Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 8 gości.

Andrzej Bińkowski: Kuba, Castro, Rewolucja (część piąta)

CASTRO555.jpg

Część czwarta: http://1917.net.pl/?q=node/7060

Andrzej Bińkowski, "Kuba, Castro, Rewolucja", Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1980.

Tymczasem nie tylko militarny potencjał partyzantki z Sierra Maestra, lecz również bilans jej militarnych działań był nader skromny. We wspomnieniach Ernesto Guevary z okresu 21 miesięcy spędzonych w Sierra Maestra możemy doliczyć się nie więcej niż siedmiu operacji wojskowych, które na tle wojen domowych i rewolucyjnych w historii najnowszej wolno określić jako drobne potyczki na szczeblu drużyny czy plutonu. Oto dowód: w najbardziej krwawym starciu, tzw. bitwie pod El Uvero, która trwała nieco ponad dwie i pół godziny (Guevara), po stronie partyzantów brało udział 80 ludzi, a po stronie armii rządowej — 53. Straty partyzantów w tym starciu wyniosły 6 zabitych i 9 rannych, a straty przeciwnika, odpowiednio, 14 i 19, podczas gdy z pozostałych 20 ludzi poddało się 14, zaś 6 zbiegło.

Opinia wyrażana zwłaszcza przez Guevarę, że działania partyzanckie w Sierra Maestra były wojną rewolucyjną, jest jawnie przesadna, jeśli termin "wojna" będziemy rozumieć nie tylko w społecznym, lecz również w militarnym znaczeniu, jakie jest mu powszechnie nadawane. To samo można powiedzieć o innym twierdzeniu Guevary, że podczas ofensywy rządowej przeciw partyzantom latem 1958 roku 200 karabinów partyzanckich odparło co najmniej 20 000 sztuk broni wszelkiego rodzaju, ponieważ i to twierdzenie deformuje rzeczywistość. 200 karabinów partyzanckich, rozproszonych, trudnych do wykrycia i strzelających z zasadzki, starło się jedynie z cząstką 10 000 sztuk broni wszelkiego rodzaju, mimo że partyzanci zdobyli w tym okresie 600 sztuk broni i wzięli do niewoli 450 ludzi.
Powołaliśmy się na przytoczone wyżej dane liczbowe jedynie po to, żeby wykazać na ich podstawie, iż proklamowana z inicjatywy Fidela Castro walka zbrojna, nie miała na celu, zwłaszcza dopóki ograniczona była do Sierra Maestra, ani militarnego pokonania, ani nawet militarnego nadwerężenia armii rządowej, choć oczywiście już ze swej natury miała charakter wojskowy. Można się jednak zgodzić z tym, że wskutek mistyfikacji, jaką stwarzała forma walki zbrojnej, wolno było przypisać walce partyzanckiej taki cel, a w konsekwencji — uważając słusznie ów cel za nieosiągalny — uznać partyzantkę Castro, jak uczyniła to zrazu Socjalistyczna Partia Ludowa, za anarchiczną demonstrację garstki ludzi pozbawionych całkowicie poczucia realizmu. Ta narzucająca się, choć błędna ocena celu, jaki przywódcy Ruchu 26 lipca wyznaczyli walce zbrojnej, w istocie rzeczy nie była dla ich akcji handicapem, przeciwnie — jej ważnym atutem.

Z punktu widzenia reżimu Batisty, który interpretował rzeczywistość, jak każda dyktatura, w kategoriach instrumentalizmu, garstka ludzi wysuwających cel nieosiągalny, a więc cel absurdalny, nie stanowiła poważnego niebezpieczeństwa, choć w odwecie za swój spektakularny protest powinna była oczywiście zostać unicestwiona. Dzięki temu, że reżim Batisty okazał się niezdolny do zrozumienia, iż władza, która nie może zdobyć sobie w społeczeństwie oparcia, upodobnia się od pewnego momentu do tkaniny, którą wystarczy jedynie naderwać, aby cała zaczęła się pruć, oddział Castro otrzymał dość czasu, ażeby naderwać tę tkaninę przez swoje pierwsze akcje, a nawet jedynie przez wyrażające gotowość walki zbrojnej istnienie. Wielkość oddziału Castro i skala jego operacji miały marginalne znaczenie, gdyż liczyło się to, że się o nim mówi. Dzięki temu, że przedsięwzięcie Castro, którego nie podejrzewano o cele antykapitalistyczne, stało się niemal od pierwszej chwili atrakcyjnym towarem na kapitalistycznym rynku informacji (w szczególności, oczywiście, rynku amerykańskim), Castro już wówczas, kiedy jeszcze nie posiadał nawet 50 uzbrojonych ludzi, w opinii publicznej wyrósł niezwykle szybko nie tylko na głównego, lecz również na realnie zagrażającego dyktaturze przywódcę opozycji.

Hasło walki zbrojnej, wysunięte i wprowadzone w czyn przez Ruch 26 Lipca, nie było obce społeczeństwu kubańskiemu. Dwie wojny o niepodległość Kuby w drugiej połowie ubiegłego stulecia, prowadzone przez kubańskich mambises przeciw półmilionowej armii hiszpańskiej, były wojnami partyzanckimi. W latach pięćdziesiątych bieżącego stulecia
wojny te były wciąż jeszcze obecne w pamięci narodowej, tak więc czyn zbrojny Castro nie mógł się wydawać jego ziomkom ekstrawagancją, niezależnie od tego jak oceniali jego szanse. Przeciwnie, Castro reanimował legendę kubańską, jego ludzie byli dawnymi mambises, którzy wyszli z grobów, a on sam — odmłodzonym, współczesnym José Martim. Tu, w Santiago, po puczu Batisty starzy politycy mówili o walce zbrojnej, o powstaniu — powiedział w 1962 r. J. Arnaultowi, francuskiemu komuniście, jeden z działaczy opozycji antybatistowskiej. Ale nic nie robili. Myśmy łączyli z tym większe oczekiwania. Nasz lud jest rewolucyjny. Czekał na przywódcę, na kogoś, za czyim pośrednictwem jego duch walki mógłby się wyrazić. Spróbujmy zastanowić się nad pytaniem, co można było zrobić na Kubie w sytuacji kryzysu wewnętrznego, jaki stworzyło zainstalowanie się dyktatorskiego reżimu Batisty. Zorganizować partię, która byłaby zdolna rozwinąć agitację wśród mas owładniętych apatią, choć przeciwnych Batiście, i obalić reżim? Nie wchodziło to w rachubę. Warunki stworzone przez reżim Batisty uniemożliwiały zorganizowanie takiej partii, a w każdym razie — czyniły to skrajnie trudnym, nie mówiąc już o rozwinięciu agitacji wśród mas, mimo że reżim spotęgował sam przez się potencjał rewolucyjny tkwiący w masach i wniósł ducha opozycji do warstw drobnomieszczańskich. W owej sytuacji, będącej sytuacją kryzysu wewnętrznego, choć kryzysu
okrytego milczeniem, można było — i należało — posłużyć się siłą przykładu.

I właśnie partyzantka w Sierra Maestra stała się przykładem, zapaloną zapałką rzuconą w stóg słomy.
Ta zapałka miała po części dopomóc w faktycznym stworzeniu organizacji — Ruchu 28 Lipca — bez której rozwinięcie walki politycznej na szerszą skalę nie byłoby możliwe, a po części zastąpić organizację. Ta zapałka miała rozniecić nastroje opozycyjne, dla których dyktatura stwarzała grunt wystarczający, i zapalić w świadomości społecznej tysiące pełgających ogników rebelii. Partyzantka w Sierra Maestra miała przyspieszyć wyłonienie się ogólnonarodowego, możliwie wszechogarniającego frontu antybatistowskiego, zaś w tym froncie zapewnić Ruchowi 26 Lipca —dzięki zdobytemu przezeń w bezkompromisowej walce autorytetowi moralnemu i politycznemu — czołowe miejsce. Zapałka zamienić się miała wreszcie w żagiew, od której stóg słomy zająłby się już autentycznym płomieniem.

Kiedy 17 stycznia 1957 r. Castro wraz z 16 ludźmi dokonał w górach Sierra Maestra pierwszej akcji zbrojnej szturmując niewielki posterunek wojskowy La Plata, nikt na Kubie — z wyjątkiem Castro i jego najbliższych towarzyszy, nie sądził, że jest to początek końca panowania reżimu Batisty. A tym bardziej, że jest to początek końca panowania w tym kraju systemu kapitalistycznego.

