Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 14 gości.

Michał Nowicki: Marks a rewolucjoniści w Rosji

marx.jpg

 
 
 
 Karol Marks to postać wyjątkowa z wielu różnych powodów. Swoją pracą teoretyczną na stałe wpisał się do historii nauki. Był założycielem najbardziej masowego ruchu politycznego w dziejach ludzkości, który nie przerwanie funkcjonuje już ponad 150 lat.
 
Rozpad ZSRR, był przez wielu burżuazyjnych politologów dowodem na śmierć komunizmu i ostateczną kompromitację Marksa. Ale po kilku latach załamania, Marks na początku XXI wieku znowu przeżywa swój renesans i na razie nie widać na horyzoncie żadnych oznak końca zainteresowania Marksem. To na Marksie koncentruje się każda apologetów krytyków kapitalizmu i wielokrotnie powtarzana mantra w burżuazyjnych mediach: „Marks się mylił” tylko Marksowi pomaga, bo każdy prędzej czy później chce wiedzieć, kim był ten człowiek, o którym ciągle tyle się mówi. W odróżnieniu od późniejszych komunistów, Marks nie miał na swoim koncie żadnej zbrodni i znacznie łatwiej trafia do akademickiego dyskursu od Lenina, nie mówiąc już o Stalinie.
 
 
Współczesnych obrońców Marksa można podzielić na wiele różnych kategorii.Istotne dla nas jest to, że w pismach Marksa można znaleźć wystarczająco dużo przykładów na uzasadnienie tezy, że wady realnego socjalizmu znanego z ZSRR nie miały nic wspólnego z Marksem. W ten sposób, cały wielki krzyk: „kompromitacja ZSRR jest kompromitacją Marksa” spotyka się z odpowiedzią współczesnych marksistów:
„kompromitacja ZSRR jest jedynie kompromitacją biurokracji rządzącej w ZSRR”.
 
Już sam fakt spierania się o to, jaki byłby stosunek Marksa do ZSRR świadczy o wielkim naukowym autorytecie jakim Marks się cieszy. Gdyby Marks nie miał za sobą naukowego autorytetu, to burżuazyjni ideologowie nie traciliby czasu na skompromitowanie Marksa wypaczeniami ZSRR. Pisanie o Marksie nie jest łatwe. A już na pewno trudno jest udzielić jednoznacznej odpowiedzi: „Marks uważał tak i tak”. Krążą różne legendy na temat przywódców ZSRR, którzy mieli do swej dyspozycji cały sztab ludzi posiadających encyklopedyczną wiedzę o dziełach Marksa, którzy na każdą kwestie musieli dostarczyć odpowiedni cytat.
 
Tego rodzaju metodologia, kompromitowała się zwłaszcza w okresie politycznych zwrotów. Polityka partii komunistycznej zawsze musi być zgodna z Marksem, choć nie koniecznie zawsze musi być zgodna z tym samym tekstem Marksa. Poglądy Marska ewoluowały i nawet bez fałszowania źródeł można było znaleźć cytacik na każdą okazje.
 
Aby uniknąć krytyki o manipulowanie Marksem z góry zaznaczam, iż nie zamierzam dać jednoznacznej odpowiedzi na temat stosunku Marksa do rosyjskiego ruchu rewolucyjnego. A jeśli koniecznie muszę udzielić jakiejś jednoznacznej odpowiedzi, to mogę powiedzieć, że poglądy Marksa na rosyjski ruch rewolucyjny były niejednoznaczne, żeby nie powiedzieć, wewnętrznie sprzeczne.
 
Rozważania na temat stosunku Marksa do rosyjskiego ruchu rewolucyjnego, należy rozpocząć od stosunku Marksa do samej Rosji. To właśnie stosunek do Rosji był przyczyną wszystkich późniejszych sprzeczności. Materializm historyczny, czyli marksowska analiza procesów historycznych, był wielkim naukowym odkryciem, ale nie koniecznie się to przekładało na konsekwencje politycznego ruchu, którym Marks chciał kierować. Wyciąganie politycznych wniosków z materializmu historycznego było bardzo niebezpieczne dla XIX wiecznych komunistów.
 
 
 
 
Jeśli każda formacja społeczno-ekonomiczna ma do zrealizowania określoną historyczną misję i można ją obalić dopiero wtedy, gdy ta misja zostanie zrealizowana, to konsekwencją takiego stanowiska powinna być polityczna bierność. Dopiero wtedy można podnieść rękę na kapitalizm gdy wyczerpie on możliwości rozwoju. W XIX wieku możliwości rozwoju kapitalizmu były jeszcze całkiem spore i ruch polityczny hamujący rozwój kapitalizmu, opóźnia zgodnie z marksistowskim schematem nadejście komunizmu. Jeśli to kapitalizm ma przygotować ekonomiczne fundamenty, pod budowę nowego sprawiedliwego społeczeństwa, to najlepiej dla tego nowego społeczeństwa będzie – nie przeszkadzać kapitalizmowi w jego rozwoju.
 
 
 Pierwszą sprzecznością, między naukową teorią a polityczną praktyką było to, że uczniowie Marksa cały czas przeszkadzali kapitalizmowi w jego rozwoju. Z punktu widzenia rozwoju kapitalizmu – zwykły człowiek jest tylko maszyną do wykonywania poleceń.
Wszyscy fascynują się egipskimi piramidami – a nikt nie zadaje sobie pytania, ilu ludzi zginęło podczas ich budowy. Z punktu widzenia historii ludzkości trwającej tysiąclecia, pojedynczy człowiek – a nawet tysiące ludzi – nie ma większego znaczenia. Im więcej robotnicy będą pracować, im mniejsze będzie ich wynagrodzenie, tym szybciej kapitalizm zostanie zbudowany, i większe będą środki na jego rozwój. Ruch socjalistyczny walczący o skrócenie czasu pracy, czy o wyższe pensje powoduje, polepszenie doli robotników, ale równocześnie opóźnia rozwój kapitalizmu, a więc tym samym opóźnia ostateczne wyzwolenie klasy robotniczej. Jeśli główną przesłanką do obalenia systemu kapitalistycznego ma być jego ekonomiczna niewydolność, to dopóki kapitalizm się rozwija, dopóty komuniści nie powinni mu przeszkadzać i najlepiej zrobią, jak będą biernie czekać na zmianę sytuacji.
 
