Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 9 gości.

I Proletariat

28.01.2016 - Obchody 130. rocznicy stracenia Proletariatczyków

4.jpg

W czwartek 28 stycznia 2016 o godzinie 17:30 działacze radykalnej lewicy zebrali się, aby uczcić pamięć działaczy Proletariatu straconych 130 lat temu na stokach Cytadeli - Piotra Bardowskiego, Jan

28.01.2015 - Warszawska radykalna lewica uczciła Proletariatczyków

2015 01 28 - 129. rocznica stracenia Proletariatczyków

W środę 28 stycznia na warszawskiej Cytadeli, pod tablicą upamiętniającą poległych Proletariatczyków, działacze radykalnej lewicy upamiętnili 129.

Krzysztof Wójcicki: Ruch robotniczy 125 lat po straceniu przywódców "Proletariatu"

Proletariatczycy - obraz Kowarskiego

 W styczniu 1886 straceni zostali na szubienicy polscy działacze socjalistyczni, przywódcy I Proletariatu, którzy jako pierwsi oddali swoje życie sprawie klasy robotniczej – Kunicki, Bardowski

Przypisy:

[1] Lew Trocki, Ich moralność a nasza http://www.marxists.org/polski/trocki/1936/02/moralnosc.htm

[2] Oświadczenie SDKPiL w 17. rocznicę stracenia Proletariatczyków http://1917.net.pl/?q=node/4183

[3] Oświadczenie KPP w 50. rocznicę stracenia Proletariatczyków http://1917.net.pl/?q=node/4183

[4] Antoni Czubiński, Komunistyczna Partia Polski 1918-38, str. 263-264 Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1985

[5] Ludwik Hass, Reakcje komunistów na rozwiązanie KPP http://1917.net.pl/?q=node/995

[6] Zbigniew Marcin Kowalewski, Lewą Marsz http://1917.net.pl/?q=node/960

[7] Władysław Gomułka, Zabójstwo Leona Lipskiego http://1917.net.pl/?q=node/3281

[8] Relacja z w/w protestu: http://1917.net.pl/?q=node/4130

Oświadczenia SDKPiL i KPP w sprawie stracenia Proletariatczyków

Julian Leszczyński-Leński

(Na zdjęciu Julian Leszczyński-Leński, ostatni sekretarz generalny KC Komunistycznej Partii Polski)
 
 

Leon Baumgarten: Śmierć czterech proletariatczyków

Kunicki

Okrutny wyrok, który odczytano 29 proletariatczykom w nocy z 19 na 20 grudnia 1885 r., nie złamał ich na duchu.

 
Tymczasem obrońcy krzątali się wokół składania podań o kasację wyroku sądu wojskowego. Mogli to uczynić dopiero po ogłoszeniu oficjalnej sentencji w dniu 28 grudnia 1885 r. Musieli przy tym uzyskać pełnomocnictwa od skazanych do składania podań, a nie wszyscy proletariatczycy chcieli się na to zgodzić. W sumie do Hurki jako naczelnego dowódcy wojsk w Królestwie 4 stycznia 1886 r. sześciu obrońców złożyło podania o kasację: Józef Ko-keli w imieniu Henryka Dulęby i Jana Helszera, Adolf Suligowski w sprawie Kazimierza Tomaszewskiego, Stanisław Szyfer w imieniu Józefa Szmausa i Hilarego Gostkiewicza, Władysław Rytel w sprawie Michała Ossowskiego, Stanisława Gładysza, Józefa Kmiecika i Adama Słowika, Krajewski w sprawie Rechniewskiego, Natan Likiert w imieniu Stanisława Bugajskiego. Oddzielnie składali podania oficerowie: Luri, Sokolski i Igel-strom. Z 29 proletariatczyków 15 złożyło więc podania o kasację. Nie apelowało 14, w tym Ludwik Waryński, Ludwik Janowicz, Mieczysław Mańkowski, Edmund Płoski, Feliks Kon oraz trzej skazani na śmierć: Piotr Bardowski, Stanisław Kunicki i Jan Pietrusiński, a także Piotr Dąbrowski. Leon Degórski, Adolf Formiński, Antoni Popławski, Adam Sieroszewski i zdrajca Stanisław Pacanowski. Oczywiście spośród tych 14 ni^ wszyscy zrzekli się składania podań z jednakowych przyczyn. Jeżeli np. Ludwik Waryński, Ludwik Janowicz, Mieczysław Mańkowski, Feliks Kon, Stanisław Kunicki, Piotr Bardowski, Jan Pietrusiński, Piotr Dąbrowski, Leon Degórski, a być może również Adam Sieroszewski i Antoni Popławski uczynili to ze względów zasadniczych, podkreślając w ten sposób nieufność do carskich władz sądowych, to inni, jak Edmund Płoski, Adolf Formiński, a tym bardziej zdrajca Pacanowski, nie złożyli podań, gdyż liczyli na zmniejszenie kary w drodze łaski. Wiele też zależało od samych obrońców, którzy albo obawiali się zbytnio zaangażować, albo nawet doradzali skazańcom, by raczej polegali na obniżeniu kary W drodze łaski aniżeli na kasacji. Zresztą w sprawie odwołania się od wyroku sądu wojskowego nie było wśród proletariatczyków wiążącego stanowiska i każdy mógł postępować zgodnie ze swoim przekonaniem.
 
