Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 11 gości.

Przeciwieństwo między kapitałem a pracą. Własność ziemska a kapitał.

Karol Marks

Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne cz. V - Przeciwieństwo między kapitałem a pracą. Własność ziemska a kapitał

Źródło: http://marxists.org/polski/marks-engels/1844/rekopisy/rekopisy.htm#R05

------

[...] stanowi procenty od jego kapitału 132. A więc w robotniku istnieje subiektywnie to, że kapitał jest człowiekiem, który całkowicie postradał samego siebie, w kapitale zaś istnieje obiektywnie to, że praca jest człowiekiem, który postradał siebie. Ale robotnik ma nieszczęście być kapitałem żywym i dlatego będącym w potrzebie - w każdej chwili, gdy nie pracuje, traci swoje procenty, a tym samym i swoją egzystencję. Jako kapitał wartość robotnika wzrasta w zależności od popytu i podaży, a nawet fizycznie jego byt, jego życie pojmowano i pojmuje się jako podaż towaru takiego samego jak każdy inny. Robotnik wytwarza kapitał, kapitał wytwarza robotnika, robotnik wytwarza więc samego siebie, a produktem tego całego ruchu jest człowiek jako robotnik, jako towar. Dla człowieka, który jest wyłącznie robotnikiem, dla człowieka jako robotnika jego ludzkie właściwości istnieją tylko o tyle, o ile istnieją dla obcego mu kapitału. Ponieważ zaś kapitał i robotnik są sobie obcy i dlatego pozostają w obojętnym zewnętrznym i przypadkowym stosunku wzajemnym, obcość ta musi występować także i realnie. Dlatego też kiedy tylko kapitałowi przyjdzie do głowy - z konieczności czy z własnego widzimisię - żeby przestać istnieć dla robotnika, sam robotnik przestaje istnieć dla siebie, nie ma pracy, a więc nie ma płacy, a że istnieje nie jako człowiek, lecz jako robotnik, może dać się pogrzebać, zginąć z głodu itd. Robotnik tylko wówczas istnieje jako robotnik, gdy jest dla siebie kapitałem, a jest kapitałem tylko wówczas, gdy jest dla niego kapital. Istnienie kapitału jest jego istnieniem, jego życiem, i określa treść jego życia w sposób dla siebie obojętny. Dlatego też ekonomia polityczna nie zna robotnika nie zatrudnionego, człowieka pracy znajdującego się poza obrębem stosunku pracy. Łajdak, szalbierz, żebrak, bezrobotny, ginący z głodu, cierpiący nędzę i popełniający przestępstwa człowiek pracy - to postaci, które istnieją nie dla niej; pozostawia je innym: lekarzom, sędziom, grabarzom, specjalnym urzędnikom policji itd.; są to widma spoza jej królestwa. Dlatego potrzeby robotnika są dla niej tylko potrzebą utrzymywania go podczas pracy, i to tylko o tyle, żeby ród robotników nie wymarł. Płaca ma zatem zupełnie taki sam sens, jak konserwacja, utrzymywanie w dobrym stanie jakiegokolwiek narzędzia produkcyjnego, jak w ogóle konsumpcja kapitału, potrzebna mu po to, by mógł się reprodukować z procentami, jak oliwienie kół w celu utrzymania ich w ruchu. Oto dlaczego płaca robocza należy do koniecznych kosztów ponoszonych przez kapitał i kapitalistę, i nie może wykraczać poza ramy tej konieczności. Angielscy fabrykanci postępowali więc zupełnie konsekwentnie, kiedy do czasu Amendment Bili z 1834 r. odtrącali z płacy roboczej jałmużnę publiczną, którą robotnik otrzymywał z podatku na ubogich, traktując ją jako integralną część płacy roboczej.

Produkcja nie tylko wytwarza człowieka w postaci towaru, człowieka-towar, człowieka z przeznaczeniem towaru; wytwarza go, zgodnie z tym przeznaczeniem, jako istotę odczłowieczoną zarówno duchowo, jak i fizycznie. - Zepsucie, zwyrodnienie, tępota robotników i kapitalistów. - Jej produktem jest towar świadomy sam siebie i zdolny do samodzielnej działalności... człowiek-towar... Wielkiego postępu dokonali Ricardo, Mill itd. w stosunku do Smitha i Saya, uznając istnienie człowieka. - mniejszą czy większą zdolność towaru do produkowania ludzi - za coś obojętnego, a nawet szkodliwego. Prawdziwy cel produkcji polega nie na tym, ilu kapitał utrzymuje robotników, lecz na tym, ile przynosi procentów, jaką sumę rocznych oszczędności. Poważnym i konsekwentnym krokiem naprzód najnowszej angielskiej ekonomii politycznej było również to, że podnosząc pracę do rangi jedynej zasady ekonomii politycznej stwierdziła zarazem z całkowitą jasnością odwrotną proporcjonalność między płacą roboczą a procentami od kapitału, to, że kapitalista z reguły może powiększać swoje zyski tylko przez obniżanie płacy roboczej i odwrotnie. Nie zdzieranie z konsumenta, lecz wzajemne zdzierstwo kapitalisty i robotnika ma być stosunkiem normalnym.

