Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 11 gości.

Michael Lowy: Nacjonalizm i internacjonalizm

Michael Loewy

 
200 lat po wezwaniu do wszechświatowego ogólnoludzkiego braterstwa przez Wielką Rewolucję Francuską i 80 lat od chwili powstania Międzynarodówki Komunistycznej – cóż pozostało z wielkiego marzenia o międzynarodowej solidarności uciskanych? Czyżby nacjonalizm był zawsze główną siłą sprawczą światowej polityki? I jak się do tego powinni odnosić socjaliści?
 
 
Sprzeczna rola nacjonalizmu – to jeden z największych paradoksów historii XX wieku. Służąc państwu i siłom reakcji, ideologia nacjonalizmu zrodziła i prawnie usankcjonowała niektóre z najpotworniejszych zbrodni tego stulecia: dwie wojny światowe, ludobójstwo Ormian, Żydów i Romów, wojny kolonialne, pojawienie się faszyzmu i dyktatur wojskowych, okrutne rozprawy z postępowymi, w tym także rewolucyjnymi ruchami – od Chin w latach 20. do Indonezji w latach 60. i Argentyny w latach 70.
 
 
 
Z drugiej strony, w imięwyzwolenia narodowego walczyły o niepodległość narody skolonizowane, a niektóre z najważniejszych i radykalnych socjalistycznych ruchów rewolucyjnych były w stanie zdobyć poparcie ludu i zwyciężyć – w Jugosławii, Chinach, na Kubie, w Nikaragui.

 Inny kłopotliwy paradoks: chociaż nacjonalizm pod wieloma względami określał polityczne zarysy XX wieku, największa rewolucja naszych czasów, Październik 1917 r., nic nacjonalizmowi nie zawdzięczała i w oczywisty sposób skierowana była przeciwko „obronie ojczyzny” w wojnie z imperium Niemiec. Co więcej, historia ruchu robotniczego i socjalistycznego XX wieku nie zna masowej organizacji międzynarodowej tak przywiązanej do idei internacjonalizmu, jak Trzecia Międzynarodówka (w każdym razie w pierwszych latach jej istnienia).
 
Jak zrozumieć te paradoksy? Czy marksizm może nam dać teoretyczne narzędzia dla ich zrozumienia? Czy prawdą jest, że robotnicy i wszyscy wyzyskiwani nie mają ojczyzny, jak uważał Marks w 1848 r.? W jakim stopniu „Matka-Ziemia” może stać się czytelnym horyzontem wyzwolenia społecznego? I jakie są perspektywy nacjonalizmu i internacjonalizmu w XXI wieku? 

Każda próba odpowiedzi w tej sprawie powinna wynikać z dialektycznego podejścia do problemu: kwestia narodowa jest sprzeczna i jej sprzeczności nie są wyrazem jakichkolwiek odwiecznych właściwości ludzkiej natury, lecz wyrazem konkretnych historycznych uwarunkowań.
 
Należy wnikliwie odróżniać poczucie narodowej identyfikacji, przywiązanie do narodowej kultury, poczucie przynależności do narodowej wspólnoty, do własnej historii – i nacjonalizm. Nacjonalizm, to ideologia składająca się ze wszystkich wymienionych elementów, plus jeszcze jednego, kluczowego: wyobrażenie o narodzie jako pierwszorzędnej, fundamentalnej i najważniejszej społecznej i politycznej wartości, której to – w ten czy inny sposób – podporządkowane są wszystkie pozostałe. Hans Kohn, znany badacz nacjonalizmu, określił to jako „stan umysłu, w którym najwyższą lojalność jednostka odczuwa wobec państwa narodowego”. To całkiem trafna definicja – jeśli dodać do tego również walkę o powołanie państwa narodowego – nawet jeśli uznajemy, że istnieją pewne (umiarkowane) ruchy nacjonalistyczne, walczące jedynie o kulturową czy też terytorialną autonomię.
 
