Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 33 gości.

PRL

Zbigniew Marcin Kowalewski: 1956 – Październikowi generałowie

220px-Gomulka_speech.jpg

Kiedy w październiku 1956 r.

Tymczasem w Akademii Sztabu Generalnego, Wojskowej Akademii Technicznej, 5 pułku łączności, Oficerskiej Szkole Łączności w Zegrzu ludzie Rokossowskiego, Bordziłowskiego i Witaszewskiego szykowali „grupy uderzeniowe”. Na rozkaz Bordziłowskiego stan podwyższonej gotowości bojowej obowiązywał w dywizjach zmechanizowanych i pancernych w Opolu, Żaganiu, Elblągu, na poligonie drawskim… Oddziały nadciągające od strony Legionowa zatrzymały się pod Tarchominem i Żeraniem. „Powiedziałem sobie: jeśli czołgi przekroczą most Poniatowskiego, daję rozkaz: ruszamy”, wspominał Hibner. Twierdził, że były to jednostki Armii Radzieckiej. Później Gomułka i jego ludzie rozgłaszali w PZPR, że radzieckie czołgi idące na Żerań to był wymysł Hibnera. Prawda jest taka, że czołgi podeszły pod Żerań, ale polskie. Były to oddziały 1 pułku 1 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej.
 
W połączeniu z wieściami o ruchach wojsk radzieckich dolało to oliwy do ognia wzburzonych nastrojów klasy robotniczej i młodej inteligencji radykalnej. W fabrykach i na uczelniach obawiano się, że generalicja radziecka w Wojsku Polskim w porozumieniu z Moskwą i polskim „betonem” partyjnym szykuje się do przewrotu, zmiażdżenia przemocą masowego ruchu demokratycznego i rozprawy z przeciwnikami w PZPR. Przez duże warszawskie zakłady pracy i wyższe uczelnie zaczęła przewalać się fala burzliwych wieców i mobilizacji. Ogłoszono w nich stan pogotowia i wprowadzono nocne czuwania. Na swoim zjeździe niedawno prześladowani dąbrowszczacy postulowali, aby wydać im broń, bo chcą bronić Warszawy jak… Madrytu przed wojskami frankistowskimi. Kilkunastu z nich pojechało na Żerań pomóc robotnikom w przygotowaniach obronnych.
 
Późnym wieczorem na Żeraniu Goździk zwołał naradę, bo dojeżdżający na nocną zmianę robotnicy informowali, że pod Jabłonną stoi około 30 czołgów. Postanowiono przygotować ciężarówki z piaskiem, zatarasować nimi przejazd pod wiaduktem kolejowym, napełnić butelki benzyną, wziąć parę skrzyń odkuwek, ustawić się z dwoma sztandarami – czerwonym i biało-czerwonym – za barykadą, a kiedy nadjadą czołgi, śpiewać „Międzynarodówkę” i hymn narodowy.
 
O godzinie 23 Muś wydał jednostkom KBW w całym kraju rozkaz zapewnienia ochrony budynków PZPR, władz terenowych i innych instytucji. Ostre pogotowie obowiązywało również w całym kraju w Milicji Obywatelskiej. O pierwszej w nocy minister Wicha zwołał członków kierownictwa MSW oraz dowództw Wojsk Wewnętrznych i KBW na zebranie. Poinformował, że rozmowy polsko-radzieckie zakończyły się pomyślnie. Strona radziecka zaakceptowała punkt widzenia strony polskiej i zgodziła się, aby plenum KC PZPR wybrało według swojego uznania nowe kierownictwo – z Gomułką na czele, bez Rokossowskiego. Nad ranem delegacja radziecka odleciała do Moskwy. Hibner komentował to tak: „Chruszczow przekonał się, że za Ochabem i Gomułką stoi poważna część wojska. Wiedział, że Wojska Wewnętrzne są w pogotowiu. I po prostu się zląkł, że ten numer mu nie przejdzie. A zapewne nie chciał dopuścić do konfrontacji zbrojnej.”
 
O 6 rano, tuż po odlocie przywódców radzieckich, Hibner zawiadomił Musia przez telefon, że otrzymał od MO informację, iż na Woli pojawił się zmotoryzowany oddział wojsk radzieckich. Muś zarządził natychmiast odprawę dowódców jednostek KBW, na której zarządzono, że jednostki te mają przygotować się do zajęcia stanowisk bojowych. Dowódca Brygady Nadwiślańskiej KBW, ppłk Władysław Tryliński, udał się na Wolę. Okazało się, że to tylko zagubiony pododdział, który stracił łączność ze swoją jednostką. Zdumiony Tryliński usłyszał od oficera radzieckiego, że w Warszawie wybuchła kontrrewolucja i że zginęły dziesiątki żołnierzy radzieckich. „Sam tego nie wymyślił”, skomentował ten incydent Komar. „I na pewno nie w nocy z 19 na 20 października. Przygotowania propagandowo-psychologiczne (a także wojskowe) do rozprawy z Warszawą zostały podjęte wcześniej, na wysokich szczeblach w ZSRR”. Po uzyskaniu odpowiednich wyjaśnień pododdział zgodził się opuścić miasto.
 
Wieści o ruchach wojsk radzieckich i polskich podnosiły i tak już wysoką temperaturę obrad plenum KC. Artur Starewicz mówił na plenum: „W dniu wczorajszym, w czasie tych trudnych i nadzwyczaj poważnych rozmów z delegacją KPZR, odbywały się w naszym kraju ruchy wojsk w kierunku Warszawy. Nie znam szczegółów, ale z tego, co wiem od wielu towarzyszy czuwających nad porządkiem wewnętrznym w kraju, wynika, że było kilka kolumn czołgów, które szły w kierunku Warszawy, że były jakieś ruchy niektórych jednostek radzieckich na naszej granicy zachodniej i wewnątrz kraju w rejonie Wrocławia.” Rokossowski nadal uspokajał, że to jesienne manewry wojsk radzieckich i że na polecenie Biura Politycznego poprosił Koniewa, aby wróciły do swoich garnizonów.
 
