Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 76 gości.

Na stronie głównej

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Mały ogień gasi duży pożar, ale można się poparzyć

W przypadku kryzysu.jpg

Normal

See video

 
Program konserwatystów przewiduje przemianę świata w wioskę z wyrobnikami przypisanymi do ziemi (czytaj: do swoich domów i zakładów pracy), nie mającymi więcej niż potrzeba na przeżycie od wypłaty do wypłaty. Plus nieliczna elita, która nadzoruje ten cały interes i pilnuje, aby przeważał rozwój zrównoważony.
 
Program liberalno-lewicowy (w rozumieniu amerykańskim) przewiduje taki sam podział na elitę i masy, z tym, że mamy do czynienia z obszarami „elitarnymi” i obszarami produkcyjnymi, dostarczającymi materialnych podstaw dla utrzymania poziomu życia w pierwszym obszarze. Natomiast w obszarze „elitarnym” panuje względny egalitaryzm i demokracja, oparte na państwie socjalnym.
 
Program demokratyczny dla świata nie przewiduje bowiem zmiany układu globalnego, ale jest nastawiony na podtrzymywanie chaosu na zewnątrz, dzięki czemu jest w stanie utrzymać niestabilną równowagę u siebie i czerpać z zarządzania owym chaosem. Przedstawia się bowiem jako siła chcąca pomóc w naprawieniu i uregulowaniu chaosu, gdy w praktyce w efekcie nieodmiennie dochodzi do całkowitego zdestabilizowania sytuacji, przekształcającego się w stan permanentny, z którym społeczeństwom „elitarnym” przychodzi jakoś żyć w myśl zasady La Rochefoucauld, że zawsze mamy dość siły, aby znieść cudze nieszczęście.
 
Czy w tym całym chaosie, który grozi wyrwaniem się spod kontroli lewica potrafi zaproponować własną, socjalistyczną alternatywę? Oto jest pytanie...
 
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
29 kwietnia 2020 r.
 
P.S.
 
KTO LEPIEJ LICZY?

Jakby nam mało było strachu, internet podbija stawkę większą niż życie taką, np. informacją, tym bardziej wiarygodną, że podaną za „Financial Times”: „Liczba zgonów z powodu koronawirusa na całym świecie może być nawet o 60 proc. wyższa, niż wynika to z oficjalnych statystyk, szacuje w brytyjski dziennik "Financial Times". "FT" porównał liczbę zgonów z różnych przyczyn w marcu i kwietniu 2020 r. w 14 krajach ze średnią za ten sam okres w latach 2015-2019” (Liczba zgonów z powodu koronawirusa na całym świecie może być nawet o 60 proc. wyższa niż wynika to z oficjalnych statystyk)
 

 
Co z tego wynika?

„Jak pisze gazeta, w tych 14 państwach - wyłącznie zachodnioeuropejskich - oficjalne statystyki w tym okresie (marzec - kwiecień 2020 r.) wykazały 77 tys. zgonów z powodu koronawirusa, podczas gdy ogólna liczba zgonów zwiększyła się o 122 tys. w stosunku do średniej za ten okres dla ostatnich pięciu lat” (tamże). 
 
Niewiele więcej mamy podpierających to rozumowanie danych liczbowych w przytoczonej notatce, ale już na tej podstawie można prześledzić elementarne braki w logice autorów tak polskich, jak i brytyjskich. 
 
Nie wiemy jaka jest ogólna liczba zgonów, autorzy przedstawiają bowiem tylko przyrost zgonów. Ale OK, damy radę, jak mawiał klasyk. 
Skąd wzięła się liczba ok. 60% ? Proste: 
(77 000 x 100) : 122 000 = 63% 
 
Oznacza to, że zgony z powodu koronawirusa stanowią 63% przyrostu wszystkich zgonów. Pozostałe 37% to zgony z innych powodów. Przyjmijmy, za sugestiami autorów, że wszystkie zgony „ponadnormatywne” są związane z wirusem. A więc, władze zaniżają śmiertelność z powodu wirusa nie o 63%, ale o 37%. 
 
