Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 38 gości.

internacjonalizm

Wenezuela-Grecja: Początek współpracy dwustronnej

Internacjonalizm robotniczy

Minister spraw zagranicznych Wenezueli Delcy Rodriguez odwiedzi w najbliższym czasie Grecję. Celem będzie podpisanie serii umów dwustronnych.
 

Tylko solidarność uratuje Ukrainę – oświadczenie ukraińskiej „Lewej Opozycji”

Lewa Opozycja

Oryginalne oświadczenie ukazało się w trzech językach – ukraińskim, rosyjskim i angielskim - na Głównej Analitycznej Stronie Lewej Opozycji pod adresem http://gaslo.info/?p=4990

Wenezuelskie wsparcie dla Syrii

Wenezuela i Syria.jpg

Prezydent Nicolas Maduro wzywa Obamę do powstrzymania się od wojennej awantury, którą prezydent USA jest gotów rozpętać na bliskim wschodzie by wesprzeć zbrojne bandy islamistów, które ponoszą ciąg

KP Turcji i LFWP o sytuacji w Turcji

Turcja - TPK - KP Turcji

Normal 0 21

See video

 
Tekst ukazał się 2 czerwca 2013 r. na oficjalnej stronie Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny pod adresem: http://pflp.ps/english/2013/06/leila-khaled-stay-in-the-square-to-turkish-prisoners/

Włodzimierz Lenin: O haśle Stanów Zjednoczonych Europy

Lenin - 143. rocznica urodzin

Z okazji 143 rocznicy urodzin W.I Lenina publikujemy jego tekst z czasów działalności w SDPRR, w którym to Lenin porusza kwestię hasła "Stanów Zjednoczonych Europy"

Afganistan a lewica (1980 r.)

logo L-DPA

Afganistan jest błyskiem światła, który wydobywa rzeczywiste kontury światowego krajobrazu politycznego.

See video

Gorzkie owoce nowolewicowości

Przed dziesięcioleciem dla każdego młodego radykała było pierwszą zasadą, prawie truizmem, to że imperializm Stanów Zjednoczonych jest prawdziwie potwornym głównym wrogiem ludów świata. Jednak dziś resztki nowolewicowych "antyimperialistów" z lat sześćdziesiątych XX w., będąc głównie maoistami tej czy innej odmiany, ponownie zjednoczyły się z amerykańskim imperializmem przeciwko "radzieckiej agresji". Jak do tego doszło?

Na początku i w połowie lat sześćdziesiątych, kiedy Waszyngton był bardziej wrogi Pekinowi niż Kremlowi, wyrosło nowe pokolenie radykałów krytycznych i wątpiących w stosunku do Chruszczowa/Breżniewa z punktu widzenia trzecioświatowego nacjonalizmu. Jednak dziś w sprawie Afganistanu to amerykańska klasa rządząca przywołuje retorykę narodowej niepodległości, atakując radziecki "hegemonizm" i "wielkomocarstwowość".

"Nowa lewica" uważała kwestię rosyjską, to jest społecznego charakteru ZSRR, za scholastyczny temat dyskusji wśród nieznaczącej "starej lewicy". Dla nich zimna wojna była martwa, Rosja stała się częścią bogatego świata białego człowieka, wspólnikiem Stanów Zjednoczonych w światowym konserwatyzmie. Rzeczywista walka była teraz między Trzecim Światem - Chinami, Wietnamem, Kubą - a imperializmem Stanów Zjednoczonych.

Ten pogląd został ujęty przez najbardziej prominentnego amerykańskiego nowolewicowego "teoretyka" Carla Oglesby'ego w jego pracy z 1967 r. "Powstrzymywanie i zmiana". Tu rewolucje chińska i wietnamska są przedstawiane po prostu jako reakcja na obcą dominację, nie mając wiele wspólnego, a może i nic, z walką: kapitalizm kontra komunizm. Rewolucja chińska "nie miała w ogóle nic wspólnego z komunizmem, lecz raczej z niezależną organizacją Chin i uzyskaniem przez nie nowoczesnej broni". O Wietnamie: "(...) Trzeba umieć jakoś wykazać, że problemem w Wietnamie nie była walka: zachodnia wolność kontra wschodnie niewolnictwo, lecz obca kontra lokalna kontrola nad Wietnamem".

