Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 22 gości.

Mateusz Birkut: Wyspa doktora Tuska

Doktor Tusk

Zacznę od złej wiadomości, jednocześnie lojalnie uprzedzając, że następne będą jeszcze gorsze. Zła wiadomość jest taka, że tuzy naszej rodzimej kinematografii, uraczywszy nas wyrafinowanym, mrocznym dramatem Kac wawa i doprowadziwszy krytyków do gorączki, a widzów do płaczu, poszły za ciosem – wprowadzili na ekrany Stawkę większą niż śmierć. Naiwnie wierzyłem, że film będzie choćby cieniem dawnego serialu. Owszem, cieniem się okazał, ale raczej najgłupszych filmów amerykańskich, a nie dawnej Stawki. Niedorzeczny scenariusz, napisany bez odrobiny polotu, oparty na pomyśle poszukiwań bursztynowej komnaty, dowodzący też kompletnej ignorancji autora w tematyce II wojny światowej i historii XX wieku, słabe dialogi, chybiona obsada głównych ról, w których widzimy komicznego Kotta i zadziwiającego przemianą papieża w hitlerowca Adamczyka, celebrytkę Żmudę-Trzebiatowską i sepleniących emerytów, szybko wyczerpują cierpliwość widza i doprowadzają do konkluzji, że stawka filmu na pewno nie była większa, niż cena biletu, a zawarta w tytule śmierć może grozić z nudów i konfuzji. Jednocześnie film jest – poprzez role Mikulskiego i Karewicza – swego rodzaju przestrogą przed podwyższeniem wieku emerytalnego. Widzimy, że gdy będziemy, by tak rzec, w sile wieku, efekty naszej pracy mogą się okazać podobne do tych, które zademonstrowali wiekowi bohaterowie. Kwestię tę polecam panu premierowi do przemyślenia.

Nad „filmem” rozwodzić się długo nie zamierzam, gdyż nie ma nad czym, jednak nie sposób zignorować bohaterskiej próby uderzenia autorów w komunizm: dzielny kapitan Kloss (w filmie porucznik – czyżby go zdegradowano?) po latach przestaje być komunistą, brzydzi się współpracą z SB, a fakt, że nie odnaleziono bursztynowej komnaty, komentuje mówiąc, że komunistyczny świat nie jest jej godny. Doprawdy to śmiertelny cios zadany ponurej ideologii, szkoda tylko, że J-23 porzuciwszy komunizm, stracił jaja.

A w kraju – owszem, jaja są. Nie tylko te wielkanocne, za które będziemy bulić jak za zboże – dołożono do nich śmierdzące, przerabiana przez dzielnych kapitalistów w proszek jajeczny. Do tego mamy jaja polityczne, przy których już śmierć z nudów nam nie grozi. Pobladły Leszek Miller, któremu – podobnie jak Klossowi – porzucenie komunizmu bynajmniej uroku nie dodało, z zażenowaniem przebąkuje coś o tajnych więzieniach CIA w Polsce. Okazuje się jednak, że wcale one takie tajne nie były, a może naszym służbom zabrakło sprytu Klossa, gdyż trąbią o nich media na całym świecie, a i Amnesty International powiedziało to i owo. Media polskie natomiast ilustrowały temat filmem – z tragedii WTC 11 września. Inwencja godna reżysera Stawki – Patryka Vegi, cóż za błyskotliwość skojarzeń i rozmach!

Nie mniejsza od tej, którą popisują się media komentujące pielgrzymkę Benedykta XVI na Kubę. Mają niewątpliwy problem – papież nie spotkał się z ich dolarowymi pupilkami, a za to potępił blokadę ekonomiczną Kuby. Oczywiście temat blokady jest przez media wstydliwie przemilczany, natomiast z rozmachem i entuzjazmem pisze się i mówi, że papież swą pielgrzymką obali na wyspie komunizm. Ten ostatni – zdaniem mediów – wyczerpał się zupełnie: dowodem na to jest fakt – wysunięty przez niemiecki Sueddeutsche Zeitung, a podchwycony skwapliwie przez Wprost – że papież wygląda znacznie lepiej, niż jego rówieśnik, wódz kubańskiej rewolucji. Świadczyć ma to niezbicie o tym, że dobry Bóg ceni papieża wyżej, niż Castro i obdarza go łaską urody, krzepkości i zdrowia, natomiast wodza rewolucji karze – zapewne za to, że przepędził z Kuby mafie i hazardowych gangsterów, a w miejsce kasyn i burdeli postawił szkoły i szpitale.

