Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 20 gości.

Na stronie głównej

Irańska partia Tudeh: Teokratyczny reżim oznacza rządy zbirów i grabieżców nad krajem i nad ludem! Musi zostać powstrzymany

tudeh.png

Irańska partia Tudeh: Teokratyczny reżim oznacza rządy zbirów I grabieżców nad krajem I nad ludem! Musi zostać powstrzymany

Jorge Martin: Boliwia – reakcyjny zamach stanu zmusza Moralesa do dymisji

EvoMorales_1383933c.jpg

Tekst oryginalnie opublikowany w język angielskim na oficjalnej stronie Międzynarodowej Tendencji Marksistowskiej pod adresem:

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: I can’t get no satisfaction, czyli Tao Kapitału

KarolKapitał.jpg
See video

 
Avineri zauważa dalej: „ Pojawienie się własności jest postrzegane przez Hegla jako inna próba przyswojenia sobie przyrody przez człowieka, ale tym razem na wyższym poziomie. Naturalny obiekt nie jest już więcej przyswajany w celu jego zanegowania, ale – przeciwnie – obecnie jest on zachowywany. 
 
Jednak znaczenie tego przyswajanego obiektu nie zależy teraz od jego związku z przyswajającym podmiotem, ale raczej od tego, że inne Podmioty uznają ten obiekt za przynależny wyłącznie temu właśnie szczególnemu podmiotowi (…)” (tamże). Własność nie ma charakteru jednostkowego, podkreśla Avineri za Heglem – odnosi się do osoby uznanej przez inne podmioty w tym charakterze. „Własność zawsze zależy od konsensu społecznego, od świadomości, nie zaś od zwykłego faktu posiadania czegoś” (tamże). 
 
A zatem „własność pozostaje więc dla Hegla momentem walki człowieka o jego uznanie” (tamże) – jako całkowicie społeczny moment bytu, własność jawi się nierzadko jako fundament respektowania godności jednostki, nie mówiąc już o faktycznym uznaniu jej wolności. 
 
Co ważne, z perspektywy marksistowskiej, „na tym etapie swej filozoficznej antropologii, Hegel wprowadza pracę do swego systemu. Tylko dzięki pracy, twierdzi Hegel, ‘przypadkowość brania w posiadanie zostaje przezwyciężona (aufgehoben)’. Dla Hegla, praca jest sublimacją pierwotnej satysfakcji; w pracy ‘jednostka abstrahuje od satysfakcji, tzn. nie osiąga jej. Obiekt jako obiekt nie zostaje zniszczony, ale zostaje zastąpiony innym’.” (tamże). „Poprzez pracę człowiek staje się ‘uniwersalnym dla innych, ale tak samo postrzega innych’.” (tamże). 
 
„Praca okazuje się więc przekształceniem pierwotnie niszczycielskiego charakteru apetytów w coś konstruktywnego: podczas gdy człowiek prymitywny, na wzór zwierząt, konsumuje przyrodę i niszczy przedmiot, praca utrzymuje przedmiot jako obiekt pożądania człowieka nie dzięki negacji, ale dzięki odtworzeniu. Podczas gdy cel produkcji tłumaczy się jako uznanie przez innych, bodźcem jest wciąż potrzeba. (…) Praca jest więc zawsze intencjonalna, nie instynktowna, albowiem reprezentuje ona potencjał człowieka do tworzenia swego własnego świata” (tamże). 
 
Jednak „poglądowi Hegla na pracę jako na narzędzie, dzięki któremu człowiek rozpoznaje siebie samego w świecie i w ten sposób rozwija zarówno ten świat, jak i siebie samego, towarzyszy zdanie sobie sprawy z tego, że warunki pracy zakładają nie tylko realizację człowieka, ale i jego możliwe zubożenie. Dla Hegla, praca, taka jaka jest praktykowana w historii ma podwójny aspekt. Z jednej strony, stanowi uzewnętrznienie i obiektywizację ludzkich zdolności oraz potencjału: dzięki pracy natura staje się częścią naturalnej historii człowieka (…) Ale praca stwarza również warunki, które są przeszkodą dla ludzkich prób integracji ze światem. Ten czynnik alienacji [tkwiący] w procesie pracy nie jest w oczach Hegla jakimś marginalnym aspektem pracy, który można naprawić bądź zreformować: jest fundamentalny i immanentny dla struktury ludzkiego społeczeństwa i stanowi jedną z tych cech charakteryzujących nowoczesne społeczeństwo, które będą stale intensyfikowane” (tamże).
 