O stosunkach amerykańsko-radzieckich Oglesby wyraził następującą opinię:

"Ze Związkiem Radzieckim przeszliśmy od konfrontacji do odprężenia. Stosunki nie są dłużej określane przez jego gniew i nieobliczalność. (...) Bezpośredniej konfrontacji militarnej obawiają się i unikają na równi obie strony, kryzysy są rozwiązywane na gorących liniach zamiast w gabinetach wojennych, i czasami zadajemy sobie pytanie, czy nie wisi w powietrzu coś jeszcze bardziej wiosennego: powolna konwergencja celów politycznych. Europejska zimna wojna nie znajduje dłużej Rosjan i Amerykanów patrzących na siebie nawzajem przez celownik. Zamiast tego mamy doświadczenie prawie zintegrowanych programów pomocy w Afganistanie [!] i Indiach".

Ten pogląd polityczny, który zrównuje globalne role Stanów Zjednoczonych i ZSRR, zawierał rudymenty doktryny "wielkomocarstwowej" jeszcze zanim "nowa lewica" rzuciła się w ramiona maoizmu i jego doktryny "radzieckiego socjalimperializmu".

Zachodni maoizm wyrósł z połączenia nowolewicowości i stalinizmu. Decydującym czynnikiem stwórczym była rewolucja wietnamska, w której udana walka przeciwko amerykańskiemu imperializmowi była prowadzona pod tradycyjnym stalinowskim kierownictwem. Dla impresjonistycznych nowolewicowców trzecioświatowi staliniści w porównaniu z radzieckimi wyglądali na rewolucyjnych. Stąd był tylko mały krok do doktryny Mao o rywalizujących supermocarstwach.
Niezliczone sekty maoistowskie były skłonne do pogodzenia się z sojuszem Pekin-Waszyngton, który rozwinął się od czasu podróżny Nixona do Chin w 1972 r., kiedy deszcz amerykańskich bomb spadał na Wietnam. W obliczu takich wydarzeń jak chińskie poparcie dla zaprojektowanej przez CIA południowoafrykańskiej inwazji na Angolę w latach 1975-76 wielu maoistów wycofało się, dążąc do powrotu do dobrych starych czasów "antyimperialistycznej jedności". Jednak w Angoli była to wojna zastępcza zamiast wojny między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Teraz stoją twarzą w twarz w Afganistanie i tu nie ma ucieczki. Trzeba wybrać, w czyim się jest obozie.

Wraz z raptownym podgrzaniem zimnej wojny i otwartym ogłoszeniem osi Waszyngton-Pekin maoiści zatoczyli pełne koło. Wydarzenia w Afganistanie jedynie podkreślają, że ci, którzy odmawiają obrony Związku Radzieckiego przeciwko imperializmowi Stanów Zjednoczonych, nieuchronnie zostaną wpędzeni w ramiona Departamentu Stanu i Pentagonu. Podczas gdy Stalin tłumił rewolucję proletariacką dla sojuszu z "postępową" burżuazją, dla maoistów front ludowy przeciwko "radzieckiemu socjalimperializmowi" może zostać zbudowany jedynie jako koalicja z najbardziej jadowitymi, antykomunistycznymi sekcjami imperialistycznych klas rządzących.

Rdzeniem stalinowskiej doktryny jest program "budowy socjalizmu w jednym kraju". To jest ideologia wąskiej, nacjonalistycznej biurokratycznej kasty, która opiera się na podstawach skolektywizowanej gospodarki, lecz przeciwstawia się programowi rewolucji proletariackiej. Usiłowanie przeciwstawienia Rosji Chin (lub Albanii) w charakterze socjalistycznej ojczyzny okazało się ślepym zaułkiem. Zbliżenie Chin z amerykańskim imperializmem wykazało, że Mao i Deng, pod płaszczykiem budowania "socjalizmu" w swoim kraju, są równie chętni sprzedać rewolucję, jak Stalin i Breżniew. Więcej, dziś pekińscy staliniści są złączeni w globalnym kontr-rewolucyjnym sojuszu z główną potęgą imperialistyczną przeciwko głównej antykapitalistycznej potędze państwowej-Związkowi Radzieckiemu. Gdyby imperializm Stanów Zjednoczonych obalił ZSRR (jak zachęcają propekińscy maoiści), to prowadziłoby także w krótkim czasie do zniszczenia Chin Ludowych przez tę samą potęgę.