Popatrzmy dalej, skoro już drążymy temat. 
Liczba 122 000 zgonów może przestraszyć. 
Zauważmy, że jest to liczba „ponadnormatywnych” zgonów w… 14 krajach zachodnioeuropejskich. Na jeden przypadałoby więc: 
122 000 : 14 = 8 714 zgonów „ponadnormatywnych”. 
A co z przyrostem zgonów z powodu wirusa? 
77 000 : 14 = 5 500 zgonów. 
Nie mamy odnośnika do artykułu z „Financial Times”, więc nie wiemy, czy w skład owych 14 państw wchodzą: Monako, Luksemburg, Andora, Watykan, San Marino, Islandia, Malta, Czarnogóra itp., czy raczej Rosja, Niemcy, Francja, Hiszpania, Polska, Włochy itp. 
 
Przyjmijmy, że jednak autorzy zajęli się państwami o ludności podobnej do ludności Polski (przyjmijmy, że wahania w liczbie ludności w dół i w górę się równoważą). 
 
W Polsce, w roku 2018 mieliśmy… 414 000 zgonów. A więc, analogicznie mielibyśmy w owych 14 krajach liczbę zgonów (normalnych!) na poziomie 5 796 000 osób (414 000 x 14). 
 
Przyrost zgonów w 14 państwach to 122 000, a więc: (122 000 x 100) : 5 796 000 = 2,105%. Tyle wynosi procentowy przyrost zgonów od czasu pandemii w tych 14 krajach. 
 
W Polsce mamy 414 000 zgonów rocznie, co miesięcznie daje 34 500 zgonów (normatywnych). Potwierdzonych zgonów z powodu koronawirusa mamy 562. Doliczmy zaniżenie o 37%: (562 x 37) : 63 = 330. A więc: 562 + 330 = 892. Czyli: prawdziwa liczba osób zmarłych z powodu koronawirusa w Polsce powinna wynosić po korekcie 892. 
 
W stosunku do liczby miesięcznych zgonów „normatywnych”, przyrost śmiertelności w trwającej od ponad miesiąca epidemii w naszym kraju wynosi: 0,22% ((892 x 100) : 414 000). 
 
Średnia bywa myląca. Wchodzą w nią kraje, które nie poradziły sobie z wirusem w początkowym etapie i które „zawyżają” żniwo koronawirusa – co widać w porównaniu choćby z Polską. Średnia nie odzwierciedla skali problemu w tych właśnie krajach. Tam niewątpliwie statystyki wyglądałyby dużo gorzej. W pozostałych zaś o wiele lepiej, np. tak jak w Polsce. 
 
Biorąc pod uwagę ogólny stan zdrowia społeczeństw, brak profilaktyki jako normy w polityce zdrowotnej państw oraz komercjalizacja służby zdrowia, wirus jest bardzo groźny. 

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Od pełni księżyca do wschodu słońca - tylko krok

Karol commmunist star.jpg
See video

 
 
Walka o utrzymanie marksizmu jako niszy akademickiej musi liczyć się z koniecznością efektywnego odparcia owych zarzutów, jakby nie były groteskowe i wyssane z palca. Marksiści muszą sobie poradzić z licznymi wypowiedziami klasyków, w których faktycznie brakowało nuty koncyliacyjnej. 
 
Determinizm, obiektywizm i teoretyczny antyhumanizm istotnie zdobył dla marksizmu pożądaną przez ambitnych jego przedstawicieli niszę. W sytuacji historycznej, w której puste frazesy o humanizmie i poszanowaniu osoby ludzkiej zderzyły się z realiami obu wojen światowych, Wielkiego Kryzysu kapitalizmu lat 30-tych, Holokaustem, bombą atomową, której użył jako jedyny do tej pory kraj uzurpujący sobie wyłączne prawo do definiowania „narodów hultajskich” i Osi Zła, teoria, która głosiła dętość tego typu frazesów, miała zapewnione miejsce wśród uprawnionych sposobów interpretowania świata. 
 
Wadą wprowadzania marksizmu na salony i do niszy akademickiej była konieczność przejścia do defensywy z chwilą, kiedy powojenna odbudowa zrujnowanego świata wywindowała z powrotem winowajców do rangi dobroczyńców. Środowisko akademickie, w tym i marksistowskie, nie upomniało się o zakwestionowanie słuszności naprędce wytypowanych winnych, których rolą było ukrycie rzeczywistych sprawców. Zamiast kapitalizmu z jego destruktywnym mechanizmem, zaczęto oskarżać narodowe przywary Niemców udając, że źródłem nazizmu nie był prawicowy, populistyczny pęd do równania w szeregu zaborczych państw imperialistycznych, ale… narodowy socjalizm, z naciskiem na „socjalizm”. W lustrzanym odbiciu, bez cienia fantazji i oryginalności, odbito krytykę społeczeństwa burżuazyjnego z jego zakłamaniem i przerzucono ją na ideologię „komunistyczną”, która rzekomo wykazała własną odmianę hipokryzji, w której piękne slogany o równości, wolności i braterstwie wszystkich ludzi przykrywały moralną degenerację i niepowstrzymany pęd do władzy dla samej władzy. 
 