 
 
 
Czy Marks zdawał sobie sprawę z politycznych konsekwencji wynikających z materializmu historycznego? Czy gdyby wiedział, że kapitalizm przez jeszcze 150 lat będzie funkcjonował, czy wzywał by do proletariackiego szturmu na system, mający przed sobą jeszcze ogromne możliwości rozwojowe? Odpowiedź na to pytanie i tym razem nie może być jednoznaczna. Marks był genialnym ekonomistą. Doskonale sobie zdawał sprawę z konsekwencji wynikającej z kapitalistycznej maksymalizacji zysków. Nie efektywność kapitalizmu polega właśnie na tym, że maksymalizacja zysków wąskiej elity, prowadzi do klas pracujących, czego konsekwencją jest kurczenie się rynku wewnętrznego, co prowadzi do cyklicznych kryzysów. Walka o ekonomiczne interesy klasy robotniczej, jest więc w dalszej perspektywie walką o ekonomiczną wydajność systemu kapitalistycznego. Ruch socjalistyczny i związki zawodowe, dzięki zwycięskim walkom klasowym, powodują wzrost siły nabywczej klas pracujących, czego konsekwencją jest powiększanie się rynku wewnętrznego i jeszcze szybszy rozwój kapitalizmu. Być może więc Marks zdawał sobie sprawę z wad kapitalizmu i właśnie po to organizował ruch robotniczy, by spełniał on rolę „smaru”, który będzie chronił kapitalistyczną maszynę przed jej zniszczeniem. Wycofanie się z działalności politycznej po rozpadzie Pierwszej Międzynarodówki jest być może dowodem na odkrycie przez Marksa praw rządzących historią i dojścia do wniosku, że jeszcze minimum kilka pokoleń jest skazanych na kapitalizm.
 
 
Sprzeczność między materializmem historycznym a działalnością polityczną znacznie bardziej widać w przypadku stosunku Marksa do krajów z poza kapitalistycznego centrum.Budowa kapitalizmu w koloniach przyniosła miliony ofiar. Nikt się specjalnie tym nie przejmował, gdyż głos głodujących murzynów nie docierał do europejskich metropolii. Zupełnie inaczej było w przypadku Rosji. Marks nie odpowiedział chyba nigdy na pytanie, jakie miejsce zajmuje car Aleksander II w odwiecznej walce dobra ze złem, postępu z reakcją. Odpowiedź dla Marksa była chyba zawsze prosta – car to filar europejskiej reakcji. Było to jedną z przyczyn bezkrytycznego poparcia Marksa dla polskiego ruchu niepodległościowego. Krwawy podbój i bezlitosna eksploatacja europejskich kolonii obiektywnie sprzyjała rozwojowi sił wytwórczych. Stosunek Marksa do europejskiego kolonializmu jest dla komunistów sprawą wstydliwą. Wstyd przyznać, że Marks był jednym z większych entuzjastów misji cywilizacyjnej białego człowieka. Ponieważ jednak mieszkańcy Afryki nie byli socjalistami, to Marks nie zawracał sobie głowy nie potrzebnymi problemami teoretycznymi. Inną sytuacje mamy w przypadku Rosji. Wyciągając wnioski z materializmu historycznego należałoby w pełni popierać reformy cara Aleksandra II umożliwiające rozwój kapitalizmu w Rosji. Tak jak gubernator kolonii nie liczył się z opinią tubylców i w administrowanym przez siebie kraju rozwijał siły wytwórcze (np. budowa kolei żelaznych) tak siły wytwórcze rozwijał rosyjski car reformator.
 
 
„Podział Polski wzmocnił Święte Przymierze, tę maskę hegemonii cara nad wszystkimi rządami Europy. Okrzyk więc „Niech żyje Polska!" mówi sam przez się: śmierć Świętemu Przymierzu, śmierć despotyzmowi militarnemu Rosji, Prus i Austrii, śmierć panowaniu mongolskiemu nad społeczeństwem nowożytnym!”[1]Stanowisko Marksa nie spodobało się polskim marksistom redagującym pismo „Równość”, czego dowodem są wydane w postaci broszury przemówienia: Szymona Ludwik WaryńskiLudwik WaryńskiDiksztajna, Kazimierza Dłuskiego, Stanisława Mendelsona i Ludwika Waryńskiego.[2] W relacjach Marksa z polskimi i rosyjskimi rewolucjonistami, bardzo często będzie pojawiać się konflikt, w którym Marks będzie „mniej marksistowski” od swoich wschodnioeuropejskich wyznawców. Redakcja „Równości” stała na pozycjach konsekwentnie internacjonalistycznych i cytując Marksa doszli do wniosku, że robotnicy nie mają ojczyzny. Podobne problemy z Marksem miał rosyjski marksista Jerzy Plechanow, który gdy zaczął czytać Marksa, wycofał się z realnej działalności socjalistycznej w Rosji i udał się na emigrację, by nie przeszkadzać w rozwoju rosyjskiemu kapitalizmowi. Obserwując z daleka rewolucyjną walkę narodowolców z caratem, doszedł do absurdalnego wniosku, że „największym wrogiem rewolucji socjalistycznej są rewolucjoniści”. Tym większa była frustracja Plechanowa, gdy Marks wobec rozłamu w Ziemli i Woli opowiedział się po stronie Narodnej Woli.
 
 
Pytanie czy Rosja musiała przechodzić przez etap kapitalizmu, ma charakter abstrakcyjny. Kapitalizm był w Rosji wprowadzany właśnie w czasach Marksa i z przerwą na istnienie Związku Radzieckiego trwa do dzisiaj. Marks naukowiec okazał się zwycięzcą, kapitalizm na całym świecie zatriumfował, a jeśli kiedyś na całym świecie zwycięży komunistyczna rewolucja – to Marks okaże się też politycznym prorokiem. Problem, który mnie interesuje, to niejednoznaczny stosunek przywódcy Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników do klas posiadających w krajach zapóźnionych w rozwoju w stosunku do kapitalistycznego zachodnioeuropejskiego centrum.
 
 
Pozytywny stosunek Marksa do szlacheckich w swojej masie polskich powstań niepodległościowych, jest moim zdaniem niekonsekwencją. Trzeba naprawdę dobrze opanować heglowską dialektykę, by przedstawić historię ludzkości jako walkę klas pracujących z wyzyskiwaczami, a następnie przejść nad tym do porządku dziennego i będąc nieformalnym wodzem zachodnioeuropejskiego proletariatu, popierać polskie klasy posiadające. Reforma rolna z 1861 r., rozciągnięta po wybuchu Powstania Styczniowego na ziemie polskie spowodowała, że chłopstwo solidaryzowało się z caratem i wydawała chowających się po lasach szlacheckich partyzantów. Doszło więc do absurdalnych sojuszy –zachodnioeuropejskiej klasy robotniczej z polską szlachtą przeciwko polsko, ukraińsko, białoruskim chłopom popierającym carat. Ponieważ Marks traktowany jest jak wyrocznia, to gdybym mógł przenieść się w czasie, to chętnie bym się przeniósł do roku 1864 r. i zadał mu pytanie: „Czy należy popierać przejmowanie szlacheckiej ziemi przez chłopów?”
 