Dlatego „w przeciwieństwie do atomistycznego, indywidualistycznego poglądu na pracę, który postrzega pracę jako pierwotną, zaś wymianę jako drugorzędną i pochodną, opartą na wartości dodatkowej, dla Hegla praca ma zawsze jako przesłankę wzajemny stosunek, podporządkowujący produkcję jej poznawczym aspektom. Nikt nie produkuje dla siebie samego, ale wszelka produkcja zakłada innego – stąd w pracy zawsze jest obecny podstawowy element uznania.
 
Jednak ta wzajemność rodzi pewien problem: chociaż każda potrzeba ludzka jest konkretna, całość potrzeb, dla których podejmuje się produkcje w jej totalności, jest abstrakcyjna i nie może zostać konkretnie wyrażona aż do chwili, w której cały proces produkcji i dystrybucji zostanie zakończony. Produkcja staje się więc abstrakcyjna, a podział pracy wydaje się adekwatny do potrzeb produkcji, a nie do potrzeb producentów. (…) Pracując dla wszystkich, jednostka już nie pracuje dla siebie; element odległości oraz potrzeba zapośredniczenia są stałym wymogiem łączącym jego pracę z zaspokojeniem jego potrzeb. Praca społeczna nieuchronnie pociąga za sobą alienację (…)
 
Ta analiza niewątpliwie ukazuje Hegla jako jednego z najwcześniejszych radykalnych krytyków nowoczesnego systemu przemysłowego. Hegel wskazuje na konieczną więź między pojawieniem się maszyn a intensyfikacją procesu alienacji, i w tym względzie znów zajmuje pośrednie stanowisko między tych, którzy idealizują maszyny a niszczycielami maszyn (…)
 
Im więcej czerpie z natury, tym bardziej ją podporządkowuje, tym nędzniejszy staje się sam. Dzięki przetwarzaniu przyrody dzięki wielu maszynom [człowiek] nie znosi konieczności wykonywania pracy; on tylko rozwija pracę, odciąga ją od natury i przestaje odnosić się do niej w żywotny sposób. Przeciwnie, ucieka przed tą negatywną formą żywotności, zaś praca, która mu pozostaje staje się coraz bardziej zmechanizowana. Ilość pracy spada jedynie dla całości, nie dla jednostki wręcz przeciwnie, wzrasta, albowiem im bardziej zmechanizowana staje się praca, tym mniej ma wartości i tym bardziej musi pozostawać indywidualnym znojem” (tamże).
 
Jednak Avineri podkreśla (za Lukacsem) różnicę między Heglem a Marksem w tym względzie – dla Hegla alienacja jest niezbywalnym aspektem obiektywizacji, zaś Marks utrzymuje, że alienacja nie jest wewnętrzną cechą procesu produkcji, ale wynika tylko z jej historycznych warunków. Marks dostrzega więc możliwości rozwiązania, zaś dla Hegla nie ma możliwości oddzielenia obu od siebie.
 
Dla Hegla wniosek był taki, że nierówności społeczne są nieuniknione. Avineri podkreśla, że Hegel jest świadomy tego, że bogactwo narodów można zbudować jedynie na ubóstwie całej klasy. Przy okazji zauważa, że Hegel używa pojęcia „klasa” wyłącznie w odniesieniu do robotników (Arbeiter), podczas gdy w odniesieniu do pozostałych grup używa tradycyjnego pojęcia „stan”.
 
Hegel zauważa także rozszerzanie zasięgu gospodarki rynkowej na pola, na których mały i średni biznes nie są w stanie osiągać niezbędnego zysku.
 
Biorąc pod uwagę rozważania Hegla, pokrótce tu zaprezentowane za Shlomo Avinerim, trudno trwać przy opinii, że Marks krytykował jemu współczesną ekonomię z pozycji późniejszej ekonomiki burżuazyjnej jako zgodnej z nauką jako taką. Dialektyka heglowska przedwcześnie stanowiła samoświadomość poznania ludzkiego, naukowości, zanim jeszcze pojawiła się treść nauki gotowa do ukazania takiej wewnętrznej sprzeczności, jak to miało miejsce w przypadku fizyki newtonowskiej. Nic dziwnego, że także refleksja Marksa nie znalazła zrozumienia u jego współczesnych, choć sukces ruchu robotniczego był empirycznym dowodem prawdziwości marksizmu.
 
