Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 25 gości.

Piotr Ściegienny - rewolucjonista w sutannie

sciegienny.jpg

Niewielu było w historii naszego kraju chłopskich rewolucjonistów. Taką wyjątkową postacią był przywódca niedoszłego powstania z 1844 roku.
 
Piotr Ściegienny urodził się 31 stycznia 1801 roku w podkieleckiej wsi Bilcza. Jak na chłopskie dziecko uzyskał staranne wykształcenie: ukończył szkołę parafialną, następnie przez sześć lat uczęszczał do szkoły wojewódzkiej w Kielcach. Po ukończeniu nauki zapragnął zostać duchownym, jednak nie posiadał środków na opłacenie stołu w seminarium. Trzy lata poświęcił roli nauczyciela, po czym bezskutecznie zabiegał o stanowisko w administracji państwowej. Wreszcie w 1827 roku wstąpił do zakonu pijarów, a pięć lat później uzyskał święcenia kapłańskie.
 
Był to niewątpliwy awans dla chłopskiego syna. Jednak wpływ na jego decyzję miała nie tylko chęć osiągnięcia życiowej stabilizacji. Widział nędzę i ciemnotę chłopów oraz brak szans na zmianę tego położenia. Na własnej skórze doświadczył, jak trudna jest droga do wiedzy i kariery. Po latach wspominał z goryczą: Nieraz jednak płakałem, żem się wieśniakiem urodził, żem sobie nie mógł zapewnić utrzymania, a rodzicom przytułku na starość. Wstąpienie do zakonu pijarów zdawało się szansą na realizację marzeń o edukacji dla ludu. Jako kleryk w kolegium w Opolu Lubelskim Ściegienny sprawował funkcję nauczyciela szkoły wydziałowej. Wykładał aż sześć przedmiotów: język polski, łacinę, arytmetykę, historię naturalną, geografię i fizykę, co dowodzi, że przełożeni go doceniali i obdarzali sporym zaufaniem.
 
Wydarzeniem, które wywarło wielki wpływ na Ściegiennego, był wybuch powstania listopadowego. Widok maszerujących polskich żołnierzy z korpusu Girolamo Ramorino oraz cierpienia rannych w opolskim lazarecie przyspieszyły jego ewolucję. Z krzewiciela oświaty stawał się rewolucjonistą. 
 
Spiskowiec
 
Po rozwiązaniu przez władze carskie zakonów katolickich w 1833 roku Ściegienny został wikariuszem w Wilkołazie. Z własnych funduszy założył szkółkę dla wiejskich dzieci, zlikwidowaną wkrótce wobec sprzeciwu władz. Jednocześnie dojrzewały jego poglądy. Obserwował nędzę chłopów i zapamiętale poświęcał się lekturze. Prócz książek o tematyce religijnej zaczytywał się „pismami demokratycznymi” dostarczanymi mu przez działaczy lubelskich kół spiskowych. Przełomowym wydarzeniem dla losów wiejskiego wikariusza było pojawienie się w 1839 roku w Wilkołazie wysłannika Stowarzyszenia Narodu Polskiego Celsa Lewickiego, który wciągnął Ściegiennego do spisku. Od tej pory przez dom wikarego przewinęła się cała gromada wysłanników i emisariuszy. Dzięki kontaktom ze spiskowcami Ściegienny miał dobre rozeznanie w planach organizacji działających w kraju i na emigracji. W jego ręce trafiały zakazane dzieła Mickiewicza, Słowackiego, Mochnackiego, Lelewela, Niemcewicza oraz broszury emigracyjne: „Nowa Polska”, „Pszonka” czy „Tygodnik Poznański”. Pracą, która wywarła na nim wielkie wrażenie, było dzieło księdza de Lamennais: "Le pays et le Gouvernement" (pol. "Lud i władza"). Czytanie przerodziło się w kopiowanie, a następnie przetwarzanie trudnych i niezrozumiałych dla ludu pism emigracyjnych. Do pisania własnych dzieł zachęcali go spiskowcy z Warszawy, zwłaszcza częsty bywalec wilkołaskiej plebanii Cels Lewicki.
 