 
Ten jeden przykład doskonale tłumaczy organizacyjną słabość Pierwszej Międzynarodówki. Propagandowa siła Manifestu Komunistycznego polega moim zdaniem na prostym przesłaniu – świat zawsze dzielił się na wrogie sobie klasy i pora wreszcie by klasy uciskane się zjednoczyły i wspólnie zerwały swoje kajdany. Celowo podkreślam termin „klasy uciskane” – bo cały wstęp pokazujący historię ludzkości jako walkę klas, był adresowany do zachodnioeuropejskiego proletariatu, by powiedzieć mu: „walka z wyzyskiwaczami trwała zawsze…”. Ten sam ustęp był też kierowany do klas pracujących w krajach, gdzie nowoczesny wielkoprzemysłowy kapitalizm się jeszcze nie rozwinął. Jeśli więc w danym kraju klasa robotnicza występuje jeszcze w ilościach śladowych, to nie znaczy to wcale, że walka klas w tych krajach nie ma miejsca. Konsekwencja rozwoju sił wytwórczych w kapitalistycznych centrach, jest zatrzymanie rozwoju sił wytwórczych w jego peryferiach. Przykładem niech będą dziewiętnastowieczne Indie i Chiny, który na skutek kapitalistycznej penetracji zachodnioeuropejskich mocarstw cofnęły się w rozwoju.
 
 
Rosja ze względu na swój mocarstwowy charakter, nie była nigdy poddana totalnej grabieży jak to miało miejsce w europejskich koloniach. Rozwój wielkiego przemysłu w Rosji był silnie sterowany przez państwo jeszcze w czasach Piotra Wielkiego. Z jednej strony powstawały enklawy dla zachodnioeuropejskich specjalistów, z drugiej powstawały nowoczesne fabryki, gdzie do pracy zmuszano chłopów pańszczyźnianych. Dopóki głównym celem rosyjskiego przemysłu, było dozbrajanie armii, to mógł się on rozwijać na zasadach nie kapitalistycznych. Przejście do bardziej wydajnego systemu kapitalistycznego, było historyczną koniecznością i w dłuższej perspektywie przyniosło spodziewane rezultaty. Wprowadzenie rynkowych mechanizmów na wsi, z których stroną pozytywną było zniesienie pańszczyzny, zastąpione przez konieczność płacenia podatków i płacenia byłym właścicielom odszkodowania, potęgowało na wsi frustracje. Miało być lepiej, a jest gorzej. To właśnie budziło nadzieje, socjalistów, którzy widząc niezadowolenie rosyjskiej wsi, chcieli ją zrewolucjonizować. Jako bojownicy o prawa rosyjskich klas pracujących na wsi szukali moralnego wsparcia w Marksie, ale go nie znaleźli.
 
 
Wnioski wynikające z prac Marksa były mniej więcej takie: „akumulacja pierwotna, zawsze przynosi wielkie straty ludzkie, ale jest konieczna. Im bardziej chłopi cierpią, tym szybciej przeniosą się do miast, tym szybciej powstanie miliony nowych proletariuszy i tym szybciej zdobędą oni władzę”. Marks jednak nie zauważył, że nie wystarczy uwolnienie siły roboczej do natychmiastowego rozwoju przemysłu. Przemysł funkcjonujący na zasadach kapitalistycznych, żeby się rozwijać potrzebuje ogromnych rynków zbytu. Rynek wewnętrzny, był ubogi, a rynki zewnętrzne były już zajęte przez inne mocarstwa. W dodatku zagraniczny kapitał coraz bardziej penetrował Rosję i to wszystko hamowało rozwój rosyjskiego kapitalizmu. Pierwsi rosyjscy ortodoksyjni marksiści z wyższością traktowali „chłopomanów”. „Marks powiedział, że to proletariat jest główną siłą rewolucji. Zamiast wychodzić do chłopów – lepiej nauczcie się ekonomii…”. Rosyjscy „chłopomani” zaczęli więc uczyć się ekonomii i doszli do wniosku, że kapitalizm jako system ma charakter globalny i rozwój jednych krajów odbywa się kosztem drugich. Rozwój ilościowy klasy robotniczej w krajach przodujących odbywa się kosztem klasy robotniczej w krajach zacofanych. Rosyjscy bolszewicy zrozumieli tą prawdę dopiero w 1917 r. i to porewolucyjny „dekret o ziemi” zapewnił im utrzymanie władzy.
 
 
Analizując relacje Marksa z Rosją można by zadać kłopotliwe dla komunistów pytanie – kto więcej czerpał z Marksa, gdy ten jeszcze żył (zmarł w 1883 r.) – rosyjskie klasy posiadające czy pracujące. Rosyjskie klasy posiadające, które chciały zmodernizować Rosję w kierunku kapitalizmu, miały w Marksie nauczyciela, jak to zrobić. Koniecznym fundamentem rozwoju kapitalizmu, jest zdobycie kapitałów, i osiągnięto ten cel bezlitośnie wyciskając ostatnie grosze z rosyjskich chłopów. Rosyjskie klasy posiadające odkryły, że zamiast zmuszać chłopów do pracy pańszczyźnianej, której efekty nie zawsze da się skapitalizować, lepiej zmusić ich do płacenia podatków w pieniądzu. A co Marks miał do zaoferowania rosyjskim klasom pracującym? Robotnikom tłumaczył, że kapitalizm należy obalić dopiero wtedy gdy zostanie zbudowany, a chłopom, że mogą się wyzwolić, jak zostaną robotnikami. Takie było przesłanie tekstów o charakterze naukowym. Równocześnie jednak środowiska narodowolskie, a później i socjaldemokratyczne rozpowszechniały wśród rosyjskich robotników broszurki propagandowe jak Manifest Komunistyczny, czy różne broszurki popularyzujące teorie wyzysku.
 
 
Dzięki tym broszurkom, rosyjscy socjaliści szukali kontaktów z Marksem. Marks jako działacz polityczny też szukał kontaktów z rosyjskimi socjalistami. Późniejsze teksty Marksa świadczą o tym, że dzięki dyskusjom jakie prowadził z rosyjskimi socjalistami zaczął weryfikować swoje schematyczne podejście do rozwoju kapitalizmu w krajach zacofanych. Nie zdążył już jednak swoich poglądów systematycznie wyłożyć, czegoGeorgij PlechanowGeorgij PlechanowPrzechodząc do stosunku Marksa do rosyjskich rewolucjonistów, po raz kolejny na wszelki wypadek przypomnę, że stosunek ten był niejednoznaczny. W rozdziale pierwszym starałem się wykazać naturalny związek walki terrorystycznej rozpoczętej w roku 1878 r. z rosyjskimi rewolucjonistami lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Najwięcej uwagi poświęciłem Nieczajewowi i Tkaczowowi i w dziełach Marksa sporo na ich temat można znaleźć. Marks i Engels nie pozostawili na nich suchej nitki. Zainteresowanych stosunkiem do Nieczajewa odsyłam do tekstu: „Alians Demokracji Socjalistycznej a Międzynarodowe Stowarzyszenie Robotników…”[3] szczególnie rozdziałem ósmym: „Alians w Rosji”. Zainteresowanych stosunkiem do Tkaczowa odsyłam do tekstu Fryderyka Engelsa „Sprawy społeczne w Rosji” i innych w tym samym tomie. konsekwencją była krytyka Rewolucji Październikowej, przez największe marksistowskie autorytety: Kautsky’ego i Plechanowa, a ich głównym argumentem był slogan: „bolszewizm jest sprzeczny z Marksem”.
 
