Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 13 gości.

Andrzej Żebrowski: Idzie kryzys, idą cięcia CZAS NA OPÓR

no-cuts.jpg

W swoim listopadowym expose Donald Tusk dał jasno do zrozumienia, że postanowił dokręcić śrubę.

Tusk planuje zredukować deficyt budżetowy (coroczny dług) od dzisiejszego 5,6% do 1% PKB w roku 2015 i zmniejszyć dług państwowy (całkowity dług) od 55% do 47% PKB. Wymagać to będzie ogromnych cięć – a premier raczej nie zamierza ściągnąć pieniędzy od najbogatszych.

Co więcej prognozy ekonomiczne są coraz gorsze. Według danych OECD z listopada 2011 r. PKB wzrośnie nie o 3,8 proc. w latach 2012 i 2013, jak wcześniej podawano, tylko o 2,5 procent.

Polska nie ma waluty euro, jednak kryzys w eurostrefie wywiera ogromny wpływ na polską gospodarkę.

Jak słusznie ocenił amerykański Bloomberg Businessweek: “Gospodarka Polski zwalnia, gdyż popyt z sąsiednich Niemiec, największego partnera handlowego tego kraju, blednieje w czasie kryzysu długu państwowego strefy euro. Wolniejszy wzrost może wykoleić plany rządu dotyczące kształtowania finansów publicznych” (29.11.2011).

Europejscy liderzy nie mogą znaleźć rozwiązania dla kryzysu – nie wiedzą jak zdobyć fundusze na ratowanie zadłużonych banków i państw. Wiedzą tylko, że trzeba atakować większość mieszkańców Europy. Plany Tuska są zgodne z tym scenariuszem.

Milczący Tusk

Wielu posłów i komentatorów zauważyło, że premier przemilczał ważne kwestie, jak służba zdrowia i oświata. To prawda, ale nawet to, co powiedział, jest dla nas fatalne.

Największym uderzeniem Tuska jest podwyższenie wieku emerytalnego do lat 67 dla wszystkich – czyli o 7 lat dłużej dla kobiet i 2 lata dla mężczyzn.

“Co cztery miesiące wiek emerytalny przesuwać będziemy o kolejny miesiąc, co oznacza, że z każdym rokiem pracować będziemy dłużej o trzy miesiące, co będzie oznaczało, że ten poziom 67 lat w przypadku mężczyzn osiągniemy w roku 2020, a dla kobiet w roku 2040 “ – zapowiedział.

W celu minimalizowania oburzenia społecznego politycy rządowi twierdzą, że te zmiany będą stopniowe i trwać będą bardzo długo. To małe pocieszenie. Dzisiejsza 50-letnia kobieta i tak będzie pracowała o 3 lata dłużej, a 30-letnia o siedem lat dłużej.

Rządowe mówienie o stopniowych zmianach ma oswoić nas z rzekomą potrzebą podwyższenia wieku emerytalnego. Drzwi zostały uchylone. Rząd zapewne liczy na to, że będzie łatwiej ewentualnie skrócić czas do wprowadzenia podwyższenia wieku emerytalnego do 67 lat – pod warunkiem, że nie będzie walki w obronie dzisiejszych uprawnień emerytalnych.(Więcej o emeryturach).

Oklaski

Szkodliwość planów Tuska można mierzyć oklaskami, z którymi je witano w prestiżowych mediach biznesowych, które z reguły namawiają do ostrych cięć. W brytyjskim The Economist napisano: “Pan Tusk wreszcie mówi twardo. Jego program, przedstawione parlamentowi w dniu 18 listopada, był nabity odważnymi reformami.”

Agencje ratingowe, oceniające ryzyko finansowe dla nadzianych spekulantów, mówiły podobnie.

“Zaproponowane działania pokazują zaangażowanie rządu w kierunku konsolidacji fiskalnej” -zachwycała się agencja Fitch, a Moody’s ocenił: “Pakiet reform jest proaktywny. Zaproponowane działania idą daleko w przyszłość.”

Jednak jak na razie rating Polski nie został podwyższony. Fitch tłumaczył: “Zmiany są obecnie na papierze. Nie wiemy, jaki będzie ich rzeczywisty wpływ na budżet”.