 
W podaniach kasacyjnych obrońcy w dalszym ciągu główny nacisk kładli na niesłuszne zastosowanie wobec oskarżonych paragrafu 249. Wywód zatem był ściśle prawniczy. Jak bardzo przy tym adwokaci obawiali się zbytnio zaangażować w sprawie, świadczy chociażby fakt, że Krajewski, obrońca Rechniewskiego, uzasadniając, dlaczego podjął się swego zadania, nie omieszkał nadmienić, iż jest starym przyjacielem z lat szkolnych ojca swego klienta, chcąc niejako w ten sposób powiedzieć, że z tego powodu nie mógł po prostu odmówić obrony. Jedynie Józef Kokeli odważył się zakwestionować dopuszczenie w charakterze świadka wicepro-kuratora Turaua, który zresztą przez cały czas rozprawy obecny był na sali i tym samym automatycznie zdyskwalifikował się jako świadek. Zwrócił przy tym uwagę, że skazać 40-letniego chorowitego Dulębę na 16 lat ciężkich robót znaczy dla niego to samo, co dożywotnia katorga. Hurko z miejsca odrzucił wszystkie podania kasacyjne. Było to wyrazem nie jego złej woli, ale po prostu bezsilności. Wiedział bowiem dobrze, że sam nic nie może zmienić i że wszystko zależy od władz centralnych78. Nawet najdrobniejszy szczegół zależał już teraz od decyzji Petersburga. Tak na przykład matki skazanego na śmierć Jana Pietrusiń-skiego oraz Kazimierza Tomaszewskiego poprosiły sąd o wydanie im po jednej fotografii synów, których może już nigdy nie zobaczą. Niemógł jednak o tym decydować generał Brok, który zmuszony był zwrócić się w tej sprawie do Departamentu Policji. Otrzymał odpowiedź negatywną.
 
 
Centralne władze petersburskie po otrzymaniu materiałów sądu wojskowego oraz opinii generał-gubernatora Hurki i generała Broka miały powziąć ostateczną decyzję w sprawie 29. Z inicjatywy ministra spraw wewnętrznych Tołstoja została utworzona Rada Specjalna, w skład której prócz niego weszli: minister wojny Wannowski, kierownik Ministerstwa Sprawiedliwości Nabokow, tajny radca Manassein oraz wiceminister Orżewski. Komisja miała przede wszystkim rozpatrzyć wniosek Hurki o złagodzenie wyroku. W rezultacie narad zapadła następująca decyzja: Rada Specjalna, wychodząc z założenia, że ruch socjalistyczny w Królestwie począwszy od 1878 r. stale przybiera na sile, że „w porównaniu z 1878 r. osiągnął olbrzymie sukcesy", znacznie się rozszerzył i zaostrzy! swoje metody walki, doszła do wniosku, iż „w tej sytuacji spokój wśród robotników i ich zaufanie do władzy można będzie przywrócić tylko w wypadku surowego ukarania winnych naruszenia porządku". Konieczność stosowania ostrych środków tym bardziej jest uzasadniona, że pomimo wszczęcia dochodzenia w ostatniej sprawie przeciwko przeszło 200 osobom, ruch nie tylko nie ustał, ale nadal stosował te same metody walki.
 