Zresztą i Castro nie mógł mieć pewności, czy uda mu się z pomocą Ruchu 26 Lipca osiągnąć oba te cele, a nawet tylko ten prostszy — pierwszy. W wielkich przedsięwzięciach dziejowych, choćby i najściślej odpowiadających prawom i potrzebom rozwoju społecznego, wiele przecież zależy od zmieniających się, a zatem niełatwo poddających się intelektualnej projekcji układów sił, i wreszcie od licznych okoliczności przypadkowych, które mogą odegrać ważną rolę. Niemniej jest pewne, że Castro już w Sierra Maestra posiadał jasną koncepcję działania, choć znało ją niewielu, pięciu, może nawet trzech ludzi. Koncepcja ta obejmowała obalenie na Kubie zarówno dyktatury Batisty, jak i systemu kapitalistycznego.

Już wcześniej wyjaśnialiśmy, że centralnym problemem ekonomicznym i społecznym Kuby był problem ziemi, tj. przede wszystkim problem uwłaszczenia bezrolnych chłopów i likwidacji gospodarstw obszarniczych. I ponadto: że problem ten był w praktycznym, realnym ujęciu nie do rozwiązania w ramach istniejącego państwa, tj. państwa burżuazyjnego, mimo że konstytucja kubańska z 1940 r. zawierała w art. 90 śmiałe, postępowe propozycje jego rozwiązania.

Zawarta w konstytucji z 1940 r. sugestia, że problem ziemi może być rozwiązany przez państwo burżuazyjne, była w gruncie rzeczy mistyfikacją. Mistyfikacja ta, zwrócona przeciw interesom chłopstwa, jak również ogólnonarodowym interesom kraju, umożliwiła Fidelowi Castro posłużenie się inną mistyfikacją — na rzecz tych interesów. A mianowicie, że Ruch 26 Lipca zmierzał jedynie do obalenia reżimu Batisty oraz wprowadzenia w życie konstytucji z 1940 r. (tj. również do rozwiązania, w oparciu o konstytucję, problemu ziemi), a nie do obalenia systemu kapitalistycznego na Kubie.

Jeśli jednak pierwsza mistyfikacja była oszukańcza (choć twórcy art. 90 w konstytucji z 1940 r. kierowali się najlepszymi intencjami), to w drugiej nie było ani cienia oszustwa. Kto bowiem umiał myśleć, ten powinien był uświadomić sobie, że problemu ziemi na Kubie nie może rozwiązać rewolucja polityczna zmieniająca formę państwa, tj. zastępująca dyktaturę Batisty przez burżuazyjną demokrację parlamentarną w dawnym stylu. I że problem ziemi rozwiązać może jedynie rewolucja społeczna, która uderzy — nawet jeśli uczestniczące w niej masy nie będą w pierwszej chwili zdawały sobie z tego sprawy — w istotę istniejącego państwa. Uderzy w istotę istniejącego państwa przez udzielenie poparcia tym, którzy będą dążyli do stworzenia państwa zdolnego wypełnić do końca postulaty rewolucji, tj. nowego, ludowego państwa, czyli — dopuśćmy się tu pewnego uproszczenia — państwa socjalistycznego.
Stanowisko Ruchu 26 Lipca w kwestii rolnej i innych ważnych kwestiach rewolucji kubańskiej, znajdujące wyraz w dokumentalnych świadectwach i w praktycznym działaniu, znajdowało się stale w obrębie osobliwego procesu. Proces ten łączył zmiany towarzyszące stopniowemu odsłanianiu już wcześniej dojrzałych zamierzeń z ewolucją, bądź krystalizacją tych zamierzeń w ekipie przywódczej, której centralną postacią był od początku i pozostał do końca Fidel Castro.

O tej specyficznej właściwości rewolucji kubańskiej, służącej przez dłuższy czas rozmaitym podejrzanym filozofiom społecznym jako trampolina dla formułowanych przez nie interpretacji tzw. fidelizmu, Fidel Castro mówił m.in. w grudniu 1975 r. w referacie wygłoszonym na I Zjeździe Komunistycznej Partii Kuby:

"Konieczna była nie tylko jak najbardziej zdecydowana akcja, lecz również spryt i giętkość rewolucjonistów. Dla każdego etapu proklamowano i ustanawiano cele, wobec których ruch rewolucyjny i lud osiągnęły dostateczną dojrzałość. Proklamowanie socjalizmu w okresie powstańczym nie byłoby zrozumiane przez lud, a imperializm podjąłby bezpośrednią interwencję wojskową w naszym kraju."

Wewnętrzna logika tej koncepcji miała być mało przejrzysta z powodu dwóch ważnych okoliczności.

Po pierwsze, rewolucja była w swej początkowej fazie jedynie rewolucją polityczno-demokratyczną, a nie rewolucją społeczną. Jej cel — obalenie reżimu Batisty, był celem całej opozycji, która stopniowo ogarniała — przede wszystkim pod wpływem Ruchu 26 Lipca — wszystkie klasy i warstwy. Obalenie reżimu Batisty było więc celem zarówno tych, którzy chcieli na tym poprzestać, jak i tych, których świadomość jeszcze nie osiągnęła poziomu pozwalającego im dojrzeć coś więcej, ale mogła ów poziom osiągnąć (i jednych, i drugich nie brak było również w samym Ruchu 26 Lipca). I wreszcie celem tych, którzy — jak przywódcy Ruchu 26 Lipca — uważali likwidację reżimu za prolog do rewolucji społecznej. Po drugie, etapowa koncepcja rewolucji rozwijającej się na pozór pragmatycznie mogła mieć w ówczesnej sytuacji widoki na powodzenie jedynie pod warunkiem, że wysunięta zostanie przez taką organizację i taką grupę przywódczą, na którą nie padnie podejrzenie, iż kieruje się celami wykraczającymi poza rewolucję ściśle polityczną.
Socjalistyczna Partia Ludowa nie byłaby zdolna stać się animatorem szerokiego frontu antybatistowskiego nawet jeśli by była silniejsza niż była w istocie. Spowodowana przez antykomunizm deformacja świadomości społecznej doprowadziła do sparaliżowania SPL nie tylko jako siły antykapitalistycznej, ale również jako siły pragnącej działać na rzecz demokratyzacji ładu politycznego w obrębie państwa burżuazyjnego.

Stąd też późniejsze ataki różnej maści [...] rewizjonistów, którzy zarzucali SPL, że nie podjęła walki w takiej postaci, w jakiej podjął ją Castro, tj. w postaci
umożliwiającej przejście do rewolucji społecznej, były po prostu wyrazem skrajnej demagogii zmierzającej do dyskredytacji kubańskich komunistów i przeciwstawienia ich "fidelistom". Błąd popełniony przez SPL w pierwszych latach walki z dyktaturą Batisty polegał nie na tym, że SPL nie posłużyła się strategią rewolucyjną, jaką posłużył się Castro, lecz na tym, że uznała tę strategię za fałszywą, uważając za słuszne w owym okresie jedynie te metody walki, do jakich była w stanie sama się odwołać. Na I Zjeździe KPK w 1975 r. Fidel Castro powiedział:

"Wobec głębokich prawd zawartych w doktrynie Marksa, Engelsa i Lenina lud sam byłby się pewnego dnia przebudził. Zadaniem, jakie między innymi stawało przed nowymi elementami rewolucyjnymi, była interpretacja tej doktryny i jej zastosowanie w specyficznych i konkretnych warunkach naszego kraju. Było to i winno było być zadaniem nowych komunistów, a to po prosta dlatego, że ci nie byli znani jako tacy (tj. jako komuniści) i zatem nie musieliby być skazani w naszym społeczeństwie, pustoszonym przez uprzedzenia i policyjny nadzór imperializmu, na ową straszliwą izolację i usunięcie poza nawias, jakie znosić musieli bohaterscy bojownicy pierwszej partii komunistycznej. Choćby i nie wszyscy, którzy dali początek drodze walki zbrojnej w naszym kraju, tak uważali, to w każdym razie tak uważali główni przywódcy."

