Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 6 gości.

Andrzej Bińkowski: Kuba, Castro, Rewolucja - część szósta (ostatnia)

fidelek.jpg

Część piąta: http://1917.net.pl/?q=node/7125

PUBLIKUJEMY W 53. ROCZNICĘ WKROCZENIA ODDZIAŁÓW FIDELA CASTRO DO HAWANY I OSTATECZNEGO ZWYCIĘSTWA REWOLUCJI KUBAŃSKIEJ - ANTYIMPERIALISTYCZNEJ I SOCJALISTYCZNEJ.

CZĘŚĆ III

1959-1961

W nocy z 31 grudnia 1958 na 1 stycznia 1959 r., podczas gdy Hawana, jak zwykle w sylwestra szalała, gdy dźwięk rumb i samb wzbijał się wysoko pod szklaną kopułą kabaretu "Tropicana", gdy w saloonach wzdłuż wybrzeża, przy muzyce z szaf grających, cudzoziemscy marynarze uwijali się za smagłymi panienkami, które tym razem, z uwagi na liczne propozycje, zgadzały się tylko na short time, gdy w słynnym barze "Chez Ivonne" baletnice wprawiały w podziw męską publiczność tańcem pośladków, znacznie trudniejszym — o czym wiedzą znawcy — od tańca brzucha, a mieszkańcy hotelu „Capri", zmęczeni zabawą, szukali ochłody w basenie na dachu, skąd można było podziwiać rozległą, roziskrzoną sztucznymi ogniami panoramę miasta, w tę noc wyperfumowaną i roztańczoną na Kubie zdarzyło się coś niezwykle ważnego: uciekł Batista.

O przygotowaniach Batisty do ucieczki wiedzieli tylko członkowie jego rodziny i jego najbliżsi współpracownicy. Zdecydowawszy się po spotkaniu z generałem Cantillo na opuszczenie Kuby, Batista przekazał swój urząd, w celu zachowania ciągłości władzy, Carlosowi Piedrze, najstarszemu wiekiem sędziemu Sądu Najwyższego. Generałowi Cantillo, mianowanemu od ręki głównodowodzącym armii, polecił utworzyć Juntę Cywilno-Wojskową, przy czym nie zaniedbał wskazać nadających się do tego ludzi. Wysłał synów do USA, z Narodowego Banku Kubańskiego wygarnął — mimo że już dawno dorobił się dzięki zajmowanym urzędom fortuny — olbrzymią sumę państwowych pieniędzy, a do kufrów polecił spakować co cenniejsze przedmioty. Uporawszy się wreszcie z tym wszystkim, co zajęło mu niemal trzy doby, udał się z żoną i kilku współpracownikami pod osłoną nocy i w największym sekrecie na lotnisko wojskowe w Hawanie, aby wsiąść do samolotu, który czekał tam już z zapalonymi silnikami, i odlecieć do Dominikany, kraju rządzonego przez dyktatora Trujillo.
Stosownie do instrukcji otrzymanych od Batisty, Carlos Piedra miał się zrazu nie ujawniać jako nowy prezydent, a generał Eulogio Cantillo — jako szef Junty Cywilno- Wojskowej. Dopiero za parę dni, już po sformowaniu nowego rządu, Piedra miał się zwrócić do narodu z apelem o pojednanie patriotyczne i pokój wewnętrzny.

Ledwie tylko Batista opuścił około drugiej w nocy Kubę, ludzie pozostawieni przezeń na posterunku rzucili się w wir kuluarowej krzątaniny. Błazen w todze — sędzia Piedra, montował swój rząd, a karierowicz w mundurze — generał Cantillo, swą juntę. Oczywiście obaj pracowali w tajemnicy.
1 stycznia 1959 r. o godz. 5.20 wiadomość ucieczce Batisty przedostaje się do prasy. W redakcjach alarm, trzeba robić dodatek nadzwyczajny!

O godz. 11.00 Carlos Piedra wprowadza się do Pałacu Prezydenckiego.

O godz. 11.30 odzywa się Fidel Castro.

Za pośrednictwem Radia Rebelde Castro zwraca się do oddziałów zbrojnych Ruchu 26 Lipca i do ludu Kuby. Oświadcza, że nie uznaje junty. Poleca kolumnom "Che" i Cienfuegosa skierować się niezwłocznie do Hawany.

Rewolucja — TAK! — Zamach wojskowy — NIE! — krzyczy do mikrofonu. I wzywa wszystkich pracujących do przystąpienia 2 stycznia do strajku powszechnego, który trwać ma aż do odwołania.

A oto inne fakty z kroniki tego niezwykłego dnia.
Rankiem po ponawianych od ponad tygodnia atakach przeciw siłom policyjnym i wojskowym — kolumna Guevary zdobywa stolicę prowincji Las Villas — Santa Clara — miasto 150-tysięczne, ważny węzeł komunikacyjny. W godzinach przedpołudniowych oddziały Armii Powstańczej wkraczają — bez strzału — do Santiago de Cuba, gdzie Manuel Urrutia po złożeniu wobec powstańców przysięgi obejmuje formalnie urząd tymczasowego prezydenta republiki.

O godz. 18.00 generał Cantillo na wieść o wzięciu przez powstańców Santa Clara i Santiago de Cuba wysyła grupę oficerów na Isla de Pinos w celu uwolnienia z więzienia — tego samego, w którym kiedyś osadzony był Castro — pułkownika Ramóna Barquina i jego towarzyszy. Wyjaśnijmy, że pułkownik Barquin, który wiosną 1952 r. był attache wojskowym w Waszyngtonie, po puczu 10 marca 1952 r. próbował zorganizować w armii frakcję tzw. czystych — los puros, w celu usunięcia Batisty i przywrócenia na Kubie porządku konstytucyjnego, a w następstwie wykrycia sprzysiężenia został aresztowany, osądzony i skazany na wieloletnie więzienie. Generał Cantillo ma więc obecnie nadzieję, że pułkownik Barquin będzie mógł dzięki swemu nazwisku ocalić — włączywszy się energicznie do akcji — zarówno starą armię, jak i nową juntę.

O godz. 19.00 pułkownik Barquin, przybywszy z Isla de Pinos do Hawany samolotem wojskowym, zabiera się do pracy. Niezwłocznie odwołuje szefa policji i niektórych komendantów garnizonów wojskowych, na ich miejsce .mianuje nowych ludzi.

O godz. 24.00 z Isla de Pinos przybywa do Hawany na pokładzie samolotu grupa więźniów politycznych Ruchu 26 Lipca. Przybyli są w świetnej formie, zorganizowani i uzbrojeni.

2 stycznia rozpoczyna się strajk powszechny, do którego poprzedniego dnia wezwał wszystkich Fidel Castro.

Nikt nie pracuje, życie kraju jest sparaliżowane.
Rankiem u pułkownika Barquina zjawiają się oficerowie mianowani nowymi dowódcami garnizonów. Okazuje się, że nie mogą objąć swych funkcji, ponieważ garnizony znajdują się pod kontrolą Armii Powstańczej.

Barquin uświadamia sobie, że stara armia właściwie już nie istnieje. Około godziny dziesiątej bezskutecznie próbuje nawiązać kontakt z Fidelem Castro. O czternastej przyjmuje w obecności innych oficerów delegację Ruchu 26 Lipca z Armando Hartem (obecnie członek Biura Politycznego KPK). Goście informują go, że dr Fidel Castro Ruz nalega stanowczo na przekazanie Campamento Militar, tj. centralnych koszar w Hawanie, Camilo Cienfuegosowi. Barquin jest rozsądny, przystaje ma żądanie Castro, a półtorej godziny później wita nawet serdecznie pierwszych barbudos — brodaczy — z kolumny Cienfuegosa, bratających się z żołnierzami armii rządowej.

Nazajutrz, 3 stycznia, uzbrojone oddziały Dyrektoriatu 13 Marca opanowują główny budynek uniwersytetu i Pałac Prezydencki. Ich akcja jest demonstracją przeciwko Ruchowi 26 Lipca, którego aktywiści w Hawanie zachowują się — zdaniem przywódców Dyrektoriatu — w taki sposób, jak gdyby tylko im przysługiwało prawo wzięcia na siebie odpowiedzialności za losy kraju po upadku dyktatury.

Aktywiści Dyrektoriatu są rozgoryczeni: Hawana tonie w czarno-czerwonych flagach Ruchu 26 Lipca, Milicja Ruchu 26 Lipca kontroluje życie stolicy, skrót "M-26-7" jest na wszystkich murach, natomiast o D-13-M — organizacji, która z poświęceniem i odwagą walczyła przeciw tyranii — w ogóle się nie mówi. I są przekonani, że Ruch 26 Lipca zamierza zapisać na swoje konto także wkład, jaki do batalii przeciw Batiście wnieśli bojownicy Dyrektoriatu. Jest to nieporozumienie. Nieporozumienie tragiczne, grożące rozpętaniem walki wewnątrz awangardy rewolucji w chwili, kiedy jedność działania jest najwyższym nakazem.
4 stycznia do Hawany dociera kolumna "Che".

Cienfuegos i Guevara są w rozterce. Jak mają się zachować wobec rebelii Dyrektoriatu 13 Marca? Zdławić ją? Ale wierząc, że przywódcy D-13-M Rolando Curbelas i Faure Chomón (obecnie członek KC KPK) zrozumieją swój błąd, powstrzymają się od usunięcia ich ludzi z okupowanych budynków.

5 stycznia przybywa samolotem z Santiago do Hawany Manuel Urrutia, tymczasowy prezydent republiki.