Media, dziwnie przywodząc na myśl sępy, zacierają ręce, czy też raczej skrzydła i prorokują upadek kubańskiego komunizmu i tryumf praw człowieka – zapewne takich, jakie mają więźniowie Guantanamo i polskich więzień CIA – i zapowiadają, że Kuba odzyska wolność – choćby taką, jaka panuje w Polsce. A wolność, owszem, w Polsce panuje – szczególnie mogą się nią cieszyć pracownicy poznańskich Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego, którzy od dwóch lat nie mogą doprosić się wypłaty zaległych pensji. Byli już w Państwowej Inspekcji Pracy, sądach pracy, prokuraturze, Urzędzie Skarbowym i ZUS-ie i okazało się... Właściwie nic się nie okazało. Pieniędzy pracownicy jak nie mieli, tak nie mają, a tym, którzy ich oszukali, włos z głowy nie spadł – taka to wolność.

Dramatem pracowników ZNTK nie interesuje się nikt, nikogo to nic nie obchodzi – główne media solidarnie na ten temat milczą, być może zakłopotane, że wysuwane w 1956 roku przez pracowników ZNTK żądania chleba i pracy są dziś bardziej aktualne, niż wówczas – wtedy wypłaty wypłacano im sumiennie i zawsze w terminie. Władze miasta Poznania natomiast zajmują się, owszem, ale zupełnie innymi kwestiami. Z jakiegoś tajemniczego powodu upodobały sobie zamki – najwyraźniej radni poczuli w sobie błękitną krew. W Poznaniu więc powstaje dumny i stylowy zamek „króla” Przemysława – po ukończeniu prac będzie wyglądał, jak skrzyżowanie Wawelu z warszawskim Pałacem Kultury. Do tego poprawia się Zamek Cesarski - „zyska” on przestronny i nowoczesny hall w stylu wytwornego centrum handlowego. Koszt inicjatyw – marnych kilka miliardów złotych, ale czego się nie robi dla ambicji. Pracownicy ZNTK nie dostają więc z miejskiej kasy, subsydiującej Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie, ani grosza wsparcia, zamki kosztują, noblesse oblige. Radni pomyśleli też o prezencie na święta i podnieśli ceny biletów komunikacji miejskiej – 15 minut jazdy będzie kosztować 2, 60.

A premier Tusk w swej trosce o społeczeństwo, a raczej o notowania ratingowe, wywalczył odrzucenie wniosku o referendum w sprawie wieku emerytalnego. Zapewne to ciąg dalszy jego działań, mających uczynić z Polski zieloną wyspę prężnego kapitalizmu: pracownicy pozbawieni wypłat, getta kontenerowe zamiast mieszkań, umowy śmieciowe, kolejki do lekarzy specjalistów, kilkuletnie oczekiwania na operację w szpitalu, likwidowanie szkół, kolejna „reforma” oświaty, pozbawiająca uczniów 90 godzin historii, 60 języka polskiego i 120 przedmiotów ścisłych. (czas w szkole wypełnią im lekcje ujęte w bloki o wdzięcznych nazwach: zdrowie i uroda, śmiech i płacz, czy woda – cud natury), głodowa płaca minimalna, bezrobocie i rodzące się w takich warunkach patologie. Mnie osobiście to wszystko kojarzy się – owszem, z wyspą, ale nie zieloną. To raczej wyspa doktora Moreau.

Portret użytkownika Lord Dragon
 #

Ja tam popieram reformę edukacji, bo wyrównuje szansę, daje szanse każdemu - jeśli się tylko uczy.

 
Portret użytkownika Ostrowski
 #

Pseudoreforma pseudoedukacji? Pseudowyrównywanie szans szczególnie na wsiach, gdzie likwiduje się szkoły?

 
Portret użytkownika Lord Dragon
 #

No ale to samorządy likwidują, to nie wynika z ustawy.

 
Portret użytkownika tres
 #

No nie.

Lord Dragon znowu zaszczyca nas liberalnym imbecylizmem.

Dobry car-premier jest niewinni tylko samorządowcy którzy nie posiadają raczej kopalni złota w swoich gminach czy powiatach przez to że nie posiadają pieniędzy w swoich gminach czy powiatach nonszalancko zamykają sobie szkoły.

Mówić że "reforma edukacji daje szanse każdemu o ile się uczy" to tak jak stwierdzić że kapitalizm też daje szanse każdemu bo każdy może założyć biznes potencjalnie osiągnąć majątek podobny jak Karkosik. Inna sprawa że w Polsce miliarderów jest kilku a ludzi żyjących w skrajnej nędzy - kilka milionów.