Nowi komuniści zmuszeni byli starannie unikać przedwczesnego określenia śmielszych, perspektywistycznych celów, a w odniesieniu do wstępnych, choć doniosłych celów społecznych, jak choćby reforma rolna, których wysunięcie było niezbędne od początku — nie wychodzić w zasadzie poza znaną już od dawna na Kubie formułę burżuazyjno-demokratyczną.

"Krok po kroku" musiało być ich dewizą.
"Krok po kroku" było ich dewizą.

Po upływie sześciu miesięcy od pierwszego starcia zbrojnego ośrodek powstańczy Castro ogłosił „Manifest z Sierra Maestra” (12 lipca 1957 r.). Manifest był w dwojakim znaczeniu dokumentem kompromisu: odzwierciedlał on ówczesny układ sił w Ruchu 26 Lipca, a ponadto miał być platformą dla proponowanego przez Ruch zjednoczenia wszystkich sił opozycyjnych.

Ruch 26 Lipca, który jeszcze w grudniu 1956 r., przed przybyciem na Kubę zbrojnego oddziału Castro, zaczął się rozwijać wśród studenckich, inteligenckich i drobnomieszczańskich kręgów społeczeństwa oraz części emigracji kubańskiej w Wenezueli, Meksyku i Stanach Zjednoczonych, składał się w tym czasie — przyjmijmy — z dwóch sił: jedną była sierra, tj. partyzantka, a drugą — llano, tj. ruch konspiracyjny „na równinie", którego zadaniem było — obok działalności politycznej, propagandowej, sabotażowej, terrorystycznej, finansowej — w "cywilnym społeczeństwie" — organizacyjne i materialne wspieranie sierry.

Ruch 26 Lipca był ruchem w najszerszym znaczeniu tego słowa. Nie posiadał żadnych wybieralnych władz, żadnego statutu, przynależność do niego nie była określona przez żadne formalne kryteria. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w latach walki z Batistą doszło jedynie do dwóch spotkań czołowych działaczy M-26-7 — w lutym 1957 r. i w maju 1958 r. — możemy stwierdzić, że Ruch nie odbywał też w zasadzie żadnych konferencji ani narad. Wyłącznym ośrodkiem dyspozycyjnym M-26-7, jego jedyną i najwyższą instancją był w gruncie rzeczy jego twórca, Fidel Castro, którego autorytet, określony przez osobiste walory moralne i intelektualne, zapewniał mu niekwestionowaną przez nikogo pozycję głównego przywódcy, comandante en jefe. Stąd też sierra — przez identyfikację z Castro oraz obecność w oddziale w górach takich ludzi jak Ernesto Guevara i Raul Castro — odgrywała od początku kierowniczą rolę w stosunku do llano.

Od grudnia 1956 r. do maja 1958 r. szefem llano był jeden z powstańców przybyłych na Kubę na pokładzie "Granmy", Faustino Perez (obecnie członek KC KPK). W łonie llano sformowały się stopniowo trzy sektory spełniające różne funkcje: milicja M-26-7, przeznaczona do akcji o charakterze paramilitarnym, Resistencia Civica, której zadaniem było zbieranie informacji i przygotowywanie kryjówek, i mający rozwijać pracę polityczną wśród robotników Frente Obrero National. W M-26-7 pojawiło się także odgałęzienie studenckie, a mianowicie Frente Estudiantil, jednakże odgrywało ono znikomą rolę wobec przemożnych wpływów w opozycyjnym środowisku uniwersyteckim Dyrektoriatu Rewolucyjnego, zwanego później — od czasu jego śmiałej akcji zmierzającej do zastrzelenia Batisty w Pałacu Prezydenckim w dniu 13 marca 1957 r. — Dyrektoriatem 13 Marca.

Formalnie biorąc, podział na sierrę i llano był podziałem czysto organizacyjnym, wynikającym z rozdzielenia ról i z odmienności terenu i warunków. Sierra — partyzantka — była uwięziona w górach, bez llano jej polityczna i fizyczna egzystencja byłaby nie do pomyślenia. Natomiast Ruch „na równinie" — llano — czerpał z sierry natchnienie i siłę i nie mógłby być tym, czym się stopniowo stawał, bez owego płonącego stale, niewzruszenie, przyciągającego uwagę opinii ognika, jakim była sierra. Sierra i llano były sobie nawzajem potrzebne.

Czy coś dzieliło sierrą i llano? Czy też sierra i llano stapiały się w jedno?

Cele sierry i llano były wspólne do pewnego punktu. Tym punktem, było obalenie dyktatury, oddanie władzy w ręce uczciwych polityków, przywrócenie konstytucji z 1940 roku. Przywódcy sierry zamierzali jednak pójść dalej, choć byli zdecydowani o tym nie mówić póki punkt, który miał być
początkiem ich dalszej drogi, nie zostanie osiągnięty. Sposób, w jaki razem z innymi zamierzali dotrzeć do tego punktu (a dotrzeć mogli do niego tylko razem z innymi), nie był jednak pozbawiony znaczenia dla dalszego marszu. Stąd też między przywódcami sierry a znaczną częścią wpływowych aktywistów llano występowały od początku różnice poglądów, które miały zasadnicze znaczenie, choć mogło się wydawać, że znaczenie ich jest trzeciorzędne, ponieważ Castro nie posiadając jeszcze w pierwszych miesiącach 1957 r. odpowiednio silnej pozycji, unikał konfrontacji.

"Manifest z Sierra Maestra" był odbiciem takiej właśnie sytuacji. Dokument ten nie wyszedł, jak się niekiedy sądzi, spod ręki Castro (gdyby tak było, byłby on w wielu miejscach inny). Poza Castro, jego twórcami byli Felipe Pazos, wybitny przedstawiciel llano, były prezes Kubańskiego Banku Narodowego, i Raul Chibas, brat Eduardo Chibasa, przywódca Partii Ortodoksyjnej. W połowie 1957 r. przybyli oni do obozu partyzanckiego w Sierra Maestra, aby wspólnie z Fidelem Castro przygotować manifest.
Społeczny program „Manifestu z Sierra Maestra" był wybitnie umiarkowany, zwłaszcza w kwestii rolnej, mimo że Castro przykładał do tej ostatniej sprawy szczególną wagę. Jego wysiłki zmierzające do śmielszego ujęcia postulatów rolnych spełzły na niczym. Partnerzy Castro nie chcieli wyjść poza formułę, w której mówiło się jedynie o stworzeniu podstaw dla reformy rolnej, a nie o reformie rolnej, i w której perspektywa uwłaszczenia bezrolnych chłopów została połączona z zasadą odszkodowań dla poprzednich właścicieli. Daje to nam wyobrażenie o nastrojach w szeregach opozycji antybatistowskiej. Chibas był przywódcą najbardziej antyreżimowej partii mieszczańskiej, a Pazos ozdobą llano, jedną z czołowych osobistości w Ruchu 26 Lipca.

Ernesto Guevara jeszcze po obaleniu reżimu Batisty nie mógł powstrzymać się od sarkazmu, kiedy w Pasajes de la guerra revolucionaria pisał o kompromisie „Manifestu z Sierra Maestra". Chibasa i Pazosa określił jako dwie jaskiniowe mentalności, niewrażliwe na zew walki ludowej, a zawarte w manifeście postulaty w kwestii rolnej jako politykę, z którą mógłby się zgodzić „Diario de la Marina", ultraprawicowy dziennik hawański. Na szczęście Fidel Castro widział sens nawet trudnych ustępstw. Nie omylił się wierząc, że fala rewolucyjna, którą wysoko wzniesie batalia przeciw Batiście, nie zostawi śladu po arcyostrożnych sformułowaniach. W 1957 r. zjednoczenie wszystkich sił gotowych wziąć udział w tej batalii było dla Castro pierwszoplanowym, najważniejszym zadaniem, i skoro wymagało ono trudnych kompromisów, był gotów tę cenę zapłacić.

