Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 33 gości.

Dawid Jakubowski: Nie panom wysługiwać się – kwestie poglądowe (motywacje) i współczesna polityka historyczna dotycząca udziału Polaków w Rewolucji Październikowej

Czerwony Pułk Warszawy

Referat wygłoszony dnia  5 listopada podczas konferencji poświeconej obchodom rocznicy Rewolucji Październikowej
 
***
 
Nie panom wysługiwać się – kwestie poglądowe (motywacje) i współczesna polityka historyczna dotycząca udziału Polaków w Rewolucji Październikowej
 
Tematem niniejszego referatu nie jest śledzenie szlaku bojowego polskich oddziałów rewolucyjnych biorących udział w wydarzeniach Października 1917 ani skondensowany wykład faktograficzny.  Warto poświęcić uwagę temu zagadnieniu od zupełnie innej strony.  Istotą zagadnienia jest  odpowiedź na pytanie zasadnicze, skąd się wzięli w ogóle polscy żołnierze i nie tylko zawodowi czy domorośli wojskowi zaangażowani w przemiany zainicjowane na terenie Rosji.  Następnie warto się zastanowić,  jakie przyświecały tym bojownikom idee, czy wkraczali oni do tej walki z własnymi oryginalnymi pomysłami, czy też podporządkowali się narzuconej przez bolszewików dyscyplinie, jak chcieliby twórcy polityki historycznej zbliżonej do IPN.  Jeśli mowa o dalszych losach bohaterów tych wydarzeń, nie sposób przemilczeć, że tylko niewielu polskich weteranów rewolucji przeżyło rok 1938, czyli apogeum stalinowskich czystek dziesiątkujących, co antykomunistyczna historiografia pragnie wszelkimi sposobami wymazać, przede wszystkim komunistów.  Wreszcie zamknąć wypadnie niniejszą wypowiedź nawiązaniem do współczesnej polityki historycznej kształtowanej przez wrogie idei rewolucji socjalistycznej mass media wspierane wątpliwym autorytetem utytułowanych  poprawiaczy historii, czego kulminacją jest nakręcenie propagandowego filmu poświęconego wojnie 1920 przez Jerzego Hoffmana, jak też  otoczka w postaci towarzyszących temu filmowi propagandowych  publikacji, udających jedynie naukowe, rzetelne monografie – w rzeczywistości  z ograniczonymi do minimum przypisami.
 
 
 
Skąd wzięli się Polacy w różnych rejonach byłego carskiego dominium ? Polacy walczący na frontach rewolucji i wojny domowej w miejscach także tak odległych od serca  Rewolucji w Piotrogrodzie, jak np. na Syberii, Białorusi czy Ukrainie ? Jednym z najważniejszych polskich ognisk rewolucyjnych są miejsca dokąd jeszcze w dobie caratu zsyłano na katorgę polskich socjalistów o bardzo różnej przynależności organizacyjnej. Dla współcześnie lansowanej wizji historii nie są wygodne nazwiska setek tysięcy Polaków zaangażowanych w rewolucyjne przemiany, wśród których można znaleźć nie tylko znanych bardziej lub mniej działaczy SDKPiL czy PPS-Lewicy, lecz także członków tzw.PPS – Frakcji Rewolucyjnej, a więc  dawnych aktywistów organizacji, nad którą ideowo starał się zapanować  Piłsudski.  Udział działaczy tej formacji  w Rewolucji Październikowej jest czytelnym dowodem, że starania te nie zostały w pełni uwieńczone sukcesem, co zadaje kłam mitowi omnipotentnego  czołowego polskiego socjalisty, jaki chcą zaszczepić  np. publicyści i historycy związani z pismem Rzeczpospolita w cyklu okolicznościowych  zeszytów poświęconym przed dwoma laty szerzeniu kultu marszałka.  Jednak nie tylko ten kontekst warto tutaj sobie uświadomić.
 
Według  wydanego niedawno przez IPN podręcznika przez Legiony przewinęło się 25 000 osób. Podczas, gdy Polaków - rewolucjonistów październikowych było 100 000. Po wkroczeniu Piłsudskiego do Kongresówki zgłosiło się raptem 3000 ochotników, a ludność była wrogo nastawiona. Np. na Kielecczyźnie czy w Płocku (o czym wspomina urodzony tam Broniewski). Uporządkujmy te dane -  Polsce były miliony obywateli, w tym kilkaset tysięcy zdolnych do noszenia broni (nawet uwzględniając wywózki fabryk do Rosji i pobór do carskiej armii). Ilu zgłosiło się do komendanta Piłsudskiego ? 3000. W Rosji było kilkaset tysięcy Polaków. A ilu zgłosiło się do obrony Rewolucji? 100 000.
 
Drugim ważnym źródłem skąd przybywali Polacy uczestnicy Października były właśnie wspomniane wywózki fabryk w warunkach I wojny , by pracowały na potrzeby zmieniającego się frontu – tak znalazł się w Rosji przykładowo warszawski robotnik metalowiec Karol Świerczewski, późniejszy generał Walter. Jeszcze innym były również wspomniane przymusowe wcielenia do armii carskiej, których nie uniknął np. również zamieszkały w Warszawie Konstanty Rokossowski.  Zupełnie nietypową drogę odbył do Rosji już po zwycięstwie Października Julian Marchlewski, który znalazł się tam w ramach wymiany jeńców między młodą Rosją Rad a Niemcami jeszcze przed upadkiem monarchii Hohenzollernów.
 
