Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 16 gości.

Róża Luksemburg

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Miejsce przyłożenia

Róża Luksemburg
See video

 
Refleksja nad teorią ekonomiczną Marksa prowadzi do wniosku, że mamy tam do czynienia z jednoczesnym przedstawieniem dwóch poziomów analizy. Wszelkie kategorie, których Marks używa do analizy kapitalistycznego sposobu produkcji, mają jakiś rodowód, nie istnieją wyłącznie w kręgu synchronicznie (równolegle) ujętego procesu społecznego. Kapitał (zwłaszcza tom I) przedstawia ujęcie diachroniczne, czyli uogólniony system reprodukcji prostej, na tle którego dopiero można zrozumieć sens funkcjonowania współczesnego kapitalizmu oraz tylko z tej perspektywy historycznej, ale uogólnionej, ujętej w abstrakcję, można przewidywać przyszłe trajektorie tego systemu włączając w to przewidywanie aktywne oddziaływanie ludzkiej racjonalności i opartego na niej planowania przyszłości.
 

Interpretacja teorii ekonomicznej Marksa przez następne pokolenia poszła torem entuzjazmu dla części „synchronicznej” – pozytywistycznego wykładu rzeczywistych mechanizmów rynkowych. Jako całkowicie nieprzystającą do rzeczywistości odrzucono kategorię wartości – pod pretekstem, że dubluje ona całkiem wygodne pojęcia ekonomii burżuazyjnej, jak cena czy zysk. Tymczasem kategoria wartości jest niezbędna dla płynnego przejścia między analizą synchroniczną a diachroniczną. Kapitalizm jest tylko węzłem na sznurze procesu historycznego. Niestety (dla niektórych antydialektycznych deterministów), sznur ten za węzłem jest jeszcze rozpleciony i składa się z mniejszych sznureczków, które można zapleść na różne sposoby. Niemniej, nie można od sznureczków przejść do lodów waniliowych.
 
 
Sprzeczność systemu kapitalistycznego ma szczególny i specyficzny charakter, a dzięki dynamice tego systemu, sprzeczności owe mają gwałtowny przebieg, w przeciwieństwie do powolnych procesów dostosowawczych znanych z systemów cechujących się ociężałością. Co nie znaczy, że w innych systemach nie istnieją sprzeczności. Sprzeczności są zasadą ruchu, bez którego nie ma zmian, a ruch jest podstawową, konstytutywną cechą materialnej rzeczywistości. Charakter elementów składowych konkretnej sprzeczności wyznacza (determinuje) przyszły rozwój wypadków, ale determinuje tylko w ogólnych zarysach.
 
 
Wedle Marksa, dynamika systemu kapitalistycznego jest czynnikiem sprzyjającym dla dzieła racjonalnego wpłynięcia na proces wyznaczający mechanizm gospodarczy. Proces nie przebiega jako niezauważalny dla kolejnych pokoleń, statyczny, wręcz cykliczny do końca świata bieg rzeczy, na który ludzie nie mają wpływu, ale w jednym historycznym momencie mamy do czynienia z nagromadzeniem wyborów, które wpływają na siebie, ale ponieważ z braku czasu nie mogą się ustabilizować, skutki mogą być w dostępnym stopniu potęgowane lub hamowane świadomym działaniem. Dzieje się tak dlatego, że skutki są widoczne niemal natychmiastowo – można więc je ocenić i próbować korygować.
 
 
Róża Luksemburg „bardzo wysoko ceni też dokonany przez Marksa – po długim okresie pomieszania idei oraz błędów wykluczających naukową analizę reprodukcji kapitału w makroskali – podział wartości produktu globalnego na trzy części. Całkowicie także aprobuje rozbicie tego produktu na dwa główne działy produkcji społecznej i ideę proporcji rzeczowych i wartościowych koniecznych do tego, by reprodukcja – prosta czy rozszerzona – mogła mieć miejsce (…)
 
 
Z tych wszystkich względów wysoko ceni marksowskie schematy reprodukcji, będące liczbowym ujęciem tych założeń i idei. Pierwsza też chyba wśród marksistów nie tylko rozpoznaje, ale i szeroko uzasadnia ponadustrojowe znaczenie tych założeń, idei i konstrukcji” (tamże, s. 307).
 