 
Z tych względów Rada Specjalna była zdania, że Stanisław Kunicki, jako ,.główny wódz i podżegacz", nie zasługuje na żadną łaskę i kara śmierci w stosunku do niego winna być zatwierdzona. Nie powinien też być ułaskawiony Piotr Bardowski, który „jest pierwszym i miejmy nadzieję ostatnim przykładem osoby urzędowej, noszącej wysoki tytuł sędziego, całkowicie materialnie zabezpieczonej i będącej ]uż 16 lat na służbie państwowej. Wbrew przysiędze i obowiązkowi sumienia wstąpit w stosunki z rewolucjonistami i dzięki swojej pozycji umożliwił ich zakonspirowanie. Jego wina jest tym cięższa, że przebywając na terytorium Królestwa Polskiego miał tym większe obowiązki względem tronu i państwa. Narada nie znajduje przeto żadnego powodu do wystąpienia o łaskę dla niego [...]" , .Wyrok w sprawie Pietrusińskiego i Ossowskiego winien być również utrzymany w mocy ze względu na konieczność uspokojenia umysłów ich kolegów robotników, a z drugiej strony, aby zapobiec na przyszłość powtórzeniu się podobnych zabójstw dokonywanych w postaci wyroków śmierci, które feruje nieznana tajemnicza władza". ..Rada Specjalna uważa za możliwe zmienić wyrok śmierci na 20 lat katorgi jedynie kapitanowi Mikołajowi Luriemu, którego udział w partii był minimalny, oraz Józefowi Szmausowi, w stosunku do którego bierze się pod uwagę, że jego zamach na Śremskiego był nieudany, chociaż ze względu na całość swej działalności zasługuje na śmierć". Zatwierdzono również wyrok sądu wojskowego na Waryńskiego, Janowicza, Blocha, Mańkowskiego i Dąbrowskiego. W stosunku do pozostałych złagodzono karę, chociaż nie wobec wszystkich w tej mierze, jak życzył sobie Hurko. Tomaszewskiemu, Rechniewskiemu, Gostkiewiczowi i Janowi Helszerowi zmniejszono karę tylko o jeden stopień i wyznaczono im 15, 14, a dwóm ostatnim 13 lat katorgi. W stosunku do pozostałych Rada, zgadzając się ze stanowiskiem Hurki, zmniejszyła karę o jeden stopień Płoskiemu, Po-pławskiemu, Dulębie (po 13 lat katorgi), Sieroszewskiemu (14 lat), Kmie-cikowi (12 lat). O dwa stopnie zmniejszyła karę Gładyszowi, Słowikowi i Degórskiemu (po 10 lat), Formińskiemu (12 lat), Konowi (8 lat) i Bu-gajskiemu (6 lat i 8 miesięcy katorgi). Wreszcie w stosunku do Pacanow-skiego, Sokolskiego i Igelstroma Rada zatwierdziła zesłanie na Syberię sa. Tak więc zatwierdzenie 4 wyroków śmierci oraz wieloletnich ciężkich kar katorżniczych dla pozostałych proletariatczyków zostało niemal definitywnie przesądzone, gdyż wymagało już tylko sankcji cara. Nie było zaś żadnej wątpliwości, że car zaakceptuje decyzję Rady Specjalnej.
 