Nie jest łatwo wyjaśnić, jak i kiedy rodził się nacjonalizm. Niektórzy autorzy łączą to z powstawaniem państwa narodowego we współczesnym kształcie, a więc w XV-XVI ww. (Machiavelli!). Inni, np. Kohn, łączy nacjonalizm z pierwszymi wielkimi rewolucjami burżuazyjnymi: w XVII w. w Anglii i w 1789 we Francji państwo „przestało być państwem królewskim: stało się państwem ludowym, państwem narodowym, ojczyzną”. Następnie Tom Nairn próbował udowodnić, że nacjonalizm powstał w XIX w. (jako następstwo nierównomiernego rozwoju kapitalizmu) w krajach peryferyjnych (Niemcy, Włochy, Japonia), i dopiero później dotarł do „państw centralnych” (Anglii i Francji), lecz ta dziwna chronologia wygląda nazbyt woluntarystycznie i wydaje się ignorować dobrze znany fakty historyczne, jak patriotyczny aspekt Wielkiej Rewolucji Francuskiej i wojen napoleońskich. W każdym razie, nie ma wątpliwości, że na przestrzeni wielu wieków politycznym ideałem nie było państwo narodowe, lecz inne formy społecznej i politycznej organizacji: klan, miasto-państwo, feudalny senior, kościół, królestwo dynastyczne i wielonarodowe imperium. I chociaż można znaleźć pewne precedensy [państw narodowych] (takie jak starożytni Żydzi czy Grecy), ich natura i istota zdecydowanie różnią się od współczesnego nacjonalizmu.
 
Marksistowski socjalizm jest fundamentalnie przeciwstawny nacjonalizmowi. Przede wszystkim dlatego, że marksizm odmawia postrzegania narodu jako całości: wszystkie narody dzielą się na różne klasy społeczne, z różnymi interesami i różnymi wyobrażeniami o narodowej identyfikacji. Marksizm jednak odrzuca ideologię nacjonalistyczną i jej system wartości przede wszystkim dlatego, że w najwyższym stopniu przywiązany jest nie do jakiegokolwiek narodu, lecz do internacjonalistycznego podmiotu historycznego (proletariatu) i internacjonalistycznego zadania historycznego: socjalistycznej przemiany świata. To internacjonalizm o charakterze zarówno etycznym, jak i materialistycznym.
 
Elementy etyczne są ważne: dla marksistowskiego światopoglądu, materialistycznego i ateistycznego, jedyną wartością, którą można uznać za „sakralną”, absolutną – jest ludzkość jako taka (a wyzyskiwani i uciskani są jej siłą wyzwoleńczą). W tym sensie hasło „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!” jest nie tylko praktycznym wezwaniem do działania, lecz także odpowiedzią etyczną socjalistów na „świętą miłość do swego kraju”, właściwą dla ideologii nacjonalistycznej. Tak więc socjalizm jest internacjonalistycznym ruchem dzięki uniwersalistycznemu i humanistycznemu charakterowi jego wartości i zadań. Bez tego wymiaru etycznego nie sposób zrozumieć bezwarunkowego oddania i samo-poświęcenia całych pokoleń aktywistów ruchu robotniczego wielu krajów dla internacjonalistycznego socjalizmu (czy komunizmu). Jak pisał stary bolszewik Adolf Joffe w swoim ostatnim (przed samobójstwem) liście do Lwa Trockiego w 1927 r.: „życie ludzkie nie ma sensu, o ile nie jest ono służbą nieskończonemu, którym dla nas jest ludzkość”.
 
Jednakże, gdyby internacjonalizm był tylko zasadą moralną, kategorycznym imperatywem, było by łatwo go odrzucić jako piękną utopię. Jeśli tak się nie dzieje, to dlatego, że internacjonalizm proletariacki czerpie swą polityczną siłę z obiektywnych, konkretnych, materialnych uwarunkowań, przeanalizowanych przez Marksa już w „Manifeście Komunistycznym”: z unifikacji ekonomicznej świata przez system kapitalistyczny.
 
Jak każda jedność dialektyczna, światowy kapitalizm nie jest sumą jego składowych, a więc gospodarek narodowych; tak samo, jak internacjonalistyczna walka klasowa nie jest sumą walk wewnątrznarodowych. Stanowi ona organiczną całość, mającą własne formy rozwoju, różniące się od specyfiki elementów składowych. Georg Lukács pisał w „Historii i świadomości klasowej”, że kategoria jedności, to, na płaszczyźnie metodologicznej, nośnik rewolucyjnej zasady. Z punktu widzenia dialektycznej spójności, żadna lokalna czy międzynarodowa sytuacja nie może być wyjaśniona w teorii, bądź zmieniona w praktyce, jeśli ignoruje się jej związek z całością: z gospodarką światową, ze społecznym i politycznym rozwojem.
 
