Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 17 gości.

Na stronie głównej

Róża Luksemburg: Domki z kart (1919)

Róża Luksemburg

Dzisiaj przypada 95. rocznica bestialskiego mordu na Róży Luksemburg i Karlu Liebknechcie. Mord ten połączył w 1919 r.

Róża Luksemburg – Domki z kart (1919rok)
****************
 

Artykuł Róży Luksemburg „Domki z kart” został opublikowany w piśmie „Die Rote Fahne” z 13 stycznia 1919 roku.
 
 
Podstawa niniejszego wydania:  Róża  Luksemburg,  „Wybór pism” , tom 2 , wyd.Książka i Wiedza ,Warszawa 1959.
 
Przekład poprawiony w oparciu o tłumaczenie angielskie przez Piotra Strębskiego.
 
****************
 
Na dymiących ruinach, wśród kałuż krwi i trupów pomordowanych spartakusowcówbohaterowie„porządku” spieszą na nowo umocnić swoje panowanie.
Rząd Eberta usiłuje kurczowo skonsolidować swoją władzę : chce teraz oprzeć się już tylko nabagnetach.
 
 
Zupełnie na wzór cezarów Ebert urządza rewię swoich wojsk gwardyjskich, wygłasza do nichprzemówienie, wyraża w obliczu zabitych i rannych na berlińskim bruku „podziękowanie rządudzielnym wojskom” i wyznacza im zadanie zbrojneg ostrzeżenia Zgromadzenia Narodowego.„Naczelny wódz” Noske przyjmuje w swoimrozkazie dziennym z 11go stare, znane rejestryHindenburga, von Kessla i pozostałych pachołków reżimu Hohenzollernów : Na wschodzie bandyspartakusowców jeżdżą samochodami z odbezpieczonym pistoletemi plądrują jeden dom podrugim...
 
Ostatnia maska, jakoby chodziło tu o ruch polityczny, spadła. Grabież i plądrowanie ujawnia sięjako ostateczny i jedyny cel rewolty...
 
Cierpliwość rządu wyczerpała się i teraz mają przemówić „ciężka artyleria” i karabiny maszynowe.„Klasa robotnicza musi się zjednoczyć przeciwko Spartakusowi” – kończy splamiony krwiądorobkiewicz.
 
W ten sposób Scheidemannowie spodziewają się – przy materialnej pomocy kontrrewolucyjnychwojsk i moralnym poparciu burżuazji – na trupach berlińskich rewolucyjnych robotnikówzbudować na nowo władzę swojego rządu.
 
Rachuby te zawierają jednak lukę. Wojskowi i burżuazja, którzy pomagają dzisiaj rządowiEberta–Scheidemanna wydźwignąć się z błota, chcą sami korzystać z krwawego plonu. Elementy tepopierały rząd „socjalistyczny” tak długo, jak długo mogły sądzić, że za pomocą sfałszowanegosztandaru utrzymają masy proletariackie na uwięzi izdołają przez „moralne” oddziaływanie zdusićrewolucję, socjalizm.
 
Ale teraz czar prysnął. Ostatni tydzień odsłonił przepaść ziejącą między rządem Eberta a rewolucją.Dziś jest już jasne, że Ebert i Scheidemann mogą rządzić tylko za pomocą bagnetów.
 
Ale jeżeli tak jest, to bagnet chce też rządzić bez Eberta i Scheidemanna. Burżuazja idzie na całegoi krzyczy o jawne proklamowanie dyktatury szabli, o całkowite przywrócenie starego „porządku”.Buntownicy powinni stanąć przed sądem doraźnym lub znaleźć się w więzieniu – wołaochryple „Tägliche Rundschau”– nie należy im się wolność...
 
Przywrócenie spokoju i porządku musi być doprowadzone do naj drobniejszych szczegółów:policję, która od 9 listopada niemal nie istniała, należy znów ustanowić według dawnego stanu liczebnego i przywrócić jej dawne znaczenie; musi ona być uzbrojona i posiadać pełnomocnictwa.
 
