Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 134 gości.

Na stronie głównej

Faszystowski charakter Obozu Narodowo-Radykalnego i nacjonalizm - odpowiedź "Rozsądnemu"

onr.jpg

Dlaczego uważacie ONR za ugrupowanie neofaszystowskie? Czy ONR się uznaje za ugrupowanie faszystowskie?

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Lewicowa bajka o faszystach, czyli koń jaki jest, każdy widzi

ONR

Normal 0 21

 
Dopóki jej nie ma, trwać będzie normalna rywalizacja lokajów kapitału o uprzywilejowane miejsce przy korycie władzy. Termin „lokaje” obejmuje również część tzw. lewicy, która stoi na stanowisku, że gospodarka kapitalistyczna jest OK, tylko należy zmienić warunki podziału produktu krajowego.
 
Jak na razie, to istotna wrogość panuje na linii skrajni nacjonaliści – lewica obyczajowo-kulturowa, co sprowadza ten konflikt do poziomu folkloru politycznego.

Niemniej, istnienie i narastanie tendencji skrajnie nacjonalistycznych, nie tylko i nie przede wszystkim w Polsce, świadczy o pojawieniu się i utrzymywaniu narastającego, choć wciąż utajonego, konfliktu między światem pracy a rządami kapitału. Gospodarka światowa i wynikające z niej relacje międzypaństwowe zostały po raz kolejny doprowadzone przez system kapitalistyczny do nierozwiązywalnych, strukturalnych sprzeczności. Tendencje nawiązujące do fali faszystowskiej z okresu międzywojennego są tego coraz lepiej widocznym wyrazem.
 
Narzuca się nam stara prawda, że realne konflikty nie mają miejsca między samymi ideologiami, ale między rzeczywistymi grupami reprezentującymi radykalnie odmienne interesy. Choć mogą odbywać się w kostiumach ideologicznych, a nawet mieć realne znaczenie dla ich uczestników. Ideologia może być, przy okazji, bardzo zagmatwana, sprzeczna i zamazująca podziały raczej niż je objaśniająca.
 
Tak ma się rzecz z koncepcją faszystowską – nie bez kozery antykomuniści wszystkich krajów porównują i zrównują tę koncepcję z alternatywą komunistyczną, której boją się bardziej niż samego faszyzmu. Stąd ostrzeżenie, że w razie wzrostu i radykalizacji lewicy, problem „faszyzmu” gwałtownie i bez uprzedzenia ustąpi poczuciu zagrożenia „komunizmem”, prowadząc do – klasycznego – oddania władzy faszystom po to, aby zrobili oni porządek z komunistami. Przy czym „komunistą” będzie każdy, kto okaże się niewygodny.
 

 
Rację ma więc P. Jaworski, który obśmiewa lewicową, „antyfaszystowską” obsesję wynikającą z potrzeb bardziej „samolansu” niż z rzeczywistego zagrożenia (w tym momencie). Na tym cennym spostrzeżeniu jednak kończy się jego analiza.
 
Poparcie oddolne dla skrajnego nacjonalizmu jest – jak powiedzieliśmy wyżej – znakiem czasu i jego problemów, tych podstawowych, dotyczących interesów klasowych, a nie tylko kwestii obyczajowo-kulturowych. Lewica, która sprowadziła współczesną grę interesów klasowych do poziomu debilnego, symbolicznie ujmowanego jako problem „prekariatu” (co przytomnie zauważa P. Jaworski w swoim artykule), nie rozumie i nie może rozumieć zjawiska nacjonalizmu i populizmu, uważając siebie za pępek świata i za cel ataku.
 
W swoim niezrozumieniu otaczającej ją rzeczywistości, lewica jawi się jako porażająco głupia, a tym samym śmieszna. Byłaby w tym do pominięcia, gdyby nie była jeszcze tak irytująco drażniąca dla tej części społeczeństwa, która stoi przed realnymi problemami i która czuje, że to dopiero początek prawdziwych kłopotów. Kłopotów, dodajmy, z których nie wyciągnie ich żaden salonowy filantrop typu Piotra Ikonowicza, nawet gdyby dostał się do Sejmu, a nawet tym bardziej.
 
Bez podjęcia tematu historycznego, odkłamującego związki faszyzmu z demokracją burżuazyjną i pokazującego liberalno-demokratyczne (obejmujące lewicę reformistyczną) przyzwolenie na rozprawę z komunizmem, nie ma mowy o odkłamywaniu historii w wersji IPN – pod tym względem cała „radykalna” lewica jest IPN-owska. A to nie pozwala widzieć współczesnego problemu w realnej perspektywie. Pozostaje zadziwienie, że np. w Brazylii zwyciężył „faszysta” Bolsonaro. A przecież wszystko szło tak dobrze – biedni nie marli z głodu tak nagminnie, jak przedtem. Bolsa Familia to przecież spełniony Ikonowicz! Poprzewracało się w głowach tym podopiecznym socjalu!
 