Wcześniej sygnalizowałem już, że w rozłamie w rosyjskim ruchu rewolucyjnym, ojcowie socjalizmu naukowego poparli skrzydło terrorystyczne. Tymczasem we wcześniejszych tekstach, ideologów terroryzmu poddają bezlitosnej krytyce. Jak to jest możliwe? Pewnym wyjaśnieniem problemu może być napisane dziewiętnaście lat później w roku 1894 posłowie do artykułu „Sprawy społeczne w Rosji”[4], w którym to Engels tłumaczy, że zaatakował Tkaczowa, gdyż ten solidaryzował się z Bakuninem. Dopiero później Engels się zorientował, że nikt tak nie krytykował rosyjskich bakuninistów „chodzących w lud” jak właśnie Tkaczow.

 
Przechodząc wreszcie do sedna, pora przytoczyć kilka cytatów. Ze względu na kluczowe znaczenie Marksa i Engelsa dla ruchu socjalistycznego i pojawiające się często oskarżenia o manipulacje i wyrywania cytatów z kontekstu, podane niżej cytaty będą wyjątkowo obszerne. Na początek zacytujemy przedmowę do drugiego wydania Manifestu Komunistycznego z 1882 r.
 
 
„A Rosja! W okresie rewolucji lat 1848—1849 nie tylko monarchowie europejscy, lecz także europejscy burżua upatrywali w interwencji rosyjskiej jedyny ratunek przed zaczynającym się właśnie budzić proletariatem. Cara obwołano głową reakcji europejskiej. Dziś siedzi on w Gatczynie jako jeniec wojenny rewolucji, a Rosja jest awangardą rewolucyjnej akcji w Europie.”[5]
 
 
Czy stwierdzenie, że „Rosja jest awangardą rewolucyjnej akcji w Europie” należy tłumaczyć grzecznościowym zwrotem pod adresem rosyjskich czytelników, czy też jest to wniosek wynikający z obiektywnej analizy faktów? Jeśli Rosja jest cofnięta wobec Europy o jeden szczebel rozwoju, to Marks będąc konsekwentnym powinien widzieć w walce narodowolców jedynie rewolucję burżuazyjną (co zresztą widać w cytowanym niżej liście Engelsa do Zasulicz), a więc nawet najgorzej zorganizowany ruch robotniczy walczący z kapitalizmem o socjalizm, zajmuje wyższe miejsce w hierarchii akcji rewolucyjnej, od najlepiej zorganizowanego ruchu rewolucyjnego walczącego w kraju feudalnym. Dosłowne rozumienie tego cytatu świadczyłoby o tym, że Marks wyżej cenił walkę narodowolców od zachodnioeuropejskiego ruchu robotniczego. A w takim razie może dostrzegł w programie narodowolców elementy socjalistyczne, a ich walkę rewolucyjną nie ograniczał do burżuazyjno-demokratycznych przemian. Teksty Marksa nie dają nam jednoznacznej odpowiedzi i jeśli w przedmowie do drugiego wydania Manifestu Komunistycznego możemy dopatrywać się śladów rewolucji socjalistycznej, to w późniejszym liście do Wiery Zasulicz z 1885 r., Engels redukuje walkę narodowolców do rewolucji burżuazyjnej (drugi rok 1789).
 
 
„Jeśli o mnie idzie, wiem zbyt mało o aktualnej sytuacji w Rosji, ażeby rościć sobie prawo do kompetentnego sądzenia o szczegółach taktyki, jaką należy tam stosować w danym momencie. Poza tym prawie zupełnie są mi nieznane wewnętrzne tajniki rosyjskiej partii rewolucyjnej, szczególnie jeśli idzie o ostatnie lata. Moi przyjaciele spośród narodowolców nigdy mi o tym nie mówili. A jest to element nieodzowny do wyrobienia sobie poglądu na daną sprawę. To, co wiem, czy też wydaje mi się, że wiem, skłania mnie do poglądu, że Rosja zbliża się do swego roku 1789. Rewolucja musi wybuchnąć w określonym czasie; może ona wybuchnąć każdego dnia. W tych warunkach kraj jest niby naładowana mina, do której wystarczy tylko przytknąć lont. Szczególnie od 13 marca... Jest to jeden z tych wyjątkowych przypadków, kiedy to garstka ludzi może zrobić rewolucję; to znaczy jednym niewielkim uderzeniem obalić cały system znajdujący się w bardziej niż chwiejnej równowadze (że użyję metafory Plechanowa) i wyzwolić przez ów akt, sam przez się błahy, siły wybuchowe, których potem nie sposób będzie ujarzmić.
 
 
I jeśli kiedykolwiek blankizm — fantazja o wywołaniu wstrząsu w całym społeczeństwie poprzez działalność niewielkiego spisku — miał jakąś rację bytu, to z pewnością jest tak w Petersburgu. Gdy się raz już podłoży ogień pod proch, gdy raz już siły zostaną wyzwolone i energia narodu z potencjalnej przekształci się w kinetyczną (także ulubione i nader udane obrazowe porównanie Plechanowa) — ludzie, którzy przyłożyli lont do miny, zostaną porwani przez wybuch, który okaże się tysiąc razy silniejszy od nich i który będzie sobie szukał ujścia tam, gdzie zdoła, w zależności od sił i oporów ekonomicznych.
 
 
Przypuśćmy, iż ludzie ci uważają, że mogą zagarnąć władzę — no to co z tego? Niech tylko dokonają wyłomu, który przerwie tamę, a potok sam położy kres ich złudzeniom. Ale jeśliby przez przypadek złudzenia te obdarzyły ich mocą woli najwyższej, to czy trzeba na to narzekać? Ludzie, którzy chwalili się tym, że zrobili rewolucję, przekonywali się zawsze na drugi dzień, że nie wiedzieli, co czynili; że dokonana rewolucja nie przypominała zgoła tej, której chcieli dokonać. To właśnie Hegel nazywał ironią historii, ironią, której uniknąć mogą tylko nieliczni historyczni działacze.
 