Tak samo jakby kontynuować rządową politykę likwidacji szkół to wkrótce doszlibyśmy do stanu podobnego jak w II RP. Gdzie mimo obowiązku szkolnego mało kto chodził do szkoły bo szkół po prostu nie było, zwłaszcza na wsiach na wschodzie kraju. Ten stan rzeczy zmieniła dopiero Polska Ludowa.

 
Portret użytkownika Lord Dragon
 #

Ja tylko stwierdzam fakt w kontekście rozmowy o reformie jak jest z tą likwidacją szkół. Oczywiście, że tu łańcuch przyczynowo-skutkowy jest dłuższy ale to jakby temat na inną dysputę.

Nie za bardzo rozumiem tą przenośnie, możesz to wyjaśnić?

 
Portret użytkownika tres
 #

A które konkretnie aspekty reformy edukacji są wg. ciebie "dobre" i czemu tak uważasz? Odpowiedź uzasadnij.

 
Portret użytkownika Lord Dragon
 #

Nie obciążanie ludzi przedmiotami do których nie mają talentu albo serca. Bo dlaczego taki człowiek ma mniej osiągnąć w życiu tylko dlatego że nie umiał przedmiotów ścisłych?

 
Portret użytkownika cinco
 #

Z tego co widzę, to rzeczy przerabiane w szkołach średnich to podstawy, a nie skomplikowany materiał, jakim zajmuje się w szkołach wyższych - w czym więc problem?

Kolejna rzecz, że redukcja sporej liczby godzin oznacza mniejszą liczbę etatów nauczycielskich w szkołach. A to z kolei oznacza wzrost bezrobocia i zarazem zmniejszenie możliwości znalezienia pracy. Kolejna znamienita zaleta reformy?

 
Portret użytkownika Lord Dragon
 #

To nie są podstawy, stary. Już na pewno nie dla kogoś kto nie ma predyspozycji do danego przedmiotu. A większość nie ma do tego czy tamtego, dlatego jest to rozsądne rozwiązanie; 1 klasa nauczanie ogólne a od 2 profilacja.
Możliwe że się zmniejszy liczba etatów.

 
Portret użytkownika uno
 #

Jak ktoś nie ma predyspozycji do danego przedmiotu to oznacza tylko tyle, że musi poświęcić więcej czasu na naukę. W przeciwnym wypadku dojdziemy do tego, że dzieci które nie mają predyspozycji do matematyki, nie będą musiały znać tabliczki mnożenia. Przedmioty ścisłe i przyrodnicze są trudniejsze, ale w nowoczesnym społeczeństwie ich znajomość jest potrzebna.

 
Portret użytkownika cinco
 #

To nie są podstawy, stary. Już na pewno nie dla kogoś kto nie ma predyspozycji do danego przedmiotu. A większość nie ma do tego czy tamtego, dlatego jest to rozsądne rozwiązanie; 1 klasa nauczanie ogólne a od 2 profilacja.

Zapytaj sie o zdanie studenta lub kogoś, kto studia ukończył. Tylko sie nie zdziw, gdy choćby student medycyny/lekarz będzie potrafił wymienić ci nazwy wszystkich kości ręki (i to po łacinie) - podczas gdy ty w szkole średniej uczyłeś się tylko kilku formułek.

Inna sprawa - uczysz się dla wiedzy własnej, czy dla dyplomu? Szczególnie, ze chcąc zostać marksistą można tylko usiąść i - jak to mówił Wołodia Ilicz - "uczyć sie, uczyć się, uczyć się". Niezależnie od predyspozycji.

Możliwe że się zmniejszy liczba etatów.

To nie tyle możliwe, co pewne - skoro w ramach reformy odjęta zostanie tak duża liczba godzin.

 
Portret użytkownika Lord Dragon
 #

O nie, nie, to nie chodzi o to żeby nie znać tabliczki mnożenia tylko żeby nie uczyć się zbędnych rzeczy jak np. całki - ktoś kto będzie to wkuwał i tak sobie tego nie przyswoi a po co ma być to źródłem frustracji? Dlaczego ma mu to zamykać dalszą drogę? Owszem, jest potrzebna znajomość przedmiotów ścisłych i przyrodniczych ale w jakimś bardzo, bardzo podstawowym zakresie (dla humanistów). Chcecie się posiłkować nowoczesnymi społeczeństwami - patrzcie na kraje skandynawskie - tam to funkcjonuje i jakoś tumanów nie mają, wręcz przeciwnie. Szkolnictwo jest na dobrym poziomie, minimum wiedzy ogólnej a poza tym to co człowieka interesuje. Tam podobno nie ma świadectw do 7 klasy i to jest dobre, bo nikt nie ma etykiety, że jest taki czy siaki.