W kuluarach plenum delegacja „lewicy październikowej” spotkała się z Gomułką, Ochabem, Cyrankiewiczem i Rokossowskim. Wspomina Lechosław Goździk: „Zadałem pytanie: Skąd te czołgi na Warszawę jadą i dlaczego? Na co Rokossowski, zaciągając z rosyjska: A to oni z wykopków wracają. Ja wtedy bezczelnie też z ruska zaciągnąłem: A to nie taniej byłoby, żeby oni na samochodach, a nie na tankach jechali, a? Tymczasem czołgi dojeżdżały już do Legionowa i zaraz ich można było czekać na podwórku. Tak, że sytuacja była dramatyczna. (…) Gen. Komar cały czas dostarczał meldunki, gdzie jakie jednostki się poruszają, jak daleko są. Jak [Rokossowski] powiedział o tych wykopkach, a ja tak zareagowałem, to z kolei zareagował Gomułka: «Czy to jest prawda? Towarzyszu marszałku, czy to prawda? Proszę wydać rozkaz tym jednostkom pancernym, że nie mają prawa wejść do miasta.» Wcześniej, czegośmy nie mówili, kolejarze zablokowali tory i te czołgi spod Legionowa musiały zawrócić, żeby przez Bielany objechać. Musiały się cofnąć do mostu na Wiśle, w każdym razie kawał drogi... I tow. Rokossowski wtedy powiedział: «Tak jest.» I tyle. I te polskie czołgi się zatrzymały.”
 
Staszewski twierdził, że wyglądało to inaczej – że wyjechała im na spotkanie milicja robotnicza, utworzona ad hoc na Żeraniu i uzbrojona przez KBW. „Otrzymała zadanie, by politycznie rozłożyć to wojsko”. W rezultacie „robotnicy weszli w szeregi, zaczęli agitować i wojsko rzeczywiście się zatrzymało. Tej decyzji z nikim nie konsultowałem, bo bałem się, że usłyszę sprzeciw ze strony Ochaba.”
 
Na podstawie notatek Władimira Malina z posiedzeń kierownictwa KPZR wiadomo, że Chruszczow i inni przywódcy radzieccy, wyjeżdżając z Warszawy, wcale nie przestali myśleć o interwencji. 20 października, zaraz po powrocie delegacji do Moskwy, na posiedzeniu Prezydium KC jasno postawiono sprawę: „Jest jedno wyjście – trzeba skończyć z tym, co się dzieje w Polsce”, a konkretnie „pod płaszczykiem manewrów poderwać wojska radzieckie”, „przygotować dokument” (apel o „bratnią pomoc”), „utworzyć komitet” (który firmowałby apel)…
 
21 października, w ostatnim dniu obrad plenum KC PZPR, w kraju napięcie doszło do zenitu. Ochab przyznawał na plenum: „Spotkałem się z oświadczeniami studentów i robotników, z rezolucjami i wypowiedziami wielu ludzi, na wielu zebraniach w Polsce, którzy chcą bronić Komitetu Centralnego przed wojskiem, rzekomo zagrażającym KC, czy przed Armią Radziecką…” Tego dnia w WAT odbył się pierwszy w wojsku wiec – z udziałem delegacji robotników z FSO i studentów z Politechniki Warszawskiej. Późnym wieczorem żołnierze garnizonu stołecznego razem z robotnikami i studentami kolportowali na ulicach dodatki nadzwyczajne do gazet z informacjami o wyborze Gomułki na I sekretarza, nowym składzie Biura Politycznego, już bez Rokossowskiego, i wynikach VIII Plenum. Zaraz w wielu jednostkach wojskowych w całym kraju ruszyła lawina wieców. Przemawiali na nich robotnicy i studenci. Delegacje żołnierzy brały udział w wiecach w fabrykach i na uczelniach. Kadm. Wiśniewski przybył z delegacją podchorążych i marynarzy na wielki wiec na Politechnice Gdańskiej.
 
24 października Chruszczow trzeźwo orzekł, że bardzo łatwo byłoby zacząć interwencję wojskową w Polsce, ale bardzo trudno byłoby ją skończyć. Tego dnia Budapeszt był już ogarnięty powstaniem. Wola oporu w Polsce, powstanie węgierskie i sprzeciw Chin Ludowych przesądziły o porzuceniu na Kremlu myśli o interwencji w Polsce. Dopiero teraz obie radzieckie kolumny pancerne zaczęły wracać do swoich baz w zachodniej Polsce.
 
Jeszcze tego samego dnia na kilkusettysięcznym wiecu zwycięstwa na stołecznym Placu Defilad sam Gomułka wziął się energicznie za wygaszanie polskiej rewolucji.
 
„Tego dnia, a może dzień później, Gomułka wezwał do siebie Hibnera”, wspominał Komar. „Przed udaniem się do I sekretarza Hibner przyszedł do mnie. Obaj sądziliśmy, że choć Rosjanie nie porzucili do końca myśli o interwencji w Polsce, to wydarzenia węgierskie niosą możliwość manewru politycznego, który w przyszłości uniemożliwiłby użycie Wojska Polskiego do działań przeciw społeczeństwu. Hibner wrócił wieczorem. Był wstrząśnięty. Gomułka zadał mu trzy pytania. Pierwsze – czy jest prawdą, że w Wojskach Wewnętrznych nie ma radzieckich oficerów. Tak! Drugie – czy Wojska Wewnętrzne wykonają każdy rozkaz? Każdy, oprócz jednego. Oprócz jakiego? – spytał Gomułka. – Nie użyją broni przeciw klasie robotniczej – odpowiedział Hibner – Ani ja, ani Komar takiego rozkazu nie wydamy.”
 