Jakie były idee z jakimi wkraczali do walki o socjalizm Polacy - bojownicy rewolucji ? Z jakich pochodzili domów, jakie  doświadczenia wpływały na kształtowanie ich przekonań ? Na to pytanie także trudno znaleźć uniwersalną odpowiedź. Byli wśród nich zarówno przedstawiciele rodzin robotniczych, jak też synowie domów szlacheckich bądź mieszczańskich. Niektórzy z nich przyszli na świat w rodzinach, które od pokoleń związane były z ruchem wolnościowym i niepodległościowym, jak przykładowo Stanisław Zieliński  pseudonim „Zetes”, współorganizator Czerwonego Pułku Rewolucyjnej Warszawy i jeden z absolwentów Szkoły Czerwonych Komunardów, uczelni o charakterze wojskowo –politycznym dla polskich rewolucjonistów.
 
Z ważniejszych oddziałów rewolucyjnych jakie uformowały się przeważnie z byłych carskich formacji  należy wymienić: 1 Polski Rewolucyjny Pułk (Biełgorodzki Pułk Zapasowy); Czerwony Pułk Warszawy (Rewolucyjny Pułk Czerwonej Warszawy); Lubelski Pułk zorganizowany w Moskwie tzw. Specjalnej Zbiorczej Drużyny Wartowniczej; Siedlecki Pułk; 4 Pułk Czerwonej Warszawy w Witebsku; Warszawski Pułk Czerwonych Huzarów; Mazowiecki Pułk. Czerwonych Ułanów; Kawaleryjski Pułk Borewicza „Pobieda"; Mińsk Pułk, Grodzieński Pułk, Wileński Pułk, Suwalski Pułk i inne.
 
Wszystkie te pułki i inne drobniejsze oddziały weszły później w skład polskiej Zachodniej Dywizji Strzelców i walczyły niemal na wszystkich frontach wojny domowej w Republice Radzieckiej.
 
Właśnie jednym z pierwszych oddziałów (pułków) Armii Czerwonej był Czerwony Pułk Rewolucyjnej Warszawy (Rewolucjonnyj Warszawskij Krasnyj Połk — jak to określała pieczęć pułkowa). Powstał on w marcu 1918 r. w Moskwie. Pierwszy rozkaz dzienny pułku nosi datę 22.3.1918 r. W rzeczywistości już w styczniu 1918 r. kilkuset b. żołnierzy 1 Polskiego Rewolucyjnego Pułku (b. Biełgorodzki Zapasowy Pułk) przystąpiło do utworzenia nowej, rewolucyjnej polskiej formacji wojskowej; pułk biełgorodzki był bowiem pułkiem starej formacji.
 
Najbardziej związani z rewolucją żołnierze i oficerowie pułku, (który w grudniu 1917 r. liczył około 1,8 tys. ludzi) skierowali się do Moskwy, dokąd pułk został przeniesiony rozkazem dowódcy Moskiewskiego OW. Zaciąg ochotników odbywał się w ostrej walce klasowej z „Naczelnym Polskim Komitetem Wojskowym pod wodzą hrabiego Władysława Raczkiewicza reprezentantem interesów reakcji polskiej i ocalałej częściowo generalicji b. armii rosyjskiej, zgromadzonych w I Korpusie Dowbora Muśnickiego na Białorusi (twierdza bobrujska).
 
Także Pułk Biełgorodzki podlegał początkowo po rewolucji lutowej, gdy zaczęły się kształtować pułki narodowościowe władzy Muśnickiego. Już po wybuchu Rewolucji Październikowej reprezentujący Dowbora Muśnickiego generał Pawłowski zwołał wiec, na którym zakazywał żołnierzom opowiadania się po stronie rewolucji rosyjskiej, twierdząc, że jest ona sprawą tylko Rosjan. Przechodził on od plutonu do plutonu odczytując ten nakaz wskazujący zarazem na podległość pułku rozkazom Dowbora.  Wówczas – zgodnie ze wspomnieniami jednego ze  świadków pośród żołnierzy, Adama Petzolda -  wystąpił jeden z jego podwładnych, postawny chłop z lubelskiego nazwiskiem Pięta, poklepał Pawłowskiego po ramieniu i powiedział: Panie generale, ja to doskonale rozumiem, ale ja wam się więcej w dupę rżnąć nie dam.
 
24.2.1918 r. odbyło się w Moskwie zebranie żołnierzy 1 Polskiego Rewolucyjnego Pułku, na którym mówcy, przy gorącym aplauzie uczestników, wezwali polskie masy pracujące do opowiedzenia się po stronie rewolucji. Rezolucja tego zebrania pt. Pod sąd prowokatorów! została opublikowana w formie odezwy wojskowych — Polaków. Czytamy w niej:
 
„Oszukanych przez prowokatorów — wiernych psów międzynarodowego kapitalizmu — polskich robotników i włościan występujących przeciwko rewolucyjnej Rosji — wzywamy do porzucenia szeregów kontrrewolucyjnych oddziałów, do pozostawienia kontrrewolucyjnych prowokatorów sądom, polskiego i międzynarodowego proletariatu i do przyłączenia się do rewolucyjnej robotniczo-włościańskiej republiki...".
 