Analiza Marksa w „Manifeście Komunistycznym” nie zestarzała się ani trochę, przeciwnie, jest ona znacznie bardziej aktualna w naszych czasach, niż w roku 1848. Imperializm doprowadził do znacznie wyższego stopnia integracji gospodarki światowej, kontrola nad rynkiem ponadnarodowych monopoli nieporównywalnie wzrosła, ogólnie rzecz biorąc unifikacja planety w kapitalistycznym sposobie produkcji osiągnęła dziś jakościowo znacznie wyższy poziom, niż w 1848 roku. I owa jedność gospodarcza znajduje dziś także polityczny i militarny wyraz w NATO, w interwencjonizmie USA itp. Oznacza to, że internacjonalizm sięga swymi korzeniami struktury gospodarki światowej i światowej polityki. Socjalistyczny internacjonalizm jest również uświadomieniem sobie tych obiektywnych realiów.
 
Który z czynników jest decydujący w walce klasowej: uwarunkowania narodowe czy międzynarodowe? Czy proces światowy jest nadrzędny, czy, jak pisał niegdyś Mao, ważniejszy jest czynnik wewnętrzny i narodowy (endogeniczny)? Tak postawione pytanie samo przez się prowadzi do błędu. Zakłada ono abstrakcyjne, metafizyczne i statyczne rozróżnienie między tym, co narodowe i międzynarodowe, „wewnętrzne” i „zewnętrzne”, tym, co jest „wewnątrz” i tym, co na „zewnątrz”. Dialektyczny punkt widzenia opiera się na rozumieniu sprzecznej jedności między gospodarką narodową a rynkiem światowym, narodową i międzynarodową walką klasową – jedności w sposób oczywisty wynikającej już choćby z faktu, że specyfika narodowa (gospodarcza i społeczna) jest następstwem nierównomiernego rozwoju międzynarodowego kapitalizmu.
 
Błędem w „Manifeście Komunistycznym” i innych pracach Marksa jest idea, jakoby współczesny kapitalizm jest w istocie siłą homogenizującą, stwarzającą identyczne warunki życia i walki dla wszystkich krajów wyzyskiwanych. W jednej ze swych prac z 1845 roku zawarł zaskakujące stwierdzenie, że „narodowość robotnika – nie jest ani francuska, ani angielska, ani też niemiecka – to praca, wolne niewolnictwo, samowyprzedaż. [Jego rządem nie jest ani rząd francuski, ani angielski, ani niemiecki, lecz kapitał. Jego rodzimym powietrzem nie jest powietrze francuskie, angielskie, czy niemieckie, lecz powietrze fabryczne. Jego ziemia nie jest ani francuska, ani angielska, ani niemiecka, należy do niego tylko kilka stóp pod ziemią]”. Jest w tym wiele prawdy. Marks nie wziął jednak tu pod uwagę nie tylko kulturowej specyfiki każdego narodu (której kapitalizm bynajmniej nie likwiduje), lecz także socjoekonomicznych różnic między proletariuszami różnych narodów, związanych z nierównomiernym i kombinowanym rozwojem światowego systemu kapitalistycznego. Co więcej, nie sposób zanegować znaczenia narodowej specyfiki w „kształtowaniu się klasy robotniczej” w każdym kraju i w rozwoju każdej poszczególnej narodowej tradycji antykapitalistycznego oporu i walki.
 
Innymi słowy, chociaż kapitalizm tworzy, zarówno w uprzemysłowionych metropoliach, jak i w krajach podporządkowanych, współczesny proletariat, który z walczy z tym samym wrogiem i ma te same obiektywne interesy historyczne, nie znaczy to wcale, że materialne i społeczne warunki jego życia są jednakowe (nie wspominając już o kulturze narodowej). Jak to kiedyś ujął Lew Trocki: „Jeśli weźmiemy Wielką Brytanię i Indie jako biegunowe rodzaje kapitalistycznego typu, to będziemy zmuszeni powiedzieć, że internacjonalistyczny charakter proletariatu brytyjskiego i indyjskiego opiera się bynajmniej nie na podobieństwie warunków, zadań i metod, lecz na ich nierozłącznej wzajemnej zależności”. Światowy kapitalizm stwarza nieprawdopodobną nierówność, kolosalną różnicę w warunkach życiowych między metropolią a peryferiami systemu: jedynie wspólna, wzajemnie dopełniająca się walka w różnych krajach może zrodzić internacjonalistyczną solidarność. Stąd też ruchy antywojenne we Francji w latach 50. i w USA w latach 60. i 70. wniosły ogromny wkład w walkę Algierczyków i mieszkańców Indochin – i na odwrót: walka w koloniach pomogła w rozpaleniu radykalnej kontestacji w metropoliach.
 