Gorączka trzecioobozowa w ZS

Kryzys w Afganistanie, tak jak było do przewidzenia, wpędził pseudotrockistowski Zjednoczony Sekretariat Ernesta Mandela w całkowity polityczny chaos. Pod koniec stycznia na spotkaniu ZS zaprezentowane zostały trzy linie polityczne. Rezolucja prawicowej mniejszości broniła proimperialistycznego stanowiska "radzieckie oddziały - won", twierdząc że zwycięstwo muzułmańskich reakcjonistów byłoby "o wiele mniej szkodliwe" niż przedłużająca się radziecka obecność. Stanowisko lewicowej mniejszości, groteskowo przedłożone przez amerykańską SPR, broniło wspieranego przez Rosjan reżimu w Kabulu, równocześnie umniejszając znaczenie radzieckiej interwencji.

Mandelowska większość próbuje iść na kompromis, rozgrywając oba skrzydła przeciwko centrum i oddając cześć złotemu środkowi. Jej rezolucja (Intercontinental Press, 3 marca) wymyśla Kremlowi za "nieposzanowanie jakichkolwiek demokratycznych i narodowych uczuć uciskanych klas i ludów" i za "wprowadz[enie] ekstremalnego zamieszania do światowego proletariatu"; odmawia ona udzielenia interwencji "nawet najmniejszego poparcia politycznego" i głosi "sprzeciw wobec aneksji nowych terytoriów przez Kreml" - nawet gdyby została przeprowadzona rewolucja społeczna. Jednak doświadczeni w sztuce gmatwania mandelowcy nie wzywają do wycofania sił radzieckich; i po przeszło 100 akapitach piorunowania przeciwko interwencji dodają nagle cztery zdania najbardziej niechętnego defensizmu.

Tam w głównych europejskich sekcjach Mandela teraz jest prawdziwy kłopot. Prawie połowa (20 na 42) członków komitetu centralnego straszliwie splamionej Komunistycznej Ligi Rewolucyjnej (LCR), "flagowej" francuskiej sekcji ZS, zajęła otwarcie proimperialistyczne stanowisko. Argumentując, że radziecka interwencja "narusza prawo ludów do samostanowienia", wzywają oni do "akcji ruchu antyimperialistycznego i robotniczego, by naciskać na Związek Radziecki, żeby natychmiast wycofał swe oddziały z Afganistanu" (Rouge, 22 lutego). Jakie "akcje" oni mają na myśli? Może odmowę załadowania zboża dla ZSRR przez francuskich dokerów?

Jeśli ta znacząca mniejszość LCR została "socjalistami Doktryny Cartera", to większość trudno uznać czerwonych rewolucjonistów. Oni także potępiają radziecką akcję, ale odrzucają apel o natychmiastowe wycofanie, jako będący na rękę imperialistom.

Frakcyjna niezgoda w niegdyś lewicowej brytyjskiej sekcji, Międzynarodowej Grupie Marksistowskiej (IMG), sięga jeszcze głębiej. Pierwszy artykuł Tarika Alego "Radzieckie oddziały - won" (Socialist Challenge, 3 stycznia) wywołał wielką furię. IMG opublikowała wiele listów mieszających Alego z błotem za przyłączenie się do imperialistycznego chóru i i tańczenie tak, jak mu zagra Departament Stanu Stanów Zjednoczonych. I tak parę tygodni później IMG zmieniła swą linię bez otwartego odrzucenia swego wcześniejszego kontr-rewolucyjnego stanowiska. Ona wciąż potępia radziecką interwencję, ale przyznała, że 'w obecnej sytuacji apel o natychmiastowe wycofanie oddziałów równałby się poparciu zwycięstwa sił prawicowych" (Socialist Challenge, 17 stycznia). Żadnego zdziecinnienia!

