Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 101 gości.

Mateusz Birkut: Licencja na zabijanie

Licencja na zabijanie

Przyznaję, że w minionym tygodniu zostałem kilka razy zaskoczony i na ogół – jak to już jest w świecie prężnego kapitalizmu – były to niespodzianki równie miłe, jak ta, którą antyterroryści zgotowali Bogu ducha winnym lokatorom, „myląc” ich niefrasobliwie z gangsterami mieszkającymi piętro wyżej.

Zacznijmy może jednak - w myśl zasady, że miłe złego początki – od miłej dla mnie niespodzianki. Tą ostatnią jest dla mnie artykuł w Gazecie Wyborczej, która tym razem nie zachwyca się Adamem Smithem, nie usprawiedliwia masakry w Afganistanie, twierdząc że dzielne amerykańskie i polskie wojska krzewią tam wolność i demokrację, lecz publikuje w dodatku Historia tekst o Fidelu Castro. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby artykuł był utrzymany w charakterystycznym dla gazety tonie i przedstawiał kubańskiego rewolucjonistę w jak najciemniejszych barwach, a USA – jako arkadyjską krainę powszechnego szczęścia, która do tego stopnia troszczy się o losy świata, że czyni wszystko, by podobne szczęście, dobrobyt i amerykański styl życia zapanowały w innych krajach, a już zwłaszcza tych, które posiadają ropę lub – jak Kuba – mają czelność nie przynosić USA żadnych korzyści.

Artykuł ukazuje, na czym naprawdę polegają troski USA i jak ten kraj daje im wyraz – organizując przez CIA 638 (nie udanych) zamachów na życie Castro. Pytanie, co to wszystko ma wspólnego z demokracją, wolnością, prawem, międzynarodowymi konwencjami i jak się ma do głoszonych – zarówno przez USA, jak i Wyborczą – frazesów nie zostało zadane, tym bardziej gazeta nie udziela na nie odpowiedzi, ale za to reflektuje się szybko – zapewne po reprymendzie Michnika – i już w następnym numerze skwapliwie publikuje wstrząsający materiał o tajemniczych „damach w bieli”. Z artykułu co prawda wynika niewiele i próżno w nim szukać jakiejkolwiek analizy (choćby krytycznej) sytuacji na Kubie, jest za to michnikowska i niepodważalna teza, wg której komunizm na wyspie wali się w gruzy, bo nie szanuje „dam w bieli”, które w celu obalenia tegoż komunizmu – niesłusznego, nieludzkiego i nie amerykańskiego – w tejże bieli masowo, bo w kilkanaście osób, paradują i już niebawem komunizm pognębią, tym bardziej, że sam guru wolności, sprawiedliwości i swych teczek, z których to i owo zniknęło – Lech Wałęsa – napisał list, w którym domaga się, by papież komunizm na Kubie obalił. Nota bene ani słowa o tym, że Benedykt XVI potępił blokadę ekonomiczną wyspy, czy o amnestiach, przeprowadzonych pod koniec ubiegłego roku. GW jest bezkompromisowa: przywrócić na Kubie kapitalizm i wolny rynek, wpuścić USA i ich koncerny, sprywatyzować wszystko za bezcen, zagnać nierobów do roboty, a tych, dla której roboty zabraknie – na bezrobocie, a wtedy Kuba zalśni całą swą krasą tak, jak Rzeczpospolita po 1989 roku.

W sposobie przedstawiania wydarzeń przez burżuazyjną prasę trudno nie zauważyć kierowania się „prawem Kalego” - zły uczynek, jak ktoś Kalemu zabrać krowy, dobry – jak Kali komuś zabrać krowy. To więc, że na Kubie więzieni są dysydenci (najczęściej opłacani przez USA . Po wielu amnestiach – ostatnia w grudniu 2011 r. - większość z nich jest na wolności) to źle, natomiast amerykańskie Guantanamo – obóz koncentracyjny dla „terrorystów” - to dobrze, choć w tym ostatnim przetrzymuje się więźniów w nieludzkich warunkach i torturuje; pozbawieni są prawa do obrony, ich „aresztowanie” nie było decyzją niezawisłego sądu – w sposobie, jaki są traktowani burżuazyjne media nie widzą na ogół nic złego. To przecież „terroryści”. Swoją drogą – co zrobiłyby USA, gdyby terroryzmu nie było? Czym uzasadniłyby swój imperializm? Musieliby terroryzm i Al-Kaidę wymyślić.

W oficjalnej prasie nie znajdziemy też łatwo wzmianki np. o tym, że premier Palestyny potępił zamachy w Tuluzie i że przewodniczący Francuskiej Rady Kultu Muzułmańskiego ocenił, że zamachy stoją w całkowitej sprzeczności z zasadami islamu. Islam konsekwentnie przedstawiany jest tak, by był synonimem słowa „terror”, a wszakże w walce z terroryzmem – wszystkie chwyty dozwolone.

I tutaj czas powiedzieć o mym kolejnym zaskoczeniu – tym razem ze strony portalu Onet, który krótki film o powrocie prezydenta Chaveza do kraju z leczenia na Kubie zatytułował „Huczny powrót dyktatora”. Muszę przyznać, że opadła mi szczęka – nazywać d e m o k r a t y c z n i e
wybranego prezydenta dyktatorem to chyba jednak pewna przesada. Choć może tylko uwertura do tego, że wkrótce Chavez będzie nazywany „terrorystą”, gdyż popełnił wszakże czyn straszliwy i niewybaczalny – wywalił z Wenezueli amerykańskie koncerny, w wyniku czego zyski z ropy – miast zasilić konta amerykańskich biznesmenów – zasiliły w Wenezueli opiekę społeczną, edukację i służbę zdrowia – taki to dyktator z tego Chaveza i terrorysta.

A z terrorystami – wiadomo – nie dyskutuje się, tylko przemawia lufą pistoletu tak, jak czynił to słynny agent James Bond, posiadacz licencji na zabijanie. USA uważają, że też posiadają podobną licencję – udowodnili to próbując zamordować Castro, udowodnili to w Afganistanie, Jemenie, Palestynie (choć tam do Palestyńczyków strzelają raczej ich sojusznicy, Izrael), Iraku, wcześniej – Wietnamie i Korei, a nie tak dawno - „eliminując” Osamę Bin Ladena. Swoją drogą – nikt nie zwrócił wtedy uwagi na dość oczywisty fakt – jaka była podstawa prawna „egzekucji” na Bin Ladenie? Co z prawem do procesu? Do obrony? Z zasadą domniemanej niewinności, która podobno jest podstawą prawną cywilizacji zachodniej? Co z innymi „normami” prawnymi, które USA siłą wprowadza w innych krajach – wraz z amerykańskim stylem życia? Oczywiście retoryczne pytania, które zadaję, nie znaczą, że w jakikolwiek sposób popieram Al-Kaidę, czy podobne działania, jednak protestuję przeciwko głoszonemu twierdzeniu, że islam i terroryzm to synonimy.

Cóż – zasada Kalego i licencja na zabijanie tłumaczą wszystko. Podobnie, jak to, że gdyby Marsjanie mieli ropę, USA natychmiast wyruszyłyby tam na misję stabilizacyjną.

Społeczność

future2