Rezolucja ta znalazła żywy oddźwięk wśród żołnierzy polskich, wcielonych do I Polskiego Korpusu Dowbora Muśnickiego, który obiecywał im powrót do kraju w rezultacie zwycięskich bojów z okupantem niemieckim, a w rzeczywistości zaprzedał cały korpus Niemcom, wciągając żołnierzy do walki przeciwko młodej władzy radzieckiej, przeciwko wyzwalającemu się ludowi białoruskiemu (styczeń — luty 1918 r.). Tego rodzaju awanturnicze pociągnięcia nie mogły trwać zbyt długo.
 
Żołnierze masowo opuszczali szeregi korpusu, którego stan topniał w oczach, i przechodzili na stronę bolszewików. Potwierdza to całkowicie sekretarz Rady Naczelnej Polskiej Siły Zbrojnej H. Lewandowski w swoim liście — sprawozdaniu do generała-porucznika de Hennig-Michaelisa o sytuacji w I korpusie z 25.2.1918 r.
 
Jako formacja wchodząca w skład Armii Czerwonej polscy rewolucjoniści z Czerwonego Pułku składali, jak wynika ze wspomnień jej uczestników, nie bez wzruszenia, przysięgę zgodnie z którą mieli oni zachowywać się z honorem, uczyć się rzemiosła wojskowego, chronić mienia ludowego i wojskowego przed grabieżą i zniszczeniem, oraz  bronić socjalistycznej republiki przed wszelkimi jej wrogami, jak również nie szczędzić sił i życia w walce o socjalizm i urzeczywistnienie idei braterstwa pomiędzy narodami.  Uroczystość odbyła się w Fabryce Michelsona 11 maja 1918 r. Przybył na nią Lenin w towarzystwie Juliana Marchlewskiego i Stanisława Bobińskiego, by osobiście odebrać przysięgę. Ułani mazowieccy powitali go  tworząc nad głową szpaler ze skrzyżowanych szabel nad głową przechodzącego w stronę trybuny przywódcy rewolucji. Jak wspominał po latach jeden z uczestników Stefan Czuperski -  Lenin, który niemal niezauważalnie uchylił głowę idąc w kierunku trybuny, gdy  już stanął na niej powiedział: Wy Polacy macie fantazję, w pewnej chwili myślałem, że jedna z szabli spadnie mi na głowę. Przemawiał przez blisko pół godziny, żegnając wyruszające na front wedle słów Czuperskiego wojska składające się z Polaków.
 
Potem żołnierze powtarzali słowa roty tej przysięgi wypowiadane przez Lenina.  Cytując za potwierdzoną także przez kilkoro innych świadków relacją jednego z ją składających : Przystąpiwszy do części oficjalnej, jeszcze przed przysięgą, Włodzimierz Iljicz w swoim przemówieniu przeprowadził porównanie między rolą armii carskiej i Armii Czerwonej, a następnie wymawiał słowa przysięgi, które były powtarzane przez oddziały wojskowe w podniosłym nastroju z podniesioną ręką.
 
Zarówno dowództwo, jak i żołnierze pułku warszawskiego zdawali sobie sprawę z tego, że na ich barkach spoczywa odpowiedzialność za reprezentowanie honoru polskich czerwonoarmistów tak w boju, jak i w codziennej służbie, obowiązek wymazania krzywdy, wyrządzonej Polakom w Rosji hańbiącą działalnością Dowbór-Muśnickiego.
 
Dzięki dobrej organizacji i troskliwej opiece politycznej SDKPiL, zwłaszcza St. Bobińskiego, pułk szybko rozwinął się w jednostkę gotową do wypełnienia zadań bojowych. Dowódca Czerwonego Pułku Rewolucyjnej Warszawy Stefan Żbikowski, występując 12.5.1918 r. w Moskwie na II Konferencji Grup SDKPiL w Rosji, przy burzy oklasków, oświadczył:
 
„...pułk jak dotąd tak i nadal stać będzie na czele Rewolucji, poświęcając wszystkie siły walce o socjalizm. Czerwony pułk gotowy jest w każdej chwili, na każde skinienie władzy sowieckiej, iść do walki z wrogami Rewolucji...".
 
Wypada  powiedzieć kilka słów o Stefanie Żbikowskim. Ten  jeden z najzdolniejszych polskich organizatorów wojskoworewolucyjnych, urodził się, jak stwierdza jego siostra, w 1891 r. w Świdniku k. Lublina. Szkołę średnią ukończył w Brześciu. Następnie studiował na Wydziale Matematycznym Uniwersytetu Warszawskiego i tu nawiązał kontakt z rosyjska organizacją lewych eserów (lewych socjal-rewolucjonistów).
 
W początkach pierwszej wojny światowej Żbikowski z dyplomem akademickim w kieszeni wyjechał w głąb Rosji, gdzie został zmobilizowany i ukończył szkołę.
 
Rewolucja zastała go w jednym z pułków liniowych 6 armii na Podolu skąd wraz z Klemensem Roguskim i Stanisławem Szczepańskim przeniósł się w końcu grudnia 1917 r. do pułku biełgorodzkiego. Trafił na moment przenoszenia się biełgorodczyków do Moskwy.
 
W Moskwie w ciągu dwu tygodni dał się poznać biełgorodczykom jako działacz tej miary, że Komitet Pułkowy powołał go na wakujące po Jackiewiczu stanowisko dowódcy pułku z wyboru.
 
Jeszcze przed tym Żbikowski nawiązał w imieniu pułku kontakt z SDKPiL oraz PPS-Lewicą (rzecz charakterystyczna, że nie dążył do stałych powiązań z lewymi eserami), po wyborze zaś zacieśnił więzy dawnej znajomości ze starym bolszewikiem Murałowem, dowódcą Moskiewskiego Okręgu Wojskowego.
 