Jednocześnie pułkownik Reinhardt, dowódca gwardii Noskego, oświadcza, że wprowadzisądydoraźne; nikt – równieżirząd – nie ma mu nic do rozkazywania, on jest żołnierzem i sam będziedecydował.
 
A 3 pułk gwardii oświadcza na własną rękę, że jest „zdecydowany” „siłą zbrojną zebrać”Zgromadzenie Narodowe. W Berlinie i na przedmieściach oficerowie dokonują samowolniearesztowań. Tak buntuje się przeciw rządowi Eberta kontrrewolucyjny korpus oficerski, dającwyraźnie do zrozumienia, że cała sprawapomyślana byłaodwrotnie: to Ebert i Scheidemann mieliwyciągnąć kasztany z ognia dla burżuazji, nie zaś burżuazja dla Eberta i Scheidemanna.
 
Gdy zaś dochodzi do tego, że burżuazja musi ratować rząd „socjalistyczny” przed rewolucyjnymirobotnikami, gra jest już skończona; wówczas burżuazja sądzi nie bez podstaw, że ma bardziejuzdolnionych kandydatów do sprawowania dyktatury szabli aniżeli dorobkiewicze Ebert i Noske
 
Z trzeciej zaś strony partia Haasego usiłuje wykorzystać kryzys do utworzenia rządu koalicyjnego,grupującego wszystkie socjalistyczne kierunki zgodnie z haasowską polityką listka figowego.
 
Chodzi o to, by utopić wszystkie wewnętrzne sprzeczności rewolucji w niezróżnicowanej papce,zatuszować wszystkie przeciwieństwa i rozładować bojową energię mas w zgniłym kompromisie.
 
Jedynie „skompromitowani przywódcy” – Ebert, Scheidemann, Landsberg, Noske – mają zejść zesceny, ma nastąpić tylko zmiana osób, ale polityka scheidemanowska ma tak jak przedtem pozostaću steru, a wraz z nią „wszystkie socjalistyczne kierunki” mają utworzyć wspólny rząd. Ponieważspartakusowcy mają dziś – w obliczu trupów pomordowanych proletariuszy, w obliczu krwawychorgii Scheidemannów – dziesięć razy więcej niż kiedykolwiek pogardy i zaciśniętą pięść wstosunku do tej nikczemnej polityki kompromisu i zdrady sprawy rewolucji, frazes ludzi Haasego okoalicji „wszystkich socjalistycznych kierunków” sprowadza się w rzeczywistości do oddawnaznanej kombinacji: scheidemanowcy plus niezależni.
 
Restytucja rządu Eberta–Haasego z nowymi nazwiskami – oto wszystko, do czego zmierza wielki„jednościowy” hałas NPS [Niezależnej Partii Socjaldemokratycznej Niemiec, USPD – przyp.red.WR].
 
Im mocniej wymyśla się dziś w„Freiheit” na Eberta i Scheidemanna, tym pewniejprzygotowuje się pod osłoną tej upozorowanej kanonady, haniebny upadek NPS, która mimowszystkich nauczek, mimo że była już zmuszona 28 grudnia zrezygnować ze spółki zscheidemanowcami, pragnie obecnie pod zmienionym szyldem – jak gdyby nigdy nic – wrócić dostarego interesu.
 
Tak więc z obecnego kryzysu wynikają trzy kombinacje:Ebert i Scheidemann pragną zachować status quo, pragną utrzymać swoją władzę w oparciu obagnety burżuazji.
NPS pragnie cofnąć rozwój do stanu z 9listopada, pragnie rządu Eberta–Haasego pod zmienionąfirmą.
 
Burżuazja wreszcie pragnie rewizji prowadzącej wstecz do stanu rzeczy sprzed 9 listopada, dojawnej dyktatury szabli.
 