Urrutia formuje nowy rząd. Ogłasza również następującą odezwę: Ja, Manuel Urrutia Lleo powołany na stanowisko tymczasowego prezydenta republiki, w dniu 1 stycznia w bohaterskim mieście Santiago de Cuba przez uzbrojony lud, przed którym złożyłem przysięgę i od którego przyjąłem mój urząd, w sytuacji wymagającej przekazania władzy wykonawczej kompetencji władzy ustawodawczej, którą w myśl konstytucji Kuby z 1940 r. sprawuje Kongres republiki, postanawiam dla wykonania tego zadania: 1. uznać za pozbawione urzędów osoby, które niezgodnie z prawem zachowują wciąż urząd prezydenta republiki lub pełnią funkcje ustawodawcze; 2, uznać za rozwiązany parlament republiki, którego funkcje przejmuje Rada Ministrów i uznać też za wakujące urzędy gubernatorów, burmistrzów, wójtów i radnych samorządowych; 3. uchylić postanowienia konstytucji i ustaw, które nie są zgodne z postanowieniami niniejszej odezwy.

Co wniosła odezwa Urrutii?

Jeśli chodzi o "prezydenta" Carlosa Piederę, który i tak nie sprawował faktycznie urzędu, odezwa jedynie potwierdziła ten fakt. Stokroć ważniejsze było proklamowane przez odezwę rozwiązanie starego parlamentu, usunięcie starej administracji oraz połączenie władzy ustawodawczej z władzą wykonawczą. Wyposażenie rządu w uprawnienia ustawodawcze było szczególnie doniosłe — w chwili przeżywanego przez Kubę zwrotu historycznego miało rewolucjonizować i zdynamizować działalność Tymczasowego Rządu Rewolucyjnego. Były to realne zmiany modelu państwa, zabezpieczone przez polityczną i fizyczną siłę rewolucji.

Kim był tymczasowy prezydent republiki?

W przeszłości dr Urrutia był sędzią. Znalazłszy się w 1953 roku w komplecie sędziowskim trybunału, przed którym stanął po akcji powstańczej w Santiago de Cuba Fidel Castro, Urrutia jako jedyny głosował przeciw wyrokowi skazującemu, ponieważ nie wolno — miał odwagę to powiedzieć — skazywać obywatela za próbę obalenia siłą rządu, który doszedł do władzy siłą, przez pogwałcenie konstytucji. Dzięki temu śmiałemu wystąpieniu Urrutia zasłużył sobie na szacunek. Ale nie znaczy to, że był rewolucjonistą. Nie był nim ani w 1953 roku, ani nie stał się nim później.

Kim natomiast był premier nowego rządu?

Zgodnie z już dawno dojrzałym zamysłem, znanym również ekipie przywódczej Ruchu 26 Lipca, Urrutia powołał na szefa rządu José Miró Cardonę, sekretarza generalnego Cywilnego Frontu Rewolucyjnego. Miró Cardona był ongiś profesorem prawa na uniwersytecie hawańskim, jego wykładów słuchał m.in. Fidel Castro. Był również prezesem hawańskiej izby adwokackiej. Podobnie jak Urrutia, nie zajmował się w przeszłości polityką. Ku polityce popchnęło Miró Cardonę zderzenie jego głębokiego przywiązania do legalizmu konstytucyjnego z antykonstytucyjnym zamachem stanu Batisty. Niemniej obca mu była wszelka myśl o możliwości rozwinięcia rewolucji politycznej w rewolucję społeczną.

Ekipa przywódcza Ruchu 26 Lipca, tj. Fidel Castro i jego najbliżsi towarzysze, postanowiła pozostać poza rządem. Jednakże z 18 członków rządu Miró Cardony 8 wywodziło się z M-26-7, w tym 5 z llano, a 3 z sierry. Poza tym, co najmniej czterech innych członków rządu było bliskich Ruchowi 26 Lipca, że wymienimy choćby Osvaldo Dorticósa czy Alfredo Yabura. W składzie KC Komunistycznej Partii Kuby znajduje się dziś aż pięciu ludzi z gabinetu Miró Cardony, w tym dwóch — w składzie Biura Politycznego KC. Jednakże o charakterze tego rządu przesądzali ci, którzy trzymali cugle oraz popierająca ich prawicowa -— i wystarczająco liczna — "frakcja amerykańska" wewnątrz gabinetu. Zresztą nie wszyscy członkowie rządu, którzy przyszli doń z Ruchu 26 Lipca, posiadali już wówczas świadomość — czy też w ogóle mieli ją zdobyć w procesie rozwoju wydarzeń — konieczności dokonania głębokich przemian społecznych, a tym bardziej — świadomość socjalistycznych celów, ku którym rewolucja mogła się zwrócić. I ku którym powinna była się zwrócić, ponieważ byłoby po prostu, zbrodnią — powie w 1973 roku Castro — rozlewać krew tych, którzy brali udział w ataku na koszary Moncada oraz tysięcy innych Kubańczyków tylko po to, aby utrzymać kapitalizm.

Dlaczego jednak Fidel, w którym widziano już wówczas ucieleśnienie ideałów rewolucji kubańskiej, nie zdecydował się na niezwłoczne przejęcie władzy państwowej?

Przemawiało przeciw temu kilka powodów.
Castro opowiadał się za dotrzymaniem zobowiązań, które Ruch 26 Lipca wziął na siebie w ramach Cywilnego Demokratycznego Frontu Rewolucyjnego. Uczciwość i lojalność wobec każdego uważał on — o czym już wspomnieliśmy — za niewzruszone i obowiązujące w każdych warunkach zasady moralności, które rewolucjonistom pomagają zdobywać poparcie mas i obezwładniać wrogów, obnażać ich frazesy, oszustwa i ich nicość, czego oczywiście nie mogliby robić rewolucjoniści sami posługujący się frazesami, sami dopuszczający się oszustw i sami pozbawieni honoru.

Castro pragnął również wykazać, że on i jego najbliżsi towarzysze nie są sprinterami w wyścigu do władzy, i że jest im obojętne, jak się będą nazywali prezydent i premier, byle tylko wcielali w życie cele rewolucji. W 1961 r., w wywiadzie udzielonym telewizji francuskiej, Castro powiedział: Przed rewolucją kraj nasz był przez długi okres widownią walk między klikami i partiami, w których decydowały ambicje polityczne niektórych wodzów. Wskutek tego opinia publiczna żywiła nieufność do przywódców politycznych. Tak więc kiedy teraz Kubą mogli zacząć rządzić politycy, których celem nie było pławienie się w przywilejach i nabijanie sobie kieszeni państwowymi pieniędzmi, lecz autentyczne i wierne służenie ludowi, Castro postanowił nie dopuścić, ażeby pojawił się choć cień podejrzenia, że kierują się oni osobistymi ambicjami i interesami.

Castro liczył się także z tym, że — jak powie później — niektórzy z tych ludzi (tj. Urrutia, Miró Cardona i niektórzy inni) korzystali jeszcze z pewnych wpływów wśród ludu, a jeśli ich reputacja nie była nawet oparta na ich zasługach, to mieli ją dzięki prasie, radiu i telewizji znajdujących się w rękach klasy społecznej, której ekonomiczne i polityczne interesy panowie ci reprezentowali. Znalazłszy się u władzy, ludzie ci musieliby swą reputację potwierdzić czynem, a ponieważ ich działanie nie mogło odpowiadać oczekiwaniom mas ludowych, ich klęska polityczna była nieunikniona. Inaczej mówiąc, niezbędny był pewien okres, który miał posłużyć — jak powiedział Castro w tym samym wystąpieniu — zdemaskowaniu wyżej wskazanych panów.

Poza tym, Castro zdawał sobie sprawę, że ekipa przywódcza Ruchu 26 Lipca mogła wziąć władzę — oczywiście wziąć po to, ażeby dokonać rewolucji — dopiero w chwili, kiedy trzy różne organizacje stanowiące awangardę rewolucji, a mianowicie Ruch 26 Lipca, Dyrektoriat 15 Marca i Socjalistyczna Partia Ludowa, zbliżą się do siebie, uwolnią od wzajemnych uprzedzeń i nawet nie osiągnąwszy jeszcze jedności, wstąpią przynajmniej na drogę ku zjednoczeniu.

Na czele zmotoryzowanej kolumny barbudos, nie spiesząc się, Castro jechał z Santiago do Hawany dokładnie siedem dni. Stolica zgotowała mu 8 stycznia triumfalne przyjęcie, tłumy zatarasowały drogę jego przejazdu. Kiedy zaś w pewnej chwili usiadł mu na ramieniu gołąb (zdjęcie z gołębiem obiegło później prasę światową), powitano to frenetyczną owacją — dla Kubańczyków skłonnych do zabobonów był to znak fortuny, wskazanie człowieka, któremu wszystko w życiu ma się udawać.

Wieczorem, przemawiając do niezmierzonych tłumów, Castro wystąpił z namiętnym apelem do sił rewolucji o jedność działania. Przypomniał, do czego doprowadziło rozbicie w 1933 roku. A następnie, oszczędzając otwartej krytyki Dyrektoriatowi, którego oddziały znajdowały się wciąż jeszcze na uniwersytecie i w Pałacu Prezydenckim, zapytał: Po co broń? Żeby przeciw komu walczyć? Tego wieczoru Kuba zobaczyła, co może osiągnąć Castro, rewolucjonista i niezwykły mówca, siłą swego słowa — po jego przemówieniu oddziały D-13-M wycofały się i przywódcy tej organizacji postanowili przyłączyć ją do Ruchu 26 Lipca.