Kontakty ze spiskowcami były coraz intensywniejsze, a Ściegienny odgrywał w planach rewolucjonistów coraz istotniejszą rolę. Świadczy o tym chociażby wizyta Edwarda Dembowskiego u wilkołaskiego wikariusza. Omawiano wówczas plany powstania, które miało wybuchnąć w 1843 roku. Władze carskie wpadły jednak na trop spisku i rozbiły organizację warszawską. Nastąpiły aresztowania, a duża część spiskowców przyczaiła się lub wyjechała z Królestwa. Niezniechęcony tym Ściegienny odnowił kontakty i znowu rozpoczął energiczną działalność. Siatka spiskowa rozrosła się, obejmując środowisko młodych rewolucjonistów z Lublina, Radomia i Warszawy. Do ruchu zostali włączeni także bracia Ściegiennego Karol i Dominik.
 
Konspiratorzy wyraźnie parli do powstania. Ściegienny otrzymał zadanie przygotowania go w Kieleckiem i Radomskiem. Wikary z Wilkołazu wierzył, że w Górach Świętokrzyskich walkę można zacząć już w 1845 roku. Rozpoczął także ograniczoną agitację wśród chłopstwa podkieleckich wsi Bilcza i Krajno. Jego słowa trafiały do wielu włościan. 
 
Przygotowania
 
Działalność Ściegiennego była jednak coraz trudniejsza do ukrycia. Jednocześnie rosło niezadowolenie chłopów spowodowane wylewem Wisły i wzrostem cen żywności. Wydawało się, że jest to idealny moment. Zapadła decyzja: powstanie ma wybuchnąć w październiku 1844 roku. Ściegienny tylko na to czekał. Pod pretekstem ubiegania się o parafię ogłosił swój wyjazd do Warszawy. Nie dotarł tam. Przez Radom ruszył w Kieleckie. Bezskutecznie szukał sprzymierzeńców wśród mieszkańców Kielc. Kandydaci na rewolucjonistów wskazywali na nierealność planów duchownego. Trzeba przyznać, że opierały się raczej na pobożnych życzeniach niż na realiach. Ściegienny wierzył, że zmiana systemu feudalno-pańszczyźnianego i odzyskanie przez Polaków niepodległości nastąpi bez rozlewu krwi. Jego zdaniem do rozpoczęcia walki wystarczy determinacja 50 młodzieńców, którzy mieli sprowadzić do katedry kieleckiej kilkuset chłopów i mieszczan pod pozorem uroczystości odpustowych. Oczywiście wcześniej należało powołać kierownictwo powstania. Wedle planu po nabożeństwie lud miał otoczyć pomieszczenia Rządu Gubernialnego Kieleckiego znajdujące się naprzeciwko katedry. Zdaniem Ściegiennego urzędnicy, widząc rozmodlony tłum, poddaliby się bez walki. Po opanowaniu Kielc naczelnicy wojskowi i księża mieli poprowadzić grupy uzbrojonych w kosy chłopów i mieszczan ku Warszawie i innym miastom Królestwa Polskiego. Wilkołaski wikary uważał, że z podporządkowaniem miast gubernialnych i stolicy nie będzie problemu. Sam widok księdza z Pismem Świętym w ręku, głoszącego nadejście na ziemię powszechnego szczęścia i dobrobytu, miał sprawić, że ludzie przyłączą się do ruchu. Powstańcy opanowaliby całe Królestwo Polskie najdalej w ciągu kilkunastu dni – oczywiście wszystko miało się odbyć bez rozlewu krwi. Kosy miały być tylko postrachem dla tych, którzy wahaliby się przed przystąpieniem do powstańców.
Zdaniem Ściegiennego także rosyjscy żołnierze stacjonujący w Królestwie Polskim, zachęceni prawdziwą nauką Chrystusa, mieli przechodzić na stronę urządzających na ziemi Królestwo Niebieskie.
 