Wszystkie trzy kombinacje stanowią domki z kart już chociażby dlatego, że wszystkie trzynawracają do minionych, przeżytych etapów. Rewolucji nie można odkręcić, dokonać nawrotu anido 9 listopada, ani tym bardziej do pięknych czasów sprzed 9 listopada i tak samo nie da się jejunieruchomić w martwym punkcie pod berłem Eberta. Cały sens polityczny i historyczna treśćkryzysu ostatnich tygodni polegają na tym, że podczas gdy dziś jeszcze elementy hamujące usiłująna każdym kroku zagrodzić drogę rewolucji, jej siła wewnętrzna i logika rozwoju pchająją naprzód,do zdobycia na serio władzy przez proletariat i urzeczywistnienia socjalizmu.
 
I choć siły przeciwnika uzyskują chwilami przewagę zapomocą brutalnych środków przemocy, sąone całkowicie bezradne wobec dalszego rozwoju, nie potrafią powstrzymać zwycięskiego pochodurewolucji.
 
Najlepiej uwidacznia się to w fakcie, że ani jedna w jakimkolwiek stopniu trwała kombinacja niemoże się ostać na gruzach ostatniego tygodnia. Cokolwiek jutro lub pojutrze skleci się jako wynik irozwiązanie kryzysu – będzie to prowizorium, będzie to domek z kart. I choć jawna przemockarabinów maszynowych lub dwuznaczność zamaskowanego planu NPS mogą uzyskać przewagę,jednak w najbliższym czasie pierwotne moce rewolucji – walki ekonomiczne – przekreślą tenrachunek między pracą a kapitałem.
 
W ten sposób rewolucja postawi na porządku dziennym sprawę podstawową: generalnyrozrachunek między pracą a kapitałem. A ten rozrachunek jest historyczną rozprawą między dwomaśmiertelnymi wrogami, rozprawą, która może zakończyć się tylko po długotrwałej walce o władzę,oko w oko, pierś w pierś.
 
Zaledwie zostaną uprzątnięte ruinyi trupy ostatniego epizodu, gdy rewolucja przystąpi na nowo doswego niezmordowanego codziennego trudu. Spartakusowcy pójdą nadal swoją drogą z niewzruszonym zdecydowaniem. Liczba ofiar, które ponoszą, rośnie z każdym tygodniem, liczba ichzwolenników rośnie jednak stokroć szybciej. W warunkach stanu oblężenia zapełniali oni więzieniai kazamaty, za „socjalistycznego” rządu Eberta– Scheidemanna wypełniają groby w Friedrichshain[jedna z dzielnic Berlina – przyp. Red. WR].
 
Ale wokół sztandaru bezwzględnej walki rewolucyjnej skupiają się coraz bardziej masyproletariackie. I jeśli nawet poszczególne warstwy dadzą się chwilowo otumanić demagogią ifrazesem o „zjednoczeniu”, to tym bardziej zdecydowanie i wiernie staną już jutro, po nowymrozczarowaniu i nowym wytrzeźwieniu, u boku jedynej partii, która nie zna żadnych kompromisów,żadnych wahań, która kroczy swoją wyznaczoną przez historię drogą, nie oglądając się w prawo ni wlewo, nie licząc sił wroga i niebezpieczeństw– aż do zwycięstwa.

Krzysztof Wójcicki: Chiny dyktaturą wielkiego kapitału

china_volvo.jpeg

Jak czytamy w  "Gazecie Wyborczej" z 26 lipca 2010 , jesteśmy otoczeni", "chińskie ministerstwo zaplanowało już inwazję ", "Chińczycy kupią FSO i Hutę Stalowa Wola".
 