Spójrzcie choćby na Bismarcka, rewolucjonistę mimo woli, czy na Giadstone'a, który koniec końców zaplątał się ze swoim uwielbianym carem. Według mnie ważne jest to, żeby w Rosji to uderzenie nastąpiło, żeby rewolucja wybuchła. Czy ta, czy inna frakcja da sygnał, czy stanie się to pod tym, czy pod innym sztandarem — to nie jest dla mnie istotne. Jeśli to będzie sprzysiężenie pałacowe — zmiecione zostanie następnego dnia. Tam, gdzie sytuacja jest tak napięta, gdzie elementy rewolucyjne są nagromadzone w takim stopniu, gdzie ekonomiczna sytuacja olbrzymiej masy ludu staje się z każdym dniem coraz bardziej nie do zniesienia, gdzie reprezentowane są wszelkie szczeble rozwoju społecznego — od prymitywnej wspólnoty aż do nowoczesnego wielkiego przemysłu i nowoczesnej wielkiej finansjery, gdzie wszystkie sprzeczności są przemocą utrzymywane w karbach przez bezprzykładny despotyzm, despotyzm, który staje się coraz bardziej nie do zniesienia dla młodzieży łączącej w sobie inteligencję narodu i jego godność — jeśli tam rozpocznie się rok 1789, rok 1793 nie omieszka za nim rychło nastąpić.”[6]
 
 
Na koniec przytoczę, cytowane już posłowie do artykułu „Sprawy społeczne w Rosji” z 1894 r.
 
 
„Istniały wówczas w Rosji dwa rządy: rząd carski i rząd tajnego komitetu wykonawczego (Ispolnitielnyj komitiet) terrorystycznych spiskowców. Władza tego tajnego rządu rosła z dnia na dzień. Wydawało się, że bliskie jest już obalenie caratu; rewolucja w Rosji musiałaby pozbawić całą europejską reakcję jej najmocniejszej podpory, jej wielkiej armii rezerwowej i dodać tym samym nowego potężnego bodźca również i politycznemu ruchowi Zachodu, stwarzając dlań ponadto bez porównania dogodniejsze warunki walki. Nic więc dziwnego, że Marks radzi w tym liście Rosjanom, aby nie śpieszyli się zbytnio ze skokiem w kapitalizm.
 
 
Do rewolucji w Rosji nie doszło. Carat pokonał terroryzm, który nawet znów pchnął na pewien czas w objęcia caratu wszystkie „miłujące porządek" klasy posiadające[7] (…) Rosja brała udział w powszechnym ruchu. Przybrał on tutaj — co było zupełnie naturalne — formę ataku zmierzającego do obalenia carskiego despotyzmu, do zdobycia dla narodu intelektualnej i politycznej swobody ruchu. Wiara w cudotwórczą siłę gminy chłopskiej, z której łona może i musi wyjść odrodzenie społeczne — w czym, jak widzimy, Czernyszewski nie był całkowicie bez winy — ta wiara uczyniła swoje, jeśli idzie o wzmożenie zapału i energii bohaterskiej awangardy bojowników rosyjskich. Z ludźmi, którzy w liczbie zaledwie kilkuset przez swoje poświęcenie i bohaterstwo doprowadzili absolutystyczny carat do tego, że musiał już zastanawiać się nad możliwością i warunkami kapitulacji — z tymi ludźmi nie będziemy się spierać, jeśli uważali oni swój naród rosyjski za naród wybrany rewolucji społecznej.”[8]
 
 
Co takiego zmieniło się w Rosji między 1882 r. a 1885 r., że ta sama walka została zdegradowana z pozycji rewolucji socjalistycznej do rewolucji burżuazyjnej?
 
 
Zamordowanie cara Aleksandra II 1 (13) marca 1881 r., nie zmieniło warunków życia Rosji. Nie mieliśmy do czynienia z żadnym obiektywnym kryzysem, który można było by uznać za początek rewolucji. Ale sukces narodowolców wpłynął na subiektywne odczucia rewolucjonistów walczących z carem i przynajmniej przez kilkanaście miesięcy byli głęboko przekonani o tym, że zwycięstwo jest już bliskie. To właśnie w tym kontekście powstała polska partia „Proletariat”, którą założyli ludzie, zmuszeni wcześniej do emigracji. Decyzję powrotu do kraju, w którym grozi im więzienie, mogli podjąć tylko ludzie wierzący w sens rozpoczęcia walki na nowo.
 
 
A taką wiarę dał im sukces konspiracyjnej rosyjskiej organizacji rewolucyjnej, która ze względu na swój konspiracyjny charakter wydawała się silniejsza, niż była w rzeczywistości. Wspominałem już wcześniej w kontekście Degajewa o zgłaszaniu się do partii tysięcy nowych ludzi. Partia w czasach Żelabowa liczyła według danych szacunkowych około 500 osób. Naimark zaś przytacza dane, że w czasach Aleksandra III skazano prawie 5500 narodowolców, czyli wzrost jedenastokrotny. Słowa z 1882 r. świadczą więc o wielkich nadziejach jakie pokładali ojcowie socjalizmu naukowego wobec rewolucyjnej walki toczącej się w Rosji. Trzy lata później było już wiadome, że szturm na carat został jak na razie odparty.
 
 
Można by w ogóle zadać sobie pytanie nad sensem cytowania ojców socjalizmu naukowego na temat spraw, co do których sami przyznają się do swojej nie wiedzy. Engels ucieka od jednoznacznej odpowiedzi chowając się za brakiem wiedzy o aktualnej sytuacji w Rosji. Jak to możliwe, że ludzie, którzy stworzyli uniwersalną metodę badania dziejów ludzkości, pozwalającą bezbłędnie analizować przemiany społeczne w odległej przeszłości, nie byli w stanie dać trafnej odpowiedzi na temat współczesnej Rosji. Obfite cytowanie Marksa i Engelsa można uzasadnić wiarą w to, że są nieomylni. Z tą właśnie intencją zwracali się do nich rosyjscy socjaliści. Niejasną odpowiedź Engelsa można porównać do wróżki delfickiej. Engels mówi słowa-hasła, które każdy sam na własny sposób musi sobie wytłumaczyć. Jak w tym wszystkim zrozumieć pojęcie „rok 1793” ?.
 
 
Czy gilotynowanie szlachty było środkiem do stworzenia sprawnej burżuazyjnej republiki, czy też można się w dyktaturze jakobinów doszukiwać elementów socjalistycznych?
Oddzielnym tematem jest podnoszenie przez ojców komunizmu sporów między socjalistami do rangi systemu. O ile można jeszcze zrozumieć „izmowanie” (neologizm, którego jestem twórcą) w przypadku doktryn, których rdzeń pochodzi od kluczowego słowa (socjalizm, anarchizm, liberalizm), to nadawanie każdemu politycznemu przeciwnikowi łatki – założyciela nowej koncepcji jest chyba największą chorobą ruchu komunistycznego. Te wszystkie podziały na blankistów, trockistów, stalinistów czy maoistów, podważają najbardziej znane komunistyczne motto, wzywające do łączenia się do wspólnej walki proletariuszy wszystkich krajów. Ponieważ filozoficznym fundamentem marksizmu jest heglowska dialektyka, to jeśli chcemy cokolwiek zrozumieć z dzieł Marksa i Lenina, obficie wydawanych w PRL, należy je czytać w sposób dialektyczny. Jak czytać klasyków marksizmu – to temat na oddzielną pracę, ograniczę się więc do kilku podstawowych uwag. Przede wszystkim przy pojawianiu się neologizmów pochodzących od nazwiska jakiegoś działacza politycznego, należy ustalić rzeczywiste różnice polityczne, od tych zmyślonych, czy celowo przerysowanych ze względów publicystycznych. Takie rozłożenie analizowanych terminów na czynniki pierwsze pozwoli nam zredukować ilość niepotrzebnych terminów, które niestety bardzo utrudniają zrozumienie sensu tekstów źródłowych.
 