 
Gdy jednak Hurko otrzymał pismo od Tołstoja, postanowił nie zrezygnować i odwołać się za pośrednictwem Rady Specjalnej do cara. Mieszane uczucia musiały spowodować ten krok generał-gubernatora Królestwa. Chodziło mu z pewnością głównie o to, aby zbytnio nie zrazić miejscowej opinii. W grę wchodziło życie ludzi, którymi się interesowały wpływowe osobistości, proszone o interwencję przez rodziców skazanych na śmierć. Okrutny wyrok wywołał oburzenie nie tylko inteligencji polskiej, ale i rosyjskiej. Nie bez wpływu na ponowną interwencję Hurki w sprawie złagodzenia wyroku była również jego urażona ambicja, że władze petersburskie przeszły do porządku dziennego nad jego stanowiskiem. Hurko jednak przedstawia to jako sprawę sumienia. „Zupełnie podzielam zdanie Rady Specjalnej — stwierdza w swoim piśmie do Tołstoja z 15 stycznia 1886 r. — że obecny ruch pod względem zuchwałości metod i swoich rozmiarów znacznie przewyższa ruch rewolucyjny w 1878, 1879 i 1880 r. Nie neguję też ich historycznej ciągłości. Nie mogę jednak zgodzić się co do konieczności ukarania w danym wypadku 4 osób śmiercią oraz co do tego, że moje wnioski o złagodzenie kar innym przestępcom nie są uzasadnione. Musiałbym bowiem wyrzec się przekonania, które wyrobiłem sobie nie tylko na podstawie przestudiowania materiałów śledczych i aktu oskarżenia, lecz również wszechstronnego, w miarę możliwości, zapoznania się ze wszystkimi okolicznościami tej sprawy zarówno na podstawie osobistych raportów przewodniczącego Okręgowego Sądu Wojskowego, generała Fryderyksa, który miał oczywiście całkowitą możność zapoznania się ze sprawą w czasie trwającego około miesiąca przewodu sądowego, jak i moich osobistych wrażeń odniesionych podczas wielokrotnej obecności na rozprawie w decydujących momentach. To przekonanie, będące w całkowitej zgodności z moim sumieniem, potwierdzają jeszcze dwie następujące okoliczności. O jednej z nich miałem zaszczyt donieść Waszej Ekscelencji w piśmie z 30 grudnia 1885 r.
 
 
Zdanie Rady Specjalnej o wykonaniu wyroku śmierci na byłym sędzi pokoju Bardowskim niewątpliwie da całej polskiej prasie za granicą i całemu polskiemu społeczeństwu podstawę do niesłusznego twierdzenia, źe ruchem socjalno-rewołucyjnym w Królestwie Polskim kierują rosyjscy urzędnicy. A to oczywiście z politycznego punktu widzenia jest wysoce niepożądane. Druga okoliczność wydaje się jeszcze bardziej ważka, jako że dotyczy pojęcia wyższej sprawiedliwości: stowarzyszenie Proletariat postawiło sobie jedynie zadanie pobudzenia biednych do walki z bogatymi, nie stawiało sobie, przynajmniej w swej faktycznej działalności, bezpośredniego celu obalenia istniejącego rządu [...]" Dalej Hurko bierze w obronę nawet Kunickiego, twierdząc, iż na niego spadł główny ciężar winy jedynie dlatego, że Dębski zdołał zbiec. „Terrorystyczne zaś działania niektórych członków partii były praktykowane tylko w ich środowisku i nie były zwrócone przeciw organom rządowym. Jeśli zaś na jednym z zebrań postanowiono zabić wiceprokuratora Jankulię i podpułkownika Siekierzyńskiego, to nie tylko nie dokonano tego, ale nawet sprawa ta nie wkroczyła w fazę realizacji. Ostatecznie dwa zabójstwa dokonane na byłych współtowarzyszach i kilka usiłowań zamachów nie mogą być porównywane pod względem znaczenia z zabójstwem księcia Kropotkina, generała Mieziencowa oraz z próbą zamachu na generała Drentelna83. O żadnym zaś porównaniu z przestępstwem 1 marca 1881 r,84 oczywiście nie może być mowy, a przy tym Waszej Ekscelencji doskonale wiadomo, że co najmniej 10 osób, jak Jemielianow, Trigoni Mi, Bogdanowicz i inni, które niewątpliwie brały udział w próbach zamachu na życie spoczywającej w Bogu Jego Cesarskiej Mości, nie zostały stracone". W zakończeniu swego pisma Hurko prosił Tołstoja, aby osobiście zapoznał cara z jego argumentacją. Argumentacja Hurki była niemal nie do odparcia. W jej świetle jeszcza bardziej uwypukla się okrucieństwo „dostojnych" morderców, którzy zawyrokowali, by czterech proletariatczyków poniosło śmierć. Wywody te nie mogły jednak przemówić do sumienia krwawego oprawcy, Dymitra Tołstoja, o którym Piotr Bardowski pisał w swej Odezwie do oficerów: „hipokryta i obłudnik [...], główny kierownik i opiekun carski. Dawno opluty przez całe społeczeństwo, przeklinany przez młodzież, którą wysyłał na wygnanie i gubił bez pardonu"
 