Poza Ruchem 26 Lipca, opozycję antybatistowską reprezentowała w tym czasie cała plejada organizacji. Wchodziły do niej odłamy starych partii, Ortodoksyjnej i Autentycznej, grupy ze związków zawodowych, personalno-polityczne kamaryle dwóch eksprezydemtów, Graua i Brio, i liczne nowe organizacje, które były — z wyjątkiem Dyrektoriatu 13 Marca — efemerydami znanymi głównie ich własnym członkom. Do opozycji należeli również komuniści, jednakże izolowani przez pozostałe ugrupowania, które odrzucały — jedynie M-26-7 zajmował odmienne stanowisko — wszelką myśl o współpracy z SPL. O tych ugrupowaniach Fidel Castro powie później w odczycie wygłoszonym 1 grudnia 1961 r. na Uniwersytecie Ludowym w Hawanie:

"Było ich tyle, że nie pamiętam, ile ich było. I jeszcze: Wśród nich była tylko jedna lub dwie organizacje rewolucyjne: Dyrektoriat i Ruch 26 Lipca — to znaczy, mówię to o Miami, nie rób takiej miny, Carlosie (śmiechy). Czy też może mieliście przedstawicieli w Miami? (śmiechy)."

Wyjaśnijmy, że uwaga o Miami odnosi się do konferencji organizacji antybatistowskich w Miami w dniu 15 października 1957 r., zaś Carlos, do którego zwraca się Castro, to Carlos Rafael Rodriguez, członek sekretariatu Socjalistycznej Partii Ludowej (obecnie: członek Biura Politycznego KC KPK), zbojkotowanej przez głównych organizatorów konferencji. Tak więc w opozycji antybatistowskiej były trzy siły rewolucyjne: Ruch 26 Lipca, Dyrektoriat 13 Marca i SPL (komuniści). Pozostałe organizacje składały się z burżuazyjnych, antykomunistycznych krzykaczy, ale nie znaczy to, że można było nie doceniać okoliczności, iż wrzawa, jaką podnosili, była mimo wszystko skierowana przeciw reżimowi Batisty. Przywódcy Ruchu 28 Lipca — w istocie rzeczy nowicjusze na kubańskiej scenie politycznej — byli zainteresowani w zbliżeniu się do tych krzykaczy także dlatego, że ci — choć niewiele robili — dysponowali znacznymi możliwościami materialnymi i ważnymi kontaktami osobistymi. Krzykacze oczywiście nie przystaliby na sojusz z Ruchem 26 Lipca, jeśli nie widzieliby w nim korzyści własnych — mieli oni nadzieję, że walka prowadzona przez M-26-7, a przez nich wsparta materialnie, przyspieszy zwycięstwo, którego owoce im przypadną w udziale. Słabe punkty jednej strony kojarzyły się więc z mocnymi punktami drugiej; obie strony nawzajem się potrzebowały; każda z nich zamierzała wykorzystać sojusz wyłącznie dla siebie.

W tych warunkach proponowana przez Ruch 26 Lipca platforma jedności działania musiała być kompromisem zarówno wewnątrz, tj. w obrębie M-26-7, jak i na zewnątrz, tj. w stosunku do pozostałych organizacji antybatistowskich.
Skromny program społeczny „Manifestu z Sierra Maestra", włączony następnie do podpisanego 15 października 1957 r. na konferencji organizacji antybatistowskich tzw. Paktu z Miami, był ceną zapłaconą przez przywódców sierry zarówno za utrzymanie jedności w Ruchu 26 Lipca, jak i za utworzenie na konferencji w Miami frontu — Cywilnego Frontu Rewolucyjnego, który objął wszystkie — z wyjątkiem komunistów — organizacje opowiadające się przeciw dyktaturze Batisty.

Później — z chwilą, kiedy M-26-7 umocnił się, a w nim umocniła się pozycja sierry — Castro skorzystał z pierwszej okazji, aby uwolnić się od ideologicznych i politycznych więzów kompromisu. Wobec faktu, że Pakt z Miami — w imieniu M-26-7 podpisany przez trzech ludzi, z których jednym był Felipe Pazos — zignorował wyrażone w „Manifeście z Sierra Maestra" zalecenie włączenia do Cywilnego Frontu Rewolucyjnego wszystkich politycznych organizacji opozycji, wszystkich instytucji cywilnych i wszystkich sil rewolucyjnych (zignorował je oczywiście w celu niedopuszczenia do frontu antybatistowskiego komunistów), Castro listem z 14 grudnia 1957 r. unieważnił złożone pod tym porozumieniem podpisy przedstawicieli Ruchu 26 Lipca. Decyzja ta ilustruje wymownie korzyści, jakie kompromis „Manifestu z Sierra Maestra" przyniósł przywódcom sierry na przestrzeni zaledwie kilku miesięcy. Jeszcze w lipcu 1957 r. Castro musiał poddać się naciskowi Felipe Pazosa, natomiast już w grudniu 1957 r. mógł potraktować Pazosa jak niezdyscyplinowanego podwładnego. Nie sposób zgodzić się z wyrażoną przez Guevarę w Pasajes de la guerra revolucionaria opinią, że „Manifest z Sierra Maestra" był niczym innym, jak tylko krótkim zatrzymaniem się w drodze, i że po jego ogłoszeniu należało kontynuować główne zadanie, jakim było rozbicie ciemiężycielskiej armii na polach bitew. Opinia ta wykazuje bowiem niezrozumienie znaczenia i funkcji politycznych kompromisu, jakim był „Manifest z Sierra Maestra", i zawiera także nieprawdziwe określenie funkcji walki zbrojnej w rewolucyjnej strategii M-26-7. Castro na szczęście wiedział, jak należy wykorzystać „Manifest", i nie nosił się z zamiarem rozbicia ciemiężycielskiej armii na polach bitew. Właśnie dzięki temu był w stanie doprowadzić w końcu do unicestwienia armii Batisty i do upadku dyktatury.

Złożony z około czterech tysięcy słów list, który Castro skierował w grudniu 1957 r. do sformowanej w Miami Rady Wyzwolenia Narodowego, zawierał liczne zarzuty uzasadniające odstąpienie przez M-26-7 od Paktu z Miami, nie tylko ten, iż w przyjętym dokumencie nie został uwzględniony jeden z postulatów „Manifestu z Sierra Maestra”. Wydaje się nawet, że w owym czasie inny zarzut był dla Castro ważniejszy, a mianowicie, że bez porozumienia się z nim powołano w Miami na przyszłego tymczasowego prezydenta republiki „Tony" Varonę, ostatniego premiera w okresie prezydentury Prio. W swym liście Castro oświadczył, że nie uznaje tej nominacji, a jako kandydata do urzędu tymczasowego prezydenta po obaleniu Batisty wysunął sędziego Urrutię. Dlaczego Castro nie chciał Varony? Dlatego, że nie chciał człowieka Prio, zawodowego polityka z obozu „autentyków". Dlaczego nie zaproponował Pazosa, osobistości wybitnej i znanej, działacza M-26-7? Właśnie dlatego, że Pazos, reprezentujący konserwatywne skrzydło Ruchu 26 Lipca, jako osobistość wybitna i znana mógłby się okazać przeciwnikiem niebezpiecznym. A Urrutia? Urrutia, od 30 lat sprawujący funkcję sędziego, prezes sądu w Santiago, był człowiekiem o umiarkowanych poglądach politycznych, który jako prezydent byłby bez wątpienia postacią niegroźną z punktu widzenia Castro. Biorąc zaś pod uwagę moralne walory Urrutii, nie sposób go było zakwestionować jako właściwego kandydata na przyszłego tymczasowego prezydenta republiki — i na tym właśnie polegała zręczność propozycji Castro. Urrutia był jedynym sędzią, który w 1953 r. głosował przeciw wyrokowi skazującemu na kary więzienia uczestników ataku na koszary Moncada, a w 1957 r. podczas procesu stu „fidelistów" oświadczył, że ich próba obalenia rządu siłą nie była sprzeczna z konstytucją. W ten sposób wykazał swe głębokie poszanowanie dla ideałów republikańskich i godną uznania odwagę cywilną. Mimo że Batiście nie udało się pozbawić Urrutii funkcji sędziego, Urrutia swą postawą ryzykował wiele, może nawet życie, jako że rząd nie cofał się przed korzystaniem z usług płatnych morderców. Za pośrednictwem m. in. Armando Harta, działacza M-26-7 "na równinie" (obecnie: członka Biura Politycznego KC KPK), Castro porozumiał się z Urrutią, który wyraził zgodę na przyjęcie propozycji, o ile ta zostanie mu przedłożona przez radę w Miami i 23 grudnia — wkrótce po skierowaniu przez Castro listu do rady — opuścił Kubę, aby przenieść się na Florydę.