Hibner, Komar i Frey-Bielecki zaproponowali kilku innym wyższym oficerom wystąpienie do kierownictwa partii, a zwłaszcza do Gomułki, z wnioskiem, aby wojska radzieckie opuściły Polskę. Zgodnie z relacją Musia, który brał udział w tej inicjatywie, Hibner uzasadnił ją tak: wydarzenia z ostatnich dni świadczą, że wojska te pod każdym pretekstem można wykorzystać do ingerencji w sprawy wewnętrzne naszego kraju. Jeśli więc opuszczą Polskę, pozbędziemy się takiego zagrożenia i umocnimy suwerenność państwa. Na rzecznika grupy wybrano Frey-Bieleckiego. Inicjatywę konsultowano z kolejnymi osobistościami z kierownictwa PZPR. Gen. Marian Spychalski, w marcu tego roku zwolniony z więzienia i kilka dni wcześniej mianowany na stanowisko wiceministra obrony narodowej, oświadczył, że sytuacja międzynarodowa jest zbyt skomplikowana, aby można było wystąpić z taką propozycją i że w Moskwie nigdy na to się nie zgodzą. Podczas spotkania ze Spychalskim zadzwonił Gomułka i poprosił do telefonu Komara. Powiedział mu, że otrzymał informację, iż on i grupa generałów chcą zerwać Układ Warszawski – wyprowadzić z niego Polskę. Zakazał grupie prowadzenia wszelkich rozmów i dyskusji na temat stacjonowania wojsk radzieckich w Polsce. Muś uważał, że interwencja Gomułki była wynikiem intrygi gen. Mieczysława Moczara.
 
Rokossowskiego i generałów radzieckich wkrótce odesłano do ZSRR.
 
Generałowie Frey-Bielecki, Hibner i Komar oraz kontradmirał Wiśniewski znaleźli się na sporządzonej w Moskwie czarnej liście 17 polskich generałów. Stopniowo pozbawiano ich stanowisk i eliminowano z wojska – za zgodą Gomułki.
 
Wśród wielu innych dokumentów, relacji i wspomnień, wykorzystano pracę L.W. Głuchowskiego i E.J. Nalepy, The Soviet-Polish Confrontation of October 1956: The Situation in the Polish Internal Security Corps, Waszyngton, Woodrow Wilson International Center for Scholars 1997.
 
Artykuł ukazał się w „Le Monde diplomatique – Edycja polska”, październik 2011 

Lublin: SLD świętuje rocznicę Manifestu PKWN

nowe_logo_sld.jpg

Lubelskie struktury SLD rozpoczęły dziś o godz. 13:00 obchody 67. rocznicy ogłoszenia Manifestu PKWN.

Ludwik Hass o wydarzeniach 1956 roku

Poznań 1956

„Sprawy i Ludzie” 21 VIII 1986 nr 34 s. 8

polemiki
Stanisław Zając (L. Hass)

„O źródłach kryzysu 1956 roku” raz jeszcze

"Rzeczywistość", 21.06.1981, nr 5, s. 7.

W 25 rocznicę czerwca 1956
KOMBINEZONY I FRAKI

(…) do wypowiedzi tej, jak również do tego co mówił profesor Sandauer, ustosunkował się w swoim przemówieniu doc. dr Ludwik Hass. A oto skrót tej wypowiedzi.

Zaprezentowane tu zostały dwie postawy. Jedna krytyczna, odnosząca się przede wszystkim do literatury, ale z aspektem szerszym społecznie. I druga, łagodna, budująca - taka sobie trochę trylogia dla "pokrzepienia serc", co zyskaliśmy, bo więcej nie mogliśmy, bo układy, bo manipulacje. Nie wypada o tym dziś mówić, nie wypada ludziom wypominać, bo to niekulturalne. Taka postawa zyskuje dzisiaj najwięcej oklasków. Nie zgadzam się z tym powszechnym dziś rozgrzeszeniem - stwierdził Ludwik Hass i dodał:

,,Warunkiem naprawienia grzechów jest naprawa krzywd, a tu tego nie ma i co więcej, uważa się, że nie ma po co tego robić".

Można by dalej, dokonując wielkich skrótów w przemówieniu doc. Hassa, postawić pytania:

Czy jeśli ktoś był fałszywy, dwulicowy, to (po 1956 roku) nagle stał się zacny? Przeszedł do opozycji? A czym groziła opozycyjność po 1956 roku i później? Jak można porównywać wszelkie kary w tym okresie z represjami okresu stalinowskiego? Trzeba mieć odrobinę przyzwoitości.

Następnie docent Hass nawiązał do treści odnoszących się do "DiP". Powiedział on, że "DiP" powstał po to, aby zapobiec wstrząsom społecznym (miał być takim, nazwijmy to tak, "wentylem bezpieczeństwa"). Niestety, nie zapobiegał temu.
Na całym świecie - powiedział doc. Hass - ugrupowanie, które nie wykonało swojego programu rozwiązuje się. U nas to ugrupowanie chodzi w glorii i chwale. Dlaczego? Bo przez 35 lat oduczono nas myślenia politycznego.

Październik zaczął się wiosną 1956 roku i zakończył imprezą inteligencką, zamknięciem pisma "Po Prostu" w 1957 roku. Nie jest rzeczą przypadku, że nie mamy o tych wydarzeniach relacji.

