Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 20 gości.

30 marca 2012 – Klęska ludzi pracy i szopka skompromitowanych politykierów

30marca11.jpg

 
30 marca 2012 – Klęska ludzi pracy i szopka skompromitowanych politykierów
 
 
 
Nie wystarczył deklarowany sprzeciw 94% społeczeństwa. Nie wystarczyło 2 miliony zebranych podpisów. Nie wystarczyło 30 tysięcy ludzi pod sejmem, aby rządzący liberałowie zdecydowali się zapytać społeczeństwo o opinie na temat tzw. „reformy emerytalnej”.  Za jego przyjęciem było 180 posłów, przeciw - 233 wobec wymaganej większości 228.
 

 
 
Od dzisiaj przedłużenie czasu pracy do 67. roku życia stało się faktem – będziemy mieli więc 66-letnie kasjerki w markecie, 66-letnich robotników na liniach produkcyjnych i 66-letnich kierowców o ile w ogóle osoby w tym wieku będą w stanie znaleźć pracę. Szkodliwość ustawy podnoszącej wiek emerytalny jest dla Polaków oczywista, tak jak tchórzostwo i skrajny oportunizm PO-wskich oficjeli którzy nie chcieli przyznać się do swoich planów przed wyborami. Minister Rostowski zaklinał, że nie chce podwyższyć wieku emerytalnego po czym zmienił swoje stanowisko o 180 stopni. Pokazuje to prawdziwą naturę burżuazyjnej demokracji – ustroju w którym tylko pozornie rządzi lud, naprawdę władzę sprawują starannie dobrani przez wielki kapitał jego emisariusze. Emisariusze którzy nigdy nie dopuszczą „warchołów” do głosu.
 

 
Ludzie nie znający polskich realiów mogliby naiwnie myśleć że wykrystalizowanie się sejmowej opozycji wobec barbarzyńskich pomysłów rządu PO-PSL, takiej jak... (o zgrozo) Leszek Miller śpiewający „Mury” wraz ze związkowcami z „Solidarności”, że istnieje w tym parlamencie ktoś kto się jest w stanie sprzeciwić się (choćby koniukturalnie i oportunistycznie) liberalnemu barbarzyństwu skazującemu ludzi pracy na bezrobocie do starości. Niestety uczestnicząc w demonstracji związkowej pod Sejmem można było się przekonać że coś takiego jak „opozycja” czy „realny sprzeciw społeczny”, „protest” jest czystą iluzją.

 
 
 
Jeśli komuś można było tego dnia pogratulować, to jedynie „Solidarności” - za zdolności mobilizacyjne i tylko za to, za przysłanie pod Sejm 30 tysięcy swoich ludzi i tylko za tą – astronomiczną jak na kraj gdzie na pochody 1 majowe chodzi po 200 osób – liczbę można związkowcom podziękować.
 
Ilość nie przeszła jednak w jakość.
 
Żaden społeczny ruch sprzeciwu wobec podwyższenia wieku emerytalnego nie istnieje. I nie istnieje nie dlatego że istnieć nie ma prawa – bo skoro może istnieć we Francji, w Grecji, to może i w Polsce, tylko dlatego żę siły polityczne rzekomo sprzeciwiające się planom Tuska robią wszystko żeby protest społeczny skompromitować. To jest niejako wzajemny układ – oni gardłują na rząd ile dusza zapragnie, tworzą pozorowaną opozycję która w podziękowaniu za ograniczoną możliwość krytyki rządu przeszkadza jednak w przepchnięciu ustawy. Tuskowi można pogratulować w tym temacie wręcz zegarmistrzowskiej precyzji - przegłosowało 233 posłów wobec wymaganych 228 głosów mimo wstrzymania się Ruchu Palikota - były kolega partyjny premiera otrzymał nawet "luksus" umycia rąk w głosowaniu mimo że wcześniej w kwestiach emerytalnych okazywał się być jego wiernym adiutantem.
 
 

 
„Bohaterowie” protestów „Solidarności” - Kaczyński i Miller – to postacie nawet jak na polskie warunki niezmiernie skompromitowane. Nikt nie chce mieć nic wspólnego ze Smoleńskiem ani z tajnymi więzieniami CIA w Polsce – dlatego też to oni zostali desygnowani na opozycjonistów kompromitujących ruch protestu. Niestety nawet mówienie w tym wypadku o „ruchu” jest nadinterpretacją. Bardziej pasowałoby słowo „kpina politykierskich cyrkowców z problemów ludzi pracy” Do „bohaterów” dołączył bowiem znany z otwartej chęci wysłania wszystkich sprzeciwiających się ultraliberalnym koncepcjom gospodarczym („socjalistów”) do obozów reedukacji idol drobnomieszczańskiej młodzieży Janusz Korwin-Mikke. Ten człowiek nigdy nie jest traktowany przez „poważnych” polityków na serio, nie mniej jednak kiedy przyszło do tego że wszyscy „przeciwnicy Tuska” począwszy od środowiska „Gazety Polskiej” a na SLD i OPZZ skończywszy zebrali się w jedno miejsce to tym razem obok szefów „opozycyjnych” partii parlamentarnych także on zagościł na ustawionych pod budynkiem sejmu telebimach
 

 
 
Dzień 30 marca był dniem klęski. Klęski dla ludzi pracy dla których ustawa emerytalna jest niemalże wyrokiem dożywocia. Dożywocia w bezrobociu. Klęski dla wszystkich którzy liczyli że jednak coś pęknie i pędzący „tuskobus” nie wyrobi się na politycznym zakręcie i skończy w politycznym rowie. Do tego jednak nie wystarczy aby skompromitowane, żółte centrale związkowe zwiozły apatycznych funków na wycieczkę do stolicy na szopkę na ulicy Wiejskiej.
 
 
Polska to nie Grecja, jeśli chodzi o energię protestów społecznych przeciwko antyspołecznej polityce rządu nie jest nawet 1/100 Grecji przy kilkukrotnie większej liczbie ludności. Dyktatura burżuazji, która w Grecji trzeszczy w posadach u nas jest wyjątkowo stabilna i trwała. Obecny „dym” wokół emerytur wynika raczej z wypełniania przez zarówno aparat związkowy jak i burzuazyjne partie polityczne formalizmów demokracji (związki zawodowe, opozycja parlamentarna) niż w jakiejkolwiek politycznej aktywności mas pracujących. A ta jest niezbędna jeśli myślimy nie tylko o obaleniu systemu kapitalistycznego wyzysku jak i o jakimkolwiek realnym ruchu politycznym do niego prowadzącym. Bez aktywności zorganizowanych pracowników wspieranych przez silną partię robotniczą (a nie burżuazyjne PiS czy SLD) nie może być nawet o niej mowy. Z tego też wniosek że kryzys systemowy kapitalizmu jaki da się nam w najbliższym czasie we znaki doprowadzi do ogromnych uderzeń w klasę robotniczą.
 

 

Społeczność

SIERP i MŁOT