Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 14 gości.

Eddie Ford: O Królach i Kimach

kimm.jpg

Biorąc pod uwagę medialne umiłowanie pompy i przepychu – oraz monarchii dziedzicznej – nie małą hipokryzją jest ich szydzenie z Korei Północnej – twierdzi Eddie Ford.
 
 
Tłumaczenie artykułu, który oryginalnie ukazał się 12 stycznia 2012 roku w numerze 896 „Weekly Worker” i dostępny jest pod adresem: http://www.cpgb.org.uk/article.php?article_id=1004675
 
 
Po śmierci 69-letniego Kim Dzong Ila w dniu 17.12.2011r., zachodnia prasa z wielką lubością szydziła ze stalinowskiej teatralności związanej z pogrzebem Umiłowanego Przywódcy i oficjalnym namaszczeniem jego syna 28-letniego Kim Dzong Una na Wielkiego Następcę, tzn. następcę tyrana. Jest on wnukiem Wielkiego Przywódcy Kim Il Sunga – „wiecznego prezydenta” – który zmarł w 1994 roku i którego „Dzieła Wszystkie” zajmują obecnie 99 tomów; nie wspominając o 8-tomowej autobiografii „W wirze stulecia” i operze rewolucyjnej „Kwiaciarka”.
 
Skrajny kult jednostki, który obdarza przywódców Korei Północnej niemalże boskim statusem, w dziwacznym połączeniu konfucjańskiego kultu państwa i szczególnie zdegenerowanej formy stalinizmu wywołuje wiele drwin, zwłaszcza gdy oficjalna północnokoreańska agencja informacyjna KCNA powiadamia o rozmaitych cudach, które miały miejsce w związku z śmiercią Kim Dzong Ila. Lód pękł z „niespotykanie głośnym trzaskiem” na jeziorze Chon pod górą Paektu, gdzie poprzednio narodziny Dzong Ila powitały podwójna tęcza i pojawienie się nowej gwiazdy na nieboskłonie. Jeśli tego byłoby mało, imię Kim Dzong Ila zaświeciło ognistymi literami na skale o zachodzie słońca, wiadomość brzmiała „Święta góra rewolucji, Kim Dzong Il”. Przyroda również oddała hołd Umiłowanemu Przywódcy, więc dowiedzieliśmy się, że w mroźną północ żuraw mandżurski zleciał ku jednemu z jego wielu pomników i pozostał tam, jakby w żałobie – „Nawet żuraw wydawał się opłakiwać śmierć Kim Dzong Ila, syna niebios, po wylądowaniu w środku zimnej nocy, nie mogąc o nim zapomnieć”.
 
Jeśli chodzi o nowego przywódcę, on również został oficjalnie określony jako „wielka postać zrodzona w niebiosach”, jak również jako „na wieki nienaruszona umysłowa podpora narodu koreańskiego”, „duchowy filar ludu i latarnia nadziei” itd. Państwowa prasa przypomina nam również, że „naród koreański ślubuje teraz wierność przywództwu” Kim Dzong Una, którego szybko promowano na stanowisko „najwyższego dowódcy” sił zbrojnych. Organ Partii Pracy Korei „Rodong Sinmun” dodatkowo donosi, że teraz Kim Dzong Un pełni obowiązki przewodniczącego oraz wiceprzewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej Partii Pracy Korei – najpotężniejszego ciała decyzyjnego w kraju. Co więcej jest również p.o. sekretarza generalnego partii.
 
Przez pewien czas najstarszy brat przyrodni Kim Dzong Una – Kim Dzong Nam – był faworytem, który miał przejąć sukcesję – w zgodzie z normą konfucjańsko-stalinowską primogenitury w Korei Północnej. Jednak nieszczęśliwie dla Dzong Nama, dał on plamę w 2001 roku, kiedy zatrzymano go przy próbie dostania się do Japonii z fałszywym paszportem, gdzie chciał odwiedzić tokijski Disneyland – i teraz żyje de facto na wygnaniu w Makao, gdzie podobno jest regularnym gościem kasyn na chińskim terytorium.
 