Jednak nawet ta niechętna "obrona" sił radzieckich sprowokowała wylew krytyki z prawa. W Socialist Challenge ukazywały się listy walące w większość za chęć tworzenia "komitetów powitalnych Armii Czerwonej" i przynaglające IMG do "wyrzucenia na śmietnik starego trockizmu". Pośród tego wszystkiego Socialist Challenge z 6 marca zainaugurował nowy cykl felietonów Tarika Alego zatytułowany "Głośno myśląc", w celu dyskusji nad jego "osobistymi" (czytaj: frakcyjnymi) poglądami. Swój pierwszy felieton zaczął od słów: "W kwestii Afganistanu nie wyrażam skruchy".

W ten sposób, ledwie parę miesięcy po tym, jak ta potiomkinowska wieś zwąca się "Czwartą Międzynarodówką" w wyniku rozłamu utraciła prawie jedną trzecią swych członków na korzyść skoncentrowanej w Ameryce Łacińskiej Frakcji Bolszewickiej politycznego awanturnika Nahuela Moreno, ZS jest jeszcze raz niszczony wewnętrzną walką, tym razem skoncentrowaną w mandelowskim centrum. Mandel i S-ka próbują umniejszać zasięg niezgody w sprawie Afganistanu, ale jest ona potencjalnie bardziej destrukcyjna niż rozłam Moreno, który trochę przypadkowo rozwinął się ze znacznych osobistych ambicji argentyńskiego caudilla. W obecnym przypadku jest on owocem rewizjonizmu samego Mandela.
To, czego teraz jesteśmy świadkami, to otwarta rebelia znaczącej części ZS, długo szkolonej w nowolewicowej antyradzieckości i drobnoburżuazyjnym nacjonalizmie, przeciwko trockistowskiemu programowi bezwarunkowej obrony militarnej radzieckiego zdegenerowanego państwa robotniczego przeciwko imperializmowi.

Ci mandelowcy, kadra i szeregi, są wciągani w kierowany przez Stany Zjednoczone globalny kontr-rewolucyjny sojusz przeciwko ZSRR za pośrednictwem tych tendencji, z którymi oni długo szukali przegrupowania-wschodnioeuropejskimi "dysydentami", umiarkowanymi maoistami (np. Francuską Komunistyczną Organizacją Pracowników) eurokomunistami (krąg Jeana Ellensteina) i różnymi grupami socjaldemokratycznymi (brytyjska Socjalistyczna Partia Robotnicza Tony'ego Cliffa).

Tarik Ali: Antyradziecki nowolewicowiec

Rola Tarika Alego w tej walce frakcyjnej wcale nie jest przypadkowa ani epizodyczna. Jest on par excellence przedstawicielem ruchu "nowej lewicy" i trzecioświatowego nacjonalizmu w ZS. Ta dawna znakomitość "nowej lewicy" już w 1969 r. wydała antologię "Nowi rewolucjoniści", przedstawiającą takich notabli jak Fidel Castro, Régis Debray, Ernest Mandel i, może proroczo, Tony Cliff. Jego własny tekst zaliczał do "nowych rewolucjonistów" Mao i Ho, ale definitywnie wykluczał ciężkich kremlowskich biurokratów:

"Azjatycki komunizm okazał się bardziej ludzki, bardziej humanistyczny i bardziej chętny do przyznawania się do własnych błędów niż jego odpowiednik w Związku Radzieckim". Cóż za muzyka dla uszu Pol Pota!
"Związek Radziecki i kraje wschodnioeuropejskie w swych stosunkach handlowych ze światem wyzyskiwanym przyczyniają się do utrzymywania nierównej wymiany. Związek Radziecki łatwo mógłby płacić więcej bez szkody dla własnej gospodarki".

Innymi słowy bogactwo powinno być transferowane od robotników i chłopów ZSRR do burżuazji Trzeciego Świata - do Pahlawich, Nasera, Indiry Gandhi i im podobnych.
Jeśli Ali reaguje na kryzys afgański z perspektywą nowolewicowego maoizmu z lat sześćdziesiątych XX w., wykorzystuje on pewne argumenty zapożyczone z ideologicznego arsenału chruszczowowskiego "pokojowego współistnienia" (przejaw siły stalinowskiego ekumenizmu). Rezolucja mniejszości ZS, zaproponowana prawdopodobnie przez Alego i jego zwolenników, faktycznie oskarża Breżniewa i S-kę o coś w rodzaju "lewicowego awanturnictwa" przez prowokowanie imperialistycznego militaryzmu. Skarży się ona, że radziecka interwencja rzekomo rozpala:

"usprawiedliwianie przez imperialistów ich powrotu do wyścigu zbrojeń pod pretekstem, że Związek Radziecki demonstruje w Afganistanie, iż zamierza używać siły do narzucania reżimów lojalnych wobec niego. Sprawa afgańska już zarżnęła wysiłki ruchu robotniczego w krajach imperialistycznych przeciwko powiększeniu arsenału nuklearnego w Europie i na Zachodzie" ("Projekt rezolucji w sprawie interwencji radzieckiej w Afganistanie", Intercontinental Press, 3 marca).