W przemówieniu wygłoszonym 8 stycznia Castro unikał łatwego optymizmu. Mówił: Myślę, że jest to decydujący moment w naszej historii. Radość jest ogromna, lecz wiele jest do zrobienia. Oszukiwalibyśmy się sądząc, że w przyszłości wszystko będzie łatwe. Być może, iż w przyszłości wszystko będzie trudniejsze. Siedemnaście lat później Fidel Castro miał wypowiedzieć jeszcze raz te same słowa, tak jest, te same słowa, przypominając je jako świadectwo pierwszych dni po obaleniu Batisty. Powtórzył je w referacie, który wygłosił — jako I sekretarz KC Komunistycznej Partii Kuby — 17 grudnia 1975 r. w teatrze im. Karola Marksa w Hawanie do 3156 delegatów na I Zjazd KPK.

Po przybyciu do Hawany Castro nie zamierzał sięgać — z powodów, o których już była mowa — po żaden urząd państwowy. Jako przywódca Ruchu 26 Lipca i głównodowodzący Armii Powstańczej założył swą kwaterę w hotelu „Habana Hilton" (obecnie: „Habana Libre"), położonym w samym sercu Hawany, w nowoczesnej dzielnicy Vedado, i obserwował z najwyższą uwagą prace rządu, choć starał się do nich nie wtrącać.

Działalność rządu w pierwszym okresie po ustąpieniu Batisty można określić najzwięźlej jako łamanie instytucji starego reżimu. Ścięto więc wierzchołek terytorialnej administracji państwowej i rozwiązano skompromitowane partie polityczne. Rozwiązano też starą armię (z wyjątkiem marynarki wojennej, która sobie na to nie zasłużyła). Przystąpiono do energicznej czystki w sądach i prokuraturze. Rozciągnięto pojęcie odpowiedzialności karnej na przestępstwa polityczne reżimu Batisty oraz powołano trybunały rewolucyjne.

Wszystko to należało jeszcze do rewolucji politycznej, niemniej mogło torować drogę ku rewolucji społecznej.

Pierwszym rozdziałem rewolucji społecznej na Kubie musiała być radykalna reforma rolna. Chłopstwo nie może dokonać przewrotu agrarnego — pisał Lenin przed siedemdziesięciu laty — bez usunięcia starej władzy, stałej armii i biurokracji, gdyż wszystko to są najważniejsze ostoje obszarniczej własności ziemskiej. (...) Dlatego też nie wytrzymuje krytyki koncepcja przewrotu chłopskiego (...) bez całkowitego zburzenia instytucji centralnych. Skoro zatem na Kubie zburzono centralne instytucje dyktatury i usunięto starą władzę z jej armią i biurokracją, to czyż nie stworzono tym samym warunków politycznych dla przewrotu agrarnego?

Jednakże rząd Urrutii-Cardony, który wziął na siebie techniczną stronę realizacji tego przedsięwzięcia, kierował się intencją zmiany formy państwa, bez naruszania jego ekonomicznych, a więc klasowych fundamentów. W owych latach z czymś podobnym mieliśmy do czynienia w Egipcie i w Iraku, gdzie Naser i Kasem obalili przegniłe monarchie. W koncepcji rządu Urrutii-Cardony usunięcie instytucji starego reżimu służyło wyłącznie oczyszczeniu terenu dla odtworzenia — czy raczej: stworzenia niemal od podstaw — demokratycznego porządku burżuazyjnego. Oczywiście, i to było niezwykle doniosłe — Castro i jego towarzysze byli gotowi prowadzić batalię przeciw dyktaturze Batisty nawet wtedy, gdyby miała ona na celu tak ograniczone zadanie jak przywrócenie porządku prawnego zmiecionego zamachem z 10 marca (z przemówienia Castro wygłoszonego z okazji XX rocznicy Moncady). Ale programowe ograniczenie się tylko do tego, kiedy rewolucja mogła pójść dalej, byłoby zahamowaniem rewolucji, nałożeniem jej cugli, utrzymaniem jej w obrębie dotychczasowej struktury społecznej.
Rząd był jednak wyłącznie formalnym dysponentem władzy, bowiem nie rozporządzał żadnymi narzędziami jej sprawowania. Jakże więc mógł rządzić?

Otóż fizyczną, zorganizowaną siłą, gwarantującą egzekucję ustaw rządu, była Armia Powstańcza Castro.
Armia Powstańcza liczyła z początkiem 1959 roku niewiele ponad 3000 ludzi. Prawdopodobnie każdy, kto po raz pierwszy słyszy tę liczbę, powie, że to było mało. Jednakże w owej chwili trzy tysiące ludzi stanowiło potencjał wystarczający do utrzymania kontroli nad sytuacją. I to nie tylko dlatego, że stara armia została usunięta ze sceny. Armia Powstańcza była znacznie silniejsza niż wynikałoby to z jej liczebności, ponieważ była — jak się wyraził Camilo Cienfuegos — ludem w mundurze, narzędziem dyktatury proletariatu w stanie powstawania. Armia Powstańcza składała się z ludzi oddanych sprawie rewolucji, o którą od wielu miesięcy walczyli z bronią w ręku, i wierzących bezgranicznie naczelnemu dowódcy, a ponadto — cieszyła się poparciem, zaufaniem, sympatią mas.

Ta armia uzbrojonych rewolucjonistów nie podlegała jednak w rzeczywistości rządowi. Podlegała wyłącznie Fidelowi. A Fidel demonstracyjnie podkreślał swą rezerwę wobec rządu.
Moralną, polityczną siłą, ułatwiającą rządowi egzekucję jego ustaw były radykalne nastroje społeczeństwa. Masy ludowe, otępiane, zastraszane, podobne w latach batalii przeciw reżimowi Batisty do chóru z greckiej tragedii, który nie uczestniczy bezpośrednio w akcji, choć jest nią przejęty, teraz — poczynając od strajku powszechnego, do którego przystąpiły na wezwanie Castro — niemal z dnia na dzień zaangażowały się w sprawę rewolucji.

Ich idolem — nie wahajmy się użyć tego słowa — był Fidel. Właśnie tak — poufale: Fidel. I można było być pewnym, że jeśli Fidel wystąpi przeciw rządowi, a wystąpiwszy, wyjaśni oczywiście gruntownie skłaniające go do tego powody — lud Kuby stanie po jego stronie.

Tkwiła w tym szczególna cecha rewolucji kubańskiej. W sytuacji, kiedy złożona z kilku ludzi ekipa przywódcza Ruchu 26 Lipca nie rozporządzała poza Armią Powstańczą żadną organizacją, musiała zastąpić tę nie istniejącą organizację przez osobę. To, że mogła zdobyć substytut nie istniejącej organizacji w osobie, w jednostce, i dzięki temu przetrwać krytyczny okres do chwili, kiedy organizacja zostanie stworzona, było w gruncie rzeczy dziełem szczęśliwego przypadku. Mogło się tak stać, gdyż osobą tą był Fidel Castro.

Można to ująć inaczej: Otóż jeśli u progu lat pięćdziesiątych na scenie kubańskiej nie zjawiłby się Castro, w drugiej połowie lat pięćdziesiątych najprawdopodobniej nie doszłoby do pojawienia się na Kubie grupy nowych komunistów („fidelistów"), a także związanych z tym faktem możliwości dziejowych i potrzeb.

To właśnie Fidel Castro—jako niezwykle sprawne narzędzie historii—stworzył potrzebę zastąpienia po obaleniu Batisty nie istniejącej organizacji nowych komunistów przez jednostkę, i on też był w stanie tę potrzebę zaspokoić.
Zastąpienie nie istniejącej organizacji nowych komunistów przez osobę Castro było możliwe przede wszystkim dzięki zademonstrowanym już w walce z reżimem Batisty niezwykłym kwalifikacjom politycznym, intelektualnym, moralnym i przywódczym Fidela Castro, a poza tym — także dzięki pewnym materialnym warunkom zewnętrznym. Mimo że Kuba była krajem ekonomicznie zacofanym, rozporządzała — co tłumaczy się oczywiście bliskością Stanów Zjednoczonych — wybitnie rozwiniętą siecią radia i telewizji, której Castro użył dla ustanowienia stałego i bezpośredniego dialogu z masami i stworzenia swoistej wieczorowej szkoły wychowania politycznego.

Tak więc, po upadku Batisty na Kubie pojawiły się dwa ośrodki polityczne: rząd i Armia Powstańcza.

Jak można określić tę sytuację? Jako sytuację dwuwładzy?
Za określeniem: „dwuwładza", przemawiałyby pewne łatwo wpadające w oko cechy zewnętrzne sytuacji. Oto bowiem mieliśmy do czynienia, z jednej strony, z rządem, którego konserwatywną orientację determinowali prezydent Urrutia, premier Miró Cardona i majoryzująca rząd „frakcja amerykańska", zaś z drugiej — z opowiadającą się za zmianami strukturalnymi, wśród których na pierwszy plan wysuwała się reforma rolna, ekipą przywódczą Ruchu 26 Lipca i podporządkowaną mu Armią Powstańczą.
Na Kubie nie było jednak dwuwładzy.

N. A. Kraszeninnikowa, historyk radziecki, trafnie zauważa w swej pracy "Historia państwa i prawa na Kubie", opublikowanej w 1966 r., że — po pierwsze — Armia Powstańcza nie przekazała nigdy, nawet w części, władzy w ręce burżuazji w osobach jej przedstawicieli w Tymczasowym Rządzie Rewolucyjnym (i uzupełnijmy Kraszeninnikową: burżuazji nie udało się tego osiągnąć również własnymi siłami); i że — po drugie — Tymczasowy Rząd Rewolucyjny znajdował się od początku pod takim naciskiem sił rewolucyjnych (dodajmy: także pod naciskiem sprzyjającej „fidelistom" frakcji w łonie rządu), iż był on pozbawiony możliwości prowadzenia polityki odzwierciedlającej interesy burżuazji kubańskiej i sprzymierzonego z nią imperializmu amerykańskiego.