 
Portret użytkownika tres
 #

No nie. To już jest szczeniacki, burżuazyjny indywidualizm generalizować swój osobisty uraz spowodowany tym że się miało nauczyciela który nie potrafi dobrze wytłumaczyć np. matematyki na to że wyższa matematyka czy też inne dziedziny wiedzy są w życiu nie potrzebne. Jak ktoś nie chce uczyć się matematyki, fizyki, chemii, biologii, historii itd. na poziomie szkoły średniej żeby mieć wiedzę ogólnąz tych przedmiotów, a chce mieć tylko tyle wiedzy ile mu się przyda do wykonywania zawodu to po to przecież utworzono zasadnicze szkoły zawodowe czy technika, niesłusznie w III RP demonizowane, a tak naprawdę to jest nawet lepsza opcja niż ogólniaki bo dają zawód i można po tym już iść do konkretnej roboty a nie ma się tylko papierka który można sobie w d... wsadzić.

Dużo większym źródłem frustracji niż to że się ma licealnego belfra co nie potrafi nauczyć (która minie bezpowrotnie ze skończeniem szkoły) jest to że ludzie z wyższym wykształceniem nie znajdują w tym kraju pracy albo pracują jako robotnicy niewykwalifikowani za stawkę minimalną. No i szczerze mówiąc tzw. "humanistów" czyli historyków, politologów, socjologów itp. jest w tym kraju stanowczo zbyt wiele. I miażdżąca większość z nich nie pracuje w zawodzie. Nie jest to grupa która jest ani dla gospodarki szczególnie potrzebna, niezależnie od systemu, raczej jest to ten efekt wynikłej po restauracji kapitalizmu presji (związanej z lękiem przed szalejącym bezrobociem), że każdy musi skończyć studia (obojętnie jakie) bo studia gwarantują pracę, a to co się umie to jest sprawa trzeciorzędna.

Tymczasem rynek pracy potrzebuje nie dyplomów ale konkretnej wiedzy i umiejętności i już nawet kapitaliści z BCC zdają sobie sprawę jak tragiczny w skutkach dla gospodarki jest rozkład systemu edukacji w Polsce, stanowiący element regresu cywilizacyjnego w jaki nasz kraj wszedł po 1989 roku.

Stąd też promowanie i dotowanie przez rząd czy UE kierunków ścisłych i technicznych. Bo nawet burzuje rozumieją że choć nie chcą aby ich zyski były pomniejszone o wydatki na edukację (chętnie by nie płacili ani grosza podatku), to zyski powstają w procesie produkcji, do którego potrzebni są inżynierowie. Bez inżynierów załamie się produkcja i zyski kapitalistów też spadną do zera.

Znamienny jest też fakt że po otwarciu rynku pracy w Niemczech w maju ub.r. większość ofert pracy to były miejsca w przemyśle dla wykwalifikowanych robotników - spawaczy, ślusarzy itp. a nie dla jakichś tam ludzi o zdolnościach "humanistycznych". Piszę w cudzysłowie ponieważ to słowo kiedyś miało kiedyś inny, zdecydowanie pozytywny wydźwięk, oznaczało przecież człowieka wszechstronnego.

 
Portret użytkownika siete
 #

Pamiętam czasy PRL-u, kiedy to nikt nie był zmuszany, tzw. wymaganiami rynku do wyboru zawodu, lecz mógł sobie wybrać taki kierunek studiów, który go naprawdę interesował i być pewnym, że po tych studiach będzie się w swym zawodzie realizował. Każdy miał więc taką pracę, jaka mu się podobała. Cóż - to już tylko pełna czaru przeszłość...

 
Portret użytkownika Lord Dragon
 #

Technikum nie przygotuje do studiów humanistycznych a często też nie przygotuje do medycznych czy biologicznych. Tam mamy przedmioty zawodowe czyli dalej jesteśmy w punkcie wyjścia, a po zawodówce nie da się iść na studia.