Bo dzisiejsze koneksje, sojusze są tak rozbieżne od tamtych, iż nie wypada o tym mówić. Owszem, istnieje książka Jedlickiego "Klub Krzywego Koła". Bez szans na wydanie kolejne. Dlaczego? Ba, bo Jedlicki w rozdziale ,,Żydy i Chamy" (brzydko się nazywa, ale nikt chyba Jedlickiego o antysemityzm nie będzie podejrzewać) pewne sprawy tam demistyfikuje. Na przykład dziennikarze redakcji "Nowej Kultury" powiedzieli do dziennikarzy z "Po Prostu" tak: Idźcie na całego, a my was poprzemy! A na trzeci dzień przybiegł pewien pan redaktor i zawołał: Trzeba wszystko przerwać, bo… chuliganeria się włączyła! Jaka jest prawda? Ano taka, że gentlemani w białych rękawiczkach i we rakach jeszcze żadnych zmian konkretnych nigdy nie dokonali. Oni tylko potrafią dokonywać kombinacji gabinetowych. Mafijnych. Tak to było w 1956 roku. Trzeba sobie powiedzieć prawdę: w 1956 roku inteligencja z całą swoją tradycją przewodzenia narodowi w okresie października zawiodła! Dramat 1956 roku polegał na tym, że klasa robotnicza została wydziedziczona ze wszystkiego: z organizacji politycznych, z lokali organizacyjnych, ze swojej ideologii, którą sfałszowano i obrócono przeciwko niej. Klasa robotnicza została osamotniona i dlatego tak, a nie inaczej potoczył się jej los.

A gdyby zadać pytanie: czy wobec tego Październik był niewypałem? Tego bym nie powiedział nigdy - zastrzega się doc. Hass. Mogę tylko ubolewać, że zakończył się tak, jak się zakończył. Jedno trzeba powiedzieć:

Polska Władysława Gomułki była 10 razy lepsza od Polski Bolesława Bieruta, ale Polska klasy robotniczej będzie 100 razy lepsza od Polski Gomułki!
(…)

Notował:
Jerzy Bukszanin

Dariusz Zalega: Trockizm w PRL - zapomniana opozycja (cz. V)

Solidarność

 
Rozdz. 5

 
5.3 Ruch samorządowy – próba odpowiedzi na kwestię władzy
Latem 1981 r. nabrał rozpędu ruch samorządowy, w którym niebagatelną rolę odgrywali działacze lewicowi. Już wcześniej, na początku roku ważnym ośrodkiem
walki o samorząd robotniczy stał się region łódzki “Solidarności”. Członek tamtejszych władz związku, Zbigniew Kowalewski, opierając się na polskiej tradycji rad
robotniczych oraz doświadczeniach zachodnioeuropejskich w tym względzie, przygotował broszurę “Solidarność i walka o samorząd załóg”. Przeciwstawił się w
niej koncepcji współzarządzania, partycypacji robotników w kierowaniu przedsiębiorstwem lansowanej przez część biurokracji, jak i propozycjom wprowadzenia
mechanizmów rynkowych jako regulatora stosunków między samorządowymi przedsiębiorstwami.
Na zupełnie innych podstawach oparta była koncepcja “sieci wiodących zakładów pracy”, 17 wielkich przedsiębiorstw, ukonstytuowanej wiosną tego roku. Projekt
“Sieci”, w którego opracowaniu ogromną rolę odgrywali Leszek Balcerowicz i Jacek Merkel, faktycznie zakładał zniesienie planu centralnego oraz stawiał
rentowność zakładu jako podstawowy cel dla samorządu przedsiębiorstwa. Projekt skrytykował m.in. Karol Modzelewski, którego zdaniem promował on
przedsiębiorstwa silne, nowoczesne kosztem słabszych. Trudno też przypuszczać, by ta wizja wiążąca się ze zwolnieniami przypadła do gustu w bezpośredniej
realizacji związkowcom. “Kiedy rady robotnicze nie mogą kontrolować władzy biurokratów, niech to zrobi rynek” – tak ocenił logikę projektów “Sieci”
Kowalewski 25.
W dniach 12-13 lipca w Lublinie odbyła się konferencja “Solidarność i samorząd robotniczy”, zorganizowana z inicjatywy władz regionalnych “Solidarności” z Łodzi
i Lublina, na której powołano do życia “Grupę Pracy na rzecz międzyregionalnej koordynacji rad robotniczych”, tzw. Grupę Lubelską. Nową strukturę od “Sieci”
dzieliła przede wszystkim kwestia władzy. “Sieć” miała zacięcie legalistyczne, próbowała tworzyć samorząd niejako obok władzy biurokratycznej, gdy tymczasem
dla Grupy Lubelskiej zorganizowany pionowo samorząd miał przejąć w ogóle władzę gospodarczą w kraju, likwidując tym samym podstawę władzy biurokracji 26.