Ale ograniczenie się tylko do tego stwierdzenia odarłoby sytuację panującą w tym czasie na Kubie z jej niepowtarzalnej, po prostu fascynującej oryginalności. Była to przecież mimo wszystko sytuacja jak gdyby dwuwładzy, a ściślej: sytuacja, w której władza pozornie należała do rządu Urrutii--Cardony, zaś ekipa przywódcza Ruchu 26 Lipca — wydawało się — nie posiadała władzy. Miało to niezwykle doniosłe znaczenie. Pozwalało bowiem kubańskiej i amerykańskiej burżuazji oraz rządowi USA trwać w przekonaniu, że rozwój wydarzeń na Kubie po obaleniu reżimu Batisty nie daje powodów do zaniepokojenia, a jego cechę szczególną widzieć jedynie w jakobińskiej gorliwości usuwania przez Tymczasowy Rząd Rewolucyjny instytucji i ludzi obalonej dyktatury. Ta gorliwość zaś nie musiała niepokoić, można ją było objaśnić powszechną odrazą, jaką budziła dyktatura Batisty, zwłaszcza w jej schyłkowym okresie, jak również potrzebą dokładnego oczyszczenia terenu pod fundamenty burżuazyjnej demokracji parlamentarnej, której gmach trzeba było wznosić w zasadzie od nowa. Czy sytuacja ta nie przypominała zresztą sytuacji z 1933 roku, kiedy to wkrótce po obaleniu Machado doszło do „rewolucji sierżantów" i pojawienia się rządu Grau San Martina? Czy również wówczas nie łamano instytucji i nie usuwano ludzi będących podporą obalonego reżimu? Co więcej, z punktu widzenia interesów wielkiej burżuazji kubańskiej i imperializmu amerykańskiego sytuacja w 1959 roku mogła się wydawać mniej niebezpieczna niż sytuacja w 1933 roku.
To, że rząd był organem nie posiadającym faktycznej władzy, nie rzucało się w oczy. Rząd przecież działał naprawdę, i działał skutecznie, zwłaszcza że występował jako organ dwóch władz, wykonawczej i ustawodawczej. Jego liczne rewolucyjne postanowienia, które służyły złamaniu i zmiażdżeniu instytucji będących narzędziem i podporą starego reżimu oraz usunięciu i obezwładnieniu ludzi związanych z tym reżimem, nie pozostawały na papierze, lecz były wprowadzane w życie. Co prawda, były wprowadzane w życie w oparciu o siłę Ruchu 26 Lipca, który udzielał tym postanowieniom nieograniczonego poparcia, jednakże jak długo trwał taki stan rzeczy, tak długo Armia Powstańcza wydawała się być narzędziem w rękach rządu, natomiast okoliczność, że nie podlegała bezpośrednio rządowi — okolicznością jedynie doraźną, przejściową i podyktowaną czysto osobistymi, być może, ambicjami Fidela Castro i jego towarzyszy.

Skoro jednak fałszywe jest mniemanie, że po obaleniu Batisty na Kubie pojawiła się dwuwładza, to jak należy określić tę władzę, jaka wówczas istniała?
Na to pytanie można udzielić jedynie następującej — choć może zaskakującej — odpowiedzi: była to — ukryta pod powłoką specyficznych zewnętrznych cech sytuacji
— rewolucyjna dyktatura proletariatu i chłopstwa.
Rząd w rękach jednych, którzy nie mieli władzy, i władza w rękach drugich, którzy nie rządzili — układ taki mógł istnieć tak długo, jak długo program działania rządzących utożsamiał się z programem działania dysponentów władzy.
W pierwszych tygodniach rząd i Ruch 26 Lipca łączył program złamania do końca instytucji obalonego reżimu. Dla ekipy Urrutii-Cardony złamanie do końca instytucji reżimu Batisty było niezbędnym warunkiem uzdrowienia i umocnienia państwa burżuazyjnego. Natomiast dla Castro i jego najbliższych towarzyszy — niezbędnym warunkiem usunięcia państwa burżuazyjnego i zbudowania na jego gruzach państwa ludowego.

Z punktu widzenia interesów sprawy, której służyli przywódcy Ruchu 26 Lipca, wzięcie tego zadania na siebie przez ekipę cieszącą się zaufaniem kubańskiej i amerykańskiej burżuazji było korzystne. Ekipa Urrutii-Cardony podjęła to zadanie przekonana, że wypełniając je, dokonuje reformy państwa burżuazyjnego, podczas gdy w istocie urzeczywistniała wstępny warunek obalenia tego państwa. Castro i jego towarzysze, którzy nie ujawniali, o co im naprawdę chodzi, sprawiali wrażenie, że perspektywiczne cele rządu i ich perspektywiczne cele są tożsame. Przeciwieństwo ukryte przez jednych nie istniało dla drugich.

W lutym 1959 r., a więc już w zasadzie po zlikwidowaniu instytucji obalonego reżimu, pojawiły się, a następnie zaczęły się szybko potęgować napięcia między rządem a ekipą przywódczą Ruchu 26 Lipca. Castro i jego towarzysze domagali się teraz przystąpienia do reform społecznych, jakich masy ludowe oczekiwały od rewolucji, podczas gdy rząd postanowił nie spieszyć się. Rząd uważał, że im później się do reform przystąpi, tym będzie lepiej, gdyż zmiany będą wówczas bardziej ograniczone.

Doszło do impasu: Rząd, który nie miał władzy, nie mógł rządzić bez poparcia przywódców M-26-7, natomiast ci ostatni, choć mieli władzę, nie mogli rządzić, ponieważ byli poza rządem.

Fidel Castro był przeciwny wszelkim rozwiązaniom przy użyciu siły, które są przecież zawsze wyrazem słabości, i opowiadał się za rozwijaniem rewolucji środkami politycznymi.

Wydawało nam się wówczas — powie w 1961 r. w wywiadzie dla telewizji francuskiej — że osoby będące u władzy podejmą elementarne środki, których oczekiwał od nas naród, i które zdawały nam się być podstawą każdej rewolucji. Upłynęło szereg tygodni, lecz żaden z tych środków nie został podjęty. Nawet gdybyśmy chcieli pozostać na uboczu (...) nie moglibyśmy pozostać na uboczu. (...) Wymogi sytuacji i wola opinii publicznej skłoniły nasz rząd do mianowania mnie premierem.

Obserwując działalność rządu Urrutii-Cardony, Fidel Castro zdawał sobie sprawę, że wkrótce będzie musiał przejąć otwarcie władzę, aby ocalić rewolucję. Ale nie chciał jej wziąć sam — pragnął, aby mu ją dali inni. To, co Castro określił w cytowanym wywiadzie jako wymogi sytuacji i wolę opinii publicznej, wyraziło się min. w naciskach, aby objął urząd premiera, wywieranych nań przez członków rządu, którzy nie należeli do „frakcji amerykańskiej". Gdy 12 lutego Fidel Castro przystał na ich prośby, reszta była już tylko kwestią procedury, którą Miró Cardona ułatwił przez złożenie dymisji (powołany na stanowisko ambasadora Kuby w Madrycie, Jose Miró Cardona wyemigrował później z Hiszpanii do USA, gdzie stanął na czele przygotowań do zbrojnej inwazji na Kubę). W dniu 16 lutego Fidel Castro objął urząd prezesa Rady Ministrów, który sprawuje do dzisiaj, a więc już ponad dwadzieścia lat (żaden inny szef rządu na świecie nie legitymuje się obecnie równie długim okresem sprawowania swego urzędu).

Co mógł jednak zdziałać Castro jako szef rządu złożonego w większości z ludzi, którzy bronili tego, co on zamierzał zwalczać? Ale ani rząd jako całość, and żaden z jego członków z osobna nie był z jednej bryły. Fidel Castro uważał, że potencjał tego rządu nie został wyczerpany, że przez pewien czas może on jeszcze służyć sprawie rewolucji, zaś podjęte przezeń reformy zostaną w opinii
mas zapisane na konto frakcji rewolucyjnej, a nie „frakcji amerykańskiej", i że to właśnie zadecyduje w znacznej mierze o przyszłości.

W marcu i kwietniu 1959 r. premierowi Castro udało się, za pośrednictwem dotychczasowej ekipy rządowej w niemal nie zmienionym składzie, wzmocnić swe wpływy wśród miejskich warstw nie posiadających. W dniu 3 marca rząd znacjonalizował, pod zarzutem udziału w polityczno-finansowych machinacjach reżimu Batisty, amerykańskie towarzystwo telefonów i obniżył dotychczasowe, skandalicznie wysokie taryfy (skorzystała na tym przede wszystkim Hawana, która posiadała 126 tys. z ogólnej liczby 170 tys. aparatów telefonicznych zainstalowanych na Kubie). Trzy dni później, 6 marca, rząd ogłosił ustawę o obniżeniu czynszów mieszkaniowych (w większości wypadków aż o połowę), co z dnia na dzień poprawiło — kosztem kamieniczników żerujących na głodzie mieszkaniowym — sytuację ludzi pracy w miastach. I wreszcie, 21 kwietnia, rząd, rzuciwszy hasło „Plaże dla ludu", przekazał do powszechnego użytku wszystkie plaże zagarnięte przez rozmaite ekskluzywne kluby i stowarzyszenia. Wymienione posunięcia, które nie podważały jeszcze systemu opartego na prywatnej własności środków produkcji, spotkały się z gorącym przyjęciem w społeczeństwie i zapoczątkowały decyzję, która była już krokiem w nową epokę: Ustawę o Reformie Rolnej — Ley de
Reforma Agraria — ogłoszoną 17 maja 1959 roku. Ustawa zwracała się przeciw większości burżuazji agrarnej, tym samym więc była wymierzona w podstawy kapitalizmu na Kubie, jako że wskutek niedorozwoju przemysłu kapitalizm występował tu — o czym już mówiliśmy wcześniej — przede wszystkim w obrębie rolnictwa.