 
Ogólna formuła produktu: C + V + M, przedstawia najogólniejszy podział w społeczeństwie, czyli ten, który determinuje podział wtórny. Dla analizy realnego, kapitalistycznego sposobu produkcji, okazała się ona jednak niewystarczająca. Doszły więc, jako krok przybliżający do rzeczywistego życia gospodarczego, schematy reprodukcji. Na papierze, jak zauważa Róża Luksemburg, można wszystko uzgodnić. Jest to podobny zabieg do tego, który wydawał się uzasadniać możliwość rachunku ekonomicznego w socjalistycznej gospodarce, przy założeniu, że chodzi o równowagę. Rzeczywistość pokazała jednak, że kryzysy nie są do przezwyciężenia, a gospodarka planowa to nie sprawa techniczna.
 
 
 
Schematy reprodukcji ujmują działy produkcji i konsumpcji, i można tak ustawić arytmetycznie proporcje, aby przyrosty równoważyły się w obu działach. Nie tu więc leży problem.
 
 
Sytuacja była trochę inna, niż to ujmowano dotychczas. Ale po kolei.
 
 
Formuła C + V + M kryje w swoich agregatach nieco więcej, niż się zazwyczaj podejrzewa. W przedkapitalistycznych społeczeństwach V oznacza nie tylko bezpośredniego producenta, ale i jego szeroko pojętą rodzinę, której członkowie mają tytuł do uczestnictwa w podziale ze względu na swą przynależność do rodziny. Podobnie M kryje w sobie nie tylko samego właściciela środków produkcji, ale także jego rodzinę oraz – co już nieoczywiste – dostarczycieli usług „luksusowych”. Wydatki na te usługi nie wchodzą w mechanizm rynku, ale są tożsame z wydatkami na rodzinę (są pokrywane z tej samej części przywłaszczanego dochodu, bogactwa czy wartości dodatkowej).
 
 
Kapitalizm uwalnia wieś od nadwyżki zbędnej siły roboczej, której większość zasila proletariat. Z drugiej strony, usługodawcy, którzy wchodzą na rynek, włączają się w jego mechanizm. Kiedy wyczerpują się rezerwy osiągnięte w poprzednim systemie, a które zasilają wewnętrzną akumulację pierwotną kapitału, grupy te ulegają proletaryzacji. Czyli wydaje się, że zasilą one szeregi klasy robotniczej, co nie zmieni wyżej przytoczonej, ogólnej formuły. Całe społeczeństwo ulegnie proletaryzacji poza garstką kapitalistów.
 
 
Schematy reprodukcji z kolei uspokajały, że proporcje – na wyższym pułapie – ale zostaną zachowane.
 
 
Prosty wniosek, jaki wyciągają stąd zwolennicy dogmatycznie (bo XIX-wiecznej) ujętej teorii Marksa, jest taki, że cały problem kapitalizmu polega na zachłanności kapitalistów. Gdyby zabrać im wartość dodatkową (zysk), to starczyłoby dla wszystkich pracowników najemnych, ponieważ wszyscy są zatrudnieni przez kapitał na równych zasadach. Schematy reprodukcji wprowadzają jednak nieco wątpliwości, ponieważ zarysowują latentną sprzeczność między produkcją a konsumpcją, odsuwając ją jednak szybko, ponieważ „papier jest cierpliwy” i teoretycznie problem jest rozwiązywalny. Schematy wskazują jednak kierunek wątpliwości. Gdyby wydzielić działy „produkcyjny” i „konsumpcyjny”, a nie zawęzić produkcyjnego do produkcji środków produkcji, otrzymalibyśmy właściwie postawione pytanie czy problem. Zgodnie z dialektyczną metodą Marksa (diachroniczną), zadalibyśmy sobie pytanie o fundamenty dla utrzymania nadbudowy cywilizacyjnej (reprezentowanej przez warstwy społeczne nie biorące udziału w produkcji środków reprodukcji społeczeństwa – jak to lubią stawiać feministki, mając jednak coś nieco innego na myśli), której utrzymanie przestaje być problemem właścicieli środków produkcji (czyli bogactwa społecznego). Mówiąc wprost – przestaje się zaliczać do M.
 
 
Rzecz nawet nie w samym zjawisku, tylko w jego masowości. Tu mamy ilustrację tego, jak nieproporcjonalnie duże znaczenie mogą mieć w dynamicznej, a więc mało stabilnej z założenia gospodarce, drobne z pozoru czynniki, które w poprzednich systemach społeczno-ekonomicznych rozkładały się na powolne procesy dostosowawcze.
 