Dotarłszy z końcem grudnia do Miami, list Castro spowodował znaczne zamieszanie. Varona był gotów ustąpić na rzecz Urrutii, jednakże nie zgadzał się z wysuniętym przez Castro żądaniem podporządkowania sił wojskowych Ruchowi 26 Lipca. Pazos i niektórzy inni działacze M-26-7 opuścili szeregi organizacji. Część „ortodoksów" wycofała się z ośrodka w Miami. Prio zwrócił się z prośbą do Castro, aby przemyślał swe żądania, a przede wszystkim: aby nie uzależniał od ich przyjęcia przez radę uczestnictwa M-26-7 w działalności ośrodka w Miami. Wobec faktu, że Castro ani nie odstąpił od swych żądań, ani nie podjął mediacji, zaś jego partnerzy z Miami nie byli gotowi przystać na wszystkie jego żądania, Pakt z Miami uległ faktycznej likwidacji.

Z początkiem 1958 r. M-26-7 stał się wszakże nieporównanie silniejszy niż przed kilku miesiącami. Zawdzięczał to intensywnej wojnie psychologicznej prowadzonej na falach eteru za pomocą uruchomionej w lutym 1958 r. w Sierra Maestra rozgłośni Radio Rebelde (jej program, dobrze odbierany na całej Kubie, był ponadto retransmitowany przez radiostację w Caracas), różnym udanym akcjom llano (jedną z najbardziej spektakularnych było porwanie w lutym 1958 r. Juana Manuela Fangio, automobilowego mistrza świata), wymuszeniu na rządzie Stanów Zjednoczonych, poprzez nacisk opinii publicznej, nałożenia embarga na dostawy broni dla Batisty (w marcu 1958 r.), a wreszcie śmiałej, bojowej postawie partyzantów w Sierra Maestra.
Jednakże nie ulega wątpliwości, że umocnienie pozycji Ruchu 26 Lipca było przede wszystkim odbiciem procesu rozkładu władzy, który postępował znacznie szybciej niż wzrost siły materialnej Ruchu. Od kiedy Castro i jego towarzysze zdobyli minimum środków niezbędnych dla rozwinięcia akcji, mogli udowodnić, że reżim Batisty jest „papierowym tygrysem", podczas gdy wszystkim innym ów tygrys wydawał się do tego czasu, a także jeszcze później, tygrysem autentycznymi, z krwi i kości, drapieżnym i potężnym.

Co więcej, niektórym przywódcom Ruchu 26 Lipca wydało się, że ich organizacja jest silniejsza niż była, i że może zwyciężyć w zasadzie własnymi siłami. Mylili się; pokonanie „papierowego tygrysa" wymagało większych środków i silniejszych wpływów niż te, jakimi rozporządzali. Z nadmiernej, nie odpowiadającej realiom pewności siebie, zrodziła się idea strajku powszechnego jako finalnego szturmu przeciw dyktaturze.

Idea ta pojawiła się po raz pierwszy już latem 1957 roku pod wpływem wydarzeń towarzyszących śmierci Franka Paisa.
Otóż jednego z lipcowych dni 1957 r. wspaniały „David" — Frank Pais, został zamordowany przez policję w Santiago de Cuba. Dla Ruchu 26 Lipca była to bolesna, niepowetowana strata. Palabras de Fidel Castro sobre Frank Pais, zamieszczone w wydanym w 1961 r. w Hawanie zbiorze dokumentów La sierra y el llano, wypełnione są miłością i nabrzmiałe łzami. Wśród rewolucjonistów w Oriente Frank był uwielbiany nie mniej niż Fidel, a może nawet bardziej, bo nie tylko był stąd rodem, lecz również tu żył, pracował i wyrósł na nieustraszonego bojownika. Morderstwo na nim popełnione pchnęło ludność prowincji Oriente do strajku powszechnego. Przywódcy Ruchu 26 Lipca, niemal zaskoczeni tą spontaniczną manifestacją, podjęli próbę rozszerzenia strajku na cały kraj, ale nie odnieśli sukcesu.
Od tego właśnie czasu idea strajku powszechnego jęła torować sobie drogę. Nie zaniedbując współpracy z sierrą, a także akcji sabotażowych w miastach, llano już zimą zaczęło się przygotowywać do strajku powszechnego, który miał doprowadzić — zamieniwszy się w ogólnokrajowe powstanie — do upadku reżimu Batisty.

Plan strajku powszechnego był oczywiście zaakceptowany przez Fidela Castro.

Ernesto Guevara i Raul Castro jednakże obawiali się, że decyzja Fidela okaże się niesłuszna. Że sukces strajku — nie poprzedzony większymi akcjami sierry, która była nadal tylko zapałką rzuconą w stóg słomy - doprowadzi do nadmiernego wzmocnienia llano. A tym samym: do osłabienia szans sierry na urzeczywistnienie jej radykalnych — przedwcześnie nie rozgłaszanych — zamierzeń społecznych.
Fidel rozumował inaczej. Uważał, że należy zrobić wszystko, aby jak najszybciej doprowadzić do obalenia — głównie siłami M-26-7 — reżimu Batisty. Obawiał się bowiem puczu antybatistowskiego, który usunąwszy Batistę, a tym samym zrodziwszy w społeczeństwie nadzieję na demokratyczną odnowę życia, stałby się ciosem dla rozwijającej się rewolucji. Zdawał sobie sprawę z ryzyka nadmiernego wzmocnienia llano, niemniej sądził, że w wypadku sukcesu strajku powszechnego zdoła, mimo wszystko, zapanować nad wydarzeniami i należycie pokierować ich rozwojem.

Strajk powszechny został proklamowany 9 kwietnia 1958 roku.
Właściwa ocena tego przedsięwzięcia wymagałaby poświęcenia mu osobnego studium, dlatego też ograniczmy się jedynie do stwierdzenia, że zarówno w koncepcji strajku, jak i w przygotowaniach do niego znalazły odbicie wszystkie polityczne i organizacyjne słabości llano. Mieszczańscy aktywiści llano nie znali po prostu praw rządzących masowymi akcjami klasowymi, a co gorsza — uważali, iż można je z powodzeniem zignorować, i że tylko komuniści nadają im przesadnie wielkie znaczenie. Skutek: całkowite niepowodzenie przedsięwzięcia.

W maju Fidel Castro wezwał do swej kwatery górskiej Faustino Pereza, odpowiedzialnego za woluntarystyczną koncepcję przygotowań do strajku powszechnego, po czym zwolnił go z funkcji szefa llano. Jednocześnie powrócił do koncepcji starego sojuszu — Cywilnego Frontu Rewolucyjnego, który w jakiś czas później postanowił uzupełnić nowym sojuszem — z komunistami.

Wściekłość Batisty wywołana wzrastającą opozycją uderzyła w pierwszej chwili w miasta, w llano, ale już miesiąc później całkiem niespodziewanie skierowała się ku „górom". Niespodziewanie — ponieważ w tym okresie najbardziej dokuczliwym, wszechobecnym przeciwnikiem, z którym reżim na co dzień miał do czynienia, była „równina" — llano, a nie sierra — „góry". W miastach Ruch 26 Lipca liczył już tysiące ludzi. Natomiast w Sierra Maestra działało — z początkiem lata 1958 roku — zaledwie 280 partyzantów, z których tylko część rozporządzała należytym uzbrojeniem.
Batista rzucił przeciw partyzantom w ramach operacji oznaczonej kryptonimem „Verano" 14 batalionów piechoty wspartych przez lotnictwo, artylerię i marynarkę. Te absurdalnie potężne siły nie mogły sobie poradzić z przeciwnikiem ukrywającym się w najbardziej niedostępnych regionach Sierra Maestra, zaprzyjaźnionym z miejscową
biedotą chłopską i doskonale obeznanym z terenem. Po 2 miesiącach działań armia rządowa nie osiągnęła celu operacji. Utraciła jedynie około półtora tysiąca ludzi — 1000 zabitych lub ciężko rannych, blisko 500 wziętych do niewoli przez partyzantów.

Porażka armii była sukcesem sierry.