Nie tylko stalinista Wiktor, lecz także organ brytyjskiej sekcji Międzynarodowej Ligi Komunistycznej (Czwarto-Międzynarodówkowej), Workers Hammer próbuje przekonać nas że Chiny jeszcze nie odrestaurowały u siebie kapitalizmu. Autor uważa, że Chiny nie są jeszcze kapitalistyczne, ponieważ większość strategicznych działów przemysłu ciężkiego i banki znajduje się pod kontrolą państwa. Trochę słaba argumentacja, zważywszy na fakt że podział własności środków produkcji nie determinuje charakteru państwa. Charakter państwa jest zdefiniowany przez to jaka klasa kontroluje środki produkcji.
 

Historia zna przypadki wielu państw kapitalistycznych gdzie strategiczne sektory gospodarki były pod kontrolą państwa i nie ma to znaczenia, ponieważ to same państwo, jest, z definicji Marksa-Lenina "organem panowania klasowego, organem ucisku jednej klasy przez drugą, a panowanie proletariatu zapewnia nie nacjonalizacja przemysłu ciężkiego ale dyktatura proletariatu. W państwie burżuazyjnym wszelka nacjonalizacja jest funta kłaków warta, jeżeli specjalne oddziały uzbrojonych ludzi strzegą własności kapitalistycznej - wtedy najwyżej możemy mieć sytuację, kiedy to państwo przeistacza się w "kolektywnego wyzyskiwacza". Taki system jest kolejnym znaczeniem terminu "państwowy kapitalizm".
 
Pomijając sekciarskie dąsanie się autora na temat "złego zdrajcy Petera Taafe" którego zwolennicy  rzekomo poparli w 1991 roku pucz Jelcyna, kolejne argumenty MLK na temat kapitalizmu w Chinach polegają na tym, że Chiny nie przeżyły takiego załamania ekonomicznego jak większość krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Ten argument, zważywszy na tragiczne konsekwencje kapitalistycznej kontrrewolucji dla Ukrainy i Rosji, które do dziś nie osiągnęły poziomu PKB z roku 1990 może wydawać się kuszący. Lecz nie jest to argument marksistowski, tylko swoiste "pójście na skróty" i "przybetonowanie" jednej uniwersalnej wizji pewnego procesu jako wizji jedynie słusznej.
 
Jest oczywiste, że przejście od planu gospodarczego do anarchii rynku samo w sobie doprowadzi do załamania gospodarczego, lecz pozostaje pytanie, czy w każdym przypadku musi być to czynnik wiodący, czy też inne czynniki nie spowodują, że kontrrewolucja, bolesna tak czy siak dla klasy robotniczej doproawdzi do załamania, czy ożywienia gospodarki. Państwo robotnicze w momencie upadku może się znajdować na różnym poziomie rozwoju i w różnej sytuacji geopolitycznej  co determinuje to, czy będzie się ono po niej dalej rozwijać gospodarczo, czy jego gospodarka będzie się kurczyć.
 
Porównując wskaźniki ekonomiczne Chin, Polski i ZSRR z roku 1987, w Chinach na przemysł, mimo czterdziestu lat od socjalistycznej rewolucji na przemysł przypadało zaledwie 10 procent ogółu zatrudnienia wobec 75 procent w rolnictwie, natomiast w PRL było 30 procent zatrudnionych w rolnictwie i 28 procent w przemyśle, natomiast  ZSRR był państwem o wyraźnej przewadze przemysłu w zatrudnieniu bo aż 45 procent podczas gdzy 25 procent przypadało na rolnictwo.
 
Upadek gospodarczy w krajach byłej demokracji ludowej związany był z upadkiem przemysłu. W krajach b. ZSRR był on znaczny ponieważ przemysł pokrywał niemal połowę zatrudnienia dlatego w mówieniu, że "upadek ZSRR był największą tragedią XX wieku" przynajmniej jeśli chodzi o sferę gospodarki jest sporo racji.
 