Jaworski nie odbiega wszakże od tzw. lewicowej rodzinki, która utożsamia postulaty obyczajowo-kulturowe z klasowymi, a to z uwagi na „realizm polityczny”, w ramach którego obserwujemy rzekomo dalekosiężne zmiany w strukturze „klasy pracowniczej”. Jej rdzeniem jest obecnie to, co niegdyś określano mianem drobnomieszczaństwa, czyli grupa społeczna czerpiąca dochody z wtórnego podziału wartości dodatkowej. Interesy tej grupy społecznej są odmienne od interesów klasycznej klasy robotniczej (klasy produkcyjnej). Ta klasa – w doktrynie politycznej nowoczesnej lewicy – stała się wąską podgrupą „klasy pracowniczej”, a jej interes przestał być interesem wiodącym i organizującym walkę klasową w ogóle. W związku z tym, rozwiązaniem problemu wyzysku bezpośredniego producenta jawi się rozwiązanie zgodne z rozwiązaniem wiodącym, czyli poprawa systemu rozdzielnictwa w ramach antagonistycznego sposobu produkcji. W przypadku producentów bezpośrednich tym rozwiązaniem jest więc poprawa socjalu, a nie zniesienie stosunku klasowego w samym sercu systemu produkcji.
 
Prawicowy populizm podejmuje problem, intuicyjnie dostrzegając brak jego rozwiązania przez lewicę. Ponieważ nie jest to koncepcja antykapitalistyczna, proponuje takie rozwiązania, jakie są dostępne w ramach systemu kapitalistycznego. Jedyną dostępną opcją jest opcja nacjonalistyczna – a jednocześnie podejmuje problem w jego faktycznej istocie, jaką jest międzynarodowy, kapitalistyczny podział pracy, w którym poszczególne kraje i regiony mają swoje miejsce w globalnym systemie produkcji, i rozwiązuje zgodnie z logiką kapitału.
 
Liberalne skrzydło przyjmuje tę samą logikę, z tą drobną różnicą, że przyłącza się do unijnej polityki neutralizowania skutków propagandowych ekspansji kapitału Centrum poprzez udawanie miłosierdzia wobec ofiar własnej agresji, czyli wobec imigrantów. Faktycznie zaś jak najbardziej dostrzega trudności, pocieszając się jednak tym, że wspólnie najsilniejszy ekonomicznie region świata sobie z problemem poradzi. Radykalna lewica odgrywa rolę pierwszej naiwnej, która wszystko widzi optymistycznie. W czym pomaga jej wydatnie głębokie przekonanie, iż mleko pochodzi od Auchan, a nie od krowy. Dopóki więc jest Auchan, nie ma problemu.
 
Można w skrócie powiedzieć, że dopóki wraz z imigrantami rośnie konkurencja na rynku niewykwalifikowanej i produkcyjnej siły roboczej, drobnomieszczaństwo szczebla „klasy średniej” nie widzi powodu do niepokoju. Jest ono jednak bardzo realną rezerwą elektoratu „faszystów” (cywilizowanych i u władzy, gdy zajdzie taka konieczność), jeśli sytuacja zacznie wywierać wpływ na sytuację materialną „klasy średniej”.
 
Siła faszyzującego, prawicowego populizmu zawsze polegała na przejmowaniu bazy lewicy rewolucyjnej, albowiem zawsze była to najbardziej zrewoltowana grupa społeczna i, przez to, najbardziej dynamiczna. Poza tym, w sytuacji słabości lewicy rewolucyjnej, jest to baza poniekąd porzucona. Dziś zaplecze tzw. nowej radykalnej lewicy bynajmniej nie jest antykapitalistyczne (mimo różnych, nie zawsze wiarygodnych haseł). Jej radykalizm sprowadza się do żądania innego, sprawiedliwszego podziału, uznając efektywność kapitalizmu jako systemu skutecznie wytwarzającego dobra dla tego podziału. Również zasady tego podziału są przedmiotem radykalnych postulatów, nie stanowiąc zagrożenia dla kapitalistycznego sposobu produkcji.
 
Alternatywa antykapitalistyczna zależy więc, w opcji nowej radykalnej lewicy, od dobrej woli kapitalistów… Co przekłada się na strategię wyborczą i, szerzej, polityczną w ogóle.
 