 
 Zdefiniowanie poglądów politycznych jakiegoś działacza na podstawie tekstów jego przeciwników, jest zadaniem trudnym. Trudne to jest szczególnie w wypadku, gdy sam zainteresowany nie uważa siebie za ojca nowej koncepcji, a jest za takiego uważany przez swoich przeciwników. Na podstawie teorii i praktyki klasyków marksizmu, trudno dać jakąś logiczną definicje, która tłumaczyłaby nam w sposób ostateczny – czym jest blankizm, a konkretniej czym blankizm różni się od marksizmu. Definiowanie blankizmu najczęściej rozpoczyna się od przedstawienia jego elitarnego i spiskowego charakteru w opozycji do hasła Pierwszej Międzynarodówki: „wyzwolenie klasy robotniczej musi być dziełem samej klasy robotniczej”. Ale jak to piękne hasło miało się do praktyki? Jeśli tylko klasa robotnicza i nikt inny, jest predestynowana do walki z kapitalizmem, to po co w ogóle taki Marks, nie mówiąc już o burżuju Engelsie wiąże się z ruchem robotniczym? Po co tworzą organizacje, w której decyzje są podejmowane przez inteligentów?
 
 
 
Trudno się oprzeć wrażeniu, że ataki na blankizm ze strony pierwszych marksistów są przejawem hipokryzji. Krytykują blankizm za to, że chce „wyzwolić robotników bez ich udziału”, a sami w swojej codziennej praktyce robią dokładnie to samo. Konsekwencje wynikające z literalnego rozumienia hasła redukującego walczących z kapitalizmem do Louis BlanquiLouis Blanquiczłonków klasy robotniczej byłyby zabójcze dla ruchu komunistycznego ale nigdy nie zostało ono zrealizowane (w ruchu komunistycznym –oddzielnym tematem są inne lewicowe ruchy polityczne, których założenia teoretyczne też jednak były formułowane przez inteligentów). Pierwsi socjaliści wywodzili się z warstw nie proletariackich, i do dzisiaj w ruchu socjalistycznym warstwy inteligenckie odgrywają wielką rolę. Pod względem pochodzenia społecznego różnice między blankistami a marksistami były nie wielkie, a wnikliwy badacz mógłby dojść do wniosku, że w tej konfrontacji bardziej „burżuazyjny” byłby marksizm.
 
Wbrew rozpowszechnionym stereotypom, Marks nie był w cale pierwszym socjalistą. Używając terminologii leninowskiej, można by powiedzieć, że Marks wszedł z zewnątrz do ruchu robotniczego jako „burżuazyjny inteligencik” i starał się mu nadać naukowy charakter. Właśnie ten naukowy charakter marksizmu, którego treścią są hymny pochwalne na cześć dynamizmu burżuazji i kapitalizmu, wyróżniały go na tle wcześniejszych doktryn socjalistycznych. Za życia Marksa, miały miejsce dwie wielkie rewolucyjne próby, w których jednak Marks żadnej roli nie odegrał. Ani w latach 1848-49 – ani podczas Komuny Paryskiej, Marks nie prowadził proletariuszy do walki by zrzucili własne kajdany. Największe sukcesy polityczne Marks odniósł w okresie przejściowym między dwiema rewolucjami XIX wieku. Upadek Międzynarodówki po rzezi komunardów był negatywnym świadectwem, jakie szeregowi członkowie wystawili Radzie Generalnej. W tym samym czasie gdy mordowano tysiące francuskich robotników, gdy w całej Europie trwały represje przeciwko działaczom Międzynarodówki, członkom Rady Generalnej nie spadł włos z głowy. Młody Marks był represjonowany przez rząd pruski i musiał uciekać z kraju do kraju. Stary Marks bezpiecznie siedział w londyńskim British Museum i to właśnie marksowskim mottem: „byt kształtuje świadomość” należy chyba tłumaczyć jego spadek radykalizmu.
 
 
  Żeby w pełni zrozumieć relacje Marksa z rosyjskimi socjalistami, należy sobie uświadomić podstawowy fakt. Marks nie reprezentował nigdy wszystkich zachodnioeuropejskich socjalistów. Był wśród nich najbardziej znany w Rosji. Przerastał ich wszystkich teoretycznym geniuszem. Ale równocześnie w działalności praktycznej nie dorastał im często do pięt. Marks i Engels wielokrotnie podkreślają heroizm rosyjskich rewolucjonistów. Gdyby jednak rozejrzeli się wokół siebie, to przypadki rewolucyjnego bohaterstwa mogli by też znaleźć u swoich politycznych konkurentów. Ale właśnie dlatego, że byli konkurentami, powodowało specyficzny rodzaj ślepoty. Gdyby konflikt w międzynarodówce trwał dłużej, a Bakunin dalej by żył, to wszystkim narodowolocom przypięto by łatkę „bakuninowskich anarchistów” tak jak to zrobił Engels z Tkaczowem. Nawet sformułowanie przez Tkaczowa doktryny o konieczności rewolucyjnego państwa robotniczego –dyktatury proletariatu – nie obroniło Tkaczowa przed łatką anarchisty. Dopóki istaniałby spór w ramach międzynarodówki, a rosyjscy socjaliści uznawani by byli za niebezpieczną konkurencje, to nawet gdyby narodowolcy pochwycili w końcu władzę, to i tak pewnie dalej by funkcjonowali w tekstach Marksa jako anarchiści.
 Na pytanie o stosunek do rewolucjonistów rosyjskich nakłada się drugie pytanie – o stosunek do rewolucjonistów w Europie Zachodniej stosujących te same metody. Widzimy tutaj kolejną niekonsekwencje wyrażającą się mniej więcej w zdaniu: „Chętnie poprzemy każdą rewolucje – byle by była daleko”. Poprzez rewolucje należy rozumieć metody rewolucyjne – rewolucyjny terroryzm itd.
 
