Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 120 gości.

Mateusz Birkut: Kasia Tusk czyni życie łatwiejszym

Premier Tusk z córką

Tajemnicą poliszynela jest, że Kasia Tusk, córka naszego (niekoniecznie) kochanego premiera prowadzi bloga. Niby nie ma w tym nic dziwnego, bo swoje myśli do internetu wprowadzają już nawet Jarosław Kaczyński (choć nieco przyciężkawo i siermiężnie) i Filip Libicki ( lekko, beztrosko i z gracją). Nie dziwmy się więc, tylko przyjrzyjmy tym blogom, tym myślom przelanym – już nie na papier, jak w dawnych czasach , lecz do sieci.

Piękna Kasia – znakomicie prezentująca się na zamieszczonych fociach z Mediolanu, Paryża i innych metropolii, których w mej ignorancji nie udało mi się rozpoznać – czyni życie łatwiejszym, zgodnie z tytułem swych zapisków, stanowiących zapewne także ich motto. Udziela nam zatem wielu cennych rad i sugestii, życie ułatwiających i uprzyjemniających, prezentując się okazale w markowych ciuchach na tle równie markowych butików Mediolanu. Trzeba zresztą przyznać, że – dam teraz upust mym samczym inklinacjom – abstrahując od tych ciuchów, na których facet i tak się nie zna (stwierdzając jedynie, że lansersko dorównują upodobaniom Nowych Ruskich), to figurę i pupcię ma znakomitą, zapewne ukształtowaną przez rodzinną namiętność do gry w piłkę nożną. Do rzeczy jednak, przyjrzyjmy się życiu pięknej i ponętnej Kasi, by i nasze życie stało się łatwiejsze: „Trafiła mi się prawdziwa włoska pogoda:)! Nie mogłam jej więc nie wykorzystać do stworzenia stylizacji, która chociaż odrobinę przypominałaby nam o nadchodzącej wiośnie. W trakcie wizyty skupiłam się jednak nie tylko na promieniach słońca i różnorodności smaków w lodziarniach, lecz postanowiłam się też poprzyglądać Włochom.(...) W dzisiejszej stylizacji wykorzystałam swoją czarną bluzkę w groszki, aby solidaryzować się z Italią:).” Proszę! Odrobina włoskiej pogody, markowych ciuchów, groszków, stylizacji i życie staje się jakie? Łatwiejsze oczywiście.

A jeśli poświęcimy pilnej lekturze bloga Kasi jeszcze trochę czasu, to nasze życie stanie się jeszcze łatwiejsze, bo „w przyszłym sezonie zainwestujemy w pudrowe i pastelowe kolory.” Kasia sugeruje też, że najlepiej polecieć do Mediolanu, bo to niesamowite przeżycie i europejska stolica mody. Jednocześnie imponuje nam swą oszczędnością, wskazując na to, że „przyjemność niesie samo przechodzenie koło butików najbardziej ekskluzywnych marek na świecie”, sugerując przez to zapewne, że swoje ekstremalnie lanserskie ciuchy kupuje w second handach, gdyż w ciężkich czasach należy zaciskać pasa - jak mówi tata.

Co jeszcze czynić, by życie było łatwiejsze? Np. wybrać się zimą do Austrii i malowniczo tarzać po śniegu, tudzież podskakiwać, jak demonstruje piękna Kasia. Pamiętać o karnawałowym szaleństwie i karnawałowych kreacjach, przygotować na Walentynki karmelizowane gruszki w puszystym kremie, aby życie stało się... Jakie? Łatwiejsze oczywiście.

A tu tymczasem jakoś nikt bezcennych rad Kasi nie bierze do serca, ludzie jacyś tacy ponurzy i – miast jeździć do Mediolanu i korzystać z ekskluzywnych butików, włoskiej pogody tudzież z czarnych groszków, miast baraszkować po śnieżnej Austrii i pamiętać o karnawałowych szaleństwach, Walentynkach i karmelizowanych gruszkach – przeprowadzają strajki głodowe, przerzucają tony towarów w marketach, martwią niespłaconymi kredytami. Niemodni jacyś tacyś.