Tymczasem, prawicowy populizm, z braku laku, odwoływać się musi do grup społecznych, których sytuacja zależy od sposobu produkcji. W ten sposób przejmuje bazę lewicy rewolucyjnej. Za to zresztą lewica rewolucyjna się na nią obraża, chociaż wcześniej sama „olała” ciepłym moczem interes klasowy owej bazy i to już dwa pokolenia wcześniej. Uwzględniając analogiczny proces stalinowskiego zastępowania bazy robotniczej przez reformistyczne „całe społeczeństwo” w ramach przejścia na stare, wypróbowane pozycje socjaldemokratyczne, które stwarzały złudzenie stępienia ostrza konfrontacji z kapitalizmem, mamy obraz pełnej degeneracji lewicy, z której trudno się wyleczyć.
 
Warto przy okazji zauważyć, że lekceważona i zepchnięta w quasi-niebyt (przez tzw. nową radykalną lewicę) klasa robotnicza odzyskuje swoją wypartą realność jako baza prawicowego populizmu (czytaj: faszyzmu).
 
A więc w końcu – jest ta klasa robotnicza jako odrębny podmiot społeczny czy jej nie ma?
 
Czy to raczej zależy od tego, co akurat pasuje nowoczesnej lewicy przebojem zdobywającej granty badawcze na rozwijanie prawdziwej nauki?
 
Koń by się uśmiał…
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
23 listopada 2018 r.
 

Józef Dietzgen: Religia socjaldemokracji. Sześć kazań. (1870-1875)

Josef_Dietzgen_vor_1888.jpg

Józef Dietzgen (1828-1888) był niemieckim socjalistą i robotnikiem-samoukiem. W latach 40. i 50.

Towarzysz Jakub: Jak walczono o skrócenie czasu pracy

Strajk

Tekst nadesłany na adres Redakcji WR: redakcja@1917.net.pl
*****************************************************************************************

Paweł Kamiński: Nędza liberalnego „antyfaszyzmu”

Marsz Niepodleglosci 11 listopada 2017 rasistowskie hasla

Publikujemy tekst dotyczący skrajnej prawicy napisany w kontekscie wydarzeń wokół zaplanowanego na najbliższą niedzielę Marsz

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Pic na wodę i fotoshop

m-e-l.jpg

Normal

See video

 
Niejasność co do statusu marksizmu nie jest wymysłem naszych czasów. Tzw. młody Marks, uczeń Hegla, nie miał tego typu problemu jedynie dlatego, że był zajęty krytyką idealistycznego charakteru filozofii swego nauczyciela; sama natomiast dialektyka dawała mu przekrojowy ogląd całości historii ludzkiej. Wbrew twierdzeniom różnych niedouczonych krytyków Hegla, którzy – w przeciwieństwie do Marksa – nie potrafili docenić jego pracy, dialektyka opierała się na drobiazgowym rozbiorze współczesnej filozofowi myśli naukowej, nie będąc sama gałęzią nauki.
 
 
Mówiąc brutalnie, metoda dialektyka polegała na tym, że dokonywała subiektywnej (bo przeprowadzonej z pewnego punktu widzenia), ale i obiektywnej (albowiem ten punkt widzenia nie był arbitralny) selekcji materiału historycznego i naukowego. Marks również dokonał próby zastosowania dialektycznego myślenia do zastanego materiału i otrzymał pewną jasną wizję, czerwoną nić przewodnią, która nie pozwalała mu zagubić się mimo pełnego zaangażowania w skomplikowane, burzliwe i pełne sprzeczności życie polityczne XIX wieku.
 
 
Z tej perspektywy, Marks miał też jasność co do tego, że komuniści nie będą jakąś partykularną partią przeciwstawną pozostałym partiom socjalistycznym, czemu dał wyraz w Manifeście komunistycznym. Dla podkreślenia tego faktu, ważne jest to, na co zwrócił uwagę Étienne Balibar w swojej książce Trwoga mas, a mianowicie, że w praktyce politycznej to stanowisko wyrażało się w stałym „rozgrywaniu” jednych „sekt” przeciwko drugim, co budziło szczerą nienawiść bardzo wielu działaczy. Mimo to (a może właśnie dlatego? – czego Balibar już nie zauważa), droga polityczna Marksa i Engelsa szła konsekwentnie w kierunku budowania robotniczej partii masowej. W ogniu sporów i polemik, podgrzewaniu podziałów, które pozostałym graczom politycznym wydawały się uderzeniem w jedność – a wszak „w jedności siła”. Problem w tym, że jedność byle czego daje w rezultacie jedynie tylko więcej bylejakości…
 
 
Paradoksem historii jest to, że w chwili szczytu powodzenia tej polityki, kiedy to pod koniec XIX i na początku XX wieku masowa partia robotnicza w Niemczech osiągnęła status pełnoprawnej siły politycznej, zabrakło zrozumienia dla podstawowej zasady dialektyki, którą kierował się Marks, a która umknęła jego z kolei uczniom i współtowarzyszom. Zabrakło czerwonej nici przewodniej, która politykę aktywnego stosunku do sprzeczności czyniła racjonalną, a więc i kreatywną w stosunku do politycznej rzeczywistości.
 