 
Z drugiej strony, uwolnienie ludzi od pracy produkcyjnej i upowszechnienie dóbr cywilizacyjnych pozostaje celem społeczeństwa bezklasowego. A więc problem nie jest marginalny, tylko ma zasadnicze znaczenie dla owego przyszłego społeczeństwa. Stawiając problem klasy robotniczej jako motoru czy osi procesu prowadzącego do komunizmu, Marks właśnie ten problem miał przed oczami.
 
 
Rozwiązanie tego problemu przez Marksa (nie w formułach, ale w rozważaniach) polegało na wyłączeniu wolnej kreatywności z mechanizmu rynkowego poprzez upowszechnienie uczestnictwa w tej twórczości. W ten sposób wracamy do sytuacji przedkapitalistycznej – braku oddzielenia twórczości od klas bezpośrednio zaangażowanych w produkcję – robotników i kapitalistów. A ponieważ w społeczeństwie bezklasowym obie te klasy znikną, „klasa kreatywna” tym bardziej nie będzie stanowiła osobnego czynnika popytu lub podaży. Wówczas będą działały schematy reprodukcji i proporcje, tak jak to przewidziano w modelu teoretycznym, w którym pozostanie „naturalna” proporcja między produkcją społeczną a opartą na niej konsumpcją społeczną.
 
 
Antagonizm między klasą bezpośrednio produkcyjną a warstwami i grupami społecznymi oderwanymi od procesu produkcji (czy to od strony robotnika, czy to od strony właściciela środków produkcji) bierze się stąd, że utrzymanie „cywilizacyjnej nadbudowy” wymaga środków, które można czerpać wyłącznie z produkcji, a więc z zysku kapitalisty. Zwiększenie zysku oznacza (w czystym modelu) zwiększenie wyzysku bezpośredniego producenta, czyli robotnika produkcyjnego. Rola państwa w tym procederze polega na opodatkowaniu po raz kolejny robotnika, który dorzuca się znowu do kosztów utrzymania cywilizacji, z której korzysta niewiele, a jeśli, to i tak odpłatnie (czyli jest opodatkowywany po raz trzeci – przez kapitalistę, przez państwo i przez usługodawcę).
 
 
Komercjalizacja kreatywnego potencjału człowieka jest realnym przejawem alienacji. Jeżeli przez tysiąclecia klasy ludowe nie korzystały z dobrodziejstw cywilizacyjnych, to rozwijały własne, ludowe formy twórczości. Komercjalizacja kreatywnego potencjału człowieka ma praktyczny skutek, jakim jest skansenizacja niekomercyjnych form ludowej twórczości i, w efekcie, ich ostateczna komercjalizacja. Albowiem rynek zagarnia wszystko, gdyż każdy nie zawłaszczony skrawek terenu grozi rozsadzeniem systemu.
 
 
Jeżeli więc weźmiemy koncepcje Marksa w ich dialektyce diachronicznej i synchronicznej, w jednoczesnej perspektywie przeszłości i przyszłości, to możemy uporządkować świat realnych zjawisk wedle pewnej struktury, która jest logiczna w tej właśnie perspektywie.
 
 
W odniesieniu do problemu „nadbudowy cywilizacyjnej”, czyli do sproletaryzowanych „mas kreatywnych”, problem polega na wymianie zewnętrznej między środkami utrzymania a dobrami dostarczanymi spoza systemu. Dlatego system jako taki nie może się domknąć. Schematy reprodukcji opierały się na równoważeniu składowych, które były częściami jednej całości. Wcześniej domykał się, ponieważ „twórczość” czy „cywilizacja” była zawarta wewnątrz dwóch klas antagonistycznych, ale działających w sferze produkcji materialnej, reprodukującej społeczeństwo w jego postaci materialnej.
 
 
Wzrost wydajności pracy i produkcyjności sił wytwórczych w ogóle spowodował zaistnienie warunku możliwości społeczeństwa bezklasowego, czyli takiej nadwyżki wartości dodatkowej, która jest do tego potrzebna. Jednocześnie, system kapitalistyczny nie ma mechanizmów, które włączałyby wyalienowaną stronę człowieka nie będącego producentem dóbr materialnych, do tego systemu. „Klasa kreatywna” nie reprezentuje popytu efektywnego na poziomie najogólniejszych, abstrakcyjnych rozważań Marksa. W takim rozumieniu, popyt taki jest związany wyłącznie z wymianą z przyrodą. Rozwiązywanie tego problemu tu i teraz, konkretnie i czysto schematycznie, prowadzi do obserwacji, że jedna z dwóch klas antagonistycznych musi zapłacić końcowy rachunek. A ponieważ możliwość zapłacenia rachunku przez kapitalistę opiera się na wyzysku siły roboczej robotnika produkcyjnego, to ostatecznie wszystko sprowadza się do wzmożenia wyzysku owego robotnika. Tak, jak to miało miejsce w poprzednich systemach społeczno-ekonomicznych, gdzie cywilizacja opierała się jawnie na wyzysku podstawowej klasy produkcyjnej – chłopach bezpośrednio wymieniających z przyrodą (praca na roli).
 