Podsumujmy: internacjonalizm nie jest wyrazem zbieżności warunków życiowych wyzyskiwanych i uciskanych w różnych krajach, lecz wyrazem dialektycznego związku i komplementarności co najmniej trzech rodzajów walki: ruchu robotniczego w rozwiniętych społeczeństwach kapitalistycznych; ruchów na rzecz wyzwolenia społecznego i narodowego w krajach zależnych (bądź kolonialnych) oraz ruchów na rzecz demokracji i przeciwko reformom rynkowym w krajach dawnego Bloku Wschodniego.

Wiele źródeł nacjonalizmu
 
Marksiści często nie doceniali wagi kwestii narodowej, decydującego znaczenia wyzwolenia narodowego dla narodów uciskanych. Przyczyną tego jest zazwyczaj lekceważenie, zaprzeczanie, bądź, co najmniej, niewystarczające zainteresowanie nieklasowymi formami ucisku: narodowego, rasowego lub płciowego. Dzieje się tak nie dlatego, że marksizm jako taki nie jest zdolny uwzględniać tych kwestii, lecz z racji ekonomicznego podejścia, dominującego w myśli marksistowskiej (i w niektórych pracach samego Marksa), które doprowadziło do niedoceniania wymienionych czynników.
 
Marksiści często nie doceniali też siły nacjonalizmu. Szczególne połączenie ekonomizmu i złudzenia co do linearnego postępu (dziedzictwo Oświecenia) doprowadziło do błędnego przekonania o nieuchronnym i szybkim upadku nacjonalizmu. Zwłaszcza Druga Międzynarodówka wierzyła, że nacjonalizm to już przeszłość a Karol Kautsky marzył o przyszłości, w której nie będzie narodów i wszyscy będą mówili w jednym języku: „Narody w sposób bezbolesny zmieszają się ze sobą, mniej więcej na podobieństwo Retrormanów, zamieszkujących szwajcarski kanton Grisons, którzy stopniowo, bez sprzeciwu, germanizują się, uświadamiając sobie, że wygodniej im posługiwać się językiem powszechnym na wielkim terytorium, niż w języku kilku dolin”. Naturalnie, z takimi wyobrażeniami marksiści byli źle przygotowani w chwili kolosalnego zrywu nacjonalizmu po sierpniu 1914 roku, który zburzył ruch robotniczy i doprowadził do „świętej jedności w obronie Ojczyzny” – i do rzezi robotników całego świata. Sam Kautsky stoczył się do „narodowej obrony” niemieckiego imperium, oświadczając, że „Międzynarodówka Socjalistyczna – to narzędzie przydatne jedynie w czas pokoju, w czasie wojny trzeba je starannie odłożyć na bok”.
 
Tak więc pierwszym warunkiem efektywnej walki z nacjonalizmem jest rozstanie się z iluzjami co do linearnego postępu, to znaczy z naiwnym wyczekiwaniem na pokojową ewolucję i stopniowe „obumieranie” nacjonalizmu i wojen narodowych, dzięki modernizacji i demokratyzacji przemysłowych społeczeństw, umiędzynarodowieniu sił wytwórczych itp.
 
Czym można wytłumaczyć niewiarygodną siłę nacjonalizmu w dziejach XX wieku? Pierwszą odpowiedzią będzie klasyczny marksistowski argument: nacjonalizm jest ideologią burżuazyjną i jego władza nad masami to jedna z podstawowych form dominacji ideologicznej burżuazji w społeczeństwach kapitalistycznych. Analiza ta jest słuszna, lecz niewystarczająca dla wyjaśnienia przyciągającej siły nacjonalizmu, w tym również dla znaczących sektorów ruchu robotniczego. Trzeba brać pod uwagę również inne przyczyny.
 
