Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 29 gości.

Mateusz Birkut: Seks z polskim społeczeństwem, czyli kto kogo dyma

Wymęczony pracą chłop - Ziemkiewicz pełną gębą...

Proszę, proszę – okazuje się, że Rafał Ziemkiewicz jest rolnikiem. Orze, sieje, hoduje, nawozi, uprawia (nie tylko polityczną demagogię), sadzi, dogląda i w ogóle robi to wszystko, co szanujący się gospodarz robić powinien. Nie wierzę co prawda, by na ścianie jego chłopskiej chaty wisiał portret Jakuba Szeli, ale fakt jest faktem – Ziemkiewicz to żaden publicysta, lecz rolnik, sól ziemi, chłop całą gębą, który żywi i broni, przynajmniej przed socjalizmem, uderzając weń całą mocą swego chłopskiego pióra. W wolnym bowiem od rolniczych zajęć Ziemkiewicz to i owo pisuje, a nawet wypowiada się na tematy, by tak rzec, pozarolnicze.

Tym, którzy go znają wyłącznie z tej pozarolniczej działalności i którzy mogą być teraz zaskoczeni, wyjaśniam: Ziemkiewicz wyznał wszem i wobec, że nie korzysta z ZUS, lecz z KRUS – ubezpieczenia dla rolników. Dodał też zaraz groźnie, by nikt nie śmiał tego nazwać oszustwem, czy nadużyciem, wynikającym z faktu, że składki KRUS są o wiele niższe, niż ZUS-owskie, bo delikwenta zaciągnie do sądu, a nie wykluczone, że i widłami pogoni. Coś tam jeszcze mruknął o socjalizmie i jego reliktach, które polegają na tym, że zmusza się Bogu ducha winnych rolników -publicystów do ubezpieczeń – takie fanaberie stworzone przez lewicę.

Sprawę nagłośnił Tomasz Machała, który w odpowiedzi na słowa Ziemkiewicza, że państwo dyma obywateli, napisał, że dyma to Ziemkiewicz podatnika. Przedstawił też szybkie wyliczenie, z którego wynika, jak wiele korzyści daje orłu Rzeczpospolitej korzystanie z ubezpieczenia w KRUS i jak bardzo jest to nie fair w stosunku do tych wszystkich, którzy uczciwie płacą składki zusowskie. Ziemkiewicz uniósł się chłopskim gniewem publicysty, czy też gniewem chłopskiego publicysty i zagroził sądem, twierdząc, że nie robi nic niezgodnego z prawem. Przypomina mi się scena z filmu Sami swoi, w której Pawlakowi mama przed jego wyjazdem do sądu wręcza granaty tłumacząc: „Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”, więc słowa chłopskiego publicysty o sądzie rzeczywiście mają w sobie groźny sens.

Niemniej jednak warto omówić kwestię tego, kto kogo – używając górnolotnej Ziemkiewiczowskiej metafory – dyma: państwo obywatela, oczekując od niego uczciwego płacenia składek ubezpieczeniowych i podatków, czy też może jest tak, jak uważa Machała – że to chłopski publicysta dyma innych podatników? Otóż uważam, że dymają nas wszyscy ci, którzy nie odprowadzają uczciwie składek ZUS, uciekając do KRUS, choć najczęściej mają tyle wspólnego z rolnictwem, ile ja mam z Niesiołowskim oraz ci, którzy zatrudniają pracowników na umowach śmieciowych, które odbierają pracownikom wszelkie prawa (wywalczone przez socjalistów): prawo do urlopu, do zasiłku chorobowego, ubezpieczenia rentowego i emerytalnego, prawo do zrzeszania się w związkach zawodowych, prawo do strajku, do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Oczywiście jest to bardzo wygodne dla pracodawców, ale pracowników spycha de facto do roli niewolnika.

Władza dyskretnie na te nadużycia przymyka oczy, przyłączając się do dymania. Włos więc z głowy nie spadł Romanowi Karkosikowi, gdy należąca doń Huta Batory pozbyła się „socjalistycznych fanaberii” z ZUS-em i umowami o pracę zwalniając pracowników i planując zastąpić ich niewolnikami z agencji pracy tymczasowej. Jest to pewna prawidłowość, a władza nie robi nic, by to zmienić, jakby nieświadoma faktu krzywdy, jaka spotyka ludzi pracy i strat, jakie ponosi w takiej sytuacji ZUS.

Środowiska prawicowe dzielnego chłopa Ziemkiewicza tłumaczą, że wszelkie ZUS-y, podatki, związki zawodowe, kodeksy pracy, prawa pracownicze to nic innego, jak socjalistyczne fanaberie i że kapitalizm lśniłby całą swą krasą, gdyby tylko owe fanaberie całkowicie zlikwidowano. Wtedy byłby taki raj, jak przed 1905 rokiem, a z robotnikami można by rozmawiać krótko i na temat – policyjnymi pałkami i kulami.

Reasumując więc kwestię dymania, dyskutowaną przez Ziemkiewicza i Machałę, powiem tak: pewne osoby – większość pracodawców, wysługujących się im polityków, władz i mediów uważa, że najlepszy jest seks „d tyłu”, pod warunkiem, że jest się tym z tyłu... Tak a propos to nie tak dawno nasz ulubiony premier „rozmawiał” z internautami, biorąc sobie do serca rady spin doktorów, którzy mu podobne posunięcie zasugerowali, by poprawić wizerunek i spadające na łeb notowania. Donald Tusk wziął więc sobie te rady do serca, zatarł dłonie i raźno przystąpił do klikania, wystukując zaraz pytanie: „Jak myślicie, kto wygra Ligę Mistrzów?”
Osobiście nie wiem, kto wygra, czy może już wygrał, przyznam, że bardziej zajmuje mnie to, jakie będą warunki mej pracy i płacy, czy będę miał odprowadzane składki ZUS (na razie nie mam) i jak w takim kontekście przedstawia się kwestia mej emerytury, na którą perspektywy w tej chwili mam takie, jak – użyję metafory piłkarskiej, korzystając z miłości premiera do piłki – reprezentacja Polski na zdobycie mistrzostwa Europy.

Donald Tusk zadając pytanie o Ligę Mistrzów udowodnił, że nie traktuje społeczeństwa poważnie, w Gombrowiczowski sposób je „upupiając”. Przyjęte w piątek przez posłów „zmiany w systemie emerytalnym”, zmuszające Polaków do harówki do 67 roku życia, przy fatalnej sytuacji służby zdrowia, nie rozwiązanej kwestii umów śmieciowych i braku pracy, zmiany mające de facto być wyłącznie sposobem na dziurę budżetową, wpisują się świetnie w politykę zwróconą przeciwko ludziom pracy, a leżącą w interesie kapitału i ludzi zamożnych. Alternatywą bowiem dla „reformy 67” mogłoby być podniesienie podatków dla ludzi najbogatszych i np. opodatkowanie operacji finansowych – ale cóż, w seksie od tyłu najważniejsze to być tym z tyłu...

Portret użytkownika Ancanar
 #

Ligę Mistrzów wygra Bayern Monachium.

 

Społeczność

Ochotnik