 
Należy w tym miejscu powrócić do „młodego Marksa”, który – otrzymawszy na drogę dobry ekwipunek – nie poprzestał na tym i, jak na sprawnego Żyda przystało, majątek intelektualny pomnożył. W zrozumieniu, jak to miało miejsce także bardzo pomocny jest Balibar, który zauważa coś, co postmarksistowskiej lewicy kategorycznie wisi. A mianowicie fakt, że od tego młodzieńczego etapu, Marks dokonał samodzielnego kroku, który udokumentował w Kapitale.
 
 
Praktycznie nieobecny w Kapitale proletariat został tam zastąpiony przez klasę robotniczą. O ile proletariat, termin przydatny dla wizji historiozoficznej, do wytyczenia szlaku od przeszłości do przyszłości, określił istotę dziejów z punktu widzenia wzajemnych relacji ludzkich w kategoriach panowania i podporządkowania, o tyle Kapitał pokazał, w jaki sposób ta historyczna droga konkretyzuje się na bieżąco. Wyjątkowość epoki kapitalizmu, uchwycona już wcześniej, polegająca na możliwościach produkcyjnych zdolnych zaspokoić podstawowe potrzeby materialne całego społeczeństwa, wymagała zrozumienia, na czym opierał się ten specyficzny mechanizm. Zrozumienie mechanizmu wyzysku robotników określało także konieczne cele do realizacji w ramach programu emancypacji społecznej. Ważne, że ponieważ kapitalizm jest systemem wyjątkowym, niosącym materialne warunki konieczne dla urealnienia zniesienia wyzysku, to zniesienie wyzysku klasy robotniczej jest w tej perspektywie równoznaczne ze zniesieniem wyzysku, który – jak historia pokazała – jest możliwy pod różnymi postaciami.
 
 
Ponowne nawiązanie do pojęcia „proletariat” w Kapitale dokonało się dopiero przy okazji II wydania tej książki. Trudno nie zgodzić się z Balibarem, że było to logiczne spięcie ogólnych planów komunistycznych z okresu walk 1848 roku z doświadczeniami Komuny Paryskiej, czyli walk, w których klasa robotnicza przyjmuje na siebie rolę proletariatu – masowego ruchu, który działa na scenie politycznej, podczas gdy robotnicy jako tacy zajmują się walką czysto ekonomiczną (przynajmniej w teoretycznych wyobrażeniach działaczy politycznych, bo w życiu realnym czasem trudno to oddzielić).[i]
 
 
Precyzyjne rozpracowanie mechanizmu wyzysku kapitalistycznego przez Marksa w Kapitale zaowocowało wpływem marksizmu w ruchu robotniczym oraz stworzeniem silnej i samodzielnej partii masowej. Bez tego etapu, masowy ruch proletariacki był ograniczany przez ideologię panującą reprezentowaną przez państwo. Państwo jest skondensowanym wyrazem doświadczenia przeszłych walk społecznych, efektem choćby wyniku walki burżuazji z arystokracją feudalną, a więc i walk ideologicznych, zastąpienia jednej ideologii panującej przez drugą, wiele obiecującą skądinąd.
 
 
Różnorodność relacji łączących szerokie rzesze proletariackie z burżuazją skutkuje ich podatnością na ideologię klasy panującej. Tym różnym grupom społecznym wystarczyłaby tylko konsekwentna realizacja haseł zapisanych na sztandarach Rewolucji Francuskiej (plus „własność”). Ich radykalizm sprowadza się do żądania innego podziału, w imię równości i sprawiedliwości formalnie (choć nie faktycznie) respektowanych przez burżuazyjną republikę. Tu istnieje różnica w stosunku do klasy robotniczej, której sytuacji nie poprawia w żaden sposób konsekwentna realizacja haseł demokratycznych. Zaspokojenie żądań o charakterze ekonomicznym nie ma nic wspólnego ani z hasłem wolności (robotnik jest wszak wolny w przeciwieństwie do niewolnika czy do chłopa w społeczeństwie stanowym), ani z hasłem braterstwa (braterstwo ulega zawieszeniu, bo praca w fabryce wymaga dyscypliny), ani z hasłem równości (ponieważ praca w fabryce jest pracą pod komendą), ani też wreszcie postulat własności nic nie zmienia, ponieważ jego realizacja wymagałaby wyjścia z klasy robotniczej, a nie powodowałaby zmiany stosunków społecznych w szerszym wymiarze.
 