Stosunek własności prywatnej zawiera w sobie w sposób utajony zarówno stosunek własności prywatnej jako pracy, jak i jej stosunek jako kapitału oraz wzajemny stosunek jednego i drugiego. Z jednej strony produkcja działalności ludzkiej jako pracy, a więc jako działalności zupełnie obcej samej sobie, zupełnie obcej człowiekowi i naturze, a zatem działalności zupełnie obcej świadomości i przejawom życia, abstrakcyjny byt człowieka jako wyłącznie człowieka pracy, który wskutek tego w każdej chwili ze swej wypełnionej nicości może stoczyć się w nicość absolutną, w swój społeczny i dlatego w swój rzeczywisty niebyt; z drugiej strony produkcja przedmiotu działalności ludzkiej jako kapitału, gdzie niknie wszelka naturalna i społeczna określoność przedmiotu, gdzie własność prywatna pozbawiona zostaje swych jakości naturalnych i społecznych (a więc wszelkich złudzeń politycznych i socjalnych i nie splata się z jakimikolwiek stosunkami choćby pozornie ludzkimi) -gdzie ten sam kapitał pozostaje tym samym w najróżnorodniejszych naturalnych i społecznych formach bytu, całkowicie obojętny wobec swej rzeczywistej treści; przeciwieństwo to, posunięte do ostateczności, staje się nieuchronnie szczytem, punktem kulminacyjnym i zagładą całego tego stosunku.

Jest zatem znowu wielką zasługą najnowszej angielskiej ekonomii politycznej, że określiła rentę gruntową jako różnicę między procentami z najgorszej uprawianej ziemi i najlepszej, rozwiewając romantyczne rojenia właściciela ziemskiego co do jego rzekomej społecznej ważności i identyczności jego interesu z interesem społeczeństwa, co jeszcze głosi, śladem fizjokratów, Adam Smith; że antycypowała i przygotowała rzeczywisty proces, który przekształci właściciela ziemskiego w zwykłego, prozaicznego kapitalistę, a przez to uprości i zaostrzy to przeciwieństwo i przyśpieszy dzięki temu jego likwidację. Ziemia jako ziemia, renta gruntowa jako renta gruntowa utraciły przez to swoją różnicę stanową i stały się nic nie mówiącym lub raczej przemawiającym tylko językiem pieniądza kapitałem i procentem.

Różnica między kapitałem a ziemią, między zyskiem a rentą gruntową oraz między jednym i drugim a płacą, między przemysłem a rolnictwem, między nieruchomą a ruchomą własnością prywatną jest jeszcze różnicą historyczną, nie zaś różnicą założoną w istocie rzeczy, jest utrwalonym momentem kształtowania się i powstawania przeciwieństwa między kapitałem a pracą. W przeciwstawianiu przemysłu itd. nieruchomej własności ziemskiej znalazł tylko wyraz sposób jego powstawania i to, że przemysł rozwijał się jako coś przeciwstawnego rolnictwu. Jako szczególny rodzaj pracy, jako różnica istotna, ważna, obejmująca wszystkie dziedziny życia istnieje ona tylko dopóty, dopóki przemysł (życie miejskie) kształtuje się jako coś przeciwstawnego posiadłości ziemskiej (życiu feudalno-szlacheckiemu) i sam nosi jeszcze feudalny charakter swego przeciwieństwa - w postaci monopolu, cechu, gildii, korporacji itd., w obrębie których praca ma jeszcze znaczenie pozornie społeczne, znaczenie rzeczywistej wspólnoty, nie nabrała jeszcze obojętnego stosunku względem swej treści i nie stała się całkowicie bytem dla siebie, tj. wyabstrahowanym z wszelkiego innego bytu, a zatem nie stała się jeszcze wolnym kapitałem.