 
Portret użytkownika karolg12345
 #

Lord Dragon ma tutaj rację - ja jestem w Technikum Samochodowym mimo, że mnie to w ogóle nie interesuje - gdybym miał iść swoimi zainteresowaniami to poszedłbym do LO na humana potem studia historyczne, filozoficzne lub politologia - coś w tych tematach :) a tak to muszę słuchać o tych wszystkich rzeczach w Technikum jak silniki, podwozia itd. fakt - nikt mnie nie zmuszał ale jestem realistą - po Techn. prędzej zdobędę pracę niż po takich studiach... Więc to "wolny" rynek mnie zmusił do wybrania takiej szkoły...
Pozdrawiam

 
Portret użytkownika uno
 #

Mądrze zrobiłeś. Zawsze jest coś, za coś. To nie jest tak, że w socjalizmie potrzeby gospodarki przestaną się liczyć. Trzeba będzie wyższym wynagrodzeniem zachęcać ludzi do zdobywania potrzebnego wykształcenia i kwalifikacji, a liczba etatów dla "humanów" pozostanie ograniczona - no bo co można robić po historii? Uczyć w szkole albo zostać robotnikiem niewykwalifikowanym. Cudów nie ma.

 
Portret użytkownika karolg12345
 #

Czy mądrze? Dowiem się za kilka lat jak (jeśli) skończę Technikum ;) wiem, że humany to mało potrzebni ludzie - rozumiem i nie mam pretensji oto :), przecież nawet (a może w szczególnie) w socjalizmie nie potrzeba tylu humanów - potrzebni będą robotnicy itp. a nie historycy - oni fabryk nie zapełnią...

 
Portret użytkownika uno
 #

„wolność to uświadomiona konieczność” jak mawiał stary Marks, powtarzając to bodaj za Heglem. Wyboru zawodu, czy kierunku studiów dokonuje dorosły człowiek, który powinien mieć świadomość panujących realiów i perspektyw materialnych związanych z tym wyborem.

Teoretycznie, po kilku dekadach od ustanowienia władzy rad w krajach najwyżej rozwiniętych i realizacji polityki nastawionej na maksymalną automatyzację wytwarzania, można sobie wyobrazić znaczące skrócenie czasu pracy, bez zmniejszenia globalnego wolumenu produkcji i w ślad za tym zmianę modelu edukacyjnego. Zamiast maksymalnie szybkiego szkolenia wąsko wyspecjalizowanych profesjonalistów, kształcenie mogłoby trwać znacznie dłużej i obejmować w równej mierze wiedzę techniczną jak i nauki społeczne.

Moje doświadczenie wskazuje, że o tym czy lubimy przedmiot decyduje nauczyciel i jego zdolności pedagogiczne. Przedmioty ścisłe i przyrodnicze są trudniejsze. Żeby zainteresować nimi młodzież potrzebny jest dobry dydaktyk z pasją. Zmiany trzeba zacząć od nauczycieli. Do tego zawodu muszą iść najlepsi, a nie głąby, którym nic innego w życiu nie pozostało. Już przy naborze do tej profesji (ze względu na niskie płace) dokonywała się selekcja negatywna. To trzeba zmienić na początek.

 
Portret użytkownika siete
 #

Odnośnie tego, że "humany" to zbędny balast - w obecnych realiach, niestety, tak jest. Nie inwestuje się bowiem kompletnie w kulturę - w przeciwieństwie do czasów PRL-u, w którym mieliśmy sieci bibliotek, domy kultury, teatry, kina (dziś są likwidowane, a w ich miejsce powstają multipleksy, oferujące shit), szereg pism kulturalno-literackich (Wiadomości Literackie, Teatr, Literatura, Literatura na Świecie, Nurt, Kultura - wymieniam tylko najważniejsze), kółka zainteresowań dla młodzieży, teatralne, literackie i artystyczne, konkursy literackie i wiele, wiele innych przedsięwzięć. W takiej polityce praca dla humanów była, a kultura świetnie się rozwijała. Nie jest przypadkiem, że to PRL "stworzył" Pendereckiego, Wajdę, Holland, Zanussiego, Kieślowskiego, Szymborską, Iwaszkiewicza, Broniewskiego, Konwickiego, Lema, PIwowskiego, Munka, polską szkołę filmową, Hoffmana - można by długo wymieniać, niezależnie od tego, że część PRL-owskich twórców tworzyła krytyczne wobec ustroju dzieła.
Dziś praktycznie polska kultura nie istnieje, burżuazyjne rządy ją kompletnie olewają - dlatego nie ma pracy dla humanów. Tusk wolał "inwestować" w piłkę nożną - stadiony za biliony złotych po Euro zgniją, korzyści z tego nie będzie żadnych, a konsekwencje pozbawienia narodu dostępu do kultury będą opłakane.

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

jednolity front