 
Rzecz nie w tym, żeby zahamować rozwój cywilizacyjny, ale w tym, żeby zlikwidować alienację, która towarzyszy klasowym formom owej cywilizacji.
 
 
Zamiast zastanawiać się nad najlepszymi (dla kogo?) formami podziału bogactwa (dochodu wartości dodatkowej), należy zastanowić się nad zniesieniem alienacji płynącej z komercjalizacji kreatywnego potencjału społeczeństwa. Zamiast zastanawiać się nad jak najszerszym ujęciem konfliktowości w łonie społeczeństwa, należy wymierzyć precyzyjny cios w chore miejsce klasowego społeczeństwa. Jest to bardzo wąski cel, ale właśnie dlatego jest osiągalny. Łatwiej przewrócić górę, kiedy opiera się swoim czubku, niż kiedy stoi na szerokiej podstawie.
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
31 marca 2019 r.

Róża Luksemburg: O wynaradawianiu (z powodu dziesięciolecia rządów jen.-gub. Hurki, 1893 rok)

Róza Luksemburg

15 stycznia 2019 roku przypada setna rocznica zamordowania Karola Liebknechta (1871-1919) i Róży Luksemburg (1871-1919), wybitnych działaczy inter

"Władza Rad" maszeruje wraz z 20 tys. europejskich komunistów ulicami Berlina (10.01.2016 - LLL-Demo) [FOTORELACJA + FILM]

LLL-Demo 2016

Około dwudziestu tysięcy ludzi przemaszerowało ulicami Berlina w niedzielę 10. stycznia 2015 r., aby upamiętnić dokonany 97 lat temu mord na Róży Luksemburg i Karlu Liebknechcie.

See video



 

 

 

 

 

Róża Luksemburg: Domki z kart (1919)

Róża Luksemburg

Dzisiaj przypada 95. rocznica bestialskiego mordu na Róży Luksemburg i Karlu Liebknechcie. Mord ten połączył w 1919 r.

Róża Luksemburg – Domki z kart (1919rok)
****************
 

Artykuł Róży Luksemburg „Domki z kart” został opublikowany w piśmie „Die Rote Fahne” z 13 stycznia 1919 roku.
 
 
Podstawa niniejszego wydania:  Róża  Luksemburg,  „Wybór pism” , tom 2 , wyd.Książka i Wiedza ,Warszawa 1959.
 
Przekład poprawiony w oparciu o tłumaczenie angielskie przez Piotra Strębskiego.
 
****************
 
Na dymiących ruinach, wśród kałuż krwi i trupów pomordowanych spartakusowcówbohaterowie„porządku” spieszą na nowo umocnić swoje panowanie.
Rząd Eberta usiłuje kurczowo skonsolidować swoją władzę : chce teraz oprzeć się już tylko nabagnetach.
 
 
Zupełnie na wzór cezarów Ebert urządza rewię swoich wojsk gwardyjskich, wygłasza do nichprzemówienie, wyraża w obliczu zabitych i rannych na berlińskim bruku „podziękowanie rządudzielnym wojskom” i wyznacza im zadanie zbrojneg ostrzeżenia Zgromadzenia Narodowego.„Naczelny wódz” Noske przyjmuje w swoimrozkazie dziennym z 11go stare, znane rejestryHindenburga, von Kessla i pozostałych pachołków reżimu Hohenzollernów : Na wschodzie bandyspartakusowców jeżdżą samochodami z odbezpieczonym pistoletemi plądrują jeden dom podrugim...
 
Ostatnia maska, jakoby chodziło tu o ruch polityczny, spadła. Grabież i plądrowanie ujawnia sięjako ostateczny i jedyny cel rewolty...
 
Cierpliwość rządu wyczerpała się i teraz mają przemówić „ciężka artyleria” i karabiny maszynowe.„Klasa robotnicza musi się zjednoczyć przeciwko Spartakusowi” – kończy splamiony krwiądorobkiewicz.
 