Czym wytłumaczyć, że prezydent Manuel Urrutia, a także wszyscy członkowie „frakcji amerykańskiej" w rządzie złożyli swoje podpisy pod ustawą, której wprowadzenie w życie było niewątpliwie równoznaczne z ostrym starciem z burżuazją agrarną, jak i rządem Stanów Zjednoczonych? Prawdopodobnie liczyli się oni z tym, że ustawa pozostanie na papierze, podobnie jak to się stało w przeszłości z artykułem 90 konstytucji z 1940 roku; bądź też sądzili, że wysiłki ekipy przywódczej Ruchu 26 Lipca doprowadzą — o ile będzie ona dążyła mimo wszystko do wcielenia ustawy w życie — do kryzysu, który spowoduje usunięcie ze sceny Fidela Castro, Nie wzięli oni, jak się wydaje, pod uwagę innej ewentualności: że ustawa przyjęta formalnie przez rząd stanie się w ręku Castro narzędziem zmiany układu sił i punktem wyjścia dla przyśpieszonej radykalizacji rewolucji, a zatem — że użyjemy właściwej terminologii — punktem wyjścia dla przekształcenia rewolucyjnej dyktatury proletariatu i chłopstwa w dyktaturę proletariatu, tj. w państwo socjalistyczne.

Proklamowanie ustawy o reformie rolnej pociągnęło za sobą szybką polaryzację sił w dotychczasowym obozie rewolucji, zwłaszcza zaś w łonie Ruchu 26 Lipca. Nie tylko minister rolnictwa, comandante Humberto Sori Marin, były pełnomocnik ds. reformy rolnej proklamowanej przez dowództwo Armii Powstańczej w Sierra Maestra 10 października 1958 r., lecz i wielu innych zaczęło stawiać pytanie, dokąd mogą zaprowadzić Kubę nieunikniony konflikt ze Stanami Zjednoczonymi i parcelacja obszarniczej własności ziemskiej.

Soriego Castro usunął z rządu 14 czerwca 1959 r., niespełna miesiąc po ogłoszeniu Ustawy o Reformie Rolnej. Oskarżonywkrótce o zdradę, Sori został postawiony przed sądem i skazany na śmierć (rozstrzelano go 21 kwietnia 1961 r.). Z innymi Castro postanowił nie wdawać się w dyskusje i ponad ich głowami podjął dialog z masami wygłaszając swe słynne, słuchane przez cały kraj, wielogodzinne przemówienia telewizyjne.

Mimo to Castro zdawał sobie sprawę z realności niebezpieczeństwa zagrażającego wprowadzeniu w życie Ustawy o Reformie Rolnej, kluczowego, przedsięwzięcia w procesie przejścia od rewolucji politycznej do rewolucji społecznej. Dlatego też zdecydował się na wręcz niezwykły krok, obliczony na przyspieszenie i przeniesienie na forum ogólnokrajowe konfrontacji politycznej z siłami konserwatywnymi. Tuż przed rozpoczęciem druku numeru dziennika "Revolución" z datą 16 lipca 1959 r. udał się osobiście do drukarni — nie ujawniając swego zamiaru nikomu, nawet najbliższym towarzyszom z Ruchu 26 Lipca — i przekazał tekst swojej rezygnacji z funkcji szefa rządu.
Czy możecie sobie wyobrazić, co się działo na Kubie nazajutrz, kiedy tylko numer "Revolución", faktycznego organu Ruchu 26 Lipca, pojawił się w sprzedaży?
Castro w długim przemówieniu telewizyjnym wyjaśnił publicznie motywy swej decyzji. Oświadczył, że objął urząd szefa rządu, aby służyć rewolucji, a skoro nie może jej służyć, ustępuje z urzędu. Wskazał palcem tych, którzy mu uniemożliwiają wypełnienie rewolucyjnej misji. Wśród nich — prezydenta Urrutię.

W ciągu trzech dni zjechało do Hawany ze wszystkich zakątków wyspy około miliona chłopów i robotników rolnych, aby wymusić powrót Castro do rządu. Tej akcji nie byłaby w stanie zorganizować w tak krótkim czasie nawet silna i sprawna partia polityczna.

Niektórzy towarzysze Castro sądzili, że cała sprawa sprowadza się do Urrutii, i byli nawet gotowi. wziąć na siebie usunięcie Urrutii z Pałacu Prezydenckiego. Na szczęście nie mieli odwagi zrobić tego bez porozumienia z Fidelem. Fidel zaś oczywiście zabronił im przewrotu pałacowego. Chodziło bowiem nie tylko o takie lub inne zmiany personalnie, a zwłaszcza o zmianę, na stanowisku tymczasowego prezydenta, ponieważ zmiany te można było osiągnąć inaczej (Urrutia zresztą wyrażał gotowość złożenia dymisji), lecz przede wszystkim o przeprowadzenie tych zmian pod presją ludności Kuby, o przyspieszenie rozwoju świadomości społecznej, o mobilizację mas.
Trwający przez tydzień kryzys rządowy stał się dla mas ludowych wielką szkołą edukacji politycznej. Urrutia oczywiście ustąpił. Jego urząd przejął Osvaldo Dorticós (sprawował go później aż do 1976 r., tj. do chwili zastąpienia instytucji prezydenta przez instytucję Rady Państwa, której przewodniczącym został szef rządu i I sekretarz KC KPK, Fidel Castro). Natomiast Castro objął ponownie urząd premiera, przyjmując go formalnie od nowego prezydenta, a faktycznie — wprost od żądających tego mas, które zaprzysięgły mu swoje poparcie.

Castro mógł już teraz podjąć wyzwanie historii i poprowadzić Kubę ku rewolucji agrarnej.

Latynoamerykańscy ustawodawcy lubują się w preambułach. Nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie.

Owe por cuanto („zważywszy, że..."), których z reguły jest kilka, poprzedzające por tanto, tj. decyzję ogłoszenia ustawy, której postanowienia następują dalej, mają wyjaśnić motywy, jakimi kierował się ustawodawca.

Ustawa o Reformie Rolnej z 17 maja 1959 r. jest poprzedzona preambułą złożoną z aż piętnastu por cuanto. Ale już tylko trzy z nich wystarczyłyby, aby całkowicie uzasadnić 67 artykułów ustawy:

"Zważywszy, że krajowy spis rolny z 1946 r. wykazał, iż ogromna większość gospodarstw zajmujących się produkcją roślinną znajduje się w użytkowaniu osób, które nie są właścicielami ziemi i pracują jako połownicy, dzierżawcy, koloni i prekaryści, podczas gdy właścicielami ziemi są osoby żyjące poza wsią...

Zważywszy, że w tymże spisie rolnym uwidoczniona jest również skrajna i niekorzystna koncentracja własności ziemskiej w nielicznych rękach, rodząca sytuację, w której 2336 gospodarstw panuje nad obszarem 317 tys. caballerias, co oznacza, że 1,5 proc. właścicieli ziemskich posiada 46 proc. ogólnego areału gospodarstw. (...)

Zważywszy, że w odróżnieniu od wyżej przedstawionej sytuacji istnieje 11 tys. gospodarstw poniżej 2 caballerias, które obejmują jedynie obszar 76 tys. caballerias, co z kolei oznacza, iż 70 proc. gospodarstw rozporządza mniej niż 12 proc. ogólnokrajowego areału gospodarstw rolnych, przy czym istnieje znaczna liczba gospodarstw — około 62 tysięcy — które posiadają mniej niż 3/4 caballeria."

Te trzy por cuanto odczytuję z Leyes del Gobierno Provisional de la Rewolución, małej książeczki w kremowych okładkach, którą w 1963 r. kupiłem u ulicznego bukinisty w Hawanie. Książeczka ta zawierająca ustawy wydane w okresie od 1 do 31 maja 1959 r. miała wówczas zaledwie cztery lata, jednakże postanowienia zamieszczonej w niej Ustawy o Reformie Rolnej — a nawet więcej: rezultaty reformy rolnej, które okazały się śmielsze i oryginalniejsze od ustawy — były już od dwóch lat rzeczywistością. Reforma rolna, będąca przewrotem nie tylko w rolnictwie, lecz w całej ekonomice Kuby, została zrealizowana szybciej niż oczekiwali tego Castro i jego towarzysze, tak szybko, iż Kubańczycy nawet nie spostrzegli, kiedy w ich kraju zostały wzniesione fundamenty socjalizmu.

Przebieg realizacji reformy rolnej na Kubie był wszakże dość osobliwy.