Po pierwsze, istnieją konkretne materialne i ekonomiczne uwarunkowania: konkurencja wśród robotników różnych narodowości (bądź państw), wynikająca z samej natury kapitalizmu. To sprawa interesów krótkoterminowych – na przykład zakazu wwozu towarów zagranicznych, grożącego bezrobociem – jednakże aktualne znaczenie tych interesów może przesłonić konkurującym robotnikom ich ogólny interes historyczny, polegający na zniesieniu wyzysku. Bywa, że dochodzi do tego w ramach jednego narodu, kiedy bezrobotni dobrowolnie zastępują strajkujących. Sam Marks przyznał w „Manifeście”, że konkurencja wśród robotników stale grozi podziałami i zniszczeniem ich wspólnych organizacji.
 
Po drugie, istnieją irracjonalne tendencje, zbieżne w szowinistycznym nacjonalizmie, fanatyzmie religijnym, rasizmie i faszyzmie: to fenomen socjologiczny, który, pomimo jego zawiłości, trzeba koniecznie starannie przeanalizować. Prace Wilhelma Reicha o psychologii masowej faszyzmu, Ericha Fromma o „ucieczce od wolności” i Theodora Adorno o osobowości autorytarnej – to najważniejsze prace na ten temat. Nacjonalizm ze swej natury jest teorią irracjonalistyczną: nie może on wykazać wyższości jednego narodu nad innym poprzez jakiekolwiek argumenty racjonalne, jako że substantywna (a więc nie czysto instrumentalna) racjonalność dąży do uniwersalizmu. Dlatego nacjonalizm zmuszony jest zwracać się ku nieracjonalnym mitom w rodzaju posłannictwa tego czy innego narodu, odwiecznej wyższości tego czy innego narodu, prawa do zajmowania większego geograficznie Lebensraumu („przestrzeni życiowej”) itp. Nacjonalizm może jednak posługiwać się również pseudo-racjonalnymi i pseudonaukowymi formami legitymizacji, takimi jak geopolityka czy antropologia rasowa. Nacjonalizm bywa często nie związany z jakąkolwiek głęboką historyczno-kulturową jednością, będąc jedynie oficjalną ideologią mniej lub bardziej sztucznych tworów państwowych, których granice – to przypadkowe następstwo kolonizacji i/lub dekolonizacji (np. w Afryce czy Ameryce Łacińskiej).
 
Jest jednak też inna przyczyna wzrostu nacjonalizmu, do której marksiści i socjaliści powinni podchodzić bardzo poważnie: walka wyzwoleńcza narodów uciskanych czy kolonizowanych. Chociaż marksizm sam przez się jest przeciwstawny ideologii nacjonalistycznej, musi on bardzo wyraźnie rozróżniać nacjonalizm ciemiężycieli od nacjonalizmu ciemiężonych. Powinien wspierać każdą walkę o wyzwolenie narodowe czy o prawo narodu uciskanego do samookreślenia, nawet jeśli ich ideologiom (lub też ideologiom ich przywódców) właściwy jest nacjonalizm. Oczywiście, marksiści-internacjonaliści uczestniczący w walce narodowowyzwoleńczej powinni zachowywać swoją niezależność i próbować przekonać wyzyskiwane masy ludowe o konieczności prowadzenia walki (w formie permanentnej), przełamując narodowy porządek dnia, w kierunku rewolucyjnej przemiany socjalistycznej. Nie wolno jednak ignorować czy też nie doceniać żądania narodowego samookreślenia tego czy innego narodu.
 
Chodzi nie tylko o to, że dla socjalistów wrogie są wszystkie formy ucisku (narodowego, rasowego, płciowego czy klasowego), lecz także o to, że istnieje dialektyczny związek między internacjonalizmem a prawami narodu. Socjalistyczny internacjonalizm nie może rozwijać się bez uznania przez ruch socjalistyczny równych praw wszystkich narodów. Tak samo jak jedność i solidarność robotników tego samego narodu może istnieć tylko na zasadzie równości – bez jakichkolwiek różnic czy przywilejów, opartych na okupacji czy wynikających z przyczyn religijnych, rasowych, płciowych czy wiekowych – również internacjonalistyczne jednoczenie wyzyskiwanych może postępować tylko w oparciu o uznanie praw narodowych i, w szczególności, prawa do samookreślenia wszystkich narodów.
 