 
Tołstoj przekazał carowi oba pisma Hurki: z 30 grudnia 1885 r. i z 15 stycznia 1886 r., a jednocześnie przedstawił mu do zatwierdzenia decyzję Rady Specjalnej. 21 stycznia car ostatecznie zatwierdził wyrok w brzmieniu zaleconym przez Tołstoja. Wyraził również zgodę na ewentualne zamknięcie Waryńskiego, Janowicza i Blo-cha w Szlisselburgu 90. O woli cara minister spraw wewnętrznych powiadomił Hurkę pismem z 22 stycznia 1886 r. Apelować nie było już możliwości. Zgodnie z decyzją Rady Specjalnej, aprobowaną przez cara, Hurko 26 stycznia 1886 r. ostatecznie zatwierdził wyrok podyktowany mu przez Petersburg 91.
 
 
Obrońcy jeszcze tego samego dnia dowiedzieli się o nieubłaganym losie czterech skazańców. Pozostała jeszcze nikła nadzieja odwołania się do łaski cara. W jego kancelarii leżały już trzy podania o łaskę: ojca Kunickiego, żony Bardow-skiego oraz Michała Ossowskiego. 27 stycznia obrońcy Władysław Rytel i Franciszek Nowodworski wysłali błagalne depesze do cara o łaskę dla Ossowskiego i Pietrusińskiego, wskazując na ich niepełnoletnosć w chwili dokonania zamachów. Podania zostały natychmiast przedstawione carowi, który bez wahania na wszystkich skreślił adnotację: „Sądzę, że można zostawić te prośby bez uwzględnienia". Tragiczny los Piotra Bardowskiego, Stanisława Kunickiego, Jana Pietrusińskiego i Michała Ossowskiego został ostatecznie przypieczętowany.
 
 
Gdy na zewnątrz toczyła się beznadziejna walka o życie skazanych na śmierć proletariatczyków, więźniowie w X Pawilonie z optymizmem zapatrywali się na przyszłość. Czasami tylko spoglądali z trwogą na sześciu towarzyszy, których los rozstrzygał się, na co oni nie mogli wywrzeć wpływu. Ale skazani na śmierć nie zdawali się być przygnębieni. Brali żywy udział we wszystkich dozwolonych teraz przez administrację więzienną zebraniach, a tych, których przejmował ból i trwoga o ich los, pocieszali okazując pogodę ducha. Codziennie toczyły się zażarte dyskusje. Rozprawiano o sprawach krajowych i międzynarodowych, analizowano dotychczasową działalność i wyciągano< wnioski na przyszłość. Pracowała szkoła więzienna. Janowicz, Kunicki, Kon, Rechniewski, a nieraz również Waryński i Bardowski wykładali różne przedmioty, starając się przygotować robotników do przyszłej działalności rewolucyjnej. Wyjaśniano nieporozumienia i zgrzyty, które miały miejsce między więźniami w okresie dochodzenia. Wiele żalu nagromadziło się w stosunku do tych, którzy nadużyli zaufania partii, byli zbyt „szczerzy" na przesłuchaniach i swoim zachowaniem wyrządzili krzywdę najbliższym towarzyszom. Nie chodziło o napiętnowanie winnych. Wycofanie zeznań już w pewnej mierze osłabiało winę poszczególnych oskarżonych, chociaż ich nie rehabilitowało. Chodziło teraz tylko o to, aby nie było zadawnionych ukrytych żalów, aby jedność, która wytworzyła się w obliczu sądu wojskowego, nie była powierzchowna. Nie usiłowano też ukrywać złych uczynków. Po szczerym omówieniu i uświadomieniu głęboko krzywdzącego i nieetycznego charakteru niektórych zeznań wybaczano tym więźniom, którzy żałowali swych czynów. Wielkodusznie wybaczano, ale nie zamazywano win. Krzywda wyrządzona partii i współtowarzyszom była zbyt wielka, by mogła być całkowicie zapomniana .
 