Udało nam się ustalić, że Kim Dzong Un studiował informatykę i fizykę oraz, że wg byłego osobistego kucharza Kim Dzong Ila Kenjiego Fujimoto jest on „dokładnie taki sam, jak jego ojciec” – posiada „wspaniałe cechy fizyczne, chętnie pije i nigdy nie przyznaje się do porażki”. Widocznie to idealne kwalifikacje do tej pracy.
 
Wydaje się, że tymczasowo Kim Dzong Unowi doradzać będzie mała grupa „starszych rewolucjonistów”, w tym jego ciotka Kim Kiong Hui i wujek Jang Song-teak, aż do krajowych uroczystości stulecia urodzin Kim Il Sunga w kwietniu – więc spodziewajcie rozrzutnej uroczystości „jubileuszowej” i imponujących kolumn czołgów. Nieco ironicznie jak na tak gerontokratyczne społeczeństwo, Kim Dzong Un jest najmłodszą głową państwa na świecie.
 
Powód

Chociaż z jednej strony szalone, te cudowne opowieści promowane przez oficjalne media służą jasnemu politycznemu celowi – podkreśleniu ciągłość linii miedzy starym przywódcą i nowym przywódcą oraz ogólnej harmonii wśród elity państwowej. Umarł stalinowski tyran – niech żyje stalinowski tyran. Innymi słowy, wszystko po staremu. To chce usłyszeć również świat zewnętrzny, mimo wszystkich jego kpin i głosów potępienia.
 
Śmierć Umiłowanego Przywódcy przypomina nam, że Korea Północna nie była całkowicie odizolowana. Kuba ogłosiła trzy dni oficjalnej żałoby po despocie – flagi do połowy masztu – a Nikaragua i Wenezuela wysłały rządowe kondolencje. Strona KCNA z dumą przekazała wyrazy współczucia od emira Kataru, byłego prezydenta Mołdawii oraz „wielkiego króla i wielkiej królowej Kambodży”. Nawet jeszcze lojalniej Didymus Mutasa – sekretarz administracji ZANU-PF Roberta Mugabe – powiedział zimbabwejskiemu radiu „Głos Ludu”(„Voice of the People”), że Kim Dzong Il był „przemiłym człowiekiem” i „naszym wielkim przyjacielem” – kimś „z kim nie wstydzimy się być wiązani”.
 
Potem był właściwy pogrzeb, któremu zachodnie media poświęciły mnóstwo zakłopotanych relacji. Mieliśmy więc znakomite dla telewizji [highly televisual] sceny zbiorowego smutku i żałoby, które momentami przypominały masową histerię, chociaż trudno było z daleka stwierdzić, w jakim stopniu były one na pokaz. Co bardziej cyniczni zachodni dziennikarze sugerowali, że uzewnętrzniony żal był całkowicie udawany, ale to wydaje się mało prawdopodobne.
 
Naturalnie Kim Dzong Un przewodził uroczystościom żałobnym, które trwały 11 dni i miały swoją kulminację w pogrzebie państwowym  i kondukcie przez stolicę w dniach 28 i 29 grudnia. Ubrany w długi czarny płaszcz szedł przed karawanem wiozącym trumnę jego ojca owiniętą w czerwoną flagę. W całym kraju otworzono stacje żałobne [mourning stations].
 
Rząd w Seulu nie wysłał oficjalnej delegacji na pogrzeb. Nawet nałożył zakaz podróży na zwykłych obywateli. Ale zezwolił uczestniczyć wybranej grupie ludzi. Wśród nich była Li Hi Ho, żona byłego prezydenta Korei Południowej Kim De Dzunga, którego tzw. „słoneczna polityka” zbliżenia pod koniec lat 90. ustąpiła chłodniejszym stosunkom za obecnego prezydenta Lee Myung-baka – ukłon w stronę Północy, która wysłała swoich przedstawicieli na pogrzeb jej męża w 2009 roku. Z Seulu towarzyszyła jej Hyun Jeong-eun, przewodnicząca grupy Hyundai – ważnego inwestora na Północy. Niektórzy komentatorzy uznali, że wykorzystała ona pogrzeb jako okazję do przedyskutowania przejęcia przez Koreę Północną aktywów Hyundaia wcześniej w tamtym roku.
 