25.2.1918 r. odbył się z inicjatywy Żbikowskiego ostatni wiec biełgorodczyków, na którym pułk postanowił rozwiązać się i utworzyć Czerwony Pułk Warszawy, stanowiący integralną część świeżo powołanej do życia Armii Czerwonej.
 
Odpowiedni rozkaz dowództwa okręgu wydano 9.3.1918 r. Dowódcą nowej jednostki został oczywiście Stefan Żbikowski. Od tego momentu jego współpraca i z SDKPiL tak dalece się zacieśniła, że mianowany przez partię komisarzem pułku stary działacz Stanisław Bobiński osobiście przyniósł mu legitymację esdekapeilowca, doradzając dowód eserowski spalić. Były to czasy, gdy eserzy poczęli okazywać niechęć bolszewikom, z czym Żbikowski nie zgadzał się i przeto proponowaną legitymację przyjął.
 
Rozumiejąc, że w czasie wojennym pułk musi być zawsze gotowy do wykonania każdego rozkazu, jego dowódca Stefan Żbikowski z całą bezwzględnością żądał gotowości bojowej we dnie i w nocy. 24.3. przeprowadzono alarm nocny (było ich kilka). W rozkazie dziennym nr 5 zawarto uwagi krytyczne pod adresem dowódców i żołnierzy, a w rozkazie nr 7 z 28.3. surowo zabraniano samowolnych oddaleń; na przepustkę mogło wyjść do 50% załogi koszar. W rozkazie tym zabraniano także kategorycznie hazardowej gry w karty, stwierdzając, że:
 
„...pieniądze będą konfiskowane i przekazywane miejscowym radom na cele kulturalno-oświatowe, grający w karty zaś będą karani dyscyplinarnie przez sądy koleżeńskie, a w razie powtórnego wykroczenia — będą oddawani w ręce... Trybunału Rewolucyjnego".
 
Dzięki swej ofiarnej służbie i wysokiej dyscyplinie pułk zdobywał z każdym dniem należny mu autorytet i zaufanie władz radzieckich, tak wojskowych, jak i partyjnych. 22.4. Moskiewski Komisariat zażądał 30 wartowników z pułku warszawskiego oraz 20 żołnierzy — Polaków do konwojowania bezdymnego prochu z Moskwy do Riazania, wysłanego przez Moskiewski Zarząd Uzbrojenia Artyleryjskiego. W tymże rozkazie żądano ponadto 60 żołnierzy — Polaków do pełnienia służby wartowniczej w dniach 23 i 25.4.
 
Surowe wymagania w stosunku do żołnierzy pułku nie były rzeczą przypadku, reakcja bowiem nie dawała za wygraną. W całym kraju narastała fala buntów kułackich, pociągająca częściowo i chłopów średniorolnych. Masy chłopskie nie zdążyły jeszcze otrząsnąć się z wielkiego zmęczenia wojną, nie zebrano jeszcze pierwszych zbiorów z ziemi, nadzielonej im leninowskim dekretem.
 
Również w głodującej Moskwie wróg nie próżnował. 26.5. agenci interwentów wysadzili w powietrze wielki magazyn artyleryjski „Wojenne Pole", a po kilku dniach Simonowską Prochownię. W końcu maja wykryto w Moskwie wojskowy spisek białogwardyjskiej organizacji „Sojuz Zaszczity Rodiny i Rewolucji". W sukurs przyszły im bandy anarchistów, wokół których skupiali się dość licznie białogwardziści, a nawet po prostu bandyci, wykorzystujący ówczesną trudną sytuację w celu obniżenia autorytetu władzy radzieckiej lub dla zwykłej grabieży. Żerowali na cudzym, gromadząc zrabowane mienie w samowolnie zajętych wspaniałych willach. Aby stworzyć wokół siebie atmosferę „sprawiedliwych", podczas grabieży magazynów lub mieszkań prywatnych drobną część kradzionego mienia rozdawali przypadkowym gapiom.
 
11.4.1918 r. Moskiewski Komisariat Wojenny przy współudziale Nadzwyczajnej Komisji do Walki z Kontrrewolucją kierowanej przez wybitnego polskiego rewolucjonistę Feliksa Dzierżyńskiego postanowił w ciągu jednej nocy zlikwidować bandyckie gniazda grabieżców i terrorystów w całej Moskwie. W likwidacji tych ośrodków wziął aktywny udział Pułk Warszawski. 11.4. otrzymał on rozkaz likwidacji gniazda anarchistów Zamoskworieczja, na ul. Dońskiej. Według relacji jednego z uczestników tych wydarzeń Franciszka Piotrowskiego, dom, który zajęli anarchiści, był swego rodzaju forteczką, otoczoną żelbetonowym murem, w której nawet nieliczna załoga (30 ludzi), dobrze uzbrojona w broń i granaty, mogła się z powodzeniem bronić, i to przez dłuższy czas. Do zajęcia tego domu wyznaczono kompanię zwiadowców, na której czele stanął przybyły niedawno do pułku b. porucznik armii carskiej Aleksander Gadomski; wraz z siostrą - jak podaje S. Żbikowski - jako jedni z pierwszych przyłączyli się oni do rewolucji.36 Wobec zaciętego oporu anarchistów i nieudanego pierwszego ataku, podczas którego zginęli Aleksander Gadomski i Teofil Borysiewicz (ten ostatni walczył w grudniu 1917 r. z korniłowcami pod Biełgorodem), wezwano jeszcze jedną kompanię z pułku warszawskiego (dwa plutony).   Ponadto, w celu uniknięcia dalszych ewentualnych strat, przy następnych atakach piechoty uzbrojonej w cekaemy, użyto samochód pancerny i armatę polową Zamoskworieckiego Komisariatu Wojennego. Jednak i tym razem anarchiści, licząc na poparcie mieszkańców ul. Dońskiej, uparcie bronili się do samego rana.  Ludność nie podtrzymała ich jednak,  pomimo agitacji, jaką prowadzili wśród zbierających się co pewien czas gapiów (skrycie sprzyjających oblężonym).
 