Jakkolwiek na sukces sierry wpłynęło oddanie sprawie rewolucji cechujące partyzantów Castro, nie można nie zauważyć, że przeciwnik — armia rządowa — był w kiepskiej formie. Z 14 batalionów, którym polecono zgnieść buntownicze gniazdo w górach, tylko nieliczne — może nie więcej niż dwa — ożywione były duchem walki.

Przede wszystkim przypomnijmy, że armia na Kubie była armią zawodową. W kraju, gdzie na dwóch pracujących przypadał jeden bezrobotny, ludzie szli do wojska niemal wyłącznie dla chleba. Pragnęli dzięki służbie w armii żyć, a nie umierać. Teraz zaś kazano im ryzykować życiem w walce z partyzantami, którzy nie byli najeźdźcami ani bandytami. Byli ich ziomkami zamierzającymi jedynie usunąć Batistę. Wprawdzie Batista był prezydentem, ale nikt go nie wybrał, sam się nim mianował. I wprawdzie Batista był kasjerem, który wypłacał żołnierzom żołd, ale czy to był wystarczający powód, aby umierać za dyktatora? Przecież i rząd, który był przed Batistą, wypłacał żołd, i wypłacałby go również rząd, który by przyszedł po Batiście. Nadzieja na awans nie była dostatecznym bodźcem w porównaniu z ryzykiem, jakim był ogień bitwy. Żołnierze nie chcieli się bić. Kiedy batalion pod dowództwem podpułkownika Sáncheza Mosquery, najgroźniejszy ze wszystkich czternastu batalionów biorących udział w operacji, zderzył się 29 czerwca z partyzantami Castro, trzecia część batalionu, zawierzając swój los własnym nogom, natychmiast się rozpierzchła; mjr Quevedo, kolega uniwersytecki Castro, będący dowódcą innego batalionu, poddał ludzi i złożył broń, sam zaś przyłączył się do partyzantów; piloci mający bombardować kryjówki partyzanckie pozbywali się często ładunku gdziekolwiek ponad górami lub też spuszczali go do morza.

Korpus oficerski był skrajnie zdezintegrowany. Podkopywały go nepotyzm jednych i rozgoryczenie drugich. Wszystkie kluczowe stanowiska były obsadzone przez tzw. tabernillowców, przyjaciół Tabernilli, szefa sztabu generalnego i faworyta Batisty, a były to z reguły kreatury i miernoty, podczas gdy zdolnych oficerów usuwano w cień. Część oficerów myślała o przewrocie i przywróceniu legalizmu parlamentarnego. Inna grupa, los tanąuistas („czołgiści") — marzyła o zastąpieniu reżimu Batisty przez reżim totalitarny z chwilą, kiedy kryzys wewnętrzny ulegnie skrajnemu zaostrzeniu. Uczciwi wojskowi — a nie brak ich było zwłaszcza wśród oficerów niższych stopni — z obrzydzeniem odnosili się do prób uczynienia z nich rzeźników i morderców. Podczas kiedy więc oficerowie zaprzedani rządowi siedzieli w sztabach i napychali sobie kieszenie państwowymi pieniędzmi, oficerowie z koszar nie mieli najmniejszej chęci bronić Batisty. To prawda: armia jest maszyną, której tryby się zawsze obracają, co może sprawiać wrażenie, że te tryby są dobrze naoliwione. Niemniej w połowie 1958 roku armia rządowa na Kubie była maszyną skorodowaną przez zgniliznę reżimu, któremu miała służyć, i wskutek tego mogącą się zatrzymać niemal w każdej chwili.

Do tego właśnie doszło po operacji „Verano". Jeszcze podczas operacji, Castro napisał w jednym z rozkazów dziennych przewidując przyszłość: Ta ofensywa będzie najdłuższą ze wszystkich. Po jej fiasku Batista jest nieodwołalnie zgubiony. Opinia Castro miała się sprawdzić co do joty — sześć miesięcy od zakończenia operacji "Verano" Batisty już nie było na Kubie.

W dniu 20 lipca 1958 r. Ruch 26 Lipca zawarł z Dyrektoriatem 13 Marca i najważniejszymi spośród burżuazyjnych organizacji antybatistowskich porozumienie, zwane Paktem z Caracas.

Kiedy w końcowym okresie walki wszystkie te organizacje przekonały się, że nasz ruch rozwija się zwycięsko i że tyrania zostanie unicestwiona — mówił później Castro w odczycie wygłoszonym 1 grudnia 1961 r. na Uniwersytecie Ludowym w Hawanie — okazały się one zainteresowane w jedności, my zaś byliśmy w ramach tej jedności już
siłą decydującą. W Pakcie z Caracas — dokumencie, którego główne fragmenty wyszły spod ręki Castro — stwierdzono m. in.: Tylko koordynacja wszystkich ludzkich i materialnych zasobów, tylko współpraca cywilów i wojska, robotników, studentów, przedstawicieli wolnych zawodów i wszystkich obywateli czyni w ogóle możliwym obalenie dyktatury. "Wszystkich obywateli" — to znaczy także komunistów. Podczas gdy więc José Miró Cardona, sekretarz generalny odnowionego w Caracas Cywilnego Frontu Rewolucyjnego, działał już na rzecz Castro w Waszyngtonie, ten bez pytania swoich sojuszników o zgodę podjął w Sierra Maestra rozmowy z Carlosem Rafaelem Rodriguezem o współpracy z Socjalistyczną Partią Ludową (zainicjowane zresztą już wcześniej przez Raúla Castro, od marca 1958 r. działającego w Sierra Cristal w prowincji Oriente), które przyniosły współdziałanie komunistów z "fidelistami" zwłaszcza w ramach ruchu związkowego.

W ten sposób gorzki, trudny kompromis "Manifestu z Sierra Maestra" ułatwił Fidelowi Castro i jego najbliższym towarzyszom zawarcie korzystnego Paktu z Caracas, a następnie układu z komunistami, którzy zrewidowali swą początkową ocenę Ruchu 26 Lipca i zaofiarowali "fidelistom" współdziałanie bez pretendowania do kierowniczej roli. I kiedy teraz przywódcy sierry, znacznie silniejsi niż przed rokiem, wyrazili zgodę na objęcie przez Miró Cardonę, człowieka o zdecydowanie konserwatywnych poglądach, funkcji tzw. koordynatora Cywilnego Demokratycznego Frontu Rewolucyjnego, desygnując go tym samym faktycznie na urząd premiera przyszłego tymczasowego rządu rewolucyjnego, nie zrobili tego za darmo. W zamian zagwarantowali sobie mianowanie Urrutii tymczasowym prezydentem republiki, oddanie naczelnego dowództwa sił rewolucyjnych w ręce Fidela Castro, a także względną swobodę działania w ramach Frontu, m. in. w kwestiach wojskowych, a także w kwestii rolnej.
W raporcie z działalności sierry za sierpień 1958 roku Fidel Castro napisał: Wojna partyzancka zakończyła się, aby przekształcić się w wojną pozycyjną i ruchową. Znaczyło to: sierra przestaje być dodatkiem do llano, oddział w górach już nie jest zapałką rzuconą w stóg słomy, partyzantka jako taka znika, na scenie pojawia się armia powstańcza mająca prowadzić operacje klasycznego typu.

W związku z tym Castro decyduje się na szybkie powiększenie swych oddziałów. W krótkim czasie ma pod bronią już 800 ludzi. Tworzy z nich 6 kolumn, z których dwie — jedną pod dowództwem Ernesto Guevary, a drugą pod dowództwem Camilo Cienfuegosa, ongiś pomocnika krawieckiego, a teraz jednego z najwybitniejszych bojowników rewolucji — wysyła w centralne rejony wyspy. Oddział Raula Castro, który już w marcu przeniósł się z Sierra Maestra w Sierra Cristal, aby utworzyć tam tzw. II front im. Franka Paisa, liczy około tysiąca ludzi. Ponadto małe grupy zbrojne Ruchu 26 Lipca działają w prowincji Las Villas, zaś w rejonie gór Escambray, na południu tej prowincji, operują dwa inne oddziały: młodzieży komunistycznej i Dyrektoriatu 13 Marca. Kolumny Guevary i Cienfuegosa, liczące łącznie 230 ludzi, docierają na początku października do celu: kolumna Guevary — w rejon Sierra Escambray, kolumna Cienfuegosa — w okolice Santa Clara, stolicy prowincji Las Villas.