Ogólnie patrząc nic nie wskazuje na to, aby śmierć Kim Dzong Ila w jakikolwiek sposób spowodowała w kraju kryzys lub zaostrzyła stosunki Północ-Południe. Pewnie, 4 stycznia KCNA rytualnie nazwała Lee Myung-baka „proamerykańskim faszystowskim maniakiem” i „hersztem zła”, ponieważ postawił swoje wojsko w stan podwyższonej gotowości po śmierci Kim Dzong Ila i zabronił zwykłym południowym Koreańczykom uczestniczenia w pogrzebie. Oczywiście w przeciwieństwie do zwykłych obywateli Korei Północnej, którzy mogą podróżować gdzie chcą, kiedy chcą – w swoich marzeniach.
 
Hipokryzja

Dla nas pomysł, że reżim północnokoreański reprezentuje jakąkolwiek formę marksizmu – motyw powtarzany do znudzenia przez radosne media głównego nurtu – jest równie fantastyczny jak bajki z Pjongjangu. W rzeczywistości zbadanie wypowiedzi samego reżimu ujawnia brak jakiegokolwiek śladu marksizmu lub polityki klasy robotniczej – najwyżej fałszywą „antyimperialistyczną” retorykę. Oficjalna doktryna państwowa Juche – opierająca się na trzech kluczowych zasadach:  „politycznej niepodległości”, „samowystarczalności” gospodarczej i „samodzielności” w obronie – jest całkowitym zaprzeczeniem prawdziwego proletariackiego internacjonalizmu. Poza tym wszystkie te "samodzielności" są oczywiście zwyczajnym kłamstwem lub oszukiwaniem samego siebie, biorąc pod uwagę fakt, że kraj jest całkowicie zależny od pomocy zagranicznej (głównie z USA) pozwalającej mu przetrwać w żałosnym stanie w jakim się znajduje dzisiaj. Nie trzeba też przypominać, że odpychające ubóstwianie Kimów jest całkowitą negacją rewolucyjnej, demokratycznej i republikańskiej polityki Marksa, Engelsa, Lenina itp.
 
Ale komuniści mają jeszcze inne obiekcje do zachodniego wizerunku Korei Północnej jako najdziwniejszej części świata jaka kiedykolwiek istniała. Takie przedstawianie spraw  wymaga krótkiego rysu historycznego. Spójrzmy na nasze własne, brytyjskie podwórko. W większości przypadków pokolenia uczniów dowiadywały się, że Wielka Brytania ma chwalebną i nieprzerwaną historię przynajmniej od 1066 roku. W historii dominuje niekończąca się sukcesja dziedzicznych monarchów – oczywiście to całkowicie naturalne i normalne.
 
Faktycznie, jak powinien wiedzieć każdy uczeń, od średniowiecza sukcesja dynastyczna była przedstawiona jako usankcjonowana przez Boga. Stało się to oficjalną doktryną za Tudorów i Stewartów. Nasza obecna królowa Elżbieta II jest obrońcą wiary – chociaż współcześnie nie uznaje się za stosowne przypominanie o jej bożym mandacie do rządzenia nami. Dlaczego jest to mniej dziwne niż brednie o podwójnych tęczach i cudach nad górą Peaktu?
 