Rozważania S. Avineriego prowadzą także do wniosku, że Hegel i Marks wyciągnęli wszelkie możliwe konsekwencje z systemu im współczesnej ekonomii politycznej. Jeżeli Marks daje rozwiązanie problemu, który Hegel uznał za nierozwiązywalny i nieprzekraczalny, to zapewne musiał dostrzec rozwiązanie tkwiące w tych samych uwarunkowaniach, które Hegel brał pod uwagę. Obaj bowiem opierali się na osiągnięciach ekonomii politycznej swego czasu. O ile dla Hegla obiektywny charakter alienacji powodował niemożność emancypacji od wyzysku, o tyle dla Marksa emancypacja nie stawiała sobie zbyt ambitnych (i przez to nieosiągalnych) celów. Obiektywizacja naturalnego potencjału człowieka pociąga za sobą alienację, ponieważ tylko w pochłanianiu zdobywa się i przekazuje informację. Emancypacja ma więc dotyczyć tylko tej pracy ludzkiej, której odebrano charakter twórczy, a co wiąże się z pracą materialną, mechaniczną, odtwórczą, związaną z produkcją dóbr materialnych. A więc i z klasą robotniczą pracującą w sektorze produkcji materialnej.
 
Marksizm nie jest teorią osiągnięcia stanu pozbawionego jakichkolwiek wewnętrznych sprzeczności. Proces twórczy jest z natury obarczony wewnętrzną sprzecznością i pochlania swego twórcę. To jest naturalne i sprawiedliwy charakter tego procesu polega na utrzymaniu jego charakteru jednostkowego, indywidualnego. Umasowienie wyzysku pracy kreatywnej jest wynikiem masowości wyzysku pracy produkcyjnej. Wraz z emancypacją zniknie masowy charakter alienacji pracy twórczej, choć nie zniknie charakter alienacyjny w odniesieniu do jednostki. Będzie ona miała jednak charakter przypadkowy i sporadyczny. Nieznośny charakter alienacji pracy twórczej wynika z komercjalizacji właściwej kapitalizmowi, gdzie wyzysk pracy odtwórczej, produkcyjnej, stwarza warunki dla powszechnej komercjalizacji w poszukiwaniu nieskończonych pól osiągania zysków.
 
*
 
Rozważania powyższe były jedynie wstępem, aby uzasadnić stanowisko Marksa w kwestii teorii ekonomicznej. Po pierwsze, dialektyczna metoda Marksa ma głębokie uzasadnienie, nawet jeśli S. Avineri słusznie zauważa, iż Marks nie mógł znać Heglowskich System der Sittlichkeit oraz obu wersji Realphilosophie. W końcu obaj filozofowie odwoływali się do tych samych greckich korzeni nauki, akcentując każdy inny nurt tego sposobu myślenia.
 
Po drugie, zarzuty, jakie by nie były, niezmiennie dotyczą Marksowskiej teorii wartości. Rozważania Hegla stanowią pomost do koncepcji Marksa – od klasycznej teorii ekonomii zwieńczonej pracami A. Smitha i D. Ricarda. Potwierdza to Marks stwierdzeniem, że perspektywa Hegla jest perspektywą nowoczesnej ekonomii politycznej. Wyrzucenie Marksa z „dobrego towarzystwa” jest analogiczne do wystawienia za drzwi salonu gromadzącego zadufanych akademickich bubków operujących na poziomie przyjmowania bądź odrzucania wulgarnego materializmu, niezdolnych do twórczego przezwyciężenia wadliwego w tym względzie dziedzictwa Oświecenia, ale przez to właśnie otwierającego możliwości dokonania owego przezwyciężenia, a nie tylko – jak to ma miejsce – jałowego narzekania na głupotę epoki Oświecenia.
 