Podczas marszu obie kolumny trzymają się z dala od osiedli i zachowują wszystkie środki ostrożności nie chcąc zwrócić na siebie uwagi. Powstańcom brak żywności, ratują się więc żuciem łodyg trzciny cukrowej. W ciągu trzydziestu jeden dni, kiedy trwał marsz przez prowincje Camagüey — pisał Cienfuegos w raporcie przekazanym Fidelowi Castro — jedliśmy tylko jedenaście razy. Kolumnom udaje się uniknąć zetknięcia z oddziałami armii rządowej, choć Batista twierdził później, że była to głównie zasługa Castro, który przekupił — jeśli to prawda, chwała Fidelowi! — komendanta garnizonu prowincji Camagüey.

Operacja, jaką przeprowadziły kolumny Ernesto „Che" Guevary i Cienfuegosa, była niemal kopią akcji, której twórcami byli generałowie Máximo Gómez i Antonio Maceo w latach wojny dziesięcioletniej o niepodległość Kuby.

Podobnie jak tamta, operacja przeprowadzona przez Che i Cienfuegosa miała ma celu przecięcie wyspy, mniej więcej w jej połowie, na dwie części. W aspekcie gospodarczym oznaczało to odcięcie podstawowych rejonów uprawy trzciny cukrowej od głównych portów wywozowych. W aspekcie wojskowym — przerwanie drogi służącej centralnemu ośrodkowi dyspozycyjnemu w Hawanie za główny szlak operacyjny, którym płynęły posiłki i zaopatrzenie dla oddziałów rządowych operujących na wschód od linii cięcia.
Posługując się językiem myśliwych można by nazwać tę operację dubletem, ponieważ jej dwa efekty, gospodarczy i wojskowy, osiągnięto za pomocą jednego strzału. Operacja wymagała użycia niewielkich sił. Oddziały Guevary i Cienfuegosa wystarczyły aż nadto, ażeby sparaliżować linię kolejową oraz szosę łączącą Hawanę z Santiago de Cuba, tym bardziej że miały przeciw sobie nie półmilionowy korpus ekspedycyjny, jak to było w wypadku mambises Gómeza i Maceo, lecz armię piętnastokrotnie mniej liczną, co zaś najważniejsze — kompletnie zdezintegrowaną, zdemoralizowaną, sfrustrowaną i w gruncie rzeczy wyczekującą z utęsknieniem chwili, kiedy zostanie uwolniona od narzuconego jej obowiązku ochrony rządu.
W tym czasie ujawniły się walory rewolucyjnej strategii Fidela Castro. Jeśli Ruch 26 Lipca nie rozpocząłby wcześniej akcji zbrojnych, które we wstępnej fazie walki
spowodowały w społeczeństwie wzrost nastrojów opozycyjnych, nie zdołałby rozwinąć się, a tym bardziej — stać się decydującą siłą bloku wszystkich zwróconych przeciw reżimowi organizacji. W chwili, kiedy upadek dyktatury był już bliski, nie rozporządzałby również doświadczeniem, uzbrojeniem i kadrami niezbędnymi do utworzenia w krótkim czasie realnej siły wojskowej.
Szybka rozbudowa oddziałów zbrojnych Castro była naturalną kontynuacją walki zbrojnej sierry, podyktowaną koniecznością intensyfikacji działań przeciw reżimowi Batisty. Batista, usiłując wyplątać się z impasu i rozbroić nastroje polityczne, zapowiedział na 3 listopada 1958 r. wybory prezydenckie, w których nie zamierzał wystawić swojej kandydatury. Organizacjom skupionymi w Cywilnym Demokratycznym Froncie Rewolucyjnym wybory takie nie były potrzebne. Konieczność przyspieszenia natarcia na reżim Batisty dostrzegli więc wszyscy partnerzy w Cywilnym Demokratycznym Froncie Rewolucyjnym, dlatego rozbudowa oddziałów wojskowych Ruchu 26 Lipca nie budziła podejrzeń nawet w skrajnie konserwatywnym skrzydle opozycji. Działania Castro, w tym także powiększanie oddziałów wojskowych, miały przecież służyć przyspieszeniu krachu reżimu Batisty i przybliżeniu momentu objęcia władzy przez akceptowanych przez M-26-7 konserwatywnych polityków: Manuela Urrutię Lleo jako tymczasowego prezydenta oraz José Miró Cardonę jako szefa rządu. Castro i jego towarzysze rzeczywiście nie zamierzali oszukiwać swych konserwatywnych partnerów. Uważali oni uczciwość i lojalność wobec każdego i w każdych warunkach za konieczną cechę rewolucjonisty, która daje jego działaniu niezbędną siłę moralną. Dlatego też byli zdecydowani dotrzymać słowa danego swoim faktycznym przeciwnikom: ułatwić Urrutii i Cardonie objęcie najwyższych urzędów w państwie i — jak zobaczymy — słowa dotrzymali. Idąc na kompromis przywódcy Ruchu 26 Lipca spowodowali stopienie się całej opozycji w jedną siłę i uzyskali gwarancję, że w kulminacyjnej fazie batalii przeciw Batiście nie będzie przedsięwzięć konkurencyjnych dokonywanych przez pozostałe organizacje. Cywilny Demokratyczny Front Rewolucyjny miał być ich koniem trojańskim, a oni mieli się znaleźć w jego wnętrzu.
Jesienią 1958 r. Fidel Castro i jego najbliżsi towarzysze uznali, że nadszedł czas, ażeby Ruch 26 Lipca przedstawić chłopstwu kubańskiemu. W dniu 10 października ogłoszono ustawę opatrzoną jednoznacznym tytułem: O prawie chłopów do ziemi. Była to Ustawa Nr 3, a więc już trzecia ustawa wydana na przestrzeni krótkiego okresu. Oznaczało to, że Armia Powstańcza Ruchu 26 Lipca — lub ściślej: jej ekipa przywódcza — występowała w roli organu ustawodawczego państwa, które jeszcze nie istniało, choć jego narodziny były już bliskie.

Ustawa Nr 3 proklamowała — na trzy tygodnie przed zarządzonymi przez Batistę wyborami prezydenckimi — nadanie na własność nieodpłatnie dwóch caballerias (około 27 ha) ziemi wszystkim chłopom, którzy jako dzierżawcy, poddzierżawcy, połownicy itd. uprawiali działki nie przekraczające pięciu caballerias (67 ha). Było to pełne uwłaszczenie wszystkich kategorii drobnych, chłopów bezrolnych oraz częściowe uwłaszczenie niemal wszystkich kategorii średnich chłopów bezrolnych. Przyjmując za wystarczające postanowienia konstytucji z 1940 r., ustawa nie zawierała żadnych osobnych postanowień w odniesieniu do latyfundiów i przekazywała zadanie wprowadzenia w życie art. 90 konstytucji przyszłemu rządowi rewolucyjnemu.

"Opracowując tę ustawę — napisze później Carlos Rafael Rodriguez — Fidel kierował się przede wszystkim wzglądami taktycznymi. W owym czasie (wrzesień-październik 1958 r.) Batista w gruncie rzeczy stracił już poparcie wielkich obszarników i właścicieli cukrowni, a więc tych, którzy przy pomocy imperialistów zorganizowali zamach stanu 10 marca 1952 r. i w ciągu następnych 6 lat stanowili najtrwalszą ostoję jego reżimu. Na rozległych obszarach prowincji Oriente, jak również w prowincji Las Villas właściciele cukrowni zaczęli płacić podatki Armii Powstańczej — nowej władzy rewolucyjnej.