 
Nieudane powstanie
 
Po dotarciu w rodzinne strony Ściegienny zorganizował spotkania z chłopami ze wsi Bilcza, Suków, Posłowic i Kowal. Tłumaczył im hasła zawarte w Liście ojca świętego Grzegorza papieża do rolników i rzemieślników z Rzymu przysłanym. Obiecywał zniesienie pańszczyzny, oddanie gruntów na własność, uwolnienie od czynszów i opłat kościelnych, obniżenie cen soli i żelaza, wolny wyrąb lasów i zorganizowanie wiejskich szkół. Dowodził, że aby to wszystko zrealizować, potrzebne jest ogólnonarodowe powstanie, w którym chłopi muszą wziąć aktywny udział. Na wątpliwości dotyczące braków w uzbrojeniu odpowiadał, że celem nie jest krwawa rozprawa z żołnierzami zaborcy, ale ich rozbrojenie. Do tego miała wystarczyć prymitywna broń: noże, pałki, kosy. Jeżeli obezwładni się żołnierzy na kwaterach, to obejdzie się bez wielkiego rozlewu krwi. Termin ogólnopolskiego powstania wyznaczył na 27 października.
Następnie udał się do Krajna. Tam, w lesie nieopodal klasztoru Bernardynek w Świętej Katarzynie, odbył się kolejny chłopski wiec. Wedle donosu chłopa Walentego Janica Ściegienny miał nie tylko obiecywać ziemię i zniesienie pańszczyzny, ale nawoływać: Bijcie, zabijajcie nieprzyjaciół waszych, mordujcie urzędników, którzy was uciskają i krew waszą wysysają. Mordujcie starszych panów, a pozostaniemy wszyscy równi, wszyscy zbliżeni do siebie bracia. Zdrajca Janic wymienił zaledwie 12 członków zebrania. Być może było ich więcej, ale tak czy inaczej Ściegiennemu nie udało się zgromadzić tłumów. Mimo to nie załamywał rąk. Nakazał swemu bratu Dominikowi przygotować do walki chłopów z Bilczy, Bukowa, Kowal i Sukowa, a sam pospieszył do Kielc, by szukać sprzymierzeńców dla swej sprawy. Jego misja zakończyła się kompletnym fiaskiem. Nie dość, że nikogo nie udało mu się pozyskać, to na dodatek został aresztowany. Władze carskie od pewnego czasu z niepokojem obserwowały poczynania spiskowców. Zareagowały więc błyskawicznie. W stan gotowości został postawiony garnizon w Kielcach, gdzie wkrótce wprowadzono stan wyjątkowy – podobnie w Warszawie, Radomiu i Lublinie. Rozpoczęły się aresztowania. 
 
Śledztwo
 
Do więzienia trafili wszyscy ważniejsi uczestnicy planowanego powstania oraz kilkudziesięciu chłopów. Śledczy ustalili, że w spisku brały udział co najmniej 152 osoby (w tym 45 chłopów). Podejrzani zostali uwięzieni w Kielcach, a następnie przeniesieni do X Pawilonu warszawskiej Cytadeli. Ściegienny od razu przyznał się do winy i złożył obszerne zeznania. Starał się nikogo niepotrzebnie nie obciążać. Nie mataczył jednak, jeżeli chodziło o sprawy oczywiste. Niesłuszna wydaje się opinia Narcyzy Żmichowskiej, która pisała do Bibianny Moraczewskiej, że ksiądz wszystkich wydał. Opinia publiczna stała jednak po stronie Ściegiennego.
 
Śledztwo było niezwykle skrupulatne. Donos Augustyna Rychtera ułatwił władzom sprawę. Wyroki były bardzo surowe. 24 podsądnych skazano na pozbawienie praw, bezterminowe zesłanie na ciężkie roboty na Syberię oraz karę chłosty dla tych, których prawa stanowe nie zwalniały od kar cielesnych. Bardziej skomplikowana była sprawa z przywódcą buntu – był wszak duchownym. Paskiewiczowi specjalnie zależało, aby decyzję o zdjęciu sakry podjął sąd kościelny. 27 kwietnia 1846 roku kapituła katedry lubelskiej skazała Ściegiennego na degradację i odsądzenie od godności duchownej. Audytoriat wojskowy, za zezwoleniem Paskiewicza, zamienił karę śmierci na pozbawienie praw i bezterminową katorgę na Syberii.
 