Mocno bruździły próbom oczyszczenia się z niesprawiedliwych zarzutów buńczuczne wypowiedzi samych marksistów, którzy z rewolucyjnym zapałem i zaślepieniem odrzucali slogany i walili brutalną prawdę społeczną prosto w oczy. Krytycy marksizmu z miną niewiniątka udawali, że przyjmują te oskarżenia pod adresem burżuazji i kapitału jako… dobrowolne przyznanie się do winy. Świadczące dodatkowo o wyjątkowym cynizmie marksistów, którzy nawet nie usiłowali maskować swoich prawdziwych celów. Jak np. Lenin, który kiedyś powiedział o sprzedaniu przez burżujów sznurka, na którym zostaną oni powieszeni. To, co było silną stroną marksizmu, oryginalnością dającą mu przepustkę do świata burżuazyjnej nauki, stało się stygmatem. 
 
Pozycja akademickich marksistów została zachwiana.
 
Fałszywa gęba, która pozwoliła marksizmowi akademickiemu zadomowić się na kampusach uniwersyteckich, okazała się przekleństwem. Pozycja marksizmu akademickiego sprzyja badaniom, które doszukują się w marksizmie wątków pozwalających mu rozwijać się w różnorodnych kierunkach umożliwiających mu przetrwanie w swojej niszy. Marksizm jako metoda, oczywiście oczyszczona z błędów i wypaczeń stalinowskich, w swej przywróconej, humanistycznej wersji, nadaje się do badania mechanizmów społecznych, dostarczając wynikom osiąganym za pomocą naukowych, empirycznych metod ciekawych i pobudzających wyobraźnię interpretacji, na które nie stać skostniałych ideologii odzyskujących swój autorytet wraz z powrotem idei konserwatywnych.
 
Niezbywalnym powodem do zatargu z marksizmem akademickim z jego dążeniem do nadania doktrynie Marksa rangi systemu konkurującego z ambicjami doktryn Kościoła pozostaje trzymanie się istoty tej teorii, a mianowicie jej świadomie zawężającej interpretacji.
 
Ogarnięcie przez Marksa dotychczasowych dziejów społecznych w sposób nadający im w umyśle (bo nie w tzw. rzeczywistości) charakter sensowny, celowościowy, było możliwe z perspektywy wyselekcjonowanego podmiotu. Tylko ta perspektywa nadaje sensowność teorii Marksa. Interpretacje marksizmu, które pomijają ten aspekt marksizmu, przestają być naukowe. Przyjęcie podmiotu i to podmiotu ściśle określonego, zdeterminowanego przez istotę kapitalizmu, warunkują społecznie racjonalność metody i postulowanego systemu. Pozostałe interpretacje marksizmu czyszczą tę teorię z zawartości społecznej, podstawiając w zamian racjonalność technologiczną, ponadklasową. Odpływają w ten sposób w siną dal arbitralnej fantazji, siejąc złudzenia i bazując na manipulacji z braku koncepcji walki klasowej.
 

Sytuacja zaznaczona przez Marksa, jej uwarunkowania mają charakter historyczny i konkretny, nie zaś ponadczasowy i wszechobejmujący. Jest więc w ten sposób sprawdzalna.
 
Tych, którym wydaje się, że w czasach pandemii i światowego kryzysu dążymy do odbudowy ZSRR czy "czerwonego imperium" odsyłamy do załącznika i doradcy prezydenta Rosji.
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 11 kwietnia 2020 r.
 
ZAŁĄCZNIK:
БОГДАН БЕЗПАЛЬКО: ПАНДЕМИЯ ПОКАЗАЛА, ЧТО С НЫНЕШНЕЙ БЕЛОРУССИЕЙ МЫ НЕ МОЖЕМ ОБЪЕДИНИТЬСЯ, ТАК ЖЕ КАК И С УКРАИНОЙ
 

See video

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008