W ten sposób Scheidemannowie spodziewają się – przy materialnej pomocy kontrrewolucyjnychwojsk i moralnym poparciu burżuazji – na trupach berlińskich rewolucyjnych robotnikówzbudować na nowo władzę swojego rządu.
 
Rachuby te zawierają jednak lukę. Wojskowi i burżuazja, którzy pomagają dzisiaj rządowiEberta–Scheidemanna wydźwignąć się z błota, chcą sami korzystać z krwawego plonu. Elementy tepopierały rząd „socjalistyczny” tak długo, jak długo mogły sądzić, że za pomocą sfałszowanegosztandaru utrzymają masy proletariackie na uwięzi izdołają przez „moralne” oddziaływanie zdusićrewolucję, socjalizm.
 
Ale teraz czar prysnął. Ostatni tydzień odsłonił przepaść ziejącą między rządem Eberta a rewolucją.Dziś jest już jasne, że Ebert i Scheidemann mogą rządzić tylko za pomocą bagnetów.
 
Ale jeżeli tak jest, to bagnet chce też rządzić bez Eberta i Scheidemanna. Burżuazja idzie na całegoi krzyczy o jawne proklamowanie dyktatury szabli, o całkowite przywrócenie starego „porządku”.Buntownicy powinni stanąć przed sądem doraźnym lub znaleźć się w więzieniu – wołaochryple „Tägliche Rundschau”– nie należy im się wolność...
 
Przywrócenie spokoju i porządku musi być doprowadzone do naj drobniejszych szczegółów:policję, która od 9 listopada niemal nie istniała, należy znów ustanowić według dawnego stanu liczebnego i przywrócić jej dawne znaczenie; musi ona być uzbrojona i posiadać pełnomocnictwa.
 
Jednocześnie pułkownik Reinhardt, dowódca gwardii Noskego, oświadcza, że wprowadzisądydoraźne; nikt – równieżirząd – nie ma mu nic do rozkazywania, on jest żołnierzem i sam będziedecydował.
 
A 3 pułk gwardii oświadcza na własną rękę, że jest „zdecydowany” „siłą zbrojną zebrać”Zgromadzenie Narodowe. W Berlinie i na przedmieściach oficerowie dokonują samowolniearesztowań. Tak buntuje się przeciw rządowi Eberta kontrrewolucyjny korpus oficerski, dającwyraźnie do zrozumienia, że cała sprawapomyślana byłaodwrotnie: to Ebert i Scheidemann mieliwyciągnąć kasztany z ognia dla burżuazji, nie zaś burżuazja dla Eberta i Scheidemanna.
 
Gdy zaś dochodzi do tego, że burżuazja musi ratować rząd „socjalistyczny” przed rewolucyjnymirobotnikami, gra jest już skończona; wówczas burżuazja sądzi nie bez podstaw, że ma bardziejuzdolnionych kandydatów do sprawowania dyktatury szabli aniżeli dorobkiewicze Ebert i Noske
 
Z trzeciej zaś strony partia Haasego usiłuje wykorzystać kryzys do utworzenia rządu koalicyjnego,grupującego wszystkie socjalistyczne kierunki zgodnie z haasowską polityką listka figowego.
 
Chodzi o to, by utopić wszystkie wewnętrzne sprzeczności rewolucji w niezróżnicowanej papce,zatuszować wszystkie przeciwieństwa i rozładować bojową energię mas w zgniłym kompromisie.
 
Jedynie „skompromitowani przywódcy” – Ebert, Scheidemann, Landsberg, Noske – mają zejść zesceny, ma nastąpić tylko zmiana osób, ale polityka scheidemanowska ma tak jak przedtem pozostaću steru, a wraz z nią „wszystkie socjalistyczne kierunki” mają utworzyć wspólny rząd. Ponieważspartakusowcy mają dziś – w obliczu trupów pomordowanych proletariuszy, w obliczu krwawychorgii Scheidemannów – dziesięć razy więcej niż kiedykolwiek pogardy i zaciśniętą pięść wstosunku do tej nikczemnej polityki kompromisu i zdrady sprawy rewolucji, frazes ludzi Haasego okoalicji „wszystkich socjalistycznych kierunków” sprowadza się w rzeczywistości do oddawnaznanej kombinacji: scheidemanowcy plus niezależni.
 
Restytucja rządu Eberta–Haasego z nowymi nazwiskami – oto wszystko, do czego zmierza wielki„jednościowy” hałas NPS [Niezależnej Partii Socjaldemokratycznej Niemiec, USPD – przyp.red.WR].
 