Europa w kryzysie

Ta niepewność jutra nie dotyczy tylko Polski - paraliżuje decydentów w Europie i USA. Trudno nie zrozumieć dlaczego. Metody Tuska i innych zwolenników surowych “oszczędności” nie tylko są niesprawiedliwe – są także nieskuteczne. Przykładowo, brytyjski rząd Davida Camerona wprowadza daleko idące cięcia odkąd półtora roku temu konserwatyści wygrali wybory. 29 listopada podano, że nie będzie spodziewanego wzrostu gospodarczego - prognozę na rok 2012 obniżono od 2,5% wzrostu do 0,7% . Tamtejszy minister finansów przyznał parlamentowi, że Brytanii grozi recesja.

Jeszcze gorzej jest w Grecji. Drastyczne cięcia nie poprawiły stanu gospodarczego tego kraju. Produkt krajowy jest o 9% mniejszy niż w 2008 roku, a produkcja przemysłowa o 23%.

Ciche cięcia Tuska

Ważniejsze niż to, co Tusk powiedział w expose, jest to, nad czym milczał.

Od lat postępuje prywatyzacja służby zdrowia. Powstają prywatne szpitale, które korzystają z kadry państwowych. Firmy wprowadzają się do szpitali wybierając najbardziej łakome kąski – np. w szpitalu w Koninie oddano prywatnej firmie oddział nefrologii i dializoterapii.

1 lipca 2011 r. weszła w życie ustawa o działalności leczniczej, opisana jako komercjalizacja służby zdrowia. Według nowego prawa, jeśli samorządy nie przekształcą szpitali w spółki, będą musiały spłacić ich zadłużenia. Nawet jeśli powstają spółki, długi są spłacone tylko częściowo. Jeśli szpital staje się spółką i zadłużenie trwa, po kilku miesiącach komornik może wejść na jej konto i nawet przejąć budynki szpitalne.

Fakt, że ta komercjalizacja ma na celu prywatyzację szpitali został ujawniony przez Wikileaks. Według depeszy ambasady USA w styczniu były premier, obecnie główny doradca Tuska, Jan Krzysztofa Bielecki, powiedział ambasadorowi Stanów, że “dla amerykańskich inwestorów z doświadczeniem w branży służby zdrowia jest wiele obiecujących możliwości, a przywództwo USA mogłoby być pomocne w trwającym już teraz częściowym procesie prywatyzacji”.

Rację miał lider WZZ “Sierpień 80” i Polskiej Partii Pracy Bogusław Ziętek, gdy powiedział w czasie kampanii wyborczej: “Zmierzamy w kierunku, kiedy pacjenta będzie wypluwało się tak szybko, jak tanią żywność w McDonaldzie” (05.10.2011 Radiowa Trójka).

Rząd ma tu trzy cele. Po pierwsze prywatyzacją chce oczywiście wzbogacić biznesmenów. Po drugie chce zredukować państwową odpowiedzialność za publiczne leczenie – może wtedy mówić pracownikom, że ich konflikty toczone są z prywatnym właścicielem, nie z rządem. No, a po trzecie rząd zamierza zaoszczędzić pieniądze z budżetu państwa. Tu cicha prywatyzacja jest zbieżna z cichymi cięciami.

Przypomnijmy, że w Polsce wydatki na państwową służbę zdrowia są bardzo niskie – wynoszą jedynie 4,25% Produktu Krajowego Brutto (według ONZ w 2009 r. Czechy wydały 5,8%, Chorwacja 6,6, Niemcy 8,0, a Francja 8,8 PKB).

Likwidacja szkół

Ciche cięcia są prowadzone przez rząd bez przerwy.

Masowo likwiduje się szkoły. Według tygodnika Przegląd (12/2011) 600 szkół w kraju może przestać istnieć jeszcze w tym roku, a w ostatnich pięciu latach zamknięto już 3 tys. placówek.

Rząd usprawiedliwia likwidację placówek niżem demograficznym – jednak w wielu przypadkach chodzi o coś innego. Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, twierdzi:

“Do likwidacji są typowane szkoły, które nie cierpią na brak uczniów. Niestety, na oświatę patrzy się poprzez koszty.” (rz.pl 03.03.11)

Ministrowie mówią, że szkoły są teraz odpowiedzialnością samorządów. Jednak rząd też oszczędza, gdy szkoły są zamykane.