Lecz nieuchronnym stadium rozwoju pracy jest wolny, a więc sam dla siebie ukonstytuowany przemysł i wolny kapitał. Panowanie przemysłu nad przeciwstawnym mu rolnictwem uwidacznia się rychło w powstaniu rolnictwa jako rzeczywistego przemysłu, gdy dawniej główną pracę pozostawiało ono ziemi i niewolnikowi tej ziemi, za pomocą którego ta się sama uprawiała. Wraz z przekształceniem się niewolnika w wolnego robotnika, tzn. w najemnika, właściciel ziemski ze swej strony przekształcił się w przemysłowca, kapitalistę; przekształcenie to dokonuje się początkowo poprzez ogniwo pośrednie -dzierżawcę. Ale dzierżawca jest przedstawicielem właściciela ziemskiego, jego wyjawioną tajemnicą; tylko dzierżawcy zawdzięcza właściciel ziemski swój byt ekonomiczny, swój byt właściciela prywatnego - bo renta gruntowa z jego ziemi istnieje tylko wskutek konkurencji dzierżawców. A więc w osobie dzierżawcy właściciel ziemski stał się już w gruncie rzeczy pospolitym kapitalistą. I to musi się dokonać także w rzeczywistości; kapitalista zajmujący się rolnictwem, tj. dzierżawca, musi stać się właścicielem ziemskim lub odwrotnie. Przemysłowe machinacje dzierżawcy są przemysłowymi machinacjami właściciela ziemskiego, gdyż byt pierwszego warunkuje byt drugiego.

Pamiętają oni sobie jednak swą przeciwstawną genezę, swe pochodzenie: właściciel ziemski widzi w kapitaliście butnego, wyzwolonego, wzbogaconego wczorajszego swego niewolnika i czuje się sam jako kapitalista zagrożony przez niego, kapitalista natomiast widzi we właścicielu ziemskim próżniaczego i egoistycznego, okrutnego wczorajszego pana, wie, że ten mu jako kapitaliście szkodzi, choć przemysłowi zawdzięcza całe swoje obecne znaczenie społeczne, swe mienie i swe przyjemności; widzi w nim przeciwieństwo wolnego przemysłu i wolnego kapitału, niezależnego od wszelkiej naturalnej określoności; to ich przeciwieństwo jest w najwyższym stopniu zaprawione goryczą i skłania do mówienia sobie prawdy w oczy. Wystarczy tylko przeczytać napaści własności nieruchomej na ruchomą i odwrotnie, żeby mieć jasne wyobrażenie o niegodziwości tak jednej, jak i drugiej. Właściciel ziemski obnosi się ze szlacheckim pochodzeniem swej własności, ze swoimi feudalnymi reminiscencjami, pamiątkami, poetycznymi wspomnieniami, ze swoją romantycznością, doniosłością polityczną itd., a gdy mówi językiem ekonomii politycznej: tylko rolnictwo jest produkcyjne. Równocześnie mówi o swoim przeciwniku, że jest to łajdak łasy na pieniądze, chytry lis, sprzedajny kupczyk, faktor, oszust, chciwiec, warchoł, nieczuły egoista bez serca i bez ducha, obcy społeczności i z lekkim sercem kupczący jej dobrem, lichwiarz, stręczyciel, sługus, płaszczący się pochlebca, zdzierca, rodzic, karmiciel i piastun konkurencji, a przez to pauperyzmu, zbrodni i rozkładu wszelkich więzów społecznych, nikczemnik bez zasad, bez poetyczności, bez substancji, bez niczego. (Patrz m. in.: fizjokrata Bergasse, którego już Camille Desmoulins chłoszcze w swym czasopiśmie „Révolutions de France et de Brabant", patrz von Vincke, Lancizolle, Haller, Leo, Kosegarten133a, a także Sismondi).

Własność ruchoma ze swej strony powołuje się na cuda przemysłu i ruchu, na to, że jest dzieckiem czasów nowożytnych, ich prawowitym, rodzonym synem; ubolewa nad tym, że jej przeciwnik jest półgłówkiem nie rozumiejącym swej istoty (i to jest zupełnie słuszne), który chce zastąpić moralny kapitał i wolną pracę brutalną, niemoralną przemocą i poddaństwem; przedstawia go jako Don Kichota, który pod maską prostoty, poczciwości, interesu społecznego, stałości ukrywa niemoc czynu, zachłanną żądzę rozkoszy, samolubstwo, prywatę, niegodziwe zamiary; uznaje go za przebiegłego monopolistę; jego wspomnienia, jego poetyczność, jego romantyczność zagłusza historycznym i sarkastycznym wyliczaniem podłości, okrucieństw, marnotrawstwa, prostytucji, nikczemności, anarchii, warcholstw, których wylęgarnią były romantyczne zamki.