Należy przyznać z całą stanowczością,. że Polska gospodarka mniej boleśnie odczuła kontrrewolucję od rosyjskiej i ukraińskiej - ponieważ już albo dopiero w roku 1996 przekroczyliśmy PKB z roku 1989 co w Rosji i na Ukrainie nie stało się po dziś dzień. Złożył się na to fakt, że cios od upadku przemysłu był mniejszy i lepsza była sytuacja geopolityczna Polski.
 

A jak miała się sprawa w przypadku Chin? Tutaj, powiedzmy szczerze w wyniku kontrrewolucji nie było zbytnio czemu upadać. Specyficzny bowiem charakter maoistowskiej autarkii, gdzie kazano chłopom wypalać stal w przydomowych dymarkach (Wielki Skok) i zaniechano program industrializacji wzorowany na radzieckim trzymał chińskie zdeformowane państwo robotnicze na stale niskim poziomie.
 
Chociaż porównując lata przed rewolucją kiedy ilość robotników przemysłowych sięgała zaledwie 0,5% zatrudnionych do podanych 10% w latach 80., widać że rewolucja doprowadziła do bezsprzecznego postępu, lecz porównując to miernikami europejskimi - było to przejście z głębokiego średniowiecza do początków XIX wieku, kiedy rewolucja przemysłowa dopiero się zaczynała.
 
Tak więc dochodzimy do wniosku, że Chiny były na tak niskim poziomie rozwoju, że przeobrażenia w kierunku kapitalistycznym, mimo dziesięcioleci socjalistycznej rewolucji, mogły mieć gospodarczo  postępowy charakter - cywilizacyjnie bowiem Chiny roku 1987 nie osiągnęły jeszcze etapu rewolucji przemysłowej, podczas której kapitalizm ukazał swoje możliwości rozwoju i dopiero teraz, drogą kapitalistycznej a nie jak chciałby prof. Wiktor socjalistycznej industrializacji ten etap osiągają. Należy dodać jedynie, że nie mimo zacofania gospodarczego Chin nie była to jedyna możliwa droga rozwoju. Podobny bowiem profil zatrudnienia jak w Chinach lat 80. występował  we wczesnych latach istnienia ZSRR niemniej jednak okazało się, że można było i dało się przeprowadzić socjalistyczną industrializację. W Chinach też można by było- gdyby państwo miało taki sam charakter jak ZSRR z czasów początku urzędowania Stalina.
 
 MLK kompletnie pomija w swoich rozważaniach wskaźniki gospodarcze, co czyni ich argumentację niewiarygodną i aż rojącą się od sekciarskich schematów które w ich przypadku przybrały maskę "jedynie słusznego trockizmu", uzasadniając swoje stanowisko programem "trockistowskim bezwarunkowej obrony militarnej zdeformowanych państw robotniczych". Problem polega na tym, aby obrona (militarna czy jakakolwiek) była celowa, należy mieć pewność, że to coś jest dokładnie tym czymś co zamierzamy bronić. W przypadku Chin takiej pewności nie ma, więc wszelkie ruszanie z szabelką dla obrony kapitalistycznej biurokracji chińskiej jest tylko podłą kpiną z tego co naprawdę Trocki chciał bronić - socjalistyczną gospodarkę ZSRR opartą na znacjonalizowanym przemyśle i planowaniu gospodarczym ktore w Chinach nie występuje. Ostatnią deską ratunku dla MLK może być kwestia przed kim zamierza ona -militarnie czy jakkolwiek inaczej - bronić Chin.
 
Czy fakt, że mówi się o łamaniiu praw człowieka w Chinach a kapitalistyczne media są za "przywróceniem demokracji" dokładnie tak samo jak robiły to przed rokiem 1989 w stosunku do państw Bloku Wschodniego.
 
Ale czyż te same media nie podnoszą takiego samego rabanu w sprawie współczesnej, kapitalistycznej, Rosji? Czy fakt,że Rosja przedstawiana jest jako kraj autorytarny niedemokratyczny czyni ją zdeformowanym państwem robotniczym? Oczywiście że nie. Propaganda burżuazyjna różnych krajów niekoniecznie musi uderzać w państwa robotnicze i oczerniać je jako "niedemokratyczne", może czynić to także z innymi państwami kapitalistycznymi,  w celach czysto propagandowych, a nie dla realnego zniszczenia obecnego ustroju w Chinach.
 