Kiedy Lenin upierał się, że Socjaldemokracja Rosyjska powinna uznać prawo Polski do samookreślenia – prawo narodu polskiego do samodzielnego rozstrzygnięcia, czy chce odrębnego państwa, czy nie, robił to nie tylko dlatego, że walka narodu polskiego przeciwko caratowi była historycznie postępowa (to argument Marksa i Engelsa), lecz przede wszystkim dlatego, że było to przesłanką do utworzenia internacjonalistycznego sojuszu robotników polskich i rosyjskich. Uznanie praw narodowych – to istotny warunek internacjonalistycznej solidarności, jako że pozwala ona rozwiewać podejrzliwość, nienawiść i strach, które zderzają narody ze sobą i stają się pożywką dla szowinizmu. Jak pisał Lenin, bez prawa do rozwodu – do odrębnego państwa – nie może być prawdziwie wolnego małżeństwa – jedności czy federacji narodów. Niestety, polityka rządu bolszewików (włączając w to Lenina) po październiku 1917 r. nie zawsze była wierna tej zasadzi, o czym świadczy np. wtargnięcie do Polski w 1920 r. czy okupacja Gruzji w 1921 roku, itp.
 
Zdecydowanie rozróżniając nacjonalizm uciskanych i nacjonalizm uciskających, socjalistyczni internacjonaliści w żadnym wypadku nie powinni bezkrytycznie popierać tego pierwszego. Mają jednak świadomość sprzecznej natury nacjonalizmu uciskanych: jego wymiaru wyzwoleńczego jako buntu przeciwko niesprawiedliwemu uciskowi – z jednej strony, i ograniczenia, jakie narzuca partykularna, izolacjonistyczna ideologia nacjonalizmu – z drugiej. Dlatego logiczne jest, że wszystkie prawdziwie społeczne rewolucyjne ruchy narodów uciskanych zawsze stawiają wyzwolenie narodowe w centrum, łącząc to z wyzwoleniem społecznym od kapitalistycznego wyzysku, podczas gdy w imperialistycznych metropoliach odrzucanie nacjonalizmu leży u podstaw każdej radykalnej konfrontacji z istniejącym porządkiem, od ruchu antywojennego w USA po francuski Maj 1968 r. (którego jednym z głównych haseł było „les frontieres on s’en fout!” – „Do diabła z granicami!”).
 
Trzeba jednak podkreślić, że różnica między tymi dwoma rodzajami nacjonalizmu jest względna i nie absolutna. Po pierwsze, dlatego że wczorajsi uciskani bardzo łatwo mogą stać się uciskającymi: przykładów na to nie brakuje także dzisiaj. Po drugie, dlatego że ideologia nacjonalistyczna (czy ruch) narodów uciskanych zawsze ma jakby podwójne ostrze: może ona nie tylko wyzwolić od uciskających, ale i uciskać własne mniejszości narodowe. Po trzecie, dlatego że w obu formach nacjonalizmu można znaleźć elementy szowinizmu, globalne odrzucanie „innego” i (niekiedy) rasizm.
 
Lenin był zapewne „klasycznym” myślicielem marksistowskim, który lepiej od innych rozumiał dialektykę internacjonalizmu i praw narodowych. Ale w niektórych fragmentach swoich prac traktuje on demokratyczne prawa narodów jako część, która winna być podporządkowana całości, to znaczy światowemu ruchowi demokratycznemu i socjalistycznemu. Takie ujęcie wydaje mi się niebezpieczne i nieco mechanicystyczne. Jeśli rewolucja socjalistyczna jest samowyzwoleniem się proletariatu – w sojuszu ze wszystkimi wyzyskiwanymi i uciskanymi grupami społecznymi – znaczy to, że jest on ściśle związany z demokratycznym samookreśleniem narodu. „Socjalizm” narzucony narodom z zewnątrz, wbrew ich woli, będzie jedynie karykaturą socjalizmu, skazaną na biurokratyczne zwyrodnienie (wiele krajów wschodnioeuropejskich jest tego przykładem!).
 
Moim zdaniem, bardziej poprawne – i spójniejsze z większością prac Lenina dotyczących kwestii narodowej – jest wyobrażenie o rewolucji socjalistycznej i internacjonalistycznym braterstwie proletariackim jako o celu marksistów, a o narodowym samookreśleniu – jako o niezbędnym środku [do tego]. Cel i środki są tu dialektycznie związane w ten sposób, że podporządkowanie sfery narodowej internacjonalizmowi wyklucza możliwość „składania w ofierze” pierwszego drugiemu.

Poza granice narodów?
 