To ona przecie miała dać ludowi wolność polityczną, zerwać okowy ze społeczeństwa obywatelskiego, połączyć ze sobą światy, stworzyć dobroczynny handel, czystą moralność, dobrodziejstwa oświaty; to ona miała zrodzić w ludzie w miejsce prostackich potrzeb potrzeby cywilizowane i dać środki ich zaspokojenia, podczas gdy właściciel ziemski - ten zgnuśniały lichwiarz zbożowy i zawalidroga - podraża ludowi artykuły pierwszej potrzeby, a przez to zmusza kapitalistę do podwyższania płacy roboczej bez możności zwiększenia siły produkcyjnej; w ten sposób właściciel ziemski utrudnia i w końcu całkowicie uniemożliwia wzrost rocznych dochodów narodu, akumulację kapitałów, a więc i dostarczanie ludowi pracy, a krajowi bogactwa, to on powoduje ogólny upadek i po lichwiarsku eksploatuje wszelkie dobrodziejstwa nowoczesnej cywilizacji, nic zgoła dla niej nie czyniąc i nie odstępując nawet od swych feudalnych przesądów. Wreszcie, niechże właściciel ziemski spojrzy tylko na swojego dzierżawcę - on, który w rolnictwie i w samej ziemi widzi tylko otrzymane w darze źródło pieniędzy - i niech sam powie, czy nie jest on prostaczą, pełną fantastycznych pomysłów, przebiegłą szują, która w głębi serca i w rzeczywistości już od dawna należy do wolnego przemysłu i kochanego handlu, choć tak bardzo się on przed tym broni i choć tyle plecie o swojej historycznej przeszłości i o celach moralnych czy politycznych. Wszystko, co przytacza rzeczywiście na swoją korzyść, jest słuszne tylko w odniesieniu do rolnika (kapitalisty i parobka), a przecież właściciel ziemski jest raczej ich wrogiem; świadczy on więc przeciwko sobie samemu. Bez kapitału własność ziemska jest martwą, pozbawioną wartości materią. Jego cywilizowane zwycięstwo ma polegać właśnie na tym, że w miejsce martwej rzeczy odkrył i powołał do życia pracę ludzką jako źródło bogactwa. (Patrz: Paul Louis Courier, St. Simon, Ganilh, Ricardo, Mill, MacCulloch, Destutt de Tracy i Michel Chevalier).133b

Z rzeczywistego procesu rozwoju (tu wstawka) wynika nieuchronne zwycięstwo kapitalisty, tzn. rozwiniętej własności prywatnej nad nierozwiniętą, połowiczną, nad właścicielem ziemskim, jak w ogóle ruch musi zwyciężyć bezruch, jawna, świadoma podłość - ukrytą i bezwiedną, żądza posiadania -żądzę użycia, jawny, niepohamowany, obrotny egoizm oświecenia - lokalny, ostrożny, prostaczy, gnuśny i dziwaczny egoizm zabobonu, jak pieniądz musi zwyciężyć inne formy własności prywatnej.

Państwa, które mają jakieś wyobrażenie o niebezpieczeństwie w pełni rozwiniętego wolnego przemysłu, w pełni rozwiniętej czystej moralności i w pełni rozwiniętego dobroczynnego handlu, próbują - ale całkiem bezskutecznie - zahamować kapitalizację własności ziemskiej.

Własność ziemska, w odróżnieniu od kapitału, jest taką własnością prywatną, takim kapitałem, który obciążony jest jeszcze lokalnymi i politycznymi przesądami, który jest jeszcze w pewnym stopniu wpleciony w otaczający go świat i nie stał się jeszcze kapitałem dla siebie, nie stał się jeszcze kapitałem w pełni rozwiniętym. Musi on w trakcie swego światowego rozwoju osiągnąć abstrakcyjny, tzn. czysty wyraz.

Stosunek własności prywatnej to praca, kapitał i ich stosunek wzajemny.134

Ogniwa te muszą dokonać następującego ruchu: Po pierwsze - bezpośrednia lub zapośredniczona jedność obu. Kapitał i praca początkowo jeszcze zespolone; potem, choć oddzielone i wyobcowane, jednak dźwigają się wzajemnie i stymulują jako warunki pozytywne.

Przeciwstawność obu względem siebie. Wykluczają się wzajemnie; robotnik widzi w kapitaliście (i odwrotnie) swój niebyt; każdy z nich usiłuje drugiego pozbawić bytu.

Przeciwstawność każdego z nich wobec samego siebie. Kapitał = nagromadzona praca = praca. Jako taki rozpada się na siebie i swoje procenty, a te znowu na procenty i zysk. Całkowite ofiarowanie kapitalisty. Stacza się do szeregów klasy robotniczej, jak robotnik - jednak tylko wyjątkowo - staje się kapitalistą. Praca jako moment kapitału, jako jego koszty. Zatem płaca robocza ofiarą ponoszoną przez kapitał.

Praca rozpada się na siebie i płacę roboczą. Robotnik sam kapitałem, towarem.

Społeczność

LENIN - rocznica