej ery. Z tego kompleksu cywilizacyjnego, o początkowo identycznej kulturze i piśmiennictwie klasy panującej, wyodrębniły się Japonia, Korea, Indochiny. Z tego trzonu dopiero w naszych oczach formuje się naród chiński i nie jest wykluczone, że ukażą się z czasem w tym trzonie dziś jeszcze niewidoczne separatyzmy narodowe.
 
Z drugiej strony- mamy na kontynencie amerykańskim narody zupełnie nowe, których stawanie się znane nam jest odpoczątku z laboratoryjną dokładnością.
 
Aż do czasó nowożytnych przynależność do określonego stanu, przynależność do kościoła "powszechnego" lub wyznania prześladowanego, podległość suwerenowi (zwierzchnikowi w hierarchii feudalnej) przeważały w świadomości ludzi nad poczuciem wspólnoty narodowej. Państwa feudalne nie były państwami narodowymi. Były to "konfederacje drobnych suwerenów, drobnych despotów, nierównych sobie, mających wzajemnie wobec siebie różne obowiązki i prawa, lecz sprawujących we własnych posiadłościach, w stosunku do swych osobistych i bezpośrednich poddanych władzę nieograniczoną i samowolną" (Guizot). Narodowość wasalów a tym bardziej mieszczan i chłopstwa była sprawą najzupełniej nieistotną. Historycy burżuazyjni zniekształcają prawdę dziejową, gdy zaprawiają historię ideologią nacjonalizmu dzisiejszej doby, gdy przypisują osobistościom historycznym średniowiecza narodowe kryteria, troski i cele. Nawet granice państw średniowiecznych nie odpowiadały naszemu pojęciu o granicach państwowych (jak własność feudalna była różna od współczesnego, burżuazyjnego pojęcia własności). W systemie feudalnym stosunki wasalne były płynne i nietrwałe, prawa zwierzchnicze różnych suwerenów przeplatały się częstokroć bez ciągłości terytorialnej, panujący bywał suwerennym monarchą w jednej, lennikiem innego monarchy w innej ze swych posiadłości [2], dwuwładza zwierzchności duchownej i świeckiej, przywileje klasztorów i związki republik miejskich tworzyły mozaikę o fantastycznych konturach. Miasto średniowieczne, odległe geograficznie i różnonarodowe (np. miasta hanzeatyckie) utrzymywały ściślejszy związke pomiędzy sobą niż z sąsiednimi posiadłościami panów feudalnych.
 
Wojnom średniowiecza przyświecały cele najrozmaitsze- najtrudniej doszukać się w nich charakteru narodowego. Wojna feudalna jest przede wszystkim środkiem nabycia praw zwierzchniczych lub egzekwowania uroszczeń prawnych i to zarówno wojna sąsiedzka pomiędzy drobnym rycerstwem zamkowym, jak pomiędzy wielkimi władcami. Próby odróżnienia "wojny prywatnej" od królewskiej czy państwowej są bezpodstawne, jak zresztą z drugiej strony nie podobna w wielu wypadkach przeprowadzić różnicy pomiędzy rozbojem a lokalną wojną. W sprzyjających okolicznościach każdy herszt zbrojnego zastępu, któremu szczęście dopisało, nabywał prawa zwierzchnicze i przekazywał je potomstwu. Najeźdzcy nie rozbrajali wojowników plemion zwyciężonych- było to w owych czasach niewykonalne- lecz czynili z nich swoich lenników. Nie wynaradawiali i zwyciężonych- przeciwnie, często przejmowali ich język i obyczaje.
 
Średniowiecze znało już wojny handlowe, kupiecko-korsarskie, uprawiane zazwyczaj przez republiki miejskie. Wojny rycerskie były często wyprawami rabunkowymi w celu otrzymania "udziału w zyskach" handlowych przez łupienie miast, wymuszanie kontrybucji lub dotacie orężem do legendarnych bogactw arabskiego Wschodu. Zdobycie ludzi bywało w różnych okresach i różnych czasach średniowiecza celem wojny ważniejszym niż zdobycie Ziemi. Długo kwitł w Bizancjum i w zachodnich krajach śródziemnomorskich handel niewolnikami- jeńcami wojennymi, głównie z plemion słowiańskich. Niewolnictwo zanikało w miarę, jak osiedlanie jeńców na pustkowiach i przytwierdzanie ich do ziemi stawało się korzystniejsze niż sprzedawanie ich na bogate Południe. Zwabiano też zbiegów obietnicą bezpieczeństwa i wolności. Przesiedlanie znacznych jak na owe czasy, mas było rzeczą zwykłą. Nie tylko wędrówki ludów i inwazje, ale i osadnictwo średniowieczne sprzyjało mieszaniu się elementów etnicznych. Elementy różnojęzyczne i różnoplemienne w zetknięciu z sobą nie miały tak dziś powszechnej świadomej tendencji do zachowania swej odrębności. Mowa ludowa, nie utrwalana na piśmie była niestała i plastyczna, zmieniana pod względem brzmienia i form, nieustannie nasiąkająca nowymi naleciałościami. Tak tworzyły się żywe mowy, w których filolog odnajduje dzisiaj przedziwny splot źródłosłów najrozmaitszego pochodzenia. Od tego, które narzecze zostanie utrwalone i rozpowszechnione w piśmie, zależały w ogromnej mierze granice przyszłych narodów. Język północnofrancuski powoli zdobył przewagę nad langwedockim. W średniowieczu nie było jeszcze przesądzone, czy narzecza dolno-niemieckie zostaną podporządkowane literackiemu językowi górnoniemieckiemu, czy też utrwala się w piśmie odrębne jak język niderlandzki nad dolnym Renem i rzeką Skaldą [3]. Nie była jeszcze przesądzona odrębność literacka języków polskiego i czeskiego, ani kijowskiego i wielkoruskiego. Elementy przyszłych narodów znajdowały się w stanie płynnym (tą nieokreśloność odnajdujemy dziś jeszcze np. na Polesiu lub na Rusi Karpackiej).
 