To jest oczywiście to samo uzasadnienie, za którego pomocą przez dziesięciolecia stalinizm usprawiedliwiał niewspieranie rewolucyj w innych krajach. "Pokojowe współistnienie" oznacza właśnie: nie "eksportować" rewolucji, nie eksportować broni dla rewolucyj. Nic nie robić, by rozstroić imperialistów i osłabić "siły pokoju" w krajach imperialistycznych.

Mandelowskie szydło wyłazi z worka

Pod koniec lat sześćdziesiątych XX w. mandelowcy wynaleźli termin "nowa masowa awangarda" w celu utożsamienia się rozkwitającym nowolewicowym maoistowskim nurtem przeciwko promoskiewskim partiom komunistycznym. Wychwalająca maoizm rezolucja większości ZS z 1969 r. oświadcza:

"Ostra kampania, którą Pekin rozpętał przeciwko prawicowo-oportunistycznej linii partii komunistycznych podążających za moskiewskim kierownictwem (...) obiektywnie przyczyniła się do pogłębienia światowego kryzysu stalinizmu i do ułatwienia powstanie nowej młodzieżowej awangardy na całym świecie. Wewnętrz tej młodzieżowej awangardy głęboka pozostaje ogólna sympatia dla Chin i maoistowskiej krytyki rewizjonizmu Kremla (...)" ["Pierwszy projekt rezolucji w sprawie rewolucji kulturalnej i proponowane poprawki, ujęte w dwóch kolumnach", w: "Międzynarodowy Wewnętrzny Biuletyn Dyskusyjny" (SPR), czerwiec 1970 r.]

Kiedy ten nonsens był pisany, krytyka radzieckiego "rewizjonizmu" przez Pekin stała się była dla niego główną ideologiczną podstawą do ogłoszenia ZSRR krajem "socjalimperialistycznym, kapitalistycznym". Żeby zacytować nieśmiertelne słowa samego Przewodniczącego: "Dojście do władzy rewizjonizmu oznacza dojście do władzy burżuazji". W 1969 r. reżim Mao już porównywał ZSRR do nazistowskich Niemiec, co było uwerturą do układów z "demokratycznymi" krajami imperialistycznymi.

W swych pamiętnikach Henry Kissinger wskazuje, że potępienie przez Pekin Doktryny Breżniewa jako "teorii faszystowskiej" było jednym z pierwszych znaków, które przekonały go, że zbliżenie z maoistowskimi Chinami jest możliwe.
Przez ponad dziesięciolecie europejski ZS uganiał się właśnie za tymi elementami wewnątrz środowiska stalinowskiego, które zerwały z Moskwą na korzyść konkurujących nacjonalizmów - dla maoistów to była biurokracja chińska, a później albańska, dla eurokomunistów ich własna imperialistyczna burżuazja. Mandel nauczał swych zwolenników, że wśród stalinistów antypatia do radzieckiego kierownictwa jest głównym kryterium zdrowego kierunku politycznego. Afganistan pokazuje, że wielu wzięło sobie tę naukę do serca.

Nigdy nie oddany wąskiemu "sekciarstwu" ZS wspaniałomyślnie zaliczał do "nowej masowej awangardy" różne grupy lewicowo-socjaldemokratyczne, takie jak francuska Zjednoczona Partia Socjalistyczna (PSU), schronienie dla odstępców od trockizmu, jak Michel Pablo i Yves Craipeau. Parę lat temu, proponując jedność z PSU, Mandel zapewniał jej przywódców, że trockizm i Czwarta Międzynarodówka są tylko "etykietkami", z których rezygnację można wynegocjować, jeśli tylko cena organizacyjna będzie odpowiednia.