 
Natomiast realizacja postulatów bardziej sprawiedliwego podziału opiera się na zwiększeniu wyzysku robotników, jeśli kapitaliści chcą zachować swój poziom zysku. A wszyscy rozumieją, że skoro od kapitalistów zależy poziom produkcji, który przekłada się na dobrobyt wszystkich, to muszą mieć oni motywację do prowadzenia tej działalności. Wyzwolenie klasy robotniczej rozbija więc sam sposób produkcji u jego podstaw. Sensowność walki klasy robotniczej o jej wyzwolenie ekonomiczne jest oparta na fundamencie zakładającym istnienie alternatywy produkcyjnej, czyli społeczeństwa bazującego na innym sposobie produkcji. Z jednej strony, klasa robotnicza może poprowadzić produkcję bez udziału kapitalistów, z drugiej – społeczeństwo bezklasowe zakłada zniknięcie klasy robotniczej jako specyficznej kasty. Prowadzenie produkcji w interesie całego społeczeństwa zakłada, z kolei, jakąś formę społecznego zarządzania produkcją, czyli odciążenie klasy robotniczej od zadania zarządzania produkcją w zastępstwie kapitalistów. Czyli – umożliwienie jej zniknięcia. Bezklasowość polega na zniesieniu społecznego podziału pracy, czyli jakąś część kondycji robotniczej przyjmują na siebie wszyscy członkowie społeczeństwa.
 
 
Jeżeli reszta społeczeństwa zadowala się sprawiedliwym podziałem, którego warunkiem jest zwiększenie wyzysku robotników produkcyjnych, zaś robotnicy są zainteresowani zwiększeniem płac, to – aby to nie stało w sprzeczności z dążeniem „proletariatu”, czyli reszty spauperyzowanego społeczeństwa – wymagane jest odebranie kapitalistom części zysku, czyli – przy niezmienionym systemie społeczno-ekonomicznym – zniechęcenie ich do produkcji.
 
 
Nauka ekonomii wskazuje na ten fakt bardzo wyraźnie. Większość społeczeństwa demokratycznego nie jest zainteresowana jego zmianą, a więc i zmianą sposobu produkcji, który jako jedyny gwarantowałby możliwość utrzymanie zarówno sprawiedliwości społecznej, jak i poziomu dobrobytu. Zewnętrzną możliwością pogodzenia tych sprzecznych postulatów jest wojna, czyli czerpanie dodatkowej wartości do podziału z grabieży, zaś w wyniku wojny rozbudowanie aparatu produkcyjnego państwa zwycięskiego, a więc i zwiększenie jego szans na utrzymanie dobrobytu nawet w sytuacji kryzysu w pozostałych krajach.
 
 
Rachunek zysków i strat zależy od tego, kto go wykonuje. Szczególnie robotnicy nie są skłonni do ponoszenia nadmiernego ryzyka, gdyż z reguły to oni ponoszą koszty każdej z obranych strategii.
 
 
Umasowienie partii robotniczej miało jako uboczny skutek rozmycie celów robotniczych wynikających z miejsca klasy robotniczej w relacji kapitalista – robotnik. Przeprowadzenie matematycznego niemal wywodu na temat wyzysku kapitalistycznego przez Marksa odsunęło nieco w zapomnienie wartość dialektyki, która leżała u podłoża podjęcia w ogóle takiego wywodu. Jak słusznie zauważa Balibar, trzymanie się Engelsa kurczowo klasycznej filozofii niemieckiej i socjalizmu utopijnego było usiłowaniem utrzymania ustaleń wypracowanych wraz z Marksem. Odwoływanie się do neokantyzmu i do ewolucjonizmu było jednocześnie próbą zajęcia pozycji wobec współczesnej nauki i zyskania sobie przez marksizm miana bycia jedną z jej gałęzi. Na wznoszącej fali pozytywizmu filozofia Hegla jawiła się jako zabobon lub nikomu niepotrzebna metafizyka.
 
 
W związku z tym, koncepcja emancypacyjna została oparta na naukowym rozumowaniu zawartym w Kapitale, mającym uzasadniać historyczną konieczność socjalizmu z matematyczną ścisłością. Ale z tego poszerzonego na całe społeczeństwo, naukowego punktu widzenia, w Kapitale zaczęły rychło pojawiać się luki. Oczywiście, rozumowanie Marksa nie wzięło pod uwagę różnych niezwykle mądrych i jakże empirycznych faktów dotyczących potrzeb konsumentów i ich upodobań, które wpływają na ocenę wartości dostępnych towarów. Jednym słowem, rozumowanie Marksa okazało się rzekomo ograniczone uwarunkowaniami, które zawężały jego pole działania.
 