Przez dłuższy czas po ogłoszeniu ustawy z 17 maja 1959 r. na Kubie jak gdyby nic się nie zmieniło. Życie wsi toczyło się dawnym rytmem i wielu sądziło, że ustawa ugrzęźnie w bezruchu wynikającym z politycznej niedojrzałości i niezorganizowania mas, pozycji klas panujących i wpływu imperializmu amerykańskiego. I choć ludzie ci wykluczali odłożenie ustawy ad acta, jak to już zresztą nieraz bywało, to przecież podejrzewali, że postanowienia ustawy zostaną w praktyce znacznie okrojone, zaś to, co z niej zostanie (może uwłaszczenie bezrolnych chłopów?), wprowadzane będzie w życie w ślimaczym tempie.

Okrojona reforma rolna byłaby przedsięwzięciem całkowicie różnym od tego, które zapowiadała ustawa.

Zarówno z punktu widzenia interesów chłopstwa, jak i interesów ogólnonarodowych reforma rolna miała sens przy realizacji obu zasadniczych postanowień ustawy: o likwidacji latyfundiów i o uwłaszczeniu bezrolnych chłopów, a także — przy ich równoczesnym wprowadzeniu, jako że tylko wówczas reforma rolna mogła wypełnić elementarne w strategii rozwoju zadanie ,,pchnięcia".
Castro i jego towarzysze rozumieli to doskonale. Pojmowali więc niebezpieczeństwo, jakim byłoby spowolnienie reformy rolnej lub okrojenie jej programu, i nie zamierzali ani czekać, ani paktować.

Cisza, jaka zaległa wokół reformy rolnej w okresie kilku miesięcy od ogłoszenia ustawy, była zatem ciszą pozorną. Ta cisza nie znaczyła, że nic się nie dzieje.

Wkrótce po ogłoszeniu ustawy został powołany do życia Krajowy Instytut Reformy Rolnej. Mimo że przewodniczącego instytutu i jego dyrektora wykonawczego powoływał rząd (przewodniczącym został Fidel Castro), instytut miał w gruncie rzeczy działać poza rządem jako niemal autonomiczny organ władzy państwowej, który swe zadania wypełniał — jak to określiły postanowienia końcowe ustawy — w koordynacji z Armią Powstańczą.

W czerwcu 1959 r. Krajowy Instytut Reformy Rolnej dokonał, w zgodzie z art. 48 ustawy, podziału kraju na 28 Stref Rozwoju Rolniczego, całkiem niezależnie od obowiązującego podziału administracyjnego. W obrębie owych stref miano wprowadzać Ustawę o Reformie Rolnej (a później także inne ustawy odnoszące się do rolnictwa), która przewidywała nie tylko zmianę stosunków własności, lecz również liczne inne zmiany dotyczące wszystkich zasadniczych stron ekonomicznego i socjalnego życia wsi.

Instytut nie mógł jednak przystąpić do wprowadzenia w życie podstawowych postanowień ustawy, dopóki nie posiadał statystyki odzwierciedlającej aktualny stan stosunków własnościowych na wsi. Ani rejestr gruntów w postaci zdjęć lotniczych wykonanych w 1955 r. na zlecenie Banku Rozwoju, ani tym bardziej dane spisu rolnego z 1946 r. nie nadawały się do wykorzystania w praktycznym procesie realizacji reformy. W celu przezwyciężenia tej trudności, z której twórcy ustawy od początku zdawali sobie sprawę, nałożono na właścicieli gospodarstw objętych reformą obowiązek przedstawienia Krajowemu Instytutowi Reformy Rolnej w ciągu trzech miesięcy od ogłoszenia ustawy, tj. do połowy sierpnia 1959 r., dokumentacji obejmującej wszystkie składniki ich własności ziemskiej. Tym, którzy by go chcieli zignorować, zagrożono bezwarunkową utratą prawa do odszkodowania.

Postanowienie to dotyczyło dwóch kategorii burżuazji agrarnej: właścicieli wszystkich gospodarstw, które przekraczały wzięte z osobna lub w połączeniu, obszar 30 caballerias (402 ha) i podlegały, zgodnie z art. 1 ustawy, wywłaszczeniu, oraz właścicieli gospodarstw o mniejszym obszarze, które w całości lub w części były użytkowane przez chłopów bezrolnych, tj. połowników, dzierżawców itp., gospodarujących na parcelach nie przekraczających 5 caballerias, a zatem podlegały, w całości lub w części, wywłaszczeniu.

Akcja inwentaryzacyjna wykazała, że z ogólnego areału użytków rolnych, oszacowanego na 10 068 190 ha, aż 8 522 276 ha —tak jest: osiem i pół miliona hektarów! —przypadało na grunty, które miały w całości lub częściowo zostać objęte reformą rolną. Liczba ta może się wydawać nieprawdopodobna, ale jest prawdziwa.

Areał własności obszarniczej, tj. przekraczającej granicę 30 caballerias, wynosił 6 252 163 ha. Z tego 2,5 mln ha znajdowało się w posiadaniu wielkich przedsiębiorstw cukrowniczych, choć te w 1949 r. uprawiały trzcinę cukrową jedynie na obszarze 1,3 min ha, pozostawiając resztę, tj. 1,2 min ha, odłogiem. Była to „rezerwa produkcyjna" na wypadek szczególnie korzystnej koniunktury, niezależnie od utrzymywanej w polu rezerwy nie ścinanej trzciny cukrowej (bo trzcina cukrowa to nie żyto, niekoniecznie trzeba ją ścinać co roku). Wśród przedsiębiorstw cukrowniczych wyróżniała się grupa 22 kompanii (ich stan posiadania: 1,8 mln ha), 9 kubańskich i 13 amerykańskich. Towarzystwa amerykańskie kontrolowały niemal piątą część gruntów należących do wszystkich gospodarstw rolnych i około 70 proc. ogólnego obszaru plantacji trzciny cukrowej.
Każdy z dwóch etapów, z których miał składać się proces przymusowego wywłaszczenia, pociągał za sobą odrębne problemy gospodarcze, socjalne i polityczne.

Wywłaszczenie drobnych posiadaczy z ziemi użytkowanej przez bezrolnych chłopów gospodarujących na parcelach od 5 caballerias było przedsięwzięciem dość prostym pod względem gospodarczo-organizaryjnym, jako że odpowiednie grunty miały zostać przejęte na własność przez ich dotychczasowych użytkowników. Natomiast zupełnie inaczej przedstawiała się sprawa wywłaszczenia obszarniczej własności ziemskiej, ponieważ w tym wypadku Krajowy Instytut Reformy Rolnej musiał wystąpić w roli dystrybutora gruntów rozdzielanych między chłopów, którym należało niezwłocznie zapewnić odpowiednią pomoc techniczną i finansową, oraz w roli opiekuna spółdzielni rolnych na gruntach przekazywanych — zgodnie z odpowiednim postanowieniem ustawy — robotnikom zatrudnionym do tego czasu przez obszarników.

Te właśnie złożone zadania, jak również wewnętrzne i międzynarodowe problemy rewolucji kubańskiej, sprawiły, że proces praktycznego wprowadzania reformy w życie rozpoczął się dopiero jesienią 1959 r., wyrażając się przy tym, we wstępnej fazie, w posunięciach o charakterze incydentalnym, nie związanych jak gdyby z samą ustawą, choć zgodnych z jej intencją.

We wrześniu, październiku i listopadzie 1959 r. Krajowy Instytut Reformy Rolnej zastosował intervención — tj. interwencję polegającą na fizycznym przejmowaniu własności ziemskiej z odłożeniem na później formalności prawnych, a więc na działaniu nie przewidzianym w Ustawie o Reformie Rolnej. Intervención była nie tyle wyrazem realizacji postanowienia o likwidacji własności obszarniczej, choć właściwie odpowiadała temu postanowieniu w jego podstawowym zarysie, ile raczej wyrazem wzięcia przez rząd w obronę drobnych, jak również średnich hodowców bydła, zagrożonych skurczeniem się rynku zbytu wobec powstrzymania się przez wielkich hodowców, niepewnych swej przyszłości, od zakupów bydła przeznaczonego do końcowej fazy hodowli.

O co tu właściwie chodziło? Wyjaśnijmy więc, że na Kubie istniały trzy typy gospodarstw hodowlanych, związane z trzema fazami hodowli. Drobni hodowcy, posiadający niewielkie pastwiska, zajmowali się wychowem młodego bydła, po czym sprzedawali je tzw. mejoradores, ci zaś wreszcie sprzedawali bydło w wieku 2,5—3 lat tzw. cebadores, tj. obszarnikom uprawiającym hodowlę, którzy po krótkim okresie wypasu przekazywali bydło do uboju. Jeśli więc cebadores nie chcieli kupować bydła, komu mieli sprzedawać bydło mejoradores, a także drobni hodowcy, skoro mejoradores, ich odbiorcy, nie wiedzieli, co mają zrobić ze swoim?

Powstrzymanie się przez cebadores od zakupów bydła groziło ruiną drobnym i średnim hodowcom, jak również załamaniem się całej gospodarki hodowlanej. Rząd poczuł się zmuszony do interwencji. Nie występując pozornie jako wywłaszczyciel, w istocie rzeczy przystąpił do wywłaszczania obszarników uprawiających hodowlę. Wśród wywłaszczonych znalazł się m. in. Ramon Castro — starszy brat Fidela, który posiadał latyfundium hodowlane o obszarze 5 tys. hektarów.