W szczytowym okresie zachodnio-europejskiego feudalizmu klasa rządząca- możnowładztwo świeckie i duchowne- stanowiła wysoko nad masami ludowymi położoną społeczność o wspólnej międzynarodowej kulturze duchowej i obyczajowej, kulturze kościelno-rycerskiej. Narodowość w tej klasie panującej była szczegółem podrzędnym i nieistotnym, jak dziś folklorystyczna osobliwość w kulturze narodowej. Możny rycerz lub dostojnik kościoła był w swoim środowisku wszędzie, gdzie obowiązywał kodeks rycerski i gdzie rozumiana była kościelna łacina- masom ludowym był jednakowo daleki w swoim i obcym kraju. Potocznym językiem tej kasty mógł być lub nie być język miejscowego ludu- rola tego języka była zawsze służebna, jako wzgardzanej mowy gminu i kobiet. Językiem cywilizacji feudalnej- kościoła, prawa, polityki, nauki i literatury- była łacina. Język potoczny łatwo zmieniano w klasach panujących, bez świadomości utraty czegoś cennego ( co dziś odczuwamy w stosunku do języka ojczystego). Rycerze normandzcy szybko przyjęli we Francji język miejscowy i tę mowę przenieśli później do Brytanii, gdzie długo jeszcze pozostała językiem dworu, arystokracji i sądownictwa. Na dworach książęcych zachodniej słowiańszczyzny rozbrzmiewał język niemiecki. Książęta Mazowieccy sprowadzając krzyżaków, sprowadzali swoich, bo rycerzy i chrześcijan. Nie przychodziło też książętom słowiańskim do głowy zastanawiać się nad tym, jaka mowa brzmieć będzie w zaułkach miejskich lub we włościach rycerskich, kiedy dla określonych korzyści materialnych sprowadzali kolonistów niemieckich lub Żydów.
 
Panującą ideą polityczną feudalnego średniowiecza nie była idea narodu, lecz idea kościelno-chrześcijańskiej "powszechności" (w przeciwstawieniu do niewiernych) oraz nigdy nie zrealizowana idea powszechności świeckiej- cesarstwa rzymskiego z papiestem i cesarstwem, jako najwyższymi autorytetami, związana była  idea zwierzchnictwa przekazywanego od góry do dołu hierarchii feudalnej, prawo nadawania dostojeństw, przywilejów, dóbr.
 
Wyrazem tej średniowiecznej kościelno-rycerskiej międzynarodowości były np. wyprawy krzyżowe. Walka wszystkich ze wszystkimi w Świecie feudalnym, walka cesarzy z papieżami, zwalczanie przez królów francuskich i innych potężnych władców uroszczeń "Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego" nie przeszkadzała tej międzynarodowej powszechności średniowiecznej.
 
Obok międzynarodowej możnowładczej kultury kościelno-łacińskiej i równolegle z nią rozwijałysię pierwiastki kultur narodowych. Wyrastały one z innego pnia- ze środowisk ludowo-mieszczańskich. Ich szeroką podstawę stanowiła początkowo ustnie przekazywana twórczość literacka "gminu" oddzielonego od Świata panów murem przesądów kastowych i ciemięstwa- murem wzgardy z jednej strony i rosnącej nienawiści z drugiej. Tam żyła pieśń ludowa, przekazywane z ust do ust podanie, bohaterska epopeja, liryka i satyra. Tam się też przechowała poezja rycerska, tworzona w obozach surowych wojowników wczesnego średniowiecza.
 
 
[1] Dzieje republik miejskich starożytności wytworzyły, w toku walki pomiędzy plebsem a patrycjatem, większość znanych nam pojęć politycznych (treść jaką wkładano w te pojęcia, była zresztą różna od nowoczesnej)- w pewnym sensie także pojęcie patriotyzmu, jako cnoty, cechującej obywatela miasta- republiki. Lecz cywilizacjom opartym na niewolnictwie brakło trwałych bodźców rozwoju. Wolne klasy miejskie były zbyt słabe, by mogły utrzymać polityczną i kulturalną hegemonię także w obrębie szerzej organizacji państwowej. Patrycjusz przekształcć się we właściciela latyfundiów, plebejusz w "lumpenproletariusza" w wojennego żołdaka, miejska organizacja republikańska w monarchię despotyczną.
 
[2] Nie tylko w średniowieczu; elektor Brandenburski był, aż do pokoju oliwskiego lennikiem cesarskim w Brandenburgii, a lennikiem króla polskiego w Prusach Książęcych.
 
Źródło: "Biblioteczka Myśli Współczesnej" nr. 3, Łódź, 1946.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

front