Jeśli internacjonalizm socjalistyczny jest przeciwstawny ideologii nacjonalistycznej, nie oznacza to bynajmniej, że odrzuca on historyczne i kulturowe tradycje narodu. Jako że ruch internacjonalistyczny w każdym kraju porozumiewa się w języku narodowym, musi też mówić w języku narodowej historii i kultury; w pierwszej kolejności dotyczy to oczywiście kultur uciskanych. Lenin miał świadomość, że każda kultura i każda historia narodu zawiera elementy demokratyczne, postępowe, rewolucyjne, które powinny zostać wchłonięte przez socjalistyczną kulturę ruchu robotniczego, i elementy reakcyjne, szowinistyczne i obskuranckie, z którymi trzeba toczyć bezkompromisową walkę. Zadanie internacjonalistów polega na tym, aby łączyć historyczne i kulturalne dziedzictwo światowego ruchu socjalistycznego z kulturą i tradycją własnego narodu, w ich radykalnym i wyzwoleńczym wymiarze – który to wymiar jest często deformowany przez burżuazyjną ideologię, przesłaniany bądź skrywany za oficjalną kulturą klas panujących.
 
Tak jak marksiści w swojej walce rewolucyjnej powinni uwzględniać decydujące znaczenie narodowej specyfiki ich formacji społecznej, w swojej walce ideologicznej nie mogą oni ignorować narodowej specyfiki własnej kultury i historii. Tak właśnie postępował Sandinowski Front Wyzwolenia Narodowego (FSLN) w Nikaragui, łącząc marksizm z dziedzictwem Augusto Sandino, czyli radykalną tradycją, żyjącą w zbiorowej pamięci narodu nikaraguańskiego. Podobne procesy miały miejsce na Kubie w odniesieniu do demokratycznej i antyimperialistycznej tradycji, związanej z Jose Marti i w Ameryce Południowej, gdzie buntowniczą tradycje Indian uosabiał Tupac-Amaru.
 
Jeśli socjalizm, w sensie Marksowskim – społeczeństwo bezklasowe i bezpaństwowe – może istnieć jedynie w skali ogólnoświatowej, to jakie będzie miejsce narodu na przyszłej „Socjalistycznej matce-Ziemi”? Nie jest to bynajmniej pytanie utopijne i zbędne, jako że internacjonalistyczna natura ostatecznego rewolucyjnego celu socjalistycznego powinna być natchnieniem, o ile to możliwe, dla dzisiejszych form walki. Dla materializmu historycznego państwo narodowe nie jest kategorią wieczną: nie wynika ono z «natury ludzkiej», ani też z jakiegoś biologicznego prawa przyrody (pogląd broniony przez niektórych ultrareakcyjnych „socjobiologów”, twierdzących, że fenomen narodu wydedukowali z „zasady terytorialności” pewnych gatunków zwierząt). Państwa narodowe istniały nie zawsze i nic nie skłania do tego, by sądzić, że będą istniały wiecznie. Krótko mówiąc, jest to produkt historyczny, który może być przez historię wyparty.
 
Niezbędność pewnej formy ustrukturyzowanej (lub „zinstytucjonalizowanej”) organizacji jest uniwersalną potrzebą wszystkich cywilizowanych społeczności ludzkich. Organizacja może przyjmować zarówno formy narodowe, jak i wewnątrz-narodowe (klany, plemiona), albo też ponadnarodowe (cywilizacje religijne). Średniowieczna Europa to charakterystyczny przykład organizacji społecznej i politycznej, łączącej struktury lokalne, które były „przednarodowe” (ziemie feudałów, księstwa) i struktury uniwersalistyczne, które były „ponadnarodowe” (Święte Imperium Rzymskie, Kościół). Współczesne państwo narodowe powstało w XIV-XV w. – wraz z rozwojem kapitalizmu i powstaniem rynku narodowego – a dokładniej, w procesie burzenia/rozkładu obu wspomnianych struktur nie narodowych.
 
Tak więc, nie istnieją aprioryczne argumenty, wykluczające możliwość istnienia w przyszłości nowego ponadnarodowego społeczeństwa ludzkiego, światowej republiki socjalistycznej, która, jednocząc ludzi gospodarczo i politycznie, sprowadzi naród w istocie do jego wymiaru kulturowego. Uniwersalna kultura, która w tych warunkach powstanie, będzie pokojowo współistnieć z bogatą różnorodnością kultur narodowych.
 
