Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 20 gości.

György Lukács: Czym jest marksizm orotdoksyjny

Gyorgy Lukács.jpg

„Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idziejednak o to, aby go zmienić”.
(Marks: Tezy o Feuerbachu)
 
To właściwie całkiem proste pytanie stało się w kręgach zarówno mieszczańskich, jak iproletariackich przedmiotem wielorakich dyskusji. Stopniowo jednak do dobrego tonu w nauce zaczęła należeć zasada, by na wszelkie przyznawanie się do ortodoksyjnego marksizmu odpowiadać jedynie drwiną. Przy całej niejednomyślności, jaka również w „socjalistycznym” obozie zdawała się panować co do tego, które tezy stanowią kwintesencję marksizmu, a więc które „wolno” krytykować lub zgoła odrzucić nie tracąc prawa do występowania jako „ortodoksyjny” marksista, coraz bardziej jęła uchodzićza „nienaukową” postawa kogoś, kto zamiast oddawać się „bezstronnemu” badaniu „faktów” w scholastyczny sposób komentuje jak Biblię twierdzenia i wypowiedzi zawarte w dawniejszych, przez nowoczesne badania częściowo już „zdezaktualizowanych” dziełach, chcąc w nich, i tylko w nich, odnaleźć krynicę prawdy. Gdyby pytanie było tak właśnie zadane, to najwłaściwszą na nie odpowiedzią byłby oczywiście uśmiech politowania.
 
Nie jest ono jednak (i nigdy też nie było) zadane w sposób takprosty. Albowiem nawet jeśli przypuścić – co nie znaczy: zgodzić się – że nowsze badani z całą poprawnością wykazały rzeczową błędność wszystkich poszczególnych wypowiedzi Marksa, to i tak każdy poważny marksista „ortodoksyjny” mógłby bezwarunkowo uznać wszystkie te nowe wyniki, a więc wszystkie poszczególne tezy Marksa odrzucić, nie musząc ani przez chwilę rezygnować ze swej marksistowskiej ortodoksji.
 
 
Ortodoksyjny marksizm nie oznacza więc bezkrytycznego uznawaniawyników badań Marksa, nie oznacza też „wiary” w tę lub ową tezę ani nie polega na interpretowaniu jakiejś „świętej” księgi. Ortodoksja w kwestiach marksizmu odnosi się raczej wyłącznie do metody. Jest nią naukowe przeświadczenie, że w dialektycznym marksizmie została znaleziona właściwa metoda badawcza, że metodę tę można kontynuować, rozwijać i pogłębiać tylko w kierunku określonym przez jej odkrywcę, że natomiast wszelkie próby jej przezwyciężania lub „ulepszania” prowadziły i musiałyprowadzić jedynie do spłaszczeń, trywialności i eklektyzmu.
 
1
 
Materialistyczna dialektyka jest dialektyką rewolucyjną. To określenie jest tak ważne i dla właściwego zrozumienia jej istoty tak dalece kluczowe, że jego sens trzeba uchwycić naprzód, zanim jeszcze będzie można zająć się samą metodą dialektyczną, jeśli chcemy w tej kwestii wyrobić sobie trafne stanowisko. Idzie tu o zagadnienie teorii i praktyki. I to nie tylko w tym sensie, jaki ma na myśli Marks,gdy w swej pierwszej krytyce Hegla powiada, że „teoria staje się potęgą materialną, kiedy porywa za sobąmasy”
 
 
1. Trzeba raczej zarówno w teorii, jak też w sposobie, w jaki porywa ona masy, odnaleźć te momenty i te określenia, które z teorii, z dialektycznej metody, czynią narzędzie rewolucji; trzeba więc praktyczną istotę teorii wyprowadzić z niej samej i z odniesienia, w jakim pozostaje ona do swego przedmiotu. Inaczej bowiem owo „porywanie mas” mogłoby być tylko czczym pozorem. Jakoż mogłoby być tak, iż masy, ulegając innym motywacjom, działają w imię zupełnie innych celów – a teoria oznacza dla ich ruchu tylko jakąś czysto przypadkową treść, jakąś formę, w której masy swe społecznie konieczne lub przypadkowe działanie doprowadzają do świadomości, przy czym ten akt uświadamiania nie jest w żaden rzeczywisty ani istotny sposób powiązany z działaniem samym.
 