 
Szybko logicznie okazało się, że największą przeszkodą i wadą Kapitału było skupienie się Marksa na produkcyjnej stronie relacji wyzysku. To, co grało w związku z ogólną dialektyką rozwoju historycznego jako ukonkretnienie na etapie kapitalistycznym, zostało poszerzone na całe pole konfrontacji z ideologią panującą. Konfrontacja ta straciła to, co stanowiło konkretny, historyczny punkt oparcia, zdolny tę ideologię skutecznie zakwestionować.
 
 
Doświadczenie ZSRR było dodatkowym elementem ilustrującym „błędy” marksizmu interpretowanego w kategoriach produkcyjnych. Stalinizm jest od dawna traktowany jako empiryczny dowód na błędność produkcyjnej interpretacji teorii Marksa. Społeczne zarządzanie produkcją okazało się nieskuteczne, socjalizm – chociaż zdeterminowany naukowo i matematycznie – nie nastał, mimo zaklinania rzeczywistości poprzez nadawanie jej tej nazwy.
 
 
Wytykanie błędów marksizmowi ma długą tradycję; już Gramsci twierdził, że w ruchach masowych upowszechniła się wulgarno-materialistyczna wersja tej teorii, co było związane z faktem, że „intelektualiści tych ruchów pragnęli maksymalnie przybliżyć światopogląd do mas, uczynić go strawnym i zrozumiałym, komunikatywnym i możliwie łatwym do popularyzacji, w rezultacie ‘nagięli filozofię do poziomu zdolności percepcyjnych nie rozbudzonych intelektualnie mas’.” (Z. Bauman, „Antonio Gramsci, czyli socjologia w działaniu”, „Prace Kulturoznawcze” XIX, 2016, s. 138).
 
 
Postęp w dziedzinie badania marksizmu polega na dostrzeganiu, że „błędy” te nie są jedynie dziełem spadkobierców Marksa, ale wynikają wprost z jego koncepcji. Z tego względu interpretacja Balibara, chociaż filozof ten nie wyciąga oczekiwanych wniosków ze swej analizy, jest ciekawsza od interpretacji Gramsciego.
 
 
Problem z interpretacją Gramsciego polega na tym, że jeśli intelektualiści konstruują swe rozumienie rzeczywistości kierując się „odczuwaniem” ludu, to są skazani na poruszanie się tylko w sferze zdroworozsądkowej. Jeżeli wierzyć Balibarowi, to wzajemny związek między konstrukcją dialektyczną, wskazującą na perspektywę społeczeństwa bezklasowego jako nadzieję mas proletariackich nagromadzoną przez stulecia, a analizą konkretnego mechanizmu wyzysku specyficznego dla kapitalizmu, pozostawał nieuświadomiony przez samego Marksa. A tym bardziej przez Engelsa, który miał spore kłopoty, aby uporządkować całość teorii, w której sypało się wszystko – z jednej strony, eschatologiczna wizja komunizmu, którą trudno było bezpośrednio wyprowadzić z ekonomicznych analiz Kapitału, z drugiej – eschatologiczna wizja komunizmu, która opierała się na wątpliwym z naukowego punktu widzenia krytycznym odczytaniu dialektyki heglowskiej.
 
 
Gwarantem poprawności wywiedzionych wniosków była partia robotnicza. Propagandowy wydźwięk analizy wyzysku w Kapitale wystarczył, aby dać ruchowi robotniczemu niezbędną pewność siebie i poparcie mas. Na takiej wznoszącej fali można było mówić o wzajemnym dostrojeniu się „odczuć” ludu i naukowej wiedzy (filozofii) partyjnych intelektualistów.
 
 
W rzeczywistym świecie początku XX wieku, to nie „produkcyjna” wulgaryzacja marksizmu spowodowała katastrofę socjaldemokratycznych, masowych partii robotniczych wyrażającą się w zdradzie rewolucji proletariackiej. Konkretna analiza ekonomiczna Kapitału spełniła swą rolę propagandową i spowodowała rozbudowę partii masowych, ponieważ akurat zeszła się z „odczuciem” ludu (roboczego). Zakwestionowanie (tzw. pierwszy rewizjonizm) na gruncie nauki pozytywistycznej wartości analizy ekonomicznej Kapitału skutkowało zaprzeczeniem związku między tą analizą a wnioskiem na temat konieczności historycznej społeczeństwa bezklasowego, nawet jeśli ten związek nie był do końca jasny dla samego Marksa, który miał mniej czasu i doświadczenia historycznego niż Balibar, aby przemyśleć całą sprawę.
 