Jak pisze P. Sweezy we Wstępie do wydania pracy E. Boehm-Bawerka i R. Hilferdinga (Eugen von Boehm-Bawerk, Karl Marx and the Close of His System and Boehm-Bawerk’s Criticism by Rudolf Hilferding, edited with an Introduction by Paul Sweezy, Augustus M. Kelley, Nw York 1949), Marks był świadom, że w warunkach rozwiniętego kapitalizmu towary nie są sprzedawane po swojej wartości. Marks był też świadom tego, że towary nie mogą być po tej wartości sprzedawane. Jego analizy dotyczyły prób wytłumaczenia tego faktu. Odpowiada na to w I tomie Kapitału. Boehm-Bawerk nie musiał czekać do III tomu, żeby to zrozumieć. Ale żeby móc, trzeba chcieć…
 
W najbardziej osławionym rozdziale I pierwszego tomu Kapitału jest wszystko, co jest potrzebne dla zrozumienia omawianej kwestii. Trzeba tylko umieć posługiwać się dialektyką. Dlatego było nam potrzebne wszystko to, co znalazło się powyżej. Bez zrozumienia dialektyki nie można zrozumieć dlaczego teoria wartości ma znaczenie ogólniejsze i ujmuje zjawiska głębiej niż burżuazyjna ekonomika.
 
Teoria wartości mówi o gospodarce jako o całości zamkniętej w pewnym, konkretnym okresie (np. roku). Nacisk jest położony na aktywność ludzką (stosunki międzyludzkie), a nie na stosunki między rzeczami. W gospodarce jako całości, wszystko, co zostało wytworzone w danym okresie przez jednych producentów może zostać wymienione tylko na to, co wytworzyli pozostali. To są materialne, rzeczywiste warunki funkcjonowania gospodarki z punktu widzenia społeczeństwa, ludzi, jednostek i grup społecznych.
 
Wprowadzenie pieniądza (utowarowienie gospodarki) powoduje, że towar pozornie usamodzielnia się, może bowiem zostać wymieniony nie na drugi materialny towar (nosiciela konkretnej, fizycznej potrzeby jednostki), ale na symbol wartości – pieniądz.
 
Ale pieniądz też jest towarem (na co zwraca uwagę Marks, obracając go w rękach w poszukiwaniu wszystkich konsekwencji wynikających z tego faktu). Z tego faktu wynika, m.in. taki skutek, że wartość pieniądza może wzrastać lub spadać (analogicznie do innych towarów). To oznacza, że nawet najbardziej adekwatnie do wymogów rynku ustalona cena towarów nie jest w stanie zapobiec pojawieniu się kryzysu.
 
W gospodarce bezpieniężnej, towary są materialne i ich podzielność jest ograniczona. Możliwości elastycznego dopasowania podaży do zapotrzebowania są więc także ograniczone. Pieniądz jest nieskończenie niemal elastyczny. Przy okazji, ta jego cecha fałszuje rzeczywistość podaży i popytu w odniesieniu do materialnych wartości znajdujących się na rynku i w odniesieniu do konkretnych, niepodzielnych zapotrzebowań ludzi. Elastyczność, korzystna z punktu widzenia pojedynczego towaru okazuje się więc czynnikiem zwiększającym ryzyko niedopasowania w gospodarce jako całości.
 
Pieniądz nie jest więc w stanie zmienić żelaznego prawa wartości – tego, że towary wyprodukowane w danym okresie można wymienić skutecznie tylko na inne towary wyprodukowane w tymże okresie. I że wartość jednego towaru jest realnie określona stosunkiem ilościowym między nim a wszystkimi pozostałymi towarami na rynku.
 
Można, oczywiście, manipulować tymi warunkami wrzucając do obiegu towary wyprodukowane za granicą lub włączając do rozrachunków towary mające powstać w przyszłości (nie mówiąc już o „cudach” dokonywanych na rynkach finansowych przez domorosłych Davidów Copperfieldów burżuazyjnej iluzjonistyki stosowanej). Ale to jest tylko manewr odkładający wybuch kryzysu w czasie. Prawo wartości działa nieubłaganie.
 
Przy okazji – to, co nazywa się (nawet w marksizmie) prawem wartości, to fake.
W tym kontekście można tylko zaznaczyć kwestię, że rozwiązanie problemu możliwości funkcjonowania gospodarki socjalistycznej, zaproponowane przez, np. Oskara Langego, na którym opierała się dalsza logika reformowania systemu, była z gruntu i z ducha niemarksistowska. O czym najlepiej świadczy rzeczywisty, materialny i historyczny rezultat konsekwentnie realizowanego kierunku reformowania gospodarki socjalistycznej w duchu tego teoretyka, dość skutecznie spolemizowanego przez szkołę Misesa.
 