Marks w tej samej rozprawie wyraźnie określił warunki możliwości właściwego stosunku między teorią a praktyką. „Nie wystarcza, aby myśl parła do urzeczywistnienia się, trzeba, aby rzeczywistość sama narzucała myśl”2. Albo też, w nieco wcześniejszym tekście: „Wówczas okaże się, że światu już dawno marzą się rzeczy, które tylko musi jeszcze sobie uświadomić, by je rzeczywiście posiąść”
 
Dopiero taki stosunek między świadomością a rzeczywistością czyni możliwą jedność teorii i praktyki. Dopiero wtedy, gdy uświadomienie (Bewusstwerden) czegoś oznacza decydujący krok, jakiego musi dokonać sam proces dziejowy dla osiągnięcia swego celu – celu, na który składają się ludzkie akty woli, ale który nie jest zależny od ludzkiej dowolności ani też wymyślony przez ludzki umysł; gdy historyczna funkcja teorii polega na tym, by krok ten praktycznie umożliwić; gdy dana jest taka sytuacja historyczna,w której trafne poznanie społeczeństwa staje się dla jakiejś klasy bezpośrednim warunkiem jej samoafirmacji (Selbstbehauptung) w walce; gdy nadto dla tej klasy jej samopoznanie oznacza zarazem trafne poznanie całego społeczeństwa; gdy wreszcie wskutek tego klasa ta jest w takim poznaniu zarazemjego podmiotem i przedmiotem, a teoria tym sposobem bezpośrednio i adekwatnie wkracza w proces przekształcania społeczeństwa – dopiero wtedy staje się możliwa jedność teorii i praktyki, owa przesłanka rewolucyjnej funkcji teorii.
 
Taka sytuacja powstała w historii wraz z wystąpieniem proletariatu. Marks pisze: „Głosząc zniesienie dotychczasowego porządku świata, proletariat wypowiada tylko tajemnicę swego własnego istnienia, gdyż jest on faktycznym zniesieniem tego porządku świata”4. Teoria, która to wypowiada, wiąże się z rewolucją już nie w jakiś bardziej lub mniej przypadkowy sposób, poprzez wielorako splątane i błędnie rozumiane zależności. Przeciwnie, jest ona z istoty swej niczym jak tylko myślowym wyrazem samego procesu rewolucyjnego. Każdy szczebel tego procesu zostaje w niej utrwalony w postaci ogólnej, przekazywalnej, dającej możliwość wykorzystania i kontynuacji. Będąc tedy tylko utrwaleniem i świadomością jakiegoś koniecznego kroku, staje się ona zarazem przesłanką kroku nadchodzącego,następnego.
 
Jasno zrozumieć tę funkcję teorii, to jednocześnie wejść na drogę ku poznaniu jej teoretycznej istoty, jaką jest metoda dialektyki. Przeoczenie tego bezwzględnie decydującego punktu spowodowało wielki zamęt w dyskusjach nad dialektyczną metodą. Niezależnie bowiem od tego, czy wywody Engelsa w AntyDühringu,które miały tak zasadniczy wpływ na dalsze funkcjonowanie teorii, poddaje siękrytyce, uważając, że są niepełne, a może nawet niedostateczne, czy też uznaje się je za klasyczne, trzeba się jednak zgodzić, że właśnie tego momentu w nich brakuje. To znaczy: Engels opisuje właściwą metodzie dialektycznej pojęciowość (Begriffsbildung) w opozycji do pojęciowości „metafizycznej”; mocno więc podkreśla, że w dialektyce zostaje rozpuszczona zakrzepłość (Starrheit) pojęć (jak równieżodpowiadających im przedmiotów); że dialektyka jest nieustannym procesem płynnego przechodzenia z jednych określeń w inne, nieprzerwanym znoszeniem przeciwieństw, ich wzajemnym przekształcaniem się w siebie; że zatem jednostronna i sztywna relacja przyczynowości musi ustąpić miejsca stosunkowi wzajemnego oddziaływania. Jednakże najistotniejsza z form wzajemnego oddziaływania  – dialektycznystosunek podmiotu i przedmiotu w procesie dziejowym – nie zostaje tu nawet wspomniana, nie mówiąc już o tym, by otrzymała należne jej centralne miejsce w rozpatrywaniu metody.
 