 
Praktyka rewolucji rosyjskiej pokazała, że historyczny ruch mas tworzy podłoże dla świadomej akcji rewolucyjnej. Ten ruch historyczny jest samodzielnym czynem mas, tak jak im to dyktuje ich uwikłanie w proces historyczny. Partia rewolucyjna, natomiast, ma świadomość i program, które są planem racjonalnego przebiegu wypadków, a przede wszystkim są alternatywą dla chaosu, który wynika ze spontanicznego zrywu mas.
 
 
Nie jest możliwe dostosowanie rewolucji do spontanicznie wysuwanych postulatów szerokich mas. Chociaż to właśnie te postulaty ujawniają się i walczą o swe spełnienie w ramach karnawału, który jest pierwszym etapem rewolucji. Właśnie sprawna organizacja partii jest warunkiem zdyscyplinowania tego żywiołu. A sprawność jest uzależniona od świadomości mechanizmu przejścia od aktualnego systemu do nowego, z jak najmniejszą liczbą ofiar i posunięć jałowych.
 
 
Masy proletariackie są w tym procesie masą krytyczną, zaś zasadą rewolucji jest zrozumienie relacji między kapitalistą a robotnikiem, gdyż jest to relacja, którą należy w nowym systemie zastąpić inną. To zadanie krytyczne, od którego realizacji jest uzależnione powodzenie rewolucji.
 
 
W tym stanowisku nie ma wulgaryzacji teorii – wszystko się zgadza: wyzysk kapitalistyczny koncentruje się w relacji kapitalista – robotnik. Zniesienie tej relacji skutkuje zniesieniem zróżnicowania klasowego. Niepotrzebne jest nawet odwoływanie się do „młodomarksowskiego” uzasadnienia angażującego masy proletariackie, które obecne są w procesie jako sojusznicze wobec klasy robotniczej. W jednym, krótkim momencie zbiega się tendencja historyczna i warunki dla jej urzeczywistnienia. Projektowane stosunki społeczne powinny zostać podporządkowane zniesieniu tej relacji – tylko ten jeden warunek konieczny, reszta jest elastyczna, do uzgodnienia, jest polem dla kompromisów.
 
 
W warunkach izolacji Rosji radzieckiej, realnej dzięki zdradzie socjaldemokracji, możliwe było stworzenie warunków jedynie pod pracę edukacyjną nad świadomością mas proletariackich – taki był zresztą zamysł Lenina, kiedy okazało się, że nie jest możliwa konsekwentna zmiana systemu społeczno-ekonomicznego.
 
 
Późniejsze, biurokratyczne i totalne upaństwowienie środków produkcji, częściowo wymuszone sytuacją gospodarczą, częściowo stanowiące wypadkową walki o władzę w kierownictwie partyjnym, stanowiło właśnie regres do wulgarnego pojmowania socjalizmu jako systemu bardziej egalitarnego podziału, w imię którego system produkcji był traktowany przez biurokrację tak, jakby miała do czynienia z kapitalistą, któremu należy i wreszcie można bezkarnie odebrać wartość dodatkową. Jednocześnie, biurokracja sama musiała wczuwać się w rolę kapitalistycznego właściciela i domagać się od „niekapitalistycznego otoczenia” daniny na rzecz rozwoju przemysłu, niezbędnego, aby gospodarka coś produkowała dla podziału.
 
 
Klasa robotnicza nie zmieniła swego położenia w społecznym podziale pracy, z tym, że zamiast kapitalisty miała teraz naprzeciw siebie biurokratę. Jednocześnie klasa robotnicza reprezentowała przemysł, który przejął rolę wirtualnego kapitalisty-wyzyskiwacza, ponieważ w oczach społeczeństwa, potrzeby rozwijania przemysłu pożerały w powszechnej świadomości tę część wartości dodatkowej, która mogłaby zasilać konsumpcję.
 
 
Jeżeli więc dziś wyciągamy wnioski z historii Rewolucji Październikowej, to widzimy, że wszyscy sensowni przedstawiciele lewicy, w tym marksistowskiej, w gruncie rzeczy, spontanicznie skłaniają się ku idei uspołecznienia jedynie najważniejszych gałęzi przemysłu, tych, które mają znaczenie strategiczne. Są to, jakby nie patrzył, klasyczne sektory przemysłu, obejmujące jądro proletariatu, czyli przemysłową klasę robotniczą.
 
 
Od świadomości tej właśnie klasy jest uzależnione powodzenie następnej rewolucji, ale należy się spodziewać przeciwdziałania ze strony przedstawicieli nurtów intelektualnych, które nie rozumieją strategicznego znaczenia klasy robotniczej w rewolucji i w budowaniu nowego systemu.
 