Dobrze pozycje tego środowiska oddał Henryk Szlajfer, jeden z jego liderów, pisząc: “Samorząd robotniczy, o który warto walczyć, to samorząd mający aspiracje
ukonstytuowania się w ogólnokrajową strukturę przejmującą w swoje ręce władzę gospodarczą. Nie warto walczyć o samorząd adresowany wyłącznie do
poszczególnych załóg i przedsiębiorstw”, gdyż będzie on “instrumentem w rękach władzy centralnej, podporządkowanym polityce “dziel i rządź” 27.
IV Międzynarodówka duże nadzieje wiązała z pojawieniem się tego radykalnego nurtu samorządowego. Październikowa rezolucja SU “Rady robotnicze i
samorząd” wprost oceniała go jako “robotniczą lewicę “Solidarności”. Zwracała też uwagę, że kwestia samorządu pracowniczego jest kluczowa w walce z
odradzającą się prawicą.
Do popularyzacji idei samorządu przyczynił się pierwszy zjazd  “Solidarności”, na którym odjęto uchwałę o przeprowadzeniu referendum w sprawie kompetencji
samorządów pracowniczych. Zjazd był też oznaką radykalizacji dołów związkowych: samorząd, wolne wybory, “Posłanie do Ludzi Pracy Europy Wschodniej”.
Uchwała programowa przyjęta na zjeździe dobitnie świadczyła o egalitarnym charakterze związku (np. teza 6 o wprowadzeniu dodatku drożyźnianego, 8 – o
przeciwstawieniu się narastającym różnicom socjalnym między zakładami pracy, 9 – o powszechnym prawie do pracy, 18 – domagająca się 5-dniowego tygodnia
pracy), jak również o szerokim i nowoczesnym postrzeganiu rzeczywistości społecznej przez związek (teza 16 o ochronie środowiska, czy 25 o zastępczej służbie
wojskowej). Program zbyt radykalny, aby jego źródeł szukać jedynie w społecznej nauce Kościoła, na którą najczęściej się powoływano.
Tymczasem wobec nadchodzącej zimy zaczął się uwidaczniać kompletny paraliż władzy. Rząd z jednej strony wysyłał w teren wojskowe grupy operacyjne mające
wspierać administrację lokalną, z drugiej proponował “Solidarności” i Kościołowi “sojusz narodowy”. Przykład dwuwładzy niczym z rewolucyjnych podręczników.
Przy czym wobec ówczesnych, wówczas wydawało się chaotycznych, posunięć władzy strona związkowa zaczęła brać górę. Daniel Passent krótko ocenił sytuację:
“Władza nie jest już zdolna rządzić jakby chciała, ani jak chciałoby społeczeństwo, ale z drugiej strony nie został też obalona” 28.
Najbardziej radykalna koncepcja zerwania z tą patową sytuacją wyszła od Kowalewskiego, który zaproponował przejście od powszechnego strajku biernego –
głównej broni “Solidarności”, nieefektywnej jednak w sytuacji kryzysu – do czynnego strajku okupacyjnego, kiedy to “komitety strajkowe nakazują wznowienie
produkcji, zachowując nad nią kontrolę i w ogóle nad całą działalnością gospodarczą przedsiębiorstwa” 29.
Efektem strajku miało być przekształcenie zakładów w “samorządowe przedsiębiorstwa społeczne”. 23 października strajk czynny został uznany przez Komisję
Krajową “Solidarności” za instrument walki związkowej, jeżeli rząd nie będzie w stanie doprowadzić do poprawy zaopatrzenia 30.
W początkach października ukazał się pierwszy numer polskiej edycji Inprecora. Pismo trafiło w nastroje działaczy Grupy Lubelskiej. Skupiła się wokół niego
niewielka grupa osób, niekoniecznie uważających się za trockistów, od Szlajfera i Kowalewskiego po przewodniczącego Regionu Środkowo-Wschodniego
Bartczaka. Ocena, a równocześnie propozycje wyjścia z kryzysu przedstawione w artykule “Samorząd, Solidarność, biurokracja” Cyryla Smugi współgrały z
propozycjami tego środowiska. Artykuł wstępny kolejnego numeru (listopad) zwracał uwagę, że “rozbita przez walki wewnętrzne i próbująca wszelkimi siłami
utrzymać swoje zagrożone przywileje, biurokracja w znacznej mierze przestała spełniać funkcję koordynatora gospodarki i życia społecznego. Jedynie funkcja
represyjna jest nadal spełniana” 31. Artykuł Smugi z grudniowego “Rouge’a” 32 nosił tytuł: “Biurokraci przechodzą do ofensywy”.
 