Wyrok wykonano publicznie w Kielcach, ponieważ chodziło o zademonstrowanie stanowczości wobec potencjalnych następców niedoszłych powstańców w trudnym momencie tuż po stłumieniu powstania krakowskiego.
 
6 maja 1846 roku wykonano wyrok na 13 skazańcach. Nie żałowano rózeg. Po tysiąc razów szpicrutą odebrali Nowakowski oraz bracia Karol i Dominik Ściegienni. Połowę mniej otrzymali pozostali. Nazajutrz na placu przed kielecką katedrą miała się odbyć egzekucja przywódcy. Już więzień ubrany w śmiertelną koszulę kroczył pod szubienicę. Już kat nałożył mu pętlę na szyję. Już warkot bębnów zwiastował szybki koniec skazańca, kiedy nagle egzekucję wstrzymano, zamieniając stryczek na dożywotnią katorgę. Na nic się zdały krzyki odrzucającego łaskę Ściegiennego. Wraz z innymi powędrował na Syberię.
 
 
Katorga
 
Zaraz po wykonaniu wyroku eks-ksiądz ruszył na katorgę. Do kopalń w Aleksandrowsku w okręgu nerczyńskim trafił dopiero w kwietniu 1847 roku. Spędził tam osiem lat. Po tym czasie katorgę zamieniono mu na osiedlenie w Permie. Ściegienny nie załamał się i przez cały czas pobytu na Syberii pracował nad kolejnymi swoimi dziełami oraz aktywnie uczestniczył w życiu polskich kolonii skazańców. Władze obserwowały go pilnie i kiedy tylko w jednym z jego listów znaleziono aluzję dotyczącą ucieczki, zesłano go do Solikowska. Do kraju pozwolono mu powrócić dopiero w 1871 roku.
 
Piotr Ściegienny wrócił do Wilkołazu jako siedemdziesięcioletni, sterany życiem starzec. Przez dziesięć lat mieszkał w Tarnawie u swego brata Karola, starając się o przywrócenie święceń kapłańskich, dokształcając się i pisząc. Korzystając z poparcia biskupa Kazimierza Wnorowskiego, powrócił do stanu duchownego i został kapelanem w Szpitalu Bonifratrów w Lublinie.
 
6 listopada 1890 roku zakończył swe burzliwe życie, a jego pogrzeb stał się manifestacją patriotyczną. Co ważne, wśród zgromadzonych sporo było chłopów. Pamięć o chłopskim przywódcy okazała się nad wyraz trwała. Jeszcze wiek po śmierci Piotra Ściegiennego po Kielecczyźnie krążyło o nim ponad 20 pieśni ludowych. 
 
Chrześcijański socjalizm Ściegiennego
 
Ściegienny stworzył pewną ideologię, a swe poglądy społeczno-polityczne zawarł w licznych utworach, m.in.: Złota książeczka, czyli historia rodu ludzkiego, List ojca świętego Grzegorza papieża do rolników i rzemieślników z Rzymu przysłany czy
 