 
Nastawienie na natychmiastowy, korzystniejszy dla warstw proletariackich i innych, podział wartości materialnych (w praktyce, bynajmniej nie zadowalając się jedynie gwarancją najszerszych swobód obyczajowych i kulturalnych), będzie ponownie bezwładem masowego ruchu, którego siła może, ale nie musi poprzeć rewolucji.
 
 
Jeżeli współcześnie masy proletariackie (szeroko pojęte warstwy pośrednie, obejmujące całość pracowników najemnych) nie odczuwają potrzeby zmiany systemu społeczno-ekonomicznego zwanego kapitalizmem, to nie należy się na nie za to obrażać, a potraktować poważnie i przyjrzeć się przyczynom tego stanowiska. Fundamenty pod nowe, sprawiedliwsze i bardziej egalitarne formy podziału wartości dodatkowej są już wypracowywane. Ogromny sektor usług tylko na zasadzie represji i dyktatu kapitalistycznego jest utrzymywany w rygorze komercyjnym, choć wszyscy dostrzegają bezsens tego rygoru. W nowym, postulowanym systemie podziału komercjalizacja traci ostatecznie swą rację bytu. Poza sektorem przemysłu jest ona utrzymywana na siłę jako obnażona forma podziału wartości dodatkowej, która właśnie odchodzi w przeszłość.
 
 
Natomiast kapitalistyczne, komercyjne i prywatne formy władania działalnością produkcyjną są dla współczesnej lewicy niekwestionowane i niekwestionowalne; jest ona zapatrzona wyłącznie na formy podziału. W tej kwestii kapitał jest elastyczny – dopóki zachowuje prawo do podziału pierwotnego wartości dodatkowej między płacę roboczą i zysk, może sobie na tę elastyczność pozwolić kosztem robotników.
 
 
Tak więc, dla urzeczywistnienia faktycznej rewolucji wystarczy tylko małe pchnięcie polegające na zmianie stosunków w produkcji – tak, jak to proponował Marks. Pozostałe warunki przejścia do socjalizmu są już dojrzałe i obejmują zgodę na „kolektywizację” sporej części naszego życia codziennego – od świątyń zbiorowego żywienia w postaci McDonaldsów i innych, po „kolektywne” formy opieki zdrowotnej i edukacji. Także dochód podstawowy dla każdego z nas jest projektowany jako społeczny ryczałt uzgadniany kolektywnie.
 
 
Do wykonania tego pchnięcia potrzebna jest wola. Taka wola istniała w postaci partii robotniczej, która stanowiła jedność czynników obiektywnych i subiektywnych koniecznych dla zmiany społecznej.
 
 
Odrzucenie marksizmu jako nauki przez samą naukę (mimo przyjęcia kilku wytycznych, które zdołały pomóc naukom społecznym przezwyciężyć ich ograniczenia związane z indywidualistycznym podejściem) analogicznie do odrzucenia dialektyki heglowskiej, skutkowało poluzowaniem rygoryzmu używanych w marksizmie pojęć i umożliwiło budowanie różnych konstrukcji na bazie teorii marksowskiej potraktowanej jako matryca, w której zmieniano jakiś element i patrzono, co z tego wyniknie (jak np. kwestie gender).
 
 
W efekcie, powróciliśmy do etapu, na którym świadomość niesprawiedliwości społecznej wróciła do stadium ogólnikowości, na którym masy i ich ruch nie są w stanie przekroczyć horyzontu wyznaczanego przez ideologię klasy panującej i konfrontacji z tą ideologią. Mogą się więc skupiać na przezwyciężaniu ideologii już pokonanej przez burżuazję (np. ideologii religijnej) czy na kwestiach zmieniania relacji między normami kulturowymi a biologicznymi (powrót do bezpośredniości relacji władzy i panowania z biologicznością jednostek). Taki wynik historycznej przygody marksizmu nie wydaje się jednak kłopotać Balibara, podobnie jak i innych filozofów marksistowskich czy postmarksistowskich.
 
 
 
TO NASZ OBÓZ WAROWNY.
 
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 4 listopada 2018 r.
 

[i] Na temat pojęcia „proletariat” i jego zastanawiającej nieobecności w Kapitale, patrz Étienne Balibar, Trwoga mas, Wydawnictwo Akademickie DIALOG, Warszawa 2007 – podrozdział zatytułowany „Nieuchwytny proletariat”.
 
"Po prostu marksizm" - nowy blog autorów zlikwidowanej strony "Dyktatura proletariatu"
 

Teodora Feder: Z dziejów Lubelskiej RDR

czerwona flaga.jpg

100 lat temu – w nocy z 5 na 6 listopada 1918 r.

Społeczność

Obama rev