Akcja ta przebiegała, jak to zgodnie podkreślali wszyscy obserwatorzy zagraniczni, w atmosferze całkowitego spokoju. Wielcy hodowcy nie stawiali żadnego oporu, a wywłaszczających ich przedstawicieli Krajowego Instytutu Reformy Rolnej przyjmowali nierzadko jak gości. Tę wręcz zaskakującą postawę wywłaszczanych obszarników tłumaczyła nie tylko świadomość bezskuteczności, a więc i bezcelowości oporu, lecz również praktyka pozostawiania wielkim posiadaczom części ich dotychczasowej własności, dzięki czemu mogli oni zachować swą dotychczasową kondycję społeczną prywatnych hodowców bydła. Jacąues Chonchol, ekspert rolny FAO, który przebywał w tym czasie na Kubie, objaśnia natomiast postawę obszarników obecnością takich psychospołecznych i politycznych czynników, jak słabsza więź emocjonalna, w porównaniu z tą, jaka występuje w innych krajach latynoamerykańskich, gdzie ziemia jest wyróżnikiem prestiżu społecznego i władzy politycznej; narodowa akceptacja nieuniknionej konieczności reformy rolnej ze strony wszystkich grup społecznych oraz moralny prestiż siły, jaką zwycięska rewolucja rozporządzała w 1959 r. w odniesieniu do wszystkich warstw społeczeństwa kubańskiego.

Po przejęciu od obszarników pastwisk i bydła, Krajowy Instytut Reformy Rolnej przystąpił niezwłocznie do organizowania gospodarstw hodowlanych nowego typu — fincas de administración directa, tj. gospodarstw, którymi sam bezpośrednio zarządzał, bądź też spółdzielni, które jeszcze przed końcem 1959 r. zostały przekształcone w gospodarstwa państwowe. O zamianie latyfundiów hodowlanych w farmy państwowe ma próżno jednak szukalibyśmy choć słowa w Ustawie o Reformie Rolnej...

Po zakończeniu — w zasadzie — akcji interwencji w stosunku do latyfundiów hodowlanych w całym kraju, w pierwszych miesiącach 1960 r. przystąpiono do działań skierowanych wobec latyfundiów trzcinowych i ryżowych, z którymi zwlekano do czasu zakończenia zafry i zbiorów ryżu.

Tym samym reforma rolna, której wyniki po 10 miesiącach proklamowania ustawy były jeszcze tak skromne, że przy tym tempie — jak się wyraził Michał Gutelman, wybitny znawca problemów rolnictwa kubańskiego — potrzeba by dwudziestu lat na zaspokojenie oczekiwań 150 tys. potencjalnych beneficjentów reformy — miała wkroczyć w swą zasadniczą fazę, a więc i przyspieszyć swe tempo.

Wydaje się, że już z początkiem 1960 roku przywódcy rewolucji kubańskiej doszli do wniosku, iż parcelacja gruntów obszarniczych pomiędzy chłopów jest postulatem nie znajdującym na Kubie uzasadnienia. W odróżnieniu bowiem od chłopstwa meksykańskiego, rosyjskiego czy chińskiego, chłopstwo kubańskie nie cierpiało w zasadzie na głód ziemi, zaś jego głód własnej ziemi miało zaspokoić uwłaszczenie bezrolnych chłopów. Postulat parcelacji gruntów obszarniczych, który znalazł się w ustawie o reformie rolnej, był tożsamy z postulatem upełnorolnienia gospodarstw drobnochłopskich do poziomu tzw. minimo vital, tj. do 2 caballerias. Jednakże praktyczne możliwości upełnorolnienia, do których odnosiło się zawarte w ustawie zastrzeżenie w miarę możliwości, były w istocie rzeczy nader ograniczone wobec różnego rozmieszczenia gospodarki drobnochłopskiej i obszarniczej oraz wobec występowania tej ostatniej w postaci: ogromnych, zwartych masywów ziemskich. Okoliczność ta niewątpliwie ułatwiła Fidelowi Castro i jego towarzyszom odstąpienie od koncepcji parcelacji części gruntów obszarniczych na rzecz koncepcji całkowitej socjalizacji wielkiej własności ziemskiej. W redakcji tekstu ustawy, wydanej pospiesznie, wzięło górą kryterium parcelacji gruntów obszarniczych, nawet jeśli została tam między innymi wyrażona idea tworzenia z części tych gruntów spółdzielni rolnych — powiedział Castro 15 lat później, na I Zjeździe Komunistycznej Partii Kuby. Kryterium parcelacji gruntów, błędne w warunkach Kuby, której rozwój i byt ekonomiczny są w pełni uzależnione od rolnictwa opartego na wielkich i dobrze pod względem technicznym wyposażonych gospodarstwach, zostało zrewidowane z chwilą przystąpienia do realizacji ustawy.
Natarcie reformy rolnej, której skutkiem miało być przede wszystkim utworzenie rozległego sektora gospodarki uspołecznionej w rolnictwie, zostało poprzedzone powołaniem do życia Ustawą Nr 757 z 16 marca 1960 r. Centralnej Komisji Planowania (JUCEPLAN), a Ustawą Nr 793 z 25 kwietnia 1960 r. — Banku Handlu Zagranicznego. Tym posunięciom rządu w kraju towarzyszyły zmiany w stosunkach Kuby z zagranicą. Z jednej strony zaostrzała się z tygodnia na tydzień kampania USA przeciw Kubie (aż po wysunięte 8 kwietnia 1960 r. przez prezydenta Eisenhowera oskarżenie Castro o zdradę ideałów rewolucji kubańskiej), zaś z drugiej strony — nastąpiło zbliżenie ze Związkiem Radzieckim, które 8 maja znalazło wyraz w przywróceniu stosunków dyplomatycznych między obu krajami. Stanowiło to na tle antykubańskiej kampanii w Stanach Zjednoczonych i gwałtownego pogorszenia się w tym okresie stosunków USA-ZSRR manifestację solidarności rządu radzieckiego z rządem Fidela Castro.

Wobec nieskuteczności wcześniejszych presji, 6 lipca 1960 r. rząd Stanów Zjednoczonych zdecydował się na posunięcie, które miało rzucić Kubę na kolana przez zagrożenie jej totalną katastrofą gospodarczą. W dniu tym prezydent Eisenhower, sięgnąwszy do udzielonych mu już 31 marca pełnomocnictw Kongresu, ogłosił decyzję zredukowania w 1960 r. importu cukru z Kuby do 700 tys. ton, a więc o 2,3 mln ton w stosunku do uprzednio zaplanowanej kwoty, która odpowiadała połowie produkcji kubańskiej.

Skuteczność tego szantażu miała zagwarantować pozycja przedsiębiorców amerykańskich na Kubie, którzy posiadali tu 61 największych cukrowni i kontrolowali blisko połowę produkcji cukru. W tej sytuacji rząd kubański musiał wybrać między kapitulacją a nacjonalizacją. Przygotowany, jak się wydaje, już wcześniej na tę alternatywę, rząd Castro ogłosił 6 lipca, tj. w tym samym dniu, kiedy Eisenhower ujawnił swój pomysł „uduszenia Kuby w cukrze", Ustawę Nr 851. Upoważniła ona rząd do nacjonalizacji wszelkiej własności obywateli USA na Kubie, uzależniając wypłatę odszkodowań od przywrócenia przez rząd amerykański importu cukru z Kuby w ilości co najmniej 3 mln ton rocznie i po cenie nie niższej niż 5,75 centa za funt, tj. odpowiednio do warunków, jakie miały obowiązywać w 1960 r. Trzy dni później rząd ZSRR podał Kubie pomocną dłoń — oświadczył, że jest gotów kupić cukier, którego nie chciały kupić Stany Zjednoczone.

Na podstawie Ustawy Nr 851 rząd kubański skonfiskował m. in. należące do obywateli USA cukrownie, plantacje trzciny cukrowej i inne przedsiębiorstwa rolne, z których bynajmniej nie wszystkie były objęte postanowieniami Ustawy o Reformie Rolnej. Trzy miesiące później, 13 października, rząd Castro dokonał Ustawą Nr 890 konfiskaty m. in. 104 cukrowni będących własnością obywateli kubańskich oraz należących do nich plantacji o obszarze ponad 900 tys. hektarów.

Poczynając od lata 1960 r. reforma rolna, która w ciągu pierwszych 10 miesięcy od ogłoszenia ustawy objęła zaledwie 850 tys. ha, z czego 420 tys. przekazała 6 tys. bezrolnych chłopów, zaczęła rozwijać się z siłą huraganu. Wiosną 1961 r., nim jeszcze upłynęły dwa lata od ogłoszenia ustawy, 101 tys. dawnych bezrolnych chłopów posiadało już przekazane im na własność grunty — łącznie 2,7 mln hektarów. Istniał też już w tym czasie potężny sektor gospodarki uspołecznionej w rolnictwie — 3,9 mln ha, zorganizowany na gruntach poobszarniczych, sektor, o którym nie było mowy w Ustawie o Reformie Rolnej.
Stany Zjednoczone nie zamierzały tolerować rebelii na wyspie, która dotychczas była ich półkolonią. Nie mogąc zdławić rewolucji środkami ekonomicznymi i politycznymi, postanowiły ją złamać środkami militarnymi. Przeciw Kubie zaczęto przygotowywać inwazję.

Już 17 marca 1960 r. — a więc w okresie, kiedy ożywiła się reforma rolna — rząd USA podjął tajną decyzję o uzbrojeniu i przeszkoleniu emigrantów kubańskich, których zamierzał użyć do zaatakowania Kuby. Werbunek objął około pięciuset ludzi. Zostali oni umieszczeni w obozie szkoleniowym w Sierra Madre w Gwatemali, kraju rządzonym przez United Fruit i ambasadora USA. Po przeszkoleniu, mieli zostać zrzuceni z powietrza na terytorium Kuby i podjąć akcję w małych grupach sabotażowych. Wsparciem dla nich miały być małe oddziały partyzanckie, a celem ich wspólnego działania — wojna domowa i ogólnokrajowe powstanie, które zmiotą ze sceny rząd Castro.