Chwileczkę, a co ze scenami masowej żałoby przed Pałacem Buckingham po śmierci Diany Spencer w 1997 roku w tym paryskim tunelu? Z tymi pamiętnymi obrazami ludzi łkających i chlipiących nad jakąś arystokratką, której nigdy nie znali? Fakt, że żałoba pod Pałacem Buckingham była z pewnością autentyczna i spontaniczna –  nie był to jedynie pokaz mający uchronić przed aresztowaniem przez tajną policję za „nielojalność” – czyni to zjawisko jeszcze bardziej niepokojącym. Podobnie z masową żałobą po tej odrażającej, zalanej dżinem reakcjonistce królowej mamusi – na ile to było racjonalne?
 
Jakież to wszystko brytyjskieJakież to wszystko brytyjskie
 
Teraz, co dziwne, zbliża się diamentowy jubileusz królowej – David Cameron w swoim orędziu noworocznym próbował zainspirować nas „światowym dramatem”, który sprawi, że w 2012 roku „damy z siebie wszystko” dumni z tego, „kim jesteśmy” i „co możemy osiągnąć”. Będziemy musieli przetrzymać niekończącą się – i bezmózgą – paradę pompy i przepychu, różne media konkurujące o to, kto bardziej się podliże monarchii. Czy czujecie już nadciągającą groźbę? Nie obawiajcie się, warto – my, szczęśliwi poddani królowej, dostaniemy dodatkowe święto 5 czerwca – radości nad radościami – na doczepkę do Oficjalnych Urodzin (ale głupie, nie?) królowej 4 czerwca. Wszystko to będzie drobiazgowo zaplanowane i choreografowane na niemal północnokoreańską skalę – z królową i członkami rodziny królewskiej płynącymi w dół Tamizy na specjalnej królewskiej barce. Widzicie, Wielka Brytania jest tak odmienna od Korei Północnej.
 
A kiedy królowa wyciągnie swoje pozłacane kopyta, nie zdziwiłbym się gdyby miał miejsce pogrzeb państwowy pełen przepychu, nie wspominając o niekończących się dniach oficjalnej żałoby. Nieokazanie widocznych i wyraźnych oznak żalu, najlepiej do granicy załamania nerwowego, będzie zinterpretowane, jeśli nie jako akt zdrady, to przynajmniej jako coś zdecydowanie niebrytyjskiego. Trochę jak nienoszenie czerwonego maku [mowa o papierowych makach przypinanych do piersi w krajach Wspólnoty Narodów 11 listopada (Dzień Pamięci, Remembrance Day) – rocznicę zakończenia I wojny światowej – przyp. tłum.]. Może nawet mądrzy ludzie powiedzą nam, że była ona największą osobą, jaka kiedykolwiek żyła – tak jak Kim Il Sung i Kim Dzong Il, gdy się nad tym zastanowić.
 
Jedyna prawdziwa różnica między monarchią brytyjską i północnokoreańską jest taka, że Pjongjang jest nowy w tej grze absurdalnych rytuałów i dynastycznej pompy – Koreańczycy to tylko parweniusze. Nowobogaccy. Tylko popatrzcie na Kimów, dla których szczytem stalinowskiego wypasu jest zegarek Roleksa lub okulary Ray-Ban. Jaka tandeta w porównaniu z czymś autentycznym. Dla porównania nasza królowa robi to prawidłowo, odziewając się od stóp do głów w ostentacyjną kolekcję złota i diamentów. A w tych czasach zaciskania pasa mamy być w tym wszyscy razem – powiedzcie to bezdomnym i bezrobotnym.
 
Nie, obawiam się, iż pomysł, że Wielka Brytania jest w widoczny sposób normalniejsza, sensowniejsza i bardziej racjonalna niż Korea Północna, nie trzyma się kupy – monarchia konstytucyjna jest dziwna.
 
Ostateczna hipokryzja polega na tym, że w rzeczywistości nikt w „społeczności międzynarodowej” nie chce nagłego końca reżimu północnokoreańskiego. W rzeczywistości Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja, Japonia, Korea Południowa – wszyscy są zajęci jego podtrzymaniem. Nietrudno zrozumieć powód. Całkowity upadek byłby ogromnie destabilizujący dla regionu, jeśli nie dla świata. Pomyślcie tylko o zalewie uchodźców z Północy, co do diabła należałoby zrobić, gdyby taka implozja naprawdę miała miejsce? Zjednoczenie może powodować olbrzymie problemy – pamiętacie ostre problemy z wchłanianiem po nagłym upadku NRD?
 