Im mocniej wymyśla się dziś w„Freiheit” na Eberta i Scheidemanna, tym pewniejprzygotowuje się pod osłoną tej upozorowanej kanonady, haniebny upadek NPS, która mimowszystkich nauczek, mimo że była już zmuszona 28 grudnia zrezygnować ze spółki zscheidemanowcami, pragnie obecnie pod zmienionym szyldem – jak gdyby nigdy nic – wrócić dostarego interesu.
 
Tak więc z obecnego kryzysu wynikają trzy kombinacje:Ebert i Scheidemann pragną zachować status quo, pragną utrzymać swoją władzę w oparciu obagnety burżuazji.
NPS pragnie cofnąć rozwój do stanu z 9listopada, pragnie rządu Eberta–Haasego pod zmienionąfirmą.
 
Burżuazja wreszcie pragnie rewizji prowadzącej wstecz do stanu rzeczy sprzed 9 listopada, dojawnej dyktatury szabli.
 
Wszystkie trzy kombinacje stanowią domki z kart już chociażby dlatego, że wszystkie trzynawracają do minionych, przeżytych etapów. Rewolucji nie można odkręcić, dokonać nawrotu anido 9 listopada, ani tym bardziej do pięknych czasów sprzed 9 listopada i tak samo nie da się jejunieruchomić w martwym punkcie pod berłem Eberta. Cały sens polityczny i historyczna treśćkryzysu ostatnich tygodni polegają na tym, że podczas gdy dziś jeszcze elementy hamujące usiłująna każdym kroku zagrodzić drogę rewolucji, jej siła wewnętrzna i logika rozwoju pchająją naprzód,do zdobycia na serio władzy przez proletariat i urzeczywistnienia socjalizmu.
 
I choć siły przeciwnika uzyskują chwilami przewagę zapomocą brutalnych środków przemocy, sąone całkowicie bezradne wobec dalszego rozwoju, nie potrafią powstrzymać zwycięskiego pochodurewolucji.
 
Najlepiej uwidacznia się to w fakcie, że ani jedna w jakimkolwiek stopniu trwała kombinacja niemoże się ostać na gruzach ostatniego tygodnia. Cokolwiek jutro lub pojutrze skleci się jako wynik irozwiązanie kryzysu – będzie to prowizorium, będzie to domek z kart. I choć jawna przemockarabinów maszynowych lub dwuznaczność zamaskowanego planu NPS mogą uzyskać przewagę,jednak w najbliższym czasie pierwotne moce rewolucji – walki ekonomiczne – przekreślą tenrachunek między pracą a kapitałem.
 
W ten sposób rewolucja postawi na porządku dziennym sprawę podstawową: generalnyrozrachunek między pracą a kapitałem. A ten rozrachunek jest historyczną rozprawą między dwomaśmiertelnymi wrogami, rozprawą, która może zakończyć się tylko po długotrwałej walce o władzę,oko w oko, pierś w pierś.
 
Zaledwie zostaną uprzątnięte ruinyi trupy ostatniego epizodu, gdy rewolucja przystąpi na nowo doswego niezmordowanego codziennego trudu. Spartakusowcy pójdą nadal swoją drogą z niewzruszonym zdecydowaniem. Liczba ofiar, które ponoszą, rośnie z każdym tygodniem, liczba ichzwolenników rośnie jednak stokroć szybciej. W warunkach stanu oblężenia zapełniali oni więzieniai kazamaty, za „socjalistycznego” rządu Eberta– Scheidemanna wypełniają groby w Friedrichshain[jedna z dzielnic Berlina – przyp. Red. WR].
 
Ale wokół sztandaru bezwzględnej walki rewolucyjnej skupiają się coraz bardziej masyproletariackie. I jeśli nawet poszczególne warstwy dadzą się chwilowo otumanić demagogią ifrazesem o „zjednoczeniu”, to tym bardziej zdecydowanie i wiernie staną już jutro, po nowymrozczarowaniu i nowym wytrzeźwieniu, u boku jedynej partii, która nie zna żadnych kompromisów,żadnych wahań, która kroczy swoją wyznaczoną przez historię drogą, nie oglądając się w prawo ni wlewo, nie licząc sił wroga i niebezpieczeństw– aż do zwycięstwa.

Róża Luksemburg: Strajk masowy (cz. I)

Róża Luxenburg

Z okazji wzmożonej dyskusji na temat niedoszłego strajku generalnego jaka toczyła się w tym roku, publikujemy pierwszą część pracy Róży Luksemburg pt.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

future2