Podobieństwo tego planu do doświadczeń wojny partyzanckiej Castro jest uderzające. Ale jego twórcy nie zauważyli, że Castro walczył przeciw znienawidzonej powszechnie dyktaturze, podczas gdy oni dążyli do obalenia rządu cieszącego się poparciem mas ludowych. CIA miała już nawet zapisany w kalendarzu termin uderzenia — wrzesień 1960 roku.

Przywódcy rewolucji kubańskiej postanowili nie ugiąć się wobec szantażu gospodarczego Stanów Zjednoczonych, ani wobec groźby wspieranej przez Stany Zjednoczone inwazji. Odpowiedzialność za losy kraju wymaga niekiedy pozornej nieodpowiedzialności, podczas gdy właśnie nieodpowiedzialność wyraża się często w pozornej przezorności. Zatrzymanie się w drodze — powie później Castro na I Zjeździe Komunistycznej Partii Kuby — byłoby tchórzostwem i zdradą, i doprowadziłoby do tego, że ponownie stalibyśmy się kolonią amerykańską i niewolnikami wyzyskiwaczy. Oczywiście nowy układ sił na świecie stwarzał sprzyjające warunki do całkowitego wyzwolenia narodowego i społecznego naszego kraju, ale w owej chwili w świadomości naszego narodu i jego przywódców, bardziej niż chłodna kalkulacja istniejących możliwości, górę wzięło zdecydowanie zdobycia wolności za każdą cenę, nawet za cenę ogólnonarodowego poświęcenia i ofiar. W naszym przekonaniu czynnik ten stał się elementem decydującym, gdyż bez niego cała późniejsza współpraca i okazywana nam solidarność międzynarodowa okazałyby się daremne.
Rząd ZSRR postanowił wesprzeć Kubę nie tylko ofertą zakupienia cukru. Cztery dni po drastycznym ograniczeniu przez prezydenta Eisenhowera kubańskiej kwoty cukrowej, 10 lipca 1960 r., Ernesto Guevara oświadczył na wielkim wiecu w Hawanie: Kuba jest okrytą chwałą wyspą w sercu Karaibów, bronioną przez rakiety największej w historii potęgi wojskowej.

Od tego czasu Kubańczycy mogli odetchnąć. Wiedzieli przynajmniej, że nie są sarni. Ale wiedzieli również, że przeciwnik z północy nie ustąpi łatwo, i że czeka ich jeszcze długa walka.

Gotując się do odparcia napaści, Castro i jego towarzysze postanowili uzbroić lud — dać tysiącom robotników, chłopów, studentów broń, aby mogli jej użyć w razie potrzeby. Mógł tak uczynić tylko rząd, broniący najżywotniejszych interesów mas i popierany przez lud.
Broni było jednak mało. Aż do 1960 r. rewolucja kubańska rozporządzała zaledwie trzydziestoma tysiącami sztuk broni produkcji amerykańskiej, pochodzącej z II wojny światowej i przejętej po armii Batisty. Wyjątkiem było 25 dział Hawkins, produkcji francuskiej, trochę karabinów automatycznych FAL i pistoletów maszynowych USI produkcji belgijskiej oraz dwa lub trzy helikoptery radzieckie. Lotnictwo składało się z 15 samolotów Seafury, mocno sfatygowanych. Pierwszym oddziałom milicji ludowej można było dać niemal wyłącznie karabiny Springfield i Garand oraz zgoła zabytkowe Crack sprzed I wojny światowej.

Tymczasem powszechne uzbrojenie ludu miało objąć około pięciuset tysięcy mężczyzn i kobiet. Pierwsza próba nabycia większej ilości karabinów automatycznych FAL skończyła się niepowodzeniem, ponieważ produkująca je belgijska fabryka Herstal została wykupiona przez amerykańskie konsorcjum finansowe. Transport innej broni belgijskiej, dostarczonej na pokładzie francuskiego statku „La Coubre", został zniszczony 4 marca 1960 r. w porcie hawańskim przez agentów CIA, którzy wysadzili w powietrze „La Coubre" wraz z 70 członkami załogi. Castro zwrócił się wówczas o sprzedaż broni do krajów socjalistycznych. Pierwszymi pistoletami automatycznymi, jakie przekazano milicji ludowej, były T-23 i T-25, zaś oddziały w górach zostały wyposażone w radzieckie pepesze.

Przeszkolone przez CIA oddziały miały zaatakować Kubę — jak wspominaliśmy — we wrześniu 1960 r. Atak ten nie nastąpił, ponieważ CIA postanowiła zmienić koncepcję inwazji. Nowa koncepcja została opracowana w okresie od września do listopada 1960 r. Zrezygnowano ze zrzutu spadochronowego, z utworzenia małych grup sabotażowych i z ich połączenia się z lokalnymi oddziałami kontrrewolucyjnymi. Ekspedycja CIA miała być wedle nowej koncepcji samodzielna i zmasowana. Miała wedrzeć się od strony morza i być wsparta przez lotnictwo. Na miejsce jej lądowania wyznaczono nie — jak poprzednio — rejon gór Escambray, lecz błotnisty, niemal niezamieszkany półwysep Zapata, położony znacznie dalej na zachód, tj. bliżej Hawany.

Plan ten CIA przedstawiła 17 listopada 1960 r. Johnowi F. Kennedy'emu. Kennedy wygrał właśnie wybory prezydenckie i z końcem stycznia 1961 r. miał zająć po Eisenhowerze miejsce w Białym Domu. Wobec przesunięcia terminu inwazji o kilka miesięcy CIA pragnęła wiedzieć, co o tym planie sądzi nowy prezydent, tym bardziej że chodziły słuchy, jakoby Kennedy chciał zmienić w świecie opinię o Stanach Zjednoczonych. Ale John F. Kennedy nie miał żadnych zastrzeżeń do planu CIA.

W następnych miesiącach plan został uściślony w ważnych szczegółach. Ekspedycja miała zostać zwiększona do około półtora tysiąca ludzi, wyłącznie Kubańczyków. Udział sił zbrojnych USA miał być ograniczony do osłony powietrznej. Rząd amerykański miał się ujawnić jako mecenas imprezy dopiero w wypadku jej zwycięstwa.

W kwietniu 1961 r. pułkownik marines dokonuje inspekcja obozu szkoleniowego w Gwatemali i wysyła raport do Waszyngtonu, w którym czytamy: Inspekcja zwiększyła moją wiarą w zdolność osiągnięcia przez oddział nie tylko wstępnego zadania, ale i celu zasadniczego — obalenia reżimu Castro. Raport ten trafia 14 kwietnia 1961 r. do Kennedy'ego, który przyjmuje go bez uwag. 15 kwietnia lekkie bombowce, startujące z Nikaragui, obsypują bombami porty lotnicze Hawany i Santiago de Cuba: 7 osób ginie, 53 osoby odnoszą rany. Ale cel nalotu — zniszczenie na pasach startowych kubańskich Seafure'ów, nie zostaje osiągnięty. W tym samym czasie najemnicy ładują się na statki w jednym z portów Nikaragui. Żegna ich wypróbowany przyjaciel USA, jeden z najkrwawszych dyktatorów w dziejach Ameryki Łacińskiej — prezydent Somoza, który prosi ich, aby mu przywieźli parę włosów z brody Castro. Najemnicy ruszają na wschód, ku brzegom Kuby.

Nazajutrz po pirackim nalocie, 15 kwietnia 1961 r., na hawańskim cmentarzu Colon odbywa się pogrzeb ofiar bombardowania. Gęsty tłum wypełnia niby kolumna wojskowa, która zatrzymała się w marszu, długą i szeroką calle 23 — od hotelu „Habana Libre" aż po cmentarz. Tłum domaga się ukarania tych, którzy nie pozwalają Kubie żyć w wolności i pokoju. Nikt nie ma wątpliwości, że lada dzień a może lada godzina nastąpi decydujące uderzenie.

Przemawia Fidel Castro:

"Tym, czego nam imperialiści nigdy nie wybaczą, jest to, że jesteśmy tu, pod ich nosem. Tym, czego nigdy nam nie wybaczą, jest nasza godność, hart ideowy i duch rewolucyjny ludu kubańskiego".

Jego słowa, transmitowane przez głośniki, słyszą wszyscy:

"Tym, czego nie mogą nam wybaczyć, jest to, że jesteśmy tutaj i że pod ich nosem dokonaliśmy rewolucji socjalistycznej, i tutaj tej rewolucji socjalistycznej bronimy tymi karabinami".

I kiedy tłum podnosi w górę ręce z karabinami, Fidel woła:

"Towarzysze robotnicy i chłopi, jest to rewolucja nędzarzy, i jesteśmy gotowi za nią oddać życie!"

W tym przemówieniu Castro użył po raz pierwszy słowa socjalizm. W tym przemówieniu Castro określił po raz pierwszy rewolucję kubańską jako rewolucję socjalistyczną.
Rankiem następnego dnia toczyła się już zacięta bitwa z najemnikami na Playa Girón.

UZBROJONY LUD BRONIŁ PO BOHATERSKU REWOLUCJI - REWOLUCJI SOCJALISTYCZNEJ.

I ZWYCIĘŻYŁ.

CAŁOŚĆ TEKSTU DO POBRANIA W FORMACIE .PDF

ZałącznikWielkość
Andrzej Bińkowski - Kuba, Castro, Rewolucja.pdf525.77 KB

Społeczność

Towarzysz Lenin oczyszcza ziemię ze śmieci