Jest oczywistym, że reżimu północnokoreańskiego nie utrzymuje u władzy jedynie 1,1 miliona żołnierzy lub jego 2-3 głowice jądrowe – które jeśliby je kiedykolwiek użyć, wybuchłyby w silosach lub poleciałyby w złą stronę. Nie, reżim istnieje dalej w dużym stopniu przy współudziale jego sąsiadów i samego USA, które nie robią nic, aby zdestabilizować nikczemny reżim.

Portret użytkownika karolg12345
 #

Wszystko okej, ale dlaczego najeżdżacie tak na Koreę PŁN? Rozumiem, kraj wypaczeń, OK, ale z tego tekstu (przynajmniej ja) wywnioskowałem, że rząd USA czy innych "demokracji" to nie reżim. Musimy sobie uświadomić to,że Pjongjangu można nie lubić - OK, zrozumiałe, ale nie potępiajmy go kosztem np. Stanów Zjednoczonych. Poza tym sam tekst jest fajny ;)
Pozdrawiamy - PMP

 
Portret użytkownika Rael
 #

http://kompol.org/start/Zrozumiec_KRLD.html Artykuł Stephena Gowansa, rzucający sporo światła na sytuacje w KRLD i jej geneze

 
Portret użytkownika karolg12345
 #

Czytałem, aczkolwiek prawdę mówiąc KPP (nie okręg Warszawski) a to - (Wrocław - bodajże) to jest znowu w drugą stronę ekstremizm. Trochę prawdy jest i tu i tu, w temacie o Korei na pewno...

 
Portret użytkownika Rael
 #

Tylko, że tego tesktu nie napiał nikt z KPP.

 
Portret użytkownika karolg12345
 #

Wiem, ale oni bardzo (że tak to ujmę) wybiórczo traktują materiały zamieszczane u siebie ;) ale czytałem ten materiał - oczywiście :)
Pozdro

 
Portret użytkownika seis
 #

Uważam, że powinniśmy popierać Koreę Północną na gruncie ochrony rewolucyjnych zdobyczy północnokoreańskiej klasy robotniczej i na gruncie antyimperializmu, ponieważ KRL-D stale grozi imperialistyczna agresja Stanów Zjednoczonych i południowokoreańskiego reżimu.

Zaś sam tekst jest po prostu słaby.

 
Portret użytkownika cinco
 #

Tekst jest bardzo dobry, bo zgrabnie ujmuje istotę KRLD.

Z rewolucyjnych zdobyczy ruchu robotniczego praktycznie nic tam juz nie zostało. Z powodu braku dostaw prądu (wstrzymane po upadku Bloku Wschodniego) nie pracuje przemysł. Trudno jest takze uprawiac rolnictwo w górach i to tradycyjnymi, niezmechanizowanymi metodami (pamiętajmy, że maszyny potrzebują prądu). Spora część żywności pochodzi z resztą z pomocy zagranicznej.

Co ze szkolnictwem? Pozostaje dla elit, bo czy ktos wyobraża sobie sytuacje, w której dziecko, któremu państwo mianujące sie socjalistycznym nie jest w stanie zapewnic nawet żywności (przypomnijmy o konieczności przyjmowania pomocy zza granicy; jasnym jest, ze z powodu ilości nie trafi ona do wszystkich obywateli KRLD) ma dostęp do edukacji? Analogicznie powiedzieć można o np dostępie do dóbr kultury (poza, rzecz jasna, obiektami "szczególnej wagi").