Przy pomocy tych posiłków „warszawiacy" pod osłoną samochodu pancernego przedarli się na teren przeciwnika, który wywiesił białą flagę. Straty anarchistów wynosiły 2 zabitych i 2 ciężko rannych. Pozostałych odprowadzono pod konwojem na Kreml w celu przeprowadzenia śledztwa.
 
Wśród „warszawiaków", poza wspomnianymi dwoma zabitymi, było jeszcze, niestety, czterech rannych żołnierzy z obsługi karabinów maszynowych: Jerzy Milewski, Piotr Borowski, Józef Turkowski i Jan Mucha.
 
Pogrzeb poległych czerwonoarmistów z warszawskiego pułku, którzy brali udział tej nocy w likwidacji gniazda oporu anarchistów, odbył się w dwa dni później i przekształcił się w wielką manifestację mas robotniczych. „Trybuna" pisała wówczas, że takiego pogrzebu nie widziano od czasu bohaterskich dni listopadowych, kiedy to na Placu Czerwonym pod murami Kremla chowano poległych rewolucjonistów.38 Poległych „warszawiaków" pochowano obok ich braci również pod murami Kremla. Pogrzeb poprzedziła msza żałobna, którą celebrował kapel pułkowy. Znamienne są słowa dowódcy pułku w rozkazie dziennym nr 22, dotyczące walki z anarchistami:
 
„Pkt. 2. Wyrażam gorące podziękowanie wszystkim strzelcom i instruktorom za ich ofiarność i ducha bojowego wykazanego w obronie władzy radzieckiej. Szczególne podziękowanie i jednocześnie serdeczne współczucie wyrażam towarzyszom z kompanii zwiadowców i cekaemistom, którzy nie szczędząc swojego życia, bohatersko je oddali za Robotniczo-Chłopską Władzę, za zwycięstwo Robotniczej Socjalistycznej Rewolucji, w walce z wrogami socjalizmu, z ciemnymi siłami prowokatorów. Nie oddamy, towarzysze, krwawo zdobytych osiągnięć Robotniczej Rewolucji; pomścimy śmierć i rany naszych towarzyszy! Cześć i sława tym, którzy padli; Niechaj ich imiona będą w przyszłości dla nas symbolem ideowych bojowników, poległych za nasze i ogólnoludzkie wyzwolenie, za świętą sprawę robotniczą! Z nami cały robotniczy uciskany naród, my jesteśmy awangardą, jego nadzieją, jego obroną!
 
Niech  żyje Władza  Radziecka!
 
Niech  żyje robotniczo-chłopska  Czerwona  Armia!"
 
W lipcu nastąpił w Jarosławiu bunt eserów. Kontrrewolucyjna organizacja „Sojusz Obrońców Ojczyzny i Wolności", na czele z prawym eserem B. Sawinkowem i pułkownikiem carskiej armii A. Piechurowem rozpoczęła antyradziecki, białogwardyjsko-eserowski bunt. W organizacji spisku wzięli aktywny udział także ambasadorowie angielski i francuski w Moskwie, Locart i Nilaus. Celem powstania było współdziałanie w połączeniu sił wojsk interwencyjnych ententy na północy Rosji z kontrrewolucyjnym Korpusem Czechosłowackim nad Wołgą (z którego dowództwem współdziałała reakcyjna Polska Rada Zjednoczenia Międzypartyjnego).
 
O charakterze powstania świadczy anulowanie przez Piechurowa nie tylko dekretów władzy radzieckiej, ale i decyzji Rządu Tymczasowego oraz wybielanie organów carskiej władzy. W ciągu 16 dni swojego „gospodarowania" w Jarosławiu buntownicy rozstrzelali lub w barbarzyński sposób zamordowali ponad 100 komunistów. Bunt został zlikwidowany przez oddziały Armii Czerwonej, wśród których był i batalion pułku warszawskiego. Przywódcy buntu uciekli ze zrabowaną zawartością kasy Banku Narodowego. Następnie Piechurów i Sawinkow zostali aresztowani. Były eser Żbikowski wysłał na poskromienie buntu cały batalion Czerwonego Pułku Warszawy.
 
W tymże lipcu na Najwyższej Radzie Wojennej Republiki Radzieckiej Żbikowski referował sprawę pułku, stawiając wniosek o przeformowanie jednostki w dywizję. Wniosek, wobec istnienia gotowych różnych rodzajów broni, został przyjęty, a jednocześnie SDKPiL powołała go na stanowisko komisarza nowej dywizji, której nadano nazwę: Zachodnia.
 
Nadszedł listopad 1918 r. Krwawiły akurat na Froncie Dońskim zorganizowane przez Żbikowskiego pułki, kiedy on sam przyjechał do kraju z misją, której poparcia udzielił Julian Marchlewski. Chodził w wyszarzanej skórzanej kurtce i pocerowanych na kolanach szarych spodniach, nosząc w kieszeni zawsze większą sumę pieniędzy (partyjnych) i dowód na nazwisko Jana Zagórskiego. Towarzysze nazywali go według obranego pseudonimu — „Jankiem".
 