Kończąc, pragniemy powtórzyć – ci marksiści, którzy ubolewają nad tym, że Marks „nie zdążył” wyłożyć swej teorii ekonomicznej w całości, przypominają tych, o których mówi Biblia: „patrzą, a nie widzą; słuchają, a nie słyszą”.
 
Przypomnijmy, że Lenin to jakoś zrozumiał i nie ubolewał nad niedokończonym charakterem dzieła Marksa.
 
Zrozumienie dialektyki nie jest proste. Świadczy o tym los koncepcji Hegla. Zrozumienie teorii wartości jest więc konsekwentnie mniej więcej tak samo skomplikowane, co zrozumienie teorii względności. Jednocześnie, jest niezwykle proste, kiedy złapać nić przewodnią.
 
*
 
Jak mówił Lao-tsy: Tao wypowiedziane przestaje być Tao. W sumie Tao ekonomii politycznej, Marks wyłożył w I rozdziale I tomu Kapitału. Co ponadto, to odchodzenie od Tao Kapitału. Nic dziwnego, że interpretacje teorii wartości przez postmarksistów są równie odlotowe, co interpretacje Tao te Jing przez współczesnych spirytualistycznych frustratów, którzy dążą do osiągnięcia satysfakcji w świecie, w którym w pojedynkę jest to mało prawdopodobne.
 
I CAN’T GET NO SATISFACTION
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski11 listopada 2019 r.

See video

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Taniec na zmurszałych deskach

the_communist_worker.jpg
See video

 
Wedle filozofii i teorii Marksa, społeczeństwo organizuje się na bazie zasadniczego podziału pracy między wytwórcami bogactwa materialnego a grupą zawłaszczającą wartość dodatkową. Dzięki istnieniu materialnej wartości dodatkowej, może się rozwijać twórczość niematerialna: kultura i sztuka. Kapitalizm komercjalizuje i tę sferę, upodabniając jej funkcjonowanie do funkcjonowania sfery wytwórczości materialnej. Ale zewnętrzne podobieństwo nie jest tożsamością – możliwość istnienia kultury jest nadal pochodną istnienia bogactwa materialnego. 
 
Poziom kultury (a także jej bezwartościowy, powierzchowny blichtr) może być jednak narzędziem podporządkowywania sobie społeczeństw, które trudnią się wytwarzaniem dóbr materialnych, ale ich kultura jest mniej ceniona na rynku światowym. Zostaje sprowadzona do rangi folkloru zabiegami medialnymi i propagandowymi. W ten sposób kultura staje się metodą wspomagającą przywłaszczanie sobie materialnej wartości dodatkowej krajów pozbawionych kultury wywindowanej przez zależne od kapitału media opiniotwórcze do rangi obowiązującego stylu życia. Kraje nie reprezentujące owej powszechnie uznanej kultury mogą uczestniczyć w podziale zagrabionej wartości dodatkowej na zasadzie członków stada podporządkowanych umownemu samcowi alfa. Na tym opiera się sławetna rola hegemona światowego. Wartość samca alfa decyduje o wartości stada, więc podporządkowane osobniki są zainteresowane dobrą kondycją hegemona, nie tracąc z oczu perspektywy, że jeśli samiec alfa osłabnie, to rozpęta się walka o zajęcie jego pozycji w stadzie. Póki pozostałe samce nie czują się przygotowane, utrzymują samca alfa w przekonaniu, że jest niezastąpiony. 
 
Hegemonia USA słabnie w ostatnim czasie. Ukrywanie tego faktu jest na rękę pozostałym „sojusznikom”, którzy usiłują sobie wypracować jak najlepsze pozycje do startu o rywalizację o przywództwo. W tym kontekście należy widzieć sprawę sankcji przeciwko Rosji. Dęta propaganda wokół sankcji jest obliczona na zmylenie idiotów. Sankcje nie mają bowiem na celu Rosji jako takiej, ale są narzędziem płonnej chęci utrzymywania rywali z dala od gospodarki rosyjskiej, z chęcią zachowania wpływów w tym obszarze dla siebie na wyłączność. Destabilizacja sytuacji w Rosji jest celem USA, które chce przeszkodzić rywalom w zagospodarowaniu potencjału rosyjskiego, co byłoby gwoździem do trumny tego przebrzmiałego supermocarstwa.
 