Kwestia ta była przedmiotem kontrowersji w marksizmie w XX wieku. Można wskazać dwie podstawowe tendencje:
 
1) ci, którzy przewidywali (bądź uznawali za nieuchronną) przyszłą asymilację wszystkich narodów w uniwersalnej wspólnej kulturze socjalistycznej: Kautsky, Lenin, Stalin, Pannekoek, Strasser. Teoria Kautskiego wspólnego międzynarodowego języka jest jasnym wyrazem tego stanowiska.
 
 
2) ci, którzy wierzyli w swobodny rozwój wszystkich kultur narodowych w zjednoczonej uniwersalnej wspólnocie: Bauer, Trocki i Luksemburg. Na przykład, Trocki pisał w artykule z 1915 roku: „Naród – to aktywny i stały czynnik natury ludzkiej. A w ustroju socjalistycznym naród, wyzwolony z pęt politycznej i ekonomicznej zależności, będzie powołany do odegrania fundamentalnej roli w historycznym rozwoju”.
 
 
Stanowisko trzecie – „narodowej neutralności”, zostało zarysowane przez Włodzimierza Medema, przywódcę żydowskiego Bundu. Zgodnie z tym stanowiskiem, nie sposób przewidzieć, czy przyszły rozwój doprowadzi do rozpłynięcia się czy zachowania narodu żydowskiego. W każdym razie, marksiści nie powinni ani hamować, ani przyspieszać tego procesu, powinni pozostać neutralni. Jeśli uogólnić to stanowisko i odnieść do wszystkich kultur narodowych (czego Medem nie zrobił), to można rozwinąć oryginalną i nowatorską koncepcję tego problemu.
 
 
W każdym razie, z socjalistycznego, rewolucyjnego i demokratycznego punktu widzenia najważniejsze jest to, że żadna internacjonalistyczna polityka nie może opierać się na odrzucaniu, tłumieniu, zakazie czy ograniczaniu praw narodu do samookreślenia i własnego rozwoju.
 
Tłumaczył: Karol Majewski
 
Tekst ten jest rozdziałem pracy: Michael Loewy, Fatherland or Mother Earth, Essays on the National Question , Pluto Press and IIRE, 1998, s. 51-62.
 
 
 
http://poland.indymedia.org/pl/2010/06/51556.shtml

Portret użytkownika tres
 #

Lenin był zapewne „klasycznym” myślicielem marksistowskim, który lepiej od innych rozumiał dialektykę internacjonalizmu i praw narodowych. Ale w niektórych fragmentach swoich prac traktuje on demokratyczne prawa narodów jako część, która winna być podporządkowana całości, to znaczy światowemu ruchowi demokratycznemu i socjalistycznemu. Takie ujęcie wydaje mi się niebezpieczne i nieco mechanicystyczne. Jeśli rewolucja socjalistyczna jest samowyzwoleniem się proletariatu – w sojuszu ze wszystkimi wyzyskiwanymi i uciskanymi grupami społecznymi – znaczy to, że jest on ściśle związany z demokratycznym samookreśleniem narodu. „Socjalizm” narzucony narodom z zewnątrz, wbrew ich woli, będzie jedynie karykaturą socjalizmu, skazaną na biurokratyczne zwyrodnienie (wiele krajów wschodnioeuropejskich jest tego przykładem!).
 
Tutaj wypada przyznać rację Leninowi (z pomocą Trockiego). Francuski dziadek za bardzo filozofuje, zamiast popatrzyć na przyczyny ekonomiczne, leżące w bazie, co powinien zrobić w tym wypadku marksista.
 
Biurokratyczna deformacja państw robotniczych wynikła nie z tego, że "socjalizm" został narzucony z zewnątrz ale  z gospodarczego i kulturalnego zacofania krajów Bloku Wschodniego. O tym pisał już Trocki w "Zdradzonej Rewolucji" co przypomnieliśmy na WR pokrótce w tekście "Komunizm a stalinizm" (http://www.1917.net.pl/node/17881)
 
Władza bolszewików w Rosji nie była narzucona z zewnątrz, podobnie jak władza Tity w Jugosławii a i tak w ZSRR zapanował stalinizm, a jugosławiański "socjalizm samorządowy" upadł również koło 1990 roku tak jak "socjalizm" w krajach, gdzie przyniosły go bagnety Armii Radzieckiej.

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Lenin001