No i wreszcie - system gospodarczy. Przemysł - w ruinie, rolnictwo - ledwo ciagnie. Co zatem z mechanizmami gospodarki planowanej? Najprościej dla władz będzie zastąpić je mechanizmawi rynkowymi, jak sąsiedzi (szczególnie Chiny). Niemniej proces restauracji kapitalizmu (przy zachowaniu wszechwładzy biurokracji) już sie tam rozpoczął (specjalne strefy ekonomiczne - http://www.krld.pl/krld/biznes ).

Co wiec teraz powiedzieć o takiej władzy, która nie licząc się z interesem społeczeństwa (w tym wypadku robotniczego) chce z niego uczynić grupę niskopłatnych niewolników (czyli tzw. tanią siłę roboczą) na usługach kapitału (wzorując się na ChRL)? Zdobycze rewolucji? Czy podążanie warstwy biurokracji za swoim interesem?

Co zaś sie tyczy groźby ataku. Proste pytanie - w czym USA przeszkadza taki kraj? Nie dość, że w przyszłości zaoferować chce tanią siłę roboczą, to jeszcze posłużyć może burżuazyjnym włądzom jako straszak przed komunistami. W dodatku istnienie KRLD pozwala na rozwój gospodarczy Korei Południowej, o czym napisane jest w tekście powyżej:

Całkowity upadek byłby ogromnie destabilizujący dla regionu, jeśli nie dla świata. Pomyślcie tylko o zalewie uchodźców z Północy, co do diabła należałoby zrobić, gdyby taka implozja naprawdę miała miejsce? Zjednoczenie może powodować olbrzymie problemy – pamiętacie ostre problemy z wchłanianiem po nagłym upadku NRD?

 
Portret użytkownika uno
 #

Seis

[Uważam, że powinniśmy popierać Koreę Północną na gruncie ochrony rewolucyjnych zdobyczy północnokoreańskiej klasy robotniczej....]

Wymień proszę jakieś rewolucyjne zdobycze północnokoreańskiej klasy robotniczej

[ i na gruncie antyimperializmu, ponieważ KRL-D stale grozi imperialistyczna agresja Stanów Zjednoczonych i południowokoreańskiego reżimu]

Iranowi też z grozi agresja i to realna a nie wirtualna jak KRLD (tam straszak agresji wykorzystywany jest do utrzymywania monstrualnej armii - bez szans w konfrontacji z zachodem - oraz trzymania za mordę klasy robotniczej w ślepym posłuszeństwie monarchii Kimów i tłumaczenia wszelkich niedostatków). Czy w związku z tym powinniśmy popierać teokratyczny, islamski Iran? O KRLD się nie obawiaj, bo tego reżimu bronią przed imperializmem amerykańskim imperializmy chiński i rosyjski - i to całkiem skutecznie.

[Zaś sam tekst jest po prostu słaby.]
A ja uważam, że tekst jest wręcz genialny

 
Portret użytkownika seis
 #

[Tekst jest bardzo dobry, bo zgrabnie ujmuje istotę KRLD.]

W którym miejscu? Tam, gdzie Kim Dzong Ila nazywa się tyranem czy tam, gdzie zarzuca się USA brak działań przeciwko Korei Północnej?

[Z rewolucyjnych zdobyczy ruchu robotniczego praktycznie nic tam juz nie zostało. Z powodu braku dostaw prądu (wstrzymane po upadku Bloku Wschodniego) nie pracuje przemysł. Trudno jest takze uprawiac rolnictwo w górach i to tradycyjnymi, niezmechanizowanymi metodami (pamiętajmy, że maszyny potrzebują prądu). Spora część żywności pochodzi z resztą z pomocy zagranicznej.]

Oj, oj, oj. Po raz kolejny powtarzacie brednie amerykańskiej propagandy. Owszem, Korea Północna znajdowała się w kryzysie w latach 90., a częściowo znajduje się także dziś.