 „Rosyjskim rewolucjonistom sposób ich walki podyktowała konieczność, postępowanie ich przeciwników. Za użyte przez nich środki odpowiedzialni są oni przed swoim ludem i przed historią. Natomiast ci panowie, którzy, nie zmuszeni koniecznością, po sztubacku parodiują ich walkę w zachodniej Europie, usiłując sprowadzić rewolucję do poziomu Schinderhannesa, którzy broni swej nie kierują przeciw właściwemu wrogowi, lecz przeciw publiczności w ogóle, ci panowie nie są w żadnym wypadku zwolennikami i sojusznikami rosyjskich rewolucjonistów, lecz ich najgorszymi wrogami.”[9]
 
 
 Warunki działania w Europie Zachodniej wcale nie były różowe. Najlepszym przykładem są oczywiście represje we Francji po klęsce Komuny Paryskiej, ale ruch socjalistyczny represjonowano wszędzie. Gdyby Marks i Engels więcej uwagi poświęcili praktycznej stronie walki z kapitalizmem, gdyby pojawili się na paryskich barykadach, a następnie byli represjonowani, to może Engels dostrzegł by konieczność stosowanie rewolucyjnych metod walki. Jeśli jednak główną formą walki ma być walka teoretyczna i pisanie kolejnych tomów „Kapitału” – to dopóki władze zezwalają na korzystanie z bibliotek, dopóty nie trzeba schodzić na drogę terroryzmu. Marks i Engels popierali działalność terrorystyczną Woli Ludu, mimo, że to z ludu wywodziło się najwięcej ofiar kolejnych nieudanych zamachów na cara. Jeśli popiera się działalność terrorystyczną, to czyni się to bez względu na stosowane środki i liczbę ofiar. Terroryzm to broń okrutna i zarówno sami terroryści, jak i osoby ich popierające zawsze muszą zdawać sobie z tego sprawę. Krwawy charakter tej metody walki, wynika ze słabości rewolucjonistów. Gdyby byli wystarczająco silni, to zamiast podkładać bomby w przypadkowych miejscach, przez które giną przedstawiciele klas pracujących – stanęli by do otwartej walki. Misją lekarzy jest niesienie pomocy ludziom.
 
 
 Jeśli leczenie tego wymaga, to dla dobra pacjenta trzeba czasem mu sprawić ból. Prawie wszystkie środki dostępne rewolucjonistom, zawsze rykoszetem trafiają w klasy pracujące. Jeśli Engels potępia terroryzm, tylko ze względu na przypadkowe ofiary, to powinien też potępić strajki. Strajk pracowników transportu, służby zdrowia, gastronomii czy jakiejkolwiek innej branży, w pierwszej kolejności dotyka klas pracujących. Właśnie w tym kontekście przejawia się propagandowa siła hasła: „proletariusze wszystkich krajów łączcie się!”, bo brak zjednoczenia spowoduje napuszczanie jednej walczącej branży na drugą.
 
 
 Na koniec zacytuje trochę inny typ źródła, które do wyżej cytowanych tekstów nic nowego nie wnosi, a ponieważ poglądy Engelsa są w nich jedynie recenzowane, to znacznie łatwiej podważyć wiarygodność tego dokumentu. Jest to list Hermana Łopatina, który odegrał wielką rolę w pacyfikacji Młodnej Narodnej Woli, o czym pisałem w rozdziale poprzednim. Wobec sporu Komitetu Wykonawczego z grupą Jakubowicza, Engels najwyraźniej opowiada się po stronie zwolenników terroru politycznego.
 
 
 „...Koniecznie muszę Panią poinformować o wynikach mojego pierwszego spotkania z Engelsem, sądzę bowiem, iż niektóre jego poglądy sprawią Pani przyjemność. Dużo mówiliśmy o sprawach rosyjskich, o tym, w jaki sposób dokona się prawdopodobnie dzieło naszego politycznego i społecznego odrodzenia. Jak można się było spodziewać, zgodność naszych poglądów okazała się całkowita; każdy z nas raz po raz dopowiadał myśli i słowa drugiego.
 
 
Jest on (podobnie jak Marks i ja) również zdania, że zadaniem partii rewolucyjnej ery partii czynu w Rosji w chwili obecnej nie jest propaganda nowego ideału socjalistycznego ani też dążenie do urzeczywistnienia tego bynajmniej jeszcze nie wypracowanego ideału przy pomocy złożonego z naszych towarzyszy rządu tymczasowego, ale wytężenie wszystkich sił, aby 1. zmusić monarchę do zwołania Soboru Ziemskiego, albo też 2. poprzez zastraszenie monarchy itp. wywołać tak silne rozruchy, które w inny sposób doprowadziłyby do zwołania tego Soboru bądź czegoś podobnego. Podobnie jak ja jest on przekonany, że tego rodzaju Sobór nieuchronnie doprowadziłby do radykalnej, nie tylko politycznej, ale i społecznej przebudowy. Jest przekonany o ogromnym znaczeniu okresu wyborczego, ponieważ umożliwia o wiele bardziej skuteczną propagandę niż wszystkie książeczki i szeptane do ucha informacje. Jego zdaniem czysto liberalna konstytucja bez głębokich ekonomicznych przeobrażeń jest niemożliwa i dlatego nie boi się tego niebezpieczeństwa. Jest on przekonany, że w rzeczywistych warunkach życia narodowego nagromadziło się wystarczająco dużo materiału do przebudowy społeczeństwa na nowych zasadach. Oczywiście nie wierzy on w natychmiastowe urzeczywistnienie komunizmu czy czegoś podobnego, ałe tylko w to, co dojrzało już w życiu i duszy ludu. Jest on przeświadczony, że lud potrafi znaleźć sobie elokwentnych rzeczników swoich potrzeb i dążeń itd. Jest przekonany, że gdy raz rozpocznie się owa przebudowa, czyli rewolucja, żadne siły nie będą w stanie jej zahamować. Dlatego też ważne jest tylko jedno: rozbić fatalną silę zastoju, wytrącić na moment lud i społeczeństwo ze stanu gnuśności i bezwładności, wywołać taki chaos, który zmusiłby rząd i naród do zajęcia się przebudową kraju, chaos, który wzburzyłby spokojne narodowe morze i skupił uwagę i entuzjazm całego narodu na sprawie całkowitego przeobrażenia społeczeństwa. A rezultaty przyjdą same, i to takie, które są możliwe, pożądane i wykonalne dla danej epoki. Wszystko to jest diabelnie krótko powiedziane, ale obszerniej pisać w tej chwili nie mogę. Zresztą możliwe, że niezupełnie się to Pani spodoba, dlatego śpieszę z przekazaniem Pani słowo w słowo innych jego opinii, które są bardzo pochlebne dla rosyjskiego ruchu rewolucyjnego.
 
 
 „Obecnie wszystko zależy od tego, co w najbliższej przyszłości dokonane zostanie w Petersburgu, na który skierowane są oczy wszystkich myślących, daleko widzących, o bystrym umyśle ludzi w całej Europie".
 