Taki Jarosław Kaczyński na przykład. Nie baraszkuje na śniegu, pupci nie wypina, tylko w pocie czoła buduje wielokrotnie złożone zdania, które mają urok i subtelność starego dobrego T-34. Muszę zresztą przyznać, że o ile blog Kasi mimo wszystko szczerze mnie rozbawił, to polot prezesa wyczerpał me siły już po przeczytaniu pierwszego, monumentalnego skądinąd zdania, z którego – jak zwykle – nic nie wynikało, poza chęcią dokopania konkurencji z Solidarnej Polski.

Trzeba jednak zaznaczyć, że pierwsza moja próba zlokalizowania zapisków internetowych Prezesa wprawiła mnie w osłupienie. Przeczytajcie sami:

„Za to podziękujmy Solidarności, że sprowadzili do nas to, co było nieproporcjonalnym, nieludzkim wyzyskiem robotników biednych krajów przez zachodnie państwa kapitalistyczne” (j-kaczynski.blog.onet.pl) Robi wrażenie, nieprawdaż? Ale spoko, Prezes trzecioświatowcem nie został, po prostu jakiś żartowniś prowadzi tak dowcipnie swoje zapiski, że firmuje je nazwiskiem Prezesa.

To wszystko jednak nic w porównaniu z blogiem Filipa Libickiego – ten to dopiero sprawnie włada piórem! Zabójczo prosty i zdradziecko rzeczowy, prawdziwy Cyceron Platformy Obywatelskiej, a i monarchista, by tak rzec, pełną gębą.
Senator Libicki zarzuca premierowi, że jego projekt – nazywany eufemistycznie – podniesieniem wieku emerytalnego jest „zbyt zachowawczy”, a dyskusja nad nim niszcząca, tym bardziej, że „różnej maści związkowcy grożą referendum”. Jednocześnie dzielny monarchista powołuje się na ulubiony film o Margaret Thatcher „bo choć nie jest to jakieś porywające dzieło, to spokojnie można je potraktować jako instrukcję w jaki sposób – jeśli zwiodą spokojniejsze metody – rozmawiać z anarchizującymi życie społeczno – gospodarcze związkowymi działaczami. Żelazna Dama, z charakterystyczną dla siebie prostotą, już odpowiedziała nam na to pytanie. Każdy rząd ma jeszcze przecież wojsko i policję!”

No proszę, rząd ma wojsko i policję, a Platforma, gdy zawodzi „polityka miłości”, ma senatora Libickiego, który z charakterystyczną dla niego prostotą potrafiłby porozmawiać ze związkowcami. Jako monarchista jest tutaj niewątpliwym fachowcem i wie, co wydarzyło się 22 stycznia 1905 – w jaki sposób car Mikołaj II „porozmawiał” z protestującymi robotnikami.

Dzielny monarchista niepokoi się tym, że związkowcy złożyli półtora miliona podpisów pod wnioskiem domagającym się przeprowadzenia referendum w sprawie emerytur i obawia się, że to zapowiedź „antyrządowych ulicznych protestów emerytalnych.” Dumnie wypina pierś monarchisty i dziarsko oświadcza, że jest ktoś, kto powie stop „rozbuchanym przywilejom” i że tym kimś, zainspirowanym brytyjską premier, będzie on sam.

Rozbuchane przywileje, czyli zapewne praca na umowę o dzieło (często bej jakichkolwiek wypłat, jak np. w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Poznaniu), praca bez ubezpieczenia, brak szkoleń, szykanowanie związkowców – senator ma poczucie humoru. Uważa zapewne – jak na szanującego się monarchistę przystało - że chamstwu się we łbach przewraca i że - miast zbierać podpisy pod jakimś głupim referendum – powinni raczej zbierać złom.

Reasumując można powiedzieć, że na Zachodzie bez zmian: chamstwo ma stulić pysk i zacisnąć pasa, zapieprzać bez żadnych wypłat do 70-tki, nie myśleć o jakimkolwiek referendum, a elity - czynić życie łatwiejszym. Ale dla siebie.

Społeczność

rot front