Jaką drogą widział Stefan Żbikowski dla ruchu rewolucyjnego w kraju, którego los nigdy nie stał mu się obojętny ?
 
Wspominając postawę i poglądy Żbikowskiego z listopada 1918 r., Władysław Kochański, dowódca 2 brygady Dywizji Zachodniej w wyprawie na Krym (rok 1920), wyraził się otwarcie:
 
— „Janek i ja, to niebo i ziemia". 
 
Istotnie  - komentował te wspomnienia Zieliński „ Zetes” - „Janek" wyróżniał się na każdym kroku. Według niego, należało wykorzystać niezadowolenie mas i pokierować jedną z licznych wielkich demonstracji bezrobotnych w ten sposób, aby władza państwowa przeszła całkowicie w ręce rad robotniczych. Rady te — jak wiadomo — istniały od momentu upadku kajzera ale władza polityczna i administracyjna należała w istocie do rządu Piłsudskiego, któremu podporządkowały się urzędy zorganizowane jeszcze przez Radę Regencyjną.
 
Brak jest śladów, jak przedstawiał się, choćby w główniejszych zarysach, plan Żbikowskiego. Faktem jest jednak, że postanowił działać w oparciu o ludzi dobrze sobie znanych. W tym celu podjął w marcu 1919 r. specjalną podroż z Warszawy do Mińska Biał., gdzie stał wówczas sztab Dywizji Zachodniej, i zwerbował kilku starych wiarusów, jako przyszłych sztabowców i oficerów do specjalnych poruczeń. Przyjechali więc za nim do kraju — Wojciech Szudek, Franciszek Rojewski, Józef Turkowski oraz autor wspomnień. Potencjalnie należeli do tej gromadki również Roguski i Szczepański, przybyli z Czerwonego Pułku Warszawy do kraju wcześniej.
 
Do powstania robotniczego, niestety, nie doszło z powodu aresztowania Żbikowskiego zaraz po przyjeździe z Mińska w dniu 14.3.1919 r. Na wytoczonej mu rozprawie sądowej (bronił się sam) oświadczył, że umiłował lud polski i właśnie niedola ludu skłoniła go do wstąpienia w szeregi komunistyczne. Jego planów wojskowych na szczęście nie ujawniono, tak że wyrok opiewał tylko na 5 lat więzienia.   
 
Istniał w tym czasie Wydział Wojskowy KPP, do którego należał także „Janek", skupiający szereg zdolnych i dzielnych towarzyszy, jak np. Edward Próchniak, Kazimierz Lauer i inni, nikt jednak, choć odwagi i poświęcenia mu nie brakło, nie zdecydował się zrealizować śmiałej koncepcji „Janka".
 
Po wojnie polsko-radzieckiej Zbikowski w ramach wymiany powrócił do Rosji Radzieckiej. Przez kilka lat pracował na placówce dyplomatycznej w Londynie, po pewnym jednak czasie jego pasja organizatorska popchnęła go aż na Daleki Wschód, gdzie współdziałał w tworzeniu komunistycznej armii Chin. Było to największe dzieło jego życia. Był wówczas generałem.
 
Ten sam stopień wojskowy zajmował, gdy następnie powołano go na stanowisko wykładowcy w Akademii Sztabu Generalnego im. Frunzego w Moskwie, w tym ostatnim okresie jego życia powstał Szkic do historii Dywizji Zachodniej, szczupłe i jak dotychczas jedyne dzieło traktujące o polskich jednostkach Armii Czerwonej w okresie rewolucji. Dzieląc los wielu innych polskich komunistów emigrantów, w tym kadry oficerskiej Czerwonego Pułku został aresztowany przez NKWD w czerwcu 1937 roku jako "wróg ludu". Rozstrzelano go w październiku 1937 roku. Został zrehabilitowany pośmiertnie.
 
Warto przypomnieć pieśń, którą śpiewali „warszawiacy” idący do boju. Jej tekst napisał poeta Bogdan Żyranik, pseudonim Adam Koziarski. Słowa te pozwolą uświadomić sobie, jakie idee przyświecały tym bojownikom o fundamentalne wolności człowieka, patriotom proletariackim i zarazem internacjonalistom, pragnącym walczyć za wolność waszą i naszą, gdziekolwiek widzieli gwałt i niesprawiedliwość. Jakie idee determinowały postępowanie ludzi, którzy nie chcieli służyć ani obcemu ani rodzimemu wyzyskiwaczowi i dla których wrogiem nie był obcy lud:
 
 

See video

 
Nie panom wysługiwać się,
nie tron ich wpierać krwawy -
Wolności ludu bronić chce
Czerwony Pułk Warszawy.
Nie otumanią słowa nas
z pałacu czy z ambony -
przewodni znak roboczych mas
to sztandar nasz czerwony.
Nam szepcą: Polska - święta rzecz,
więc polskim panom służyć...
I chłopską krew, a pański miecz
dla dobra kraju użyć.
A my odkrzykniem: wara wam,
roboczej krwi złaknionym,
od naszych bram - wszak wstaje "cham"
i wali wasze trony.
Nie wrogiem naszym obcy lud -
czy padły, czy zwycięzca.
Nam wrogiem ten, co dzierży knut -
obcy czy "swój" ciemięzca.
 