Po pierwsze: na jakiej podstawie twierdzicie, że „nie pracuje przemysł”?
Po drugie: trudnym warunkom północnokoreańskiego rolnictwa nikt nie przeczy. Warunki owe nie przeszkadzają jednak Korei Północnej być jednym z większych eksporterów świeżych owoców.
Po trzecie: czy nie sądzicie, że owa pomoc nie byłaby potrzebna, gdyby nie blokada imperialistyczna?

[Co ze szkolnictwem? Pozostaje dla elit, bo czy ktos wyobraża sobie sytuacje, w której dziecko, któremu państwo mianujące sie socjalistycznym nie jest w stanie zapewnic nawet żywności (przypomnijmy o konieczności przyjmowania pomocy zza granicy; jasnym jest, ze z powodu ilości nie trafi ona do wszystkich obywateli KRLD) ma dostęp do edukacji?]

Brednia brednię pogania. Edukacja nie pozostaje w Korei Północnej „dla elit”, lecz dla wszystkich młodych ludzi, co wyraża się między innymi w braku analfabetyzmu i dużej liczbie studentów uczelni wyższych, co jak na państwo Trzeciego Świata jest wielkim osiągnięciem.
Za nim zaczniesz gadać głupoty zajrzyj do kompetentnych źródeł, jak chociażby do opracowania (w języku hiszpańskim) „La educacion en la RPDC” (dostępne w Internecie), sporo informacji znajdziecie także w książce-reportażu Krystyny Koneckiej „Koreański koń Czhollima”.

[Najprościej dla władz będzie zastąpić je mechanizmami rynkowymi, jak sąsiedzi (szczególnie Chiny). Niemniej proces restauracji kapitalizmu (przy zachowaniu wszechwładzy biurokracji) już sie tam rozpoczął (specjalne strefy ekonomiczne - http://www.krld.pl/krld/biznes ).]

Mój Drogi, gdyby koreańscy komuniści chcieli zbudować w KRL-D kapitalizm to już dawno by to zrobili wzorem „towarzyszy” z Chin i Wietnamu. Tymczasem umarł Kim Ir Sen i kapitalizmu nie przywrócono. Umarł Kim Dzong Il i również nie zanosi się na restaurację kapitalizmu.

[Co zaś sie tyczy groźby ataku. Proste pytanie - w czym USA przeszkadza taki kraj?]

I taka sytuacja geopolityczna jest właśnie szczęściem KRL-D, gdyż pozwala jej na przetrwanie w kapitalistycznym otoczeniu.

[Wymień proszę jakieś rewolucyjne zdobycze północnokoreańskiej klasy robotniczej]

Nacjonalizacja przemysłu, reforma rolna, dyktatura proletariatu, powszechna edukacja, dobra służba zdrowia, wysokie świadczenie socjalne, brak podatków, niepodległość narodowa… To mało?

[Iranowi też z grozi agresja i to realna a nie wirtualna jak KRLD (tam straszak agresji wykorzystywany jest do utrzymywania monstrualnej armii - bez szans w konfrontacji z zachodem - oraz trzymania za mordę klasy robotniczej w ślepym posłuszeństwie monarchii Kimów i tłumaczenia wszelkich niedostatków). Czy w związku z tym powinniśmy popierać teokratyczny, islamski Iran?]

Dopóki tenże Iran walczy z imperializmem, dopóty powinniśmy go popierać, mimo reakcyjnego charakteru polityki wewnętrznej.

[A ja uważam, że tekst jest wręcz genialny]

Prawie to samo mógłbym przeczytać w prasie „głównonurtowej”.

 
Portret użytkownika tres
 #

Co do bezpłatnej edukacji w KRLD to owszem istnieje ona. Socjalizm nie sprowadza się jednak do bezpłatnej edukacji czy bezpłatnej prasy, ale do zaspakajania ludzkich potrzeb.

Nie chcąc dwa razy powtarzać tych samych argumentów przypomnę tylko dyskusję o KRLD jaka przetoczyła się przez nasz portal w maju ubiegłego roku

http://www.1917.net.pl/?q=node/5128

 

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008