 
 „Rosja - to Francja obecnego stulecia. Prawnie i słusznie do niej należy rewolucyjna inicjatywa nowych społecznych przeobrażeń".
 „...Upadek caratu, wraz z którym zniknie ostatnia twierdza monarchizmu w Europie oraz osłabnie agresywność Rosji i nienawiść Polski do niej itp., doprowadzi do całkiem odmiennego układu państw, rozbije Austrię na kawałki i da wszystkim krajom potężny impuls w kierunku przeobrażeń wewnętrznych".
 
 
 „...Jest mało prawdopodobne, by Niemcy, korzystając z rosyjskich zamieszek, zdecydowały się wysłać swoje wojska do Rosji dla podtrzymania caratu. Gdyby to jednak uczyniły, tym lepiej. Oznaczałoby to koniec ich obecnego rządu i początek nowej ery. Przyłączenie do Niemiec prowincji nadbałtyckich jest bezsensowne i niewykonalne. Tego rodzaju zabory przeciwległych (?) czy przylegających małych skrawków nadbrzeżnych i kawałków ziemi oraz w taki sposób powstałe bezsensowne w swoim kształcie państwa możliwe były w XVI i XVII wieku, ale nie teraz. Ponadto dla nikogo nie jest tajemnicą, iż Niemcy stanowią tam znikomą reakcyjną mniejszość". (Punkt ten dodaję dla J. P. ze względu na jej ultra-patriotyczne poglądy w tej kwestii).
 
 
 „Zarówno ja, jak i Marks uważamy, iż list Komitetu do Aleksandra III jest doskonały ze względu na swoją polityczność i spokojny ton. Dowodzi on, że w szeregach rewolucjonistów znajdują się ludzie o politycznym umyśle".
 Mam nadzieję, że wszystko to jest dosyć pochlebne i przyjemne dla Pani, i że podziękuje mi Pani za te kilka słów? Pamięta Pani, jak mówiłem, iż sam Marks nigdy nie był marksistą? Engels opowiadał, że w okresie walki, jaką z innymi toczyli Brousse, Malon i sp., Marks pewnego razu śmiejąc się mówił: „Mogę powiedzieć tylko jedno: nie jestem marksistą"... [10]
 
 
 Naukowa wielkość Marksa polega min. na tym, że dotychczasową historię elit zastąpił historią mas: historią zwykłych ludzi. Słuszne uwagi Marksa na temat wcześniejszej historiografii, można by pewnie rozciągnąć na kwestie terroryzmu. Terroryzm starych narodowolców skierowany przeciwko państwowym dygnitarzom, młodzi narodowolcy chcieli zastąpić terroryzmem ekonomicznym, który byłby radykalnym przedłużeniem codziennej walki robotniczej, i znacznie bardziej aktywizował klasy pracujące od terroryzmu politycznego.
 
 
 Młodzi narodowolcy znacznie bardziej byli zainspirowani marksizmem i walką zachodnioeuropejskiej klasy robotniczej, ale niestety nie mieli własnych przedstawicieli na emigracji, którzy mogli by na co dzień dyskutować z tamtejszymi socjalistami. Jak na razie nie znalazłem w dziełach stanowiska ojców marksizmu do terroryzmu ekonomicznego, co wcale nie znaczy, że na ten temat się nie wypowiadali. Zjawisko to pierwotnie powstało w Anglii o czym świadczy cytowana już wypowiedź Plechanowa.
 „Wynikające stąd trudności rozszerzania organizacji powinny znaleźć rekompensatę w zdolnościach i ofiarności osób wprowadzonych w jej tajemnice; „straszliwa tajemnica i największa przemoc w dziedzinie środków" stanowiły szczególną cechę angielskich związków robotniczych przed rokiem 1824; żaden myślący człowiek nie zarzuci organizacji robotniczej, że nie przebiera w środkach, gdy poczuje się zmuszona na przemoc odpowiedzieć przemocą, gdy na terror rządu zaprzedającego robotnika w niewolę u fabrykanta, karzącego jako przestępstwo każdą podjętą przez robotników próbę poprawienia swej sytuacji, rządu nie cofającego się przed stosowaniem kar cielesnych wobec wszystkich bez wyjątku dzieci, które brały udział w strajku — gdy na biały terror takiego rządu odpowie wreszcie terrorem czerwonym...”[11]
 
 
 Może więc odpowiedź na stosunek Marksa i Engelsa do terroryzmu ekonomicznego znajdziemy w tekstach dotyczących początków brytyjskiego ruchu robotniczego?
 
 [1] Karol Marks, Fryderyk Engels, Do mityngu w Genewie, zwołanego dla uczczenia 50 rocznicy Rewolucji Polskiej 1830 r. [w:] Marks, Engels o Polsce. Tom II. Książka i Wiedza. Warszawa 1960 r.
 [2] Sprawozdanie z Międzynarodowego zebrania zwołanego w 50 rocznicę Listopadowego Powstania przez redakcję „Równości” w Genewie [w:] Pierwsze pokolenie marksistów polskich. Tom I. Książka i Wiedza. Warszawa 1962 r. 375-424.
 
 [3] Alians Demokracji Socjalistycznej a Międzynarodowe Stowarzyszenie Robotników. Sprawozdanie i dokumenty opracowane na polecenie Kongresu Haskiego Międzynarodówki. [w:] Marks, Engels. Dzieła. Tom. 18. str. 363-519.
 
 [4] Fryderyk Engels. Posłowie do artykułu „Sprawy społeczne w Rosji” [w:] Filozofia społeczna narodnictwa rosyjskiego tom II. Str. 714.
[5] Marks, Engels, Dzieła tom 19. str. 323.
 
 [6] List Fryderyka Engelsa do Wiery Zasulicz z 23 kwietnia 1885 r. [w:] Filozofia społeczna narodnictwa rosyjskiego tom II str. 738-740.
 
 [7] Fryderyk Engels. Posłowie do artykułu „Sprawy społeczne w Rosji” [w:] Filozofia społeczna narodnictwa rosyjskiego tom II. Str. 729
 
 [8] Tamże. str. 731.
 
 [9] Fryderyk Engels. Tajni radcy dynamitowi cesarstwa rosyjskiego. Marks, Engels, Dzieła. Tom 21. str. 215.
 
[10] Fragment listu G. A. Łopatina do M. N. Oszaniny Londyn, 20 września [1883 r.] [w:] Marks, Engels, Dzieła Tom 21 str. 547-549.
 
 
 [11] G.W. Plechanow, Prawo ekonomicznego rozwoju społeczeństwa a zadania socjalizmu w Rosji [w:] Filozofia społeczna narodnictwa rosyjskiego. Tom II. Książka i Wiedza. Warszawa 1965. str. 357. Pierwodruk w czasopiśmie „Ziemla i Wola” nr 3 z dn. 15 stycznia 1879.

Społeczność

jednolity front