Polityka demokratów, polegająca na chamskim penalizowaniu Rosji nie okazała się najskuteczniejszym działaniem. Trump usiłuje rozbroić rywali stosując metodę kija i marchewki wobec Rosji, czyli utrzymując ją w niepewności co do swych intencji, dzięki czemu Rosja nie czuje się postawiona pod ścianą i nie jest skazana na przyjęcie oferty niemieckiej czy francuskiej. Wszyscy muszą działać bardzo ostrożnie, żeby nie sprowokować otwartego wybuchu skrywanej, acz coraz mocniej buzującej wrogości, która w każdej chwili może się przekształcić w wybuch wojny o zasięgu światowym.
 
Podobnie jak w okresie I wojny światowej, sytuację może uratować wybuch rewolucji skierowanej przeciwko własnym, imperialistycznym reżymom. Doświadczenie Rewolucji Październikowej pokazuje jednak, jak ogromna może być cena braku jedności i solidarności w międzynarodowym ruchu robotniczym. Obecnie ruch ten jest w rozsypce, a lewica nawet nie usiłuje go złożyć na powrót, ponieważ dominująca stała się w niej ideologia socjaldemokratyczna, która swoje nadzieje opiera na wierze w przezwyciężenie konfliktu klasowego w warunkach poprawy poziomu życia społeczeństwa. A to dzięki prodemokratycznym regulacjom prawnym, które zobligują kapitał do łożenia na państwo socjalne.
 
Efektywne państwo socjalne w powojennej Europie opierało się właśnie na skutecznym zmuszeniu kapitału do poważnego opodatkowania zysków. Było to wynikiem niepowtarzalnej sytuacji polegającej na istnieniu (choćby propagandowym) alternatywy dla systemu kapitalistycznego. Ideologiczna ściema socjaldemokracji i – konsekwentnie – współczesnej lewicy – polega na fałszu teoretycznym, który głosi, że bogactwo społeczne jest wytwarzane w sferze niematerialnej, na równi, a może i bardziej niż w sferze materialnej.
 
Praktycznie państwo dobrobytu opierało się na opodatkowaniu zysku kapitału, a nie na opodatkowaniu obywateli. Teoretycznie – koncepcja Marksa uzasadnia ten fakt.
 
Współczesna lewica opiera się jednak na pobożnych życzeniach teoretyków drobnoburżuazyjnych, którym przeczy zarówno praktyka kapitalizmu, jak i teoria marksizmu. Sfera niematerialna, jak powiedzieliśmy wyżej, tworzy warunki dla wyzysku innych, zagranicznych wytwórców bogactwa materialnego. Wewnątrz zaś narzuca sprawiedliwsze reguły podziału.
 
Różnica między koncepcją socjaldemokratyczną a marksistowską polega na postulacie przejęcia produkcji materialnej przez samych producentów i organizacji wokół tej struktury całości społeczeństwa z jego politycznymi instytucjami, czego gwarantem pozostaje dyktatura klasy robotniczej.
 
Autarkia nie jest rozwiązaniem, niemniej dążenie do reindustrializacji, które stało się ostatnio powszechną modą, dodatkowo zaświadcza o tym, że elity polityczne mają świadomość możliwości wybuchu konfliktu światowego, a reindustrializacja jest gorączkowym sposobem przygotowania się na tę ewentualność, którą elity tuszują wmawiając sobie i innym, że chodzi tylko o „pokojową” rywalizację w ramach międzynarodowej współpracy. Wskazuje to na fakt, że w obliczu sytuacji ekstremalnej, ludności nie wyżywi się nieskończoną podażą amerykańskich seriali telewizyjnych, nawet najbardziej kasowych.
 
W dziejach walk klasowych mieliśmy etap walki chłopstwa, które było wytwórcą materialnego bogactwa społeczeństwa. Wyzysk chłopów dał możliwość wspaniałego rozwoju wielu cywilizacji, które jednak padały pod naporem sprzeczności związanych z ich sposobem produkcji. Chłopi są dużo bardziej związani z przyrodą niż robotnicy. Chłopi nie mogli jednak spełnić tej samej funkcji, co klasa robotnicza w walce klasowej, ponieważ ich ideałem był powrót do własności prywatnej ziemi (i innych środków produkcji). Utopie powstające na bazie świadomości chłopskiej chwytały istotę problemu – kwestię własności środków produkcji – ale nie mogły jej skutecznie rozwiązać, ponieważ wspólna własność środków produkcji stała w sprzeczności z partykularnym interesem klasy wyzyskiwanej, a więc potencjalnej nosicielki idei emancypacyjnej.
 