W W. Brytanii przez lata głównym politycznym partnerem IMG była "państwowo-kapitalistyczna" Socjalistyczna Partia Robotnicza Tony'ego Cliffa, który w 1950 r. zerwał z trockizmem, odmawiając poparcia bloku radzieckiego w wojnie koreańskiej. Właśnie teraz, kiedy cliffowska SPR potępia radziecką akcję w Afganistanie jako "imperialistyczną", IMG urządza wspólne mityngi z tymi antykomunistycznymi renegatami. A w połowie lutego na konferencji narodowej IMG "większość" (ledwo powyżej 50 procent) głosowała za "rozpoczęciem publicznej kampanii dla zjednoczenia sił IMG z siłami SPR". Nawet główna opozycja chciała podążyć tym likwidacjonistycznym kursem, pragnąc jedynie zażądać lepszych warunków. (Patrz: "IMG skłania się ku Cliffowi", Spartacist/Britain, marzec 1980 r.)

Zalecając się do lewicowo-socjaldemokratyczno-eurokomunistycznego środowiska, ZS latami bezkrytycznie entuzjazmował się prozachodnimi dysydentami w bloku radzieckim. W świetle obecnych posunięć Cartera przypominamy sobie, że na początku 1979 r. sponsorowane przez ZS czasopismo "Labour Focus on Eastern Europe" przedrukowało bez komentarza apel grupy radzieckich emigrantów o całkowity gospodarczy, technologiczny i kulturalny bojkot ZSRR. Krążenie tej reakcyjnej, antykomunistycznej propagandy spowodowało, że Tamara Deutscher wycofała się ze sponsorowania czasopisma. W ten sposób, kiedy teraz większość ZS twierdzi, że przeciwstawia się bojkotowi moskiewskiej Olimpiady przez Cartera i "imperialistycznym sankcjom", ta deklaracja jest mało przekonująca.

Afganistan rozsadza mandelowskie odprężenie

Jak Mandel godzi głoszony przez siebie trockizm z orientacją ku przegrupowaniu z tymi, co odmawiają obrony Związku Radzieckiego? Po prostu głosząc, że obrona ZSRR przeciwko imperializmowi jest nieznacząca w tym szczęśliwym wieku odprężenia. Mandelowska koncepcja odprężenia jest faktycznie odmianą starej, z lat sześćdziesiątych XX w., maoistowskiej doktryny o kondominium supermocarstw. Mandel zaprzecza, iż imperializm amerykański pozostaje fundamentalnie wrogi radzieckiemu zdegenerowanemu państwu robotniczemu.

Raczej definiuje on te stosunki jako wspólne dławienie sił rewolucyjnych na całym świecie. Twierdzi on, że Rosja Breżniewa funkcjonuje w istocie jako żandarm światowego kapitalizmu; takie stanowisko w istocie (jeśli nie w formie) jest tożsame ze stanowiskiem nowolewicowych maoistów i "trzecioobozowców" takich jak Cliff.

Mandel wyśmiał tendencję spartakusowską jako trzymającą się obrony Związku Radzieckiego, z powodu naszego twierdzenia, że Waszyngton porzucił swą powietnamską politykę odprężenia i powrócił na ścieżkę zimnej wojny (ideologicznie wyrażonej w kampanii Cartera w sprawie "praw człowieka"). W lutym 1979 r., po wojnie chińsko-wietnamskiej, twierdził on: "nic się nie zmieniło w podstawowych aspektach sytuacji światowej, która konsekwentnie podąża drogą wzajemnego pokojowego współistnienia i współpracy Moskwy i Waszyngtonu w skali światowej". ("Za różnicami w sprawie konfliktów militarnych w Azji Południowo-Wschodniej", Intercontinental Press, 9 kwietnia 1979 r.)