4.4 “Walka Klas” w okresie polskiej rewolucji
Po strajkach lipcowych w 1980 r. ukazał się 17 numer “Walki Klas”. Vargiści wzywali w nim do budowy komitetów robotniczych w strajkujących zakładach i ich
centralizacji na różnych szczeblach oraz do walki o “wolny zjazd związków zawodowych” 33. Przekonani byli, że biurokracja “wyczerpała możliwości gry na
zwłokę w odwlekaniu konfrontacji z klasą robotniczą”, a “Kreml przygotowuje już zbrojną interwencję”. Ten numer WK był rozprowadzany podczas strajku w
stoczni gdańskiej przez hiszpańskich trockistów, którzy w tym czasie przebywali akurat na wakacjach w Polsce. Również vargiści zorganizowali pierwszą delegację
zagraniczną szwedzkich związkowców, która przybyła do stoczni. Po podpisaniu porozumienia z 30 sierpnia RLRP rzuciło hasło: “zerwać układy gdańskie”, jako
barierę dla rozwoju wolnych związków zawodowych 34. Dochodzi do tego apel o utworzenie “Frontu Jedności o Rząd Odpowiedzialny przed Radami
Robotniczymi”, jako wyzwanie chwili, gdyż “ponownie na porządku dnia stoi strajk powszechny – strajk o wiele głębszy w swej wymowie niż sierpniowe walki
wokół 21 żądań (...). Dziś gra toczy się o władzę. Problem władzy politycznej przejawia się we wszystkich dyskusjach i strajkach. Trzeba go więc postawić z całą
świadomością (...).”
Po odsłonięciu pomnika ofiar wydarzeń grudniowych WK ostro zaatakowała “prawdziwe Przymierze Narodowe wokół kierowniczej roli PZPR między biurokracją
stalinowską, Episkopatem, a frakcją Wałęsy w Solidarności oraz pewnymi sektorami opozycji. Wszystko się odbyło tak, jak gdyby podstawowym problemem była
wspólnota wszystkich Polaków wokół tzw. odbudowy kraju, nie zaś walka o prawdziwą władzę klasy robotniczej, która toczy się już od sześciu miesięcy” 35.
W tym czasie krąg oddziaływania WK był jeszcze bardzo ograniczony. Redakcja pisma – Stefan Bekier, Józef Goldberg i Henryk Paszt – pozostawała za granicą,
ale – głównie za pośrednictwem Ludwika Hassa, który zaczął współpracować z Ligą – nawiązano kontakty w Warszawie i Ursusie. Pismo zaczęło się ukazywać
regularnie jako dwumiesięcznik, nakład przekroczył tysiąc egzemplarzy (miał dochodzić do 5 tysięcy), rozpoczęto kolportaż w lokalach związkowych. Wkrótce Liga
weszła na Śląsk, gdzie powstała kilkuosobowa grupa RLRP, w skład której wchodzili m.in. Stefan Pałka, wiceprzewodniczący jastrzębskiego MKS oraz
członkowie kierownictwa związku transportu samochodowego. W Gliwicach zawiązało się młodzieżowe koło im. Leona Sedova, które nawiązało kontakt z
vargistowską Rewolucyjną Międzynarodówką Młodzieży (po polsku zaczęło wychodzić pismo RMM “Międzynarodowa Młoda Gwardia”) 36. Kontakty
nawiązano także w Ciechanowie i Lublinie. Liga stała się bardziej znana dzięki publikacjom w prasie oficjalnym, gdzie była w ogóle symbolem “trockistowskiego
awanturnictwa”. Zamieszczenie w piśmie jedynie adresów zagranicznych Ligi, uniemożliwiało jednak łatwe nawiązanie kontaktu z jej działaczami. Brakowało też
kadr, a nie mogli ich zastąpić trockistowscy “spadochroniarze” z Europy Zachodniej. Retoryka pisma, mimo pewnego schematyzmu języka, trafiała w nastroje
części zradykalizowanych robotników, zwłaszcza po wydarzeniach bydgoskich, ale głównie w łonie kierownictw związkowych średniego szczebla. By jakoś dotrzeć
do dołów związkowych rozpoczęto w “Walce Klas” dyskusję o dostosowaniu nazewnictwa do stosowanego przez radykalne, klasowe nurty “Solidarności”.
Pojawiła się propozycja czasowej rezygnacji z zamieszczania na winiecie pisma sierpa i młota. Jeden z działaczy RLRP wspominał: “Problem polega na tym, że
myśmy mówili to, co tysiące robotniczych aktywistów, była tylko kwestia spójni, żeby złapać z nimi kontakt, wspólny język i nawzajem przekazać sobie
doświadczenia. Na to zwyczajnie nie starczyło sił i czasu” 37.
Na zjeździe “Solidarności” rozprowadzono kilkaset egzemplarzy wydania zjazdowego WK (nr 26). RLRP wzywała delegatów do “przejęcia inicjatywy”, gdyż
“długi całoroczny etap względnie pokojowego rozwoju rewolucji dobiega końca. Starcie jest nieuchronne”. Wobec tego konieczne staje się przyjęcie programu
minimalnego, który Liga przedstawiła w trzech punktach: zagwarantowanie niepodległości Polski, wywalczenie wszystkich swobód oraz robotnicza kontrola nad
produkcją. Pozytywnie przyjęto “Posłanie do Ludzi Pracy Europy Wschodniej”, jako “jedyną istniejącą drogę, by przeciwstawić się polityczno-militarnej
kontrrewolucji biurokratycznego aparatu Kremla” – artykuł poświęcony posłaniu nosił znamienny tytuł: “Przerwane okrążenie”. Poparto projekt wykreślenia z
preambuły statutu związku ustępu o przewodniej roli partii, wskazując na konsekwencje tego kroku: “Równa się to wypowiedzeniu wojny “Solidarności” przez
PZPR i natychmiastowe przygotowanie do obrony jest nieodzowne.(...) Zapewne najbliższe lata będą bardzo trudnym okresem dla Polski. Można się spodziewać
wszystkiego: inwazji wojsk radzieckich, sprowokowanej wojny domowej, dogłębnie ciężkiego kryzysu gospodarczego. (...) Dlatego dzisiaj musimy być mądrzejsi i
nie dopuścić do sabotażu i prowokacji. Podzieleni politycznie, łączymy się we wspólnej walce pod sztandarem “Solidarności”.
Jeszcze w czerwcu 1981 r. Bekier zwrócił się do Rady Państwa z prośbą o wydanie zgody na jego powrót do kraju. Mimo, że wniosek poparł NZS Politechniki
Warszawskiej, został on odrzucony przez władze. 13 września przyjechał więc do Polski z hiszpańskim paszportem na nazwisko Sanchez Vizar-Miguel.
Jesienią 1981 r. odbyła się pierwsza krajowa konferencja RLRP. W przyjętej uchwale czytamy: “Nie jest możliwe jakiekolwiek współżycie “Solidarności” z władzą
PZPR. “Solidność” musi zmienić program walki i kierownictwo, przeciwstawić się polityce “jedności” z władzami, zakrawającej coraz bardziej na zdradę, przejąć w
pełni inicjatywę polityczną i doprowadzić do końca zapoczątkowany na zjeździe gdańskim zwrot. Tak, aby przygotować się do obalenia PZPR i przejęcia władzy
państwowej przez ludzi pracy, przez Rady Robotnicze. (...) Rewolucyjna Liga Robotnicza Polski wzywa wszystkich ludzi pracy, wszystkie radykalne prądy,
działaczy KPN, którzy od zjazdu “Solidarności” usiłują przeciwstawić się próbom wmontowania związku do “porozumienia narodowego” z PZPR: przygotujmy
razem, w otwartej, braterskiej walce politycznej, wspólnie z IV Międzynarodówka, Otwarty Kongres Założycielski Rewolucyjnej Robotniczej Partii Polski” 38.
O nadchodzącym starciu świadczyło też zaostrzenie działań Służby Bezpieczeństwa przeciwko trockistom. 11 listopada zatrzymano w Katowicach Bekiera i
odstawiono go do granicy niemieckiej. Znaleziony przy nim dokument “Tezy do dyskusji działaczy ZSRR i krajów Europy Wschodniej o powrót do Lenina” –
kolejny apel o przygotowanie “proletariatu Europy Wschodniej do nowego etapu starć rewolucyjnych”, rządowa propaganda wykorzystała jako dowód
trockistowskich wpływów w “Posłaniu do Ludzi Pracy”. 3 grudnia zatrzymano kolejnego trockistę, Hiszpana Franco Rabella.
 