 
Jedynym ciosem w ciągu stycznia był zgon Józefa Razumiejczyka. Aresztowaną grupę Bohuszewiczówny zaczęła kosić śmierć. Wkrótce po aresztowaniu popełniła samobójstwo Ewa Bresler, potem zaniemógł ciężko Razumiejczyk, chory na gruźlicę. W momencie aresztowania, podczas próby ucieczki dopędzili go rozjuszeni agenci oraz zaalarmowani przez nich stróże pobliskich domów. Jeden z nich chcąc go zatrzymać podstawił mu nogę, a gdy upadł, uderzył go w głowę. Razumiejczyka wtrącono do X Pawilonu już w bardzo ciężkim stanie. Niebawem choroba płuc zaczęła robić błyskawiczne postępy. Mroczna cela, brak słońca i czystego powietrza, liche odżywienie, niedostateczna pomoc lekarska podkopały ostatecznie zdrowie Razumiejczyka. W nocy z 4 na 5 stycznia zgasł cicho w swej celi. Wieść o jego śmierci pogrążyła w głębokim smutku najbliższych mu towarzyszy oraz wszystkich proletariatczyków uwięzionych w X Pawilonie.
 
 
I tak mijał dzień za dniem, a to, że wyrok ciągle jeszcze nie został zatwierdzony, coraz większą otuchą napełniało serca więźniów. Wszakże tak długo niepodobna dręczyć ludzi skazanych na śmierć. Nawet carat nie mógł być tak nieludzki. Nadszedł dzień 27 stycznia. Więźniowie jak zwykle część dnia spędzili na spacerze i na wzajemnych odwiedzinach. Po obiedzie zaczęły się zajęcia, tym razem u Kunickiego, który wykładał fizykę. Lekcja była zajmująca, gdyż Kunicki umiał wykłady urozmaicać ciekawymi przykładami, a nawet materiałami poglądowymi, sporządzonymi przez samych proie-tariatczyków. Powoli ściemniało. Zajęcia miały się już ku końcowi, gdy nagle zjawił się podoficer żandarmerii Fomin i kazał wszystkim rozejść się, gdyż przyjechało naczalstwo. Więźniów zamknięto w celach. Była to jednak zwykła formalność, której zawsze przestrzegano, gdy zjawiały się wyższe władze. Zapadła cisza, po czym na korytarzu rozległy się ciężkie kroki i znów zapanowała cisza. Po pewnym czasie dyżurny podoficer wszedł do celi Mańkowskiego i Bardowskiego, któremu kazał iść do kancelarii. I to jeszcze nie było niczym niezwykłym, ponieważ często wzywano więźniów do kancelarii celem załatwienia różnych formalności. Gdy Bardowski, chcąc się upewnić, zapytał, czy ma zabrać rzeczy, Fomin odpowiedział, że nie. To uspokoiło Mańkowskiego, chociaż Bardowski, jakby coś przeczuwając, pożegnał się z nim spojrzeniem.
 