Tym tłumaczyć można reakcyjne zachowanie chłopstwa w okresie rewolucji burżuazyjnej.
 
Ta trudność znikła wraz z ukształtowaniem się nowoczesnego proletariatu fabrycznego. Dlatego, jak pisał Marks, w idei socjalizmu naukowego została przezwyciężona utopia związana z chłopstwem jako klasą-nosicielką antagonistycznej sprzeczności w społeczeństwie klasowym aż do epoki przemysłowej.
 
Jednak robotnik jest bardziej oddalony od przyrody niż chłop. Stąd inna trudność polegająca na braku zakorzenienia świadomości proletariatu w tej podstawowej relacji przyroda – społeczeństwo. Stąd rozbieżność między klasą w sobie i klasą dla siebie. Zrozumienie relacji między pracą tworzącą bogactwo a przyrodą, zafałszowane uspołecznieniem relacji do przyrody przez stopień cywilizacji, kształtujący mentalnie także i robotników, wymaga pracy intelektualnej. Wymaga zdolności oderwania się od bezpośrednich manifestacji rzeczywistości społecznej. Tę zdolność daje dialektyka, która zajmuje się funkcjonowaniem intelektu i obnaża jego uzależnienie od materialnej rzeczywistości W systemie idealistycznym jest to przedstawiane jako uzależnienie rzeczywistości materialnej od Intelektu (Ducha), ponieważ w oglądzie intelektualnym nie sposób uniknąć przekonania, że rzeczywistość materialna jest celowa. Ogląd materialistyczny uzasadnia twierdzenie, że postrzeganie celowości jest skutkiem zdeterminowanej kolei wydarzeń w sytuacji, kiedy wybory są podejmowane arbitralnie, lecz racjonalne wybory są uzależnione od oceny sytuacji, czyli zdeterminowane w tym znaczeniu. Racjonalność intelektu jest wytworem reguł przyrodniczych, które same nie są regułami intelektu, tylko własnymi. Ale podjęta decyzja eliminuje pewien krąg możliwych wydarzeń, sprawiając wrażenie istnienia celowości zaszłego procesu. Racjonalność towarzyszy decyzji arbitralnej, zaś zdeterminowanie może zostać stwierdzone wyłącznie jako efekt. W każdym z tych etapów mamy do czynienia z działaniem przeciwstawnych sił: arbitralność opiera się na racjonalności; determinizm jest celowością (racjonalnością) arbitralnego wyboru.
 
Dialektyka mówi więc, że bez intelektu nie ma determinizmu. Dialektyka postawiona z głowy na nogi mówi, że intelekt (racjonalne działanie) jest możliwy wyłącznie w konkretnych warunkach naturalnych. Uświadomienie sobie tych warunków jest uruchomieniem intelektu do działania. Idealizm twierdzi odwrotnie, że to świadomość uruchamia świat materialny do działania.
 
Uświadomienie sobie własnej śmiertelności jest iskrą, która inicjuje intelekt, czyli uświadomienie sobie warunków istnienia. W ten sposób tłumaczy się pierwotność filozoficznie pojmowanej materii nad „duchem” (czyli intelektem). W istocie chodzi o to, że materia i świadomość są jednoczesne, jednak świadomość (samoświadomość) jest potencjalnością zawartą w materii, a która rozwija się wraz z przekształcaniem się i ekspansją materii, dochodząc do punktu kulminacyjnego, w którym zaczyna się produkcja materii (filozoficznej) przez potencjał intelektualny. W tej sytuacji potencja samoświadomości staje się rzeczywistością (siłą sprawczą), zaś materia staje się potencjalnością (a więc celem istnienia rzeczywistości).
 
W społeczeństwie oznacza to, że narasta potencjał zmiany relacji społecznych. Poziom cywilizacyjny zdaje się uniezależniać ludzi od materialnej rzeczywistości, jednocześnie czyniąc z produkcji materialnej zasadniczy cel „ducha” (samoświadomości ludzkiej).
 