Aforyzmy o urządzeniu społeczeństwa ludzkiego. Wszystkie powstały pod wpływem bacznej obserwacji życia chłopa pańszczyźnianego oraz publikacji krajowych działaczy demokratycznego nurtu niepodległościowego. Ściegienny pozostawał także pod wrażeniem twórczości zachodnich myślicieli związanymi z socjalizmem utopijnym, zwłaszcza księdza de Lamennais. Oczywiście inspiracją było także Pismo Święte. Różnił się jednak w jego interpretacji od Ojców Kościoła. Wielokrotnie powtarzał i uzasadniał, że Chrystus dążył do Królestwa Bożego nie w życiu pozagrobowym, ale doczesnym. Jego zdaniem dobrą nowinę głosił wyłącznie wśród ludzi prostych i pracujących. Natomiast pod pojęciem Królestwa Niebieskiego Ściegienny rozumiał społeczeństwo, w którym panuje sprawiedliwość, wolność, równość, braterstwo i zabezpieczenie socjalne na starość. W swej interpretacji Pisma Świętego poszedł jeszcze dalej – powiadał mianowicie, że to Chrystus przygotował lud do likwidacji istniejącego systemu społeczno-politycznego i stworzył podziemną organizację. Sam Ściegienny w imieniu tej organizacji wysyła emisariuszy, których zadaniem jest głosić „dobra nowinę”, to jest czytać i objaśniać treści zawarte w Złotej książeczce i Liście ojca świętego Grzegorza papieża. W dalszej zaś perspektywie lud powinien doprowadzić do obalenia istniejącego systemu społeczno-politycznego. Przede wszystkim powinna zniknąć własność prywatna, bo powstała w wyniku przemocy i uzurpacji. Ziemia i jej naturalne płody są własnością Boga, który przeznaczył je na potrzeby ludu.
 
Ściegienny wyjaśniał, że do wypaczenia nauki Chrystusa doprowadzili politycy i kapłani. Chłostał tych ostatnich za ich bezideowość i niemoralny tryb życia. Prawdziwym powołaniem kapłanów chrześcijańskich jest głosić „dobrą nowinę”: wyrzec się wszelkich dóbr materialnych, głosić wyzwolenie z niewoli, uczyć narody, jak trzeba żyć, by stać się wolnym. Nie obwijajmy prawdy w bawełnę, wyznajmy otwarcie: kapłani, którzy powinni być wzorem miłości bliźniego, są jej grobem. Sami między sobą nienawidzą się, prześladują się i zaprzedają się…
 
Po obaleniu systemu feudalno-pańszczyźnianego społeczeństwo miało się urządzić według zasad nakreślonych przez Ściegiennego w Aforyzmach. Nie miejsce tu na przedstawianie opisu, jak miało wyglądać funkcjonowanie gminy Ściegiennego. Dodajmy tylko, że w tych wszystkich opisach i wyliczeniach w niczym nie odbiegał od pomysłów zachodnich socjalistów utopijnych z Karolem Fourierem na czele. Z tą różnicą wszakże, że tamci swe pomysły czerpali z obserwacji życia społeczeństwa industrialnego, a Ściegienny z obserwacji życia chłopa pańszczyźnianego.
 
Wypada nadmienić, że zdaniem Ściegiennego Królestwo Niebieskie zapanuje na ziemi, jeżeli tylko ludzie będą postępować zgodnie z naturą, będą miłować Boga i bliźniego, zostanie zapewniona wolność i własność, a ludzie wyrzekną się dobra osobistego na rzecz dobra ogółu.
 
Na zakończenie dodajmy, że ksiądz Ściegienny nie był jedynym, który do polskiej myśli społeczno-politycznej wprowadzał idee chrześcijańskiego socjalizmu. Najwcześniej uczynił to Ludwik Królikowski, nieco starszy kolega Ściegiennego z gimnazjum kieleckiego, uczestnik powstania listopadowego, a na emigracji wydawca słynnej „Polski Chrystusowej”. Nie wiadomo, czy w latach trzydziestych – czterdziestych XIX wieku wychowankowie kieleckiej szkoły wojewódzkiej utrzymywali jakieś kontakty. Zwolennikiem podobnej idei był Zygmunt Świętosławski, autor Ustaw Kościoła Powszechnego, które od 1844 roku stanowiły program emigracyjnych Gromad Ludu Polskiego. 
 
 
Mirosław Caban, Wojciech Kalwat
Artykuł opublikowano w czasopiśmie historycznym "Mówią Wieki"

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Towarzysz Lenin oczyszcza ziemię ze śmieci