Pewna  kwestia, która frapuje  wszystkich - jak w kapitalistycznym kraju partia rządząca może nawywać się "komunistyczna" i odwoływać się do "marksizmu-leninizmu", co może być stałym argumentem wszystkich tych którzy wierzą w "robotniczy" charakter Chin?
 
Z jednej strony forma rządów wcale nie definiuje jednoznacznie ustroju społeczno-gospodarczego a ustrój społeczno-gospodarczy nie definiuje jednoznacznie formy rządów. Koronowane głowy mieliśmy zarówno w państwach feudalnych, jak i mamy do dziś w wielu państwach kapitalistycznych. Czy fakt, że w Wielkiej Brytanii rządzi królowa co jest formą rządów charakterystyczną dla systemu feudalnego powoduje że w Wielkiej Brytanii mamy feudalizm. Oczywiście że nie. Podobnie rządy partii komunistycznej z nazwy nie determinują proletariackiego charakteru państwa.
 
Po drugie, nawet jeśli upadek państw demokracji ludowej powiążemy z rozpadem partii komunistycznych, też nie daje to przekonującej argumentacji na rzekomo proletariacki charakter Chin. Można stwierdzić, że "dziś odrestaurowywano władzę burżuazji, KPZR i PZPR zostały rozwiązane, a KPCh nadal trwa". Argument ten  nie jest trafiony ponieważ sama instytucja partii i jej nazwa istnienie bądź nie nie są automatycznie powiązane z uciskiem jednej klasy przez drugą, czego organem jest państwo . Nie istnieje żadna tajemna siła, która zabroni biurokracji partyjnej przejść na stronę kontr-rewolucji, wręcz przeciwnie, istnieje realna siła która popycha tę biurokrację do ostatecznej zdrady i przejścia na pozycję kapitalistyczne - jest nią kapitalistyczne otoczenie.
 
 Nie rozpad PZPR, który nastąpił w styczniu 1990 roku, kiedy kontrrewolucja była "zaksięgowania" poprzez powrót do starej nazwy państwa i było już "po ptokach", lecz Okrągły Stół w pierwszej połowie 1989 był decydującym momentem kiedy biurokracja partyjna zdradziła socjalizm i z chwiejnej drobnomieszczańskiej warstwy stała się warstwą burżuazyjną, po dogadaniu się z antykomunistyczną pro-imperialistyczną opozycją.

Pro-kapitalistyczni liberalni opozycjoniści przestali być wtedy ujarzmiani przez państwo robotnicze, lecz niebawem po wyborach 4 czerwca sami weszli w skład rządu Tadeusza Mazowieckiego, który przy poparciu PZPR naznaczał się hańbą wprowadzania kapitalistycznych reform Balcerowicza.
 
Wolne wybory 4 czerwca 1989 oznaczały nic więcej niż kapitulację biurokracji wobec sił reakcji, czyli potwierdzenie linii działania ustalonej parę miesięcy wcześniej na Okrągłym Stole, którą można określić tylko jako linia przejścia na stronę burżuazji.  Wobec tego nie było co już wg. biurokratów utrzymywać ładu demokracji ludowej, lecz stworzyć bezbolesne dla nich przejście do nowej kapitalistycznej rzeczywistości poprzez zorganizowanie częściowo wolnych wyborów w których można było wybierać pomiędzy dwoma reakcyjnymi pro-kapitalistycznymi siłami. PZPR po tym okresie do jej upadku należy oceniać tę samą miarą jak jej kontynuatorkę - SLD - była to lewicowa partia burżuazyjna. Fakt, kiedy ze statutu partii znikł marksizm i kiedy znikła sama partia, kiedy straciła władzę ma w tym wypadku drugorzędne znaczenie. Ważne jest kiedy biurokraci partyjno-państwowi uznali, że przestają już firmować socjalizm swoimi twarzami i bronić socjalnych zdobyczy PRL i chcą mieć na własność środki produkcji którymi zarządzają.
 