 
Swój szlak bojowy zakończył Czerwony Pułk Warszawski w walkach z kontrrewolucyjną ofensywą wojsk byłego generała carskiego Wrangla, tracąc w bojach z nimi połowę swego składu osobowego, oddając życie w krwawych walkach z wranglowcami na Bagnach Siwasza, lecz wykonując zamierzone zadanie bojowe.
 
 
Dziś temat Czerwonego Pułku Warszawskiego, jego dowódców i walecznych żołnierzy nie występuje w szkolnych podręcznikach. Jest on przemilczany także w mass mediach – jakimś wyjątkiem od reguły było pokazanie dwuczęściowego filmu dokumentalnego „Polacy w Rewolucji Październikowej - Czerwony Rewolucyjny Warszawski” na TVP historia przypominającego losy Polskich Żołnierzy Października, opowiedziane przez nielicznych wówczas weteranów, którzy przeżyli lata walk wojny domowej, a następnie stalinowskie czystki. Gorąco zachęcam do obejrzenia tego filmu,  którego dwa blisko siedmiominutowe fragmenty można oglądać na kanale youtube użytkownika Czarnobylczyk.
 


 
 
 
 
 
 
Stefan Żbikowski, dowódca Czerwonego Rewolucyjnego Pułku Warszawy
 
 
 
Klasa panująca narzuca swoją wizję historii, w której nie ma miejsce na prawdę o polskich ochotniczych obrońcach pierwszego państwa socjalizmu, oddających życie za sprawę rewolucji, podobnie jak o innych dziesiątkowanych w latach 30 przez stalinowską bezpiekę komunistach polskich, rosyjskich i wielu innych krajów, którzy zaangażowali się w walkę o Sprawę Października, pragnąc równocześnie, by w ich krajach obalona została przemoc klasowa, ucisk i wyzysk.

Portret użytkownika seis
 #

Dobry, rzeczowy tekst :).

 
Portret użytkownika ANTYKOM
 #

Zapomniałeś gościu napisać, że polskie oddziały w czasie rewolucji październikowej cieszyły się dobrą "sławą" największych dezercji i ucieczek od swoich sowieckich towarzyszy. Dlatego już na początku 1919 roku zrezygnowano z wysyłania Polaków na zachód, bo ci korzystali z każdej możliwości przejścia na drugą stronę. Np Zachodnia Dywizja Strzelców Polskich... gdy tylko znalazła się w 1919 w styczności z wojskami polskimi to praktycznie przestała istnieć. Zwalano na duże straty, a praktycznie była to ucieczka. U sowietów "lojalność" załatwiano biorąc rodziny żołnierzy polskich za zakładników. Tak samo taktowano np swoich oficerów. 4 Rewolucyjny Pułk Warszawski... genialna jednostka. W 1917 składał się ten pułk z kilkuset Polaków. w 1918 Polacy nie były nawet 1/4. W 1919 Polaków można było policzyć na palcach. 5 Rewolucyjny Pułk Wileński też rozpoczął działalność w 1917 roku. W 1919 praktycznie nie było w nim Polaków. Tak jak inne jednostki "polskie" przestał istnieć jako formacja polska 9 czerwca 1919. "Słynny" Czerwony Pułk Rewolucyjnej Warszawy... Praktycznie ze względu na ucieczki z 1000 ludzi w parę miesięcy składał się tylko z 300-400 ludzi. Głównie tych co mieli rodziny w Rosji. Reszta się ulotniła. Używany był głównie do akcji policyjnych: tłumienie buntów. Wsławił się w dość brutalnych akacjach, miał na sumieniu wielu eswerowców i mienszewików, których po prostu brutalnie mordowano...
Te wasze 100 tys biorących udział po stronie Rosji, to w dużej części ludzie zastraszeni, z których spora część wykorzystała to aby uciec z Kraju Rad..

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Wielkie brawa za chęć i aktywność dyskusyjną ! Nie wiem skąd czerpiesz wiedzę odnośnie mojego tekstu i nie tylko, ale to co nam tu serwujesz robi wrażenie żywcem zerżniętych półprawd z propagandy IPN, niezależnie od tego, którego postu próbujesz się czepiać. Jako historyk, autor książki o Marchlewskim wydanej w 2007 r., chciałbym przypomnieć ci, że istnieje coś takiego jak aspekty. Nie mam danych, z których czerpiesz, choć prawdę mówiąc w swoim księgozbiorze mam dużo antykomunistycznej propagandy i dobrze znam większość jej kluczowych tez i zarzutów, a także niespójności i sypnięć niewygodnej dla autorów prawdy, którą chcą ukryć. Ludzie serwujący podobne do wyznawanych przez ciebie tezy mają na ogół tendencję do przemilczania faktów, które stawiają ich arbitralne stwierdzenia w zupełnie innym świetle. Piszesz o dezercjach z Armii Czerwonej. OK, nie ma armii, w której nie ma dezercji, ale warto przytoczyć dane dotyczące niekiedy przerastającej liczbę dezerterów z Armii Czerwonej dezercje z armii kontrrewolucyjnych, byłych carskich generałów.