 
Mijał czas, a Bardowski nie wracał. Niepokój wzrósł, gdy Fomin przyszedł po rzeczy Bardowskiego. Mańkowski zaczął stukać do sąsiednich cei. Wkrótce dowiedział się, że w podobny sposób zabrano Kunickiego, Pietru-sińskiego i Ossowskiego. Już nikt nie miał wątpliwości, że wyrok został zatwierdzony. Ale jaki? Jeszcze żywiono złudzenie, że czterech skazanych na śmierć wysyła się do Szlisselburga, lecz zakradło się zwątpienie. Wiadomo bowiem było, że w Szlisselburgu zamykano przeważnie znanych przywódców, nie wzięto by zatem tak młodych działaczy, i to robotników, jak Ossowski i Pietrusiński. Wkrótce rozwiały się i te kruche iluzje. Na korytarzu zjawił się zarządzający X Pawilonem podporucznik Fursa. Straszliwa wieść lotem błyskawicy rozeszła się po celach: jutro nad ranem mają być straceni czterej najbliżsi towarzysze. Poszli bez pożegnania, aby więcej nie wrócić. W X Pawilonie zapadła głucha cisza.
 
 
A tymczasem skazanych na śmierć zamknięto w oddzielnych celach, przysłano im duchownych, a niedaleko od bramy Cytadeli, na wprost Wisły zaczęto szykować rusztowanie, W nocy Kunickiemu dano  widzenie z matką. Była to najcięższa chwila w jego życiu. Matkę ubóstwiał, wiedział, że jego śmierć zada jej najstraszliwszy cios. Również Pietrusińskiemu pozwolono pożegnać się z rodziną. Nikogo z bliskich Bardowskiego nie było w Warszawie, a Ossowski był sierotą. Późną nocą straż zgodziła się, aby skazańcy ostatnie chwile spędzili razem. O godz. 7 nad ranem, gdy panował jeszcze mrok, rozpoczął się ponury pochód z Cytadeli na placyk za bramą Iwanowską. Przed szubienicą zebrali się: komendant Cytadeli generał Unkowski, prokurator Warszawskiego Sądu Okręgowego Postowski, sekretarz sądu Rudnicki, dwóch lekarzy wojskowych, ksiądz i pop oraz zarządzający X Pawilonem Fursa. Skazańców ubranych w śmiertelne koszule ustawiono pod szubienicą, po czym sekretarz Rudnicki odczytał wyrok. Gdy zapanowała cisza, generał Unkowski dał rozkaz katowi, aby rozpoczął egzekucję. Wszyscy czterej mieli być straceni jednocześnie. Gdy stali już na podwyższeniu i kat zakładał im pętle na szyje, wśród śmiertelnej ciszy rozległ się głośny okrzyk Kunickiego: „Niech żyje Proletariat!", a wnet potem drugi Bardowskiego: „Niech żyje republika!" O godz. 7.40 kat wytrącił spod nóg proletariatczy-ków podwyższenie, a o godz. 8.05 po zdjęciu ich z szubienicy komisja lekarska stwierdziła zgon. Pochowano ich niedaleko od miejsca stracenia, nad Wisłą.
 
 
Robiło się coraz widniej. Udręczeni więźniowie przez zakratowane okienka dostrzegli na śniegu nad Wisłą cztery podłużne, czarne plamy wykopanych dołów. Nie było już żadnej wątpliwości. Zginęli! Padli mężnie, do ostatniej chwili wierni swojej idei, pełni wiary, że zostaną pomszczeni i że zatriumfuje sprawiedliwość społeczna, socjalizm. „Umierali oni — pisali pozostali przy życiu ich towarzysze z X Pawilonu — by żyła sprawa proletariatu. Cześć ich pamięci, sława ich imionom, a katom przekleństwo i zemsta nieubłagana". „Zwycięstwo to niedalekie, same szubienice o tym świadczą. Słaby być musi wróg nasz, gdy strach i zemsta tak go zaślepiają, że sam swe własne depce prawa, że wiesza niewinnych i niewinnych skazuje na wieczną katorgę.
 
 
To jego ostatnie podrygi, ostatnie ciosy śmiertelnie ranionego potwora. Jeszcze trochę ofiar i pracy, a zwycięstwo będzie nagrodą — pomnikiem dla poległych"

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

LENIN