Nie bierzcie sobie do głowy tego, że Waszyngton raczej otwarcie współpracował z chińską inwazją na sojusznika Związku Radzieckiego. Nie bierzcie sobie do głowy tego, że w dniu, kiedy chińska armia przekraczała wietnamską granicę, Departament Stanu przestrzegał Związek Radziecki przed naturalnym odwetem. Dla Mandela odprężenie jest ponad wszystko.
Jego ostatnia książka "Rewolucyjny marksizm dziś", opublikowana parę miesięcy przed kryzysem w Afganistanie", prawdziwie prorokuje:

"Chciałbym zaprzeczyć, iż wkraczamy w nową sytuację zimnowojenną, w której imperializm, mniej lub bardziej sprzymierzony z Pekinem, przygotowuje agresywny pęd przeciwko Związkowi Radzieckiemu. (...) Upierałbym się, że podstawową tendencją w obecnej sytuacji światowej nie jest nowa zimna wojna na pełną skalę między Moskwą a Waszyngtonem, lecz kontynuacja pokojowego współistnienia, które jest prowadzone już od paru dziesięcioleci" [?!]
Można sobie wyobrazić, jak rakiety Trident startują z Morza Północnego ku swemu celowi w Moskwie i przelatują nad Uniwersytetem w Louvain, gdzie pewien profesor od marksizmu wykłada, że odprężenie żyje i dobrze się ma i jest główną osią polityki światowej.

Pamiętacie, jak Michel Pablo, kiedy w latach pięćdziesiątych XX w. chciał wlec się w ogonie Kremla, wynalazł teorię "stuleci trwania zdeformowanych państw robotniczych". Obecnym odpowiednikiem u Mandela - mającym na celu przytulenie się do antyradzieckich dysydentów, eurokomunistów i Jimmy'ego Cartera - są "dziesięciolecia pokojowego współistnienia".

Marks lubił powiedzenie brytyjskiego empiryka: fakty są uparte. Dziś w Afganistanie obrona ZSRR jest postawiona z bezpośredniością, której nawet taki centrystowski szarlatan jak Mandel nie może uniknąć. Każdy wie, że apelowanie o wycofanie wojsk radzieckich jest apelowaniem o ustanowienie fanatycznie antykomunistycznego rządu na południowej granicy ZSRR. Jednak dla ZS militarne popieranie Armii Radzieckiej w Afganistanie wykreślałoby kurs przeciwko prawie każdej organizacji, tendencji i osobie, do połączenia się z którymi dążył on w ciągu ubiegłych pięciu czy nawet dziesięciu lat.
Po latach zamiatania kwestii rosyjskiej pod dywan teraz ZS zbiera nagrodę w postaci masowej antyradzieckiej hossy w obliczu podżegania wojennego przez amerykański imperializm w sprawie Afganistanu. Czy głęboko zakorzeniony cynizm ZS w stosunku do programu może zapobiec ostrej, a nawet frakcyjnej polaryzacji w głównych kwestiach rewolucyjnej orientacji w okresie nasilonej burżuazyjnej antyradzieckości, to się jeszcze zobaczy.

Czy tam jeszcze coś zostało z prymitywnie lewicowej energii, jaka kiedyś charakteryzowała młode kadry ZS, które w maju sześćdziesiątego ósmego roku budowały barykady na paryskich ulicach i nosiły flagi Vietcongu w radykalnych "mobilizacjach" w sprawie Wietnamu, czy też "dzieci sześćdziesiątego ósmego roku" przez lata wleczenia się w ogonie frontów ludowych wyrosły na zwyczajnych antyradzieckich socjaldemokratów?

Jedno jest jasne: spójny trockistowski program Międzynarodowej Tendencji Spartakusowskiej, dla krajów zacofanych koncentrujący się na walce o rewolucję permanentną - walce o wyzwolenie pod kierownictwem nie "antyimperialistycznej burżuazji", lecz rewolucyjnego proletariatu, jest jedyną drogą naprzód.

O bezwarunkową obronę militarną zdeformowanych i zdegenerowanych państw robotniczych przez rewolucję socjalistyczną w krajach kapitalistycznych i rewolucję polityczną przeciwko stalinowskim biurokracjom!
Rozszerzyć zdobycze rewolucji październikowej na ludy afgańskie!
Spartacist(1980 r.)

Źródło: http://fdlbc.nethit.pl/viewtopic.php?f=2&t=2368

Białoruś i Wenezuela popierają reformy w Syrii

images.jpg

Jak podaje www.geopolityka.org, Poleć znajomym prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko spotkał się z ambasadorem nadzwyczajnym i pełnomocnym Syrii w Mińsku Farukiem Tachojem.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

CAPITALIST