Niektórzy obszarnicy, właściciele plantacji trzciny cukrowej i hodowcy bydła, proponowali siłom rewolucyjnym pomoc materialną w różnych formach. W tych warunkach przedwczesne byłoby proklamowanie takiej ustawy rolnej, która zadawałaby bezpośrednio cios wielkim obszarnikom, zarówno kubańskim, jak i zagranicznym. Ci ostatni ponownie zespoliliby się wówczas wokół Batisty, a imperializm uświadomiłby sobie, jakie są prawdziwe cele rewolucji, zanim jeszcze zdobyła ona władzę. Wszystko to mogło jedynie wzbudzić nieufność przeciwnika. Jednakże trzeba było przekonać chłopów, że rozpoczynająca się rewolucja jest ich rewolucją, nie przerażając wielkich właścicieli ziemskich, ale równocześnie nie gwarantując im żadnych praw do własności. (...) Ustawa wywołała pożądany skutek. Chłopi, którzy dowiedzieli się o niej (...) jeszcze silniej poparli rewolucję. Równocześnie zaś obszarników i imperialistów zbytnio nie niepokoiło to, że powstańcy obiecali wcielić artykuł 90 konstytucji z 1940 r. Wierzyli bowiem (mówił o tym później Fidel Castro), że władzę rewolucyjną można będzie ugłaskać przy użyciu tych samych metod, które w 1933 r. umożliwiły im przekształcenie ówczesnych drobnomieszczańskich rewolucjonistów w burżuazyjno-obszarniczych zawodowych polityków. Jednakże późniejsze wydarzenia dowiodły, jak bardzo się mylili."

Praktyczne wprowadzenie w życie Ustawy Nr 3 na obszarach znajdujących się w zasięgu wpływów Wojska Powstańczego nic wymagało w zasadzie żadnych działań. Korzystający z dobrodziejstw ustawy bezrolni chłopi otrzymali po prostu prawo przejęcia z dnia na dzień ma własność dwóch caballerias ziemi. Do Wojska Powstańczego należało jedynie wydanie aktów uwłaszczeniowych.

Terytorium kontrolowane przez Wojsko Powstańcze w obrębie prowincji Oriente było jednak niewielkie, wskutek czego Ustawa Nr 3 spełniała przede wszystkim rolę aktu politycznego. Ukazywała ona masom chłopskim tendencję socjalną Ruchu 26 Lipca i realność perspektywy reformy rolnej. Wytrącała masy chłopskie z bezruchu i pozyskiwała je dla walki przeciw reżimowi Batisty jako walki także w ich interesie. Wiązała sympatie i nadzieje mas chłopskich z Ruchem 26 Lipca, a w prostszym, spersonifikowanym ujęciu — z Fidelem Castro. Ustawa była więc ważnym krokiem naprzód w procesie tworzenia warunków politycznych niezbędnych dla rewolucji agrarnej.

Wyznaczone przez Batistę na 3 listopada 1958 r. wybory prezydenckie miały ocalić reżim za cenę odejścia Baitisty. W rzeczywistości — przyspieszyły jego upadek.

Mimo presji aparatu rządowego, w wyborach wzięło udział zaledwie około 30 proc. uprawnionych do głosowania. „Zwyciężył" w nich Andrés Rivero Agüeiro. Rivero był premierem rządu i kandydatem Batisty. Podczas gdy Batista powinien był ukryć w takim stopniu, w jakim to było jeszcze możliwe, fakt, że wybory były farsą i starać się rozbić opozycję, przez wystawienie swego premiera jako kandydata na prezydenta osiągnął skutek przeciwny. „Zwycięstwo" Rivero Agüero zdemaskowało do końca iluzje co do możliwości usunięcia reżimu na drodze parlamentarnej. Było ono takim wynikiem „wyborów prezydenckich", jakiego tylko mogła sobie życzyć opozycja.

Rivero, prezydent-elekt, miał objąć swój urząd dopiero w styczniu. Do tego czasu prezydentem pozostawał nadal Batista.

W styczniu na Kubie zawsze rozpoczyna się zafra — żniwa trzciny cukrowej, wydarzenie gospodarcze o zasadniczym znaczeniu. Kubańska i amerykańska burżuazja związana z gospodarką cukrową na Kubie zdawała Kubie sprawę z następstw sparaliżowania przez oddziały Guevary i Cienfuegosa szlaków transportowych w centralnie położonym rejonie wyspy.

Przeciw komu mógł się zwrócić w tych okolicznościach niepokój i zagniewanie możnych? Castro nie miał wątpliwości, że przeciw Batiście, a nie przeciw niemu. Cywilny Demokratyczny Front Rewolucyjny był przecież nasycony żywiołami tworzącymi rozległy wachlarz opinii mieszczańskich i antykomunistycznych, a i znajdujące się poza frontem niepokalanie prawicowe stowarzyszenia wyższych sfer, jak Rotary-Club czy loże wolnomularskie, miały również dość Batisty.

Im bliższy był więc początek zafry, tym bliższy był koniec rządów Batisty.

W połowie grudnia Castro zarządził rozpoczęcie działań bojowych w prowincjach Las Villas i Oriente.
Kolumna „Che" opanowała 24 grudnia Sancti Spiritus, ważny punkt strategiczny na osi centralnej, a następnie skierowała się ku Santa Clara, stolicy Las Villas. Miejscowi chłopi odnosili się do powstańców obojętnie, nawet podejrzliwie, inaczej niż chłopi-górale w Sierra Maestra. Natomiast żołnierze armii rządowej bratali się z partyzantami, tylko nieliczni byli gotowi jeszcze bronić rządu. W zasadzie jedynym przeciwnikiem powstańców była policja. Jej opór był zaciekły, fanatyczny, ponieważ policja broniła po prostu własnej skóry. W pobliże Santa Clara dottarła też kolumna Cienfuegosa.

W tym samym czasie Raul Castro zszedł z Sierra Cristal i skierował się ku Guantanamo. Zaś Fidel Castro, opuściwszy Sierra Maestra, zajął Palma de Soriano, miasteczko położone w odległości kilkunastu kilometrów od Santiago de Cuba, i przygotowywał się do nowego ataku — tym razem rozporządzając już innymi środkami niż przed z górą pięciu laty — na Cuartel Moncada. Tymczasem w Hawanie powstał spisek wojskowy. Generałowie Alberto Del Rio Chaviano i Eulogio Cantillo, którzy go zawiązali, zapewnili sobie poparcie przebywającego w więzieniu na Isla de Pinos pułkownika Barquina, przeciwnika dyktatury. Wykorzystując popularność Barąuina, zaś Batistę usuwając z Kuby, spiskowcy zamierzali obezwładnić powstanie kierowane przez Castro. Cantillo udał się do Oriente, aby się spotkać z Castro. Za pomocą imponujących łapówek zyskał sobie przychylność miejscowych dowódców armii rządowej. Jeden z księży z Santiago przekazał Fidelowi Castro jego prośbę o pilne spotkanie mające służyć „zaoszczędzeniu zbędnego przelewu krwi". Castro zgodził się na spotkanie. Cantillo przybył 24 grudnia helikopterem i zaproponował zawieszenie działań wojennych. W rozmowie z Castro Cantillo określił siebie jako szefa „rewolucyjnego ruchu wojskowego", który ma dokonać przewrotu w nocy 31 grudnia, a jednocześnie uniemożliwić Batiście ucieczkę z Kuby. Fidelowi niepotrzebny był zamach pałacowy, ale żeby uniknąć zbędnych ofiar zgodził się odczekać z ofensywą na Santiago; pod jednym wszakże warunkiem — Barquin i jego towarzysze pozostaną na razie w więzieniu. Castro zdawał sobie sprawę, że spiskowcom nie uda się zagarnąć władzy, ponieważ sprawy zaszły już za daleko, i że ich akcja może w owej chwili jedynie przyspieszyć triumf rewolucji.
Cantillo udał się do Oriente za zgodą Batisty, który polecił mu podjąć kroki zmierzające do wzmocnienia działań wymierzonych przeciw Castro. Po powrocie do Hawany w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia Cantillo spotkał się z Batistą. Powiedział mu, że w Oriente widział się z Castro, co więcej: że spotkania tego domagał się odeń gen. Tabernilla, szef sztabu — jeden z najbliższych współpracowników prezydenta. Batista uświadomił sobie, że nie może już liczyć na nikogo, i nawet nie aprobował wyjaśnić całej historii do końca. Podobnie jak większość dyktatorów, którzy przynajmniej w chwili krachu wyczuwają dokładnie puls wydarzeń, Batista — jeden z najsprytniejszych dyktatorów w dziejach Ameryki Łacińskiej — pojął, że to już koniec.

W istocie był to już koniec.

W dziejach Kuby otwierał się nowy rozdział.

Społeczność

Niech żyje rewolucjca socjalisyczna