A bez tego określenia dialektyczna metoda – nawet przy zachowaniu (choć w ostatecznym rachunku jednak tylko pozornym) całej „płynności” pojęć itp. – przestaje być metodą rewolucyjną. Różnicę w stosunku do „metafizyki” upatruje się wtedy już w tym, że przy wszelkim „metafizycznym” podejściu jego obiekt, rozpatrywanyprzedmiot, musi trwale pozostawać w postaci nietkniętej i niezmienionej, a przeto i samo owo podejście jest tylko kontemplacyjne (anschauend) i nigdy nie staje się praktyczne, podczas gdy dla metody dialektycznej ośrodkowym problemem jest zmienianie rzeczywistości. Jeśli pominie się tę centralną funkcję teorii, to korzyści z „płynnej” pojęciowości stają się nader problematyczne: są wtedy jedyniejakąś sprawą czysto „naukową”. Metoda może być, w zależności od danego stanu nauki, przyjmowana bądź odrzucana, co jednak w najmniejszym stopniu nie wpływa na zasadnicze nastawienie wobec rzeczywistości, a więc na to, czy rzeczywistość ta jest pojmowana jako dająca się zmieniać, czy też jako niezmienna. Co więcej, nieprzenikalność rzeczywistości, jej fatalistycznie niezmienny charakter, jej „prawidłowość” w sensie kontemplacyjnego materializmu mieszczańskiego oraz głęboko z nim powiązanej klasycznej ekonomii mogą ulec jeszcze dalszemu nasileniu – jak się to ujawniło u tak zwanych machistów pomiędzy zwolennikami Marksa. Fakt, iż machizm może wyłonić jakąś formę – równie mieszczańskiego – woluntaryzmu, wcale nie przeczy temu stwierdzeniu. Fatalizm i woluntaryzm tylko w niedialektycznej, ahistorycznej perspektywie są jakimiś wzajemnie wykluczającymi się przeciwieństwami. Natomiast dla dialektycznej koncepcji rozpatrywania dziejów okazują się one być pewnymi w konieczny sposób nawzajem sobie przyporządkowanymi biegunami, w których myślowo odzwierciedla się i przejrzysty wyraz znajduje antagonistyczność kapitalistycznego porządkuspołecznego, jego niemożność rozwiązania swych problemów na własnym swoim gruncie.
 
Dlatego każda próba „krytycznego” pogłębiania metody dialektycznej z koniecznością prowadzi do jej spłaszczenia. Albowiem metodycznym punktem wyjścia dla każdego z takich „krytycznych” stanowisk jest właśnie rozdział metody i rzeczywistości, myślenia i bytu. Każde z nich traktuje właśnie ów rozdział jako krok naprzód, który winien im być poczytany za zasługę, ponieważ wiedzie ku prawdziwej naukowości, zrywając z prostackim, niekrytycznym materializmem Marksowskiej metody.
 
Jest rzeczą oczywistą, że każdemu wolno tak sądzić. Trzeba jednak stwierdzić, że każdy, kto tak sądzi, umieszcza siebie poza obrębem tego, co stanowi najgłębszą istotę dialektycznej metody. Marks i Engels wypowiedzieli się na ten temat w sposób doprawdy wykluczający jakiekolwiek dezinterpretacje. „W ten sposób dialektyka – powiada Engels – została sprowadzona do nauki o ogólnych prawach ruchu, zarównoświata zewnętrznego, jak i myślenia ludzkiego – o dwóch szeregach praw, które w swej istocie (...) są  identyczne”
 
 Lub też, jak znacznie precyzyjniej wyraża się Marks: „Jak w ogóle w każdej historycznej, społecznej nauce, należy, rozpatrując rozwój kategorii ekonomicznych, mieć zawsze na uwadze, że (...) kategorie wyrażają formy bytu, określenia egzystencji”
 
Jeśli ten sens dialektycznej metody zostaje zaciemniony, to ona sama z koniecznością musi jawić się jako zbyteczny dodatek, jako jedynie ornament marksistowskiej „socjologii” lub „ekonomii”. Co więcej, jawi się wręcz jako przeszkoda dla „trzeźwego”, „nieuprzedzonego” badania „faktów”, jako pusta konstrukcja, w imię której marksizm właśnie faktom zadaje gwałt. Ten zarzut wobec dialektycznej metody najprzejrzyściej wypowiedział i najostrzej sformułował Bernstein, co udało mu  się w pewnej mierze dzięki jego „brakowi uprzedzeń” zupełnie już niezakłócanemu jakąkolwiek wiedzą filozoficzną.
 
Ale realne konsekwencje polityczne i gospodarcze, jakie wyciąga on z tej swojej postawy, wzywającej do uwolnienia metody z „dialektycznych sideł” heglizmu, wyraźnie pokazują, dokąd prowadzi ta droga.
 
Pokazują mianowicie, że z metody materializmu historycznego trzeba usunąć właśnie dialektykę, jeśli szuka się ugruntowania dla konsekwentnej teorii oportunizmu, „rozwoju” nie wymagającego rewolucji, pokojowego „wrastania” w socjalizm.
CAŁY TEKST W FORMACIE PDF:

ZałącznikWielkość
lukacs17.pdf570.02 KB

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008