5.5 Próba utworzenia Polskiej Socjalistycznej Partii Pracy
Latem 1980 r. “Szerszeń” przestał się ukazywać za granicą. 26 sierpnia Bałuka wraz z Aleksandrem Smolarem wziął udział w konferencji prasowej poświęconej
sytuacji w Polsce. Bez szans na legalny powrót do kraju – pisał w tej sprawie do Rady Państwa, kontaktował się ze stoczniową “Solidarnością”, Bałuka przybywa
nielegalnie do Polski i 21 kwietnia 1981 chroni się w Stoczni Szczecińskiej. Tam czeka aż do momentu zagwarantowania mu możliwości odpowiadania z wolnej
stopy przed prokuratorem w związku z jego działalnością za granicą. Bałuka odnawia kontakty z dawnymi przyjaciółmi ze strajku w 1971 r., działa w związku.
Wreszcie 16 września zakłada w Szczecinie wraz z grupą związkowców Polską Socjalistyczną Partię Pracy. Deklarację założycielską partii wysyłają do
przewodniczącego Rady Państwa i Marszałka Sejmu, gdyż “opierając się na Konstytucji PRL uważamy tym samym naszą działalność za całkowicie legalną” 39.
Zostaje wydany numer “Szerszenia” zawierający 13 punktów, jako tymczasową platformę działania, przy czym same punkty zostają rozbudowie: i tak punkt drugi
dotyczący monopolu PZPR poszerzono o żądanie pluralizmu politycznego, do pkt. 10 dodano żądanie wolnych wyborów do Konstytuanty Narodowej, słabo
rozwinięto jednak punkt 9 dotyczący rad robotniczych, wskazując jedynie na rolę “Sieci”. Bałuka jeździł po kraju, m.in. miał wystąpienie na Uniwersytecie
Warszawskim, jednakże przed stanem wojennym liczebność PSPP nie przekroczyła kilkunastu osób.
Kierownictwo PSPP zostało natychmiast internowane, gdy wprowadzono stan wojenny. Bałuka przebywał w obozach w Goleniowie, Wierzchowie Pomorskim, a
gdy odrzucił w lutym 1983 “ofertę” wyjazdu z Polski złożoną przez SB, wytoczono mu proces przed sądem wojskowym w Bydgoszczy. Oskarżono go o
“działalność godzącą w ustrój PRL” i skazano na 5 lat więzienia. Sąd za okoliczność obciążającą uznał “duży stopień niebezpieczeństwa działań podejmowanych
przez Edmunda Bałukę, długi okres jego przestępczej działalności mającej związek z wrogimi PRL organizacjami, a także jego postawę podczas procesu nie
rokującą perspektywy poprawy” 40.
Na Zachodzie aktywną kampanię w obronie Bałuki prowadzili lambertyści, równocześnie zastrzegając że on sam nie jest trockistą i PSPP nie jest organizacją
trockistowską. 6 stycznia 1982 w Paryżu powołano “tymczasową ekspozyturę PSPP za granicą”, która wezwała do tworzenia komitetów poparcia PSPP. Główną
rolę odgrywała w nim żona Bałuki – Francoise. W lipcu 1983 postanowiono wznowić wydawanie “Szerszenia” za granicą, a w październiku tego roku
zorganizowano w paryskiej Mutualite “dni Polskiej Socjalistycznej Partii Pracy”.
Bałuka został zwolniony z więzienia po półtora roku ze względu na stan zdrowia i w kwietniu 1985 ponownie znalazł się we Francji. Ograniczył jednak działalność
polityczną. W kwietniu 1988 r. z jego inicjatywy w Paryżu ukazał się francuskojęzyczny biuletyn “Robotnik”, z wyborem dokumentów nowo powstałej w kraju
PPS.
 