PZPR w postaci SLD stworzyła własny rząd cztery lata po kontrrewolucji. Byli to ci sami ludzie co w b.PZPR, obiecywali owszem lewicowy program, lecz główną ich "zasługą" było wplątanie Polski w imperialistyczne orbity UE i NATO. Wszelkie nadzieje, że jakiś "socjalistyczny duch przetrwał w tych ludziach" były pozbawione sensu i wszyscy ci, co liczyli, że SLD przywróci dawny porządek srogo się mylili. Kapitalizm bowiem został już wtedy, podobnie jak dzisiaj w Chinach odrestaurowany, a SLD było, podobnie jak KPCh dziś, partią burżuazyjną.
 
Kiedy więc chińskie zdeformowane państwo robotnicze zostało obalone?
 
Niestety nie znamy chińskiej Joanny Szczepkowskiej, która określi nam dokładną datę. Nikt nie mówi, że zawsze musimy znać datę i godzinę przemiany ustrojowej. Tak samo też, jak nie jesteśmy w stanie określić kiedy Polska przeszła dokładnie z feudalizmu do kapitalizmu co do dnia. Polska nie doświadczyła bowiem wielkiej rewolucji burżuazyjnej na miarę francuskiej, tak jak Chiny nie doświadczyły kontrrewolucji połączonej z "wolnymi wyborami" na miarę Polski. Możemy podać tylko okres dziejowy i najważniejsze doniosłe wydarzenia które temu towarzyszyły - jak tymi "momentami przełomowymi" były polskie powstania narodowe i XIX-wieczne wejście na drogę industrializacji, tak samo w Chinach kontrrewolucje należy datować na lata 90., czas po stłumieniu pro-socjalistycznej opozycji na placu Tiananmen (czołgi rozjeżdżały wtedy studentów śpiewających "Międzynarodówkę") , co ugruntowało władzę KPCh a jednocześnie utwierdziło ją w kursie objętym przez Denga Xiaopinga, który po stłumieniu wszelkich opozycyjnych dążeń, stał się przepustką do zakoncesjowania władzy partii "komunistycznej" w systemie kapitalistycznym.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Na dzień dzisiejszy jedno pozostaje pewne - Chiny są krajem kapitalistycznym, imperialistycznym mocarstwem, krajem brutalnej dyktatury burżuazji, a "partia komunistyczna" i jej władza jest narzędziem pomagającym burżuazji w wyzysku klasy robotniczej. Dodatkowo, Chiny, poprzez wzięty zarówno z ideologii maoistowskiej jak i wielowiekowej tradycji "Państwa Środka" nacjonalizm połączony z  kapitalistycznym rozwojem gospodarczym sprawić może, że to nie USA, ale Chiny, obecnie drugie mocarstwo świata, staną się centrum światowego kapitalizmu.
 
Artykuł "China is not capitalist" który ukazał się w "Workers Hammer" nr 202 wiosna 2008
http://www.icl-fi.org/english/wh/202/china.html
 
"Brzask" nr kwietniowo-majowy 2010, w którym opublikowane zostały artykuły prof. Z. Wiktora o Chinach
http://kompol.org/brzask/2010_04i05.pdf
 
Artykuł prof. Z.Wiktora o nowej burżuazji w Chinach:
http://1917.net.pl/?q=node/2596
 
Artykuł Vincenta Kolo z Komitetu na rzecz Międzynarodówki Robotniczej (CWI) dotyczący restauracji kapitalizmu w Chinach:
http://1917.net.pl/?q=node/145

Społeczność

che rebel