Jest to tym ciekawsze, że były to dezercje przeważnie spowodowane dzikim i udokumentowanym okrucieństwem tychże dowódców na skalę masową. Jeden z antykomunistycznych baronów, niejaki Budberg czynił nawet z tego powodu wyrzuty tym armiom, że mordując, gwałcąc i zastraszając permanentnie klasy niższe, przyczyniają się do zwycięstwa "czerwonego chamstwa". Zważmy jeszcze jeden aspekt - wojska kontrrewolucyjne były znacznie lepiej żywione, gdyż współpracowały z interwentami, nie szczędzącymi im konserw i innych przysmaków, których bolszewicy ze względu na zrujnowanie kraju przez już lata I wojny i pospolity bandytyzm, który gnębił Rosję już w dobie między rewolucjami lutową a pażdziernikową, mieli o wiele mniej.

Wspomniałeś o dezercjach Polaków. Świetnie. Przypomnijmy zatem fakty jak to bohater antykomunistów niejaki Bolesław Kontrym potem znany jako "Żmudzin" stał się wrogiem rewolucji. Bił się tak dzielnie, tak był zastraszony, że aż dostał order Czerwonego Sztandaru. W Tambowie nie miał żadnych skrupułów, nagle zmienił zdanie, gdy nie dostał wysokiego awansu partyjnego, na który oczekiwał. Stąd jego przejście na stronę polską i późniejsza haniebna rola jaką odgrywał w polowaniach na komunistów ( Między innymi był odpowiedzialny za szykany w czasie śledztwa Walentyny Najdus, ujętej tylko za to, że rozrzuciła lewicowe ulotki na jednej z uczelni ).

W tym kontekście warto nadmienić, że nie tylko istniało coś takiego jak dezercje również z armii polskiej w 1920. Premier Witos odnotował słowa chłopów: Niech panowie idą do wojska, my nie mamy czego bronić, czy akcje sabotażowe, o których wstydliwie nadmienia jeden z albumów pod patronatem Muzeum Wojska Polskiego o wojnie 1920. Ciekawym aspektem jest też, nie ukrywana zresztą w nowo wydanej wielkiej monografii tzw. białych plam w stosunkach polsko-rosyjskich, potwierdzona też przez inne źródła, blokada transportów broni wysyłanej z zachodu do Polski, jakiej to blokady dokonywali zarówno angielscy jak i gdańscy dokerzy. Gdańscy dokerzy posunęli się dalej, gdyż uwolnili radzieckich jeńców, jakich przewożono korzystając z Gdańska, jako punktu przeładunkowego, a pilnujących ich strażników obili. To jak uważasz ? To byli Niemcy czy ktoś ich zastraszył i kazał im to zrobić ? Swoją drogą uwielbiam, że w takich wątkach obrońcy polskości Gdańska nagle milkną :). Naprawdę nie dostrzegasz świadomości klasowej czy po prostu tak się nawdychałeś IPNowskich psychogazów i v gazów, że nie wiesz, co to takiego ? Wydaje mi się, że raczej to drugie.

Twierdzisz, że Polacy uczestniczący w Rewolucji Październikowej byli zastraszeni. Czy temu chłopu z lubelskiego, o którym pisałem i który poklepał pana generała, dowborczyka, mówiąc, że więcej się nie da rżnąć w dupę też ktoś zastraszył ? Czy może wychowały go tradycje socjalistyczne księdza Piotra Ściegiennego, a potem czerwonego garnizonu puławskiego doby rewolucji 1905? Czy czerwoni ułani mazowieccy podnosili polski szpaler nad głową Lenina, bo mieli pistolet przystawiony do głowy ?

A co powiesz o wzruszeniu jednego z weteranów na wspomnianym w moim tekście filmie dokumnetalnym, gdy mówił, że były to oddziały składające się w większości z Polaków. Kto nakazał mu tak się wzruszyć ?
Może warto przejrzeć księgę Polaków uczestników Rewolucji Październikowej zawierającą tysiące co najmniej biografii ludzi, których duża część rzeczywiście oddała życie w walkach o przetrwanie pierwszego państwa rad, a wielu z nich było owszem zastraszonych i zamordowanych, ale dopiero w latach stalinowskich czystek.

Na razie może tyle na ochłonięcie, bo nie wiesz o czym mówisz. Na przyszłość zalecam bardziej urozmaicone lektury.

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

[U sowietów "lojalność" załatwiano biorąc rodziny żołnierzy polskich za zakładników. Tak samo taktowano np swoich oficerów]

Także w moim tekście jest udokumentowany przypadek rodzeństwa polskich rewolucjonistów walczących w Czerwonym Pułku. W przypadku np Mienżyńskiego, obie jego siostry były zaangażowane po stronie rewolucji. Podobnie np z rodzeństwem Józefem i Zofią Unszlichtami. Owszem brano zakładników, ale pośród byłych carskich oficerów, choć nie zawsze było kogo brać - taki np. Rokossowski, były młody carski wojskowy był w Rosji sam spośród całej swojej rodziny. Jeśli się nie wie, po co naprawdę tych zakładników brano, to po co kłapać dziobem po próżnicy. Lojalność wielu carskich oficerów nie była na początku sprawą oczywistą. Część z nich reprezentowała jeszcze dawne poglądy. A jakie to były poglądy ? Zarówno identyfikacja z starą carską polityką podbojów imperialnych, jak i np z karami cielesnymi powszechnymi w armii, a także wymuszania posłuszeństwa zgodnie z rangą. Takie to poglądy wnosiła część tej kadry, dlatego ich lojalność po stronie rewolucji była sprawą bardzo problematyczną.

 
Portret użytkownika MARCIN
 #

Znakomity tekst.ANTYKOM życzę powrotu do zdrowia.

 

Społeczność

Ernst Thälmann - Sohn seiner Klasse