Przypisy:
1. “Le plus grand mouvement de greve depuis 1945”, Inprecor, nr 82/83, 31.07.80 
2.“Les promesses ne suffisent plus”, “Rouge”, 22-28.08.80 
3. “Pologne: organiser la solidarite”, “Rouge”, 29.08-4.09.80
4. “Rouge”, 5-11.09.80
5. “Le syndicat libre...”, “Rouge”, 29.08-4.09.80
6. “L’accord signe...”, “Rouge” 5-11.09.80
7. “Inprecor”, nr. 84, 11.09.80 – w tym numerze ukazało się całe dossier poświęcone Polsce. Znalazł się w nim artykuł Cyryla Smugi o strajkach w 1980,
fragmenty tekstu Mandla o wydarzeniach poznańskich z 1956, fragment uchwały “Wzrost, schyłek i upadek stalinizmu”, artykuły Petera Greena o sytuacji w Polsce
w latach 1970-76 oraz poświęcony propozycjom różnych środowisk dotyczących rozwiązania kryzysu społecznego w Polsce jeszcze w okresie przed Sierpniem.
8. “Critique Communiste”, pismo teoretyczne LCR, nr. 33, październik 1980
9. “Inprecor”, nr 87/88, 30.10.80
10. “Walka z religią i klerem środkami administracyjnymi i represjami jest zupełnie bezproduktywna i wzmacnia tylko ich znaczenie w łonie mas. Jedyną skuteczną
walkę przeciwko tym reakcyjnym ideologiom jest otwarta debata ideologiczna i polityczna, zmuszająca kler do wypowiedzenia się w ważnych bieżących sprawach
politycznych – jak sierpniowy apel o spokój i podjęcie pracy kardynała Wyszyńskiego, czy stosunek hierarchii do aborcji, które ostatecznie zmniejszą ich znaczenie
w łonie proletariatu i młodzieży, jeśli tylko będą istniały jakieś inne alternatywy dla stalinizmu”. tamże
11. Relacja Hansa-Jurgena Schulza, w posiadaniu autora
12. “Dans l’acerie Huta Warszawa...”, “Rouge”, 19.12.80-2.01.81
13. “Rouge”, 17.07-28.08.81
14. “Trybuna Ludu”, 4.11.80
15. “La chronique d’octobre des evenements ouvriers”, Inprecor nr 83, 17.11.80
16. “Inprecor”, nr 91, 15.12.80
17. Szlajfer cytował ciekawe stanowisko międzyzakładowej komisji robotniczej i komitetu koordynacji szkolnictwa w Szczecinie opublikowana  w październiku
1980: “opowiadamy się, jak cały ruch niezależnych, samorządnych związków “Solidarność” za postępowym socjalizmem, robotniczym, za wyrównanym i
harmonijnym rozwojem Polski, określonym kolektywnie przez cały świat pracy... Nie chcemy zmieniać systemu, ale zmierzamy w kierunku realizacji ładu
społecznego, który byłby autentycznie robotniczy i socjalistyczny”.
18.  “Rouge”, 16.02.81
19. “Inprecor”, 2.03.81, nr 96
20. “Inprecor”, 16.03.81, nr 97
21. “Inprecor”, 13.04.81, nr 99
22. Rezolucja SU z 3.04.81 w: “Inprecor”, 27.04, nr 100
23. “Inprecor”, 6.07.81, nr 106
24. “Kościół wykorzystuje swój prestiż, swój aparat, swoich ekspertów w związkach zawodowych, by zintegrować “Solidarność” ze strukturami państwowymi.
Chce skończyć ze stanem dwuwładzy. W tym sensie hierarchia katolicka i Watykan, dla swych własnych powodów, popierała i popierają rząd w Warszawie. (...)
Toczące się w Polsce starcie dalekie jest od walki między “siłami Kościoła” i “siłami socjalizmu”, ale między proletariatem, z pewnością znajdującym się pod
wpływem ideologii katolickiej, z jednej strony, a władzą państwową, wspieraną przez hierarchię katolicką z drugiej”. tamże
25 Kowalewski Z., “Rendez-nous nos usines”, La Breche, Paryż 1984, str. 156. Przyznawali to sami zwolennicy reformy. T. Stankiewicz pisał w “Robotniku”: “Nie
można pozwolić na to, aby program tych wyrzeczeń i cierpień wprowadzała w życie władza, bo ona nałoży na nas haracz bezduszny i bez miary, czym doprowadzi
jedynie do wybuchu społecznej nienawiści (...). Robić to powinny owe instytucje reformy: samorządy (...) Tylko one będą wiedziały, ilu robotników trzeba zwolnić,
o ile i które ceny podnieść, jakie wyroby produkować itd.” (“Sami zróbmy reformę”, “Robotnik” nr 76, 1981). Patrz też: “Tezy w sprawie reformy gospodarczej”
Leszka Balcerowicza zamieszczone m.in. w nr 7/19 NTO.
26. Teza IV przedstawiona na lubelskiej konferencji “Praca ludzka” głosiła: “Ruch uspołecznienia pracy jest ruchem rewolucyjnym i jednocześnie pokojowym. Nie
prowadzi on do bezpośredniego starcia z aparatem władzy gospodarczej i politycznej, lecz do odebrania mu przedmiotu jego władzy – prowadzenia działalności
gospodarczej. Jest to wyeliminowanie całej biurokratycznej machiny zarządzającej gospodarką, która nie chce i, co więcej, nie jest w stanie wprowadzić
rzeczywistej reformy gospodarczej (...).” (w: “Bitwa o samorząd”, Szymon Jakubowicz, ANEKS, Londyn 1986, str. 81)
27. “Samorząd o który warto walczyć”, NTO, nr 4/16
28. “Polityka”, 31.10.81
29. Z. Kowalewski, “O taktyce strajku czynnego”, Łódź 1981
30. Idei strajku czynnego zdecydowanie przeciwstawiła się większość związkowych ekspertów. Szymon Jakubowicz, doradca “Sieci” pisał, że “rewolucyjna
retoryka Kowalewskiego nie przystawała ani do wewnętrznych stosunków społecznych Polski, ani do jej uwarunkowań geopolitycznych” (“Bitwa o samorząd”, str.
85). Bronisław Geremek na spotkaniu w Łodzi 4 grudnia, uznał, że strajk czynny jest “ideą rzuconą przez lewaków i trockistów, słowo, które dobrze brzmi, ale
którego nikt nie zna dokładnie treści”. (“Rendez-nous nos usines”, str 187). Józef Pinior (wg relacji) zwrócił jednak uwagę, że wobec prawdopodobnego
kompletnego paraliżu władzy podczas zimy nie byłoby po prostu innego wyjścia. Dokładne plany strajku były już zresztą opracowane w wielu zakładach.
31. “Inprekor”, nr 2, listopad 1981
32. “Rouge”, 11-17.12.81
33. “Sytuacja wymaga nowej robotniczej alternatywy”, WK, nr 17, sierpień 1980
34. WK, 19.10.80
35. WK, nr 21
36. WK 22.02.81
37. Rozmowa z Borysem Hassem, w posiadaniu autora
38. “Uchwała Programowa III Konferencji Rewolucyjnej Ligi Robotniczej Polski, sekcji IV Międzynarodówki – I konferencji w kraju”
39. “Bulletin des comites de soutien au PSPP”, nr 1, maj 1982
40. Szejnert M., Zalewski T., “Szczecin. Grudzień – Sierpień – Grudzień”, Aneks, Londyn 1986, str. 375
 
 
Tekst ukazał się w 2003 roku na portalu Lewica Bez Cenzury

Władysław Gomułka: Powrót na ziemie piastowskie największym zwycięstwem Polski

Znaczek pocztowy wydany z okazji 40-lecia ZIem Odzyskanych.

Władysław Gomułka
Powrót na ziemie piastowskie największym zwycięstwem Polski
Przemówienie na centralnej akademii we Wrocławiu w 25. rocznicę zakończenia II wojny światowej
9 maja 1970

Jan Malanowski: Klasa robotnicza i jej partia

Gierek i górnicy

Pisałem już o relacjach między klasą robotniczą a ruchem związkowym .

Społeczność

Ernst Thälmann - Sohn seiner Klasse