W tym kontekście najwyższe wykwity lewicowej refleksji teoretycznej, polegające na starożytnym wręcz upieraniu się przy sprawiedliwym rozdzielnictwie dóbr materialnych, jawią się jako jawny bezsens i obnażają nieadekwatność lewicy do podejmowania problematyki współczesnej myśli filozoficznej. Rzecz bowiem nie w rozdzielnictwie, ale w produkcji. Poziom rozwoju sił wytwórczych stawia przed społeczeństwem ludzkim wyzwanie dotyczące charakteru produkcji świata materialnego, który warunkuje przyszły charakter intelektu, a więc – w praktyce – organizacji życia społecznego. Pole arbitralnego wyboru zdaje się nieograniczone, niemniej racjonalny wybór jest o wiele skromniejszy. Musi on wynikać z przemyślenia przeszłych doświadczeń, aby pozostał racjonalny.
 
Potencjał samoświadomości działa z równym niepohamowaniem, co potencjał świata przyrody (ucieleśnienia materialności). Wszystko, co możliwe musi się zmaterializować, nawet jeśli jest niekorzystne z punktu widzenia człowieka jako wytworu walki z niepohamowaniem potencjału materialności, która była naszym wcześniejszym doświadczeniem.
 
Emancypacja klasy robotniczej (związanej z produkcją materialną) jest racjonalnym rozwiązaniem problemu dialektyki rozwoju rzeczywistości na zasadzie postulowanej przez myślicieli starożytności – a mianowicie na zasadzie dążenia do Prawdy, Piękna i Dobra, które to pojęcia jedynie odwołują się do instynktownych przeczuć, a nie do ścisłej definicji. Jako abstrakcyjne pojęcia zawierają w sobie zbyt obszerną zawartość konkretności, by mogły być adekwatnie wyrażone w stosunku 1:1. Zadania zawarte w walce klasowej i w filozoficznym pojęciu klasy robotniczej mają taki sam status wyrażając dynamiczny i wewnętrznie sprzeczny charakter zjawiska, które opisują. Ale dzięki temu sformułowaniu (klasa robotnicza odnosząca się do produkcji materialnej) wyrażają w skrócie istotę zadania wynikającego z racjonalnej, arbitralnej decyzji, którą wybrało społeczeństwo tworząc ruch robotniczy.
 
Krytycy marksizmu odnoszą się do wewnętrznych sprzeczności koncepcji, które są wyrazem sprzecznej natury zjawisk, których problematyzację koncepcja ta podejmuje i wyjaśnia. Dopóki proces nie zakończył się, nie istnieje jego determinizm, a możliwości wyboru dają wrażenie wewnętrznej sprzeczności. Chodzi o osiągnięcie takiego stanu organizacji społecznej, w której zadania tkwiące w pojęciu klasy robotniczej zostaną rozstrzygnięte i przyjęte jako stan naturalny. Nie kładzie to kresu dalszemu rozwojowi (nie jest to żaden koniec historii ani kraina wiecznej szczęśliwości – możliwości konfliktów dzielących społeczeństwo zostały skutecznie zarysowane w historii współczesnej, a lewica jest gotowa uznać je za ważniejsze niż emancypację klasy robotniczej, co tylko wskazuje na potencjał konfliktu w nich drzemiący).
 
Ambicją współczesnej lewicy jest zaistnienie na politycznej scenie w sytuacji, kiedy scena ta jest zbudowana ze zmurszałych desek i grozi zawaleniem w każdej chwili. To jest działanie nacelowane na pogrążenie się wraz z całą resztą. Tymczasem marksizm ma dawać kierunek poruszania się w tym chaosie towarzyszącym kresowi danej cywilizacji. Ten kres nie był nadzieją marksizmu – wystarczy wspomnieć peany Marksa na cześć burżuazji w Manifeście czy jego rozterki na temat brytyjskiego panowania w Indiach, ewentualnie sarkastyczne uwagi Engelsa na temat „idiotyzmu życia wiejskiego”. Od lewicy zależy, czy marksizm pozostanie w historii li tylko tragiczną samoświadomością zmierzchu cywilizacji zachodnioeuropejskiej, czy teorią nowego etapu dziejów ludzkich.
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
11 listopada 2019 r.
 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

USRR