“Subwencja oświatowa przekazywana z budżetu centralnego uzależniona jest od liczby uczniów. Zwykle nie wystarcza do prowadzenia placówki (w niektórych przypadkach zapewnia pokrycie tylko około 30% ponoszonych przez gminę kosztów)” – wyjaśnia Przegląd.

Skutki cichych cięć rządu trafnie opisał Ryszard Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu War­- szaw­skiego (Ubóstwo zielonej wyspy - 23.10.2011):

“Do najmniej kontrowersyjnych, ale za to najbardziej bolesnych dla najuboższych należą ciche cięcia polegające na powstrzymywaniu się od waloryzacji progów uprawniających do świadczeń z pomocy społecznej oraz do świadczeń rodzinnych, a także niepodnoszenie samych świadczeń. Rząd zignorował decyzję Komisji Trójstronnej w tej sprawie, a jest przecież jej częścią. Konsekwencją niepodwyższania progów dochodowych w pomocy społecznej jest to, że dla większości typów gospodarstw domowych stały się one niższe od minimum egzystencji (…). Ponadto progi te służą także do obliczania wysokości świadczeń, więc ich niepodwyższanie powoduje też, że nadal uprawnieni do świadczeń otrzymują niższe zasiłki(…). Najważniejszą konsekwencją niepodwyższania progów dochodowych jest to, że wraz ze wzrostem ogólnej zamożności i kosztów życia coraz mniej rodzin jest uprawniona do świadczeń. Od 2005 roku z powodu zamrożenia progu dla świadczeń rodzinnych prawo do nich utraciło ponad 800 tys. dzieci. “.

Szarfenberg precyzyjnie podsumował dotychczasową politykę rządu:

“Ogólnie rzecz ujmując reformy systemu podatkowo-transferowego w latach 2007-2013 przyniosły duże korzyści najbogatszym (dochody dziesiątego decyla [najbogatsze 10%] wzrosły średnio o ponad 6%) i niewielkie lub żadne najuboższym (przeciętny wzrost dochodu pierwszego decyla o nieco ponad 1%, przy niewielkim spadku dochodów drugiego decyla)”.

W swojej drugiej kadencji Tusk chce intensywniej przynosić “duże korzyści najbogatszym” naszym kosztem. Można i trzeba go powstrzymać.

Kryzys

Nie ma magicznej kuracji dla kryzysu. Póki gospodarka jest sterowana w interesie najbogatszych, wielkich korporacji i banków będziemy ciągle zagrożeni kolejnymi atakami rządu i pracodawców.

Rozwiązanie polega na zastąpieniu dyktatu kapitału demokratyzacją świata pracy, tak żeby gospodarka była kierowana w interesie niezamożnej większości społeczeństwa. Należy więc popierać wszystko, co się do tego przyczynia. W niektórych krajach Europy, jak Grecja, wizja takich zmian jest na porządku dziennym (patrz s. 12).

Jeśli chcemy poważnie walczyć z coraz głębszymi rządowymi cięciami w Polsce, ruch pracowniczy musi przejść od mówienia o kryzysie do zorganizowania masowych strajków. W każdym związku zawodowym, w jak największej liczbie zakładów pracy trzeba żądać od liderów związkowych, by ruszyli do boju.

Nie oznacza to, że bez masowego strajku nie można wygrać w pojedynczych walkach (patrz s. 9), jednak bez takich ogólnokrajowych akcji nie powstrzymamy ataków rządu.

Nie oznacza to również, że studenci, bezrobotni czy emeryci muszą czekać na pracowników przed decydowaniem się na własne akcje. Warto przypomnieć, że masowe protesty studentów w Brytanii w 2010 r. zmieniły nastroje wśród pracowników, co skutkowało w zeszłym miesiącu największym strajkiem masowym na Wyspach od 1926 r. (patrz s. x)

Rząd wykorzystuje fakt, że obecny kryzys w Europie i na świecie jest tak głęboki, by twierdzić, że cięcia są nieuchronne.

My odpowiadamy, że nie zamierzamy płacić za kryzys, którego nie wywołaliśmy. To punkt wyjścia dla dalszych rozwiązań.

Andrzej Żebrowski

Tekst ukazał się w grudniowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"

Społeczność

1917 rev